labomba666
10.04.06, 23:32
Weźmy taką sytuację. Jakiś czas temu skończyłaś trzydzieści lat. Jakby
nieszczęść było mało, po kilku latach małżeństwa wreszcie znudziło ci się
udawanie orgazmu. W dodatku twoja sąsiadka jeździ nowiutkim nissanem micrą, a
ty nadal oropiałym fiatem seicento. Ona kupuje kosmetyki w Sephorze, a ty w
Rossmannie. To naprawdę potrafi zniechęcić do małżeństwa.
Ba, gdybyś chociaż miała fragmenty wykształcenia, albo inteligencji, to
mogłabyś zrobić jakiś przewrót w karierze zawodowej. No, ale w twoim
przypadku nie wchodzi to w rachbę z oczywistych powodów natury ...
naturalnej.
Zatem, czy naprawdę jesteś w sytuacji bez wyścia? Niekoniecznie. Musisz się
jedynie szybciutko rozwieść i poszukać nowego partnera. To proste - zaglądasz
na jakieś forum internetowe, a tam rzesza pań o podobnych doświadczeniach
pokieruje odpowiednio twoim losem, ze szczególnym uwzględnieniem losu twojego
byłego męża. Ale dajmy spokój uprzedzeniom ...
Na szczęście masz już nowego partnera i ... no właśnie - jest tak samo, jak z
poprzednim, czyli nienajlepiej. Może ponownie się rozwieść i znowu kogoś
poszukać? No ale co ludzie powiedzą na taką recydywę?
Czujesz się nieznośnie. Zaczynasz się zastanawiać, czy to może jednak ty masz
w sobie jakiś felerek ...? Na szczęście etap samokrytycyzmu nie trwa zbyt
długo, bowiem na wszystko jest rada. Przybierasz jakiegoś fajnego nicka. Np.
Natasza39, Pelagaa, czy Agamagda i ruszasz na fora dyskusyjne niczym żywe
bakterie (ale bez większej kultury), żeby znaleźć alibii dla własnej mizeroty.
LaBomba