zelda1971
02.03.06, 14:50
Stoję dziś przed trudnym wyborem, historia jest dość skomplikowana i chyba
dość niecodzienna. Jestem od 5-ciu lat w szczęśliwym związku z mężczyzną,
który ma 3 dzieci z 2 poprzednich małżeństw. Decyzja o pierwsze małżeństwie
była podjęta na szybko, ciąża, presja rodziny, oboje byli nieletni,
występowali o pozwolenie na zawarcie małżeństwa do sądu. Po dwóch latach
małżeństwa mieli dwoje dzieci, mieszkali to u rodziców to u teściów, po
trzech latach mój wystąpił o rozwód, który uzyskał po następnych dwóch latach
procedury. Dwa tala po rozwodzie znowu się ożenił, rok później następny syn,
żona od urodzenia dziecka kompletnie przestała się interesować mężem - ona
spała z synem, przestała o siebie dbać, przestała pracować, domu też nie
utrzymywała w należytym porządku, całą uwagę poświęciła synkowi. W końcu
wpadła w depresję, mąż nie wytrzymał i odszedł, po ponad pięciu latach
związku. Nie miał praktycznie żadnego kontaktu z tym dzieckiem po rozstaniu.
Wyjechał za granicę, tam się poznaliśmy długo po jego rozstaniu z drugą żoną.
Wróciliśmy do Polski, od ponad pięciu lat jestem z nim, bardzo się zmienił,
uspokoił, jest cudownym człowiekiem z którym chciałabym stworzyć rodzinę i
mieć dzieci. To nasza wspólna decyzja, wspólnie do niej dojrzeliśmy i się
zdecydowaliśmy na ten krok. No i tu się zaczynają schody. Mój facet nie ma
rozwodu z drugą żoną, kiedy się z nią spotkał wytłumaczył, o co chodzi, tamta
stanęła okoniem, po chamsku, powiedziała mu, że tyle lat się nie interesował
ich życiem a teraz ma czelność prosić o rozwód. Powiedziała, że nie da mu
rozwodu, że się nie zgadza, i.... w ramach zemsty wystąpiła do sądu o
alimenty w wysokości 500 zł na syna (toż to chore, mój płaci 360 zł na dwóch
synów z pierwszego małżeństwa) płatne za ostatnie 3 lata (w sumie chodzi o
ponad 18.000 zł). Mąż był u prawnika, nie wiem czy dobrze zrozumiał, bo ten
mu powiedział że faktycznie żona musi się na rozwód zgodzić i że ma
faktycznie prawo żądać alimentów za 3 ostatnie lata i że 500 zł nie jest to
wielka suma biorąc pod uwagę zarobki mężą (około 200-2200 miesięcznie) Dla
mnie to horror. Mieliśmy w planach zmienić mieszkanie, sprzedać moje
dwupokojowe i kupić na kredyt większe 3-4 pokojowe pod dziecko, mieliśmy
wziąć ślub przed moim zajściem w ciążę, a teraz co? On ma płacić połowę
pensji na niewiadomo, co. Kredytu nie dostaniemy pewnie, a jak tak to i tak
ja będę go spłacać - a z dzieckiem nie bardzo mogę czekać, bo mam 35 lat. W
zwiazku z tym wszystkim mam 3 pytania czy faktycznie żona musi się zgodzić na
rozwód? Po tylu latach separacji? Głupie to jak but, jeśli tak jest naprawde -
ale może mój źle coś zrozumiał? Po drugie ile się płaci średnio alimentów na
dziecko w wieku szkolnym, naprawdę 25% dochodu ojca? Chyba lekka przesada? I
co byście zrobiły na moim miejscu - zaszłybyście w ciążę w tej sytuacji?.
Bardzo jestem ciekawa waszego zdania