iwona304
29.11.05, 15:06
Dziesięć lat temu zakupiliśmy z teściami dwie działki rekreacyjne (tzn. jedna
działka nasza, druga teściów) - każda w kwocie 500 zł. Za obydwie działki
zapłacili teściowie, oni też uiszczali podatek w kwocie ok. 15 zł rocznie. Ja
na działce robić nie lubię, tyle co przyjechać, pozrywac maliny czy poopalać
się.
Obydwie działki "użytkował" teść, posadził trawę, drzewka, postawił malutka
altankę.
Ponad rok temu zaczęło się - działki zostały zakwalifikowane do wykupu przez
Skarb Państwa pod budowe obwodnicy. Generalna Dyrekcja DP zaproponowała jak
dla mnie uczciwą cenę więc się z mężem zgodziliśmy. Niestety, okazało się, że
za działkę teściów oferują niższą dużo kwotę (mniej drzewek i altanka na
naszej działce). W międzyczasie siostra męża zakomunikowała mu, iż
teśc "postanowił", że pieniądze ze sprzedaży obydwu(!!)działek podzieli na 3
części - dla nich, dla nas i dla siostry męża.
Odpowiedziałam mężowi, że absolutnie nie zgadzam się na to, tzn. z pieniędzmi
za swoją działkę niech sobie robi co chce, ale naszą niech zostawi nam. Niby
dlaczego mam dofinansowywać 30-letnią, przebywającą na garnuszku rodziców,
niepracującą siostrę męża? Mój mąż od rodziców wyprowadził się 14 lat temu i
złamanego grosza od tamtej pory nich nie otrzymał (oczywiście nie maja
takiego obowiązku). Teść zaczął się pienić, wręcz nakazywać, żebyśmy nie
godzili się na sprzedaz naszej działki za proponowane pieniądze, bo przecież
on tam włożył mnóstwo pracy itp.
Działkę jednak sprzedaliśmy, pieniądze były potrzebne (jak zawsze). Była
święta obraza i przekazane nam przez teściową żądanie, aby zwrócić im różnicę
pomiędzy ceną "łysego" gruntu a cenągruntu wraz z drzewkami i altanką (jakieś
8 tys. zł). Z tego co wiem, mąż jakoś tam rozliczył się z teściami. Co
sądzicie o całej sytuacji?
Dużo jest wątków o podobnej tematyce, dlatego opisałam teraz swoją sytuację.
Pzdr.