Dodaj do ulubionych

czarna przepaść-małżeństwo

25.07.06, 13:54
No właśnie tak się dzieje w moim życiu osobistym, dotalna czarna przepaść...
z każdym dniem jest coraz gorzej, nie umiemy już ze sobą rozmawiać, ciągle
wymówki, prenetsje i ten żal...
Żal ,że się nie udało, trudne decyzje już za nami- rozwód
Jeszcze kiedyś wierzyłam,że sie kochamy, że wystarczy nam miłości i
przetrwamy wszystko widocznie zabrakło nam uporu i woli walki.
W tym wszystkim jest nas 2 letni synek, który wszystko znakomicie rozumie i
tak jakby chciał nas swoją dziecinną naiwnością zbliżyć do siebie.
Właśnie wyszedł z tatą na spacer (pierwszy raz!!! poszli sami)
W życiu bywa różnie, mi się nie uda uratować tego co dawno straciłam
wiem,że mąż mnie nie kocha, nie szanuje mnie, mojej pracy
czuję sie przy nim żle, to co nas kiedyś łączyło dawno uciekło z naszych serc
Może to kryzys (jesteśmy ze soba 7 lat)ale mimo wszystko wiem, że go nie
przetrwamy....

musiałam wszystko wyrzucić z siebie
Obserwuj wątek
    • akap22 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 13:59
      To przykre co napisałaś, i że już nic nie da się
      zrobić ale może czasem lepiej jest się rozejść

      Trzymaj się
      • aga76_wroc Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:22
        Jesteśmy po ślubie 4 lata i mamy dwuletniego synka. Zanim urodziłam, czytałam
        artykuły, jak pojawienie się dziecka zmienia kochających się ludzi i rodzi
        konflikty. Nie u mnie-myślałam-za bardzo się kochamy i jest na ze sobą dobrze.
        Myliłam się. Ciągły brak czasu, nawał obowiązków, żadnej pomocy ze strony
        męża /a może pomagał na swój sposób a ja tego nie widziałam/ sprawiały, że
        byłam ciagle na "nie". Pamiętam ciągłe warczenie ns siebie, praktycznie brak
        rozmów a kiedyś nie mogliśmy sie nagadać, nacieszyć sobą. Byłam szczęśliwa,
        kiedy mąż gdzieś wychodził a ja zostawałam w domu sama z synkiem. I nawet gdy
        miałam mnóstwo pracy i zaległości było mi dobrze. Po prostu zaczął mi
        przeszkadzać. Przestraszyłam się tego. Od pewnego czasu jest lepiej, dużo
        lepiej. Dziwne, ale pomogło nam GaduGadu. Siedząc w pracy, na neutralnym
        gruncie i nie patrząc sobie w oczy prościej jest się wyrzalić,wyrzucić z siebie
        wszystko,powiedzieć co przeszkadza, poznać się na nowo. Całkiem jak przy naszym
        poznaniu się, też pomogło nam GaduGadu smileTeraz są czułe słówka, czułości, czas
        dla siebie i perspektywa lepszego MY. A synek na widok obejmujacych się i
        całujacych rodziców woła "ja teś ciem".
        Pozdrawiam Agnieszka
    • kasia1302 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:02
      Ależ jestem zdziwiona, że to właśnie Ty piszesz. Kojarzę Ciebie z postów o
      szczęśliwej rodzinie. Cóż, mam nadzieję, że teraz decyzja słuszna i
      przemyślana. Trzymam kciuki.
      • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:10
        szczęscie było owszem, ale już go nie ma
        mąz jest dobrym ojcem ale gorszym mężem...zawsze tak było
        chcąc zapewnić sobie i dziecku szczęście- muszę odejść
        jestem silną kobietą dam sobie rade
        ja po prostu bez szczęścia i miłości nie umiem żyć...
        smutne to wszystko, nie raz płaczę po nocy
        mąż fakt o rozwodzie przyjął spokojnie
    • elag3 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:05
      lepszy rozwód niż bylejakie małżeństwo. Dla dziecka też tak będzie lepiej.
      Powodzenia w dalszym życiu.
      • joanna35 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:22
        Joasiu jeszcze raz wszystko dokładnie przemyśl. Byłam w takiej przepaści po
        urodzeniu drugiego dziecka przez cztery lata, też nie raz myślałam o rozwodzie.
        Od dwóch lat jest dobrze, między nami się ułożyło i w domu jest spokój. Oboje
        doroślismy do swoich ról. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę samych dobrych
        decyzji.
        • pxm Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:27
          witaj
          nie znamy się, ale ja zawsze cieszę się jak ktoś pisze o swoim szczęściu i
          smucę się gdy ktoś pisze o swoim nieszczęściu sad
          co do Twojej decyzji, o której piszesz na forum - pamiętaj, że cokolowiek
          postanowisz to jest to SŁUSZNA DECYZJA...
          jedni radzą zostań, przemyśl, a inni mówią tak masz rację, odejdź... co jest
          słuszne, co jest dobre, co zrobić...nie ma idealnych rozwiązań sad
          myśl o sobie i o dziecku, o Waszym szczęściu...podejmij decyzję i wprowadź ją w
          życie i wytrwaj, daj radę big_grin czego Ci szczerze życzę, trzymaj się!
          pozdrawiam smile
        • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:32
          w domu jest spokoj owszem...nie krzyczymy na siebie, nie robimy awantur
          najbardziej boli ten chłód, obojętność...
          mąz jest na urlopie, całe dnie spędza przy kompie (grając) a ja zajmuję się
          resztą (dom, Kacper,zakupy)
          nigdzie nie wychodzimy razem, był jedynie z nami 7dni na wsi wtedy miałam
          jeszcze nadzieje, ze się ułoży.
          Wróciłam po 3 tyg i co? i nic, żadnej zmiany ten sam chłód...
          jest mi ciężko- nie mam z kim porozmawiać, duszę się w takiej atmosferze

          dziewczyny dzieki za miłe słowa,
          duzo mnie kosztowało,aby napisać ten post
          ale nie chcę udawac,ze jest mi dobrze bo nie jest....
          moja mama wydzwania i pyta sie co się dzieje, a ja nie mam siły i ochoty jej
          tłumaczyć
          bedzie dobrze prawda? z nim czy bez niego dam sobie rade!!! to wiem i ta myśl
          dodaje mi sił
        • gawliki Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 08:39

    • 197575a Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:38
      Joasiu- rzadko piszę na tym forum, ale sporo czytam. Ciebie pamiętam, przez
      jakiś czas nie było Cię na forum i niedawno znów się pojawiłaś. Wyciszona,
      jakaś inna, spojrzałam na zdjęcia Twego synka i uśmiechnęłam się- zapamiętałam
      Cię jako szczęśliwą mężatkę.
      Nic nie doradzam - bo nie zanm Twojej sytuacji, ale ponieważ sama przechodzę
      przez różne kryzysy w związku - nie decydowałabym się na tak radykalny krok.
      Poprzeglądaj swoje wpisy sprzed roku, półtora - jeśli to, co pisałaś wtedy było
      prawdą - to może jest jeszcze szansa, że wróci.
      Dajcie sobie czas- jeśli nie potraficie już rozmawiać - zdecydujcie się raczej
      na separację. Będziecie mieli czas na przemyślenia.
      Macie małego synka, może potrzebne są jakieś kompromisy.
      Trzymaj się
      i życzę Ci wszystkiego dobrego.
      • joasiiik25 197575a 25.07.06, 14:54
        Popłakałam się czytając to co napisałas....
        Ostatnio byłam z synkiem 3 tyg na wsi (u mojej babci) prosiłam męża zeby sobie
        przemyslał pewne sprawy jak mnie nie bedzie.
        Wróciłam i wiecie co zrobil?
        Gdy zwrocilam mu uwage,ze jest balagan w domu i pusta lodowka to wyszedl...
        obrazony,ze mu cokolwiek powiedzialam
        wyszedl mimo iz syn cieszyl sie,ze bedzie w koncu "tati", mimo iz plakal za nim
        wrocil po 6 godz (nie pytalam gdzie byl)poszedl spac.
        Nie chce ze mna rozmawiac, a kazda moja proba dialogu konczy sie tym,ze sie
        obraza i milczy...
        zawsze powtarzal,ze bedzie dobrym ojcem a gorszym mezem- nie wierzylam a teraz
        juz sama sie przekonalam.
        Jeszcze rok temu byłam szczęśliwą matka i mężatka, syn jest owocem wielkiej
        milosci, wyczekiwany i upragniony (oczko tatusia)
        Teraz mam 2 m urlopu, wiecej widze niz wtedy gdy bylam zalatana praca- dom kto
        wie moze we wrzesniu spojrzalabym na ta sytuacje zupelnie inaczej.
        Zawsze wspieralam swojego meza, kochalam i szanowalam- byl zawsze najwazniejszy
        teraz czasami mysle,ze za bardzo go kochalam...
        • inia25 Re: 197575a 25.07.06, 15:01
          Asiu, strasznie źle mi się czyta takie posty.... Ja podobnie jak dziewczyny
          pamiętam Cię z optymistycznych postów - pamiętam Twoją sygnaturkę "kocham
          mojego męża a co!", a tyu teraz taki post...
          trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie, najlepsze dla was i dla dziecka.
        • jolilka Re: 197575a 25.07.06, 15:02
          masz juz napewno takiego zachowania dosyc ,chcesz zwrócić na siebie uwagę ale
          on nie reaguje ,musisz przeczekać to .Idz do fryzjera, kup sobie coś ,poprawisz
          sobie humor on gra na twoich uczuciach .Moze go coś gryzie i obwinia Ciebie za
          to.Musisz to przeczekać ,czas najlepszym bedzie doradcą ,myśle ze Ci sie
          uda ,nie jest tak tragicznie,Głowa do góry ,dasz radę.
        • headonshoulders Re: 197575a 25.07.06, 15:05
          nadzieja jest tam gdzie jest dialog.
          Jak nie ma dialogu to po prostu nie ma satysfakcji. Ani porozumienia. Moze poradnia/psycholog?????


          Postaw siebie na pierwszym miejscu. Dziecko na drugim. Dluuuuuuugo dlugo NIC i meza na
          dziesiatym.

          Czasami krotkie cierpienie jest wstepem do dlugoterminowego szczescia. Zrob to co uczyni cie
          szczesliwsza.


          Powodzenia
    • elkusia Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 14:51
      Czy jesteś pewna, że mąż wie co cię boli i przeszkadza w waszym małżeństwie? Z
      tego co piszesz wygląda to tak, jakbyś to ty zaproponowała rozwód, skoro go
      chcesz to mąż się zgodził, i wycofał na daleką pozycję (np. komputer). Spróbuj
      mu powiedzieć o co ci chodzi, o jego chłód, że cię rani, że go potrzebujesz
      właśnie wtedy, gdy gra na kompie. Spróbujcie tak jak ktoś radził wcześniej
      porozmawiać o uczuciach, bez dziecka w pobliżu, na neutralnym gruncie, bez
      wzajemnych pretensji. Nie wiem czy to pomoże, i czy chcesz tego, ale myślę, że
      możesz spróbować.I radzę spróbować wysłuchać spokojnie tego co mąż ma do
      powiedzenia o waszym małżeństwie, tego co jego boli, i zastanowić się nad tym.
      Życzę wszystkiego dobrego.
    • ewa2233 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 15:10
      Już nieraz pisałam, że w momencie kryzysu, lepiej NAPISAĆ o wszystkim.
      List można pisać i wyrzucać, kreślić, zaczynać go od nowa. Aż będzie w formie
      nie napastliwej, tylko takiej, jakiej byś chciała.

      GG też wydaje się świetną formą. Tylko, że na gorąco, łatwiej coś
      nieprzemyślanego rzucić.

      A może najlepiej będzie połączyć obie formy: napisać list i umówić się w nim na
      GG, żeby o tym porozmawiać?

      Chłodne przyjęcie INFORMACJI o rozwodzie wcale nie tak źle wróży.
      Wydaje mi się, że Twój mąż sądzi, że to TY go nie kochasz. W takiej sytuacji
      pewnie myśli, że faktycznie lepiej się rozejść.
      Na rozwód zawsze jest czas. Najpierw lepiej dać sobie czas na wyjaśnienie tego,
      co Wam leży na sercu.
      Założę się, że nawet się nie spodziewasz, o co tak naprawdę mężowi chodzi i co
      Ma Tobie do zarzucenia!

      Powodzenia!
      -------------------------------------------------
    • 197575a Re: Joasiu 25.07.06, 15:12
      Odpowiedz sobie na pytanie, czy wciąż kochasz męża. Jeśli Twoja odpowiedź
      będzie twierdząca - to zamiast mówić mu o pustej lodówce i bałaganie- powiedz,
      że go kochasz. Staraj się wyeliminować z Waszych rozmów teraz wymiany zdan
      polegającej na wzajemnej pretensji o rzeczy błahe.
      Asiu- pamiętam, jak pisałaś o wynajmowanym mieszkaniu, o Twojej miłości do
      synka i męża - przypomnij sobie to. Moim zdaniem- w ostateczności separacja- a
      nad rozwodem bym się naprawdę jeszcze zastanowiła.
      Jego coś gnębi - zachowuje się w taki sposób- jakby demonstracyjnie dawał Ci do
      zrozumienia, że coś go bardzo boli.
      Miłość ma niestety różne oblicza - może też przybierać formę obojętności
      (często pozornej).
      Liczę na to ,że jednak dojdziecie do porozumienia. I nie będzie tak, jak
      dawniej, ale może być jeszcze dobrze - mam takie przeczucie.
      Czego Ci mocno życzę.

    • babsee Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 15:19
      Napisze Ci coś z mojej perspektywy.Moi Rodzice rozwiedli sie jak mialam 11
      lat.Do dzis nosze w sobie "błędy" wychowawcze.Nigdy Matka samotna, nie jest w
      stanie wychowac dziecka w taki sposób jak robią to oboje Rodzice.Wiem, ze
      czasem jest tak zle,ze lepiej sie rozstac.Ale na pewno trzeba walczyc.Dla
      dziecka.Ja też Cie pamietam z sygnatury "kocham męża" nie tak dawno to bylo...
      Nie wierze ze zgaslo tak szybko.Moze gdzies sie zaplątało, zagineło,
      przygasło,zostało zakryte żalem, nie spełnionymi marzeniami i pragnieniami,
      brakiem ciepła i wspólnych rozmów.
      Piszesz, ze jest dobrym Ojcem.
      Dzis, stawiamy sobie i naszym partnerom baaaardzo wysokie wymagania.Czasem nie
      możliwe do zrealizowania.Chcemy by mąz był:
      genialnym Ojcem, boskim kochankiem, dobrze zarabial a jadnocześnie dużo czasu
      poświecał Rodzinie,był wrażliwy ale twardy,rozumial nas bez słów, zgadywał
      nasze myśli...Niemożliwe....
      Sobie stawiamy wysokie wymagania i tego samego chcemy od partnerów.Nie dajemy
      rady-bo kto by dal..i wpadamy w frustracje..w depreche...w niezadowolenie.
      Nie znam twojego męża.nie znam Ciebie.Nie wiem co jest przyczyną waszej
      przepaści.
      Ale pisze co mam w głowie.I wiem,ze popełniam dużo błędów, czasem krzywdze
      moich bliskich, bo moi Rodzice sie rozwiedli.I chce by moja córcia miała
      szczęśliwą rodzine, znalazla dobrego męża.Wiec zrobie wszystko by przekazać jej
      właściwe wzorce.
      Dzis wszyscy z taka łatwościa sie rozwodzą.A kto powiedział, ze zawsze bedzie
      dobrze?Czyż nie jest tak,z eto własnie kryzysy nas wzmacniają?
      Zycze powodzenia.Daj Wam szanse.
    • edorka1 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 15:28
      To może wyda sie idiotyczne co napiszę, ale spróbuj na to popatrzeć od końca...
      Tzn tak jak moja koleżanka, która ostatnio sśmiała sie do rozpuku ze swojego
      męża (kwiczałyśmy razem) bo po tygodniowym pobycie z dziećmi na wsi wróciła do
      domu, a w domu oczwiście sajgon totalny i pierwsza rzecz złapała za
      odkurzacz...a maż...mąż właśnie kupił sobie kilka par nowych gatek, bo te w
      zasięgu reki się skończyły, innych szukać mu sie nie chciało, a prać nie umie i
      nie chce.
      Ale pomijając ten mankament jakim jest olanie spraw porządkowo- praniowych,
      jest świetnym facetem, a owa koleżanka doszła do wniosku że nie będzie toczyć
      wojen o bałagan i brudne skarpetki bo w końcu to nie są najważniejsze w życiu
      sprawy...zwłaszca w dobie pralek i odkurzaczy.
      • betty261 Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 23:13
        Trudno śmiać się do rozpuku jeżeli zauważa się ze jest się w życiu męża już tylko sprzątaczką, praczką i kucharką a dom tylko noclegownią.
        Ja rozumiem Joasię, ponieważ też tak się czuję i naprawdę choćbym nie wiem jak chciała nie potrafię się z tego śmiać.
        Trudno też zwalić to wszystko na pracę, zmęczenie. Każdy musi dbać o dobrą atmosferę w rodzinie. Po pracy, nawet będąc bardzo zmęczonym można uśmiechnąć się, przytulić, powiedzieć coś miłego.
        Mój mąż jest zawsze zmęczony po pracy, fakt ze nie jest mu łatwo bo spoczywa na nim duża odpowiedzialność ale sam ją na siebie wziął pomimo że ostrzegałam bo znam jego możliwości. Doszło do tego ze jak wraca do domu to jest ponura i nieprzyjemna atmosfera, wszystko mu przeszkadza, trudno z nim porozmawiać, żadnej radości życia. To trwa już kilka lat. Samotne wyjazdy z dzieckiem to już standard, samotne weekendy, zero miłych słów, przytulania, sporadycznie seks. I właściwie nawet zero rozmów o tym, o naszej sytuacji. Ja też nie wiem jak już sobie z tym radzić, własciwie to nawet nie wiem czy jest coś między nami czy już wszysko zgasło. Za kazdym razem słyszę ze jak już się jakiś projekt skończy to będzie lepiej, jeden się kończy następny się zaczyna. I tak w kółko. A ja wiecznie sama ze sobą, ze swoimi myślami i z wszystkimi problemami.

        Asiu, rozumiem Cię doskonale, z tym że jeszcze kolejny raz czekam na te lepsze dni. Choć jest mi najbardziej przykro z powodu tego chłodu, obojętności. Kiedyś jeszcze wychodziłam naprzeciw a teraz mi też przestało zależeć. I dopóki mi zależało, bardzo zależało to jeszcze się jakoś kręciło w sferze uczuciowej i intymnej, od kiedy straciłam zapał, ochotę i zamknęłam się w sobie to nie ma już nic...
    • pandora_ Re: czarna przepaść-małżeństwo 25.07.06, 23:22
      Ha. Widzisz, dziewczyny maja racje. Ja przezywalam to samo, potem byl spokoj, a
      teraz na nowo hustawka. Moj maz zachowuje sie identycznie - siada przed komputer
      albo, jak kilkulatek, obraza sie i wychodzi do innego pokoju. A wszystkie nasze
      niesnaski biora sie z jednego - wlasnie za wysokich wymagan. On oczekuje, ze
      bede duzo zarabiac, wychowywac dziecko, gotowac, prac i sprzatac - bo tak
      naogladal sie w domu, gdzie oboje rodzice mieli wczesne emerytury (bardzo
      wysokie), mnostwo czasu - no i za komuny, niestety, czasy byly inne. Ja tez
      pewnie duzo wymagam, choc staram sie go zrozumiec, bo on naprawde ciezko
      pracuje. Ale szlag mnie trafia, kiedy ja po pracy lece po zakupy, pedem do domu,
      zjadam byle co i ide z mlodym na spacer, bo w domu nie da sie wysiedziec -
      chowamy sie w cien. A on wraca sobie elegancko klimatyzowanym samochodem, nie
      zapyta, czy moze po drodze cos zalatwic, tylko wysiada i na wiesc o tym, ze na
      obiad jest przecierana jarzynowa z bulka i ewentualnie kluski mrozone, wpada w
      furie i jeczy, ze jest glodny i gdzie jest najblizsza pizzeria. I tutaj ja
      wybucham - bo miedzy innymi po to zabralam mlodego na spacer, zeby maz sie mogl
      po pracy odciac od roboty i potem z kolei mnie odciazyc. A on jest zly, co mnie
      tez prowokuje do niegrzecznych zachowan (jestem b. impulsywna) i konczymy
      wieczor awantura. W dodatku on ostentacyjnie zabiera sie za prasowanie, choc 5
      minut wczesniej meldowal, ze jest zmeczony i z synem nie pojdzie na dwor (wiec
      znowu ja wychodze) - kiedy wracam po poltorej godzinie, temperatura w pokoju
      wynosi 300 stopni (upal plus zelazko), a on wyprasowal SWOJE rzeczy. Niewazne,
      ze ja teraz co noc prasuje - wczoraj tez, mimmo choroby robilam to samo, ze
      prasuje wszystkie rzeczy... No i klotnia gotowa.
      Opisalam Ci te sytuacje, bo pewnie odnajdziesz sporo analogii do swojego zycia.
      Najwazniejsze to nie wpadac w mentorski ton, a z tym jest u mnie ciezko. Zamiast
      uznac, ze milo, ze poprasowal znienawidzone przeze mnie koszule, wsciekam sie,
      ze tylko swoje prasuje... On, zamiast dojrzec moje starania, zauwaza tylko np.
      nieumyty kubek albo papierek po dziecka wafelku albo ten "brak obiadu" (w koncu
      zjadl te zupe i tak).

      Nie umiem dobrze podchodzic do takich sytuacji - choc one przeciez w normalnym
      zwiazku nie powinny sie zdarzac... Jednak czasem trafia sie nam taki egzemplarz
      i wtedy my trafiamy na forum Partner Len i Egoista smile

      Trzymaj sie, joasik!
      • zuzanna56 Arahia 26.07.06, 08:34
        Arahia, naprawdę niesamowite jest to na co się zdecydowałaś i przez to
        uratowałaś swoje małżeństwo.

        Dziewczyny, jak tak czytam o tych mężach siedządzych tylko przed komputerem i
        pijących piwo i o was wykonujących wszystkie prace domowe to aż wierzyć mi się
        nie chce że znalazłam faceta który sam prasuje swoje koszule do pracy, ugotuje
        od czasu do czasu obiad, odkurzy, pójdzie z dziećmi na rower albo na rolki.
        Robi bardzo wiele w domu bo oboje pracujemy zawodowo.
        Myślę że został tego nauczony w domu.
    • umasumak Joasiu 26.07.06, 00:28
      Przemyśl to wszystko jeszcze raz. Spróbuj jeszcze rozmawiać, ratować związek.
      Tylko nie rób tego krytkując za bałagan, czy pustą lodówkę. Z tego co pamiętam,
      Mikołaj jest fajnym facetem. Jeśli go nadal kochasz, powalcz jeszcze o was.
      Tak sobie myślę, że gdy wróciłaś do domu, on też liczył na to, że coś się
      zmieni. To, co Ty odebrałaś za brak starania z jego strony, dla niego po prostu
      mogło nie mieć znaczenia. Może on czekał na C.i.e.b.i.e, a zamiast tego,
      usłyszał wymówki. W chwilach wielkiego kryzysu, czasem warto przymknąc oko na
      kwestie bałaganu w domu. Pozdrawiam Cię serdecznie.
    • arahia1 nie tylko Ty:) 26.07.06, 03:02
      Nie wiem wszystkiego o Twojej sytuacji, ale od razu pomyślałam o sobie sprzed
      paru lat. Dziecko było właśnie w wieku Waszego, wtedy człowiek jest najbardziej
      zmęczony i narazony na kryzysy (niemowlęctwo przechodzi sie "z rozpędu"). Było
      strasznie. Albo awantury albo lodowata cisza. NIC nie robił w domu, dziecko było
      w 100% na mojej głowie, interesował go tylko komputer i wyjście do sąsiada na
      piwo. Myślałam, że kogoś ma i chce mnie zmusic, abym odeszła i żeby "było na
      mnie". Nienawidziłam go i czasem chciałam żeby umarł a czasem, żeby mnie kochał
      jak kiedyś. Myslałam, ze się rozejdziemy, tylko że jeszcze nie mam siły tego
      zrobić i to tylko kwestia czasu. On świetnie udawał, że mu nie zależy, z każdej
      próby sił ja wychodziłam z płaczem a on wygrany. Awantury i pretensje dotyczyły
      wszystkiego: prac domowych, pieniędzy (okropnie), wychowania dziecka,
      organizacji życia, czasem nie wiadomo czego, żale wybychały nonstop.
      Zacięłam się w sobie. Na początek musiałam wykonać kilka podstawowych rzeczy,
      zeby "stanąc na nogi" i zmienić rozkład ciężaru dla poszczególnych problemów. Więc:
      -po raz pierwszy przetrzymałam męża i nie odzywałam się do niego dłuzej niż on
      do mnie, bo dotąd to zawsze ja zagadywałam, przepraszałam itp. Wyszło 10 dni. Od
      tamtej chwili przestałam sie zupełnie bać jego milczenia i nabrałam wiary w
      siebie. NIGDY tego rekrdu już nie pobiliśmy. Do dzis maz odzywa sie pierwszy
      jeśli są "ciche dni".
      -Mąż lubił nie wracać do domu na noc bez uprzedzenia, jeśli sie pokóciliśmy do
      tego nie odbierał telefonu a ja szlałam, bo może cos mu sie stało. Spał u kolegi
      (na szczęscie nie u koleżankismile). Aż kiedyś zabralam dziecko i zniknęlam na 5
      dni. Poinformowałam mamę i najlepszą przyjaciółkę, które udawały, że są
      przerażone i nie wiedzą gdzie jestem. Spokojnie i precyzyjnie poinformowałam go,
      dlaczego to zrobiłam. Był w szoku, nigdy więcej tak nie zniknął.
      -Wszystko zaczęłam nazywać po imieniu i tłumaczyć. Rzeczy, które wydawały mi się
      oczywiste również. Nic nie mówiłam na wyrost (np. że odejdę, skoro narazie nie
      zamierzałam) i śmiałam mu się w nos z każdej próby szantarzowania mnie w podobny
      sposób.
      -zacisnełam zęby i prawie 100% prac domowych wykonywałam sama, żeby go nie
      prosic ani nie domagać się tego od niego.
      -dbałam o to, zeby być wśród ludzi, mieć wsparcie przyjaciół, zainteresowania,
      pracę.
      -i jeszcze setka rzeczy w podobnym stylu

      Mąz nabrał szacunku. U mężczyzn to bardzo ważne uczucie. Stracił nieco pewności,
      że zawsze popłaczę i wrócę. Kiedy go nabrał, a ja przestałam bez ładu i składu
      wylewać zale a zamiast tego zdawkowo i dobitnie informować o faktach- zaczął
      słuchać. Z czasem zaczęliśmy sie uczyć rozmawiać. Jak już dosć długo był spokój
      to zaczął (ten spokój) procentować: odprężeni ludzie lepiej się rozumieją i są
      skłonni do kompromisów. Zaczeliśmy pomału opracowywać problemy: przebiłam sie z
      kwestiami finansowymi, wysłuchałam jego racji nt. wychowania dziecka. Dziecko w
      tym czasie podrosło, nabrało nieco samodzielności- ubyło nam obowiązków,
      rozluźnił się "kierat". Zaczeliśmy rozmawiac o róznych problemach np. w pracy i
      udzielać sobie jakiegoś tam wsparcia. Potem dzielić sie radościami i obawami.
      Powoli doszliśmy do całkiem niezłego porozumienia. Udało się ustalić podział
      obowiazków domowych na względnie satysfakcjonujacym poziomie. Po jakimś czasie
      niemal zapomnieliśmy, jak potworny kryzys przechodziliśmy jakiś czas wcześniej.
      Zrobiło się normalnie, wesoło, rodzinnie, wróciliśmy do określeń typu "kotku,
      skarbie, kochanie" i naraz okazalo się, że się kochamy, o czym nawzajem
      zdazyliśmy sobie powiedzieć. Jako, ze córka podrosła, zaplanowaliśmy drugie
      dziecko. Urodziło się kilka miesiecy temu. Jakiś lęk, czy nawał obowiązków znów
      nas nie rozdzieli mi pozostał. Ale narazie jest tak, jak miało być. Jestem
      bardzo szczęśliwa. Może tym razem jesteśmy mądrzejsi?

      Przepraszam za długość tego postu. Może chociaż parę zdań Ci się przyda. Czasem
      NIC na to nie wskazuje a związek udaje sie uratować. Nie było łatwo, ale wszyscy
      na tym wygraliśmy: wszyscy CZWORO.
      Pozdrawiam!!!! I życzę ODWAGI i szczęscia cokolwiek zrobisz.
      • joasiiik25 Re: :):):) 26.07.06, 08:29
        Dziewczyny serdecznie dziekuje ze kazde slowo...
        Powiem szczerze, ze nadal staram sie,zeby uratowac to malzenstwo, mimo iz nie
        wiem czy sama tego tak naprawde chce.
        Jestem juz zmeczona ta cala domowa sytuacja, tym chlodem...
        Wiem,ze rozwod to ostatecznosc,ale kiedys trzeba zrobic ten krytyczny krok(
        przynajmiej probe)
        A co do meza to, mial wiele czasu na zastanowienie sie nad naszym zwiazkiem-
        nie zrobil tego... Wracajac do domu z 3 tyg pobytu kilka dni wczesniej
        UPRZEDZILAM go ze ma byc w domu w miare posprzatane (wyrzucone smieci,
        otworzone okna , pozmywane)wiedzial,ze bede zla jezeli tego nie zrobi. Przeciez
        ja nie wymagam naprawde wiele...
        Jeszcze pozew poki co lezy w szufladzie, jeszcze sie troche wacham, to ma byc
        przemyslana i powazna decyzja- bo pozniej nie ma powrotu.
        Nie umiem powiedziec czy go kocham- nie znam odp na to pytanie
        wiem tylko jedno,ze stalam sie nieszczesliwa kobieta- a tak nie mam zamiaru
        zyc!!!
        M. jest dobrym ojcem i takim zawsze pozostanie, nie wierze w to,ze nagle stanie
        sie dobrym mezem. mimo iz znajomi twierdza,ze on jest tak bardzo za rodzina (za
        nami)to ja juz tego nie dostrzegam.
        chyba osleplam i juz nic nie chce widziec


        Od wczoraj malo sie do niego odzywam (po raz pierwszy) gdy siedzi przed kompem
        podsowam mu pod nos jedzenie, sama zajmuje sie b. grzecznym synkiem, nawet
        wyszlam wczoraj do kolezanki (wieczorem) bez slowa... gdy wrocilam do domu
        powiedzial tylko tyle : "wrocilas!" tak jakby sie spodziewam,ze nie wroce!!!!

        Teraz maz drzemie, nie zabraniam mu mimo iz tez jestem niewyspana bo w nocy
        Kacper bardzo plakal (boli go buzia ma afty bo wizycie na wsi)
        wszystko nie jest tak jak mialo byc

        pozdr
        • zuzanna56 Re: :):):) 26.07.06, 08:41
          A czemu podsuwasz dososłemu facetowi pod nos jedzenie? Rączek nie ma?
          A synek nie jest jego że się sama nim zajmujesz?
          Pozwól mu być mężem, nie małym dzieckiem którego trzeba obsługiwać.

          Jak wróciłaś po 3 tyg. do domu, to dorosły facet nie wie że ma byc w miarę
          porządek?
          To co piszesz brzmi jakbyś była matką dorastającego syna a nie żoną.

          Nie gniewaj się ale tak to odebrałam.
          • joasiiik25 Re: :):):) 26.07.06, 08:42

            • joasiiik25 .. 26.07.06, 08:45
              Wlasnie o to chodzi,ze moj maz czasami zachowuje sie jak duze dziecko...
              Kiedys bdalam o niego jak o jajko, zapominajac o swoich potrzebach- teraz
              przejrzalam na oczy i mam dosyc!!!
              Juz wiem ze on sie nie zmieni, zawsze taki pozostanie a ja chce uciec poki mam
              jeszcze czansjestem mloda, wyksztalcona, ladna mam brawo kochac i byc kochana
              • zuzanna56 Re: .. 26.07.06, 08:55
                Rozumiem. Ale może spróbuj jednak skorzystać z rad piszących tu e-mam.
                Piszą naprawdę sensownie. Może warto spróbować uratować wasze małżeństwo.

                Ostatnio ciągle słyszę że któraś z moich koleżanek się rozwodzi. Co jest?
              • zonka77 Re: .. 26.07.06, 09:02
                Nie mam teraz czasu żeby długo pisac ale powiem Ci Joasiu że facet może się
                zmienic naprawdę. Ktoś wyżej napisał o swoich sposobach typu nieodzywanie się
                dłużej czy wyjazd bez słowa. Może to się wydac głupie ale ja też uważam że
                facetem trzeba czasem potrząsnąc. Trzeba mu pokazac ze się nie boisz nie
                będziesz ryczec po kątach.
                Co do siedzenia przed kompem i nieudzielania się w domu i kłótni na temat
                finansów i dziecka to przerabiałam to i wiele innych rzeczy aż do bólu.
                No a dziś mam w domu tego samego męża który pierze gotuje sprżata i prasuje.
                Zjmuje się dzieckiem i 10 razy dziennie mówi mi że mnie kocha uwielbia i jestem
                spełnieniem jego marzeń.
                Mój mąż miał w sobie dużo problemów i po prostu uciekał i zamykał się w sobie.
                Ja to nazywałam budowaniem murku wokół siebie i powiedziałam mu że go kocham i
                ten murek wszelkimi sposobami rozwalę.
                U nas bywało i tak że nawet na moje "kocham Cię" mąż się odwracał plecami
                A w rzeczywistości kochał mnie i córkę bardzo o czym sięprzekonałam przy
                wyprowadzce z domu. Bardzo się bał ale to go skłoniło do myślenia i pierwszych
                normalnych rozmów.
                Nam pomagały osoby z zewnątrz - psycholog i pastor i rodzice
                Miałam nie pisac długo a tu się jednak rozpisałam smile
                uszy do góry i powędruj do poradni rodzinnej lub do psychologa lub innej osoby
                która będzie potrafiła obiektywnie Ci doradzic.
                pozdrawiam cieplutko
                • zonka77 Re: .. 26.07.06, 09:02
                  przperaszam za błędy ort ale się spiesze bardzo
                  • joasiiik25 Re: maz poszedl na poranne zakupy 26.07.06, 09:09
                    nigdy tego nie robil!!!zawsze ja chodzilam po swieze pieczywo
                    moze cos dociera powoli, powoli do niego
              • bea-ta Re: .. 26.07.06, 09:10
                Jesli kiedys dbałaś o małzonka jak o jajko a potem pojawiło sie dziecko to maz
                mógł sie poczuc odrzucony. Okres narodzin dziecka jest często momentem
                kryzysowym, bo trzeba wejśc w nowe role i nie każdy sobie z tym radzi. Kobieta z
                racji macierzyństwa zajęcta nowymi obowiązakmi, a obok mąz, który czyje się
                nagle porzucony i odstawiony na boczy tor. Tak mogą się czuc zwłaszcza
                męzczyźni którzy na codzien nie uczestniczą w opiecę nad dzieckiem, nie angazują
                sie i nie wiedzą ile to dla nas kobiet pracy dodatkowej. Mój mąz tez jest jak
                duże dziecko i uwielbia jak się go tak traktuje, nadskakuje, troszczy,
                rozpieszcza itd, a tu pojawił sie syn i mąz nie umiał, sie znaleźć. Nie nadaje
                sie do małych dzieci niestety, pomaga w innych sprawach, ale w opiece nad synem
                ma 2 lewe ręce. Tacy męzczyxni też bywają. Zreszta moj teść też taki był.
                Mysle, że nic tak nie pomaga jak szczera rozmowa, a jak nie możesz porozamwiac z
                męzem to napisz do niego list. Nie oskarżenia, a swoje odczucia, krok po kroku.
                Męzczyxni lubia konkrety, nie znosza oskarżania i uzywania formy , bo Ty znów...
                i zrzedzenia, narzekania. Niech mąz pomysli, przeczyta kilka razy Twój list i Ci
                odpisze, odpowie. Rozumiem, ze trudno okreslic Ci uczucia do meza i ten jego
                chłod, ale czasem my kobiety zatracamy się w macierzyństwie i czasem partner ma
                racje, ze czuje się odrzucony. Szczegolnie jeśli nam nie pomaga- z tym trudno
                walczyc, bo pamietaj, ze dorosłego czlowieka nie zmienisz, a on wnosi do waszego
                życia model zaczerpniety z zycia swoich rodziców. Dobrze mówią, że jak chcesz
                zobaczyc jaki Twój mąz bedzie dla Ciebie to zobacz swojego teścia- 90% pokrywa
                się z tym, niestety. Mój mąz tez jest cięzki do wspólpracy, rozmowy, często
                zamyka się w sobie, tez przechodzilismy kryzys związany z poj. się dziecka, ale
                jakos dajemy radę. Nic na siłe, nie naskakuj na niego, dowiedz się w czym rzecz-
                skąd ten chłód, bo nic nie beirze się z niczego. Może czuje sie odrzucny po
                pojawieniu się dziecka, może ma problemy w pracy, moze w gre wchodzi inna
                kobieta- oczywiście na spokojnie, pisze rózne opcje do sprawdzenia. Ludzie nie
                przestaja się kochac z dnia na dzień, nie psuje się małżeństwo od dzis, ale na
                to pracujemy sobie. Zanim zacniesz oceniac męża, zrób sobie rachunek sumienia-
                nie chodzi o to, aby usprawideliwiac męza a obwiniac siebie, ale o obiektywna
                ocenę sytuacji- co sie satlo, od kiedy, dlaczego tak moglo sie stać. Dopiero jak
                nic nie wskórasz , nie porozumiecie się, nie przeanalizujecie sytuacji i nie
                dowiecie sie dlaczego jest źle i czy da sie to zmienic czy nie, możan podejmowac
                radykalne kroki. Nie naciskaj na męza, czasem warto napisac list dac go do
                przetrawienia i niech przyjdzie do Ciebie jak bedzie gotowy do rozmowy,
                rzeczowej. Mloda, wykształcona kobieta jak Ty powinna dac sobie radę w zyciu- a
                pewnie, ale też od Twojej umiejętności empatii i troszke sprytu kobiecego
                naklonisz męza do rozmowy i wyjaśnicie sobie to i owo, żeby wiedziec na czym
                stoicie. naprawdę nic nie dzieje się bez przyczyny. Powodzenia. Beata
              • oneway9 Re: .. 26.07.06, 10:08
                twoje ostatnie zdanie w powyzszym mailu jest typowym powodem rozwodow!! uwazaj
                jednak i dobrze rozgladnij dookola; wiara, ze masz jeszcze cale zycie przed
                soba i mozesz poznac super faceta i ojca/przyjaciela dla swojego dziecka moze
                na dlugo nie wystarczyc. ilu znasz ich dzis, takich potencjalnych? czy na pewno
                sa lepsi? co osiagniesz zostajac sama? bedziesz miala te obowiazki, ktore masz
                teraz plus jeszcze sporo dodatkowych i poczucie, ze jestes sama, moze teraz
                pomagac ci beda rodzice, ale jak dlugo?
                facet nie sprzata i nie docenia tego co robisz bo pewnie nigdy nie byl tego
                nauczony- jedyny wniosek jaki mozesz z tego wysnuc to taki, zeby wlasne dziecko
                wychowac lepiej;
                kryzys jaki przechodzicie jest typowy -pisaly o tym wczesnej inne dziewczyny -
                okres malego dziecka tak do 5 lat to sprawdzian zwiazku i madrosci kobiety
                niestety;
                jesli teraz wyciagniesz ten pozew z szuflady to co powiesz swojemu synowi za 15
                lat, ze odeszlas od jego ojca bo nie wyrzucal smieci i nie obchodzily go zakupy?
                dla niego wazne jest teraz i bedzie tylko (i wylacznie)to czy ojciec go kocha.
                funkcje administracyjne i na tym tle powstaly konflikt rowniez tobie beda po
                latach wydawaly sie nieistotne,
                nie musisz dbac o meza jak o jajko bo jajkiem nie jest, ale syczac od rana ze
                wszystko robi zle lub nie robi tez nie jest swietne; dbaj o siebie i troche sie
                wyluzuj, a z kazdym dniem bedzie lepiej bo dzecko rosnie
                • guderianka bzdura 26.07.06, 11:21
                  meczyc sie z kimś kogo sie nie kocha kto nie sprzata i etc w imie dobra
                  dziecka. "dobra"dziecka??bzdura??
                  to żona alkoholika tez ma sie meczyc w imie dobra dzieci-bo przeciez tatus
                  tylko pije i nic poza tym?
                  czasem rozwód jest najlepszym wyjsciem dla wszytskich-nie oszukujmy sie -kazdy
                  ma parwo popełniac blędy, kazdy ma prawo kochac i przestac kochac. i to ze sie
                  z kims związało nie znaczy ze ma sie z tym kims męczyc do konca zycia
                  • masara25 Re: bzdura 26.07.06, 11:35
                    Zona alkoholika a kogoś kto nie posprzata to WIELKA róznica....
                    Ja tak czytam sobie od wczoraj i myślę,że joasiiik troszkę się pogubiła, ale
                    te wypowiedzi nie pasują mi do osoby, która odchodzi od męża.
                    Absolutnie nie broniąc męża, może za bardzo zaczełaś nakazywać, wymagać od
                    niego tego samego co sama dajesz ( niestety żadko facet odwdzięcza się ty
                    masmym). Ja też kiedyś przyjechałam z wakacji i chleb na szafce prawie sam
                    chodził,a kwiatki ( moje śliczne) wody od momentu mojego wyjazdu wody nie
                    widziały.Cóż...dawno byłabym rozwódką gdybym to wszystko traktowała jako coś co
                    robił przeciwko mnie..
                    Myślę,że zależy ci na nim, tylko chciałabyś bardzo zobaczyć w nim to samo, a że
                    jesteś wrażliwa( tak myslę), próbujesz walczyć na wszystkie sposoby.A może tak
                    wybierz się gdzieś sama z nim, przypomnij sobie co w nim pokochałaś, może wtedy
                    w nim też coś pęknie i nie będzie tak uparty.
                    Mam wrażenie,że jakoś to się poukłada...

                    P.S. Warto starac się dla dziecka, nie za wszelką cenę, ale warto...
                  • joasiiik25 Re: bzdura 26.07.06, 11:37
                    Wlasnie o to chodzi co pisala guderianka...
                    zawsze uwazalam,ze jak sie nie uklada miedzy dwojgiem ludzi to lepiej jest sie
                    rozstac. Nigdy nie bede z facetem dla dobra dziecka i to nie wazne jest dla
                    mnie,ze obydwoje nosimy jeszcze obraczki.
                    Staralam sie naprawde rozmawiac z mezem, rozumiec jego potrzeby byc dla niego
                    wsparciem,ale ilez mozna dazyc do celu na oslep nie dostawiajac nic w zamian.
                    bo ja od meza nie dostaje czulosci, dobrego slowa. Kiedys powiedzial mi, ze mu
                    przeszkadzam w zyciu a dzis rano gdy chcialam sie przytulic to odparl " ze juz
                    dawno nie mam meza..."
                    rece mi opadaja wiec chyba rozumiecie,ze w tej sytuacji chce tego rozwodu
                    standartowym powiedzeniem jego jest to " ze zone ma tylko na papierze...."
                    • jolilka Re: a moze to kara za twój wyjazd 26.07.06, 11:51
                      moze spróbuj sposobu jeśli bedzie w domu ,ubierz sie ładnie ,zrób makijaż i w
                      ostatniej chwili powiedz mu ze wychodzisz i zostaw go z dzieckiem.Idz na kawa z
                      kolezanką lub odwiedz kogoś no oczywiśćie nie wracaj zbyt wcześnie .Co ty na to?
                    • bea-ta Re: bzdura 26.07.06, 11:59
                      zapytaj dlaczego uważa, że zone ma tylko na papierze- jest to zarzut i niech
                      uzasadni. Ale bez oskarżania. Mysle, ze oboje sie pogubiliście i w przypadku
                      urodzenia dziecka jest to częsty kryzys- brakuje mi tu czy tak bylo zawsze xczy
                      kiedy sie to zaczęło?Zawsze tak mówił jak cytujesz?Może ma powód. Czasem nie
                      jest wazne to co my dajemy danej osobie, ale to co chce ta osoba od nas- a to
                      czasem 2 rózne sprawy, bo wydaje się nam, że robimy wszytsko, poświęcamy się
                      itd, a to nie tedy droga, bo nie tego oczekuje partner. Staraj się dociec
                      dlaczego mąz tak mówi- cos to spowodowalo?Mój mąz tez mi powiedzial kiedys, ż
                      eoddalił sie ode mnie, bo po urodzeniu syna cała energię poświęciłam jemu a
                      małzonek poczuł si e odstawiony na boczny tor. Oj! Dlugo sie natlumaczyłam co i
                      jak. Czytałaś serie Męzczyxni są z marsa a kobiety z wenus?Smiałam się jak mi
                      zaproponowano poczytanie, ale przyznam, ze świetnie jest tam pokazane jakie sa
                      róznice pomiedzy mężczyznami a kobietami i jak róznie odbieramy te same rzeczy.
                      Może warto zapytac wprost czy nadal Cię kocha?Może nie i wóczas nie warto
                      faktycznie trzymac go na siłe. Nie jestem zwolenniczką robienia czegos dla dobra
                      dziecka, bo tak samo jak dziecko ma prawo do dwojga rodziców, ma i prawo do
                      szczęsliwej matki, ale czasem zbyt łatwo sie poddajemy, nie rozumiemy, nie
                      staramy sie osiągnąc kompromisu itp. B.
                  • ikinu tu nie ma dobra dziecka 28.07.06, 10:06
                    Masz racje, nie ma tu zadnego dobra dziecka. Moi rodzice zarli sie ze soba
                    odkad pamietam, tyle razy juz mialam nadzieje ze sie rozejda ale zadnego z nich
                    nie bylo stac na taki odwazny krok i cale dziecinstwo przezylam w domu gdzie
                    ciagle slyszalam klotnie, pretensje, czasem mialam ochote walnac jednego i
                    drugiego zeby wlasnie zwrocili uwage na dobro dzieci ale oni mysleli tylko o
                    sobie. Gdyby chcieli naszego dobra to albo by sie nie klocili, albo juz lepiej
                    zeby sie rozeszli, przynajmniej nie byloby w domu tej okropnej atmosfery. Wiem
                    co mowie, w domu gdzie nie ma milossci i szacunku miedzy rodzicami dzieci
                    cierpia najbardziej. Moi starzy sa ze soba do dzisiaj, pewnie nadal sie kloca
                    ale ja juz na szczescie tego nie musze sluchac, a i spotykac z nimi mi sie nie
                    chce.
                    Dodam ze moja rodzina nie byla jakas patologiczne, nikt nie pil a rodzice to
                    ludzie wyksztalceni. Tylko egoisci, bo kazde z nich myslalo tylko o sobie, a
                    tak naprawde nikt o dzieciach. I takie mam wspomnienia z dziecinstwa z
                    rodzinnego domu. Fajne?
        • nangaparbat3 Re: :):):) 22.03.23, 08:05
          Wiele lat temu rozwiodłam się, nie żałuję, był w tym mój udział zresztą.
          Jednak po latach dotarło do mnie, że ex choruje na depresję, że w momencie kiedy pękło nasze małżeństwo był w dole, wtedy nie przyszło to do głowy żadnemu z nas.
          Myślę, że warto, byście poszli teraz na wspólną terapię. Wcale nie z celem ratowania małżeństwa, ale żeby się dobrze rozstać, ułożyć relacje tak żeby dziecko jak najmniej ucierpiało, no i Wy sami też.
          Skoro macie syna, zawsze już będziecie z sobą związani, warto, żeby to było dobre.
          • 35wcieniu Re: :):):) 22.03.23, 08:44
            warto, byście poszli teraz na wspólną terapię

            Ja myślę że teraz to już nie warto.
          • heca7 Re: :):):) 22.03.23, 08:45
            Hmmm, ten dzieciak już jest dorosły wink Wątek sprzed 17 lat...
            • szybki-lisek Re: :):):) 22.03.23, 15:23
              Ale ciekawa jestem jak się to potoczyło...
              • taniax Re: :):):) 22.03.23, 15:26
                A jak się miało potoczyć, pewnie to małżeństwo nie przetrwało, syna ma już dorosłego, obstawiam że ułożyła sobie życie w kolejnym małżeństwie i ma więcej dzieci.
                • ayelen40 Re: :):):) 22.03.23, 15:29
                  Oby.
    • maallinka Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 11:57
      Zachodze w glowe jak tak nagle moglo sie wszystko skonczyc? Przeciez tak sie
      kochaliscie, staraliscie sie o dziecko i to wszystko bylo tak niedawno, macie
      przeciez malego synka, niedawno za soba przepadaliscie (to ty mialas
      sugnaturke "kocham meza"?), rozumieliscie sie, mieliscie wspolne plany i tak
      nagle wszystko runelo? Nie wisz co jest tego przyczyna? Przeciez to sie stalo
      szybko, nie pamietasz co bylo punktem zwrotnym? Tak nagle przestal kochac? Moze
      sobie przypominasz kiedy zaczal sie tak zachowywac, moze mialo na to wplyw
      jakies konkretne wydarzenie? Bo z tego co piszesz nie wynika zeby pojawil sie w
      jego zyciu jakis babsztyl...
      • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 12:47
        Dziewczyny przeczytalam na spokojnie wszystkie wasze wpisy, serdecznie dziekuje
        za nie.
        Teraz moge na spokojnie napisac bo maly wlasnie zasnal.

        Poprosilam dzis meza,zeby chwilke zostal z synem bo chcialam isc do kolezanki z
        klatki na kawe. Dodam ze gdy poszlam z synkiem to plakal za tata wiec
        postanowilam,ze zostanie z mezem w domu(doslownie jakies 30-40min). Maz na moja
        prosbe odparl,ze "jestem wygodna" wiec bez slowa wyszlam z synkiem.

        Nie mam juz sily na rozmowy bo na kazde moje dobre slowo,atakuje mnie az mi
        idzie w piety.

        Chyba faktycznie pogubilismy sie po drodze, zawsze bylam podpora dla meza,duzo
        mowilam o moich uczuciach- milosci, rozczarowaniu,radosci i gniewu. Uczylam,ze
        nalezy rozmawiac a w zamian dostawalam stwierdzenie typu :" psychologiczne
        wywody stosuj w pracy!!!!"
        Wiem ,ze najtrudniej jest pomoc samej sobie,ze w dobie kryzysu wiedza nie
        zawsze pomaga. co z tego ze wiem, jak chcac ratowac malzenstwo maz udaje ze nie
        widzi moich staran.

        Mimo wszystko jeszcze troche poczekam z rozwodem, postaram sie dowiedziec co
        jest powodem takiego zachowania meza...postaram sie naprawic to co zgubilismy.
        Jeszcze mam sily, nie wiem na jak dlugo mi ich starczy.
        we wrzesniu zaczyna sie rok szkolny, pojde do pracy, troche ochlone i moze
        wtedy spojrze na to calkiem inaczej.

        Za meisiac jade na wycieczke z pracy 3-dniowa w ramach konferencji, maz bedzie
        musial zostac z synkiem sam w domu. Moze wtedy zrozumie jak to jest opiekowac
        sie dzieckiem...moze to mu pomorze zrozumiec moje zmeczenie, kiedy po pracy
        wychodzilam z malym na plac zabaw

        Wszystko to moze...
        dam nam jeszcze jedna szanse jak ja wykorzystamy pokarze czas.
        • jolilka Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:14
          niech zostanie sam ,dowie sie co to znaczy żona ,ile dziecko wymaga pracy i
          zainteresowania. Taka samotność dobrze mu zrobi ,zrozumie jak bardzo jesteś
          wazna i potrzebna.Znając naszych meżów to pogubia sie w domowych oowiązkach
          plus opieka nad dzieckiem.Jak wrócisz usłyszysz słowabig_grinobrze ze już jesteś i
          itp.Obym sie nie myliła.Tylko nie bij sie z myślami ze synkowi bedzie zle bez
          Ciebie i bedzie płakał.Wyjazd to dobra okazja dla Was zeby sie o wszytkim
          przekonąć jak jest naprawde.Powodzenia.
          • joasiiik25 Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:19
            z tym czy zrozumie to moze byc roznie, znajac mojego meza to po powrocie bedzie
            mi wytykal,ze pojechalam i sie dobrze bawialam a on sam z dzieckiem siedzial...

            ale nic nie chce zakladac z gory
            • jolilka Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:40
              wydaje mi sie ze zabardzo wszytko przezywasz,kazde jego słowo czy czyn.A olej
              to chociaż na trochę,nie ulzy Ci ,chyba napewno.Odetnij sie od tego ,co
              poczujesz ,szanuj sie to i on bedzie Cie szanował .Zmien moze kierunek ,a moze
              ty go tak traktuj jak on Ciebie,jaki bedzie efekt.Wciąz bedzie tym atakującym a
              ty bedziesz uciekać moze postaw sie ?
              • joasiiik25 Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:45
                hahah postaw sie!!! kiedys uslyszalam "cos sie stala taka CHARDA"
                kiedys fakt przejmowalam sie jego slowami, ranily mnie a teraz juz przestalam
                sie przejmowac!!!
                Olac nie potrafie bo uwazam,ze nie tedy droga- wtedy naprawde juz nie
                znajdziemy porozumienia. Juz taka jestem ze wyciagam pierwsza reke do zgody.
                Wiem tez ze kazdy ma swoje granice a mi juz one zaczynaja pekac.

                oj moj maz ma ciezki charakter i usposobienie a zreszta u nas w zwiazku to
                jestescy obydwoje zodjakalnie silni: ja baran on lew.
                • masara25 Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:50
                  Jolilka ma racje,mnie też wydaje się że przeżywasz to co on mówi, a jemu
                  najwyrażniej sprawia to przyjemność.OLEJ TO, pokaż mu że na nim świat się nie
                  kończy,nie przytulaj się do niego (żeby nie słyszec pożniej przykrych słów).
                  Jak na prawdę zdystansujesz się do sytuacji, rozlużnisz się, nie będziesz
                  ciągle poruszałam waszych problemów itd. facet zmięknie. Pokaż że umiesz tak
                  czy inaczej być szczęśliwa, a od niego zależy czy bdzie Ci w tym towarzyszył.
            • oneway9 Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:46
              stawiam 10 do 1, ze tak powie, ale tylko dlatego zeby odreagowac,
              nie przejmuj sie tym! jestem prawie pewna, ze z twojej strony padaja
              podobne 'kwestie'; moze jeszcze dorzuci, ze zaden z jego kumpli nie pomaga tak
              zonie jak on itp znane spiewki; jesli to wszystko przetrwacie to za 15 lat
              bedziecie oboje sie z tego smiali i opowiadali dziecku/dzieciom jako anegdotki;
              ja do dzis pamietam jak moj ojciec gotowal mnie i siostrze superwstretne obiady
              jak mama wyjezdzala i jak syczal drobne (i mniej drobne)zlosliwosci jak wracala
              i co z tego? nic, mam kochanych rodzicow, ktorzy sa dla mnie wzorem i nic mnie
              tak nie cieszy jak ich widok i nie smieszy jak ich tesknota za soba kiedy sie
              rozstaja; mama (zaawansowana babcia) zaraz jest chora jak musi sama spac!!
            • joanna35 Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:48
              joasiiik25 napisała:

              > z tym czy zrozumie to moze byc roznie, znajac mojego meza to po powrocie
              bedzie
              >
              > mi wytykal,ze pojechalam i sie dobrze bawialam a on sam z dzieckiem
              siedzial...

              Joasiu nie pozwól się sprowokować ani tym bardziej wpędzić w poczucie winy z
              powodu tej konferencji. Znasz swojego męża i możesz przewidzieć jego zachowania
              w pewnych sytuacjach, nie tylko tej związanej z Twoim pobytem na konferencji.
              Proponuję skorzystać z tej wiedzy i stanąć do kolejnego starcia, ale... na
              swoich warunkach. Nic tak nie zbija facetów z pantałyku jak wypadnięcie z
              koleiny(rutyny), którą jechał przez całe lata czyli gdyby mąż mnie wytykał, że
              pojechałam się bawić, a on sam z dzieckiem siedział to powiedziałabym (bez
              sarkazmu w głosie bez względu na to co myślisz i czujesz) rozumiem Cię, wiem
              jak takie małe dziecko potrafi dać kość, odpocznij sobie. Wiem, wiem - wszystko
              się w człowieku buntuje jak ma coś takiego zrobić, zwłaszcza, że ma się tę
              świadomość jak na co dzień wygląda życie, ale wierz mi Joasiu, warto spróbować.
              Ja nie bardzo wierzę w siłę małżeńskich rozmów - u mnie się nie sprawdziły. Po
              czterech latach doszłam do wniosku, że nie tędy droga i zmieniłam taktykę
              (oczywiście, bez informowania go o tym) - przestałam prosić się, powtarzać po
              10 razy, tłumaczyć, jęczeć jak mi źle - zamiast tego mówiłam np. idziesz z
              dzieckiem na spacer czy go kapiesz, karmisz i usypiasz?Dawałam mu wybór - to
              nic, że przeważnie wybierał to co prostsze, łatwiejsze. Ja przeważnie tak
              dobierałam czynności, żeby wyszło na moje - a dla mnie spacer to strata czasu.
              A był między nami jeden wielki dystans i chłód. I o dziwo - mąż zaskoczył, a
              sytuacja zaczęła zmieniać się na lepsze. Jesteś mądrą dziewczyna i z pewnością
              znajdziesz dobre wyjście z tej sytuacji. Pozdrawiam serdecznie
            • headonshoulders Re: i bardzo dobrze 26.07.06, 13:52
              wez zwiewaj gdzie pieprz rosnie kobieto, koles co nie zostanie 30 minut z
              wlasnym synem i cie nazywa wygodna bo chcesz isc na kawe na 40 min, w tej samej
              klatce, co przyjmuje jedzenie podstawiane pod nos ( mowi chociaz dziekuje??) i
              nigdy za waszej malzenskiej kadencji nie poszedl po bulki rano - czy cos
              takiego jest mozliwe w ogole?? toz to zepsuty przez kobiety do szpiku kosci
              osobnik... Sorry joasiiik, ja bym po pysku wytrzaskala miotla i w ogole sie
              wyniosla.

              LUDZIE TRAKTUJA CIE TAK JAK POZWALASZ SIE TRAKTOWAC!!! nie inaczej.
              pokaz mu ze nie bedziesz sluzaca. Albo to zaakceptuje albo do widzenia.

              nie wierze ze wyksztalcona kobieta daje soba tak pomiatac i byc sluzaca dla
              doroslego mezczyzny - czasy niewolnictwa sie skonczyly.
              do tanga TRZEBA dwojga kochanie. Jak narazie to tylko ty sie starasz.
        • bri Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 14:20
          Złośliwe komentarze męża ignorować. Sama bądź miła ale pamiętaj jakie są Twoje
          prawa. Nie pytaj go czy zostanie z dzieckiem jak wychodzisz do koleżanki.
          Informuj, że wychodzisz i kiedy wrócisz. To przecież naturalne, że czasem
          dziecko zostaje pod Twoją opieką a czasem z tatą. Po powrocie nawet jak on się
          pulta - podziękuj mu, że się dzieckiem zajął.
          • maallinka Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 15:21
            ok, zgadzam sie tylko za co ma mu dziekowac? Jakby poprosila o przysluge zeby
            sie zajal jej dzieckiem to rozumiem, ale to ich wspolne dziecko i nie widze
            powodu zeby mu dziekowala ze sie nim zajal. No chyba ze maja taki zwyczaj - jak
            ona sie dzieckiem zajmuje to on tez jej dziekuje, ale w to watpie.
            To sa ich wspolne obowiazki, nie widze powodu zeby zona dziekowala mezowi za
            zajeciem sie dzieckiem.
            • bri Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 14:01
              A ja uważam, że nie zaszkodzi podziękować po to chociażby, żeby mąż czuł, że
              jego wkład w opiekę nad dzieckiem jest doceniany. Mój mąż mi dziękuję jak mu
              uprasuję koszulę a ja jemu jak wyniesie śmieci mimo, że to należy do naszych
              obowiązków. Dzięki temu żadne z nas nie ma wrażenia, że się wysilamy na próżno
              bo druga strona tego i tak nie zauważa.
              • maallinka Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 14:21
                Tak, ale to oznaczaloby ze opieka nad dzieckiem to obowiazek jego zony a jak on
                to od czasu do czasu zrobi to ona mu musi dziekowc, bo przeciez mogl sie nie
                zgodzic. Tak samo wobec tego powinno to dzialac w druga strone - czy jak zona
                opiekuje sie dzieckiem to maz jej za kazdym razem dziekuje? Bardzo w to watpie.
                A jednak powinien, analogicznie do sytuacji odwrotnej. Dlatego to juz wydaje mi
                sie przesadzone.
                Z uprasowana koszula to co innego bo prasujesz koszule meza, wiec on moze Ci
                podziekowac, tak samo jak maz wyczysci z blota moje buty to ja mu podziekuje,
                ale jak zmieni dziecku pieluche to nie przychodzi mi do glowy podziekowanie, bo
                to normalne - raz ja to zrobie raz on i nie dziekujemy sobie codzienniw, bo
                przeciez codziennie nawzajem sie w tym wyreczamy... Dzieci sa wspolne i oboje
                mamy poczucie obowiazku i swiadomosc ze jak druga strona nie moze to ja sie
                opiekuje i odwrotnie...
                • bri Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 15:20
                  Chodzi tylko o to, żeby on się czuł w jakiś sposób zmotywowany, doceniony i
                  pochwalony za to co zrobił (nawet jeśli żona uważa, że to nic specjalnego).
                  Moim zdaniem to jedyny w miarę bezbolesny sposób, żeby mężczyznę w małżeństwie
                  nakłonić do rzeczy, do których on sam ze swojej natury się nie poczuwa.

                  Zresztą kobiety często same sobie kręcą bicz na własną dupę. Po pierwsze często
                  nie dopuszczają facetów do opieki nad dziećmi a nawet jeśli to dają im milion
                  rad i krytykują wszystko, co oni w tym zakresie robią. Często niedociągnięcia
                  męża tak je irytują, że postanawiają nei prosić o pomoc tylko robią wszystko
                  same. Efekt jest taki, że faceci nie poczuwają się w ogóle do tego obowiązku. A
                  kobiety ciągną wszystko same aż są już tak zmęczone, że jedyna reakcja na ja je
                  stać do wybuch złości.

                  Wyobraź sobie, że od początku Waszego małżeństwa to Twój mąż zajmował się
                  Waszym wspólnym samochodem (ubezpieczenie, tankowanie, mycie, naprawdy itp.) Aż
                  tu nagle po paru latach nonszalanckim gestem przekazuje Ci dowód rejestracyjny
                  i mówi "trzeba zrobić przegląd". Nie wiesz, nie znasz się, boisz się, że
                  zrobisz coś źle i on Cię skrytykuje (i robi to?). Kiedy o coś pytasz odpowiada
                  Ci z kpiącym uśmieszkiem "nie wiesz takich rzeczy?" itp.). Nie wykluczone, że
                  ten pan będącym bohaterem pierwszego postu jest właśnie w podobnej sytuacji.
    • lena99 Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 14:11
      Nie czytałam wszystkich postów więc może się powtarzam, ale radziłabym
      spotkanie z psychologiem. Ktoś z zewnątrz mógłby pomóc Wam spojrzeć na sytuacje
      z innej strony. Być może pomogło by to w podjęciu decyzji - czy jednak się
      kochacie i próbujecie naprawić Wasz związek, czy też rozwodzicie się.
      Życzę dużo siły i mądrej decyzji.
      Pzdr.
      • daszka_staszka Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 08:49
        Popieram Lenę. Macie mnóstwo niewypowiedzianych oczekiwań i pretensji do siebie wzajemnie. Tu potrzebna terapia dla par. Nawet jeśli po niej dojedziesz do wniosku, że rozwód to najlepsze wyjście to bez poczucia winy.
    • slowiczek21 Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 14:37
      Serdecznie współczuję. My czasem też miewamy ciężkie okresy, ale jakoś w końcu
      się godzimy.
      Macie ślicznego synka. Najważniejsze żeby on nie odczuł za bardzo zmian. Mam
      syna w podobnym wieku, dla niego wiele przemilczam chociaż wewnątrz krzyczę.
      Jak to jest że nagle z wielkiej miłości nic nie zostaje....? Trzymaj się, dbaj
      o dziecko.
      • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 15:31
        Moj maz teraz obecnie jest na urlopie wiec cale dnie spedza w domu grajac na
        kompie....
        wkurza mnie to niesamowicie, bo zamiast wspolnie spedzic czas to on wybiera gre.

        Jest jeszcze jedna istotna sprawa: dla niego rozstalam sie z narzyczonym
        (pierscionek oddalam)i wybralam jego. Czasami zaluje tej decyzji bo teraz
        wszystko jest nie tak jak mialo byc.
        Maz potrafi powiedziec,ze przeciez moge zawsze do bylego wrocic, tylko ze
        pewnie mnie juz nie bedzie chcial. Ostatnio podczas klotni dodal ze napisze mu
        instrukcje obslugi...
        nie wie jednego,ze powrot jest zawsze mozliwy!!!! tego mu nigdy nie powiem,ze
        ten byly wciaz czeka. kiedys mi powtarzal,ze nawet kiedy bede miec dziecko z
        innym to i tak bedzie chcial byc ze mna.

        Ale w tym konflikcie nie chodzi o ten powrot, bo chyba nie umialabym mu
        spojrzec w oczy.
        Ludzilam sie zawsze,ze z mezem bedzie mi dobrze a teraz tak bardzo boli...
        • klebek0 Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 16:39
          haha,tez jestem baran on lew i w domu dokładnie to samo.Ja juz nie mam siły
          dalejsad(,staram sie rozumiec ze to facet,ze mniej rozumny,ale dlaczego to
          zawsze kobiety maja ratowac,przymykac oczy...
          • joanna35 Re: czarna przepaść-małżeństwo 26.07.06, 16:47
            klebek0 napisała:

            > haha,tez jestem baran on lew i w domu dokładnie to samo.Ja juz nie mam siły
            > dalejsad(,staram sie rozumiec ze to facet,ze mniej rozumny,ale dlaczego to
            > zawsze kobiety maja ratowac,przymykac oczy...

            Bo tak już niestety jest. Mam 10 letni , w połowie dość burzliwywink staż
            małżeński i mogę powiedzieć, że im szybciej się to zrozumie i zaakceptuje tym
            lepiej dla wszystkich. Żeby nie było - z przekonania jestem feministką,
            momentami wojującą(głównie z własnym mężem), a czasami nawet feministką z
            oddziałów specjalnychsmile)
            • klebek0 Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 10:53
              Wiem,ze trzeba przymykac oczy,nie zwracac uwagi na głupoty,ale boli,ze ja
              przymkam,staram byc spokojna,a to wogóle nie działa w druga strone.sad(
              • maallinka Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 13:37
                a ja zawsze myslalam ze baran i lew to bardzo dobrana para. Mialam nawet taka
                kolezanke lwice ktora miala chlopaka barana. Wielka namietnosc, wielka milosc,
                chwili bez siebie wytrzymac nie mogli. Dla mnie to byla para idealna.
                No niestety ta milosc skonczyla sie po 2 latach i sie rozstali, chociaz nie
                wiem w jakich okolicznosciach, bo ona cos kreci jak o tym mowi, moze sie
                wypalili bo "wybuch" byl za duzy?
                • klebek0 Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 14:54
                  dobrana ale za wybuchowasmile)
    • ewazak Re: czarna przepaść-małżeństwo 27.07.06, 15:25
      joasiiik25 jak bym czytała o sobie i swoim małżeństwie, z tą różnicą, że ja nie
      mam odwagi się rozwieść. My mamy dwójkę dzieci a ja zarabiam zbyt mało aby się
      utrzymać za te pieniądze z dzieciakami. Pozdrawiam i życzę szczęścia.
    • matylda_n Re: czarna przepaść-małżeństwo 28.07.06, 09:47
      joasiiik25 napisała:
      Ostatnio byłam z synkiem 3 tyg na wsi (u mojej babci) prosiłam męża zeby sobie
      przemyslał pewne sprawy jak mnie nie bedzie.
      Wróciłam i wiecie co zrobil?
      Gdy zwrocilam mu uwage,ze jest balagan w domu i pusta lodowka to wyszedl...
      obrazony,ze mu cokolwiek powiedzialam

      Wracajac do domu z 3 tyg pobytu kilka dni wczesniej
      UPRZEDZILAM go ze ma byc w domu w miare posprzatane (wyrzucone smieci,
      otworzone okna , pozmywane)wiedzial,ze bede zla jezeli tego nie zrobi. Przeciez
      ja nie wymagam naprawde wiele...


      dziwisz się, że wyszedł ? Wracasz po dłuższej nieobecności do domu i
      najważniejszy dla ciebie jest pożądek i pełna lodówka ? I ty go uprzedzasz, że
      ma posprzątać, bo będzie źle ?!
      Niezależnie od tego co on sobie przemysłał i postanowił odnośnie waszego
      związku będąc w domu, po takim uprzedzeniu telefonicznym a potem twoim ataku po
      powrocie pewnie tez miałabym ochotę poprostu uciec. Nie, nie bronię twojego
      męża. Czepiam się jedynie twojego sposobu komunikowania. Jeżeli go atakujesz, a
      to zrobiłaś, to weź pod uwagę, że on odpowie również atakiem, bądź zamknięciem
      sie w sobie i zrewanżuje sie w innej dogodnej dla niego sytuacji. Moim zdaniem
      pierwsza podstawowa zasada w takich konfliktach to przestać atakować. Każdy
      atak napędza tylko spiralę wzajemnych złośliwości, w której nikt juz potem nie
      pamięta kto zaczął i dlaczego. Zatraca sie problem a wyolbrzymione zostają
      wszyatkie negatywne uczucia do partnera.
      Narzekasz na chłód, obojętność, jego niechęć do współpracy.... A sądziłaś, że
      podtykając mu pod nos pozew rozwodowy zachecisz go do walki o wasz zwiazek ?
      Facet zamknął się w sobie !!!
      Wróciłaś, on miał przemysleć... Rozmawialiście o was ? Poszukajcie wspólnie
      problemu, bo trzeba znać problem. Nie znając go, nie znajdziecie rozwiązania
      sytuacji, w której się znaleźliście.
      Powodzenia




      • bri Re: czarna przepaść-małżeństwo 28.07.06, 09:57
        Zgadzam się w całej rozciągłości. Niestety jeśli zależy nam na małżeństwie
        trzeba czasem zamknąć buzię mimo, że mamy ochotę odpysknąć. A takie instrukcje
        przez telefon - wrrr... Gdyby mój mąż wydawał mi takie to chyba bym się
        wściekła. Zresztą często jest tak jak pisałam wyżej.
        • bodab77 Re: czarna przepaść-małżeństwo 28.07.06, 10:05
          Do bri.
          Bardzo podobają mi się Twoje komentarze - jesteś mądrą dziewczyną/kobietą.
          Pozdrawiam
          • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 03.08.06, 16:26
            Dziewczyny jeszcze raz dziekuje za dobre rady i ostre slowa!!!!
            maz przeczytal moj post i chyba naprawde to mu pomoglo przejrzec na oczy, nie
            mowie,ze jest super dobrze,ale jest lepiej niz kilka dni temu.
            Wprawdzie nie zmienil swojego zachowania w jakis widoczny sposob,ale drobne
            zmiany ja sama zauwazam.
            Przestalam tez strofowac meza na kazdym kroku, wole pewne sprawy
            zrobic/zalatwic sama niz meczyc sie proszeniem meza...
            w prawdzie nadal mysle o rozwodzie,ale juz mniej intensywnie go chce...chyba
            musimy przeczekac wspolnie tem kryzys i dojrzec do pewnych decyzji, tak aby za
            kilka lat spokojnie powiedziec,ze sie ich nie zaluje. Przed nami jeszcze ciezka
            droga do wzajemnego zrozumienia, do szacunku i do "odgrzebania milosci" -moze
            ja jeszcze mamy w sercu.
            Teraz wiem,ze decyzja o rozwodzie byla moja rezygnacja z walki o nas, bylam juz
            zmeczona i brak mi bylo tej iskry do dzialania. Teraz ja mam- mam nadzieje,ze
            jej nie "zgasimy" w morzu glupich slow....

            pozdr serdecznie
            • lidkakn Re: czarna przepaść-małżeństwo 03.08.06, 16:43
              Życzę wytrwałości, spokoju i opanowania. Myślę, że jeśli wytrwasz w
              postanowieniu, uda się wam. Dużo zależy od Ciebie.
              • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 20:27
                dzis maz przeszedl sam siebie...
                w skrocie: rzucil sie na mnie z lapami do bicia...
                nie czekam na cud bo cudu nie bedzie
                • triss_merigold6 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:06
                  Odejdź Joasiiik. Odejdź a będziesz spokojniejsza. Cudów nie ma, są najwyżej
                  wyszarpane kompromisy i ustępstwa. Nie sensu żyć z kimś kto czuje szacunek
                  tylko do siły a partnerkę lekceważy i olewa.
                  Samodzielnie w związku nie da się niczego odbudować ani zmienić, bo ta druga
                  strona spoczywa na laurach i jest wiecznie zaskoczona, że "stwarzasz problemy".
                  Nie wierzę w gadki o dobru dziecka w złym związku.
                • mysia-mysia Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:07
                  o, a ja radziłam ci poczekać
                  no ale teraz już wiesz, że nie ma na co
                  trzymam kciuki za ciebie
                • headonshoulders Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:20
                  a za co?????????? Boze co za chamisko...uciekaj Joasia, nie ma sensu. Zmien zamki w cholere.
                • daszka_staszka Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 09:03
                  Do bicia? O matko jedyna! Jeśli tonie była samoobrona bo ty go walnelas go pierwsza to wiej od niego w te pędy.
            • daszka_staszka Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 09:02
              joasiiik25 napisała:
              > Przestalam tez strofowac meza na kazdym kroku,
              >
              Tu jest ważna informacja, dorosłych się nie strofuje, bo to nie są dzieci. Zastanów się czy z rozpędu nie traktujesz go jak swojego 2 latka.
              Po drugie nie pros się o rzeczy. Usiądźcie razem i ustalcie pewne obowiązki i zasady. Wasze życie się zmieniło z narodzinami dziecka i to was chyba przerosło, bo chcecie, a przynajmniej mąż, żyć tak jak wcześniej ale tak się nie da. Idźcie na terapię, bo kilka sesji może zdziałać cuda - pisze z własnego doświadczenia
    • beksa1111 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:24
      Aśka nie chće na ciebie najeżdzać ale ty jednak jakaś dziwna jesteś- pamiętam
      twoje posty jak byłaś w ciąży i zaraz po urodzeniu malca. Zawsze!! z kimś się
      kłóciłaś- na męża najpierw posty szkalujące potem ze go kochasz- KOBITO może on
      ma dośc takiego niestabilnego życia raz tak raz siak- moze to problem tkwi w
      Tobie , szkoda gadać
    • beksa1111 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:30
      Dopiero teraz doczytałam że chciał cię zlać- tego mu nie daruj! To juz jest
      chamstwo. Może lepiej się rozwieść. Ja mam obecnie 2 M. i nie żałuję
      wcześniejszej decyzji o rozwodzie- ale u mnie było troche inaczej. Tak czy siak-
      wina zawsze lezy pośrodku, ale ty myśl o swoim i dziecka dobru
      • triss_merigold6 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:33
        Absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wina zawsze leży po środku.
        Przeważnie jest wręcz przeciwnie.
        • joanna266 zgadzam sie z triss 01.09.06, 21:34

        • mysia-mysia Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:34
          triss_merigold6 napisała:

          > Absolutnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wina zawsze leży po środku.
          > Przeważnie jest wręcz przeciwnie.

          wręcz przeciwnie do środka to by chyba na zewnątrz było
          • triss_merigold6 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:36
            PO środku. Wręcz przeciwnie - nie po środku.wink Dobra... niech będzie: wina jest
            zawsze jednej strony bardziej.
    • beksa1111 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 21:48
      Nie chce mi sie polemizować ale wciąż twierdzę że wina zawsze leży pośrodku-
      mówię tak nawet teraz, po doświadczeniu zdrady pierwszego męża, choć wtedy też
      wydawało mi się ze to tylko on jest winny rozpadu małzeństwa
      • wenus2006 Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 22:01
        Jezu joasikk o co poszło? może to bez znaczenia , bo nikt nie ma prawa podnieść
        ręki na kobietę, tym bardziej żonę, matkę....Co mu się stało? Czy on m jakieś
        problemy ze sobą? Byliście szczęśliwi, co jest przyczyną takich kłopotów ,
        waszych kłopotów? Czy synek to widział?gdzie on teraz jest? co postanowiłaś?
        Dasz radę sama?
    • mama-kacpra Re: czarna przepaść-małżeństwo 01.09.06, 22:00
      Witaj!
      Smutne co piszesz, kryzys w malzenstwie i to taki az do rozwodu to przykre dla
      Was kochajacych sie i majacych z tej milosci owoc.
      Ale dobrze rozumiem Cię, nie mam az takich doswiadczen ale wiem jak bardzo nas
      zmienilo pojawienie sie dziecka na swiecie.Nowe obowiazki, problemy dnia
      codziennego, brak pplynnosci finansowej, brak mieszkania itd.U nas sa wzloty i
      upadki, i tez czasem mysle ze dalabym sobie rade sama?!Ale we dwoje jest lepiej
      jak oczywiscie jest zdrowa atmosfera.Nie dawno przechodzilismy maly kryzys: moj
      maz pracuje na zmiany i tak ze w weekendy tez, ja szukam pracy a w tym czasie
      oczywiscie opiekuje sie dziekiem i kilka razy w tygodniu pracuje dorywczo ale
      na stale.Wiec czasem tak jest ze mijamy sie z mezem w drzwiach ja wychodze a on
      zostaje z malym, widzimy sie wieczorem kiedy juz nikt po calym dniu nie ma sil
      na nic.Czasem tak jest ze mijamy sie a maz jeszcze idzie na noc do pracy, a
      czasem jezdzimy do tesciowej w odwiedziny i on sie zajmuje malym a my po calym
      dniu tez padamy.O rozmowach o nas juz nie pamietam kidy tak rozmawialismy, nie
      ma czasu, zazwyczaj okazja jest rocznica, urodziny ale pod warunkiem ze mamy
      wolny wieczor i maz jest w domu.Ale i tak to juz nie jest to co kiedys.Rany po
      kryzysach zostaly.Ja jestem zdania ze jesli sie nie kocha kogos to lepiej sie
      nie meczyc.Moj maz podobnie jak twoj z tego co pisalas, nie lubi wymadrzania
      sie z psychologia itp.Mowi zycie jest trudne to co bylo juz nie wroci, ja na to
      ze da sie tylko ze oboje musimy wysilic sie i dbac o NASZ zwiazek.U nas duzo
      wplywa na nas meza praca i system w jakim pracuje.Coz nie zmieni jej teraz.
      CZasem oczekuje od meza dobrego milego slowa a go nie otrzymuje.Staram sie jak
      moge zeby wszystko bylo dobrze, ale nie mam pewnosci czy jest dobrze.Czasem nie
      wiem czego moj maz chce, brakuje nam pieniedzy, biore ta prace czasem zastepuje
      kolezanke to wtedy jest zly ze nie siedze w domu.CZasem mam dosc i tez mysle
      jak to bedzie dalej czy wytrzymamy razem???CZas pokaze.
      A tak wogole to moj maz jest super tata dla naszego synka, pomaga mi i w domu,
      ale jakos wlasnie nie starcza juz sil dla nas na nas.Ja sie staram czasem
      planuje zebysmy gdzies wyszli razem i zrobili cos dla siebie, mowie mu co czuje
      i jak zalezy mi na nim, tez czasem chcialabym to uslyczec ale co prosic sie mam
      go?Raz poprosilam go zeby powiedzial mi cos milego od siebie dla mnie a on ze
      chce zebysmy wkocu mieli mieszkanie (wlasny kat), nie to chcialam uslyszec coz
      juz sie nie rozumiemy jak kiedys.Kiedys sie staral teraz poco jestem jego zona
      i juz nie trzeba (czasem mi to powtarza)>Tak chyba naprawde to uwazam ze
      niepotrzebie bralismy slub.Rozleniwil sie, ja tak nie chce.Czasu nie wroce,
      trzeba zyc dalej trzyma reke na pulsie i reagowac na sygnaly.Ja wiem ze przed
      nami powazne rozmowy i chyba kryzys.A moze po tym wkoncu bedziemy sie lepiej
      dogadywac i ulozy nam sie?!Jak sie cos wykluje pewnie odezwe sie na formu,
      Pozdrawiam i tzrymam kciuki za Wasze porozumienie.
      mama Kacpra 3.05.06
      • balbinka01 Re: czarna przepaść-małżeństwo 02.09.06, 00:44
        Męźczyzna obojętnieje, albo staje się agresywny, gdy czuje zbyt mało wolności,
        gdy kobieta za wiele - jego zdaniem - od niego wymaga, nie pozwala mu być
        dzieckiem. Ja z moim partnerem tez przechodzimy kryzysy - bywają bolesne. Ja
        mam wiele zarzutów, on ma wiele... Mój partner twierdzi, że wciąż coś mi się
        nie podoba - że ciągle słyszy, co robi nie tak, o czym zapomniał itd.... że
        generalnie go nie akceptuje. I też czasem jest skłonny do słów, których nigdy
        bym się wczesniej po nim nie spodziewała... Nie wiem, jak było w waszym
        związku, ale mój - gdybym po przyjeżdzie z wakacji prawie na progu zwróciła na
        coś uwagę (że bałagan) pewnie też zatrzasnąłby drzwi za sobą. Męźczyźni
        nienawidzą wiecznie narzekających kobiet - to dzieci! Może faktycznie
        odpocznijcie od siebie trochę dłużej a decyzję o rozwodzie na razie odłużcie...

        życzę Ci powodzenia! i trafnej decyzji... pozdrawiam!
        • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 02.09.06, 07:45
          Dziewczyny nie jestem wiecznie "narzekajaca zona"!!! ostatnio nauczylam sie
          przymykac oko na wiele spraw, nie mowie zrob to lub tamto!!!
          Wczorajsze zachowanie meza przesadzilo o wszystkim, nadal mieszkamy razem (obok
          siebie) poniewaz wynajmujemy mieszkanie.
          Jestem samodzielna kobieta, pracuje wiec sadze,ze dam sobie rade. Mam duze
          wsparcie w rodzinie (mimo iz telefoniczne)
          Jest ciezko nie powiem bo bylismy dobrym malzenstwem...
          Nie jestesmy. Moze zostaniemy dobrymi rodzicami dla naszego dziecka (po
          rozwodzie)ale nie malzonkami sad
          Wiecie,ze ja potrafie wybaczyc wiele, potrafie przyjsc i sie przytulic, chciec
          porozmawiac...lecz gdy napotykam serce zimne jak glaz jestem bezradna.
          Wczoraj przeplakalma caly dzien (tak,zeby maz nie widzial)teraz tez placze...

          wiem ze musze byc silna i bede!!! Dla siebie dla Kacpra
          • luxure Re: czarna przepaść-małżeństwo 02.09.06, 08:18
            Przeczytalam ten wątek i inne Twoje. To bardzo przykre, smutno mi sie zrobilo
            tym bardziej ze kiedys tworzyliscie calkiem fajny zwiazek. Dziewczyny różnie
            radzą ale moim zdaniem u Was juz nie ma czego ratować. Czym innym jest obojętna
            twarz a czym innym obojętne serce. A on najwyraźniej już nie potrafi okazać Ci
            chociaż odrobiny serca (przeciez każdy z nas tego potrzebuje). Jest złośliwy,
            nieprzyjemny. Co wiecej, decyzję o rozwodzie przyjął zupełnie naturalnie, tak
            jakby mu to "wisiało". Okrutne.
            A po tym jak napisalas ze chcial Cie uderzyc, nie czekalabym na cud. Cudów nie
            ma. Jest tylko Twoje życie które z powrotem musisz ułożyć w całość.Czego Ci
            mocno życzę.Aneczka
            • joasiiik25 Re: czarna przepaść-małżeństwo 02.09.06, 12:21
              moj maz sie wyprowadzil o godz 9
              zabral ze soba MONITOR....
              • lusia801 Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 07:30
                joasiiik25 napisała:

                > moj maz sie wyprowadzil o godz 9
                > zabral ze soba MONITOR....

                Hej joasiiik25, co u ciebie słychać. Przeczytałam twój post. Jestem na takim samym zakręcie życiowym ☹️
                • ayelen40 Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 07:43
                  Myślisz, że odpisze po 17 latach?
                  • lusia801 Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 07:50
                    Nie wiem, wczoraj w łóżku sama, po kłótni z mężem czytałam posty o kryzysach w małżeństwie. Tak mi jak ostatnio smutno ze ludzie nie umieją z sobą zyct
            • majan2 Re: czarna przepaść-małżeństwo 02.09.06, 20:58
              Aj ejstem dzieckiem rozwiedzionych rodzicow (rozeszli sie troche pozniej jak
              mialam 10 lat) iw eim, ze czasem lepiej jest sie rozsatc niz ciagnac na sile.
              Bardzo ci wspolczuje, ale wyglada na to z towjego oposu, ze ten zwiazek ju sie
              skonczyl. postaraj sie tylko by maz byl przy synku w jakis sposob.
              • ayelen40 Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 07:51
                Oczywiście. Także po to, by dać sobie szanse na nowy, lepszy związek.
    • wenus2006 Re: czarna przepaść-małżeństwo 02.09.06, 14:17
      i co Ty na to trzymasz się jakoś? Tak sam bez słowa się wyprowadził, czy
      zażądałaś tego?Właściwie nie wyczytałam o co chodzi w tym waszym konflikcie,
      napisz coś...dasz radę utrzymać wynajmowane mieszkanie? co z synkiem, jak dasz radę
    • login.na.raz Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 08:35
      Zaczęłam czytać wątek, dotarłam do 3 czy 4 komentarza a tam jest coś o gadu gadu i myślę: gdzie ja jestem???!
      Szybki rzut oka na datę i się wyjaśniło, powrót do przeszłości big_grin
      • feniks_z_popiolu1 Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 08:44
        Wątek archiwalny ale problemy w związkach ciągle takie same. Eh, życie.
      • daszka_staszka Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 09:06
        Kurde ja mialam to samo, jakby podróż w czasie. Nawet w szoku odpisałam watkodajce 😱
    • 1papryczka.chili Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 10:10
      W moim małżeństwie najgorzej układało się jak nasz syn był mały. Zmęczenie, wymówki itp. Z czasem było coraz lepiej. W tym roku mija 19 lat naszego małżeństwa i jest super. Nie rezygnuj zbyt łatwo.
      • login.na.raz Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 10:11
        Na pewno po 17 latach weźmie sobie do serca twoja radę 😀
        • 1papryczka.chili Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 14:07
          O matko, kto i po co odgrzebuje takie stare wątki 😕
          • taniax Re: czarna przepaść-małżeństwo 22.03.23, 15:17
            1papryczka.chili napisał(a):

            > O matko, kto i po co odgrzebuje takie stare wątki 😕

            O matko Joasik to była czołowa postać tego forum ze 20 lat temu, ciekawe czy tu zagląda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka