mama-gromadki
05.02.06, 15:10
Piszę, bo wkurzyłam się dzieś maksymalnie. Byłam u rodziców, gdzie mieszka
mój brat z żoną i dwójką dzieci.
Dzieci są wiecznie chore, ciągle albo jedno albo drugie ma jakieś zapalenia.
Moja bratowa nie należy do osób bardzo rozsądnych, dlatego nie przyjmuje do
wiadomości, że te dzieci chorują głównie przez nią.
Dzieciaki sypiają w dusznych nie wietrzonych przez całą zimę pokojach, po
domu chodzą w bluzkach i swetrach, do tego na rajstopy nakłada im grube
skarpety. Nawet jak na sanki wychodzą to są opatulone w koce (a to już
przedszkolaki).
Dziś zaproponowałam wspólne wyjście na sanki. Dostałam oper papier, że jak ja
sobie wyobrażam wyjście w takie zimno na dwór i że powinnam ją najpierw
zapytać. A teraz to wyszłó, że ciocia jest dobra bo chciała wyjść tylko mama
jest ta zła, bo nie pozwoliła, a to przecież z troski.
Pomijam awanturę, bo to taki typ człowieka, ale sama mentalność jest
powalająca.
Wzięłam swoje i poszłam z dziadkami na spacer (u nas w południe było
słonecznie i super). Jak wróciłam to usłyszałam, że jej dzieci strasznie
płakały, bo też chciały iść i za to powinna nas spotkać kara i dzieci powinny
się rozchorować.
Tylko, że moje dzieci nie chorują.
Dlatego jak widzę mamuśki histeryczki,które trzęsą się nad swoimi dziećmi, na
nic im nie pozwalając i chroniąc je przed każdym wietrzykiem, to mi się nóż w
kieszeni otwiera. A potem pojewiają się tematy "moje dziecko jest wiecznie
chore", "i znowu jesteśmy chorzy". Zastanówcie się skąd się to bierze.
Zośka
Sorry, ale musiałam