Dodaj do ulubionych

Jestem pełna podziwu...

25.09.06, 11:15
dla mam które potarfią tak wychować swoje dzieci, że są one grzeczne, dobrze
ułożone, nie krzyczą , nie histeryzują, nie stawiają na swoim tylko są uległe
całkowicie wobec swoich rodziców, na placach zabaw są grzeczne, przy jedzeniu
nigdy nie śmiecą na stole, nie rozleja zupy albo picia, w kościele siedzą
grzecznie na kolanach ewentulanie stoją i grzecznie słuchają całej mszy mimo
tego, ze mają np, 2,5 roku. Mam koleżankę która twierdzi, ze jej syn zawsze
miał obowiżek usiąść do stołu zjeść cały obiad, śniadanie czy cos innego i
nigdy się nie pobrudził kochane mamy jak dokonujecie takich cudów bo ja
dochodzę do wniosku , że chyba nie potarfię wychować mojej córki jak bym
chciała. Moje dziecko nie potarfi skupić się na niczym dłużej jak 15 minut,
do przedszkola zawsze musi mieć ubranie na zmianę, bo zdarza jej się
pobrudzić, w domu przebieram ją 2, 3 razy, kiedy o cos ją proszę mam
wrażenie, ze moje dziecko ma niedosłuch co przawda na słowa "chodz cos Ci
dam" reaguje jak najbardziej pozytywnie,próbuje stawiać na swoim, a kiedy jej
się to nie udaje to zaczyna płakać. Przyznam, ze kilka razy dostała klapsa.
Jak Wam się udaje wychować takie grzeczne i rezolutne dzieci? A i dodam
jeszcze, że w moim poście nie ma ironii ja pytam, bo chcę wiedzieć jak tego
dokonać żeby dziecko było posłuszne.
Obserwuj wątek
    • mama007 wcale nie podziwiam... 25.09.06, 11:18
      mam dziecko, a nie wytresowanego psa... dziecko, ktore zna zasady i ma
      nakazy/obowiazki, ale jest dzieckiem - ma prawo miec zly humor, zly dzien i byc
      od czasu do czasu po prostu niegrzeczne.
      wcale nie podziwiam....
      wspolczuje...
      • aretinka Re: Żle się wyraziłam 25.09.06, 11:26
        może nie podziwiam tylko ciągle zachodzę w głowę jak niektórym się to udaje, ja
        naprawdę jestem ciekawa, tym bardziej, że dzieci się nie bije, nie można ukarać
        bo nie bo to jest przecież njagorsza rzecz na świecie na świecie a jednoczesnie
        z tego wszystkiego są takie grzeczne i dobrze poukładane dzieci. Bo jeżeli ja
        swojej nie biję i nie potrafię jej ukarać, jedyną karą dla niej jest to, że jak
        wpada w histerię i wiszczy to każe iść do swojego pokoju i jak się uspokoi to
        wrócić, to za żadne skarby nie da się jej przerobić tak żeby była grzeczna.
        • bri Re: Żle się wyraziłam 25.09.06, 15:04
          Bić nie można ale ukarać czasem trzeba. Przede wszystkim trzeba chwalić.

          A w ogóle wydaje mi się, że takich dzieci jak te opisane przez Ciebie nie ma.
          Są grzeczne, miłe dzieci ale nie ma idealnych.
      • shady27 no wlasnie typowo polskie myslenie 25.09.06, 23:04
        ze grzeczne dziecko = wytresowane, nie ono jest poprostu wychowane a nie wychowane bezstrsowo
    • 4dzieciimy Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 11:23
      To co opisałaś o swoim dziecku to dowód na to, że masz fajnego, poznawczego,
      szczęśliwego, normalnie się rozwijającego brzdąca w domu.
      Który najprawdopodobniej wyrośnie na zdrowego psychicznie, odważnego,
      samodzielnego, mającego własne zdanie,....dorosłego człowieka.

      Ja też znam takie mamy : nie dotykaj,bo... nie wolno, bo..., tak ma być, bo ja
      tak powiedziałm... Ale takie dzieci są zniewolone, zastraszone, przerażone....
      napewno byś tak chciała?

      Ja wychowując czwórkę dzieci mam jeden, jedyny sprawdzony sposób na moje dzieci
      (choć też się brudzą, kłócą, są "głuche"...):Miłość i Spokój. Zawsze wtedy
      osiągnę więcej


      pozdrowionka

      aldi
    • escribir Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 11:23
      Moja młodsza córka ma 6 lat. W Kościele grzecznie siedzi/stoi/klęczy, modli się
      itp. W szkole (zerówka szkolna) grzecznie siedzi, pisze, rysuje, ćwiczy itp.
      Poza tym wgniata piętką ziemniaka w podłogę (niechcący oczywiście), oblewa sie
      piciem, okruchy kanapki znajduje w jej lokach, biega jak szalona po placu zabaw,
      kłoci sie ze starszą siostrą, nie lubi sprzątać w pokoju. Nie wymagam od niej
      siedzenia przy stole z rączkami złożonymi na kolanach. Ale nie pozwalam na
      spacery po Kościele.
      Jednym słowem- moje dziecko jest normalne.
    • mama_kotula Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 11:27
      Pieprzysz.
      Ja nie podziwiam opisywanych przez ciebie mam, które tresują swoje dzieci,
      podziwiam te, które potrafią dziecku postawić pewne granice i wyznaczyć reguły,
      a mimo to dziecko pozostaje dzieckiem, a nie zastraszoną tresowaną małpką, jak
      napisałaś "uległą całkowicie wobec swoich rodziców".
    • lola211 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 11:59
      Moja córa byla od urodzenia bardzo malo klopotliwym dzieckiem.Sobie zaslug nie
      przypisuje, bo to nie moje metody najbardziej na tym zawazyly, to raczej
      kwestia wrodzona.
    • babka71 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 12:02
      wszystko przed Tobą.., córa ma dopiero 2,5 poczekaj i nie demonizuj, każda
      matka pisze o swoim dziecku w róznym wieku, przecież..
      Masz fajną i normalną córke nie wiem o co Ci chodzi??
      p.s nie dawaj klapsów
    • karolcia86 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 12:13
      Ja mam 3 latka i on w kościele nie usiedzi, bluzkę zmieniam 3x
      dziennie, "głuchy" jest bardzo (chociaż działa: "liczę do trzech i potem po
      ciebie idę", podpowiedziała mi koleżanka i jestem w szoku bo skutkuje), nauczył
      się mówić: zaraz zaraz, urządza mi regularne histerie mimo iż ja naprawdę im
      nie ulegam.
      Jedno co to na placu zabaw jest miły dla innych dzieci i nie rozrabia.
      I ja uważam, że on jest najnormalniejszym dzieckiem na świecie.
      • 24lena niezgadzam sie z tym podziwem... 25.09.06, 12:40
        porozrzucane zabawk-przynajmniej widac ze w domu jest dziecko,
        brudne ubranka-przynajmniej wiadomo ze dziecko sie bawilo a nie siedzialo na
        skraju piaskownic,
        niegrzeczne dziecko-uczy sie miec swoje zdanie,
        j/w to jak najbardziej moim zdaniem cechy"normalnego" i zwyklego dziecka.
        czyste,grzecznie siedzace na tapchanie bardziej kojazy mi sie z lalka niz zywym
        sreberkiem.
        oczywiscie musz byc reguly i granice,ale nie tresura...
        • mama_kotula Re: niezgadzam sie z tym podziwem... 25.09.06, 12:52
          24lena napisała:

          > porozrzucane zabawk-przynajmniej widac ze w domu jest dziecko,

          Wybacz, ale nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, a już stwierdzenie "widać, że w
          domu jest dziecko" doprowadza mnie do szewskiej pasji - od razu przypomina mi
          się mieszkanie znajomych, gdzie nie było na czym usiąść, bo wszędzie walały się
          zabawki i rzeczy dziecka, ale "przecież mamy dziecko, to porządku nie może być".

          Nie pozwalam na rozrzucanie zabawek w salonie, czyli "władzę dziecka w każdym
          pomieszczeniu w domu" - jeśli komuś to pasuje, proszę bardzo, ale ja nie
          zamierzam przyjmować gości wśród rozwalonych klocków czy pluszaków.

          --
          Kotulątko nr 3
          Nas Troje
          KMW
          • shady27 kotula brawo....to chcialam napisac 25.09.06, 23:06
            dodam od siebie, ze czesto jak wchodzi sie do ludzi gdzie panuje nieludzki balagan oni tlumacza sie "wiesz jak to jest jak sie ma dzieci" , no do diabla , to nic innego jak usprawiedliwianie swojego niechlujstwa
        • eiza.rrasay Re: niezgadzam sie z tym podziwem... 25.09.06, 13:01
          > niegrzeczne dziecko-uczy sie miec swoje zdanie,
          > j/w to jak najbardziej moim zdaniem cechy"normalnego" i zwyklego dziecka.

          oj.... nie przesadzaj... to wedlug Ciebie dziecko, ktore histeryzuje na caly
          sklep, bo on chce chipsy, ktore leza na tasmie do placenia jest cecha
          normalnego dziecka? albo gdy drze sie na calu autobus, bo on nie chce siedziec
          tu gdzie jest miejsce, tylko tam gdzie siedzi tamta pani i dlaczego ona tam
          siedzi, niech ona zejdzie jest cecha zwyklego dziecka? czy to, ze dziecko
          zwala w sklepie wszystko z regalu, bo on chcial isc w lewo, a rodzice kazali mu
          isc w prawo jest normalne? czy na dziecko, ktore wali inne dzieci (i nie tylko)
          lopatka po glowach, rzca foremki i wiaderka wszedzie na okolo poprostu uczy sie
          miec swoje zdanie?
      • attena76 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 14:05
        Ja przestałam maluchy przebierac bo bym musiała jeszcze jedna pralkę kupić a
        Unię Europejska prosić o dofinansowanie do środków piorących. W domu chodzą
        cały dzien w tych samych ciuchach, przebieram jak wychodzimy na dwór albo w
        gości.
    • berek_76 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 13:18
      Moge się zabawić w domorosłego psychologa?

      IMHO za dużo porównujesz swoje dziecko z innymi i stawiasz - sobie i jemu - za
      wysokie wymagania. każde dziecko ma pewne zalety i pewne wady... Nie, kurcze, to
      nie tak. Każde dziecko ma swoje cechy, które mogą, zaleznie od sytuacji,
      stanowić zalety lub wady. Pewne z tych cech można kształtować, ale IMHO jedyną
      receptą na szczęście jest zdanie sobie sprawy, że dziecko jest takie, jakie
      jest. Że możemy je wychować, ale nie zmienić w kogoś innego.

      Każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka i swojego zająca, którego się boi smile
      Moje starsze dziecko potrafi urządzić histerię taką, że szklanki dzwonią
      (dosłownie, dosłownie), potrafi nagle ogłuchnąć, awanturować się, rzucać
      przedmiotami. A równocześnie jest cudowną starszą siostrą, niezwykle
      inteligentną dziewczynką, świetnie rysuje, mnóstwo rozumie. Moi znajomi mówią
      "ależ ona wyraźnie mówi" i ja mam poczucie, że raczej to się liczy smile Nad
      histeriami staram się zapanować, głuchotę leczę metodami mniej lub bardziej
      drastycznymi, ale MOJE DZIECKO to nie jest wrzeszcząca histeryczna niejadka (ma
      to wszystko), tylko normalna czterolatka z wszystkimi plusami i minusami płci,
      wieku, genów i sytuacji życiowej (niełatwej).

      Klucz chyba leży nie w wychowaniu dziecka, bo zakładam, że każdy zdrowy na
      umyśle rodzić stara się dziecko wychować, tylko właśnie w akceptacji dziecka,
      również z trudniejszymi stronami jego osobowości.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • asia_i_p Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 13:29
      Moja mama była taką mamą jaką podziwiasz. Tłumaczyła mi łagodnie i stanowczo,
      co można, a czego nie można, dlaczego nie można, itp. Miała 3 lata,
      podchodziłam do stołu i pytałam "Czy mogę się poczęstować ciasteczkiem?". Mama
      była z siebie dumna i w ogóle nie rozumiała, jak można sobie nie radzić
      zdzieckiem, krzyczeć, dawać klapsy. A potem urodziła się moja siostra. Mama
      tłumaczyła łagodnie i stanowczo, ale pod koniec tłumaczenia było już po tak
      zwanych ptokach. Wyrabiała się, dostosowywała techniki do dziecka, ale dziecko
      dlej było przed nią o krok. Orzejkła, że jej się należy za zarozumiałość.
      Wniosek numer 1: odczepcie się od mam żywiołowych dzieci - niektóre mają taki
      temperament, że trudno je przekonać do współpracy nawet przy dużym
      zaangażowaniu i pomysłowości rodziców. Wniosek nr 2: dzieci spokojne i
      posłuszne niekoniecznie są zahukane albo tępe: czasem wolą popatrzeć zamiast
      powrzeszczeć albo żyją trochę we własnym świecie i to też jest OK. Wniosek nr
      3 - wyniki wychowania dziecka da się ocenić po 20 latach a nie dwóch. Ja nie
      jestem tępą zastrachanąb komformistką, a moja siostra nie jest bandytką - obie
      jesteśmy mniej więcej normalne.
    • gloria2 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 13:30
      Często nie jest to zasługa rodziców, ale temperamentu dzieci.
    • attena76 Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 14:02
      A ja współczuje tym maluchaom. NA 'nasz' plac zabaw przychodzi mama z córcią
      ubraną na biało, z tym że małej nie wolno: biegać - bo sie spoci i się
      przeziębi, zjeżdzać na zjeżdzalni bo- porwie sobie rajstopki, wejść do
      piaskownicy - bo się pobrudzi, na huśtawkę broń Panie Boże - przecież może
      spaść. Koniec końców mała siedzi przez 2 godziny na ławce, mama spokojnie może
      sobie gazetę poczytać. Ja w głowę zachodze po kiego ona przyprowadza małą na
      ten plac zabaw, przecież w domu okno może otworzyć - mała też sie dotleni.
    • pandora_ Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 14:07
      E, takie dzieci albo sa takie Z NATURY, albo sa wytresowane. Mój Pitu jest też
      obiektem zachwytów, bo bawi się grzecznie, mówi "dzien dobry" i "przepraszam"
      (np. jak idzie po murku i ktoś na tym murku siedzi), nie rozlewa i nie śmieci
      jedzeniem - ale bywa też wcielonym diabłem, brudzi się jak każde dziecko,
      marudzi od czasu do czasu, próbuje stawiac na swoim... On ma taka naturę - jest
      uprzejmy do bólu i choc wiele z tego wynika z moich nauk, to też z jego
      charakteru. Potrafi np. przyjść do mnie i zapytać: "przepraszam, mamusiu, czy
      Piotlek może pomaziać kotka maziakiem?", ale potrafi też cichcem pomalować
      ścianę albo wywalić wszystkie zabawki na środek pokoju smile
    • demarta sprzeciw!!! 25.09.06, 14:53
      sprzeciwiam się takiemu sposobowi myślenia (oczywiście tylko werbalnie, bo
      każdy ma swoje zdanie i już!). ja rozumiem że dziecko grzeczne jest łatwiejsze
      w pożyciu, ale..... dzieci grzeczne i ułożone, to dzieci nudne do bólu i to dla
      nich jest aż nienormalne. kto to widział, zeby maluch nie napsocił, nie
      wywrócił się, nie stłukł czegoś, nie nabroił..... tak zachowują się dzieci bez
      wyobraźni i fantazji. jak można marzyć o tym, zeby dziecko robiło dokładnie to
      co mówią rodzice??? to oznacza, że dziecku brak inteligencji i chęci rozwijania
      się, poznawania świata na własną rekę itp itd!!! jak mój będzie miał 2 lata i
      nie bedzie broił, to wtedy dopiero się zmartwię.
      mamusie marzące o ułożonych i grzecznych powiny sobie zafundować porządną lalkę
      baby born, a nie dziecko, moim skromnym zdaniem.
      • verdana Re: sprzeciw!!! 25.09.06, 14:58
        Kiedy widzę idealnie grzeczne małe dziecko, ktore nie krzyczy, nie biega, nie
        brudzi się, słucha kazdego polecenia, a potem je wykonuje, to w mojej głowie
        zaczyna bic dzwon alarmowy.
        Albo w rodzinie cos jest bardzo nie w porządku, dziecko jest sterroryzowane,
        albo coś jest nie w porządku z samym dzieckiem, ze zachowuje sie jak osoba
        dorosła, nie ma ochoty sprawdzić, jak smakuje ziemia i jaki wzór da rozlanie
        czerwonego soku na żółtym obrusie.
      • aretinka Re: sprzeciw!!! 25.09.06, 15:01
        Ależ ja absolutnie najbardziej na świecie kocham moje dziecko, jestem w niej
        bez pamięci zakochana odkąd się tylko dowiedziałam, że ta moja istotka pojawi
        się na świecie, tylko tak czasami bym chciała, zeby chociaż chwilkę posiedziała
        spokojnie, bez doprowadzania mnie o palpitację serca i nerwowych tików jakimi
        jest próba łapania jej kiedy leci smile))) Potrafi np, wpaść na genialny pomysł
        żeby ze stołu zrobić sobie ślizgawkę, dzrzwi balkonowe są ciągle zamknięte a w
        klamkach mamy wstawione zabezpieczenia żeby mała nie otworzyła sobie dzrzwi i
        nie poszła sobie przez okno lub balkon smile)
      • eiza.rrasay do dermaty ;) 25.09.06, 15:06
        ale tak sie spytam z ciekawosci - w jakich ramach ujmujemy to posluszenstwo? bo
        imHo uwazam, iz jednak nalezy pogratulowac tym mamom, ktore umieja wychowac
        dzieci tak, ze np dziecko nie bedzie w tramwaju czy autobusie bilo innych
        balonem po glowie tylko zrozumie, ze nie wolno i sie uspokoi albo tez nie
        bedzie w bedac w swiatyni krzyczalo na caly glos o zabawke zaklucajac spokuj i
        skupienie ludzi siedzacych obok... aczkolwiek tez nie mozna z gory zakladac, ze
        takie dzieci sa ograniczane przez rodzicow i nie sa ciekawe swiata - byc moze
        sa tylko ze wiedza (tzn sa nauczone) kiedy moga robic co sie im zywnie podoba a
        kiedy powiny byc grzeczne?
        bo jednak mowiac szczerze jako osoba postronna, nie kazdy (chociaz nie wiem jak
        uwazaly swoja pocieche za kochana, jedyna, zdolna, okaz zdrowia i wogole naj
        naj naj) ma ochote sluchac przez caly czas stania w kolejce do kasy placzu
        waszego dziecka czy tez przez caly czas podrozy autobusemczy tramwajem dostawac
        packi po glowie balonikiem trzymanym przez wasza pocieche... i nie mowie tym
        samym ze nie lubie dzieci i uwazam je za nudne bachory, tylko ze poprostu kazdy
        z nas moze miec zly dzien, moze bolec glowa i histeryczny placz jakiegos (w
        sensie obcego) dzecka byc ostatnia z tolerowanych rzeczy...
        • eiza.rrasay PS: 25.09.06, 15:09
          i jeszcze jedno - apropos rozlewania soku czy tez sosu wink

          czy tak samo reagujecie (nie w podejsciu do dziecka, ale w sposobie wydarzenie-
          reakcja) na rozlany czerwony barszcz u siebie w domu i u znajomych na
          snieznobialym obrusie?
          • polka79 --- 25.09.06, 16:34
            a ja mowie ze dziecko musi byc troche rozpuszczone i troche takie niegrzeczne
            (oczywiscie wszystko w jakis granicach rozsadku) i choc mi to troche czasem
            przeszkadza to ciesze sie ze moje dziecko sobie chodzi po kosciele, zaczepia
            ludzi choc widze czasem spojrzenia starszych pan w beretach smile))
            • polka79 Re: --- 25.09.06, 16:37
              oczywiscie zeby mnie tu zaraz nie zlinczowano uwazam moje dziecko za grzeczne i
              inni tez mi to powtarzaja, ladnie umie sie soba zajac, mowi dziekuje prosze
              przepraszam itd
              • eiza.rrasay Re: --- 25.09.06, 16:41
                alez mi nie chodzi o takie, ktore grzecznie chodzi, ale o takie co biega i
                wrzeszczy na caly glos, a rodzice sie ciesza, ze nasz dzidzius taki rezolutny i
                ciekawy swiata
        • iwoniaw do eiza.rrasay 25.09.06, 16:44
          > imHo uwazam, iz jednak nalezy pogratulowac tym mamom, ktore umieja wychowac
          > dzieci tak, ze np dziecko nie bedzie w tramwaju czy autobusie bilo innych
          > balonem po glowie tylko zrozumie, ze nie wolno i sie uspokoi albo tez nie
          > bedzie w bedac w swiatyni krzyczalo na caly glos o zabawke zaklucajac spokuj i
          > skupienie ludzi siedzacych obok..

          Wiesz, wydaje mi się, że mylisz dwie sprawy. Zachowujący się w ten sposób 4-5
          latek jest rzeczywiście niewychowany (= rodzice nie poświęcili czasu i uwagi, by
          mu pewne kwestie wyjaśnić), wśród 2-latków takie zachowanie będzie się zdarzać w
          niektórych przypadkach, a w innych już nie, a wśród roczniaków nie ma się co
          oburzać _na _dziecko_, że się tak zachowuje. Problemem są tu rodzice (których
          chyba najwyraźniej też ktoś nie wychował...), co to w takich sytuacjach
          uśmiechają się głupawo i stoją biernie, zamiast poszkodowanych przeprosić, a
          dziecię spacyfikować (zabrać z kościoła, odebrać balon, odsunąć się od
          zaczepianej przypadkowej osoby).
          • izelka Re: do eiza.rrasay 25.09.06, 17:08
            wiecie co ja należałam do dzieci które nie usiędza na 1 miejscu. Moi rodzice
            martwili sie tylko co zrobia jak pójde do szkoły a temperament mi sie nie
            zmieni, bo dla mnie najważniejsze było iść na dwór, wejść na drzewo, stać w
            otwartym oknie(mieszkaliśmy na 2 piętrze), piec parówkę na gazie i wiele innych
            rzeczy.Gdy poszłam do szkoły i nauczyłam się czytać nie mogli mnie wygonić na
            dwór. Moja mama teraz mówi że za mnie była zawsze pewna, jeśli chodzi o szkołę i
            życie prywatne. Nie twierdze że jestem idealem, ale skończyłam studia musząc sie
            sama utrzymać, mam pracę , męża dziecko i 2 w drodze. A najlepsze jest to że
            moja córcia ma temperament chyba po mnie i tak jak moja mama mam nadzieje ze
            kiedyś sie wyszumi i uspokoi.
          • eiza.rrasay Re: do eiza.rrasay 25.09.06, 17:14
            owszem, zalezy od wieku dziecka... tylko ze jak sama widzisz, granica w takim
            przypadku jest bardzo cienka i to co jedno uznaja za ciekawosc swiata inni moga
            odebrac za brak wychowania i na odwrot - to co inni uznaja za "tresure" dla
            niektorych moze byc poprostu standardowym zachowaniem sie dzieci w danym
            wieku... i nie chodzi mi tutaj o ubieranie dzecka na bialo idac na plac zabaw,
            ale o to, ze rodzic powinien nauczyc dziecko, ze w pewnych sytuacjach "nie"
            oznacza przerwanie/zakonczenie zabawy i odejscie w inne miejsce bez zbednego
            protestu i "awanturnictwa" z obu stron... bo o ilez przyjemniej patrzy sie na
            dzieci, ktore wiedza (sa nauczone), ze inne dzieci tez chca sie chustac na
            chustawce i dlategfo my teraz pojdziemy na inna karuzele niz na takie ktore
            ciagle sie maza ze chustawka nie jest wolna, a jak juz usiada to nie chce
            zzejsc, bo ja sie jeszcze nie wybujalem... mieszkam obok placu zabaw, to wiem wink
            i w takim przypadku nie widze zadnego zwiazku z ciekawoscia swiata...

            PS: a o ile bezpieczniej siedziec np w Mcdonaldzie obok "spokojnego" dziecka
            niz obok takiego, ktore, jak to rodzic okresla, jest "ciekawe swiata i nie
            wytresowane" wie tylko ten, kto oberwal keczupem po bialych ciuchach...
            • iwoniaw Re: do eiza.rrasay 25.09.06, 17:30
              > ale o to, ze rodzic powinien nauczyc dziecko, ze w pewnych sytuacjach "nie"
              > oznacza przerwanie/zakonczenie zabawy i odejscie w inne miejsce bez zbednego
              > protestu i "awanturnictwa" z obu stron...

              To, czy dziecko się awanturuje w przypadku interwencji rodziców, to juz nie
              powinna być sprawa osób postronnych i szczerze mówiąć mało który rozbrykany
              dwulatek działa mi na nerwy tak jak co niektórzy dorośli, którzy w tej sytuacji
              _mimo_ _natychmiastowej_ _i_ _adekwatnej_ _do sytuacji_ reakcji rodzica czują
              się w obowiązku wtrącić w cudze sprawy i komentować (oraz pouczać - dziecko lub
              rodzica).

              bo o ilez przyjemniej patrzy sie na
              > dzieci, ktore wiedza (sa nauczone), ze inne dzieci tez chca sie chustac na
              > chustawce i dlategfo my teraz pojdziemy na inna karuzele niz na takie ktore
              > ciagle sie maza ze chustawka nie jest wolna, a jak juz usiada to nie chce
              > zzejsc, bo ja sie jeszcze nie wybujalem... mieszkam obok placu zabaw, to wiem ;

              Nie rozumiem za bardzo, jak przytoczone przez ciebie przykłady mają się do
              przestrzegania norm zachowania. To, że ktoś (dwuletni czy sześcioletni) ryczy w
              niebogłosy, gdy huśtawka jest zajęta, to nie jest problem otoczenia. To jest
              problem jego i jego rodziców - takie dziecko ma prawo do wyrażania frustracji w
              ten sposób. Co innego, gdyby usiłowało zrzucić inne dziecko, akurat się
              huśtające. Wtedy uważam, że rodzice powinni interweniować. Ale _zabraniać_
              dziecku płaczu na placu zabaw? Dziecko i tak ma problem i kiedyś musi się
              nauczyć np. poprosić o zwolnienie miejsca lub cierpliwego czekania. Oczywiście
              im szybciej rodzice mu to uświadomią, tym lepiej.
              Podobnie, gdy dziecię nie chce zejść za skarby świata - wtedy czekania i
              negocjacji muszą uczyć się inne dzieci. Ew. mały "skąpiec" poniesie konsekwencje
              następnym razem, gdy jemu ktoś czegoś odmówi.
              Dzieci mają prawo zarówno do tego, by nie ustępować na czyjeś prośby, jak i do
              płaczu z żalu/złości. Nie mają prawa atakować innych.

              > PS: a o ile bezpieczniej siedziec np w Mcdonaldzie obok "spokojnego" dziecka
              > niz obok takiego, ktore, jak to rodzic okresla, jest "ciekawe swiata i nie
              > wytresowane" wie tylko ten, kto oberwal keczupem po bialych ciuchach...

              nadal upieram się, że to kwestia wychowania rodziców. Powinni wiedzieć, do czego
              zdolne jest ich dziecko i ponosić za nie odpowiedzialność. Tzn. np. usiąść z
              boku, gdzie siła rażenia keczupu sięga np. nie dalej niż na kolana Mamusi, a
              jeśli się już zdarzy wypadek i ktoś postronny poniesie szkodę (co może się
              przecież zdarzyć nawet w przypadku spokojnych i dorosłych ludzi), to przeprosić
              i zrekompensować straty (propozycja pokrycia rachunku za pralnię i zakupu
              kawy/deseru/obiadu na ukojenie nerwów jak najbardziej jest na miejscu IMO).
            • berek_76 Re: do eiza.rrasay 25.09.06, 20:54
              to co jedno uznaja za ciekawosc swiata inni moga
              >
              > odebrac za brak wychowania i na odwrot - to co inni uznaja za "tresure" dla
              > niektorych moze byc poprostu standardowym zachowaniem sie dzieci w danym
              > wieku... i nie chodzi mi tutaj o ubieranie dzecka na bialo idac na plac zabaw,
              > ale o to, ze rodzic powinien nauczyc dziecko, ze w pewnych sytuacjach "nie"
              > oznacza przerwanie/zakonczenie zabawy i odejscie w inne miejsce bez zbednego
              > protestu i "awanturnictwa" z obu stron...

              Ależ powinien, powinien. jestem ciekawa, czy masz dziecko, albo - powiedzmy -
              psa? Bo jesli tak, to wiesz zapewne, że proces nauczania trwa. Znaczy, jak
              UCZYMY psa, że ma aportowa, to nauka nie polega na tym, że powiemy "aport", a
              pies poleci i przyniesie.

              Podobnie uczenie dziecka, że na przykład nie wolno wrzeszcze w miejscvu
              publicznym TRWA! Oznacza to, że za pierwszym, drugim, dziesiątym... razem
              dziecko wrzeszczy, a my reagujemy w sposób, który nam się wydaje słuszny. I
              kiedyś tam wreszcie sukces osiągamy.

              I kiedy widzisz wrzeszczącego w sklepie ośmiolatka, to owszem, na bank możesz by
              pewna, że nie został wychowany (albo jest chory i przez to pod tym względem
              niewychowywalny, co zawsze warto mie na względzie, zanim się, na przykład, z
              gębą na matkę wsiądzie). Ale kiedy widzisz wrzeszczącego w sklepie
              trzy-czterolatka, to owszem, on jest niewychowany w sensie, że proces wychoania
              jeszcze się nie zakończył. Właśnie trwa. Podobnie, jak trudno oczekiwa od
              sześcioletniego dziecka, że będzie czytało płynnie i bez potknięc (chociaż sa
              takie dzieci, po prostu zdolne), tak trudno oczekiwa od czterolatka, że nigdy
              nie zacznie wrzeszczec publicznie. A jeśli tego nie robi, to na ogół nie
              dlatego, że jest tak świetnie wychowany, tylko po prostu charakter taki ma, że
              nie wrzeszczy.

              Jeszcze jakiś przykład? Prosze bardzo. Moje młodsze dziecko namiętnie sprząta po
              sobie zabawki. Hobby ma takie. Nie powiem, cieszy mnie to, ale głupia bym była,
              gdybym sądziła, że ona jest "wychowana" i tak zostanie. A ktoś, kto od
              półtoraroczniaka oczekiwałby bycia wychowanym w tym kierunku, powinien udac się
              na leczenie.

              Krótko mówiąc, kiedy mówimy o dziecku "wychowanym" i "niewychowanym", warto
              zdawa sobie sprawę:
              - w jakim wieku jest dziecko
              - jakiego aspektu wychowania rzecz dotyczy
              - czy dziecko jest zdrowe
              - jaką ma osobowośc, charakter
              - w jakiej jest sytuacji życiowej...
              I kiedy to wiemy, możemy sobie z czystym sumieniem wyrokowac o tym, czy dane
              dziecko jest wychowane.

              Tylko po kiego grzyba, ja się pytam? Dla przyjemności bycia wyrocznią?

              Jeszcze taki przykładzik podam. Mojej córce zdarza się urządzic publicznie
              koszmarną histerię. No, na pierwszy rzut oka widac, że bachor niewychowany. A
              tymczasem jest to kłębek nerwów w wyniku niekoniecznie przyjemnych wydarzeń
              życiowych, o czym osoba postronna, klasyfikująca dziecko, oczywiście ma guzik
              pojęcie. I alternatywą dla tych ataków histerii mogłoby by na przykład gryzienie
              palców do krwi albo wyrywanie sobie włosów, nie mówiąc już o waleniu głową w
              ścianę. To ja bardzo dziękuje, ja już wolę byc potępianą przez otoczenie matką
              dziecka niewychowanego, ale za to w jednym kawałku. Co zresztą nie znaczy, że
              jej histerie aprobuję. Ale je ROZUMIEM, w przeciwieństwie do rozmaitych
              oceniających.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
              • mama007 berek_76 25.09.06, 21:09
                I alternatywą dla tych ataków histerii mogłoby by na przykład gryzieni
                > e
                > palców do krwi albo wyrywanie sobie włosów, nie mówiąc już o waleniu głową w
                > ścianę. To ja bardzo dziękuje, ja już wolę byc potępianą przez otoczenie matką
                > dziecka niewychowanego, ale za to w jednym kawałku. Co zresztą nie znaczy, że
                > jej histerie aprobuję. Ale je ROZUMIEM, w przeciwieństwie do rozmaitych
                > oceniających.

                uprzejmie prosze o pozwolenie podpisania sie pod tym smile
                pozdrawiam
              • eiza.rrasay do berek_76 25.09.06, 21:53
                wiesz co... czytajac twoja wypowiedz mam jednak wrazenie ze sie nie
                rozumiemy....
                mialas kiedys okno z widokiem na plac zabaw? wiesz ile roznych zachowan i
                reakcji mozna tam zaobserwowac?
                dla przykladu:
                a) dziewczynka (powiedzmy dla rozroznienia Kasia) korzysta z chustawki... chce
                sie chustac dalej, ale juz czekaja inne dzieci - Kasia jednak ani mysli
                schodzic, a co jej matka reaguje: Mame juz bola nozki, wiec chodz Kasiu
                pojdziemy teraz do piaskownicy pokaze ci jak... 9tutaj juz nie slyszalam co blo
                dalej) - dziewczynka troche protestuje, ale schodzi, a za chwile juz buzuje na
                calego w piaskownicy...
                b) inna dziewczynka, z inna matka (zeby nie bylo niedomowien) chwile pozniej
                dosiada chstawki - chysta sie prawie godzine, inne dzieci tez juz chca... ale
                Ona nie pozwala, kopie, krzyczy, probuje bic... a wiesz co jej mamatka na to?
                cos w sensie ze "ona jest taka rezolutna, grzeczna i ciekawa swiata" (obie
                niestety i dziewczynki i matki znam dobrze, moje sasiadki)
                piszesz ze nauka wychowania trwa - owszedm, wiem ze nie mozna od razu oczekiwac
                efektow, ale czy nie uwazasz, ze bardzo czestu efekty, a raczej ich braki sa
                wynikiem nieodpowiedniego podejscia?
                > I
                > kiedyś tam wreszcie sukces osiągamy.

                CYTAT (z Tracy Hogg "zaklinaczka"):
                Stawalam sie coraz bardziej niespokojna, roztrzepana i trzpiotowata dziewczynka,
                Niania jednak potrafila skierowac moja energie ku zabawie lub opowiesci.
                Stalysmy, na przyklad, w kolejce przed wejsciem do kina, a ja wiercilam sie
                niecierpliwie, ciagnac ja za rekaw. - „Nianiu, kiedy nas wpuszcza? Nie moge sie
                juz doczekac!”.
                Niezyjaca juz mama mojego taty - nazywana przeze mnie Babcia - w takiej sytuacji
                wlepilaby mi tegiego klapsa. Jej poglady wywodzily sie z tradycji
                wiktorianskiej, zgodnie, z która „dzieci nie powinno byc slychac, choc moze je
                byc widac”. W mlodosci Babcia rzadzila zelazna reka, w przeciwienstwie do
                Niani, która nigdy nie musiala odwolywac sie do przemocy, aby przywolac dzieci
                do porzadku. Owego dnia, przed kinem, spojrzala na mnie, mruzac jedno oko, i
                powiedziala: - „Nie wiesz, co tracisz, narzekajac i myslac tylko o sobie”.
                Zwrócila wzrok w pewnym kierunku, wysuwajac, jak zwykle, dolna szczeke. -
                „Widzisz ta mame z dzidzia? O, tam!? Jak myslisz, dokad oni dzis pojada?”.
                - „Do Francji” - odpowiedzialam bez zastanowienia.
                - „Do Francji? A jak sie tam dostana?”.
                - „Odrzutowcem” - musialam juz gdzies slyszec to slowo.
                - „Taak?! A gdzie beda siedzieli?” - kontynuowala Niania i zanim sie
                spostrzeglam, przestalam zwracac uwage na czekanie, bez reszty zaabsorbowana
                interesujaca opowiescia."

                oczywiscie NIE UWAZAM, iz kazdy musi byc zelazna reka dla swojego dziecka, ale
                uwierz mi, ze nawet i dwulatka mozna skutecznie zainteresowac czyms innym niz
                np goraca swiczka ktora on wlasnie probuje sciagnac... trzeba tylko chcec i
                umiec, a nie czekac na to, kiedy efekt zostanie osiagniety i zakonczony... bo
                niestety zarowno o 8 latku mozna powiedziec ze jest niewychowany, gdy sie
                awanturuje w sklepie, jak i o 3 latku, ktory na kazda probe przerwania
                negatywnego zachowania (bo nie wiem jakby to inaczej nazwac, brakuje mi slow,
                za pozna pora jak dla mnie) reaguje wrzaskiem jeszcze wiekszym niz
                wczesniejszy...

                PS: jezeli chcesz, Ty jub ktora kolwiek z Was, caly tekst tej ksiazki (w sumie
                poradnika) moge przeslac na maila - wystarczy napisac wink
                • berek_76 Re: do berek_76 26.09.06, 09:06
                  czy nie uwazasz, ze bardzo czestu efekty, a raczej ich braki sa
                  > wynikiem nieodpowiedniego podejscia?

                  Myślę, że nagminnie smile Chciałam tylko podkreślic, że nie zawsze i że można się
                  bardzo naciąc, albo co gorsza niesłusznie kogoś skrytykowac, dokonując oceny bez
                  pełnej informacji.

                  Jak mówię - MOJE konkretne dziecko w chwili histerii jest przykładem kompletnie
                  niewychowanego bachora. Dla kogoś, oczywiście, kto nie wie, że ma ona do tych
                  histerii naprawdę poważny powód.

                  Natomiast zgadzam się, że przyjmowanie każdego wybryku wzruszeniem ramion i
                  komentarzem "dzieci już tak mają" jest nie tylko niewychowawcze, ale jest też
                  golem strzelanym do własnej bramki.

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • driadea Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 21:12
      Jestem matką takiego dziecka i powiem ci w sekrecie, że to nie ma wiele
      wspólnego ze sposobem wychowania, moje dziecko po prostu takie, odpukać,
      jest. smile
    • mamastasia Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 21:18
      A ja ostatnio zazdroszczę takim mamom... Mój starszy syn ostatnio tak daje mi
      popalić (wiem, że na pewno jest w jego zachowaniu sporo naszej, rodziców,
      winy),że wysiadam. I ja naprawde staram sie nie dawac mu klapsów, ale słabo mi
      to wychodzi. Guzik pomagają, a ja mam przez nie doła... Ale nie mam sił. Staś
      jest kochany, inteligenty, bystry, bywa grzeczny - ale tylko jak mu sie chce. A
      poza tym to... znajome mamy mi współczują smile A ja go kocham ponad wszystko i mam
      serdecznie go dosyć sad Oprócz tego jaki jest kochany jest też złośliwy, ostatnio
      nauczył się bić jak mu odmawiam lub zakazuję, wyje, krzyczy, rzuca sie na
      podłogę, marudzi.... A ja powtarzam sobie jak bardzo go kocham i, że on mnie
      kocha i, że musze o tym pamietaćsad
      Brudzenie siebie i otoczenia to drobiazg.
      Pozdrawiam
      Ania
    • sineira Re: Jestem pełna podziwu... 25.09.06, 21:37
      Aretinko, to kwestia charakteru, dzieci są po prostu różne. Na pocieszenie
      zdradzę, że znam dwóch braci, którzy w dzieciństwie byli zupełnie od siebie
      różni - jeden grzeczny, spokojny i poukładany, drugi łobuz i "skaranie boskie".
      Ten pierwszy robił dokładnie to, co mu mama powiedziała. Ten drugi wiecznie
      rozrabiał, wiedziony ciekawością rozbierał zabawki i palił firanki.
      Ten pierwszy w wieku lat 32 nadal wisi na matce, pracy nie ma, dupa z niego
      wołowa, zero woli, zero inicjatywy. Ten drugi już dawno poszedł na swoje,
      skończył studia, znalazł dobrą pracę, ma żonę i dziecko.
      Wniosek? Nie podziwiaj i nie zazdrość, bo takie uległe kukiełki pozostają
      bezwolne bardzo dłuuugo.
    • gacusia1 Nie,nie,moja droga! 25.09.06, 22:43
      To nie kwestia wychowania-no moze NIE WYLACZNIE KWESTIA WYCHOWANIA!To kwestia
      charakteru i temperamentu dziecka.Mam dwojke,jakze oni rozni od siebie.Cora
      byla z tych grzeczniutkich,niesmiecacych,spokojniutkich-BYLA(JUZ NIE
      JEST).Synek-szatan wcielony.Sekundy w miejscu nie usiedzi.Wszystko musi
      dotknac,zobaczyc,posmakowac.Corcia byla taka,ze jak raz powiedzialam,ze nie
      wolno-to nie ruszyla.Synek-milion razy powtarzam,tlumacze,czasem krzykne nawet
      I NIC!Patrzy na mnie,slodkie oczka robi i dalej ciagnie za kwiatka,albo do tego
      jeszcze mowi "ne,ne!".Wiadomo,ze sa dzieci "rozwydrzone",ale sa tez te "zywe"
      ktore nie sa ZLE WYCHOWANE.
    • monia145 Mnie mogłabyś podziwiać... 26.09.06, 08:36
      gdyby to, jaki mój syn jest dziś(6 lat), było moja i tylko moja zasługąsmile
      Nam chyba trafił sie taki niezwykły egzemplarz- jakos do tej pory uniknęliśmy
      wszelkich buntów, histerii itp. Syn wie, czego chce, ale nigdy nie za wszelka
      cenę. Zawsze dużo z nim romawialiśmy, jesli czegos nie chcielismy lub nie
      mogliśmy mu kupić- i to dziś procentuje.
      I chociaż ma 6 lat nadal śmiech wywołują w nas wszystkich- "skaczące pomidory,
      buraczki, ziemniaki itp"- ma to pewnie po mnie, ze jedząc czesto coś wyskakuje
      z talerza.........nie wiedziałam jednak, że dziecko rozlewajace i rozrzucajace
      jedzenie to dziecko niegrzeczne lub niewychowane? Dla mnie to nigdy nie był
      powód abym miała cokolwiek do zarzucenia synowi, ot zdarza sie i dorosłemusmile
      A tak w ogóle to wydaje mi się, ze ja jakis specjalnych metod wychowawczych
      nigdy nie stosowałam i nie stosuję- oprócz intuicji i zdrowego rozsądkusmile
      Ale tak jak juz napisałam- wzystko zalezy od dzieckasmile
    • iwles takie GENY po rodzicach .............;););) 26.09.06, 08:48

    • karambol45 Re: Jestem pełna podziwu... 26.09.06, 08:52
      ja nie dziwię się że dziecko ciągnie za kwiatka , czy rzuca się w sklepie na
      podłoge bo to jest ciekawośc dziecka - co się stanie z kwiatkiem jak pociągnę,
      jak zareaguje mama jak będę wrzeszczał , ale dxziwie się jak dziecko nie
      potrafi podporządkować się woli rodzica - to jest kwestia posłuszeństwa ,
      dziecko powinno wiedzieć że to rodzić ustala zasady i rodziców się słuchać,
      zgadzam się jedynie że dzieci w wieku przedszkolnym w bardzo wielu
      przypadkach "badają teren" tzn. chcą wymusić pewne zachowania na rodzicach i
      stąd ich krzyki, piski , rzucanie się na podłogę - ale po to jest rodzic aby
      zareagfował w odpowiedni sposób
      • monia145 Re: Jestem pełna podziwu... 26.09.06, 08:59
        Mnie syn rozbawiał do skrywanych łez, kiedy na prośbę- "Umyj zęby"- zaczynał
        mówić- nie, nie chcę, nie pójdę i w momencie, kiedy składał te deklaracje
        maszerował do łazienki, aby te zęby umyćsmileAle ja wykazywałam sie anielska
        cierpliwością i nie poganiałam, nie krzyczałam, nie gderałam. Krótkie, zwięzłe
        prośby, polecenia w naszym przypadku działają cudasmile
      • berek_76 Re: Jestem pełna podziwu... 26.09.06, 09:04
        > ja nie dziwię się że dziecko ciągnie za kwiatka , czy rzuca się w sklepie na
        > podłoge bo to jest ciekawośc dziecka - co się stanie z kwiatkiem jak pociągnę,
        > jak zareaguje mama jak będę wrzeszczał , ale dxziwie się jak dziecko nie
        > potrafi podporządkować się woli rodzica - to jest kwestia posłuszeństwa ,
        > dziecko powinno wiedzieć że to rodzić ustala zasady i rodziców się słuchać,
        > zgadzam się jedynie że dzieci w wieku przedszkolnym w bardzo wielu
        > przypadkach "badają teren" tzn. chcą wymusić pewne zachowania na rodzicach i
        > stąd ich krzyki, piski , rzucanie się na podłogę - ale po to jest rodzic aby
        > zareagfował w odpowiedni sposób

        Owszem, rodzic jest "po to". Więc proszę, powiedz mi, jaki jest ten "odpowiedni
        sposób", który sprawi, że moje czteroletnie dziecko NIE BĘDZIE histeryzowac?

        I odpis dyplomu proszę, bo jak na razie trzeci kolejny psycholog mi mówi, że
        jedyną metodą jest PRZECZEKAC, komunikując oczywiście, że histerie sa
        niepożądane. Ale to jest tylko metoda poinformowania dziecka o mojej opinii,
        natomiast nie owocuje ona, niestety, końcem histerii. A kolejni psychologowie
        uspokajają mnie, że moje dziecko, takie, jakie jest - w swoim wieku, ze swoim
        bagażem doświadczeń i swoim charakterem - ma prawo histeryzowac i histeryzowac
        będzie jeszcze przez jakiś czas. I nie jest do dowód "niewychowania", ponieważ
        nie ma metody, które mogłaby położyc kres histeriom, nie robiąc równoczesnie
        dziecku jeszcze większej krzywdy.

        Savy?

        Krótko mówiąc - rodzic jest po to, żeby reagował w odpowiedni sposób. Ale
        "odpowiedni sposób" to nie zawsze taki, który po prostu z miejsca zlikwiduje
        niepożądane zachowanie. Taki pogląd może wyrażac osoba postronna. Z punktu
        widzenia relacji rodzic-dziecko, odpowiedni jest sposób, który zmierza do
        likwidacji problemu poprzez jego rozwiązanie, a nie na przykład zastąpienie
        innym, mniej widocznym.

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • wieczna-gosia Re: Jestem pełna podziwu... 26.09.06, 09:28
          > Savy?

          hehehe ach ten Sparrow.....

          jestem przykladem dziecka, ktore bylo wychowywane np metoda "masz natychmiast
          przestac histeryzowac!!!!"

          ale po to jest rodzic
          > aby
          > > zareagfował w odpowiedni sposób
          >

          czasami brak reakcji, czy po prostu poinformowanie dziecka ze histeria jest fe i
          chwolowo z toba nie gadam- jest wlasnie takim sposobem. Moje dzieci z histerii
          leczylam wlasnie tak, ze nie wyciagalam na sile, nie zbiralam z ziemi itd- tylko
          po prostu przeczekiwalam atak. Czego sie w tym czasie nasluchalam to tylko ja
          sama wiem. A jednak moje dzieci od pewnego wieku w gore swietnie wiedza ze
          histeria jest be.

          moj syn zazwyczaj budzi sie z rykiem rano. Taki ma modus operandi, ryczy,
          wrzeszczy a mi cisnienie skacze i mam ochote.. ooooch na co ja nie mam
          ochoty.... najskuteczniejsza jak dotad metoda jest przytulic go, powiedziec "nie
          dam ci kakao dopoki nie przestaniesz plakac", pocalowac i wyjsc z pokoju. Za
          chwile czlowiek ma u nogi przytulonego dosc wesolego chlopczyka, ktory mowi "ja
          nei pacie". Moj ojcic w analogicznej sytuacji dalby mi w dupe, i ja bym
          przestala plakac w 5 sekund po czym nastepne trzy godziny przeplakalabym w duszy...
          • karambol45 Re: Jestem pełna podziwu... 26.09.06, 10:22
            moim zdaniem ta odpowiednia metoda to jest własnie taka metoda która doprowadza
            do określonego celu a nie ma zadowolić osobę postronną, patrzącą obok,
            sama mam 2 dzieci i byłam kiedyś w takiej sytuacji syn mi się rozwrzeszczał w
            sklepie bo chciał coś tam słodkiego ja uznałam że nie dostakiego tego z jakiś
            tam powodów - było to pierwszy raz takie jego zachowanie,starałaqm się mu
            wytłumac`zyć ale to jic nie dawało więc przestałam reagować na ten jego krzyk -
            było to pierwszy raz jak zar5eagował w ten sposób na moją odmowę i więcej to
            się nie pwotórzyło, chyba zrozumiał że nie tędy droga
            ale wtedy w tym sklepie pani za mną patrzyła na mnie pogardliwie i widziałam że
            mi współczuje że mam takie dziecko...
    • weronikarb Re: Jestem pełna podziwu... 26.09.06, 10:32
      Tez czasami bym chciala miec w domu aniołka a nie diabełka smile
      Póki nie mówił i robił histerie to wiedziałam jak reagowac, od kiedy gada to
      juz czasami niewiem czy smiac sie czy plakac. Podam przyklad z niedzieli:
      Ja - Dominik nie wchodź na drabine
      D: jaką? (wchodząc na nią)
      Ja- zejdź bo spadniesz
      D: gdzie? (robiac wielkie oczy)
      ja: na ziemie
      D; i odpadna mi uszy i wyleca oczy? (skad to wzial niewiem)
      Ja: tak i nie bedziesz widzial ani slyszal mamy
      D; co ty? Ja jestem wielki nie spadne
      Ja; zejdz mi natychmiast
      schodzi podchodzi do mnie:
      no zobacz jaki jestem wielki moge nie?

      Ustalilismy kompromis wchodzi do 3 szczebelka
      Fakt sprawdzalam, bo on próbuje czy na 4 moze jednak wejsc

      W kosciele zachowuje sie siedzac (zywe srebro) dlaczego?
      Proste chodzac do kosciola nie puszczalam go na posadzke, wytrzymywalam nieraz
      wrzaski (masza dla dzieci). Teraz mowiac mowi szeptem i nei biega. Ma nieraz
      zle dni to wtedy wychodzimy z mszy

      W domu wcielony diabel, teraz ma okres rzucania wszystkim robienie na przekor
      wrecz perfidnie.
      Nieraz nie wytrzymuje i dostanie klapsa - co wogole nei dziala

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka