dorpyp
28.09.06, 13:58
witam. jak to jest. jedni rodzice oddali by wszystko dla swoich dzieci i
wnuków. nawet zięcia traktują jak syna. mam na myśli moich rodziców.
najchętniej by nas widzieli codziennie u siebie. a już w niedzię na obiedzie
to obowiązkowo. przy naszym synku (ma 4 m-ce) też do tej pory tylko oni
pomagają (chociaż mieszkają 8 kilometrów od nas, teście w tym samym
mieście). jak pójdziemy do teściów to nawet kawy nie zaproponują, a o
obiedzie już nie wspomnę. na chrzciny też nic nie dali. nawet pamiątki nie
kupili wnukowi. wiem, że mieli wtedy kasę. woleli ją wydac na kawę, paierosy
i piwo. mam dośc. mówię mężowi o tym. czasami mnie poprze, ale ostatnio
zaczyna się buntowac. nie chce jeździc do moich rodziców. zabiera synka zbyt
często do swoich rodziców. a tego nie chcę, bo albo razem będziemy chodzic i
do moich i do jego albo wcale. nawet mnie nie pyta czy idę z nim, jak idzie
do swoich rodziców. czyżby mnie tam nie lubili? napiszę jeszcze, że do tej
pory teście byli u wnuczka może z 5 razy (mały ma 4 m-ce). pozdrawiam.
musiałam się wyżalic. dzięki