Dodaj do ulubionych

przynieś,wynieś,pozamiataj...

29.08.06, 11:43
mam sprawe...czy wy też macie tak z mężami lub nie-mężami,że jak posługiwacz
wszystko robicie,a on po pracy tylko na kanapę lub przed kompa chyc i sobie
odpoczywa?
może najpierw sprostuję swoją sytuację życiową:jesteśmy po ślubie ponad 3
lata,mamy 2 dzieci,ja nigdy nie pracowałam.zawsze zajmowałam się domem i
dziećmi.nic innego tylko gary,sprzatanie i dzieciaki.do pracy nie pójdę bo
nie ma kto się zająć maluchami.brakuje nam kasy,gdyby nie teściowie to byśmy
niewydolili.cały czas są kłótnie,to o kasę to o komp(żę za słaby itd.)a ja
mam powolutku tego dosyć.mąż sobie myśli tak,że ja siedzę w domu i książki
czytam i się opieprzam.ja nawet siku czasami nie mam czasu zrobić.jak wraca
do domu to nic nie robi,dzieci całuje i tyle z jego ojcostwa!trzeba byc cicho
bo ON jest zmęczony po pracy,a ja nie jestem,ja mam stalowe ramiona i
niewiadomo ile siły...
napiszcie czy też tak macie i ewentualnie jak z tym walczycie!
dzię ki chociaż tu mogłam się wyżalić!!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • bri Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 11:48
      Oczywiście mąż też powinien się w domu udzielać ale nie widzę sposobu, żeby go
      do tego nakłonić w obecnej sytuacji.

      Proponuję dzieci do żłobka/przedszkola a Ty do pracy. Może finansowo wyjdzie na
      jedno ale przynajmniej mąż nie będzie miał wymówki od prac domowych i
      zajmowania się dziećmi. A Ty wyjdziesz do ludzi i trochę Ci się perspektywa
      życiowa zmieni.

      Ale oczywiście można też czekać aż się Wam małżeństwo naprawdę rozwali
      • duza_zonka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 11:51
        Proponuję dzieci do żłobka/przedszkola a Ty do pracy.
        ...czyli mam zarabiać na przedszkole...i dalej będę po łbie dostawać że kasy do
        domu nie przynoszę!!!!
        można i tak
        jak widac tak źle i tak niedobrze!
        ale dzięki!
        • sowa_hu_hu Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 11:53
          współczuję mężą...
        • mama.tadka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 11:54
          Zarabialabyś nie tylko na przedszkole, ale i na swoją przyszlą emeryturę. To
          też się liczy.
        • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 11:56
          A mąż na przedszkole/żłobek by nie zarabiał? Przecież to jego dzieci.
          Sprobuj iść do pracy wtedy masz szansę na niezależność. Tak jak teraz nie masz
          żadnego pola manewru, możesz się skarżyć a i tak Cię facet oleje.
          • duza_zonka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:02
            tyle tylko,że mąż dużo nie zarabia,jak wcześniej pisałam teściowie nam dają na
            życie(jak brakuje).wynajmujemy mieszkanie więc dużo kasy na to idzie...więc
            praktycznie cała moja pensja pójdzie na przedszkole!kurde nie wiem co mam
            robić...życ się nie chce!
            • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:04
              Eee... nie chcę być niegrzeczna ale myśleliście o finansach planując dzieci czy
              były to typowe wpadki?
              Założenie, że matka dzieciom zajmuje się owymi dziećmi i domem można realizować
              jak kasy jest nadmiar a pan zarabia i nie kwęka. W innym przypadku lepiej
              pracować dla własnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego.
          • mama.tadka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:09
            Pracując, masz jakies mozliwości na podwyżkę, a nie pracując - nie. To proste.

            Też kiedys pracowalam "na opiekunkę" (dostawalam stypendium doktoranckie 800
            zl, opiekunka nas kosztowala 700), ale teraz dzięki tej pracy zarabiam więcej.
            Więc w ogólnym rozrachunku czasem sie oplaca popracować "na przedszkole", zeby
            potem odbić. A nie tylko marudzić smile
        • ula_max Jestem na tym forum 29.08.06, 12:02
          trzeci rok i zawsze jak pojawiają się takie posty zniewolonych żon pada
          propozycja: "Proponuję dzieci do żłobka/przedszkola a Ty do pracy"
          I zawsze odpowiedź zniewolonej żony "czyli mam zarabiać na przedszkole..."
          Krew zalewa. Kobieto a gdzie się Ty uchowałaś?
          Skoro jestem tu już trzeci rok to napiszę tak jak od trzech lat piszą tu emamy:
          1 . Widziały gały co brały
          2 . Jak się nie ma kasy, perspektyw i możliwości to się dzieci nie robi
          3 . Jak się chciało być panią domu (czytaj nie pracować i być na utrzymaniu
          męża, uwaga nie napisałam : kurą domową!) to trzeba było wyjść za mąż za
          bogatego faceta, którego stać by było na utrzymanie oprócz żony jeszcze
          kucharki, sprzątaczki i niani.
          4 . Możesz jeszcze męża z dziećmi sam na sam zostawić na parę godzin ... ale
          wtedy też po łbie dostaniesz.
          • duza_zonka Re: Jestem na tym forum 29.08.06, 12:05
            na tym forum jestem od niedawna anie 3 rok,nie musisz mnie atakować...mam
            nadzieję że sie wyżyłaś...
            • ula_max Re: Jestem na tym forum 29.08.06, 12:07
              prawda w oczy kole, nie trzeba się wyżywać.
          • triss_merigold6 Re: Jestem na tym forum 29.08.06, 12:06
            To samo napisałam wyżej tylko uprzejmiej.D
            Nie masz kasy = nie robisz dzieci. Jak już masz jedno to nie zachodzisz w
            kolejną ciążę tylko idziesz do roboty. Proste.
            • ula_max Triss 29.08.06, 12:08
              "To samo napisałam wyżej tylko uprzejmiej" a ja napisałam nieuprzejmie?
              • triss_merigold6 Re: Triss 29.08.06, 12:10
                YYy... jakby to... bardziej dobitnie napisałaś.D
                • duza_zonka Re: Triss 29.08.06, 12:12
                  wiecie co dzięki za te wszystki uwagi...nie będę więcej marudzić..sory,że
                  zawracam wam głowę.przecież macie ciekawsze tematy do obgadywania!
                  jeszcze raz dzieki!
            • duza_zonka Re: Jestem na tym forum 29.08.06, 12:10
              wiedziałam,że atak będzie z każdej strony...ciekawą sprawą jest to,żę na innych
              forach się pisze o was per. ŻMIJE...sparawdza się to...w życiu tak bywa,że
              pojawiają sie dzieci..i trzeba ten krzyż nieść..ale nie trzeba od razu tak
              krytykować..z resztą nie ważne...co bym nie napisała to i tak bedziecie kąsać..
              nie wszyscy mają tak życie poukładane jak co po niektóre z was...
              • mama.tadka Re: Jestem na tym forum 29.08.06, 12:12
                smile)))

                To spróbuj sobie zycie poukladać, a nie tylko o krzyzu mówić smile
              • triss_merigold6 Re: Jestem na tym forum 29.08.06, 12:13
                Poczekaj, poczekaj... Ula jeśli już to nie ze żmij.
                Współczuję Ci niefajnych układów z mężem ale do cholery dzieci nie wzięły Ci
                się z niepokalanego poczęcia. Mogłaś z drugim zaczekać aż znajdziesz pracę i
                odbijesz się finansowo. Nie rozumiem dlaczego zakładasz, że zarabiałabyś tylko
                na przedszkole... dość sporo ludzi zarabia przyzwoicie.
                To, że niektórzy mają poukaładane życie zawdzięczają nie ślepemu losowi tylko
                RÓWNIEŻ swoim działaniom i planowaniu.
    • chloe30 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:16
      Duza_zonka, mała_zonka - wysyp zoneczek mamy.
      • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:18
        No, z autodefinicji laska jest żonką to trudno się dziwić takim klimatom.
        • elf1977 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:26
          Chyba się chciałaś głównie poskarżyć. No cóż, czasem, choć boli, trzeba
          próbować zanleźć sposób. Jeśli nie chcesz pracować, musisz się pogodzić z tym,
          że mąż uważa się z pana i władcę kasy, któremu należy się wszystko. Ja wracam
          po 14 miesiącach do pracy i choć mąż raz na czas starł się mi pomóc, sama
          starałam się go dociążyć z obowiązków dmowych w tygodniu (poza weekendem), bo
          widziałam ,że miał dość, wracając po 12 godzinach. Ale teraz ja również będę
          pracować, więc od początku potrzaba rozdzielić obowiązki domowe. Nie ma się co
          czarować, po polowie to nie będzie, tak czy siak, kobieta przeważnie więcej
          pracy ma w domu, nawet jeśli mąż jej pomaga.
          Tłumaczenie, że zarobisz na przedszkole, chyba nie jest do końca prawdziwe,
          wszak istnieją przedszkola publiczne, w których opłaty nie są aż tak wysokie. A
          więc? Chcesz tylko ponarzekać na męża, czy spróbować zrobić coś ze swoim życiem?
          Wiem, że Ci cieżko, ja na przykład na urlopie wychowawczym w ogóle się nie
          odnalazłam. Może jednak warto spróbować, w końcu nie zawsze będzie źle...
          Życzę powodzenia i podjęcia jakiejś sensownej decyzji.
      • mysia-mysia Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:18
        w ogóle dziwne się rzeczy dziś tu dzieją
        • duza_zonka Re: tak na marginesie... 29.08.06, 12:20
          Kaśka jestem,a nie Ula
          tak dla sprostowania!
        • sowa_hu_hu Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:24
          a ja nie rozumie twojego nastawienia.mnie też laski nieraz zjechały , ale nigdy
          nie stwierdziałam ze są żmijami...
          duzo racji mają i tyle.
          na pewno nie jest ci łatwo i trudno ci podjąć jakieś dzialanie , jakąś
          decyzje... ale prawda jest taka ze tylko ty mozesz cos zrobic , liczyc na
          siebie , tylko ty mozesz zmienic swoją sytuacje bo jak widac na meza nie masz
          co liczyc...
          a dziewczyny wcale nie były złośliwe... więc czemu sie oburzasz???
    • wiewioreczka3 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:30
      tak na sam poczatek to napisze ze faceta wychowuje sie jako meza 7 lat, pozniej
      to bedzie lipasmile takze jeszcze masz 4 tylko trzeba cierpliwosci i konsekwencji.
      druga sparawa jest taka: zycie teraz nie jest tak latwe niestety, nie chcac
      nikogo obrazac ale wczesniejsze posty swiadcza o tym jak to fajnie jest byc
      bogatym i miec wszystko zaplanowane. zazdroszcze! u mnie tez tak prosto nie jest
      ale fakt jest faktem ze mimo wszystko trzeba sie rozwijac. nie mozna wciaz
      siedziec w domu z dziecmi. trzeba isc do ludzi, a wt woim przypadku pracy, jakis
      kurs doksztalcajacy itp. poza tym obowiazki domowe powinny byc obowiazkiem
      obydwojgu, w twoim przypadku maz nie musi prac, gotowac, itd ale niestety jest
      ojcem i to ze przychodzi po pracy wielce zmeczony to jego nie usprawiedliwia.
      matka i ojcem jest sie 24 h na dobe. i to powinnas konsekwetnie, cierpliwie
      wpajac biednemu spracowanemu mezusiowi. wierz mi u mnie sielanki tez nie bylo,
      ale przez 3 lata jak jestesmy razem to jakos powolutku wpaja mu sie jak to
      powinno sie razem tworzyc rodzine. na koniec powiem ci jeszcze: nie daj sie
      dziewczyno jemu podporzadkowac, jestes wazna osoba. odwalasz kupe roboty. i to
      powinnas wciaz mu mowic i uzmyslawiac. na poczatku moze to konczyc sie klotniami
      i tymi podobnymi ale mysle ze powinno to poskutkowac (u mnie tak bylo, a maz tez
      nie nalezy do latwych ludzi). pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki
      • linka9 trochę empatii 29.08.06, 12:38
        Duża _zona dzieciaczki ma jeszcze malutkie. Nie dziwmy sie, że chciałaby się
        nimi zająć. Nie atakujcie ją, bo tu widać kilka probemów.

        1) Możemy współczuc męża. Nawet, jak żona pójdzie do pracy problem "podaj,
        przynieś, pozamiataj"- zostanie.

        2)Facet, który np pracuje 8 godzin i zarabia tyle, że rodzina ledwo egzystuje (a
        praktycznie nie jest w stanie przezyć), a w zamian wymaga pełnej obsługi przy
        sobie i dzieciach to pomyłka!

        3) Jak forsy brakuje, trzeba szukać rozwiązań (i tu zona też musi sie przyłozyć,
        a nie tylko wymagać!). Trzeba jednak wziąc poprawke na naszą rzeczywistość
        (możliwości zarobkowania, choroby dzieci itp), a dobijanie leżącego (matki z
        małymi dziećmi) niewiele tu pomoże.
        • triss_merigold6 Re: trochę empatii 29.08.06, 12:42
          Jedyna rada to szukanie i znalezienie pracy. Widzisz inne rozwiązania? Facet ma
          ją w dupie, bo jest kompletnie zależna. Od 2003 roku chyba zdążyła się
          zorientować jak stoją finansowo i jaki małżonek jest na co dzień więc czemu
          drugie dziecko?
          • lena99 Re: trochę empatii 29.08.06, 12:46
            triss_merigold6 napisała:

            > Jedyna rada to szukanie i znalezienie pracy. Widzisz inne rozwiązania?

            Może jeszcze poszukac innego faceta tongue_out

            • triss_merigold6 Re: trochę empatii 29.08.06, 12:50
              Znalezienie faceta jak się ma trzylatka i roczniaka u spódnicy, nigdzie nie
              wychodzi i nie ma grosza przy duszy należy do kategorii CUDA. Owszem zdarzają
              się ale szczególnie bym nie liczyła.P
              • lena99 Re: trochę empatii 29.08.06, 12:58
                Owszem byłby to cud, ale zmiana faceta autorki "na lepsze" (napiszę oględnie)
                to też nielichy cud byłby. Nie wiem czy nie wiekszy big_grin
                • triss_merigold6 Re: trochę empatii 29.08.06, 13:06
                  CUDA typu "dzwonek do drzwi a tam przystojny, czuły i hojny biznesman mówiący -
                  szukałem ciebie całe życie" podobno się zdarzają ale przemiana tyrańskiego
                  buraka w empatycznego męża i dobrego ojca to nie w tym kosmosie.
                  • lena99 Re: trochę empatii 29.08.06, 13:10
                    Co prawda to prawdasmile))

                    Dlatego proponowałam wyżej poszukanie nowego, lepszego, normalnego gościa, bo
                    na zmianę u obecnego nie ma co liczyć.
          • linka9 Re: trochę empatii 29.08.06, 13:02
            triss_merigold6 napisała:

            > Jedyna rada to szukanie i znalezienie pracy. Widzisz inne rozwiązania? Facet
            ma ją w dupie, bo jest kompletnie zależna.

            Tu masz rację. Weź jednak poprawkę na to, że czasami ktoś ma ochotę się wyżalić,
            potrzebuje wsparcia, a bywa, że dosadne przyłożenie zamiast dodać energii
            odbierze ją. A potrzeba jej wiele, chociażby na zorganizowanie opieki nad
            dziećmi podczas poszukiwania pracy. A gdyby nie udało jej się znaleźć pracy
            przez jakiś czas, to jest to powód do braku szacunku ze strony męża?

            > Od 2003 roku chyba zdążyła się
            > zorientować jak stoją finansowo i jaki małżonek jest na co dzień więc czemu
            > drugie dziecko?

            Załóżmy, że są to czysto retoryczne pytaniasmile
            • duza_zonka [...] 29.08.06, 13:09
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • swinka-morska Re: trochę empatii 29.08.06, 13:19
                To nie marnuj energii na noszenie krzyża, przecieranie oczu i zazdroszczenie,
                tylko weź się za swoje życie.
        • duza_zonka Re: trochę empatii 29.08.06, 12:44
          dzięki za słowa otuchy chociaż wy jesteści normalne dziewczyny...
        • ula_max Re: trochę empatii 29.08.06, 12:50
          tak kopanie leżącego nie jest fair.
          Ale głaskanie po głowie osoby która boi się wziąść odpowiedzialność za swoje
          życie, ba! za przyszłość malutkich dzieci! (skoro je w to już wmieszłyśmy) dla
          mnie to bezmyślność i głupota.
          A współczuć jej współczuję oj bardzo, tylko nie męża, nie życia a jej
          niezaradności.
          • linka9 Re: trochę empatii 29.08.06, 13:10
            ula_max napisała:

            > tak kopanie leżącego nie jest fair.

            ciepło, ciepło ...smile

            > A współczuć jej współczuję oj bardzo, tylko nie męża, nie życia a jej
            > niezaradności.

            I dlatego tak dosadnie i konkretnie się wyrażasz, "rzeczowo" radzisz, aby
            poczuła, że jest niezaradna ...
            Tylko komu to ma pomóc: jej czy Tobie?

            • ula_max Re: trochę empatii 29.08.06, 13:16
              "Tylko komu to ma pomóc: jej czy Tobie?"
              Teraz to chyba tylko Tobie.
              • linka9 Re: trochę empatii 29.08.06, 13:52
                ula_max napisała:

                > "Tylko komu to ma pomóc: jej czy Tobie?"
                > Teraz to chyba tylko Tobie.

                Jasne: samozadowolenie z dobrego uczynkuwink

                Ale rozumiem, że inni czerpią satysfakcję z kopania...

                • ula_max Re: trochę empatii 29.08.06, 13:57
                  "Ale rozumiem, że inni czerpią satysfakcję z kopania..."
                  hmmm ....piłki... ogródka ... wiem! ... ziemniaków???
                  Wyluzuj samarytaninie...
                  • linka9 Re: trochę empatii 29.08.06, 14:10
                    ula_max napisała:

                    > Wyluzuj samarytaninie...

                    Dzięki za uznaniewink Jam wyluzowana, a niech tam, skorzystam z rady i jeszcze
                    pogłębnię luzwink Zadowoloana? Dowarościowana?
    • blou1 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:54
      Partner leń i egoista forum poczytaj.
      • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 12:58
        Przecież zamknęłyście.D Szkoda, bo czytywałam z masochistyczną przyjemnością.
        • sowa_hu_hu Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:02
          czyli jestem nienormalna....
    • blou1 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:12
      Jak bumerang wraca stierdzenie, brak kasy nie pozwalaj sobie na drugie dziecko.
      A wiecie, jak płachta na byka to na mnie działa. Dziewczyna zachodzi w ciążę co
      rok? Dwójka to jakieś straszne obciążenie finansowe? Ja mam dwoje i to z
      dwuletnią różnicą wieku i co? Kasą nie śmierdzimy, wystarcza na życie a że
      dwójka to super. Mądre, poukładane, pracujące, ba spełniające się zawodowo
      mamy. Super że wam się układa. Nie każda jest taka rezolutna, zorganizowana
      życiowo, poukładana i mobilna zawodowo. I co, skopać te mniej zaradne?
      A co do znalezienia pracy, też szukam i nic. Nie mam mamy ani teśców do pomocy.
      Sam fakt wyjścia na rozmowę o pracę to kombinowanie z opieką nad dwójką, że o
      lekarzu nie wspomnę. Oczywiście że z czase wszystko można poukładać, najgorszy
      jest początek. I po to właśnie tutaj piszemy, nie chcemy być klepane po
      ramieniu, chcemy czasem słowa otuchy i zachęty, i wyżalenia się. Czy to złe że
      nie ma się kobieta komu wygadać?
      Ps. Zonka zajrzyj na pocztę, zaras coś naskrobię.
      • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:29
        Ekhem, ja także nie mam mamy ani teściów do pomocy.wink
        Z dwójką jest organizacyjnie trudniej (nie tyle o koszty chodzi co o tę
        organizację czasu i mobilność) więc zanim ktoś się zdecyduje na kolejne dziecko
        to mogłby poukładać sprawy finansowe i zawodowe. A robienie sobie drugiego
        dziecka z takim facetem jak opisany to zwykła głupota.
        • sowa_hu_hu Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:34
          zgadzam sie z triss , aczkowliek to co sie stało to sie nie odstanie...
          teraz dziewczyna powinna zebrac wszystkie siły i jakoś to zycie zacząć
          układać... bo jak nie to wpadnie jeszcze w jakąs depreche...
          ja naprawde współczuje sytuacji... no i z takim facetem to ja bym raczej nie
          wytrzymała...
          chciala rad to je dostała...
          bo cóż innego można w takiej sytuacji poradzić...?
        • andromeda_pana_tadka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:47
          triss salomonie,
          kobiety sa rozne. nie wszystkie od razu potrafia przejrzec na oczy, zbuntowac sie i sprzeciwic sytacji w
          malzenstwie. zonko to zrobila po ilus tam latach. moze chce sie tylko wyzalic. ale moze bedzie to
          poczatek aby chciala cos wreszcie zmienic. moze wlasnie tyle czasu bylo jej na to potrzeba. ilsc czieci nie
          ma tu nic do rzeczy.
          a teraz TY napisz ile czasu potrzebowalas aby uwolnic sie z poprzedniego zwiazku, w ktorym maz cie
          zdradzal i nie bylo ogolnie fajnie. napisz ile czasu zabralo ci aby posadzic pupe na tym stolku, z ktorego
          tak wszystko latwo oceniac.
          • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:57
            Qrde, niech policzę... rok mniej więcej a od wyprowadzki eksia do rozwodu pół
            roku ale dzieci nie było.wink Gwoli ścisłości to obydwoje mieliśmy jazdy na boku
            i akurat nie to było przyczyną kwasów.D Ale ja zawsze miałam wyjscia awaryjne
            w postaci własnego lokalu, pracy, znajomych naokoło a tu panna pisze, że nigdy
            nie pracowała.
            • andromeda_pana_tadka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 14:11
              Jezeli za rok zonka wysmaruje identyczny post jak dzisiaj to dopiero wtedy moge sie dolaczyc do krytyki
              w twoim stylu, czy uli max.





              • triss_merigold6 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 14:17
                Już się zorientowała, że siedzi w syfie a to plus. Nazwała ten syf więc jest
                szansa, że zacznie działać. Nigdy nie działa się od razu, trzeba wszystko
                przemielić w sobie, poukładać itd. Życzę jej żeby się wyrwała do ludzi, bo to
                też b. ważne.
                • andromeda_pana_tadka no wlasnie triss 29.08.06, 14:29
                  Fajnie by bylo gdybys tak jej odrazu odpowiedziala.

                  Tez uwazam, ze kryzys zony to jej zyciowa szansa. Mam nadzieje, ze jej nie zmarnuje.
                  A opcje widze podobne; meza do pionu, jasno okreslony podzial obowiazkow, wyksztalcenie i lepsza
                  praca, albo gorsza praca ale jakas tam praca. No i zlobek/przedszkole. Szacunek dla samej siebie.
                  No ale trzeba umiec tupnac noga.
        • linka9 wspólny mianownik 29.08.06, 14:05
          triss_merigold6 napisała:

          > Ekhem, ja także nie mam mamy ani teściów do pomocy.wink

          Ale pisałaś, że ojciec sponsoruje Ci niańkę, abys mogła się uczyć (pracować?).
          Żeby porównywać, trzeba pewne sprawy sprowadzic do wspólnego mianownika.

          Zresztą tu chyba nie o to chodzi, aby wszem i wobec światu oznajmiać, jaki to
          jestem wspaniały/a i wszystko dobrze potrafię sam(a), bez pomocy innych i losu
          zorganizować. A może się mylę i niektórym TYLKO to chodzi?

          > A robienie sobie drugiego
          > dziecka z takim facetem jak opisany to zwykła głupota.

          I w jakim stopniu to stwierdzenie pomoże autorce wątku?
          • triss_merigold6 Re: wspólny mianownik 29.08.06, 14:14
            Niańkę płacimy pół na pół.wink
            Słuchaj, ja rozumiem, że kobieta ma ciężko z niezbyt fajnym facetem i, że jest
            zmęczona udupieniem w domu ale poza znalezieniem pracy nie ma innego wyjścia.
            Napisała, że nigdy nie pracowała tylko zawsze zajmowała się domem i dziećmi a
            tego już kompletnie nie rozumiem. Rozumiem, że mozna stracić pracę, przerwać,
            mieć urlop wychowawczy, że można opiekować się chorym dzieckiem non-stop ale
            nie NIGDY nie pracować. Chyba, że facet super zarabia i nie jest skąpy albo ona
            ma zaplecze finnasowe w rodzicach.
            Nie rozumiem dlaczego kobiety są pozbawione wyobraźni i nie chcą widzieć
            minusów pewnych układów.
            Jesli dziewczyna chce się wyrwać z takiej roli jaką ma aktualnie to musi
            poszukać pracy i opieki nad dziećmi. Albo rozwód i alimenty na nią oraz na
            dzieci - przy niskich zarobkach gościa to średnio wyjdzie.
      • lena99 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:37
        Blou, ale tu nie chodzi o to, że dziewczyna ma 2 dzieci mimo braku kasy, ale,
        że zdecydowała się na drugie dziecko tak szybko z t.a.k.i.m facetem. W tym
        kontekście padło stwierdzenie "po co 2 dzieci?" o ile pamięć mnie nie myli.
        • ewbal Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:56
          Jak ja lubie "dobre rady" w stylu: mogłaś zrobić to, po co robiłas tamto, a
          dlaczego nie zrobiłaś tego?

          Kobieta ma 2 dzieci i to już jest fakt dokonany, można udzielac rad na temat co
          ma teraz zrobić, aby było lepiej, ale co dają uwagi dot. liczby posiadanych
          dzieci. No, chyba, że ma jedno do adopcji oddać?

          Moja rada: zacząć szukać pracy. Przedszkole kosztuje ok. 100 zł + wyżywienie 3
          zł/dzień. Sa bardzo dobre przedszkola publiczne i nie kosztują dużo. Mój 5-latek
          chodzi do takiego przedszkola i jestem bardzo zadowolona. Do córci mam
          opiekunkę, ale gdybym miała mniej kasy zapisałabym ja do żłobka. Myslę, że
          przedszkole + złobek kosztowałoby max. 300-400 zł. Nawet z najniższej pensji by
          cos zostało.
          Pora wziąć swoje życie w swoje ręce.
      • ciocia_luta brak kasy i nastepne dzieci 29.08.06, 14:32
        to swietny pomysł na zycie.
        zwłaszcza jak tylko jeden z rodziców pracuje
        Zwłaszcza jak sie wisi na tesciach, rodzicach, nie ma gdzie mieszkac, ledwie
        starcza na jedzenie, no i sie nie ma własnego mieszkania.
        A potem jest płacz, ze nie starcza na przedszkole, ubrania, podręczniki do
        szkoły...i sie koło zamyka. za 15-18 lat syn czy córka, kiepsko wykształceni i
        bez pracy zwalą sie do mieszkania rodziców z brzusiem zafasolkowanym i bedą
        narzekać , że nei ma. Się kręci.




    • figrut Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:48
      Pójście do pracy raczej niewiele tu zmieni oprócz słusznie wcześniej zauważonego
      plusu - przyszła emerytura. Nie wiem skąd jesteś, ale ja mieszkam w
      miejscowości, gdzie kobiety dostają na rękę 400-600 złotych, resztę mają liczoną
      jako wzięty towar [w dwóch marketach zmusza je się do wykupowania towaru który
      ma koniec daty ważności]: spożywkę, ciuchy których odbiorcy nie chcieli przyjąć
      [duża firma krawiecka] itp. . Tylko naprawdę nieliczne dostają powyżej 1000
      złotych na rękę. Taki rejon dużego bezrobocia, więc i pracodawcy sobie pozwalają
      na zbyt dużo. Przedszkole + żłobek [o ile ten drugi jest, bo u mnie go nie ma]
      to też spory wydatek dla dwójki dzieciaków.
      A co do "widziały gały co brały" - sama mam takiego faceta, że nic
      przy dzieciach ani z prac domowych nie zrobi [och, przepraszam, dziś wygoniłam
      go z dwójką po pączki kilkadziesiąt metrów od domu, pierwszy raz zdarzyło mu się
      wyjść z chłopakami "taki kawał". Kiedy go poznałam, był akurat sezon na zepsute
      samochody i ten mój prawie z warsztatu nie wychodził. Potrafił pracować nawet po
      kilka dni jak musiał po 20 godzin na dobę. Wydawało mi się wtedy zupełnie
      normalne, że po skończeniu takiego nawału pracy odsypia przez kilka dni do
      popołudnia - nie zdawałam sobie sprawy z tego, że on tak "odsypia" nawet wtedy,
      gdy tej pracy długo nie ma i nie ma po czym odpoczywać. Sąsiedzi cały czas
      myślą, że on jest taki pracowity, bo do głowy im pewnie nie przychodzi, że ktoś,
      kto tak prawie bez wytchnienia w warsztacie potrafi pracować, w domu [oprócz
      remontów] nie robi absolutnie nic i śpi do popołudnia mając w czterech literach
      jakąkolwiek pracę przy dzieciach. Inaczej jego pracowitość postrzegałam, gdy
      jeszcze dzieci na świecie nie było... U mnie tylko w jednym narzekać nie mogę -
      jak NARAZIE nie wypomina mi, że jestem praktycznie na jego utrzymaniu [mam tylko
      wychowawczy].
    • a.lenard Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 13:54
      u mnie też mąż tylko pracuje i w domu....się nie udziela. No czasem odkurzy i
      zabierze małą na plac lub na zakupy, ale to na palcach mozna pliczyć! Ale nie
      powiem, że się leni, ciężko pracuje, nie wraca o 16 czy 18 a raczej często
      nawet o 20- 23. Mała już śpi a jak on idzie do pracy to jest 5 rano, nooo
      czasem 7. Ale nadrabia w weekendy. Bawi się z nią, maluje rysunki, mała skacze
      po nim, tuli się, całuje, zaliczają czasami placyk przed domem, czasemi wspólny
      wypad do dziadków. Ale ja nie mam żalu. Ja jestem w domu i mam czas na to ,
      żeby zadbać o dom i dziecko, ba nawet o siebie i męża smile
    • weronikarb Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 14:09
      Czesto występuję temat: mąż - leń
      Jednak czy zawsze taki był? My spotykając się przed ślubem nie patrzeliśmy
      sobie w oczy,a opowiadaliśmy jak widzimy swoje życie rodzinne.
      Nie jestem naj, nei jestem super zaradna, ale męża mam super smile

      Czasami nie powiem mam ekstra dół i wtedy musze się wyżalić.Może duza_zonka tez
      a dół i troche swoj problem wyolbrzymia.
      A jak nie to współczuje
    • lolinka2 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 14:17
      Mamy tak; ja pracuję, mąż z dziećmi od zawsze, prawie 6 lat po ślubie, wracam i
      bywa róznie - na ogół obiad lub pseudoobiad jest, czasem (rzadko) nie ma,
      sprzątnięte lub nie (róznie i to baaaaaaaaardzo), ja się biorę za karmienie i
      odciaganie, on za resztę roboty którą mu nadmiar progenitury (2 szt.) dotychczas
      utrudniał, albo on dalej dzidzia a ja do kompa/ książek/ tv/ chałturki jakiejś/
      spania itp.

      A wiesz jak go poinformować o twoich obowiązkach???

      1) powiedz mu to (nie wykrzycz)
      2) zostaw go z dziećmi i zadaniem zrobienia obiadu oraz posprzątania na pół dnia
      3) poobijaj się raz cały dzień (tylko dzieci obsłuż, reszta nie - niech będzie
      syf, gary nie umyte i puste jak dla niego, pranie nie zrobione itp)
    • lola211 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 14:22
      Proponuje po prostu zastrajkowac.Zero obiadkow i sprzatania ponad siły.Minimum
      prac domowych, tak zebys ty zjadla i dzieci, poprane, poprasowane tylko Twoje
      rzeczy- maz niech brudem zarasta o glodnym pysku.To naprawde dziala- nawet nie
      wiesz, jak facet zrobi sie pracowity, jesli tylko bedzie musial.
      Od czasu do czasu wyjscie z domu, a dziecko zostaw pod jego opieka.
      • figrut lola211, nie na wszystkich to działa 29.08.06, 15:21
        Ja na przykład przed każdą moją dłuższą niż do pobliskiego sklepu jazdą
        samochodem muszę ten samochód wysprzątać - nie wypucować i dopieścić, a
        zwyczajnie WYSPRZąTAć. Samochód - jedyne, o co 99,9% facetów będzie dbać - nie
        mój. Nie przeszkadzają mu up.... smarami siedzenia, paczki po mocnych, pety,
        popiół, serwetki po żarciu z trasy, surówki i inne co z tego żarcia wypadły,
        powciskane gdzie popadnie brudne ściery, błoto w "strupach" pod nogami - tego
        opisać się nie da i do tego wszystko cuchnące przestarzałym dymem papierosowym,
        że aż się rzygać chce [rzyganie, to chyba nie jest niecenzuralne słowo ?] bo
        ciężko okno otworzyć jak się pali. Mojemu żaden syf nie przeszkadza, brak żarcia
        także [wskoczy do samochodu i podjedzie po jakąś pizzę czy coś innego]. Zostawić
        dzieci pod opieką tatusia - jasne, tauś nawet powie "zostaw, zajmę się nimi" i
        to zajęcie wygląda tak - tatusiowi akurat się coś przypomniało więc włazi do
        kanału w warsztacie, a dwulatek stoi obok tego niezabezpieczonego kanału o
        prawie dwumetrowej głębokości i przygląda się jak tatuś pracuje. Ja wiem, że mi
        się akurat taki ewenement trafił, ale chciałam pokazać, że czasem rady "nie rób
        nic w domu, zostaw go samego z dziećmi" nie skutkują na pewnych leni.
        • lola211 Re: lola211, nie na wszystkich to działa 29.08.06, 15:53
          Wierze, niemniej trzeba sprobowac.
          W kazdym razie- uwazam, ze jesli kobieta czuje sie zmeczona codziennymi
          obowiazkami powinna troche odpuscic, zamiast z cierpietnicza mina zasuwac w
          domu.I naciskac faceta, by tylek z kanapy ruszyl.
      • miedzymorze Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 15:26
        ech...
        po pierwsze - przestań patrzec na swoje zycie jak na 'krzyż do niesienia' czyli na coś co z założenia ma byc znojne, cięzkie, niewygodne i dobijające.
        po drugie - zrób domowy rachunek sumienia, czy przypadkiem sama sobie nie dokładasz roboty akcjami typu musze codziennie poodkurzac, zetrzec na mokro, poukładac w szafach i takie tam pierdoły.
        po trzecie - spotkaj się z kimś, od samego siedzenia w domu non-stop faktycznie można dostać kręćka.

        pozdr,
        mi
      • nanuk24 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 18:51
        Iii. Wydaje mi sie, ze facet takiego pokroju jak maz uatorki watku, predzej by
        zone w leb strzelil, ze nie ugotowala obiadu niz wzial sie sam za jego
        przygotowanie.
        • monia145 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 19:00
          Też mi sie tak zdajesmile
          To nie od faceta trzeba zacząć, bo na to, to troche późno, tylko od siebie.
          Poszukać pracy, jakiejkolwiek, nawet jesli miałoby się prawie w całości oddać
          pensję opiekunce. To na poczatek. Spróbować otrząsnąć się z tego marazmu- wyjść
          z domu, do koleżanek na wspólny spacer z dziećmi, nie siedziec i czekać, na
          cudowne przemienienie męża. No i przestać myslec o swoim zyciu jak o drodze
          krzyzowej- jak słyszę takie hasła to widzę osobe, która w jakis sposób
          pogodziła sie ze swoim zyciem, ze swoja rolą i szuka tu tylko pociechy a nie
          konstruktywnej rady.
    • mamkaantka Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 16:29
      Na poczatku warto męża sobie wychować, a z natury to kazdy wygodny ...
      • monia145 Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 17:56
        Męża sie nie wychowuje.
        Trzeba go madrze wybrać, to nie bedzie lania łez i wiecznego marudzenia.
        • jusytka Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 18:21
          Nawet jak sie go mądrze wybierze to i tak z własnej nieprzymuszonej woli do prac
          domowych sie nie będzie garnął, chyba że jakiś wyjatek jest (potwierdzający regułę)
          • monia145 Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 18:28
            No cóż, chyba w okresie poprzedzajacym ślub można zaobserwować jak u pana z
            zamiłowaniem do prac domowych.A później jasno i szczerze wyjasnic sobie, że
            kuchnia i pralnia to nie domena kobiety i mężczyzna tez potrafi. Z własnego
            doswiadczenia wiem, że jeśli od chwili wspólnego zamieszkania, pewne kwestie sa
            wyjasnione na początku, unika sie wielu stresów.
            • mamkaantka Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 18:50
              monia145 napisała:

              >A później jasno i szczerze wyjasnic sobie, że
              kuchnia i pralnia to nie domena kobiety i mężczyzna tez potrafi.

              A to nie jest wychowywanie męża?
              • monia145 Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 18:54
                Zakładajac, że wychowywanie jest procesem, to szybki kurs małżeńskich
                powinności na początku związku- nie jest.
                • jusytka Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 20:06
                  Szybki kurs? A może ty mężusia nie wychowujesz, tylko tresujesz, że tak
                  błyskawicznie przyswoił swoje powinności?
                  • monia145 Re: Nie, bo nie pozwoliłam sobie na to ... 29.08.06, 20:17
                    On tresury ani " wychowywania" nigdy nie wymagał. Może własnie dlatego jest
                    moim mężem? Zapędy wychowawcze kieruję w stronę syna.
                    Facet to tez myslaca istota, a nie neandertalczyk z głowa przesiaknięta
                    streotypami albo infantylny "chłoptaś", którego za reke trzeba prowadzić, bo
                    bez wychowawcy rady sobie nie da, tak dla wyjasnieniawink
    • monia145 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 17:59
      Zdecydowanie tak nie mamysmile
      Bo po pracy to ja przed kompa chyc i tylesmile
    • kata123 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 18:39
      moja kumpela, w podobnej sytuacji, zrobila tak:
      caly dzień czytala ksiązkę, a jak pan mąż wracal z pracy, to brala sie za
      gotowanie obiadu, pranie, sprzątanie...
      i caly czas byla ciężko zapracowana. w końcu on to docenil, ale wtedy ona go
      kopnęla. zostala z trzyletnim dzieckiem, ale za to nie musiala wysluchiwać od
      męża, że dochodu nie przynosi. teraz ma normalnego faceta i pracę.
      • pesteczka5 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 21:06
        Mnie się wydaje, że najpierw trzeba zrobić coś dla siebie, coś, co sprawi, że
        zacznie się myśleć inaczej o swoim życiu. W stanie kołowrotu i kręćka w głowie
        złote rady samodzielnych, obrotnych i spełnionych zawodowo kobiet sukcesu
        brzmią jak z innej planety i jako takie śrdnio nadają się do skopiowania (tzn.
        trudno nagle z domowej praczki, kucharki i ucieraczki nosów dzieciom stać się
        panią swojego składnego zywota).
        Czyli - poczytac, odpocząć, isć do przyjaciółki, ciotki/kuzynki - kogoś, kto
        nastraja nas optymistycznie, z dziećmi na lody, do lasu. Olać sprzątanie,
        wyprostować grzbiet, bo ze zgiętym widzi się tylko kółko pod nosemwink Wtedy może
        przyjdą pomysły, co i jak.
        Jakby duza_zonka wiedziała co i jak zrobić, żeby zmienić swoją sytuację, to by
        w niej nie tkwiła. Do tego trzeba miec tę siłę w sobie, w tym celu a)
        przydałoby się wsparcie, b) należy przypomnieć sobie dobre chwile swojego
        życia, odnaleźć w sobie to, co się w sobie lubi i poszukać, macając, tej siły w
        sobie. Przypomnieć sobie, czego się chce, i co by się robiło, jakby się mogło.
        Wtedy można zrobić krok naprzód.
        Zanim się tego wszystkiego zapomni... zgubi siebie, bo wtedy żądne rady nie
        pomogą.
        Powodzenia zatem
        pes.
        • pesteczka5 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 21:10
          ... żadne rady, oczywiście.
          Przepraszam.
          • paraga Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 29.08.06, 21:51
            No wreszcie mądrze powiedziane, brawo, podpisuję się!
            • duza_zonka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 08:00
              jeszcze raz dziewczyny dzięki za słowa otuchy!
    • luxure Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 08:20
      A to nie Ciebie mąż kiedyś opluł? Tylko współczuć. Co Ty dziewczyno jeszcze
      robisz z tym palantem? Weż się za siebie, idź do pracy i kopnij w d... takiego
      faceta. I nie uzalaj sie nad sobą bo tylko krok do mega-dołka. IMO lepiej byc
      samotną matką niż sie męczyć. Swoją drogą nie sądzę bym Cie przekonała...
      • duza_zonka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 08:51
        tak mi radzice...zostaw go,kopnij go w dupę...oki nie ma sprawy...która na
        ochotnika chce wziąść mnie do siebie do domu z dwójka dzieci?dodam,że nie mam
        kasy!!!takie jesteściw szystkie mądre,tylko pewne sprawy nie są takie proste
        jak co po niektórym z was się wydaje!!
        • aleksandrynka Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 15:06
          pewne sprawy nie są takie proste
          > jak co po niektórym z was się wydaje!!

          Oczywiście, że nie są proste, całe życie nie jest proste łatwe i przyjemne, ale
          ja dążę do tego, żeby takim je uczynić. Bo życie mam tylko jedno i osobiście
          nie odpowiada mi rola posługaczki i popychadła. Na takie traktowanie bym sobie
          z resztą nie pozwoliła. Wybrałam takiego a nie innego faceta, jesteśmy ze sobą
          już kawałek czasu i cały czas się docieramy, różne problemy wychodzą
          niejako "po drodze". ALE szkielet związku, jakieś ogólne założenia pozostają
          stałe: jesteśmy partnerami i wspieramy się. Postanowiliśmy założyć rodzinę i
          jesteśmy zespołem, każde z nas jest odpowiedzialne za atmosferę i całokształt
          funkcjonowania naszego domu. Mamy jakieś zadania własne, np obecnie ja zajmuję
          się dzieckiem a mąż pracą zawodową. OK. Nie znaczy to jednak, że ja zasuwam od
          rana do nocy a jaśnie pan przynosi zwitek banknotów i zalega na kanapie.
          Dlaczego? Bo to nasza wspólna sprawa, żeby w domu było w miarę (podkreślam - w
          miarę smile ) czysto, żebyśmy mieli wyprane ciuchy i takie tam. Ja jestem w domu
          to zajmuję się małym i gotuję bo chcę i lubię. Pod nos podtykam bo wiem, że w
          odwrotnej sytuacji byłoby tak samo - mogłabym liczyć na obiad po iluś godzinach
          w pracy. Dlatego nie czuję się wykorzystana, gdyby jednak pan i władca zaczął
          stroić fochy i uznawał za oczywiste, że obiad ma być, pranie powieszone itp, że
          to mój psi obowiązek, to zaczęłabym się mocno zastanawiać co dalej. I pewnie
          szybko bym pana sprowadziła na ziemię - to nie jest coś, co ci się należy,
          robię to dla nas. Jeśli ty widzisz tylko siebie, to ja dziękuję. Szkoda mi
          życie na bycie posługaczką i maszyną służącą do umilania i ułatwiania komuś
          życia. Robię swoje i oczekuję wzajemności, nie stać mnie na to, żeby sie
          umęczać, umartwiać i zaharowywać, dołować i wykorzystywać. Bo życie mam tylko
          jedno i chcę być z niego zadowolona. I tego Ci własnie życzę - znajdź swoją
          drogę do tego, żeby być ZADOWOLONĄ ze swojego życia. Jeśli Twoje zadowolenie i
          szczęście jest niemożliwe do osiągnięcia, bo mąż nie jest w stanie zrozumieć,
          na czym polega dojrzały związek, odpowiedzialność i partnerstwo, to jedyne, co
          można zaproponować to pogonienie gada. Dosłownie lub w przenośni - rozmowy,
          przedstawianie swojego punktu widzenia, domaganie się współpracy. Jak to nic
          nie da - do widzenia! Życie mamy tylko jedno, powtarzam, szkoda je poświęcać na
          dogadzanie innym kosztem siebie samej.
        • lola211 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 15:21
          Kochana, zaraz Ci poleca dom samotnej matki..
          • monia145 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 15:28
            Ja jej nie polecę, bo niby dlaczego? Dlaczego miałaby go rzucać, odchodzić itp.?
            Nie tędy droga- małżeństwo przezywa kryzys ale przeciez można wiele zrobic, aby
            je uratować. Przede wszystkim inaczej spojrzec na swoje życie- nie jako
            wiecznej kuchty i cierpietnicy ale kobiety, która ma prawo i obowiązek o siebie
            sama zadbać.
    • martika06 Re: przynieś,wynieś,pozamiataj... 30.08.06, 15:25
      ręce opadają jak czytam takie posty....i wyć mi się chce jak tak można
      funkcjonować.
      Laska, weź dupę w troki, znajdz pracę, naawet jak byś miala opłacić tylko
      przedszkole. poznasz ludzi, nauczysz się czegoś, a może podwyżkę dostaniesz i w
      końcu zaczniesz przynosić kasę do domu, jak sobie tego życzy szanowny Pan Mąż.
      Odrobina egoizmu. Pomyśl w końcu o sobie.
      Ale, aby podjąć taką decyzje to trzeba mieć jaja. Bo chyba najłatwiej być
      uzależnioną żonką przy boku swego Pana i wypakiwać się i łudzić, że będzie
      lepiej.

      Więc głowa do góry. Weź życie w końcu w swoje ręce.powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka