koleandra
11.02.06, 10:02
Co za dzieciak mi się trafił! Nawet w naśmielszych wyobrażeniach nie
umiałabym sobie takiego wymyślić. Mały ma niecałe 8 miesięcy. Ale co on
wyprawiał od urodzenia.... ludzie! Najpierw były kolki... długo bo coś z 5
miesięcy z haczkiem. Przez cały ten czas prawie non stop wył, wyginał się
niemiłosiernie... ach! czego to ja nie stosowałam na te kolki... ale mniejsza
z tym, jakoś to przetrwał on i ja, bez większego uszczerbku na psychice.
Potem się rozchorował, zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc, potem znów
zapalenie oskrzeli z obturacją... miesiąc w szpitalu spędziliśmy. Teraz jest
zdrowy... od jakichś dwóch tygodni.
Wiecie co... ja jestem matką, to moje drugie dziecko, wydawało by się że mam
trochę doświadczenia, cierpliwość i w ogóle... Ale z tym dzieckiem się nie da
mieć minuty spokoju! no nie da się... (oczywiście jak nie śpi).
On się non stop wygina, rzuca tyłkiem, nie chce siedzieć, nie chce leżeć,
wiecznie coś mu nie pasuje, coś mu jest źle, niewygodnie... Jak go biorę na
ręce to sie gnojek odpycha rękami i nogami, jak go oddalam od siebie to
chwyta mnie za bluzkę i chce się przytulić. Sadzam go to rzuca się na twarz i
wyje albo wygnie się, poleci do tyłu i też wyje. Najlepiej jest mu w pozycji
stojącej ale oczywiście tylko przez minutę bo zaraz jakby chciał gdzieś iść,
no nie mam nic przeciwko temu... tylko że on się nie da zanieść bo nie
utrzymasz go na rękach, ma tyle siły skubaniec....
Jest jedna wielka walka z dzieckiem... cały czas. Zabawki go nie interesują.
Moja mama stara się mi czasem pomóc i go bierze na chwilkę ale zaraz ją poty
oblewają... no i rezygnuje. Natan zachowuje się tak jakby chciał fruwać ale
nie potrafił się z tego powodu wściekał.
No co za dziecko, no! Czy on z tego wyrośnie?
Zostawiam go samego sobie tak żeby mnie nie widział i nie słyszał i wtedy
nawet nie wydziwia... ale zaraz woła... i wtedy się zaczyna.