mój problem - teściowa... lub ja sama...

10.08.06, 08:31
Muszę się wygadać bo chyba oszaleję - z powodu mojej teściowej.
Jesteśmy po ślubie 9 lat, rok temu urodził się synek. Moje stosunki z
teściową do momentu urodzenia dzecka były OK. Jednak później wszystko się
schrzaniło.
Problem polega na tym, że zbytnio przejmuję się wszystkim - a to powiedziała
coś nie tak, zrobiła itp. Wiem, że to są błachostki, a nie potrafię przejść
obok tego bez emocji i "olać". Do tego wszystkiego jestem zazdrosna o syna.
Ale tak negatywne uczucia mam tylko wobec niej.
Wkurzają mnie różne jej zachowania typu: trzyma go na rękach i mały wyciąga
do mnie ręce - od razu wychodzi z pokoju, żeby mnie nie widział. Dobijają
mnie te teksty: "o, zobaczył mamę" powiedziane z przekąsem. Albo mały
raczkuje ewidentnie do mnie, a ona: "idzie do szafki". Tak jakby nie
zauważała, że jestem jego mamą.
Pewnie myśli, że ją powinien kochać najbardziej. I te ciągłe gadki o tym,
żeby przenocował u niej w domu. I tak w kółko.
Co na to mój mąż? Niby trzyma moją stronę, ale uważa, że przesadzam i mam
nieuzasadnione pretensje.
Teraz i tak jest lepiej, zaraz po porodzie było strasznie - niechciałam
nikomu dawać synka, ciągle miałam wrażenie, że mi go zabiorą (szczególnie
teściowa). Teraz też boję się, że mały nie będzie wiedział kto jest jego
mamą, a kto babcią.
Wróciłam do pracy zaraz po macierzyńskim. Synem zajmuje się na zmianę moja
mama (3 dni) i teściowa (2 dni). Zaraz po pracy odbieram go od babci i
jedziemy do domu.
Dlaczego ja tak emocjonalnie reaguję na teściową, chciałabym to zmienić,
wyciszyć się jakoś, nabrać dystansu - ale nie wiem co mam zrobić.
Czasem myślę, że ją nienawidzę, a ona nie jest zła. Nigdy by nie skrzywdziła
mojego dziecka. Wiem, że na tym powinnam bazować, ale to wszystko wydaje mi
się zbyt trudne.
Magda
    • a-g-n-i-e-sz-k-a Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:41
      Uwierz mi, że dziecko ZAWSZE będzie wiedziało, kto jest jego mamą, a kto babcią.
      Łatwo mówić, ale pozwól się teściowej wnukiem nacieszyć, daj jej go na jedną noc
      - w tym czasie wykorzystaj czas z mężem na coś miłego wink Może teściowa wyczuwa
      Twoją postawę i dlatego się tak zachowuje, a jak zobaczy, że nie masz nic
      przeciwko jej kontaktom z wnukiem to też troche odpuści z tym dogadywaniem.
    • zuzanna56 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:42
      Miałam podobnie. Już mi przeszło dawno bo syn ma ponad 9 lat. Urodziłam go parę
      lat po ślubie co być może ma duże znaczenie. Uważałam że sama dam sobie radę i
      nie chciałam dać go nikomu na ręce, szczególnie teściowej.
      Najważniejsze że synek wie że to ty jesteś jego mamą.
      Tak sobie myślę że może teściowa długo czekała na wnuka i chce się nim
      nacieszyć? Nie rozumiem kto ma przenocować u teściowej. Twój synek? Po co?
      • magda762 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:48
        Ja też nie widzę potrzeby, żeby spał u niej w domu.
        Poza tym ma 10 letnią wnuczkę, którą praktycznie ona wychowuje. Od początku się
        nią zajmowała. Po prostu jej córka nie była gotowa na dziecko, a ona to
        egoistycznie wykorzystała. Nie pomogła jej "rozbudzić " instynktu
        macierzyńskiego, tylko go jej zabrała. Wnuczka to już duża pannica, a do tej
        pory śpi u "babci" i z babcią...
        Może tego obawiam się najbardziej. Wiem, że my nie dopuścimy do takiej
        sytuacji, ale podświadomie obawiam się tego.
        • mysia-mysia no to Ci się nie dziwię 10.08.06, 08:55
          Może teściowa zacznie stosować jakieś sztuczki, żeby bardziej przywiązać do
          siebie małego? Choćby nieodmawianie słodyczy. mały na pewno nie zapomni kto jest
          jego mamą ale takie wtrynianie się może być denerwujące.
        • aga871 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 22:33
          myślę że w tej sytuacji to problem jest z Toba ponieważ to logiczne ze babcia chce miec jak najlepszy kontakt z wnukami bo nikt inny juz jej nie został....nie weżmie już dorosłego syna na kolana a wnuczka tak pomyśl tez o tym że kiedyś Ty też będziesz teściową i jak się poczujesz jak Twoja synowa nie będzie Ci chciała dać wnuka na rece...napewno by Ci było bardzo przykro, moja siostra zachowywała się podobnie jak Ty i kiedyś na zjeżdzie rodzinnym jej teściowa wypłakała mi się w rekaw, że moja siostra nie pozwala jej wziąś nawet wnuczka na ręce, zwróciłam siostrze uwage, pogadałysmy i zmienila podejscie jesteście rodzina pomysl o tym...a Twoj synek napewno nie zapomni kto jest jego mamasmile nawet jesli spalby u babci 3 razy w tygodniusmile
    • weronikarb Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:46
      mój ma 2,9l i mi jeszcze nie przeszło sad Identycznie jak u Ciebie, teraz jak
      mowi i rozumie to nawet gorzej sad
      • zuzanna56 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:56
        Wiecie co, ja chyba jestem bardzo zaborczą matką. Mój syn ma 9 lat a córka 5.
        Spali u jednej babci raz w życiu jak byliśmy na weselu a u drugiej parę razy z
        okazji jakiegoś Sylwestra albo wyjścia raz na ruski rok.
        • mama.igora Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:47
          Chyba trochę przesadzacie z tą zaborczością. Ja tam nie kocham teściowej, ale
          babcią jest ok, tęskni za małym, lubi gdy ją odwiedzamy z synem. teściowa jest
          chora i mieszka daleko, więc nie zostawiamy jej synka, ale nie miałabym nic
          przeciwko. Odciążyłaby moją mamę, która pilnuje małego non stop i jeszcze wtedy,
          gdy chcę (chcemy) gdzieś wyjść. Ale jak ostatnio wyjechałam na kilka dni to już
          jednak ppomyślałm o tym, że wolę, że mam mamę, a nie że mały do tesciowej idzie.
          Ale tak nanoc zostawiłabym. Tylko, że teściowa nie widuje igora cz esto, nie zna
          jego zwyczajów, nie zajmowała się nim nigdy, więc nie miałabym psychicznego
          komfortu takiego jak z mamą.
      • mamakasienki1 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:59
        Hej
        U mnie było identycznie na początku, jak Kasia przyszła na świat nie chciałam
        jej nikomu dac nawet potrzymać. Nie mogłam uwierzyć, że takie szczęście mnie
        spotkało i bałam się, że ktoś mi może ją zabrać i że pokocha babcię bardziej
        niż mnie - mamę.
        Teraz Kasia ma 1,5 roczku i nabrałam trochę dystansu. Wiem, że moje dziecko
        potrzebuje i mamy i babci. Moja teściowa ma jedną jedyną wnuczkę i bardzo ją
        kocha i zrobiłaby dla niej wszystko, ma do niej niesamowicie dużo cierpliwości,
        czego mi czasami brakuje. Uwielbia spędzać z małą czas a Kasia też za nią
        przepada, ale jak ma jakiś problem to zawsze przybiegnie do mnie.
      • samki22 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:59
        DOKŁADNIE!!!!!!! moja ma 22 miesiące i też zaczyna coraz wiecej gadac ze o
        rozumieniu nie wspomnę. Jest jedna taka sytuacja która doprowadza mnie do
        histerii,wściekłosci i niewiem czego jeszcze....moja teściowa bierze np małą na
        podwórko a Zuzia jest teraz na takim etapie że jak cos chce to woła "mama" i ta
        stara franca reaguja tak jakby nią była.rozumiecie? zuzka do mojej mamy tez jak
        coś chce woła"mama|" ale moja jej tłumaczy "zuzanko ja jestem babcia a mama
        jest tam" a to wrednemałpisko nigdy tak nie powiedziała mało tego potrafi
        powiedzieć " to chodź mamusia ci da" po czy daje jej sama
        ku*waaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa no szlag mnie trafia długo by o tym
        wszystkim pisać ale kończę juz dziekuję za możliwość wywalenia tego z siebie
    • oxygen100 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:55
      ale chyba faktycznie troche jestes przewrazliwiona i zazdrosna o syna.
      • zuzanna56 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 08:56
        Ale to jej dziecko.
        • zuzanna56 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:04
          A wiecie że to z czasem przechodzi. Nawet bardzo zaborczym matkom.
          Za parę dni wyjeżdżamy z mężem sami. Dzieci zostawiamy na 4 dni
          z.......teściową.
    • mama.igora Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:42
      Jeeezu dziewczyno, dziekuję ci!!! Mam to samo, dosłownie. Chodzi o emocje, o
      moją postawę, nie o przykłady zachowań teściowej. Właśnie wczoraj o tym sporo
      myślałam, że teściowa nie jest z mojej bajki, ma temperament i wejścia smoka,
      które mnie dobijają, ale widzę że i ja postępuję chyba nie tak. Nakręcam się,
      widzę tylko złe, nie doceniam dobrego. Staram się to zmienić.
      Z drugiej strony czasem jak mam się spotkać z mamą męża, nastawiam się
      pozytywnie, ale ona przecież nie zmienia się, zachowuje się jak zachowuje, jest
      jaka jesti cała moja siła by było OK siada.
      Najgorsza jest ta poprawność. Wolałabym żeby czasem była normalna, żeby zdjęła
      sztywny pancerz, miała emocje, posprzeczałybyśmy się, walnęłabym to i owo i może
      to oczyściłoby atmosferę. A ona taka... uśmiechnięta non stop, sztywna, dobiera
      słowa i rozmawia pilnując się co mówi, rozmowa jak w banku czy z
      ubezpieczycielem. Ja chciałabym ją... no polubić, podchodzić z luzem,
      przynajmniej bez tego zajeżdżania się, denerwowania, właśnie, jak to ujęłaś,
      olać coś. Nie potrafię.
      I wiem, że tak byłoby lepiej dla moich stosunków z mężem, ale to silniejsze.
      Poza tym nie pomaga mi postawa męża, ale to inny temat...
    • magda762 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:45
      Dzisiaj jesteśmy zaproszeni do znajomych na urodziny. Mąż bardzo chce iść, ja
      też... Tym bardziej, że widzimy się z nimi 2 razy w roku (mieszkają w
      Niemczech). Mąż poprosił teściową aby przyszła do małego, ona się oczywiście
      zgodziła (aż jej się oczy błyszczały). Chcemy wyjść jak uśpię małego (choć może
      być już późno...), ale ona stwierdziła, że przecież ona może go uśpić i żebyśmy
      nie robili problemu. Mąż oczywiście zaczął jej tłumaczyć, że mały wieczorem
      trudno zasypia itp. Już chciałam jej powiedzieć, że sama uśpię moje dziecko,
      tak jak to robię codziennie, ale się powstrzymałam. Później oczywiście zaczęłam
      to wszystko rozpamiętywą i odechciało mi się iść.
      Może jednak powinnam, taka próba dla mnie, jak sobie poradzę z uczuciami. A
      może jeszcze za wcześnie na takie wyjścia (tzn. ja nie jestem gotowa?).
      A zarzut, że jestem przewrażliwiona i zazdrosna - tak, jestem. Najpierw o męża,
      teraz o syna. A jeszcze jedno - chora ambicja. Ja im wszystkim pokażę...
      wszystko sama... rozumiecie.
      Mąż mówi, że nie można zjeść ciastka i mieć ciasto... On jest mądrzejszy niż ja.
      • mama.igora Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:49
        no, mądrzejszywink
        Korzystaj z pomocy teściowej i nie marudź
        • anwa5 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 10:02
          dziewczyny - i jak wy w przyszlości oddacie swoje skarby synków obcym kobietom
          czyli waszym synowom? Bedziecie gorszymi teściówkami niz teraz macie!
      • zuzanna56 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 10:18
        Magda, jak tak piszesz o sobie to mam wrażenie ze to ja sprzed paru lat.
        Trochę mi przeszło. Trochę odpuściłam. Tylko ze moja teściowa nie jest
        specjalnie "dzika" na punkcie moich dzieci. Nigdy nam nie mówiła że mamy u niej
        zostawić dzieci na noc.
    • lila1974 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 09:58
      Chyba sama sobie odpowiedziałaś - problem bardziej leży w Tobie niż w teściowej.
      Nie wiem, czym jest spowodowane ale wiem, ze takie nakręcanie się wyrządzi
      krzywdę Wam wszystkim, a szczególnie Tobie i podejrzewam, że wkrótce i mężowi.
      Uwierz, wiem, co piszę, przyglądam się podobnemu problemowi z bardzo bardzo
      bliska sad
    • nenia1 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 10:41
      Według mnie masz silną potrzebę bycia ważnym. Nie czujesz się pewnie w swojej
      roli, podświadomie traktujesz teściową jak rywalkę - być może przypisując jej
      własne uczucia (np. chęć rywalizacji) - z obawy, że stanowi zagrożenie dla
      twojej pozycji jako żony i matki. Jesteś zazdrosna bowiem nie tylko o dziecko,
      ale i o męża.
      To dążenie do pokazania światu, że jesteś samowystarczalna, powoduje, że na
      próby zwykłej pomocy, jak choćby propozycja spania dziecka u babci, czy
      usypianie dziecka przez babcie, powoduje, że reagujesz złością, bo masz
      wrażenie, że tracisz kontrolę i wpływy, ktoś może przejąć twoją "działkę", a ty
      nie możesz na to pozwolić.
      Problem może wynikać z wcześniejszych przeżyć, poczucie niepewności,
      zagrożenia, może się wiazać z wcześniejszymi przeżyciami, które teraz rzutują
      na obecną sytuację.
      • magda762 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 11:04
        Masz rację, to chyba chorobliwa ambicja. Próba pokazania, że ja potrafię, że
        zrobię najlepiej. Tak, traktuję ją jak rywalkę - bo ona nią jest. Ciągle
        próbuje mi pokazać, że one potrafi to i to, że wychowała tyle dzieciaków (aż 3
        sztuki) a ja nic nie wiem - bo przecież to moje pierwsze dziecko. Do tego
        wszystkiego jestem jedynaczką ...
        Ani razu nie powiedziała mi, że coś robię dobrze, że jestem fajna mama itp. A
        ja tego bym chciała, tak, żeby mnie pochwaliła!!!
        Kiedy jej córka zrobiła ciasto - o, wtedy gadała o tym cały tydzień. Ale na mój
        temat cisza. Wiem, że to jest małostkowe i nieznaczące, ale co ja zrobię, że
        mnie to męczy.
        • lucerka Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 11:19
          magda762 napisała:
          > Ani razu nie powiedziała mi, że coś robię dobrze, że jestem fajna mama itp. A
          > ja tego bym chciała, tak, żeby mnie pochwaliła!!!

          Powiedz jej to. Jesli masz z tym problem to zadzwon do niej i powiedz, ze nie
          bardzo dajesz sobie rade ze swoimi odczuciami i po prostu opowiedz jej co
          czujesz. Kupa nieporozumien wynika z tego, ze ludzie ze soba nie rozmawiaja.

          Ja tez sie negatywnie nakrecam na tesciowa (a to taka strasznie mila kobieta). W
          ten weekend jedziemy tam w odwiedziny i zamierzam wylozyc kawe na lawe.
          • pade Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 11:51
            zgadzam się z lucerkąsmile
            nakrecasz się, rozpamietujesz, a wystarczy powiedzieć: mamo, chcę być
            najważniejsza w zyciu mojego dziecka, przynajmniej na razie, wiem, ze mi to
            później troszkę przejdzie, albo i nie, ale jestem zaborcza bo strasznie kocham
            swoje dziecko, moje pierwsze, sama mama rozumie. wiem, ze mama też je kocha i
            cieszę się z tego. ale na razie sama bym chciała wszystko przy nim robić.
            niemniej jednak na pewno przyjdzie taki czas, ze z przyjemnościa poproszę mamę
            o pomoc i będę za nią bardzo wdzięczna.
            Musisz to z siebie wyrzucić, mąż wie o Twoich emocjach, ale jego one właściwie
            nie dotyczą. Musisz to powiedzieć teściowej, odważ się, ulży Ci, naprawdę.
            Ja po 7 latach zaczęłam po kawałeczku wyrzucać z siebie to co mnie dręczyło.
            Uwierz, nie warto tyle czekać, to zżera od środka.
            jesli umiejetnie dobierzesz słowa, "zwalisz" odrobine winę na siebie
            (zazdrość , uczucia młodej matki) a jednocześnie delikatnie dasz jej do
            zrozumienia, ze nie podoba Ci się jej zachowanie, będzie w stanie przełknąć te
            pigułkę i nie powinna się obrazić. To oczyści atmosfere i będzie Ci lżej. Do
            nastepnego razu...smile))
        • nenia1 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 12:26
          Magda, jesteś na dobrej drodze, bo masz duży stopień samoświadomości, zdajesz
          sobie sprawę, że część uczuć wypływa z ciebie, podczas gdy gro osób, w takiej
          samej sytuacji jak twoja, obwiniałoby jedynie teściową, nie
          zauważając "własnego wkładu".
          Często się zdarza, że traktujemy teściową jak ... teściową, zaś same
          chciałybyśmy być traktowane jak jej własna córka, a nie jak synowa.
          Dla mnie oczywistym jest, że chwali własną córkę, a nie ciebie, bo to jej
          dziecko, które sama wychowała i zawsze łatwiej pochwalić własne dzieci, niż
          cudze.
          Istotniejsze jest właśnie to, dlaczego potrzebujesz by cię pochwaliła?

          Nie dopuszczaj do sytuacji, kiedy twoje poczucie własnej wartości będzie
          zależne od tego, kogo teściowa chwali. Wiadomo, że to miłe gdy chwalą, nie
          powinno to jednak doprowadzać do złości, czy poczucie niższości.

          W tej chwili musisz szukać oparcia głównie w sobie, niezależnie od tego czy w
          życiu (w dzieciństwie?) miałaś zbyt mało uwagi, czy akceptacji itd.

          Tworzysz własną rodzinę, masz własne dziecko, dla któego jesteś najważniejsza,
          i nie musisz tego udawadniać, ani bać się, że ktoś ci to zabierze.
          Jeśli będziesz ciągle walczyć, to stracisz energie na walkę, zamiast na
          cieszenie się dzieckiem, mężem, macierzyństwem, życiem, dniem codziennym, gdy
          jesteście razem, zdrowi, młodzi.

          Jeśli teściowa faktycznie dąży do tego o czym piszesz, to należy jest
          współczuć, bo jest osobą nieszczęśliwą, również niedowartościowaną, której
          czegoś brakuje i dąży w ten sposób, chorobliwy sposób, do uzyskania rzeczy
          jakich jej brakuje.

          Jeśli cię nie chwali, to pamiętaj, zawsze możesz pochwalić się sama, na pewno
          jest wiele rzeczy, które robisz świetnie, i ważne że ty to wiesz i twoi
          najbliżsi, teściowa nie jest ci potrzebna jako podpora twojego ja. Sama daj
          sobie przyzwolenie na odpoczynek, na relaks, na luz, nie musisz ciągle być
          najlepsza, bo kiedyś działo się coś, co zmuszało cię do bycia najlepszą.

          Teraz jesteś dorosła i jakie będzie twoje życie, zalezy od ciebie, a nie od
          teściowej.
    • weronikarb Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 10:45
      Ja lubie go zostawiaću mojej mamy, bo ona zdrowo do tego podchodzi.
      Przy mnie mówi że babcia do rozpieszczania, a mama do wychowywania.
      I tak jest, jak jestem u mamy to czuje ze JA jestem mama, zawsze moja mama
      odsyla malego do mnie z pytaniem czy mama pozwoli, albo idz do mamy jak wola.
      Podkresla na kazdym kroku ze to ja jestem mama i tam odpoczywam.
      A teściowa to juz inna bajka. Ona podkreśla że to jakoby ona była mamą tesciu i
      ona oczywiscie wnuczek mowia tylko przy mnie (kilka razy im sie wyrwalo synku).
      Tesciow na kazdym kroku pokazuje mi jak synek za nia przepada.
      Przyklad z wczoraj:
      wróciłam z pracy, poszlam po malego (ten oczywiscie nie chcial0, wzielam go i
      poszlismy do sklepu. Wrocilam n apodworku juz tesciowa, maly do niej i sila
      zanosilam go na gore, bo ona wyjezdzala. Ryk niesamowity, ktory slyszala.

      Po 2 godz. przychodzi do nas przynies 2 zl za chle co jej kupilam i co? I znowu
      wrzask, malego wziela na dol, pozniej on jej uciekl ,not to za 1 godz.
      przyniosla zupe i od nowa jazda

      Raz go wziela z dworu (szaro juz byl) w zeszlym tygodniu bo zmarznie (na dworze
      ok 25 stopni), i zaczela usypiac sad Spal u neij wtedy bo bylaby awantura ze
      strony syna
    • dido_dido Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 10:53
      Pamiętaj, dla swojego synka jesteś najwspanialszą mamą na świcie! A on zawsze
      będzie wiedział kto jest mamą a kto babcią.
      To bardzo dobrze, że widzisz ten problem, że próbujesz go zanalizować, popatrzeć
      z boku i być obiektywną. Pewnie dzięki temu łatwiej przez to przejdziesz. A za
      jakiś czas to wszystko minie. Życzę wszystkiego najlepszego i ułożenia stosunków
      z teściową. Za jakiś czas Ty też nią będziesz!
      Iwona
    • magda762 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 11:07
      Wiecie co, w sumie to fajnie, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Dobrze
      wiedzieć, że ktoś ma podobne problemy z samym sobą.
      Mam nadzieję, że z czasem mi to przejdzie.
      • pade nie przejdzie 10.08.06, 12:13
        nie przejdzie tylko się skumuluje
        łyknij sobie cos dla kurazu, wyobraźć sobie przebieg całej rozmowy, przemysl
        wszystko dokłądnie, a potem wyrzuć to z siebie!
        najpierw dwa, trzy zdania, potem pójdzie łatwiej
        Czy zdajesz sobie sprawe z tego, ze nierzadko wszelakie uczucia, emocje widać
        na twarzy? ze teściowa może te Twoje grymasy odczytywać w sposób dowolny? I
        wyrabiać sobie swoje własne zdanie na Twój temat?
        po co te niedopowiedzenia?
        Tesciowa to nie królowa angielska, to po prostu matka męża, starsza od nas,
        doświadczona kobieta. Co nie znaczy, ze nie może usłyszeć czasem kilku słów
        prawdy. Od tego jak je przyjmie będa też zależały Wasze dalsze układy. Jesli
        się obrazi , pozostanie Ci robic swoje i przestać się przejmować.
    • nisar Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 12:03
      Wiecie co, albo Wy jesteście szalone, albo ja.
      Może dlatego, że moja teściowa (jak jeszcze żyła ofkors) to miała moje dziecko
      głęboko w duszy. Teść takoż. Więc z mojego punktu widzenia, babcia szalejąca za
      wnukiem to skarb nieopisany.
      Ja już powoli zaczynam myśleć o swoich wnukach (wiek jak najbardziej po temu) i
      powiem szczerze że jakby mi wnuka dawano z łaski na ręce to by mi było
      cholernie przykro. Babcia to babcia, wiadomo, ma się trzymać mojej linii
      wychowawczej, nie rozpuszczać tam, gdzie ja uważam że powinna być dyscyplina
      itd. Ale reglamentowanie babci kontaktu z wnukiem jest nie fair. Również wobec
      dziecka. Robicie im krzywdę, bo dziecko co innego otrzymuje od rodziców, co
      innego od dziadków i do najlepszego rozwoju potrzebuje jednego i drugiego.

      A co do wołania mamo do babć, po pierwsze odebrałabym to jako dowód
      przywiązania dziecka do mnie, po drugie też by mnie szlag trafił gdyby babcia
      na to reagowała "chodź mamusia ci da", ale po prostu bym powiedziała "mamo,
      może jestem głupia, ale sprawia mi to przykrość jak tak robisz, czy mogłabyś to
      dla mnie zrobić i nie mówić w ten sposób?" I tyle. A z niektórych Waszych
      wypowiedzi przebija pewność, że babcia robi coś złośliwie. Nie rozumiem, czemu?
      • pade nisar 10.08.06, 12:08
        czemu? to jest właśnie przykład pokręconej czasem babskiej psychiki
        ja tez tak mam i inne widac też mają, więc nie jest to jakis ewenement na skalę
        światowąsmile))
    • suger_mouse Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 18:24
      Magda,

      a ja z kolei odnoszę wrażenie, że Ty masz wyolbrzymione poczucie winy. Piszesz:
      "Wkurzają mnie różne jej zachowania typu: trzyma go na rękach i mały wyciąga
      do mnie ręce - od razu wychodzi z pokoju, żeby mnie nie widział. Dobijają
      mnie te teksty: "o, zobaczył mamę" powiedziane z przekąsem. Albo mały
      raczkuje ewidentnie do mnie, a ona: "idzie do szafki"."

      Przecież to SĄ wkurzające zachowania. Piszesz też, że teściowa ciągle daje Ci do
      zrozumienia, że ona potrafi wychowywać dzieci, a Ty się na tym nie znasz. Z
      lektury tego forum znam ten typ teściowej-babci, która wszystko wie lepiej, wnuk
      to dziecko JEJ syna, a smarkula synowa trafiła się po drodze, żeby posłużyć za
      inkubator (no, celowo troszkę przejaskrawiam smile

      Ja odnoszę wrażenie, że te zachowania teściowej budzą w Tobie zazdrość i
      niechęć, i pragnienie pilnowania swojego terytorium - ale ponieważ, podejrzewam,
      jesteś wrażliwa i niepewna siebie, to od razu szukasz winy w sobie. I popatrz -
      napisałaś, że masz problem z samą sobą, i wiekszość dziewczyn od razu założyła,
      że tak jest. Prawda jest taka, że jak będziesz traktować samą siebie - tak Cię
      będzie traktować całe Twoje otoczenie. A przecież to, że się wkurzasz np. w
      sytuacji, kiedy teściowa zabiera malutkie dziecko do innego pokoju, kiedy ono do
      Ciebie wyciąga ręce - jest jak najbardziej słuszne! Myślę, że prawie każda mama
      by się wpieniła! I do tego wcale nie trzeba być zazdrosną i zaborczą mamą!

      Więcej pewności siebie smile
      • haganna Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 22:22
        Brawo suger_mouse! I o to w tym wszystkim chodzi!
        Ja też miałam podobne odczucia w stosunku do teściowej.
        Wiecie kiedy mi przeszło? Jak przestała być zaborcza, rzucać się wręcz na
        dziecko i pohamowała swoje instynkty macierzyńskie skierowane do MOJEGO/naszego
        dziecka. Przeszło teściowej po tym, jak pobyła z Małą i z mężem sama przez
        tydzień - spokorniała bardzo. I nareszcie liczy się z moim zdaniem.
        • a_pola Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 23:43
          to chyba jakas patologiasmile u mnie to samo, na poczatku wogole nie dopuszczalam
          jej do Polki ,bylam zazdrosna i juz...ale z czasem troche odpuscilam, a babunia
          przypuscila szturm: jak Pola ewidentnie szla do mnie wolajac mama, babcia
          podbiegala i cap ją na ręce i odwrot z krzywym tekstem" mama nam
          niepotrzebna"..., zanim Pola zaczela mowic mama, caly czas ją tego uczyla,
          chociaz wprost ...powiedzialam,ze to ja powinnam jej sie kojarzyc z tym slowem i
          jak czuje misję to niech ją uczy mowic "baba" - zignorowała to i dalej jak
          najeta powtarzala mama mama mama, a we mnie wzbierala chec na przegryzienie jej
          aorty...karmienie dziecka zupkami przywiezionymi przez siebie ,a moje wylewane
          byly do zlewu , bo nie byly na cielecince to byl standard / przez ponad dwa
          miesiace przyjezdzala codziennie, bo ja konczylam studia , wykanczalam dom i
          walczylam z robotnikami / ...i ten jej radosny usmiech gdy Pola idzie do niej i
          nie chce przyjsc do mnie czy do męża... moglabym pisac bez konca, ale czy komus
          chcialoby sie czytacsmile)

          najgorsze jest to,ze udaje cicho ciemna i wszystko robila / juz nie robi, bo jej
          robie kwarantanny / z troskliwą miną niewiniątkasmile
    • kasik751 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 10.08.06, 23:52
      Ja tez z sie zgadzam z suger_mouse.
      Emocje, ktore przezywasz sa negatywne, ale nie sa bezpodstawne. Tesciowa daje
      Ci podstawy do takich uczuc, bo jej zagrywki sa niefajne i naleza wlasnie to
      typu zachowan swiadczacych o checi, moze i nieswiadomej, ale jednak, przejecia
      kontroli nad sytuacja.
      To nie musi znaczyc, ze tesciowa jest zlym czlowiekiem i nalezy ja
      zdyskwalifikowac, nie ma co popadac w skrajnosci, ale zdecydowanie nie jest do
      konca w porzadku i akurat trafila w Twoj slaby punkt, czyli brak pewnosci
      siebie.
      I to jest chyba ten Twoj problem. Gdybys byla pewna siebie rozprawialabys sie z
      takimi sytuacjami w 5 sekund i to z usmiechem na twarzy i tesciowa natychmiast
      stracilaby motywacje, a w kazdym razie uprawialaby te sztuczki z mniejsza
      pewnoscia siebie.
      A Ty zdaje sie nie reagujesz tylko cierpsz w milczeniu, prawda?
      Mozesz miec takie mysli, ze ja nienawidzisz, bo czujesz sie bezradna. Pewnie
      chcialabys, zeby najzwyczajniej w swiecie przestala juz.
      Ale to moze nie nastapic. Raczej tesciowa nie ma sobie nic do zarzucenia, wnuka
      kocha, wiec o co chodzi.
      W takich relacjach granice sa plynne i bardzo cienkie i niewiele osob radzi
      sobie z nimi doskonale i z wyczuciem, dlatego w tak wielu rodzinach sa te
      tarcia i rywalizacja.
      Nie zgadzam sie z pogladem, ze czyjas tam tesciowa w ogole sie wnukiem nie
      interesuje i Ty jakoby nie doceniasz dobroci i staran swojej. To nie jest tak,
      ze lepsze byle co albo cos niefajnego niz nic. Nie w takich prywatnych
      ukladach, a wrecz intymnych.
      • magda762 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 11.08.06, 07:34
        Dzięki wielkie dziewczyny. To naprawdę pocieszające, że ktoś czuje podobnie i
        rozumie mnie.
        Myślicie, że jestem zbyt mało pewna siebie? Kurcze nie pomyślałam o tym
        wcześniej. Każdy kto mnie zna pewnie by się zdziwił. Należę do
        tych "wyszczekanych" co potrafią ochrzanić, powiedzieć co mi w duszy gra itp.
        Jestem już dużą dziewczynką (30 lat), mam fajną, ciekawą pracę - dostałam
        awans!!! Radzę sobie super z innymi ludźmi, tylko teściowa to dla mnie
        problem... Czemu?

        Wczoraj byliśmy na imprezie, ona uśpiła małego - wszystko było OK. Ze mną też.
        Jestem zadowolona, że w końcu gdzieś wyszliśmy (pierwszy raz od urodzenia
        Michała - 11 m-cy)

        Jak się wygadałam to mi lepiej, świat już nie jest szary, a ludzie (np.
        teściowa) tacy beznadziejni.
        Wiecie czego mi brakuje? - poczucia humoru... Zeby śmiać się z tego
        wszystkiego, bo to są bzdury, a teściowa (lub ktokolwiek inny) nie jest wart
        mojego zdrowia.

        Ciekawe jak zareaguję następnym razem, a on nastąpi napewno...
        Pozdrawiam Magda
        • mamapodziomka Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 11.08.06, 11:39
          Przylacze sie do grupy "odpusc" sobie i tesciowce. Nie ingeruj tak czesto w
          zwiazek dziecka z babcia, jesli nie dzieje mu sie ewidentna krzywda. Oni maja
          prawo do autonomii tego zwiazku. Babcia pragnie kontaktu z dzieckiem, chetnie
          Wam pomaga opiekujac sie mlodym, biorac na noc, chociaz przeciez wcale nie musi,
          prawda? Nakrecajac siebie pozwalasz, zeby konflikt eskalowal. Im mniej chetnie
          dzielisz sie z nia dzieckiem, tym bardziej ona walczy. Ale to jest rywalizacja
          kosztem dziecka, niezaleznie od tego ktora z was "wygra".

          A ze twoja tesciowka Cie nie chwali... No coz. To twoj maz jest jej dzieckiem,
          nie Ty, niestety. Jestes fajna duza dziewczynka i mama i wcale tych glaskow od
          tesciowki nie potrzebujesz smile A zreszta czy ty ja chwalisz? Ze sie fajnie malym
          zajela, ze moglas odpoczac, ze sobie z wnukiem fajnie radzi? Zakladam
          oczywiscie, ze jej dziekujesz, ale jak? Sprobuj moze raz deeskalacji. Kup
          tesciowce maly prezent bez okazji i daj odbierajac od niej malego. Powiedz, ze
          jestes jej wdzieczna i ze sobie razem wszyscy swietnie radzicie - ona, Twoi
          rodzice i Ty. Moze akurat zadziala?

          Pozdrowienia
          Gosia
    • olushia Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 12.08.06, 11:21
      Jakbyś opowiadała o mnie z tym jednym wyjątkiem,że moja teściowa naprawdę
      mogłaby skrzywdzić moje dziecko.Jest nałogową palaczką(teść również) i za
      każdym posiedzeniem wypala paczkę ( na przemian z teściem, tak że nie ma nawet
      chwili przerwy aby sobie odetchnąć), ale ona nie widzi w tym nic złego pali
      gdzie chce kiedy chce itd. Oboje wiedzą, że mam uczulenie na dym z papierosów(
      duszę się, sinieje i przestaję oddychać,aby nie wciągać dymu, ale nawet wiedząc
      o tym potrafiła palić przy mnie w ciąży( bo przecież nic sie nie stanie ona jak
      była w ciąży to paliła itp). Z trudnością wyegzekwowałam, aby nie paliła przy
      dziecku, wychodzi na balkon, ale zaraz potem bierze dziecko i chucha mu w
      buźke ( nie moge na to patrzeć). Gdybym nic nie mówiła to jestem pewna ,że
      paliłaby przy dziecku. Poza tym ten brak higieny np. mały dopiero się urodził i
      przyszliśmy do domu ta zaraz bierze nożyczki i chce małemu paznokcie obcinać,
      mówie,żeby zdezynfekowała nowe nożyczki, ale nie bo ona tego nigdy nie robiła,
      bierze nożyczki i próbuje na własnych paznokciach, później na dziecka jak to
      widziałam to mnie zbierało , ale nic nie powiedziałam później dziecko miało
      ropień, później karmienie dopiero od kilku dni rozszerzałam dziecku delikatnie
      diete, a ta mu pcha do buźki murzynka( na moje stanowcze nie w ogóle nie
      reaguje), bo ona dawała i wychowała 5 dzieci( to jej koronny argument).Czasem
      myśle,że też się nakręcam i może mam sobie troche odpuścić.Myśle,że kocha
      małego,ale jak się kogoś kocha to mu sie chyba nie chce zrobić krzywdy, a jej
      trzeba na każdym kroku pilnować i też cały czas mówi o tym pobycie u niej o
      nocowaniu itp. Chciałabym móc jej zaufać abym mogła zostawić u niej dziecko,
      ale po prostu nie potrafię. Może przesadzam, ale dziecko jest dla mnie
      najważniejsze
      • karola2314 Re: mój problem - teściowa... lub ja sama... 12.08.06, 11:54
        u mnie było tak samo,wsumie cały czas tak jest(synek ma 19 miesiecy),choc teraz
        juz sie tym wszystkim nieprzejmuje,cos mi sie niepodoba to ide do domu,tesciowa
        non stop cos do mnie ma juz nietylko chodzi o malego,o to ze do pracy
        niepójde,ze poszłam na studia,ze karmie synka piersia,i wogóle,ale mnie to
        zwisa,ma ochote niech pogadawinka ja nie słuchamsmile
Pełna wersja