magda762
10.08.06, 08:31
Muszę się wygadać bo chyba oszaleję - z powodu mojej teściowej.
Jesteśmy po ślubie 9 lat, rok temu urodził się synek. Moje stosunki z
teściową do momentu urodzenia dzecka były OK. Jednak później wszystko się
schrzaniło.
Problem polega na tym, że zbytnio przejmuję się wszystkim - a to powiedziała
coś nie tak, zrobiła itp. Wiem, że to są błachostki, a nie potrafię przejść
obok tego bez emocji i "olać". Do tego wszystkiego jestem zazdrosna o syna.
Ale tak negatywne uczucia mam tylko wobec niej.
Wkurzają mnie różne jej zachowania typu: trzyma go na rękach i mały wyciąga
do mnie ręce - od razu wychodzi z pokoju, żeby mnie nie widział. Dobijają
mnie te teksty: "o, zobaczył mamę" powiedziane z przekąsem. Albo mały
raczkuje ewidentnie do mnie, a ona: "idzie do szafki". Tak jakby nie
zauważała, że jestem jego mamą.
Pewnie myśli, że ją powinien kochać najbardziej. I te ciągłe gadki o tym,
żeby przenocował u niej w domu. I tak w kółko.
Co na to mój mąż? Niby trzyma moją stronę, ale uważa, że przesadzam i mam
nieuzasadnione pretensje.
Teraz i tak jest lepiej, zaraz po porodzie było strasznie - niechciałam
nikomu dawać synka, ciągle miałam wrażenie, że mi go zabiorą (szczególnie
teściowa). Teraz też boję się, że mały nie będzie wiedział kto jest jego
mamą, a kto babcią.
Wróciłam do pracy zaraz po macierzyńskim. Synem zajmuje się na zmianę moja
mama (3 dni) i teściowa (2 dni). Zaraz po pracy odbieram go od babci i
jedziemy do domu.
Dlaczego ja tak emocjonalnie reaguję na teściową, chciałabym to zmienić,
wyciszyć się jakoś, nabrać dystansu - ale nie wiem co mam zrobić.
Czasem myślę, że ją nienawidzę, a ona nie jest zła. Nigdy by nie skrzywdziła
mojego dziecka. Wiem, że na tym powinnam bazować, ale to wszystko wydaje mi
się zbyt trudne.
Magda