Dodaj do ulubionych

Fatalna dieta, fatalne zęby...

16.03.06, 13:30
Oj lubią w tej wyborczej słówko "fatalne" smile co nie zmienia faktu, że zwracają
uwagę na ważne problemy.
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3176571.html
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3210896.html
Ze szczególną uwagą przeczytałam artykuł na temat odżywiania się nastolatków,
gdyż u nas w domu zapanowała moda na zdrowe odżywianie, wprowadzona i
"restrykcyjnie" przestrzegana przez mojego męża. Korzystamy na tym wszyscy.
Jemy tylko ciemne pieczywo,dużo ryb, mało słodyczy, nie pijemy gazowanych
napojów, nie jemy parówek(najgorsze świństwo, można w nich znaleźc wszystkie
mięsne "odpady", naprawdę namawiam do nie podawania ich dzieciom, to już nie
są te same parówki które znamy z dzieciństwasad )itd.
Za swoisty "sukces" uważamy to, że córeczka - prawie pięc lat - nie wiedziała
do niedawna jaki jest smak chipsów, bo po prostu ich nie kupujemy(spróbowała
niedawno, na urodzinach koleżanki, ale jej nie smakowały)a Mac'Donaldsa zna
tylko z reklam.
Myślę, że wiele racji jest w opiniach o tym jak ważne jest kształtowanie
nawyków żywieniowych od małego.
Pozdrawiam wszystkich "fanatyków" zdrowego odżywianiasmile)
♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
Obserwuj wątek
    • kasia1302 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 13:52
      Brawo, cudownie. Oby tak dalej. A wiesz, że swoisty znaczy charakterystyczny,
      specyficzny, a chyba nie o to chodziło? Boże, jak mnie irytuje postawa "Alfa i
      Omega".Ale może kogoś zainteresuje co jecie w domu a czego absolutnie nie.
      • olenia2000 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 14:16
        nie dajmy się zwariowaćsmile
        moja córka zna smak słodyczy, na co dzień jemy jasne pieczywo itd. itp.,
        chociaż nie jemy parówek, bo po prostu nie lubimy ale pijemy gazowane napoje...

        lubimy też soki... ciemne pieczywo.... ryby.... odwiedzamy raz na jakiś czas
        McDonald... moja córcia ma sześć lat i ani jedego ubytku, ani jednego ząbka z
        próchnicą, ani jedego przebarwienia na ząbkach, żadnej nadwagi, wyniki w
        normach...

        zdrowe jedzenie na pewno jest zdrowe ale nie każdego stać na kupowanie samych
        zdrowych rzeczy... ze zdrowych upraw... bez konserwantów itd. a niestety jest
        ono nawet dwa razy droższe...

        ktoś może powiedzieć, że na zdrowiu się nie oszczędza ale niestety w
        dzisiejszych czasach to powiedzenie się nie sparawdza... bo większość ludzi na
        wszystkim oszczędza...

        druga sprawa to zastanowienie się, czy samo "zdrowe" jedzenie wystarczy...
        żyjemy w czasach zanieczyszczonej wody... powietrza... wód gruntowych... czy w
        tym wszystkim wystaraczy, że zjemy szynkę bez konserwantów zamiast parówki, bo
        przecież czystej wody (takiej czystej w 100%) nie da sie kupić, powietrza też
        nie...

        autorka pisze o "zdrowym" życiu za namową męża... na razie córka ma 5 lat....
        ale za moment pójdzie do zerówki, potem do szkoły i jestem przekonana, że już
        nie będzie "szczęśliwa" z tego powodu, że je ciemne pieczywo, skoro pozostałe
        dzieci jedzą jasne... że nie wie jak smakuje hod-dog czy jedzenie w Mc
        Donaldzie... dzieci są okrutne i mogą napiętnować to dziecko, ze względu na
        jego inność... na niewiedzę... na ten "zdrowy" tryb życia...
        a raczej Twój mąż nie będzie 24 godz na dobę pilnował córki, żeby widząc dzieci
        zajadające się fast-foodami (chociażby w szkolnym sklepiku) nie skusiła sie na
        ich skosztowanie... czyż zakazany owoc nie smakuje najlepiej?

        powinnam tu dopisać jeszcze jedno... córka przyjaciółki jest dzieckiem chowanym
        na "zdrowym" jedzeniu... już w wieku dwóch lat usuwano jej mleczki z powodu
        próchnicy... i choruje praktycznie ciągle od września do czerwca...
        więc nie tylko jedzenie ma wpływ na nasze zdrowie... wpływ ma też środowisko a
        przede wszystkim geny...
    • edorka1 Odrobina luzu nie zaszkodzi 16.03.06, 15:19
      Moje dzieci jedzą słodycze o zgrozo. Nie w kosmicznych ilościach, ale owszem, tyle że myjemy po nich ząbki. I inne rzeczy też czasem.Trafi sie i parówa i danonek. I chips tez o zgrozo.
      I fluoru nigdy nie brali.
      Zęby maja piękne.
      Jasne że zdrowe odżywianie jest bardzo ważne.
      Ale czekolada też ma swoje plusy.
      I danonek też.

      Fanatyzm jedzeniowy jest zabawny.
      Znam jedną mamę co do niemal 3 roku życia wpychała w dziecko słoiczkowe obiadki. Li i jedynie. Bardzo zdrowe (rzekomo) i jałowe.

      Dzieciństwo ma swoje słodkie uroki - ja z czasów ciężkiej komuny do dziś pamietam smak czekolady przywiezionej przez ciotkę z zachodu - i szukałam przez lata tego smaku...i nie znalazłam sad.

      Moje dzieciaki jedza czekoladki, kochają kotlety i inne mięsa smażone, włażą na drabinki, krzyczą na mrozie i pija z jednej butelki. Zgroza. I zdrowe są jak rybki i nie wiedzą co to antybiotyki smilebo nigdy nie brali, a na bilansie jak lekarka zerkneła w pusty zeszycik syna zapytała - o t co - nic nie choruje? Ano nie smile.

      • agnieszkas72 Re: Odrobina luzu nie zaszkodzi 16.03.06, 15:53
        Zgadzam się z Edorką.Moje dzieci są szczupłe i zdrowe,nie mają dziur w zębach
        ale nigdy nie narzucałam im jakiegoś rezimu w stylu:jemy tylko zdrową żywność.Na
        niedzielę piekę dwa ciasta,które moja piątka chudzielców(dzieci i mąż)pożera w
        całości,w czasie wyjazdów jemy w MacDonaldzie lub KFC,dzieci dostają lody i
        czekoladę.Nie jedzą cukierków,chipsów,lizaków bo nie lubią.A jeśli chodzi o
        domowy jadłospis,to staram się żeby jedzenie było smaczne i urozmaicone.I wtedy
        jest też zdrowe.
      • miirabelka Re: Odrobina luzu nie zaszkodzi 16.03.06, 16:13
        "ja z czasów ciężkiej komuny do dziś pamietam smak czekolady przywiezionej przez
        ciotkę z zachodu - i szukałam przez lata tego smaku...i nie znalazłam sad."
        I o to właśnie chodzi, że to co jemy będąc dziecmi wpływa na nasze dorosłe
        upodobania. Kiedyś czytałam pewien artykuł, w którym opisywano wyniki badań,
        które potwierdziły, że lubimy jeśc to co jedliśmy jak byliśmy mali.
        Co do fanatyzmu to celowo wzięłam go w cudzysłów, gdyż też nie jesteśmy idealni
        i zgadzam się z edorką1, że odrobina luzu nie zaszkodzi kłopoty zaczynają się
        wtedy kiedy ten luz staje się normą.
        Nie sądzę też żeby moje dziecko z powodu zdrowego odżywiania mogło byc w
        przyszłości "napiętnowane". Owszem żyjemy w społeczeństwie "tolerancyjnym
        inaczej", gdzie omienny kolor skóry jest problemem, ale rodzaj pieczywa użytego
        do kanapki? Bardzo wątpię.
        Niestety zdaję sobie sprawę, że pójście do szkoły będzie się wiązało z
        zetknięciem się z "pokusami" w sklepiku szkolnym i to też jest smutne, że u nas
        narazie nie zwraca się uwagi na to, że nasze dzieci mogą w szkole kupic sobie na
        drugie śniadanie batoniki i chipsy, a osoby, które zwracają uwagę na zdrowe
        odżywianie wyśmiewa się i przylepia etykietki w stylu "Alfa i Omega"(tak na
        marginesie wcale się za taką nie uważam). Może przyjdzie nam poczekac jeszcze
        parę lat, kiedy to efekty takiego jedzenia będą widoczne na ulicach, tak jak w
        Ameryce gdzie większosc społeczeństwa ma ogromne problemy z nadwagą.

        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
        • agnieszkas72 Re: Odrobina luzu nie zaszkodzi 16.03.06, 16:35
          Nie demonizowałabym sprawy odżywiania.Np jedne rodzaje kanapek są lepsze z
          chlebem razowym,inne z jasnym,a odmiana na pewno nie zaszkodzi.Myślę,że jedzenie
          powinno być przede wszystkim przyjemnością związaną z odkrywaniem nowych
          smaków.I nie wolno dopuścić do tego,żeby słodycze stały się dla dziecka owocem
          zakazanym.
          Znam bardzo zdrowo i planowo odżywiającą się rodzinę -mama jest stomatologiem.W
          chłopcu na widok czekoladek czy ciastek przy okazji wizyt w innych domach
          budziła się bestia,mógł pożreć każdą ilość.
          Twoja córka jest jeszcze mała-w wieku nastu lat może nastąpić silny bunt przeciw
          waszym zasadom żywieniowym ,jeśli będziecie przywiązywać do nich zbyt dużą wagę
          i przejście na jedzenie całkowicie śmieciowe.Więc lepiej po prostu gotować jak
          lubicie ale specjalnie o tym nie dyskutować,a zwłaszcza nie wpajać poczucia
          wyższości w stosunku do innych dzieci(które wg was mogą jeść paskudztwa) i nie
          podkreślać odmienności waszego sposobu odżywiania się.
          • miirabelka Re: Odrobina luzu nie zaszkodzi 16.03.06, 17:35
            agnieszka72 napisała:
            "zwłaszcza nie wpajać poczucia wyższości w stosunku do innych dzieci(które wg
            was mogą jeść paskudztwa)"
            niczego takiego nie robimy i nawet o tym nie pomyśłałamsad
            Co do słodyczy u nas w domu to nie jest owoc zakazany, wiem jakie tego mogą byc
            konsekwencje, ale jeśli jest taka możliwośc stosujemy "zamienniki" np.czekolada
            zamiast lizaka.
            Kiedy nasze maluchy dorosną nie zamierzamy też ich uszczęśliwic na siłę, chociaż
            mam cichą nadzieję, że te przyzwyczajenia z dzieciństwa zaowocują w przyszłoścismile
            Jeśli zaś chodzi o demonizowanie to ja też do tego nie namawiam, ale zwracam
            uwagę na zdrowe odżywianie, które moim zdaniem jest ważne.
            Ja z kolei znam dziecko, które jadło w domu tylko białe pieczywo i ciemny chleb
            czy bułeczki to jest coś czego nawet nie spróbuje.

            Ps.Agnieszko72 dzięki za zabranie głosu w dyskusji, jest trochę racji w tym co
            piszesz i będę pamiętac żeby nie przedobrzycsmile Chociaż myślę, że kiedy dziecko
            podrośnie do takich rozmów to dobrze jest rozmawiac o tym, że jedne rzeczy są
            zdrowe,a inne nie, oczywiście w formie, którą dziecko wysłucha z
            zainteresowaniem, a nie jako "smęcenie", a ty co o tym myślisz?

            ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
    • masara25 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 17:57
      Zgadzam się z Agnieszkas72....doskonałym przykładem jest również moja
      siostreznica. Siostra też postanowiła być taka "zdrowo-modna", brak słodyczy
      itp. , jak mała wpadnie do nas to zjadłaby z opakowaniem to czrego w domu się
      nie jada. Ja również polecam więcej luzu, a po słodyczach ( w rozsądnej
      ilości) myć zęby, ot co. Natomiast problem popsutych zębów jest zarówno
      dziedziczny, jak i dobrze lekarka zauważyła w tym artykule, nie ma w szkołach
      gabinetów, stomatolog wszędzie jest płatny i tutaj też niestety s jest problem.
      Zero profilaktyki i tak się później kończy.

      A autorce postu szczerze radzę zdystansować się do takich problemów i NIE
      ZAKAZYWAĆ, bo i tak dzieciaki będą jadły po kątach.
    • lola211 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 18:19
      MNie rozsmieszylo info, iz dentysta udziela rad czym zywic dziecko, jak o zeby
      dbac.Przetestowalam wielu stomatologów i zaden sie nawet na ten temat nie
      zajaknal.A powinien choc pokazac, jak prawidlowo czyscic zeby.
      Usługi stomatologów sa tak drogie, ze nie ma sie co dziwic.Nielicznych stac na
      regularne wizyty calej rodziny w gabinecie, reszta chodzi jak juz musi, czyli
      jak juz zab sie popsuje.
      • masara25 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 18:29
        Dokładnie, nawet na NFZ i tak za wszystko płacisz, więc idziesz jak już boli
        albo coś się dzieje. Przykre ale prawdziwe....
        • miirabelka Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 20:20
          masara25 a w którym ja miejscu napisałam, że zakazuję czegoś maluchom?
          Po prostu staramy się aby w naszym jadłospisie przeważały rzeczy zdrowe, a nie
          kupujemy czegoś co jest szkodliwe jak np.chipsy. Efekty już są nasze dzieci
          baaardzo lubią np. brokuły, ciemne pieczywo i suszone owoce np.rodzynki, śliwki.
          Po niektórych postach widac, że chyba nie przeczytałyście artkułu do którego się
          odnoszę. A oto istotny fragment:
          "Po pomiarach ciśnienia, masy ciała i zbadaniu krwi okazało się, że ponad 40
          proc. nastolatków ma od jednego do czterech czynników ryzyka chorób
          cywilizacyjnych - nadwagę, otyłość, nadciśnienie lub zbyt wysoki poziom
          cholesterolu."
          "głównym winowajcą są złe tradycje rodzinne, m.in. obfite posiłki spożywane
          wieczorem, tłusta kuchnia, nadmiar słodyczy."
          NADMIAR, a nie ich zupełny brak jak sugerują niektóre forumowiczkismile

          ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
          • lola211 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 20:30
            Bo polska kuchnia w ogole jest niezdrowa.Co z tego ze ograniczy sie chipsy i
            lizaki, jak na codzien króluje kotlet w panierce ociekajacy tłuszczem,
            ziemniaki, ktore tucza i zawiesiste sosy, a zupy podbija sie smietana czy
            zasmazka.
            • agnieszkas72 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 20:39
              Ziemniaki nie tuczą.
              • lola211 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 16.03.06, 20:47
                A owszem, to "wegle" z wysokim IG.
    • kasia1302 Parówki kiedyś i dziś 17.03.06, 09:44
      Jestem ciekawa skąd masz dane o parówkach z "naszego dzieciństwa" i
      dzisiejszych.Jaka jest róznica? Możesz podać źródło swojej wiedzy?
      • ciociapolcia Re: Parówki kiedyś i dziś 17.03.06, 10:24
        W tych dzisiejszych jest mniej blonnika, czy tez celulozy (jak kto woli) ;P.
      • miirabelka Do kasi1302 17.03.06, 11:34
        kasiu1302 wyczuwam w Twoim tonie złośliwośc zupełnie niezrozumiałąsad
        W internecie jest cała masa artkułów na ten temat, a oto fragment jednego z nich:

        "Dyskretny urok PRL

        Czym różnią się współczesne i PRL-owskie parówki? Nasz wyrób, kosztujący ok. 5
        zł/kg, składał się z 45% mięsa, 30% tłuszczu i 25% emulsji. Z uwagi na
        pochłanianie wody, otrzymaliśmy wydajność rzęu 125-130%.

        Parówki sprzed kilkudziesięci lat wyrabiano z 20% wieprzowiny II klasy, 10%
        wieprzowiny III klasy, 30% tłuszczu i 40% wołowiny. Osiągano wydajność rzędu
        115%. Być może i teraz smak byłby lepszy, jednak koszt kilograma takiego wyrobu
        to 16 zł!"
        Dodam też link do artkułu z Gazety, niestety nie posiadam dostępu do archiwum,
        ale osoba tak dociekliwa jak Ty napewno sobie poradzismile

        serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2954563.html
        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
        • bea.bea Re: Do kasi1302 17.03.06, 13:10
          u mnie w domu dzień bez parówki to dzień stracony...i awantura taka , że hej...

          i jest takie jedno powiedzenie, które lubie....trzeba jeśc wszystko , bo nie
          wiadomo co komu szkodzi...a dziś szkodzi wszystko...smile

    • ciociapolcia Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 10:30
      Generalnie to jest kolejna zbiorowa histeria nt. zdrowego odzywiania sie, czy
      tez problemow z otyloscia, wysokim poziomem cholesterolu itd. Te problemy nie
      wynikaja z tego, ze sie tylko "zle" odzywiamy, ale dlatego, ze taka konstrukcje
      ma nasz organizm... Ludzie z wysokim poziomem cholesterolu moga zyc po 100 lat
      nawet o tym nie wiedzc smile. Dalej - nasi przodkowie doswiadczali okresow glodu,
      dlatego istnieje podejrzenie o to, ze nasze organizmy sa "zaprogramowane" na
      odkladanie "paliwa" na gorsze czasy... To samo dotyczy kazdej diety (czyt.
      diety cud i efektu jojo). W sumie o wszystkim mozna poczytac w necie.
      Po raz kolejny moje zdanie - wszystko w granicach zdrowego rozsadku smile.
    • oxygen100 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 11:38
      moja siostra dentystka zawsze mowi ze o zeby dziecka nalezy dbac od urodzenia.
      Kawalek zwilzonej gazy na paluch i przynajmniej tak czyscic juz jame ustna
      najlepiej po kazdym posilku. Wtedy ryzyko wystapienia p[rochnicy jest znacznie
      mniejsze.
      -
      • agnieszkas72 Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 13:16
        O zęby dziecka mozna dbać przed jego urodzeniem się zdrowo odżywiając się w
        ciąży.Natomiast nie przesadzałabym z czyszczeniem.Nigdy nie czyściłam
        niemowlęciu paszczy np po karmieniu piersią.Mój najmłodszy (16 mies.) ma myte
        zęby wieczorem po kolacji,potem przed spaniem i w nocy jest karmiony
        piersią.Starsi myją zęby o sniadaniu i po kolacji,w żadnym wypadku po kazdym
        posiłku.Kiedy zjawiamy się w klinice na przeglądzie całą gromadą zęby dzieciaków
        wzbudzają ogólny zachwyt,podobno nieczęsto spotyka się ośmiolatka bez zadnego
        ubytku.Nie stosujemy też zadnych nitek,dobra szczoteczka wystarczy.
    • trzebowianka Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 12:58
      Wy chyba nie rozumiecie o co chodzi autorce postu. Bo wcale nie o fanatyzm
      jedzeniowy, tylko o zdrowe nawyki kształcone własnie w dzieciństwie. Moje
      dziecko chodzi do przedszkola, ale wcale nie czuje się gorsze, bo nie je
      czipsów czy lizaków. Dobry gust kulinarny kształtuje się od niemowlęctwa. Pije
      kefir zamiast danonków, bo tak została nauczona od początku. I danonki jej po
      prostu nie smakują, podobnie jak wszelkie gazowane słodkie napoje. Ale i
      owszem, je od czasu do czasu czekoladę, bo nic w tym złego. Nie wpychajmy
      jednak w nasze dzieci smieci, bo nawyki żywieniowe trudno później zmienić.
      • bea.bea Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 13:15
        zgadzam sie z tobą...
        dla małego dziecka herbatka bez cukru jest super...bo innej nie zna, i to tylko
        mnie może nie smakować..smile

        nie mam problemów z jedzeniem warzyw....owoców..wypijaniem strasznej ilości mleka...

        ale to w domu...
        martwi mnie za to dieta w przedszkolu....duzo dzieci spędza tam ogromna ilośc
        czasu , i tam tez krztałtowane sa jego nawyki żywieniowe...wiem wiem , w
        przedszkolu mojego syna dobija mnie brak warzyw...na kanapkach np..
        cienkie surówki, bo dzieci nie chcą jeść...i monotonia w rodzajach posiłków...te
        nawyki trudno nadrobic przez "łikend" w domu...
      • miirabelka Do trzebowianki 17.03.06, 16:22
        Trzebowianko no po prostu MUSZĘ Ci podziękowac za ten post, bo już zaczęłam
        tracic nadziejęsmile
        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
    • bea.bea Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 13:07
      zapewne dieta ma wpyw na stan uzębienia........ale nie do końca...
      piszę to z pełna swiadomościa, dając za przykład siebie...

      kiedy byłam dzieckiem ...dostawałam wszystko co najlepsze...odzywki z zagranicy
      ...zdrowe warzywa...mleko ze wsi...itp...słodyczy podobno nie znałam...i co..

      i tylko dzieki zdobyczom medycyny i samozaparciu w chodzeniu do dentysty mam
      jeszcze zęby...choc nie mam zdrowego....zaden sie nie uhował , wszystkie łatane..
      a i to nowoczesne łatanie wypada po paru miesiacah...poznałam pary świetnych
      dentystów, którzy potraktowali moje zęby jako swoiste wyzwanie.....przegrali..

      mojego brata rodzice dietetycznie olali..smile...taka przenosnia...zęby jak dzwon...

      mój mąz jak raz do roku pójdzie z maleńka dziórka do lekarza to cud...wszystkie
      zęby zdrowe...a ma swoje lata..

      jestem jednak za genami...i tu przykład mojego syna , który owszem wypija
      hektolitry mleka...bo lubi...ale za to zjada tez spore ilości słodyczy..puki co
      ma zęby jak dzwon
      dziecko kolezanki( w tym samym wieku , 2,5) słodyczy na oczy nie widziało a dwie
      dziurki juz ma...

      am nadzieje , ze moje dziecko zęby odziedziczy po ojcu...smile)..bo z torbami
      pójdziemy...smile)

      jestem za..dieta dietą....
      ale jak geny krzywe to zadna dieta nie pomoze...smile)

      pozdrawiam
    • ania.freszel Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 17:38
      Chyba troche przesadzasz. Z godze sie że dziecku nie służą chipsy, słodycze ani
      McDonalds ale w nadmiarze. Jak wszystko. A raz od wielkiego dzwona czemu mam mu
      odmówić?? Słodkiego troche sie u nas w domu je (prawie codzień cuś) bo mąż
      straszny łakomczuch, mały tez a i mi nie brak. Parówki kupuję rzadko jeśli już
      to te najlepsze, czekoladę, chipsy mąż sam sobie kupuje jakie lubi dziecku
      staramy sie ich nie dawać.
      Chodzę z dzieckiem do dentysty regularnie kontrolnie co parę miesięcy i jeszcze
      ani grosza nie wydałamsmile Max ma 4,5 roku. Ja uważam że dobra dieta to jedno,
      rozsądek drugie a trzecie zupełnie od nas niezależne to dobre kości.
      • miirabelka Re: Fatalna dieta, fatalne zęby... 17.03.06, 23:07
        ania.freszel napisała:
        "Zgodze sie że dziecku nie służą chipsy, słodycze ani Mac’Donalds ale w
        nadmiarze. Jak wszystko. A raz od wielkiego dzwona czemu mam mu odmówic?"
        Ale, po co w ogóle dawac, przyzwyczajac(oczywiście pomijając sytuacje, kiedy
        dziecko już ten smak poznało i zdążyło polubic).
        Podsumowując mam wrażenie, że niektóre z was też przesadzają.
        Zapomniałam dodac(zresztą myślałam, że to jest oczywiste)my z powodu tego, że
        nie jemy chipsów, parówek i nie bywamy w Mac'Donaldsie nie cierpimysmile
        To nie jest tak, że dziecko mnie o coś prosi, a ja z kamienną twarzą mu
        odmawiam, bo "to nie zdrowe".
        Poza tym wspomniane produkty to żadne rarytasy i nie dawanie ich dziecku nie
        oznacza, że pozbawiam je niezwykłych "doznań smakowych". Nie jedzenie w
        Mac'Donaldsie też nie oznacza, że jemy tylko w domu. Obecnie jest wiele fajnych
        miejsc do których można się wybrac z dziecmi. Jedyna różnica polega na tym, że
        do jedzenia nie są dołączone zabawki, ale Mac'Donalds ma to wliczone w koszty,
        przyciąga w ten sposób najmłodszych i "urabia" sobie przyszłych klientów.
        I jeszcze jedno w kilku postach pojawiły się informacje, że ich autorki dają
        dzieciom słodycze, sugerujące, że ja ich w ogóle nie daję. Nie wiem, z czego to
        wynika byc może z nie uważnego czytania, gdyż ja wyraźnie napisałam, że jemy
        mało słodyczy, a nie wcale.

        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka