Dodaj do ulubionych

Straszne prawdziwe opowieści

    • pietscharka Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 16:56
      Mama była pupilką swojego taty, który zanim zmarł ( miał nowotwór ) obiecał, że
      przyjdzie do niej i wszystko opowie jak "tam" jest.
      Faktycznie przez kilka miesięcy przychodził do mamy w snach.
      Mówił, że tam są wszyscy, że nia ma piekła ani nieba...
      Którejś nocy powiedział mamie, że umrze sąsiad, bo tak jest napisane w księdze.
      Kilka dni później wujek ( brat mamy ) znalazł sąsiada powieszonego na drzewie
      przy ścieżce w lesie.

      A jeśli o mnie chodzi to nie miałam kontaktu z nadprzyrodzonym.
      Jednak kilka lat temu moja siostra zdawała na studia i miała jechać samochodem
      ze swoim chłopakiem.
      Mnie, jak nigdy, strasznie to męczyło.
      Nie wiem skąd się to wzięło, ale wydzwaniałam do mamy żeby pojechali pociągiem.
      Mama prosiła, ale oni nie i nie - obiecali że będą uważać.
      Pojechali samochodem i mieli stłuczkę... Może przypadek...

      I jeszcze jedno - tata mojej bratowej był umierający. Na kilka godzin przyszła
      do domu ze szpitala. Kiedy siedziała w pokoju coś strasznie huknęło w kuchni.
      Wstała spokojnie - wykonała telefon do szpitala z pytaniem czy tata właśnie
      zmarł - i miała rację.
      • syla113 Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 18:58
        a ja jak mialam 16 lat i nie umialam plywac pojechalam z kolezanka i jej
        rodzicami na dzikie jeziorko(takie na ktore od lat mnostwo ludzi przyjezdzalo),
        i chialam sie nauczyc , przy samym brzegu probowalm plywac az mnie znioslo,
        nagle poczulam ze pod stopami nie mam gruntu ze koncami palcow dotykam ziemi a
        dalej jest bardzo gleboko czulam to, probowalam sie nie ruszac zeby sie nie
        zapasc tam, gdybym krzyknelo to ludzie by mi pomogli ale ja nie bylam w stanie
        nic powiedziec skupilam sie zeby utrzymac sie na tych palcach i tylko w myslach
        krzyczalam POMOCY , zaczelam odmawiac "aniele bozy", i nagle poczulam jak ktos
        mnie delikatnie popycha do przodu , a nie bylo nikogo za mna .smile
        • jagodzianka4 Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 19:49
          witam bardzo fajne historiesmile)mam pytanie jedna z kobitek napisala ze pisala tu mama ktorej corcia zmarla sadpowiem ,ze na forum siedze tym juz 2 lata a nie wiem nicsadjakos mnie to poruszylo..p.s jak znajde czas opowiem swoja historiesmilepozdrawiam
          • diara Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 20:46
            Mi nie dawno przytrafiło się coś dziwnego. To było jak urodził się mój młodszy syn, w drugą albo trzecią noc po powrocie ze szpitala. Miałam ciężką noc, Mały budził się co chwilę, ja byłam strasznie zmordowana i półprzytomna ze zmęczenia.W pewnym momencie wybudził mnie dość głośny huk, jakby coś spadło. Zerwałam się i pierwsze co sprawdziłam co z dziećmi. Spały spokojnie w swoich lóżkach więc położyłam się spowrotem. Już nie miałam siły sprawdzać co to spadło. Tej nocy mialam również dziwny sen. Sniło mi się, że coś stukało mnie po plecach a ja mówię do mamy "Mamo, dlaczego zawsze jak ktoś umrze to przychodzi mnie stukać po plecach?"
            Mąż jak rano wstał, znalazł na podłodze na środku pokoju nasze ślubne zdjęcie, które zawsze stoi na telewizorze i dziwił się skąd się tam znalazlo. To to zdjęcie spadło w nocy. On tego nie słyszał.
            Później trochę się bałam, że dowiem się o czyjejś śmierci, ale nic się nie stalo.
            A może ktoś przyszedł przywitać Igora?
            • mamaemmy Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 22:06
              dziewczyny jest jedna historia,która jednak mnie osobiscie nie dotyczy,a
              obiecałam,że nikomu nie powiem,więc niestety nie mogę.Dotyczy osoby z mojej
              rodziny.Wiem tyle,że gdybym była ateistką,to po tych wydarzeniach juz
              wierzyłabym na pewno...Ale jestem bardzo wierzaca,co w zasadzie przekłada się
              raczej na WIEDZĘ a nie wiarę.Strasznie pogmatwanie pisze,ale naprawdę nic nie
              mogę napisać jasniej.Jedynie to,że niesamowicie ważna jest modlitwa za dusze
              czyścowe,naprawdę,pomódlcie się dzisiaj za swoich zmarłych,i to nie tylko tych
              najlepszych...
              • malgog Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 08:39
                mamoemmy - jesteś strasznie tajemnicza
          • malgog Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 08:42
            Misia (*) jest Aniołkiem Kasi,
            zdjęcia Misi były na "zobaczcie"
            dawne dzieje...

            • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 09:25

              Wanda tak długo prosiła stara, az ta zgodziła się ja zabrac ze soba.
              Szły przez wieś,napotkani ludzie schodzili im z drogi, plując ukratkiem za
              ramię ( na oczach znachorki nie odwarzyli by się na to, bo a nuż rzuci urok)
              Chmara dzieciarni na wyścigi z psami biegła za kobietami wyśpiewując , jakies
              na prętce wymyslone piosenki, bez ładu i składu, za to wrzaskliwie i wesoło.
              Babka już była do tego przyzwyczajona, dziewce było smutno, bo
              poznawała "uroki" fachu, którego, jak mniemała, stara chciała ja wyuczyć. Poza
              tym czuła się niezręcznie w starej sukienczynie, starej zapasce, boso. Zreszta
              buty były w chcinie jedne, a nosiła je stara, Wanda miała juz tak twarde
              podeszwy stóp, że nie czuła nawet kamieni na drodze.
              W końcu dotarły do zagrody gospodarza, czystej, zadbanej, z osobnym kurnikiem (
              w chatce z lasem, mieszkały razem z kurami)olbrzymia stodołą i oborą.
              Gospodarz juz na nie czekał, leżąc na łóżku w boleściach, ale nawety nie
              jęczał, nigdy nie pokazywał po sobie bulu.
              Przy wezgłowi chrego stała jego żona, syn i paru paropków , na których bez
              przerw pokrzykiwał, wydając polecenia, i będąc radym, ze tak sie martwią jego
              zdrowiem.
              Podczas gdy stara zajeła się ropiejąca rana, dziewka starała się, skurzcuc,
              zniknąć, zakrywała ze wstydem rekoma bidą suknie, skrywała stopki, wciskała się
              w ściane, a to z powodu młodzieńca który, usmiechał się ironicznie (ale i z
              zainteresowanie) widąc te nieudane próby ukrycia ubustwa.
              Babka niby to nic nie widziała, wydłubujac ropień z nogi gospodarza, ale
              zerkała interesująco w strone młodych, stara była i znała prawidła rządzace
              swiatem, i juz w tej chwili zaczeła sie martwic...
              • koleandra Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 09:55
                Kalinkaagata! jak mi na ten tychmiast tej opowieści nie skończysz to Cię
                uduszę! kobieto... dlaczego tak torturujesz?
                Czytam z zapartym tchem smile
                • kleo1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 10:14
                  Właśnie, też nie moge się doczekac końca opowieści smile kurcze!
                  • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 10:54

                    kobitki teraz bede ogladac powtorke na wspolnej, a potem naisze cd
                    • be.em Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 10:55
                      eee. . Ty to jesteś mistrzynią horroru i w napięciu trzymasz lepiej niż
                      Hitchcocsmile))
                  • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 10:54

                    wczesniej nigdy nie ogladalam, ale teraz interesuje mnie watek Zanetki, bidrulka
                  • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 11:54
                    Po paru dniach znowu wezwano stara do gospodarza, zalepiła rane mieszanina
                    przżutego cgleba i pajeczyny, i rana przestała się paskudzić. Nie wzieła ze
                    sobą Wandy, bała się , wywołać wilka z lasu...
                    A tym czasem Wacław przemyśliwał...
                    Bardzo spodobała mu sie dziewka znachorki, raczej łatwa zdobycz ocenił i taaaka
                    samotna. Oczywiscie nie miał na mysli, żeniaczki, ależ skąd!!!
                    Był na to za młody, zreszta wiedział, że predzej czy później bedzie musiał
                    ożenic się z Hanka zza miedzy, najbogatsza panna we wsi. Ojcu bardzo na tym
                    zależało, żeby połączyć gospodarki...
                    A woli ojca lepiej się nie sprzeciwiac, o tym wiedział najmarniejszy parobek.

                    A w chacie za lasem, dziewka jakby nieobecna dumała, nad młodzieńcem,
                    nieiwedziec czemu cały czas o nim myśłała, jak sie do niej uśmiechał, jakie ma
                    oczy niebieskie, jak te kwiatki koło sadzawki, modre...I jak na nią patrzyły,
                    stara patrzyła na dziewczyne, patrzyła...
                    A ty czasem we wsi szykowało sie weselisko!!!!
                    A jak weselisko, to wiadomo, karzy przyjś może, byle podarek młody przyniósł.
                    Żenił sie Wincenty od Podgórskich z niejaka Martą, ale się weselicho szykowało,
                    że wieś takiego nie pamietała!!!!
                    Wieści dotarły nawet do smutnej chałupinki za laskiem...Jakze wandzia mażyła,
                    że tam pójdzie!!! Ale co na siebie wdziać, przecież nic nie ma!!!
                    Babce żal się zrobiło dziewczyny, postanowiła jej pozwolic iść, no bo jak to
                    młodego ciagnie do młodych, a dyć Wacław na pewno jej nie bedzie chciał, jak
                    tam i Hanka Zagrodna bedzie i insze dziewki, i ojciec chłopaka i cała wieś!!!
                    Zatem niech idzie i juz jej stara swoje buty szykuje, zwykłe chodzki, i zapaske
                    pozyczy, za duża nieszkodzi, to sie zawinie. I wymyła sie Wand w źródełku, i
                    włosy w korone zapletła, i taka była piękna jak nigdy...
                    a we wsi juz grają, juz słychac skoczna muzyke, bum bum bum hopsa la la
                    Nogi same podrygują, a jedzenia! a napitku wszelakiego!!!
                    I wandzia już biegnie, jak na skrzydłach tylko szybko, i nawet podarek niesie z
                    soba, małego koziołka, co to stara za poród ode jednej baby dostała.
                    Jakież było gości zdumienie, jak ta znajdę dojrzeli, i jakie szepty, to TA
                    ZNAJDA, jak smiała przyjść , szepczą dziewki, złe jak osy, że taka Wanda
                    piekna. A tak sie wystoiły, i korale nawet ojcy przywieźli z targu, a ona...
                    A Wacław... Patrzył tylko na Wandzie, ona oczy spuszcza , rumieni sie, raz
                    blada, raz czerwona, podchodzi do młodych podarek daje, skwapliwie przyjety.
                    Młodzi sa tak szczęśliwi,bo tyle gości i taka zazdrość we wsi, że nawet dla
                    znajdy w takim dniu nalezy sie być miłym....
                    • karambol45 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 12:01
                      i znowu przerwa?

                      czekam i nic nie robię tylko zerkam na ten wątek
                      zlituj się kobieto........
                    • capa_negra Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 20:36
                      Z czego to przepisujesz?? i do tego z tak potwornymi błedami
              • karambol45 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 10:41
                no nie wytrzymam i co dalej
                plissss..
                ale wątek
                • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 11:58

                  już napisałam, przedostatni wpis, oczywiscie to nie koniecsmile
              • moyyra Re: Straszne prawdziwe opowieści 23.02.06, 22:12
                A ja chciałabym coś napisać, moze nie jest to historia tak mrożąca w zyłach
                jakie czytałam

                Dzieckiem byłam wtedy 4-5 lat może miałam
                Pewnej nocy obudziłam się, za oknem biła jasna poświata, widziałam mamę, która
                spała obok mnie uspiona głebokim snem.
                Nagle odnioslam wrażenie, że łózko podniosło się,wystarczy wyciągnąć rękę i
                dotknąć ...nie mogałm się ruszyć, leżałam jak sparaliżowana.
                Widziałam mojego pluszowego konika na dywanie, rupieci na 2 metrowej szafie (z
                góry).
                Ciągle przeżywalam w głebi swej dzeciecej duszy te wydarzenie, chcialam
                opowiedziec o tym komus z rodzicow i jakiś wewnetrzny glos odwodzil od tego...
                Powtarzało się, to kilka razy ...
                Na wąskim łózku rano budziłam się z nogami na poduszce, krew z nosa mi ni stad
                ni zowąd w nocy mi leciala a okazem zdrowia byłam (wszczepy ?)
                Pozostawiło we mnie niezatarte wspomnienia.

                Po latach natrafiłam na książke Danikena - identyczne opisy, takie same
                wrażenia innych ludzi...
                Po prostu miałam do czynienia z istotami pozaziemskimi ....(ale to brzmi).
                ////
                ////
                ////

                2 październik 2005. Jestem na spacerze z mężem i z dzieckiem.
                Pytamy się napotkanego faceta, ktora jest godzina.
                I mniej wiecej w tej godzinie odeszła na zawsze moja babcia.

                Zbieg okoliczności ?

    • a.lenard Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 12:31
      Ja kiedys wynajmowałam mieszkanie z moim mężem, tzn.wtedy jeszcze nim nie był.A
      więc w nocy jak było zupełnie cicho to skrzypiała podłoga (był parkiet) i
      otwierała się stara szafa. Dodam że przeciągów nie było. Mieszkaliśmy na
      parterze i ja wogóle okien nie otwierałam na noc. Potem mąż wyjechał do innego
      miasta do pracy i ja mieszkałam sama. Spałam przy świetle, bo strasznie sie
      bałam. Bałam zapytac się o to ludzi którzy nam wynajmowali, ale myślę ze tam
      umarła starsza kobieta i jej dusza nie mogła przedostać się do nieba. Ponoć tak
      się dzieje jak bliscy nie modlą sie po śmierci. Gdyby moje przeczucia sie
      potwierdziły to chyba bym musiała się wyprowadzić, bo bym zwariowała.
      • a.lenard Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 12:40
        Zapomniałam dodać ze na wszelki wypadek pomodliłam się za tę osobę i wiecie co?
        Poprostu przestała się otwierać szafa i skrzypieć podłoga.
        • a.lenard Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 12:49
          Jeszcze jedna historyjka. Kiedyś poszłam ze swoim facetem na stary żydowski
          cmentarz, w nocy. Miałam przy sobie aparat. Zaczeliśmy robic zdjęcia na
          cmentarzu. Może to straszne ale zaczelismy się wygłupiać. Stawac przed krzyżem
          i rozkładac ręce jakbyśmy to my na nim wisieli. Jak sobie o tym pomyślę to aż
          mi głupio, bo poprostu zachowalismy się skandalicznie, ale bylismy młodzi. No
          więc nagle mój facet powiedział, ze dziwnie sie czuje. A on naprawde nigdy sie
          nie boi. Jak zobaczyłam jaki jest przestraszony i blady to zdretwiałam.
          Poczulismy sie tak jakby ktos na nas patrzył. Matko! jak mysmy wtedy zaczeli
          uciekać, co sił w nogach. W pare minut bylismy pod domem. Po jakimś czasie
          kliszę wywołałam. I żadno zdjęcie zrobione na cmentarzu nie wyszło!!!!
          Wszystkie były prześwietlone! Dziwne, raczej powinny poprostu byc ciemne.
          Wszystkie wcześniejsze zdjęcia i te zrobione po cmentarzu wyszły normalnie. Do
          dzis omijam ten cmentarz z daleka. Już nigdy póżniej na niego nie poszłam.
          Myślę ze zakłuciliśmy spokój tych zmarłych dusz i one nas "ukarały"
          • a.lenard Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 12:51
            dodaję sprostowanie: krzyże były na cmentarzu jakims starym powojennym, a na
            żydowskim stawaliśmy przy pomnikach i grobach
            • pitupitt Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.07.18, 00:37
              Co za kretynizmy😂
    • be.em nie straszne ale fajne 21.02.06, 12:38
      może nie na temat, ale pamiętam na cmentarzu, gdzie lezy mój dziadek znalazłam
      taki grób, gdzie pochowane jest małżeństwo. Urodzili się tego samego dnia,
      miesiąca i roku, przeżyli ze sobą kupe lat i zmarli dokładnie dzień po sobie.
      Najpierw Ona potem On. Z tęsknoty. To chyba przeznaczenie..
      • kate33 Re: nie straszne ale fajne 21.02.06, 13:16
        No chyba mnie z pracy wyrzucą, bo ciągle czytam ten wątek... dobrze że sama w
        pokoju siedzę i nikt mi na rece nie patrzysmile

        To i ja się dołożę...
        Mój tato zginął w wypadku. Po jego śmierci jeszcze przed pogrzebem, kuzynka w
        nocy wstała do wc (mieszkała naprzeciw naszego domu) odruchowo popatrzyła w
        okno i zobaczyła wujka, czyli mojego tatę jak stał na chodniku przed domem.
        Mówiliśmy się, że może sie jej wydawało, ale nie dała się przekanać.
        Natomiast najstarsza siostra strasznie się bała po śmierci taty. Jej mąż
        chodził czasem do pracy na nocki i wówczas brała do siebie do pokoju na noc
        córkę swojej szwagierki, wieczorami bała się wyjść, itp. Aż pewnej nocy
        przyśniło jej się, że była na weselu, patrzy a w jej stonę idzie tata.
        Przestraszona mówi do swojego męża, że idzie tata ale ona strasznie się go boi
        bo on przecież nie żyje. Podszedł do niej tato i widząc jak bardzo się boi
        powiedział "córeczko dlaczego tak się mnie boisz przeciez jestem Twoim ojcem i
        nie zrobię Ci krzywdy". Po tym śnie stwierdziła, że faktycznie dlaczego ojciec
        miały jej wyrządzić krzywdę i przestała się bać. Nie ukrywam, że jak mi to
        opowiedziała, to równiez przestałam się bać, że mogę gdzieś zobaczyć tatę.
        • kate33 Re: nie straszne ale fajne 21.02.06, 13:27
          Przypomniało mi się coś jeszcze...
          Mieszkam u męża, przy czym my mieszkamy na piętrze, a teście na parterze. Z
          jakieś 4 może 5 lat temu przed Świętami Wielkanocnymi, w Wielki Piątek, mąż z
          teściami pojechał ok. 21 do kościoła na czuwanie. Ja zostałam sama w domu na
          górze, przy czym nie miałam tej świadomości, bo słyszałam jak ich nie było,
          odgłosy otwieranych i zamykanych drzwi na dole. Jak wrócił mąż pytam, czy
          teściowa nie chciała z nimi jechać, a on mi na to że byli wszyscy razem. Więc
          mu mówię, że przecież koś chodził po dole, słyszałam trzaskanie drzwiami, ale
          nie zwracałam uwagi, bo myślałam, że została teściowa. Zastanawialiśmy się co
          to mogło być, podejrzewaliśmy że może to pies, bo jak nieraz leżał pod drzwiami
          wejściowymi i się drapał to często było słychać drgania drzwi, ale wówczas pies
          był zamknięty w kojcu. Do dziś nie wiem co to mogło być, a przecież wyraźnie
          słyszałam te drzwi.
      • mamaemmy Straszne prawdziwe opowiesci 21.02.06, 13:20
        Kalinkaagata-pisz!Odswiezam strone co pięć minut...

        Dodam jeszcze jedną historie.
        Pisałam juz wczesniej o jednej przyjaciółce z domu duchów-tą opowiesc
        słyszałysmy od jej taty-gdyby opowiedział mi to ktoś inny,nie uwierzyłabym.
        To było jak jezdził daleko w trasy.któregoś dnia miał godzinny postój i poszedł
        sobie na bardzo stary cmentarz-chodzil sobie i patrzył na zabytkowe groby.Nagle
        stanal przy nim staruszek,w kapeluszu,z laseczką i ni z tego,ni z owego zacząl
        mu opowiadać,kto leży w tych grobach:a tu panie,leży najbogatszy gospodarz ,miał
        dwanascie krów,a ten to byl złodziejem,ludzie go nie szanowali we wsi,a ta
        sypiała z tamtym,a tu lezy pierwsza zona tego gospodarza...Ot zwyczajne
        ploteczki wiejskie...tylko,że tata Agi patrzy,a tu daty smierci z początku
        wieku!Nagle staneli nad grobem,tak starym,że nie bylo widac nazwiska i ona pyta
        tego dziadka:a tutaj kto lezy?Patrzy,a obok niego NIE BYŁO NIKOGO!!!Podobno aż
        mu się nogi ugięły,zaczął biec rozgladając się,ale tego pana nigdzie nie
        było!Nie mógł uciec,bo on z ta laseczką chodzil bardzo powoli.
        • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowiesci 21.02.06, 14:09

          Wanda po złożeniu życzeń młodym usiadła na ławie, w jakims cichym konciku, i z
          dala obserwowała Wacława, a on tańczył, przyśpiewywał, z pannami szystkimi
          jednako się bawił, no może najwiecej to z Hanka, bo ojciec co rusz kuksańcami
          do panny go przymuszał.
          Już i Wacław zaczął zerkac na Wande w kont wcisnieta, wielką miał ochotę z nia
          zatańczyć, ale czy znajda taka umie , pewnikiem nie, zresztą ojciec juz widzi
          te ukratkowe spojrzenia i nie w smak mu sa one.
          Trzeba ojcu wytłumaczyc, ze taki wycieruch to przeciez nic nie znaczy, a , że
          ładna to miło popatrzec. Jak pomysłał tak tez i zrobił.
          "tatrzeć wolno"
          Odrzekł ojciec, ale Hanka to widzi. Ale co tam Hanka siwucha juz krew w zyłach
          rozgrzała, to i Wacław do tańca Wandzie prosi. Ona wystraszona , wymiguje sie,
          że nie umie, ale przecie, bo to raz zza plota podgladała, jak tańczą na weselach
          bo to raz tańczyła w lesie, gdzie gałąź była kawalerem, a ptaki orkiestrą.
          Więc juz razem tańczą, a dziewka się śmieje, i smieje, i już tchu brakuje tak
          szybko wiruje w tancu. Jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa...
          Widzą to wszystko panny insze, i Hanka widzi, marszczy grube brwi, policzki
          wydyma, ze niby nic to, ze ja nie obchodzi, a zła, że aż strach.
          A Wacław tańczy i tańczy, jak przestają grać, to siędzie, zatańczy z inna
          panna, ale najwiecej to z Wandą.
          Ale juz póżno, już Wanda do domu sie zbiera, Wacław to widzi, podbiega,
          -przyjdź nad źródełko lesne jutro w połódnie, przyjdź...
          Panna sie wacha
          -przyjdziesz?
          -PRZYJDĘ
          uciekła
          Po nocy straszno było wracać , przez las do domu, ale serce rozgrzewało
          wandzie, jutro zobaczy ukochanego, czy on się domysla, ze ona go kocha?, och
          ale on na pewno ją kocha, przeciez z nią tańczył, i na pewno jutro poprosi ją o
          ręke, i zamieszka w tej slicznej chacie, i bedzie miała buty i nowe zapaski i
          gromadke slicznych dzieci o modrych oczach...
          Stara juz spała czekała na panne.
          Panna wchodzi cichutko na palcach, ale słyszy, ze stara nie śpi, więc w mig juz
          jej opowiada, jak to tańcowała, i , że Wacław ją kocha, na pewno, i, ...
          Ale , nie lepiej o spotkaniu nie powie, jakoś sama czuje, mimo całego
          szcześcia, ze nie powinna o tym mówić...
          Stara słuch przytakuje, ale studzi zapał, mówi, że Wacław juz dawno obiecany
          innej, ze rodziny juz z dawien dawna to ustaliły, że wszyscy o tym wiedzą, a bo
          to raz chłopaki bałamuca dziewczyne, a potem to z tego to dziecko, takie jak
          ona...
          Nie chciała słuchac , uciekła z chaty, na ławie pod oknem siedła i oddała się
          słodkim rozmyślaniom...
          W nastęonym dniu, stara poszła do wsi, niby po nalezność za wyleczenie jednej
          sie dopominac, ale tak po prawdzie zasięgnąć języka , jak to na tym weselu
          było. Juz cała wieś plotkuje, Hanka czerwona ze złości. Juz nawet starej
          kumoszki z radością donoszą (aby tylko prztyczka dac tej zarozumiałej hance),
          że Wanda z Wackiem to całe weselicho przetańczyli, i, że ojciec chłopaka to
          widział i NIC NIE MÓWIŁ.
          Matka Hanki to nawet przed dom się wstydziła wyjść, taki wstyd...
          Stara słucha ździwiona , i mysli, myśli, a może i juźci Wacław zakochał się w
          jej pannie, przeciez piękna jest jak zadna z okolicznej wsi.
          Przeciez jest bogaty, może stary nie będzie naciskał na ożenek z Hanka, przecie
          jego jedyny syn, może chce mu szczeście darowac, i przychyli głowe na Wandzie?
          Ale jakże ona taka biedna, taka obszarpana bedzie się z takim kawalerem
          spotykać?
          Stara szybko do domu wraca, pod podłoga ma schowane zawiniatko, a w zawiniatku
          monety, odkładane na pochówek i dla Wandzi , jak jej już zabraknie, bierze pare
          monet , reszte chowa, już wie co z nimi zrobi.
          A tym czasem Wandzia już czeka nad źródełkiem, którego wody maja kolor taki
          samiutki, jak oczy jej lubego.
          Wacław przychodzi, w pasie łapie dziewke, i wyskoko do góry podnosi, i całuje,
          oj jak całuje. Wanda oczy zamyka cała szcześliwa.
          Biegna przez polane, smiejąc się nie wiadomo dlaczego, i po co, poprostu, tak
          ze szczęścia, sama radościa życia, samą radością młodości.


          • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowiesci 21.02.06, 14:13

            oczywiscie to nie koniec opowiesci, ale zblizam sie do wlasciwej czesci
            kalka wstala, wiec napisze poznie bo juz siedzi mi na kolanach i chce pisac na
            klawiaturze
            • karambol45 Re: Straszne prawdziwe opowiesci 21.02.06, 14:38
              a może to jakaś mickiewiczowska ballada
              • mamaemmy Re: Straszne prawdziwe opowiesci 21.02.06, 14:41
                Kalinkaagata lepiej niz Mickiewicz piszesmilebez urazy dla wieszcza,oczywiściebig_grin
                • sweetsusana Re: Straszne prawdziwe opowiesci 21.02.06, 14:55
                  A ja juz sie czuje jak ta Wandziasmile)))))
                • procesor Re: Straszne prawdziwe opowiesci 22.02.06, 00:00
                  mamaemmy napisała:
                  > Kalinkaagata lepiej niz Mickiewicz piszesmilebez urazy dla wieszcza,oczywiściebig_grin

                  bez urazy dla Kalinkiagaty ale wieszcz jednak tyle błędów ortografizznych nie
                  robił smile
                  (i stylistycznych)

                  ale wątek czyta się fajnie smile
                  • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowiesci 22.02.06, 07:32

                    he he do wieszcza daleko mi , ale wieszcz nie miał rozbrykanego 6 m. dziecka na
                    rekach w trakcie pisania
    • izabela_741 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 15:15
      Jak ktos z mojej rodziny czy bliskich znajomych umarl - to dopoki mieszkalam z
      rodzicami zawsze to ja odbieralam telefon z taka nowina. Nie, zebym najczesciej
      odbierala telefony ale zawsze na mnie trafialo.
      W pewnym momencie tak mialam tego dosc (jakies przeznaczenie czy inna cholera
      stwierdzila chyba, ze mam najsilniejsza psychike?), ze gdy ktos byl chory (tak
      ze 2 razy) to slyszac telefon powiedzialam (po razie) do mamy i do taty -
      "mamo/tato odbierz, to wujek umarl". Nie pomylilam sie. Ale jak zobaczylam
      mine ojca (nie pomylilam sie) to stwierdzilam, ze sama bede odbierac telefon,
      bo to po prostu ja mam odebrac. sad
    • kleo1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 16:01
      no i gdzie ciąg dalszy o Wandzi?
      p.s. mam tak na drugie big_grin




      --





      Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy nigdy się nie zaczęło.
      Co było a nie jest nie pisze się w rejestr.
      • be.em kleo 21.02.06, 16:04
        Kleo to jest pomysł na nowy wąteksmile nasze drugie imię. ja też mam cudne
        calkiemsmile
    • luleczka1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 16:07
      Ja osobiście nigdy nie przeżyłam jakichś dziwnych historii, ale moja mama tak.
      Pamiętam jak mi opowiadała co się wydarzyło, byłam jednocześnie przerażona i
      bardzo wzruszona.
      Kiedy synek mojej siostry miał gdzieś tak ok/7,8 miesiećy nie pamietam
      dokładnie ile, mama która sie nim zajmowła, wkładała go czasami do tak zwanego
      chodzika.Mały jeżdził sobie po całym mieszkaniu a ona mogła coś w tym czasie
      zrobić. no i pewnego pięknego dnia mały był w chodziku ale drzwi na schody były
      otwarte.
      mama zajęta robotą słyszy nagle czyjeś wyrażne kroki na schodach, pomyslała kto
      to idzie? i poszła . to co zobaczyła po prostu ją zmroziło.mały w chodziku stoi
      na krawędzi schodów i już już miał zjechać......w dól. a schody wysokie i
      strome.szok. mama do dziś powtarza że to Józek( jej mąż a mój nieżyjący tata)
      przyszedł na pomoc wnuczkowi i ja w to wierzę. musze dodać że moja mama jest
      raczej sceptyczna w tych sprawach.jak o tym piszę to ryczeć mi się chce, bo te
      kroki to było takie głośne tupanie.....
      a jeśli chodzi o sny to raz mi się śnił zmarły tata. nic a nic się go w tym
      śnie nie bałam a muszę powiedzieć że ja jestem straszny cykor na takie historie.
      no i jestem sobie wtym śnie i widzę idzie tata. myślę przejdzie i pójdzie
      dalej. a on podszedł do mnie przytulił.... i powiedział: córeczko jak ja cię
      dawno nie widziałem, tak się cieszę że cię widzę i coś tam jeszce mówił ale
      nie pamiętam. to co mi utkwiło to uczucie radości spokoju i miłosci. to mnie
      dziwi bo za życia taty nie było między nami dobrze. i teraz powstaje w mojej
      głowie pytanie. czy ten sen to ja sobie sama podświadomie wytworzyłam, bo
      takiego ojca chciałabym mieć czy z tęsknoty, czy to rzeczywiście było spotkanie
      tylko w innej rzeczywistości???sorry ze nie potrafię tego ująć w słowa ale
      chyba wiecie o co mi chodzi...
      • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 16:10

        Juz pisze
        • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 16:40
          Mijały dni zblizal sie dzień targowy, w którym to chłopi jeźili do pobliskiego
          miasta sprzedawać płody swych ziem. Na targu tum mozna było równiez kupić
          tkaniny , przywiezione z dalekich miast, korale czerone jak krew, drewniane
          koniki i wszelkiego rodzaju cudeńka.
          Znachorka zabrała sie na wóz jednego z gospodarzy (oczywista musiała mu cosik
          zapłacic) i zatopiła się w marzenich...
          " ...Wacław poślubi Wande, pierwej oczywista ksiądz ją ochrzci...
          Pewnikiem zamieszkają przy ojcach Wacława, ale to nic, na pewno znajdzie sie
          dla niej jakaś izdebka, malutka, taka, żeby weszła ława, na której mogłaby
          spać. Wandzia będzie miała gromadkę pięknych dzieciaczków, którym ona bedzie
          opowiadać o róznych ziołach. Nikt we si nie bedzie ja nazywał czarownica,
          wszyscy będą ją poważać, jako babkę, japrzedniejszej we wsi gospodyni..."

          A tymczasem Wacław rozmawiał z ojcem...
          Tłumaczył mu, że dziewka nic dla niego nie znaczy, że przeciez ojciec tez miał
          insze panny przed matką, że wieś może sobie gadać, że owszem pujdzie do Hanki,
          i , że oczywista ożeni się z nią.
          Ojciec usłyszawszy takie zapewnienia, zrozumiał , że panna, jest tylko zabawką,
          jak drewniany konik na biegunach, co gdy mu płozy odpadnu, ze zuzycia, to sie
          go wyrzuca, miast doprawić nowe. Niech nowe doprawia biedny...
          I młodzieniec tak myślał naprawde.
          Jak dziecko brzydkie i głupie zapewniane o swojej piękności i mądrości jest
          dumne, tak piękne i mądre rozpieszczane i przez wszystkich podziwiane będzie
          zepsute i wrośnie w pyche. Tak było i z Wacławem.

          Tymczasem stara na targu oglada sukna dla swej wnusi, dla swej Wandzi.
          Przebiera tkaniny i czerwone i w kwiaty, i w paseczki malutkiej. W końcu trafia
          na kramarke co z dalekich stron ma tkaniny, i wsród nich zauważa tę
          najpiekniejszą, niebieska jak niebo, modra jak oczy Wacława.
          Tkanina ta droga jest okrutnie, ale stara ja kupuje, przeciez to dla szczęścia
          jej podobiecznej, dla szczęścia równiez jej.

          Wacław spotyka się nadal z Wandzia, przy źródełku. Siedzą patrza sobie głęboko
          w oczy, czasami uda się młodzianowi skraśc całusa, pospaceruja po lesie. Ale
          panna jest płocha jak sarenka, jak ja złapie to sie wyśliźgnie, jak przytuli to
          leciutko odepchnie. Młodzian jest już tym zniecierpliwiony, nie tak to widział,
          nie takich zapewnien słodkich chciał słuchac, że kocha i cóż z tego, to słowa,
          słowa które nic nie znacza.
          • ania.silenter Czyta się jak powieść:) n/t 21.02.06, 16:47

            • kalinkaagata Re: Czyta się jak powieść:) n/t 21.02.06, 17:24

              Dzięki dziewczyny, ciesze się, ze się wam podoba. Wieczorkiem napisze jeszcze,
              mała mi zabkuje, i płacze nawet u swojego tatusia na rekach, tylko chce mnie.
              Nie wiem może to taki okres. Kurcze ja znam pełno takich opowieści , które
              opowiadał mi dziadek i wpomniana babcia.
              • kalinkaagata Re: Czyta się jak powieść:) n/t 21.02.06, 18:32

                znachorka przywiozła piękny materiał do domu, i zbrała się za szycie.
                Tak zgrabnie jej to szło, że starczyło sukna na wstążki. Uszyła śliczniuchną
                sukienkę , tak piękna, że i dziedziczka by się nie powstydziła.
                Jakze wandzia sie ucieszyła!!! Nie wierzyła , że tak piekna rzecz moze do niej
                należeć. Tego dnia była podwójnie szczęsliwa, bowiem Wacław zaczął cos
                przebakiwac o slubie. Na wieść o tym stara postanowiła nie zwlekac i iść w
                niedziele na msze do kościoła prosic ksiedza o chrzest, przecie teraz nie
                odmówi, jak Wandzia ma iść za takiego kawalera.
                Nadeszła niedziela , to miała byc pierwsza msza w jakiej wandzia miała
                uczestniczyć. Ubrała piękna niebieską sukienkę, upletła warkocze z nich korone
                i wpletła w nia niebieskie wstążki.
                W kościele wszyscy zamiast na księdza patrzyli na Wande.
                A już najbardziej to Hanka z dziewczetami. Po mszy stara poszła do księdza,
                Wanda zaś nie mogąc się babki doczekac , powoli zaczeła iść w kierunku ich
                chatki. Zbliżała sie już do polanki przed laskiem, gdy droge zastapiły jej
                panny ze wsi, było ich kilka a na czele gromady stała Hanka.
                "ty znajdo, a zostawisz Wacława"
                A DLACZEGO MIAŁABYM TO ZROBIĆ?
                "bo on mi jest przyobiecany, toba sie bawi, jak kot złapana myszą, zemle cie i
                zostawi, juz po wsi chodzi i chłopom opowiada jak to z toba nad źródłem..
                Wanda nie chciała tego słuchac, nie wierzyław w słowa Hanki, odwróciła się i
                zaczeła iśc w stronę czoła lasu.
                Hanka była cała czerwona ze złości, niewiele myśląc złapała kamień i rzuciła w
                dziewczyne. Kamień został tak nieszczęśliwie rzucony, a może to diabeł nim
                pokierował? Tak, że ugodził Wande w skroń, panna upadła, ale dziewki ze wsi juz
                odchodziły do domów, jeno Hanka widziała, że Wanda sie nie rusza...

                Mała mi się budzi reszta później
                • kleo1 Re: Czyta się jak powieść:) n/t 21.02.06, 20:24
                  nie wiem czemu ale tak włąsnie myślałam...

                  kurcze skitram się dziś!
                  właśnie obejrzałam "przepowiednie" mąż włączył "piłę" uj...
                  • kalinkaagata Ostatnia część 21.02.06, 20:42

                    Stara wracała z kościoła ta grużka co zawsze, była zadowolona, udało sie
                    przekonac ksiedza do chrztu, co prawda będzie to kosztować spora część monet ze
                    skrytki, ale to nieważne, ważna jest Wandzia, po paru krokach babcia coś
                    zauważyła w krzakach, coś niebieskiego, całkiem jak...

                    Mineło troche czasu...
                    Chatka starej opustoszała, tak po prawdzie to nikt we wsi nie wiedział dlaczego?
                    Poszeptywano to tu to tam o smierci Wandy, czego nie wiedziano to sie
                    domyslono, przecie każdy widział jak dziewki szły za nią pod las...
                    A stara...
                    Widziano ja jak w niebieskiej sukni, tańczyła na targu w mieście...
                    Po wsiach łaziła, gadała, jak to jej wnuczka wyszła bogato za mąż, i, że nad
                    źródełkiem pałac jej postawiła...
                    Gadano, że zwłoki dziewki odarte z sukni wrzuciła do onego xródła, bo Wanda
                    często pokazywała sie ludziom nad tym źródełkiem, tak , że w końcu ludziska
                    przestali tam chadzać...
                    Jeno Wacławowi się nie pokazała, chociaż ją tam szukał , nawoływał , tesknił...

                    Wacław ożenił się w końcu z Hanka, wesele było piękne, i gości chmara. zyło im
                    sie dobrze, jednego nie mieli dzieci...
                    We wsi powiadalo, że to wacławowa Wanda dzieci im odbiera, jeszcze przed
                    poczęciem, bo to miały być JEJ dzieci...
                    Ponoć komus nawet zagineło dziecko w jakiejs wsi, mówiły ludziska, że to Wanda
                    zwabiła , i w źródełku schowała...
                    Chacina za laskiem stała jeszcze długo...
                    Pewnego dnia spłoneła, a z nią znikła stara, mówili, że to babce całkiem się w
                    głowie pomieszało, i sama się podpaliła...

                    Taka opowieść opowiadala mi moja babcia.
                    Opowieśc ta funkcjonuje w naszej rodzinie długo...
                    Myśle, że wiele, bardzo wiele w niej bajania, ale może i źbło prawdy jest,
                    skoro siostra babci, równiez opowiadała ja swoim wnukom.
                    • kleo1 Re: Ostatnia część 21.02.06, 20:56
                      i wyszło na to, że ta dziewczynka co miała nie chodzić pod las bawiła się z
                      Wandzią?
                      fajnie 8)
    • maw51 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 21:34
      Ależ ja bym chciała przeżyć którąś z tych waszych historii. Niestety póki, co
      mam tylko szara rzeczywistość.
    • mispolonia Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 22:10
      to może nie takie straszne ale posłuchajcie...
      moja babcia dostała 3 zawał i wylądowała na intensywnej terapii, po kilku
      dniach było z nią lepiej więc poszła na oddział. w nocy chciała siusiu ale
      pielegniarki nie reagowały na dzwonek więc próbowala wstać i zakręciło jej sie
      w głowie i upadła i walnęla o metalowe łóżko i straciła przytomność. Wzięli ją
      na intensywną. Gdy przyszliśmy wyglądała okropnie, pod respiratorami, które za
      nią oddychały (miała 84 lata) z wielkim krwiakiem na głowie. Wiedziałam że
      nawet jak odzyska przytomność to długo nie pożyje w takim stanie.
      wieczorem modliłam się gorąco do Boga żeby zabrał babcię jeśli taka Jego wola
      bo jej czas w krótce nastapi a poco ma się męczyć. Była mi bardzo bliska i dużo
      mnie to kosztowało. Całą noc nie mogłam zasnąć. Zasnęlam dopiero koło 6 rano.
      Kiedy poszliśmy do szpitala powiedziano nam że zgon nastapił koło 6 rano. Było
      to 1 kwietnia (prima aprilis) i Wielkanoc.
      Nigdy babcia mi się nie śniła poza... 1 kwietnia 2005 r. Wtedy kiedy większość
      z nas myślała o Ojcu Swiętym. Zmarł następnego dnia. Babcia była bardzo z Nim
      związana.
    • cyborgus Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 23:11
      czy ktos ma link do tego postu o tym co powiedzialy dzieci, ktore to wczesniej
      wspomnialyscie? bo nawet nie wiem jak tego szukac w wyszukiwarce, a
      poczytalabym sobie.
    • natunia1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 23:45
      dziewczyny,
      Nie wiem po co ja to wszystko przeczytałam
      Boję się jak smok, a siedzę w pracy, jestem recepcjonistką w hotelu
      który jako porządny hotel jest 24 h na dobę OTWARTY
      a jeszcze w dzień szef nakręcił stary zeger który wybija każdą godzinę
      Help, oby do rana
    • kjasja Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 10:59
      My z mężem poznalismy sie w conajmniej dziwnych okolicznościach, a było to tak;
      Był sobie trzeci maja, moj maz wieczorem nie miał zamiaru nigdzie wychodzic,
      był ubrany juz w pizame i juz kładł się do łózka, gdy nagle cos mu kazało wstac
      ubrac sie i wyjsc z domu, jaks siła,czy cos nieokreslonego...Ja tez tego dnia
      miałam nigdzie nie wychodzic, jeszcze tego samego dnia byłam 12o km od
      Poznania,no ale przyjechałam, i czułam,ze na kogos czekam....powiedziałam
      kolezance, ze zaraz do pubu wejdzie moj przyszły maż, oczywiscie zartem....no i
      otweraja się drzwi wchodzi chłopak i patrzy prosto na mnie...
      Dziwnie sie poczułam.Potem mi powiedział, zreszta do dziasiaj to wspominamy ze
      widział wokól mnie jasne światło, jakby wskazówka,ze to ja....
      no i tego dnia się poznalismy, i znamy sie juz prawie 12 latsmilemamy dziecko..
      Dodam najwazniejsza wiadomość, ten dzien 3 maj to rocznica (wtedy pierwsza)
      smierci jego Babci, która go wychowywała i moj mąz był jej skarbem....Cyzby to
      jej zasługa?
      • orchidea77 Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 12:31
        Mam gęsią skórkę po tych Waszych opowieściach...brrr...Ale dołączę moją historię:
        Miałam wtedy 12 lat.Pewnej nocy przyśniło mi się,że na osiedlu gdzie wtedy
        mieszkałam wybuchła wojna,na ulicy pojawiły się dziwne,białe czołgi,wszędzie
        było pełno ognia,krzyków.W naszym bloku zaczęło palic się 3 piętro,potem
        drugie.Wszyscy uciekli,tylko w naszym mieszkaniu została moja najmłodsza
        siostra.Moja mama stała na dole i strasznie płakała,ale nikt nie mógł nam
        pomóc.Kiedy się obudziłam ogarnęło mnie okropne przekonanie,że coś się stanie z
        moją siostrą.Dwa dni później malutką potrącił rowerzysta,zmarła w wyniku urazu
        głowy.
        Najdziwniejsze (bo nie wiem,jak to nazwać) jest to,że moja 3-letnia córcia jest
        bliźniaczo podobna do swojej zmarłej cioci.
        • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 13:11

          brrr
        • ajko Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 13:19
          Ja też mam kilka takich perełek.Mój mąż został zaproszony na wakacje do kolegi do Paryża.Kolega mieszkał w starej kamienicy,w oficynie,którą sobie kupił i wyremontował bardzo fajnie ponieważ jest architektem.Zawsze mieszkał sam,tzn.z kotemwink.Mój mąż zwiedzał z nim Paryż,wieczorkami chodzili do knajpek.Było miło i wesoło.Z podrózy mąż przwiózł sobie kilka pamiątek, zrobił też kilka fajnych, ciekawych zdjęć,które ja miałam odebrać.Po pracy odebrałam zdjęcia i czekałam na męża,żeby przy winku opowiedział mi coś o nich.Kiedy podałam kolejne zdjęcie mężowi i zapytałam "a to kto",mąż struchlał.Otóż jedno,jedyne zdjęcie było robione w mieszkaniu kolegi(reszta plenerowa).Na zdjęciu w starym ,stylowym fotelu siedzi mój mąż uśmiechnięty od ucha do ucha,a za nim stoi mężczyzna ok.30-letni.Postać tego człowieka ze zdjęcia jest bardzo wyraźna,jedynie twarz jest nieco "rozmyta".Mąż przysięgał,że kiedy Luc(kolega) robił zdjęcie nikogo w mieszkaniu nie było.Druga historyjka dotyczyła mojej teściowej.Kiedy umarł jej mąż miała czterdzieści kilka lat.Była jesień,wracała szybko z pracy do domu i nagle podszedł do niej kloszard(tak go określiła),brudny,nieogolony,w dziurawych butach.Teściowa miała juz powiedziec,że nie ma pieniędzy,kiedy ten człowiek chwycił ją mocno za rękę i położył na jej otwartej dłoni złotą obrączkę-taką samą jak jej ślubna,której nie nosiła od wielu laty i taką samą z jaką został pochowany jej mąż. Długo nie mogła dojść do siebie,a kiedy oprzytomniała,owego człowieka nigdzie już nie było.Trzecia historia wydarzyła się mojej"przyszywanej" ciotce.Ciotka ma dwójkę dzieci -starszą córkę i młodzszego o kilka lat syna.Synek miał może 5 lat i chodził do przedszkola ,kiedy zmarł jego ukochany dziadek.Rodzice zastanawiali się jak powidzieć synkowi,że dziadek zmarł.Kiedy zaczęli rozmowę i doszli do tego,że już nigdy więcej dziadek nie odbierze go z przedszkola(od smierci dziadka minęło kilka dni),Rafał powiedział,ze to niemożliwe,bo dziadek przychodzi codziennie ,wiąże mu buty i każe czekac w szatni na mamę.Rafał powiedział,ze dziadek wczoraj był , dziasiaj był i jutro będzie.Ciotka spytała panią w przedszkolu,czy ktoś przychodzi po Rafała .Pani odpowiedziała,ze dziadek Rafała(przedszkolanka go znała),ale tylko zakłada buty,a potem szybko wychodzi,bo podobno się śpieszy i każe Rafałkowi grzecznie czekac na mamę.Od rozmowy ciotki z przedszkolanka dziadek przestał przychodzić do wnuczka.W moim otoczeniu przemieszczaja się przedmioty,ale to temet na inną opowieść.
          • wake Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 14:00
            No dobra to ja też opowiem Wam kilka historii, które są związane zmoją rodziną
            i zmarłym tatą.Pierwsza historia przydarzyła się mojej mamie. Ja byłam wtedy b.
            mała i zupełnie tego nie pamiętam, tę historię znam z opowiadan mojej mamy.
            Kiedy miałam 2 latka mój tata zginął w wypadku samochodowym. Moja mama została
            sama ze mną i moja o rok młodszą siostrą. Niedługo po smierci taty zaczęłam
            mówić, że np. bawiłam sie przed chwilą z tatusiem lub, ze właśnie tatuś był w
            domu i mnie przytulał...Moja mama zwalała to na bujną wyobraźnie i tęsknotę za
            tatą. Ale pewnego dnia gdy mama przygotowywała w kuchni obiad, ja spałam w
            swoim pokoju, a w pokoju obok przy otwartych drzwiach w łóżeczku leżała moja
            siostra. Mama w pewnym momencie usłyszała, że grzechocze grzechotka, a moja
            siostra zanosi sie śmiechem, poszła sprawdzić co ją tak rozśmieszyło. Weszła do
            pokoju i zobaczyła jak nad łóżeczkiem unosi sie w powietrzu grzechotka i
            grzechocze. Mama opowiada, że tak sie przeraziła że uciekła z domu na podwórko
            i wróciła dopiero z sąsiadką.

            dodam tylko, że ja przez bardzo długi czas pamiętałam tatę mimo iż byłam b.
            mała jak zginął. Nie wiem czy to wynik dobrej pamięci czy tego, że jeszcze
            długo po jego śmierci twierdziłam, że tata mnie odwiedza, a moja młodsza
            siostra leżąc sama w łóżeczku wyciągała do kogoś niewidzialnego rączki i
            zanosiła sie śmiechem.
            • wake Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 14:07
              Następna historia dotyczy snu mojej mamy jakiś rok po śmierci taty. Jak już
              pisałam moja mama została ze mną i moją siostą sama.
              Pewnej nocy przyśniło się jej, że ona czyli mama ,ja , moja sistra i tata
              spacerujemy po cmentarzu na którym pochowany jest tata. I tata w pewnym
              momencie mowi że niedługo przyjdzie i którąś z nas zabierze do siebie.

              Moja siostra Asia zmarła miesiąc później na posocznicę piorunującą, jest to
              choroba popularnie nazywana sepsą bardzo nagła i niespodziewana.

              Moja mama została wdową której zmarło dziecko. Zostałyśmy tylko we dwie.
              • wake Re: Straszne prawdziwe opowieści 22.02.06, 14:11
                Idę na papierosa bo nie jestem w stanie napisać trzeciej historii tak jestem
                roztrzęsiona. Mimo, że są to bardzo odległe zdarzenia to nie potrafie pisać czy
                rozmawiać o tym bez emocji. Poprostu śmierć mojego taty i mojej siostry wywarły
                ogromny wpływ na moje życie... tak chiałam sie wygadaćsad((
    • mmu kalinkaagata... 22.02.06, 23:15
      ...może jeszcze opowiesz nam jakąś historię?
      czekamysmile
      pozdr
      M.
      • magi104 wake!!! 23.02.06, 00:03
        Wróc z tego papierosa i napisz, proszę, tę trzecia historię...
        Niesamowicie mnie zaintrygowałaś, choć historie, które opowiedziałaś są
        tragiczne i na pewno baaardzo bolą.... sadsadsad
        • wake Re: wake!!! 23.02.06, 08:56
          Historia nr 3 zdarzyła się parę ładnych lat później.
          Moja mama wyszła ponownie za mąż. Nie był to udany związek i na szczęście moja
          mama jest już dawno po rozwodzie. Mój ojczym nieprzepadał za mną. Miałam wtedy
          8 albo 9 lat. Już nawet nie pamiętam za co ale strasznie na mnie nakrzyczał i
          uderzył mnie. Pamietam, że bardzo płakałam i spałam tej nocy z mamą w łóżku. W
          mojej sypialni spał mój ojczym. I znowu nie byłam osobiście przy tym zdarzeniu.
          Jednak ok. godz. 1 nad ranem mój ojczym nagle wybiegł z mojej sypialni z
          ogromnym krzykiem, bardzo szybko spakował najpotrzebniejsze rzeczy i zaraz
          wsiadł w taksówkę i uciekł do swojej matki. Na pytanie co sie stało stwierdził,
          że nasz dom jest nawiedzony bo właśnie gdy spał, obk łóżka stanął mój tata,
          stał tak sobie i patrzył na niego.
          Nie chcę do tego zdarzenia dorabiać sobie jakiejs własnej teorii, ale od tamtej
          pory ojczym nigdy na mnie ręki nie podniósł.
          Więcej mój tata nas nie nawiedzał, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
          Jednak moje życie bywa czasem zbiegiem tak szczęśliwych okoliczności, że az w
          to trudno uwierzyć. Jestem bardzo szczęśliwa, mam wspaniałego męża i synka i
          tak sobie czasem myślę, że ktoś tam na górze mna sie opiekuje.
          Pozdrawiam serdecznie
          Agata
          • be.em Re: wake!!! 23.02.06, 09:01
            wake bardzo piękne i poruszające są Twoje historie, chociaż smutnesad ale masz
            rację ewidentnie Tata nad Tobą czuwasmile pozdrawiam,
          • magi104 Re: wake!!! 23.02.06, 09:04
            O! Proszę, dalszy ciągsmile
            Wake!!! Piękna historia......
            Szczególnie ta trzecia przywraca wiarę w to, że zło jest karane.....
    • agula111 Re: Straszne prawdziwe opowieści 23.02.06, 09:17
      mieszkamy w mieszkaniu po dziadkach meza. babcia zmarla pierwsza, jak umarl
      dziadek to zaczelismy tam nocowac. w mieszkaniu byly jeszcze ich rzeczy. kiedys
      wybralismy sie na piwo z kuzynem i jego dziewczyna. po powrocie zauwazylismy ze
      na lozku lezy obraz , szyba do poscieli i szyba jest potrzaskana. pod tym
      obrazem wisial jeszcze jeden.nawet sie nie przesunal.natomiast ten co spadl
      musial chyba odpasc od sciany bo gwozdz nadal tam byl. oczywiscie w nocy nie
      moglam zasnac ale to dopiero poczatek.
      po przeprowadzce zaczelismy remont i w dniu kiedy go skonczylismy ja slyszalam
      jak ktos chodzi po mieszkaniu (dziadek chodzil o lasce) natomiast maz mowil mi
      rano ze snili mu sie dziadkowie. chyba przyszli zobaczyc mieszkanie.
      pozatym czesto mialam wrazenie ze ktos sie nam przyglada.
      potem urodzil nam sie syn i pare dni po powrocie ze szpitala w nocy zauwazylam
      cos dziwneg. jakis szary "dym" na koncu lozka (swiatlo bylo zaswiecona a ja
      karmilam . jak sie odwrocialam zobaczylam cos co wisialo w powietrzu i nagle
      rzucilo sie w nasza strone. o malo zawalu nie dostalam.
      ostatnia historia miala miejsce jakies 2 mies temu. o godzinie 3 w nocy
      obudzilam sie i odwrocilam w kierunku konca lozka. przy a wlasciwie spod lozka
      wystawala jakas postac. postac szybko zniknela a ja niemoglam zasnac do
      rana.wiem ze to mialo twarz kobiety. wydawalo mi sie ze to tylko moja
      wyobraznia ale czasami dziwne rzeczy slyszy moja mama ktora nie kiedy u nas
      nocuje
    • agula111 Re: Straszne prawdziwe opowieści 23.02.06, 09:17
      mieszkamy w mieszkaniu po dziadkach meza. babcia zmarla pierwsza, jak umarl
      dziadek to zaczelismy tam nocowac. w mieszkaniu byly jeszcze ich rzeczy. kiedys
      wybralismy sie na piwo z kuzynem i jego dziewczyna. po powrocie zauwazylismy ze
      na lozku lezy obraz , szyba do poscieli i szyba jest potrzaskana. pod tym
      obrazem wisial jeszcze jeden.nawet sie nie przesunal.natomiast ten co spadl
      musial chyba odpasc od sciany bo gwozdz nadal tam byl. oczywiscie w nocy nie
      moglam zasnac ale to dopiero poczatek.
      po przeprowadzce zaczelismy remont i w dniu kiedy go skonczylismy ja slyszalam
      jak ktos chodzi po mieszkaniu (dziadek chodzil o lasce) natomiast maz mowil mi
      rano ze snili mu sie dziadkowie. chyba przyszli zobaczyc mieszkanie.
      pozatym czesto mialam wrazenie ze ktos sie nam przyglada.
      potem urodzil nam sie syn i pare dni po powrocie ze szpitala w nocy zauwazylam
      cos dziwneg. jakis szary "dym" na koncu lozka (swiatlo bylo zaswiecona a ja
      karmilam . jak sie odwrocialam zobaczylam cos co wisialo w powietrzu i nagle
      rzucilo sie w nasza strone. o malo zawalu nie dostalam.
      ostatnia historia miala miejsce jakies 2 mies temu. o godzinie 3 w nocy
      obudzilam sie i odwrocilam w kierunku konca lozka. przy a wlasciwie spod lozka
      wystawala jakas postac. postac szybko zniknela a ja niemoglam zasnac do
      rana.wiem ze to mialo twarz kobiety. wydawalo mi sie ze to tylko moja
      wyobraznia ale czasami dziwne rzeczy slyszy moja mama ktora nie kiedy u nas
      nocuje
      • mamaemmy wake!! 23.02.06, 23:54
        niesamowite są te Twoje opowiesci.
    • aleksandrynka Re: Straszne prawdziwe opowieści 24.02.06, 00:55
      przeżyłam kiedyś coś dziwnego. Kiedyś znaczy jakieś 10 lat temu, miałam 16-17
      lat. Nie wiem do końca, czy to moja/nasza młodzieńcza wybujała wyobraźnia, czy
      też rzeczywiście spotkało nas coś "specjalnego", ale kiedy przypominam sobie to
      zdarzenie to dziwnie się czuję...
      "my to: ja, mój kolega, koleżanka i jeszcze jeden chłopak. Był sierpień, w
      każdym razie ciepły wakacyjny dzień, właśnie zaszło słońce. Siedzieliśmy we
      czwórkę na ławce... Errata, kolega stał, obok niego pies, wilczur, reszta
      siedziała. Za nami jakiś trawnik, przed nami uliczka, środek mniej więcej
      trzydziestoletniego osiedla. Ławka stała równolegle do chodnika, jakieś 10
      metrów od niej, po lewej stronie druga, pusta. To ważne smile
      Gadamy, gadamy, nagle do ławki podszedł mężczyzna i usiadł na jej skraju, po
      lewej stronie, tuż obok mnie. Mężczyzna o trudnym do określenia wieku:
      staromodne ubranie, materiały z dawnych czasów, po kolorze, fakturze i kroju
      datowałabym je na lata 70-te smile Gęsta, czarna broda przetkana pojedynczymi
      siwymi włoskami, broda dość niesamowita, bo sięgała prawie oczodołów. Oczy...
      Porcelanowe, nie wiem, jak to określić, kość słoniowa, sinawe, dość
      niesamowite. Niestety, nie pamiętam dziś ich koloru, coś mi się majaczy, że
      były błękitne. Podobnie zęby (nie błękitne, ale właśnie takie jak stara kość),
      właściwie widziałam tylko wystające, wypukłe dwójki, własnie w kolorze kości
      słoniowej, podobnym, jak oczy. Przybysz zapalił papierosa.
      Cóż, zapanowała konsternacja, bo to dość dziwne, nieopodal była pusta ławka, a
      człowiek bez słowa dosiadł się do nas. Zapadło milczenie, nie pamiętam
      dokładnie jak się potoczyła rozmowa, ale brzmiało to mniej więcej tak:
      Mężczyzna się spytał, czy my tu mieszkamy. "Tu" to dość ogólne stwierdzenie, bo
      dookoła wiele bloków, w każdym razie odpowiedzieliśmy, że tak, ten od
      urodzenia, ja krócej... Ktoś sobie zażartował... Ktoś spytał, czy ten człowiek
      tez tu mieszka, a on odpowiedział, że przyszedł tu za sentymentem. Pokazuje w
      prawo na wieżowce i mówi "Pamiętam jak ten blok dopiero się budował, a tego
      drugiego w ogóle nie było..."
      Nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć. Pokazane przez niego bloki były mniej więcej
      w jego wieku, trudno, żeby pamiętał czasy, kiedy ich nie było, a może
      pomyliliśmy się w ocenie jego metryki... W każdym razie, w ten parny,
      sierpniowy wieczór na ławce wkradła się dość niesamowita atmosfera. Niby nic
      szczególnego, że do grupki młodzieży dosiada się jakiś człowiek, ale później,
      kiedy o tym rozmawialiśmy okazało się, że wszyscy czuliśmy sie podobnie -
      niepokój pomieszany z lękiem i ciekawością... Niesamowite wrażenie tego
      spotkania potęgował fakt, że pies kolegi, wilczek, cały czas to powarkiwał na
      tego meżczyznę, to cofał się piszcząc, i tak co chwilę. A psiak pogodny i
      totanie niegroźny, na co dzień normalny w reakcjach zwierzak...
      Po kilku chwilach i licznych nerwowych mikroruchach we czwórkę zgodnym chórem
      stwierdziliśmy, że właściwie to musimy już iśc. Wstaliśmy, pożegnaliśmy się z
      mężczyzną i zdecydowanym tempem oddaliliśmy się od ławki. Po kilku krokach ktoś
      z nas spytał, czy nie mamy lusterka. Miałam jedno na wyciągnięcie ręki, wyjęłam
      je (dla wszystkich było oczywiste, że chcieliśmy sprawdzić, czy dziwny przybysz
      odbija się w lustrze!), odwróciliśmy się, a na ławce nikogo nie było. Wydaje
      się niemożliwe, żeby w ciągu mniej więcej 15 sekund ten mężczyzna oddalił się
      na taka odległość, żeby nie być dla nas widocznym. To tak, jakby rozpłynął się
      w powietrzu. Jeszcze przed chwilą siedział zamyślony na ławce, a teraz w
      zasięgu naszego wzroku nikogo nie było.
      Dodam jeszcze, że opowiedziałam o tym spotkaniu koledze, który dość mocno
      interesował się różnymi zjawiskami, sporo czytał i powiedział, że to mógł być
      wampir. Hahaha, brzmi naiwnie, ale podczas rozmowy z nim szeroko otwierałam
      oczy, kiedy pytał: czy słońce już zaszło? Oczywiście, właśnie co zaszło... Czy
      obok był trawnik, ziemia? Jak najbardziej, tuż za nami! Koleg powiedział, że
      jeśli to wampir, to nie zdecydował się zaatakować być może dlatego, że wśród
      nas była osoba bardzo mocno wierząca, albo taka o silnej osobowości.
      Śmiejcie się do woli, ja też trochę z wersji z wampirem pokpiwam, faktem jest,
      że było to na prawdę niesamowite spotkanie, wszyscy automatycznie
      zareagowaliśmy niepokojem, łącznie z psem...
      Coś w tym musiało być...
      • kasik882 Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.07.18, 15:27
        hej, wiem, że trochę czasu minęło od Twojego wpisu... ale gdzieś 8 lat temu przeżyłam coś bardzo podobnego... i czytając to teraz przypomniaLam sobie tą sytuację
        • kasik882 Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.07.18, 15:43
          To były wiosna... czas przed sesją... mieszkam w dużym mieście, ale mam takiego farta, że blisko domu mam nieduży las. Pewnego dnia postanowiłam pouczyć się na świeżym powietrzu... około godziny 10-12 poszłam na brzeg lasu usiąść na ławeczkę.... były tam 3 ławki postawione wzdłuż siebie... usiadłam na środkowej z książką i zaczęłam pilnie wchłaniać to, co na egzamin niezbędne... Jest to miejsce, w którym często się kogoś spotyka - bo to wejście do lasu, a ludzie często chodzą tu z psami na spacer, czy młodzież na wagary smile. W pewnym momencie na ławce, która była obok usiadł mężczyzna... nie wiem kiedy i skąd przyszedł, nie widziałam tego, ale no mogłam być zaczytana i nie zarejestrowałam sytuacji. Człowiek ten siedząc obok przywitał się i zwrócił się do mnie po imieniu... co było dla mnie szokiem, bo nie przedstawiałam mu się i go nigdy wcześniej nie widziała ( był ubrany w szare, brudne, porwane ciuchy, był niechlujny w swoim wyglądzie... bardzo chudy, wręcz kościsty, wysoki, zgolony na łyso, oczu nie pamiętam, ale był przerażający w swoim wyglądzie).. to był okres kiedy paliłam papierosy.. podszedł do mnie i zapytał się czy go poczęstuje.. dałam mu papierosa i jak się zbliżył śmierdział strasznie gnijącym mięsem... masakra... potem usiadł na ławce obok i gadał dziwne rzeczy... nie pamiętam do końca co, bo nie wiedziałam czy jest jakiś psychiczny czy, o co mu chodzi... myślałam, że z jakiejś sekty jest... jedyne, co zapamiętałam to po swoim dłuższym monologu stwierdził, że " jestem jedną z nich i że jeszcze kiedyś się spotkamy..." to było przerażające.. po czym wstał i poszedł... przez chwilę byłam oszołomiona.. jak wstała, a w sumie wyleciałam na drogę żeby zobaczyć gdzie poszedł nigdzie go nie był.. po prostu zniknął... opowiedziałam to w domu i nikt nie by w stanie stwierdzić, co to było czy kto... pamiętam jeszcze, że przez ten czas jak siedział i gadał o dziwnych rzeczach przeplatało się to od Boga po diabła tak to zrozumiałam... to czułam strach i spokój dziwne to było, w tym czasie nikt nie przeszedł, i pamiętam jeszcze, że myślałam, że minęło z 10 minut.... a upłynęło 1,5h... nie spotkałam go już potem nigdy i mam nadzieję, że był to jakiś świr...
          • panterarei Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.07.18, 13:32
            taaa lokalny żul cie kojarzył z widzenia.. nauczka, żeby nie chodzić samej do lasu.
    • pompompom Re: Straszne prawdziwe opowieści 24.02.06, 20:14
      To ja dorzucę parę dziwnych historii, które mi się przydarzyły. Ostatnia
      poniekąd dotyczy katastrofy z Chorzowa i może też z Moskwy. Na tydzień przed tą
      tragedią w Chorzowie coś mnie ciągnęło do okna w dużym pokoju. Z tego okna
      widać dach przeciwległego budynku (jest niższy, ma tylko 2 pietra, mój 10). Na
      dachu było mnóstwo śniegu. Patrzyłam i nachodziła mnie dręcząca myśl, że jak
      nikt nie sprzatnie tego śniegu będzie katastrofa. Widziałam, jak nagle ten dach
      się zapada do środka i ten śnieg tam wpada. Ta wizja dręczyła mnie przez
      tydzień.

      Wcześniej miałam też jakieś dziwaczne jazdy z moją torebką. Oczym duszy
      widziłam jak ją trzymam a za chwilę już jej nie mam, mam tylko torbę
      reklamówkę. Obraz był nachalny, natrętny, nie pomagały chęci przestania
      myślenia o tym. Obraz pojawiał się przez kilka dni. Finał był taki, że w drodze
      do pracy po przesiadce z jednego autobusu do drugiego (wszystko na szybko)
      podniosłam rękę w której trzymałam i torebkę i reklamówkę i zamarłam. W ręku
      miałam tylko reklamówkę. Torebki nie było. W torebce były klucze, dokumenty,
      karty. Co przeżyłam to moje. Zastrzegłam karty, złapałam kumpla z samochodem
      pojechałam pilnować mieszkania, aż przyjechał ktoś z domowników.
      Wieczorem modliłam się do Św. Antoniego (przywrócenie rzeczy zgubionych), Św.
      Judy (od spraw beznadziejnych), mojej śp. babci (już nie raz mi "pomogła" w
      odnajdowaniu zgub i do naszego Papieża. Wszystkich poprosiłam, żeby chociaż
      torebka się znalazła i moje rzeczy (notatki, zdjęcia i cały ten osobisty
      śmietnik jaki każda z nas nosi w torebce). Na trzeci dzień dzwoni telefon.
      Najpierw moja komórka (w ostatniej chwili przełożyłam ją z torebki do
      kieszeni). Potem ten domowy. Odebrałam moja matka i krzyczy, że dzwoni mój
      ojciec a jej były mąż (matka od rozwodu nie chciała, żebym spotykała się z
      ojcem - robiłam to i nadal robię po kryjomu. Ona takie kontakty traktuje jak
      zdradę z mojej strony i wolę jej nie wkurzać). Ok wracam do wątku. Okazało się,
      że do ojca ktoś zadzwonił, że znalazł torebkę i jest do odebrania po takim a
      takim adresem. Co dziwne ojciec wcale nie był u siebie tylko u swojej konkubiny
      i ten ktos tam go złapał. Doszłam w końcu jak to się mogło stać,ale zbieg
      okoliczności był niewąski, bo i owszem w moim dowodzie podane są imiona
      rodziców, a w notesie na jednej stronie adres ojca z dopiskiem tato, ale bez
      numeru telefonu, a kilka stron dalej komórka do ojca z dopiskiem T. (pod T może
      byc Tomek, Teresa, Tadzio i wszystko co na T.). Być może skojarzyło im się imie
      matki, bo konkubina ma tak samo na imię. Nie ważne. Torebka się znalazła,
      brakowało tylko kasy.

      Siedzę z kumplem z podstawówki na trzepaku podwórkowym. Spotkaliśmy się na
      ulicy już jako dorośli ludzie. Siedzimy gadamy, wspominamy. I myśl jak flesz,
      krótka, nagła: on nie umrze śmiercią naturalną. Pożegnaliśmy się. Minęło kilka
      lat, wyprowadziłam się, z kolegą nie miałam żadnego kontaktu. Pewnej nocy
      miałam sen, śniła mi się podstawówka, te stare korytarze, ludzie. We śnie
      wchodzę do jakiegoś dużego pokoju, sali. Stoi tam wielkie łóżko z baladchimem,
      pościelone. W pokoju panuje półmrok i jakaś taka uroczysta i smutna atmosfera.
      Na drugim końcu łoża, tyłem do drzwi przez które zaglądam siedzi kobieta w
      chustce na głowie, cała ubrana na czarno. Plecy przygarbione, taka cała
      skurczona w sobie. I nagle odwraca się do mnie - zamiast twarzy ma trupią
      czaszkę. Kostucha się znaczy.
      Rano miałam telefon od koleżanki z podstawówki, że ten nasz kolega miał wypadek
      i nie żyje.
      Miałam znajomą. Pracowałyśmy razem, była moją szefową, a potem się
      zaprzyjaźniłyśmy. Przez jakiś czas spotykałam się z jej bratankiem. Ona bardzo
      chciała, żebyśmy byli razem. Nie wyszło [bez orzekania o winie smile]. Bywałam u
      niej w domu, poznałam rodzinę. Potem jakoś tak nasze kontakty się rozluźniły.
      Miała problemy z mężem (było chory). Ten chłopak, z którym się spotykałam
      wyjechał za granicę. Potem dowiedziałam się, że ożenił się. Zupełnie straciłam
      z nim kontakt. Miała do tej znajomej zadzwonić, umówic się na pogaduszki,
      ploteczki. Dzwoiłam pare razy, nikt nie odbierał. Myślałam, że o złej porze,
      wyszli. Przyśnił mi się ten jej bratanek. Po raz pierwszy od kilku lat.
      Widziałam go jak szedł korytarzem w mojej firmie (nie wiedział gdzie pracuję) i
      czułam, że mnie szuka. Obserwowałam go. Ja go widziałam, on mnie nie mimo, że
      patrzył na mnie. tak jakbym siedziła za weneckim lustrem. Potem wszedł do mojej
      szefowej (fizycznie była podobna do tej mojej znajomej). Czułam że chce mi coś
      powiedzieć, ale nie może, bo mnie nie widzi. Ubrany był cały na czarno
      (garnitur, krawat, buty) i tylko koszula była biała. Miał bardzo smutną i
      powazną minę.
      Śnił mi się jeszcze parę razy w tym czasie i zawsze miałam wrażenie, że usiłuje
      mi coś powiedziec, ale nie może.
      Okazało się, że właśnie w tym czasie w domu mojej znajomej rozegrała się
      tragedia. Zginęli oboje z mężem. Teraz wiem, że on w ten sposób chciał mnie
      zawiadomic o śmierci ukochanej ciotki. Nie miał jednak do mnie żadnego
      kontaktu, bo zmieniłam miejsce zamieszkania, a komórki wtedy jeszcze nie miałam.

      Szłam sobie przejściem podziemnym przy stacji metra Centrum. przede mną na
      szpileczkach jakaś babeczka. I widzę oczami duszy jak babeczka poślignawszy się
      pada na tyłek. W chwilę później to stało się faktem. pojechała na obcasie, az
      iskry poszły.
      Na wesoło. Weszłam do łazienki, myśląc o czymś, co po chwili uznałam za
      potworną głupotę. Mówię więc w myśli sama do siebie: ty się lepiej stuknij w
      łep. W tym samym czasie otworzyłam szafkę i wypadł z niej kij od szczotki
      (schowny tam przed nagłą wizytą gości i zapomniany) boleśnie waląc mnie w ten
      głupi łep.
      • orchidea77 pompompom!!! 24.02.06, 22:51
        Prawdziwy jasnowidz z Ciebie!!!
        • pompompom Re: pompompom!!! 27.02.06, 19:38
          Eee! Bez przesady smile, ale fakt - parę snów mi się sprawdziło. Ostatnio śniło mi
          się, że nie dostanę kredytu o który wystąpiłam, bo czegoś tam się dopatrzą, no
          i dopatrzyli się choć z pozoru wszystko było ok.
          I czasami nachodzą mnie takie dziwne myśli, szybkie, takie właśnie jak błysk
          flesz, albo takie natrętne obrazy. Nigdy jednak nie posądzałam siebie o jakieś
          zdolności. Często też pewnie takie sygnały lekceważę.
          • pompompom Re: pompompom!!! 27.02.06, 23:37
            A propos kredytu. Złożyłam wniosek w innym banku. Policzyli ile mogę dostać.
            Ok. Pytam, a jak doniosę inne dokumenty to ile dacie? No niby więcej, ale to
            nie pewnei w zasadzie tyle samo jednak co bez tych dokumentów.
            Wczoraj w nocy przysniło mi się, że dostałam kredyt na kwotę dwa razy wyższą
            niż ta o której była mowa.
            Rano zabrałam dodatkowe dokumenty i poszłam jeszcze raz do banku. I wiecie co?
            Dostałam dokładnie taką kwotę jaka mi się wyśniła.
            Mam jeszcze jeden sen, ale o nim cicho sza. Ponoć jak się śnią sny seriami to
            jest to ważne. Ja miałam taki "senny" serial.
    • lucia1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 05.03.06, 20:16
      up
      • pompompom Re: Straszne prawdziwe opowieści 06.03.06, 19:16
        Chcecie jeszcze. Proszę bardzo. Rok 1997 wakacje. Właśnie rozgościłam się z
        kumpelą w na półwyspie Chalikidiki. Pierwsza noc, nowe miejsce myślę sobie
        trzeba zapamiętać co się śni. Ponoć sny z nowego miejsca się sprawdzają. Bardzo
        chciałam, żeby przyśniło mi się coś miłego. Rano wstałam nieco rozczarowana.
        Przez całą noc śniłam o... prędkości. Taki obraz jak bym mijała w zawrotnym
        tempie drzewa, domy, wszystko takie migające, uciekające w tył. Nie śniłam
        jednak, że sama jadę tylko takie głupie wrażenie. Na na końcu był błysk i huk,
        taki troszkę jak komiksowe bum (wiecie taki dymek z ząbkami jak coś wyleci w
        powietrze). Obudziłam się. Usilnie starałam się odnaleźć w tym śnie coś miłego,
        nic nie znalazłam. Ze złością pomyślałam: głupi sen, a tak chciałam śnić o tym,
        że jednak ten mnie kocha, a ten uwielbia. Bo przecież pierwszy sen i mógłby się
        sprawdzić.
        Sprawdził się i owszem. Na plaży dowiedziałayśmy się z koleżanką, że tej nocy
        zginęła lady Di. Przyczyną oficjalną była nadmierna prędkość, nieoficjalnie
        dopatrywano się m.in. podłożenia bomby.
        Niestety jeszcze nigdy nie przyśniła mi się wygrana w lotto. Szkoda
    • lucia1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 13.03.06, 15:04
      Jeszcze jedną prosze...
    • agula111 Re: Straszne prawdziwe opowieści 13.03.06, 18:10
      ja tez, super sie czyta zwlaszcza przed snem........
    • agnieszka-i-oskar Re: Straszne prawdziwe opowieści 14.03.06, 13:13
      up
      • psylwia Re: Straszne prawdziwe opowieści 15.03.06, 01:38
        super wątek, ja czytam , a tu mój synuś przez sen woła -zostaw mnie , zostaw,
        ale to tylko zły sen,
        nie wiem jak ja dziś zasnę
    • kasianina Re: Straszne prawdziwe opowieści 15.03.06, 12:39
      [url=imageshack.us]
      [img=img93.imageshack.us/img93/5034/niebieskiegry0oh.jpg][/url]
      ale to wszystko straszne:0))))i fajne co piszecie
    • lucia1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 15.03.06, 22:23
      Jeszcze prosze...
    • lucia1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 09.04.06, 22:53
      smile
      • kwiat_w_kratke Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 01:50
        Stare, ale dobre
        • 3-mamuska Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 03:09
          Ja tak miałam , ze śmiercią taty.
          Był moj tato w szpitalu po wylewie nieprzytomny.
          Pewnej nocy obudziłam sie przed pierwsza, i nie mogłam zasnąć.
          Myslalam o tacie i płakała i w pewnym momecie mowie na głos "żegnaj tatusiu nie ze sie juz nie zobaczymy" rano zadzwoniła mama ,ze tato o godz: 1.03 zmarł.
          • marusia_ogoniok_102 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 03:52
            Nie no, kto to wyciągnął i po jakiego grzyba zachciało mi się to czytać w środku nocy...
            • memphis90 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 08:59
              Eeee, ale od któregoś momentu Kalinaagata zaczyna z netu kopiować - błędy ortograficzne magicznie zniknęły, zmieniła się narracja, pojawiły regionalizmy... Takie tam opowieści i bajdurzenia, jakich wiele.
              • migotliwamakatka Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 11:20
                Ale historyjki bardzo emocjonujące - z przyjemnością przeczytałam smile Może macie więcej?
                • mamuska25 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 19:12
                  Ja mam takich historii bardzo dużo. Może dlatego, że mocno wierzę w życie wieczne, a co za tym idzie "świętych obcowanie". Niemniej często odwiedzają mnie zmarli.
                  Nigdy nie boję się ich, wiem, że nie żyją. Wiem też, że nie zrobią mi krzywdy, jeśli przyszli, to coś chcą przekazać, poprosić o modlitwę.
                  Mam kilka historii, które szczególnie utknęły mi w głowie, często je powtarzam i opowiadam znajomym, oczywiście ze stoickim spokojem.

                  Gdy miałam 7 lat, zmarła moja prababcia. Przyszła się ze mną pożegnać, nad ranem zastukała w okno, akurat spojrzałam- uśmiechnęła się, pomachała...

                  Miałam 16 lat gdy zmarł mój ukochany Dziadziuś. Zawdzięczam mu cudowne dzieciństwo, nauczył mnie wszystkiego- czytania, tabliczki mnożenia. W długie zimowe wieczory czytaliśmy razem na głos, Dziadek opowiadał dużo wojennych historii. Byłam z nim bardzo związana emocjonalnie. Chorował na Alzheimera, jego ostatnie tygodnie życia były bardzo trudne dla całej rodziny. Zmarł w szpitalu, co dziwne- nie dał mi żadnego znaku, nie pożegnał się.
                  Przed Jego śmiercią mojej Babci przyśnił się dawno zmarły ojciec z pretensjami, ze nie była na cmentarzu 1 listopada. Ona mówi, że" nie mogła, bo Franek taki chory". Na co zmarły ojciec jej odpowiada: "Trzeba było iść, posprzątać grobowiec, bo niedługo wam będzie potrzebny"... Mój Dziadzio zmarł 20 grudnia. Ponieważ nie umiałam pogodzić się z Jego śmiercią przez kilka lat prześladował mnie jeden i ten sam sen. Jego pogrzeb, gdzie wszyscy przyszli, ksiądz jest, trumna stoi, a Dziadzio spaceruje żywy po sadzie wśród drzew... Bardzo się męczyłam w czasie tych snów. Ale tylko dlatego, ze chciałam Dziadzia chronić, żeby nie zamknęli Go w tej trumnie, bo przecież On jest i żyje, spaceruje po sadzie... ten sen prześladował mnie wielokrotnie, zawsze ten sam scenariusz. Ktoś powiedział mi, że nie pogodziłam się ze śmiercią dziadka, że muszę pozwolić mu odejść, nie mogę go zatrzymywać. Kilka lat później, gdy byłam już mężatką, z dwójką dzieci miałam sen. Bardzo śliczny, realistyczny.

                  Spaceruję po pięknej łące pełnej kolorowych kwiatów. Obok mnie mój Dziadziuś. Czuję niesamowitą radość, błogi spokój. Idziemy obok siebie i uśmiechamy się, jest mi tak dobrze, nie chcę wracać... Między kwiatami miliony świec, różnej wielkości Jedne dopiero się zapalają, inne gasną, całe stopione tuż przy ziemi. Myślę, że każda świeca należy do jednego człowieka na ziemi, i Dziadzio kiwa mi z uśmiechem na twarzy jakby potwierdzając moją myśl, że tak jest, każda świeca to jedno ludzkie życie. Potem przechodzimy jakby do ogromnej sali z milionem łóżek. Wszystkie są białe, ślicznie zasłane białą pościelą, jakby nieruszone. Dziadziuś prowadzi mnie do jednego łóżka i mówi; "To jest moje łóżko, tu śpi prababcia... tu ciocia..." (Po kolei wymienia wszystkie osoby, które ja znałam, a które już nie żyją) Ogarnia mnie lekki niepokój, pytam; "gdzie moje łóżko", na co Dziadzio odpowiada: " Nie ma go tutaj, jeszcze długo nie będzie. Ja już przeżyłem swoje życie, idź i żyj najpiękniej jak umiesz- jeszcze się kiedyś spotkamy"...
                  Obudziłam się płacząc żywymi łzami. Ilekroć opowiadam komuś tę historię- płaczę. Teraz też emocje pusciły...
                  Dziadek jednak czuwa nade mną bardzo mocno. Od tej pory nigdy mi się nie śnił, choć ja często go wręcz o to proszę, zwłaszcza gdy nie wiem co zrobić, jaką podjąć decyzję.
                  Wiem też, że Jemu zawdzięczam pewną sytuację podczas jazdy samochodem, z której cudem wyszłam z życiem, zupełnie bez szwanku.

                  Muszę sobie popłakać, jeszcze później coś napiszę.
              • kamunyak Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.04.15, 14:28
                Eeee, ale od któregoś momentu Kalinaagata zaczyna z netu kopiować - błędy ortog
                > raficzne magicznie zniknęły


                no, własnie, z tymi błędami... jakos nie za bardzo pasują do najlepszej uczennicy, uciekającej z domu z powodu 4 na świadectwie (któras z opowieści).
                Dlatego darowałam sobie dalsze wypociny panienki.
                Natomiast nie wiem, faktycznie, po kiego grzyba odgrzabany wątek.
    • mamuska25 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 20:21
      Kolejna historia przydarzyła mi się w nocy z 7 na 8 listopad 2014. Pamiętam tę datę gdyż 7 listopad, to była rocznica śmierci dziadka mojego męża. Nie znałam go osobiście. W środku nocy budzę się z mocno bijącym sercem i słyszę jak ktoś szura kapciami po podłodze. Charakterystyczne szuranie dla starszych ludzi... Wiem doskonale, ze to Śp. dziadek mojego męża. Zaczynam mówić: "wieczny odpoczynek... i czuję, że coś wchodzi mi na kołdrę i po plecach aż do szyi, czuję mocny ucisk na szyi i zaczynam krzyczeć. Ależ się mąż wystraszył...Ja trochę też, ale nie tej duszy, która spacerowała po pokoju, tylko tego uścisku szyi... Rano opowiadam sen-jawę mojemu M. na co on, ze to na pewno dziadek, przyszedł się upomnieć, bo pierwszy raz od 16 lat nie zamówiliśmy Mszy w rocznicę jego śmierci...

      Często też kiedy zrobię generalny porządek na cmentarzu na jakimś grobie rodzinnym, dana osoba, która tam spoczywa śni mi się w nocy i dziękuje za opiekę, mówi np. jakie piękne kwiaty postawiłaś na moim grobie...

      Bardzo często śnią mi się zmarli, czasem nawet nie z rodziny, którzy wołają:" Pomóż mi..."
      Na pewno proszą w ten sposób o modlitwę...
      • kamea_chateau kobiety napiszcie coś jeszcze 28.04.15, 20:31
        moja opowieść jutro ale dzisiaj mogę poczytać
    • mamaemmy Re: Straszne prawdziwe opowieści 16.01.18, 20:10
      Ktoś pamięta ten wątek ?smile Cudny był !
      • heca7 Re: Straszne prawdziwe opowieści 16.01.18, 20:15
        Nie pamiętam ale sobie poczytam smile
        • kamea_chateau Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.01.18, 13:04
          mieszkamy w okolicach frontu z I i II wojny światowej.
          Na rozwidlonych drogach prowadzacych na drogę do Warszawy i Żyrardowa jest cmentarz żołnierzy Polskich i Rosyjskich.
          Ok pierwszej czy drugiej w nocy wracaliśmy tamtędy, mąz prowadził ja miałam tylko zamknięte oczy. W pewnym momencie poczułam energię....i usłyszałam męża ..."widzisz tego żolnierza??" ja go nie musiałam widzieć, ale mąż był bardzo wystraszony. POmijam że po jednej stronie drogi jest przyjemny las fajny na spacery, ten po drugiej stronie jest jakby mroczny, ptaki nie spiewają, brrrrr kiepska energiauncertain

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka