Dodaj do ulubionych

Mama ma etat w domu

18.10.06, 11:09
Jestem mamą, która nie pracuje zawodowo. Dopóki synek był maluszkiem wszystko
było dobrze, ale odkąd chodzi do przedszkola czuję na sobie presję otoczenia.
Wszystkich irytuje to, że nie szukam pracy, a niektórzy traktują mnie dość
niepoważnie, nie liczą się z moim zdaniem itd. Mój mąż zarabia tyle, że
starcza nam na życie. Oczywiście dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą,
ale dla mnie nie są wartością najwyższą.
Przykro mi gdy ktoś ocenia mnie jako osobę próżną, bo za taką się nie uważam.
Coraz więcej osób zwraca mi też uwagę, że lata lecą a staż pracy nie. To mnie
trochę zaczyna niepokoić, bo mają rację.
Mamy pracujące na etat w domu proszę o opinie. Wiem, że nie powinnam zwracać
uwagi na innych skoro jestem szczęśliwa, ale opinie otoczenia bardzo wpływają
na moje uczucia.
Obserwuj wątek
    • anna-pia Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 12:49
      kdadik napisała:

      > Jestem mamą, która nie pracuje zawodowo. Dopóki synek był maluszkiem wszystko
      > było dobrze, ale odkąd chodzi do przedszkola czuję na sobie presję otoczenia.
      > Wszystkich irytuje to, że nie szukam pracy, a niektórzy traktują mnie dość
      > niepoważnie, nie liczą się z moim zdaniem itd. Mój mąż zarabia tyle, że
      > starcza nam na życie. Oczywiście dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą,
      > ale dla mnie nie są wartością najwyższą.
      > Przykro mi gdy ktoś ocenia mnie jako osobę próżną, bo za taką się nie uważam.
      > Coraz więcej osób zwraca mi też uwagę, że lata lecą a staż pracy nie.

      No właśnie - na emeryturę trzeba odkładać. Załóż sobie konto w tzw. III filarze
      i olej znajomych.

      To mnie
      > trochę zaczyna niepokoić, bo mają rację.
      > Mamy pracujące na etat w domu proszę o opinie. Wiem, że nie powinnam zwracać
      > uwagi na innych skoro jestem szczęśliwa, ale opinie otoczenia bardzo wpływają
      > na moje uczucia.

      Ja pracuję w domu, ale zawodowo.
      Uważam, że warto pomyśleć, co bedzie za 10 czy 15 lat - czy nie staniesz się
      nudna? Jeśli zadbasz o siebie - intelektualnie także - to pozostaniesz
      atrakcyjna kobietą. Znam taką, która jest mamą domową od chyba 12 lat. Ma swoje
      zainteresowania, a mąż, zawodowo informatyk, na nią składa rozwiązywanie
      problemów z domowymi komputerami. Jest na bieżąco z polityką, kinem, czasem jej
      zazdroszczę. A ona spotyka tylko tych ludzi, których chce smile
    • karin.dsi Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 13:27
      Kompletnie się nie przejmuj!

      Moje dziecko chodzi do żłobka, ja jestem na wychowawczym i mam małe dodatkowe
      dochody ( uczę języka w wymiarze 10-12 godz. w miesiącu). Także studiuję.

      Jeżeli jest ci dobrze, Twój mąż moze utrzymać rodzinę a Ty masz czas na zakupy
      i inne sprawy to uważam, że jest b. dobrze.
      Nie musisz brać zwolnienia kiedy mały zachoruje, nie zostanie po godzinach w
      przedszkolu, bo ciebie zatrzymają w pracy, nie musisz zostawiać domu, bo
      wypadły nadgodziny.
      Sytuacja idealna. Masz czas dla siebie, po południu czas dla dziecka, bo nie
      wracasz padnięta po 8 godzinach pracy. Dziecko ma zadowoloną z życia mamę i to
      jest super.
      Naprawdę nie warto przejmować się opinią otoczenia. Ludzie ci pewnie
      zazdroszczą, że nie musisz lecieć do roboty na te 8 godzin i możesz na
      spokojnie zadbać o siebie. To taka inwestycja w zdrowie, w urodę w TWÓJ związek
      a jeśli chcesz możesz przecież zapisać się np. na język obcy albo na jakiś kurs
      jeśli oczywiście chcesz.
      Znam b. dużo małżeństw, które rozpadły się, bo oboje długo i ciężko pracowali a
      później nie mieli o czym ze sobą rozmawiać. Ty możesz zadbać o siebie, o
      rodzinę, o mężą- są to wartości ogromne tylko niestety przez większość
      niedoceniane.
      A propos emerytury: załóż sobie III filar i odkładaj. Dostaniesz więcej niż z
      ZUSu.
      • kdadik Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 13:48
        Cieszę się, że jest ktoś kto mnie rozumie. Naprawdę bardzo dziękuję za dobre
        słowo.
        Nie napisałam tego wcześniej, ale jest powód nie szukania pracy. Staramy się z
        mężem o drugie dziecko i dlatego nie chcę podejmować pracy teraz, by móc potem
        w pełni cieszyć się macierzyństwem po raz drugi. A po pierwszym dziecku widzę
        jak ważne jest być z dzieckiem.
        Faktycznie trzeci filar to mądre rozwiązanie, muszę poszukać w necie ofert. A
        może mi coś polecicie?
        Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
        • ememka1 Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 14:00
          Jeżeli Ty jesteś zadowolona............to ich olej (sorry)!
          Mój mąż zawsze podkreśla, że Ja pracuję....w domu. Tylko, że nie jestem z tego
          powodu szczęśliwasad(. To był oczywiście mój wybór, ale mniejszego zła. Dwoje
          rodziców ciężko pracujących przy trójce dzieciaczków to trochę za dużo (jeżeli
          na nich nam zależy). Najlepszym rozwiązaniem (przynajmniej dla mnie)jest praca
          zawodowa na 1/2 etatu. Wtedy będzie czas dla wszystkich. Muszę tylko jeszcze z
          rok poczekać.
          Co do ubezpieczenia-dziewczyny mają rację.
    • volta2 Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 14:44
      Nie czytałam innych odpowiedzi, ale ja bardzo ci zazdroszczę sytuacji, że
      możesz być w domu i nie masz presji ze strony męża(bo o otoczeniu nie mówię
      tutaj). Ja też nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, tylko u mnie mąż
      nie bardzo jest chętny do takiej opcji.

      Jeśli wam starcza, jeśli nikt nie jest z takiego stanu spraw niezadowolony to
      się nie uginaj przed otoczeniem!
      Rób tak, jak ci jest wygodnie, skoro na życie wam starcza.
      Oczywiście nie daj się zastraszyć, że mąż cię zostawi z tego powodu że
      jesteś "kurą domową" i nie masz ambicji, bo to wyglądałoby tak, że żony
      pracujące nie są porzucane dla innch, i praca zapewnia sielankę małżeńską do
      końca życia.
      Pytanie tylko, czy faktycznie poradzisz sobie kiedyś sama?
      • zuzanna56 Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 15:04
        Wiesz, ja chyba byłabym też taką mama dziwiącą się...
        No bo jeśli dziecko ma już np. ze 4 lata i chodzi do przedszkola to pewnie
        większość kobiet już by chciała wrócić do pracy.
        Ja nie wyobrażam sobie nie pracować. Nawet kiedy miałam bardzo małe dzieci to
        uczyłam angielskiego na popołudniowym kursie (jestem po anglistyce). Teraz
        pracuje dość sporo chociaż mój mąż nie zarabia mało. Po prostu stać nas na
        więcej.
        A jeśli chcecie mieć drugie dziecko to faktycznie lepiej teraz pomyślec o sobie
        i o własnym zdrowiu. Jeszcze się w życiu napracujesz.
        • agawamala Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 16:08
          Ja byłam/jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam nienormowany czas pracy, mao
          godzin dydaktycznych itp. Ty - możesz pracować popołudniami, ale są panie,
          których praca wymaga obecności od 8.00 do 16,00 i co wtedy, gdy:
          - dziecko zachoruje?
          - są ferie, wakacje ( a tylko 26 dni roboczych urlopu wypoczynkowego)?
          Czy uważasz, że to dla dzieci takie szczęście siedzieć od 7.00 do 17.00w
          świetlicy/przedszkolu i widywać mamę padającą na twarz?
          I pamiętaj - wychowanie dziecka nie kończy się w chwili pójścia do przedszkola.
          To początek wieloletniej drogi.
          • zuzanna56 Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 16:14
            Agawamala, nie wiem czy to było do mnie?
            Nie, nie chciałabym pracować codziennie do 17.00 i jeszcze wracać godzine do
            domu. Na szczęście teraz jeden dzień w tygodniu mam bardzo luźny, mam tylko 3
            lekcje ale inne dni mam ciężkie. Moje dzieci chodziły, a córka nadal chodzi do
            przedszkola na 4-5 godzin dziennie. Zaczyna o 9.00 więc się wyśpi. Ale to
            często dziadkowie ją odprowadzają i odbierają.
            • agawamala Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 17:18
              Nie, nie było o Tobie. Jako lektor jęz. angielskiego możesz regulować sobie
              godziny pracy. Tym nie mniej są kobiety, które pracują w urzędach, bankach, na
              poczcie, w sklepach, nie mające takich możliwości. I nie wszystkie mają
              dziadków w pogotowiu - na miejscu, zdrowych i chętnych do pomocy. I ja rozumiem
              te kobiety, które zamiast fundować dzieciom 10 godzinny pobyt poza domem,
              wstawanie bladym świtem, decydują się nie podejmować pracy.
              • zuzanna56 Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 18:57
                Wiesz co to fakt. Te mamy ja też rozumiem.

                Teraz pracuję w szkole i nie mogę za bardzo ingerować w plan lekcji. Ale moje
                dzieci są już dość duże.
    • miirabelka Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 15:50
      A ja myślę, że nie należy się dziwic, bo tak naprawdę każda z nas jest inna.
      Jednej praca jest niezbędna do życia, a inna doskonale się spełnia w roli mamy
      domowej. I tak na marginesie to obecna sytuacja to niestety chyba niezamierzony
      efekt działalności feministek, mam na myśli to, że kiedyś kobiety nie miały
      wyboru i musiały siedziec w domu, a teraz mają ten wybór tylko pozornie, bo te,
      które z różnych względów do tej pracy nie chcą iśc są odbierane jak dziwaczki.
      Ja na razie zajmuję się domem i moimi maluchami i nie czuję się przez to ani
      lepsza ani gorsza od pracujących zawodowo mam, chociaż różnie z tym bywało, w
      końcu bycie zakwalifikowanym do drobiu to nic przyjemnegowink Bycie w domu mam
      swoje plusy i minusy podobnie jak praca poza domem. Mam czas na wszystko, na
      spacer i zabawę z dziecmi, na robienie konfitur, na moje ukochane hobby, czyli
      decoupage, wkrótce także na naukę inwestowania na giełdzie, na forumsmile i na
      wiele innych rzeczy Nie muszę się martwic co zrobic kiedy mi dziecko zachoruje,
      bo siedzimy wtedy w domku czytamy książki, rysujemy, oglądamy bajki i kurujemy
      sięsmile Z minusów to oczywiście brak własnej „kasy” który jednakowoż niespecjalnie
      mi doskwiera bo mąż zarabia wystarczająco dużo i nie muszę mu meldowac o każdym
      zakupiesmile Wiem, że niektórym takie życie może się wydac niespecjalnie ciekawe
      czy wręcz nudne, ale skoro mnie ono odpowiada i nie robię przy tym nikomu
      krzywdy..Jedyne co mnie czasami męczy to, to, że niektórzy wydają się wiedziec
      lepiej co jest dla mnie i dla mojej rodziny lepszesmile
      PS.Nie piszę o oszczędzaniu bo to zrobiło już kilka forumowiczeksmile

      ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
    • agawamala Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 16:04
      Przez kilka lat też traktowano mnie mało poważnie. Z tym, że u mnie okres
      wychowywania dzieci zbiegł się ze studium doktoranckim. To czy pracujesz (
      zawodowo) czy nie jest tylko i wyłącznie Twoją sprawą.
      Zapewniam Cię, że twórcze wychowywanie dziecka jest częstokroć ważniejsze niż
      przesiadywanie w biurze i plotkowanie.
      Wścibskim powiedz, że:
      - zależy Ci, aby Twoje dziecko nie musiało wstawać o 6.00 , aby być przed 7 w
      przedszkolu, tak, abyś na 8 zdążyła do pracy
      - nie chcesz, aby dziecko siedziało do 17.00 w przedszkolu, a potem w świetlicy
      - chcesz, żeby dziecko jadło w domu świeżo ugotowany obiad
      - chceesz, i możesz sobie na to pozwolić, żeby dziecko nie chodziło chore do
      przedszkola/szkoły
      I jeżeli inni Ci tego zazdroszczą to jest to tylko i wyłącznie ich problem.
      • asienka1234 Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 16:09
        Przeciętna pensja mężczyzny w Polsce to 3000 złotych.
        Czy jest to wystarczająco dużo aby żona nie pracowała?
        Chyba że wasi mężowie zarabiają 2 razy tyle.
        • edytek1 Do asienka 1234 18.10.06, 16:43
          Znam takich panów co zarabiają 4 razy wspomniane przez Ciebie 3 tyś. Tę rodzinę
          stać na wszystko ( prywatna dobra szkoła dla dziecka, wcześniej dobre
          przedszkole a także basen, tenis, kosmetyczka, wakacje i dwa autka oraz duże
          mieszkanie). Pani nie pracuje, bo cała jej pensję zjadłby podatek zajmuje sie
          domem, udziela się w szkole dziecka,dużo czyta. Ona i jej maż są zadowoleni na
          wypadek nieszczęscia mąż kupił sobie ubezpieczenie na zycie ( 300 tyś) a pani
          płaci sobie coś tam na emeryturkę ( co i ile nie wiem nie znam sie na tym). A
          poza tym jak jedna osoba jest w domu to inaczej kasą gospodaruje ma więcej
          czasu, aby poszukać promocji czy okazji( ma czas, aby przez pól miasta jechać p
          coś tam , bo taniej) poza tym ulepi pierożki, usmaży naleśniczki a nie kupi
          gotowe x razy droższe. To tyle moich obserwacji.
          • wrozka.zebuszka Cóż, niektórym po prostu żal 18.10.06, 17:23
            że są na świecie kobiety nie muszące co rano zasuwać do pracy najemnej, by
            rodzina nie padła z głodu. Że mogą poświęcać cały swój czas rodzinie, pasjom,
            domowi czy rozrywkom.
            Toteż czepiają się takiej kobiety najczęściej pod hasłem "czy ty nie myślisz o
            emeryturze", jakby istniała realna obawa, że pani do nich za parę lat po prośbie
            zapuka. I bardziej wierzą w zus, niż w zdrowy rozsądek pani, która nie pracuje,
            przekonani, że nawet, jeśli odkłada (czy wręcz pomnaża) ona jakieś pieniądze, to
            na pewno nie potrafi radzić sobie z tym tak dobrze jak geniusze ekonomiczni z
            rządu zarządzający (za pomocą ustaw) zusem... Jeśli to z zazdrości, to
            przynajmniej można to po ludzku zrozumieć. Jeśli zaś naprawdę tak sądzą, jak
            mówią - coż, żałosne...
            • kdadik Re: Cóż, niektórym po prostu żal 18.10.06, 18:25
              Bardzo dziękuję wszystkim Wam za słowa otuchy i zrozumienie. Atakowana jestem
              faktycznie głównie przez rodzinę męża, nie wiem czy boją się tego że go
              wykorzystuję?
              Sytuacja moja jest o tyle trudniejsza, że mieszkam w Inowrocławiu od 6 lat,
              przeniosłam się z rodzinnego miasta ze względu na pracę męża - małżeństwo na
              odległość nie miało dla mnie sensu. Przed tym pracowałam na pełnym etacie w
              biurze. Po przyjeździe do Inowrocławia nie mogłam znaleźć pracy, więc
              zdecydowaliśmy się na dziecko. W międzyczasie dokończyłam zaocznie studia
              licencjackie. Gdy nasz synek miał 1,5 roku poszłam do pracy, bo wtedy czułam
              potrzebę pracowania. Ale popracowałam tylko pół roku. Krótko, ale wystarczyło
              bym zrozumiała, że nie tego chcę. Pensję miałam najniższą jaką mogłam mieć i w
              dodatku dojeżdżałam do Bydgoszczy 50km pociągiem, bo nie miałam jeszcze prawa
              jazdy. Po tym doświadczeniu faktycznie oboje zdecydowaliśmy że to się nie
              opłaca pod żadnym względem. Od tej pory jestem w "domową kurą", której udało
              się zrobić magisterkę.
              Ja sama naprawdę jestem zadowolona z mojego życia, może nie jest na najwyższym
              poziomie jeżeli chodzi o finanse, ale wystarcza nam na wszystko. Teraz chcę
              bardzo zajść w ciążę. Czuję, że potrzebuję dwójki dzieci do kochania. Mąż też
              tego chce. Szkoda tylko, że tą sielankę udaje się niektórym popsuć.
              Ale macie rację, nie mogę słuchać ludzi którzy nawet nie próbują mnie
              zrozumieć. To przykre, ale czasem naprawdę obcy ludzie są bliżsi niż rodzina.
              Jeszcze raz Wam dziękuję.
              • agawamala Re: Cóż, niektórym po prostu żal 18.10.06, 21:24
                Ja jestem złośliwą jędzą, więc pewnie bym nie wytrzymała i powiedziała rodzinie
                męża, że za chwilę Ty zaczniesz komentować ich życie, i to w sposób niemiły dla
                nich.
                Możesz zapytać szwgierkę dlaczego jak dotąd nie znalazła sobie męża ( o ile
                jest tzw. starą panną), teściową, że z roku na rok staje się coraz bardziej
                okrągła i to chyba na skutek klimakterium itd, itp. Pomaga.
                Ktoś kiedyś zapytał czy nie za wcześnie zdecydowałam się na drugie dziecko i
                czy moja ciąża nie jest efektem "wpadki". W odpowiedzi usłyszał pytanie
                dlaczego nie dzieli z mężem łoża i jak często podczas współżycia ma orgazmy.
                Zapewniam, że miałam spokój.Nie daj sobie jeździć po głowie.
                • malila Dygresyjnie 18.10.06, 22:35
                  agawamala napisała:

                  > Ktoś kiedyś zapytał czy nie za wcześnie zdecydowałam się na drugie dziecko i
                  > czy moja ciąża nie jest efektem "wpadki". W odpowiedzi usłyszał pytanie
                  > dlaczego nie dzieli z mężem łoża i jak często podczas współżycia ma orgazmy.

                  Wiedziałaś, że nie dzieli łoża, czy trafiłaś i zatopiłaś?
                  • agawamala Re: Dygresyjnie 19.10.06, 08:00
                    domyślałam się z pół i ćwierć słówek- trafiłam i ....zatopiłam.
          • monia145 Re: Do asienka 1234 18.10.06, 19:04
            Ale to jednostkowy przykad, odosobniony, nie jakaś cykilicznie powtarzająca się
            prawidłowość.....
            • miirabelka monia145:) 18.10.06, 19:23
              Nie wiem czy ten komentarz był do mniesmile
              Dodam tylko, że uważam, iż niezależnie od tego ile mąż zarabia, jeśli oboje są
              zadowoleni z obecnej sytuacji to tak naprawdę nikomu nic do tego.
              I jeszcze jedno, najśmieszniejsze (a może najsmutniejsze?) jest to, że w tym
              dogryzaniu niepracującym mamom celują kobiety...

              ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
              • zuzanna56 mirabelka 18.10.06, 19:35
                Daj spokój, nie ma się co przejmować. Wiesz co, ja też po cichu marzę żeby nie
                pracować. No, a najlepiej pracować tak ze dwa razy w tygodniu.
              • monia145 Re: monia145:) 18.10.06, 19:40
                Nie do Ciebiesmile Do Edytek.....
        • miirabelka asienka1234:) 18.10.06, 18:27
          asienka Twój komentarz to typowe zrzędzenie, które niczego nowego nie wnosi..
          Ja piszę, że jestem szczęśliwa, nie wspominam nic o kłopotach ze związaniem
          końca z końcem więc nie wiem do czego się odnosi to co napisałaś? Jeśli się
          niepokoisz, że przymieramy głodem to spieszę Cię uspokoicsmile)
          A tak na marginesie mój mąż zarabia kilka razy więcej niż wspomniana przez
          Ciebie suma.

          ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
    • aga_i_oli Re: Mama ma etat w domu 18.10.06, 22:44
      Jestem w takiej samej sytuacji. (Pracowałam przez dwa lata. Od około 2 roku do
      4 roku synka.) Nie pracuje od 4 miesięcy z czego 3 i pół spędziłam poza krajem.
      Mój mąż chce abym pracowała, ale na pół etatu. (Też o tym myślę). Również myślę
      o kursach, doszkalaniu smile Nie interesuje mnie opinia innych osób i na szczęście
      jeszcze nikt nie powiedział nic przykrego smile Mam nadzieję że znajdę ciekawy
      kurs i prace ale pochłaniającą mało czasu.
      Pozdrawiam, prawie samodzielna mama, która jest bardzo zakochana w swoim mężu.
      Tylko szkoda że On jest tak daleko sad
    • bablara Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 08:53
      Widze tutaj tylko i wylacznie glosy, ze tak ,ze super , ze jesli chcesz zostac w
      domu to fajnie i nie ma sie czym przejmowac. Uwazam,ze tak naprawde nie do konca
      macie wszystkie racje. A co zrobisz w sytuacji kiedy zadrzy sie jakis wypadek
      i zostaniesz np. sama z dzieckiem lub dziecimi. Kto zatrudni w dzisiejszych
      czasach osobe, ktora przez kilka lat nie pracowala. A co bedziesz robic jesli
      np. musialabys wystapic o rozwod. Jak wtedy sie utrzymasz. Wiem,ze to tylko
      takie gdybanie, ale trzeba rozpatrywac rozne punkty widzenia. W dzisiejszych
      czasach kobieta musi byc niezalezna, rowniez finansowo.
      • crises Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 09:13
        No więc właśnie - parę takich przypadków znam. Pani latami dmuchała w domowe
        ognisko, aż się okazało, że pan mąż dmucha inną panią. Żona została wyrzucona z
        wynajętego mieszkania z 10 zł w kieszeni i dzieckiem - 33 lata, nigdy nie
        pracowała, zero szans na pracę inną niż np. sprzątanie. Zamieszkała u rodziców,
        którzy ją i dziecko utrzymywali z emerytury, leczyła się psychiatrycznie. Z
        tatusia nie bardzo się dało ściągnąć jakieś alimenty, oficjalnie nie miał nic i
        nigdzie nie pracował, w praktyce żył jak pączek w maśle prowadząc świetnie
        prosperującą firmę na nową panią. Powodzenia, kurki domowe, i cieszcie się póki
        możecie, bo pamiętajcie, że statystyka jest nieubłagana - jakiś procent z Was
        tak skończy.
        • uffa1 Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 10:23
          crises!
          Chyba masz jakies kompleksy...
          Ja jestem mama. ktora zrezygnowala z pracy wlasnie na rzecz 'dmuchania w wlasne
          ognisko' jak to nazwalas.
          Czuje sie fajnie w domu, o emeryture sie nie boje, bo jest cos takiego jak III
          filar, gdzie maz regularnie wplaca pieniadze na moja emeryture.
          Duzo sie napracowalam juz przed dziecmi i wiecie nie czulam wcale spelnienia
          zawodowego.
          Teraz pomagam w Fundacji charytatywnie (jestem po filologi germanskiej), czuje
          sie tam potrzebna, a w domu jestem zawsze wtedy gdy tylko mnie potrzebuja.
          • bablara Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 10:31
            Ale tu chodzi o to ,ze wiekszosc mam siedzacych w domu do emerytury ma jednak
            daleko. A naprawde rozne rzeczy sie zdarzaja. Trzeba brac pod uwage rozne
            przypadki.
          • crises Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 10:37
            Ta pani też była szczęśliwa, zrezygnowała z pracy, realizowała się w domu, dom
            wychuchany, dziecko dopilnowane, ogólna sielanka. Przez 10 lat. A teraz mieszka
            u rodziców z dzieckiem w dwupokojowym mieszkaniu i dorabia na promocjach w
            Makro podtykając ludziom serki na wykałaczce, żeby w ogóle mieć jakieś
            pieniądze.

            A pamiętaj, że sielanka może się skończyć nie tylko z powodu innych pań -
            zdarzają się również zawały i wypadki samochodowe. A na ubezpieczenie na życie,
            które pozwoliłoby Ci utrzymać się do końca życia, raczej nikogo nie stać -
            dostaniesz te 50k PLN, w wariancie optymistycznym, które przyzwyczajonej do
            życia w luksusie kurce starczy na rok i co dalej?

            • wrozka.zebuszka Do martwiących się o to, jak inne sobie poradzą 19.10.06, 12:03
              Czy wszystkie macie plan na okoliczność, że staniecie się w wypadku kalekami
              niezdolnymi do pracy i porzuconymi przez rodzinę?

              > zdarzają się również zawały i wypadki samochodowe. A na ubezpieczenie na życie,
              >
              > które pozwoliłoby Ci utrzymać się do końca życia, raczej nikogo nie stać

              Ciekawe, z czego żyją firmy ubezpieczeniowe?

              Skąd w ludziach tyle pseudotroski o dalsze losy innych osób? Skoro te kobiety
              podjęły decyzję o niepracowaniu zawodowo, to może jednak mają jakieś przesłanki,
              by sądzić, że do końca życia będą miały co jeść? Czy naprawdę nie sądzicie, że
              wtykanie nosa w czyjeś sprawy finansowe jest, delikatnie mówiąc, bardzo
              nieeleganckie?

              Pytanie "czemu siedzisz w domu zamiast poszukać pracy" jest tego samego kalibru
              co "czemu nie znalazłaś sobie bogatszego męża, by nie musieć zamiatać ulic".
              • miirabelka Re: Do martwiących się o to, jak inne sobie porad 19.10.06, 12:10
                A już myślałam, że ten wątek będzie miły i bez niepotrzebnych komentarzy i
                "dobrych rad", no, ale na forum się nie da, zawsze się musi znaleźc ktoś, kto
                musi dokopac, pokazac swoją "wyższośc" i dowartościowac się. Moja droga crises
                nie wiem czemu miał służyc Twój post? Chciałaś pokazac troskę o naszą
                przyszłośc? To trzeba było użyc nieco innych zwrotówuncertain Nie zamierzam Cię
                informowac jak jestem zabezpieczona na przyszłośc, bo to nie Twoja sprawa. I
                jeszcze jedno ja napisałam, że każda sytuacja ma swoje dobre i złe strony. Nie
                wiem jak mi się ułoży życie, ale wiem, że nie muszę się martwic co się dzieje z
                moimi dziecmi bo jestem przy nich. Mam zawsze czas na rozmowę, a jak słyszę
                historie od dwóch znajomych o tym jak wynajęły opiekunkę przez tą samą agencję
                (!) i ta opiekunka później okazała się byc znaną w okolicy alkoholiczką to
                oddycham z ulgą. Zdarza mi się też widziec jak opiekunki wychodzą z maluchami i
                niespecjalnie się nimi zajmują, jedna kiedyś nawet nie zauważyła jak dziecko
                będące pod jej opieką wyszło na ulicę! Oczywiście chcę wierzyc, że są to
                wyjątki, niemniej się zdarzają, taka jest statystyka…
                Widzisz ja nikogo nie oceniam, każdy dorosły człowiek dokonuje własnych wyborów,
                które w przyszłości mogą się okazac mniej lub bardzie słuszne. Jeśli zaś
                chciałaś się wykazac troską i chęcią ostrzeżenia innych na podstawie własnych
                doświadczeń lub obserwacji to naprawdę można to przekazac w milszy sposób.
                PS.Czy naprawdę masz tak bardzo ograniczony zasób słów, że kobiety zajmujące się
                domem określasz tylko i wyłącznie mianem „kurki” lub „kury domowej”?


                ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
                • crises Re: Do martwiących się o to, jak inne sobie porad 19.10.06, 12:17
                  > Moja droga crises
                  > nie wiem czemu miał służyc Twój post?

                  Wyrażeniu mojego niesmaku nad cudzą beztroską (bo parę ofiar takiej beztroski
                  mam nieprzyjemność znać) i nachalnymi próbami dowartościowania się "och, och,
                  jakie ważne i rozwijające jest to, co robię w domu, och, och".
                • paninemo Re: Do martwiących się o to, jak inne sobie porad 19.10.06, 12:19
                  A ja poruszę zupełnie inną sprawę (choś zgadzam się z tymi z Was, które
                  uważają że trzeba zawsze zabezpieczac przed niespodziwanymi wypadkami w życiu:
                  przytoczone tu zawały, wypadki, zdrady itp.), ale nikt w ogóle się tutaj nie
                  zastanawiał, że może nieuczciwe jest zwalanie zadania utrzymania domu na
                  meżczyznę, bo dlaczego to on mam ciągle być pod presją, że jest jenym
                  żywicielem rodziny. Ja nie mówię, że praca w domu nie ma wartości tylko, że jak
                  kobieta nie będzie jej wykonywać to nic się nie stanie (no bo co jak nie
                  będziwe obiadu) a jak mąż straci pracę to będzie tragedia a jakby oboje
                  pracowali...
              • miirabelka wrozka dzięki za Twój głos:) 19.10.06, 12:13
                ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
              • crises Re: Do martwiących się o to, jak inne sobie porad 19.10.06, 12:14
                > Czy wszystkie macie plan na okoliczność, że staniecie się w wypadku kalekami
                > niezdolnymi do pracy i porzuconymi przez rodzinę?

                Ja mam - np. taki, że mam dobry zawód i pozycję zawodową. Żeby nie móc się z
                tego utrzymać, musiałabym być kaleką circa na poziomie rośliny (a wtedy będzie
                mi wszystko jedno.)

                > Ciekawe, z czego żyją firmy ubezpieczeniowe?

                Ze składek? I właśnie z tego, że starają się wypłacić jak najmniej i jak
                najrzadziej?

                > Skąd w ludziach tyle pseudotroski o dalsze losy innych osób?

                Jakiej troski? Jestem jak najdalsza od troszczenia się o losy jakiegoś
                pasikonika, który grał całe lato, a teraz rozpacza, bo nadeszły ciężkie czasy.
                Zniesmacza mnie tylko, że w takiej sytuacji będzie wyciągał łapę po moje
                podatki. Albo, co gorsza, trafi się takie kulawe kaczę w rodzinie albo wśród
                znajomych i trzeba będzie mu pomagać.
                • kdadik Re: Do martwiących się o to, jak inne sobie porad 19.10.06, 12:31
                  Strata pozycji w pracy, a nawet ogólnie pracy może się zdarzyć każdemu. Tobie
                  też chociaż Ci tego nie życzę. Różnica polega na tym, że ja w takiej sytuacji
                  będę miała oparcie w mężu i dzieciach, a Ty - cóż, pewnie się podłamiesz idąc
                  do biura pracy po zasiłek.
                • miirabelka mrówka i pasikonik:) 19.10.06, 14:32
                  To tak apropo porównania crises - a tak na marginesie zawsze to fajniej byc
                  porównanym do pasikonika niż do kurywink

                  "Co jeśli radosna chwila, która mija, odchodzi bezpowrotnie i nie wpada do
                  żadnego magazynu radosnych chwil, z których potem możemy w trudniejszych
                  chwilach radość czerpać?
                  W sytuacji, gdy w życiu dysponujemy określonym limitem szczęścia, które w
                  równowadze układa się z nieszczęściem, co tracimy oszczędzając na szczęściu?
                  Nic. A zyskać możemy całkiem sporo.
                  To strategia pracowitej i oszczędnej mrówki, co zapasy składa na zimę, podczas
                  gdy inni, co bezwstydnie nurzają się w swoim szczęściu są jak koniki polne,
                  którym na zimę nic już nie pozostanie z tego szczęścia, co ich spotkało, bo
                  przeputali wszystko w chwili, w której nadeszło. W dobrej jesteśmy sytuacji
                  przyjmując strategie mrówki, zakładając jednocześnie, że istnieje limit
                  szczęścia. Na zimę mamy zebrany jego spory zapas.
                  Co zaś tracimy, jeśli szczęście, jak mrówka oszczędzamy, a szczęścia nie da się
                  oszczędzić, nie da się magazynować, tylko można je konsumować w bieżącej chwili,
                  jak towar o krótkim terminie spożycia? Co tracimy jeśli szczęście to towar o
                  krótkim terminie spożycia? W tej sytuacji ryzykujemy, że nigdy nie zaznamy
                  szczęścia. Ciągle odkładamy je na później, a ono przez ten czas traci termin
                  spożycia i kiedy chcemy coś z niego uszczknąć odrobinę, gdy nam najbardziej jest
                  potrzebne okazuje się, że za późno, że wcześniej trzeba było z tego szczęścia
                  korzystać. Co więc tracimy? Wszystko, nigdy bowiem nie zaznamy szczęścia.
                  Teraz odwracając sytuację, co tracimy, jeśli jesteśmy jak pasikonik, który
                  beztrosko po zielonej łące hasa ciesząc się swoim szczęściem. Aż limit szczęścia
                  w ten sposób wyczerpie, zakładając że jest limit szczęścia, i nic na zimowe
                  miesiące nie zostanie mu już w magazynie? Co tracimy? Całkiem sporo, zima nas w
                  smutku pogrąży. Ale jednak cośmy się nahasali po zielonej łączce to nasze i tego
                  nam nie odbierze nikt. Zaznaliśmy szczęścia. Unurzaliśmy się w szczęściu po pachy.
                  A teraz zastanówmy się co jeśli ze szczęścia trzeba bezwzględnie korzystać w
                  chwili w której nadchodzi i nie da się szczęścia magazynować, nie da się go
                  oszczędzać, co wtedy tracimy, beztrosko ze szczęścia korzystając i bez
                  umiarkowania? I czy coś w ogóle tracimy? Nie, oczywista. W takim wypadku
                  strategia pasikonika to jedyna rozsądna strategia. Nic nie traci pasikonik
                  cieszący się radosną chwilą, bo na potem odłożyć się jej już nie da. Nie da się
                  jej oszczędzić na gorsze dni. Bo jeśli nawet szczęście to równie szybko, jak ta
                  chwila mija, zaznał go pasikonik do końca. Doświadczył szczęścia, a że potem
                  przyjdą gorsze dni, na to nic poradzić się nie da.
                  Z tego pobieżnego porównania wynika, że jeśli chodzi o różne strategie podejścia
                  do szczęścia, do przeżywania radosnych chwil, to strategia pasikonika zasadniczą
                  ma przewagę nad strategią oszczędnej, pracowitej mrówki. Mrówka ma więcej do
                  stracenia. W wypadku szczęścia opłaca się więc być beztroskim hulaką i opłaca
                  się bez umiaru korzystać ze szczęścia"

                  ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
        • agawamala Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 14:13
          Żyję na tym świecie nieco ponad 40 lat, i znam tylko jeden przypadek, aby
          panią, która poświęciła się prowadzeniu domu zostawił mąż. I nie skończyła na
          ulicy czy u rodziców-emerytów, a w całkiem sporym mieszkaniu z alimentami na
          siebie i dziecko. Niemałymi zresztą.
          Znam też kilka(naście) przypadków pań, które realizowały się w pracy,
          wychodziły o 7.00 wracały po 18., lodówka była pusta, obiady w stołówkach,
          dzieci niedopilnowane. I dnia pewnego mężowie tych pań zwyczajnie znaleźli
          panią, która po prostu jest w domu. Gotuje obiady, prasuje, pierze, robi zakupy.
          Oczywiście - nie każda kobieta pracująca zawodowo jest skazana na porzucenie,
          ale faceci są wygodni, bardzo wygodni.
          Sama pracuję zawodowo - na szczęście mam nienormowany czas pracy, tak, że sporo
          jestem w domu. I wiem jak mój mąż po 3 operacjach ceni sobie ciepłą zupę!
          I jeszcze aspekt dzieci. Można zrywać je o 6 i odwozić do żłobka. Dobrze jeśli
          zdrowe, bo wiadomo, że w żłobkach i przedszkolach często chorują, a pracodawcy
          jakoś mało chętnie patrzą na kolejne zwolnienia matek.
          Można podrzucać je opiekunkom , a potem dziwić się, że dziecię jakoś bardziej
          ciągnie do "cioci" niż matki.
          Można angażować dziadków ( o ile mieszkają w tym samym mieście) a potem dziwić
          się, że dziecko jest jakoś inaczej wychowywane, rozpuszczone czy bardziej zżyte
          z babcią.
          Różne są modele życia. Jednak doświadczenie ukazuje, że MĄDRE niepracujące mamy
          mogą dać więcej dzieciom niż te wiecznie zagonione i zapracowane.
          Fajnie jest jeśli można pogodzić pracę zawodową z wychowaniem dziecka, ale
          niewiele z nas ma taką możliwość.
          • kdadik Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 15:08
            Bardzo dziękuję za te słowa. Ja mam 27 lat, więc doświadczenie życiowe
            niewielkie, zwłaszcza jeśli chodzi o rodzinę i dzieci. Sama doceniam sytuację
            którą mam, wiem, że nie każda mama może sobie na to pozwolić. Cieszę się, że
            stanęła Pani po mojej stronie. Ja naprawdę nie jestem próżna, chcę pracować ale
            nie w tym momencie, teraz najważniejszy jest dla mnie dom. Myślę że to nie jest
            źle, ale oceniana jestem różnie. Mam nadzieję, że za kilka lat znajdę pracę i
            będę umiała pogodzić obowiązki domowe i zawodowe. Wierzę, że mi się uda, bo
            przecież jest wiele mam, którym się udało. Pozdrawiam.
            • agawamala Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 15:17
              Pewnie, że się uda. Udało się mnie - a powrót miałam trudny, bo urlopie
              macierzyńskim, wychowawczym i studium doktoranckim, a do tego w czasie przemian
              ustrojowych. Urodziłam dzieci w PRL, a wróciłam do przcy w RP.
              Udało sie mojej siostrze - po 4 latach. Udało się mojej przyjaciółce-lekarce,
              choć musiała nostryfikować dyplom ( urlop wychowawczy a potem wyjazd zmężem na
              placówkę).Mam bardzo dużo koleżanek i znajomych w podobnej sytuacji. A
              najważniejsze dla dziecka są lata spędzone z mamą, bez nerwów i pośpiechu. To
              procentuje.
              Pozdrawiam - Agata
      • kdadik Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 12:17
        Szczerze, to że jestem teraz w domu i planuję w nim być przynajmniej jeszcze
        przez 3-4 lata nie oznacza, że nie mam pomysłu na życie i pomysłu na siebie.
        Ciebie chyba ktoś musiał w życiu wykiwać, skoro masz taki czarny scenariusz na
        przyszłość. Z góry zakładasz, że coś się złego wydarzy w nadzieji, że jak się
        wydarzy to będziesz przygotowana. To nie jest według mnie dobre myslenie, ale
        twoja sprawa.
        Przyjaciółka kiedyś opowiedziała mi historię swojej kochanej babci, która całe
        życie pracowała i oszczędzała, nigdzie nie wyjeżdżała, dbała tylko o dom i
        dochodowe gospodarstwo. Wcześnie zmarła nie skorzystając z oszczędności i
        emerytury.
        Nie chcę powiedzieć, że praca się w życiu nie liczy, bo przecież doskonale wiem
        co znaczy zaangażowanie w pracę, sama doświadczyłam tego uczucia w pierwszej
        mojej pracy w rodzinnym mieście. Ale nie przesadzaj, rodzina i dzieci są chyba
        ważniejsze niż 400zł na koncie emerytalnym w ZUS. A ja kiedyś wrócę do pracy,
        ale zrobię to wtedy kiedy będzie na to właściwy moment.
        A co do zawałów to mają je zazwyczaj ludzie przepracowani i zestresowani, a
        póki co mój mąż i ja żyjemy z pasją a nie z przymusem.
        Pozdrawiam i życzę z całego serca szczęścia w życiu smile
        • kdadik Re: Do crises 19.10.06, 12:34
          To powyższe miało być do Ciebie, tylko źle kliknęłam.
    • julinekk Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 12:45
      wiesz, ja tez sie dziwie, ale twojemu mezowi. facet zapewne nie widuje wlasnego
      dziecka zbyt czesto, bo musi pracowac zeby utrzymac miedzy innymi ciebie,
      chociaz nic nie stoi na przeszkodzie zebys ta prace podjela. nawet w
      ograniczonym zakresie. wybacz ostre slowa ale dla mnie twoja postawa to
      lenistwo polaczone z egoizmem. moze twoj maz tez chcialby spedzac wiecej czasu
      w domu i cieszyc sie synkiem, nie pomyslalas? moze dla niego pieniadze tez nie
      sa najwyzsza wartoscia, ale ktos jednak musi je zarabiac, dlaczego nie ty?
      • paninemo Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 12:52
        popieram w 100%
      • wieczna-gosia Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 12:57
        moze twoj maz tez chcialby spedzac wiecej czasu
        > w domu i cieszyc sie synkiem, nie pomyslalas?

        tak byc moze- wtedy nalezy sie w ogole dziwic obojgu ze nie pogadaja jak
        czlowiek z czlowiekiem.
        Moj maz jest z gatunku pracoholikow o wychodzenie do pracy na 10 godzin z misja
        dziejowa ratowania lodowek szczerze mu odpowiadala. Pasowala mu rola mysliwego,
        taki on wazny ach ach, a jaki dzielny a potem silnym ramieniem przytuli i powie
        nie martw sie myszko i se powydawaj bo ja przeciez zarobie (no slowo wam daje ze
        ja wydaje 90% pieniedzy, moj maz nie ma fanu smile)
        Kiedy ja zechcialam pracowac- najtrudniejsza rzecza bylo wytlumaczenie mu ze
        ktores z rodzcow jednak w tym domu musi sie pojawic- naklonienie go do powrotow
        o 17 i przekojanie ze nadal ma misje dziejowa wtlaczania wiedzy w glowy
        dziadeczek oraz zrobienie NAJBARDZIEJ ZAJ>>>STEJ JAJECZNICY na kolacje. I tacy
        faceci naprawde potrzebuja kobiety domowej, ktora sie spelnia, bo co to za dom
        jak oboje lepiej sie realizuja poza nim? Moj maz daj sie zreformowac, bo lubi
        jak ja jestem szczesliwa a okazalo sie ze jestem szczeliwa pracujac- natomiast
        10 lat byl szczesliwy i spelniony pracujac 10- 12 godzin dziennie.
      • wrozka.zebuszka Następna zdziwiona? 19.10.06, 13:22
        julinekk napisała:

        > wiesz, ja tez sie dziwie, ale twojemu mezowi. facet zapewne nie widuje wlasnego
        >
        > dziecka zbyt czesto, bo musi pracowac zeby utrzymac miedzy innymi ciebie

        Autorka wątku, zdaje się, napisała, że pensja męża _spokojnie wystarcza_. Nie
        było słowa o fuchach 24h/dobę, skąd zatem takie wnioski?
        Czy jest ci szkoda, że mąż autorki wątku nie ma nic przeciwko temu, by ją
        utrzymywać (tak jak ona nie ma nic przeciwko, by zajmować się ich wspólnym domem
        i dziećmi)?

        >moze twoj maz tez chcialby spedzac wiecej czasu
        > w domu i cieszyc sie synkiem, nie pomyslalas?

        A ty nie pomyślałaś, że mąż autorki wątku ani myśli zmieniać pracy i nie jest
        dla niego problemem ilość czasu spędzana poza domem (tym bardziej, że nie wiemy,
        czy nie ma go 8 h czy 18). Jakbyś nie zauważyła, to nie jest wątek o mężu,
        któremu coś nie pasuje, tylko o postronnych osobach, którym coś nie pasuje, choć
        to nie one utrzymują autorkę wątku.
        Skąd w tobie tyle zaangażowania w przekonywaniu autorki wątku, że powinna iść do
        pracy najemnej? Zazdrościsz i chcesz ją zniżyć do własnej sytuacji?
        • julinekk Re: Następna zdziwiona? 19.10.06, 13:46
          ale tu nie chodzi przeciez o to ze pensja meza wystarcza, tylko o czas ktory ow
          maz moze spedzic z synem. nie wierze ze kochajacy ojciec woli siedziec w pracy
          niz spedzac czas dzieckiem. nie wirze rowniez ze zarabia na utrzymanie calego
          domu pracujac 3 dni w tyg.
          w waszych odpowiedziach i w "potulnosci" meza widze szerszy problem: jakos tak
          sie utarlo ze to maze powinien zarabiac na rodzine a zona moze siedziec w domku
          i to jest OK. ale jesli byloby odwrotnie tzn. maz chcialby siedziec w domu i
          zone wysylal do pracy to zapewne podniosl by sie wielki krzyk. to takie moje
          obserwacje.
          • wrozka.zebuszka Nie za daleko idące wnioski wyciągasz? 19.10.06, 14:17
            > i to jest OK. ale jesli byloby odwrotnie tzn. maz chcialby siedziec w domu i
            > zone wysylal do pracy to zapewne podniosl by sie wielki krzyk.

            Skąd wiesz? W opisywanej przez autorkę wątku nie ma sytuacji, że jeden małżonek
            drugiego _wysyła_ do pracy, tylko że jedno z nich (żona) zrezygnowało z pracy w
            wyniku _wspólnych_ ustaleń. A przeszkadza to z jakiegoś powodu osobom
            _postronnym_. Możesz mi powiedzieć, dlaczego?
      • aga_i_oli Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 13:22
        Rozumiem ze to było do mnie. Tak się składa ze to JA, a nie mąż, byłam w ciąży,
        urodziłam, byłam na urlopie wychowawczym. Maż w tym czasie pracował, ja nie.
        Jak wróciłam do pracy znaleźliśmy się w rewelacyjnej sytuacji : wychodziłam z
        domu o 7.30 synka zawoziłam do przedszkola na 8:00 - odbierałam go o 18:00.
        Dziecko spędzało w przedszkolu 10 godzin. Po prostu rewelacja smile Ja byłam super
        zadowolona ponieważ się spełniałam w pracy (zawodowo). Kiedy musiałam dłużej
        zostać w pracy odbierała go opiekunka, ciocia, babcia itd. Kiedy musiałam iść
        do pracy w niedziele lub sobotę również ktoś z nim zostawał. Dziecko nie miało
        ani mamy ani taty.
        Niestety w firmie gdzie pracowałam kobieta po urlopie wychowawczym nie
        dostawała podwyżki w wysokości 20 %, ale dostałam kilka procent i zostałam
        przywrócona na stare stanowisko bez problemu. Wyobrażasz sobie? Taka firma w
        której można iść na wychowawczy i do niej wrócić po urlopie bez problemu???
        Jeżeli chodzi o męża to jest zadowolony z sytuacji. Może spokojnie budować
        swoja karierę nie martwiąc się o zwolnienia, nieprzespane noce i inne uroki
        macierzyństwa. Bardzo by chciał spędzać z nami więcej czasu i mam nadzieje, że
        już niedługo awansuje przez co będzie więcej czasu spędzał w domku smile
        • aga_i_oli To bylo do julinekk 19.10.06, 13:23
    • wieczna-gosia ja to widze tak 19.10.06, 12:51
      Ludzie generalnie dziela sie na robow i nierobow.
      Nierob- w pracy tez nic nie bedzie robil. Inni beda robic za niego a on bedzie
      pozorowal.
      Nierob w domu siedzacy bedzie nabijal licznik ogladajacych Upadly Aniol czy inne
      wenezuelskie trele morele.
      Rob- w pracy bedzie zaiwanial, a rob domowy- bedzie zaiwanial w domu.

      Odnosnie tego "jak wazne jest to co robie w domu och ohc"- owszem jest wazne. I
      to nie w sensie sprzatania i gotowania, bo umowmy sie ze robi to kazdy w swoim
      domu czy pracuje czy nie, ewentualnie placi komus zeby to robil, ewentualnie
      kupuje pizze na wynios. Ale kazda z nas uczynila przynajmniej minimalny wysilek by:
      znalesc fajna opiekunke
      znalesc fajny zlobek
      znalesc fajne przedszkole.
      slowem zainwestowala w przyszlosc dziecka, zaplacila bez mrugniecia okiem sume,
      wozi dziecko pol miasta bo przedszkole fajne itd.

      Ale jak ktos ma radoche w tym ze pobedzie z dzieckiem, jest tworczy, umie
      wymyslac zabawy- to ma nie byc dumny tak? Ale jakby bawil dzieci w przedszkolu
      za 850 brutto to juz ok? juz moze byc dumny?

      jesli kobieta domowa jest z gatunku robow- to sie o nia nie martwie. jesli maz
      ja zostawi to prace znajdzie, znajdzie miejsce w zyciu lub meza dmuchnie na
      polowe majatku. Ja nie pracowalam do 30 w zasadzie teraz spokojnie pracuje mniej
      od meza, wyciagajac wiecej od meza chwilami. A tez ile bylo martwienia sie o
      moja przyszlosc- i co? i nico, jak komus sie chce to znajdzie pomysl i znajdzie
      prace.
      jesli kobieta domowa jest z gatunku nierobow- to faktycznie zadowoli sie
      ochlapem, po czym wytlumaczy sobie ze ta pracajest okej, bo pracuje sie 10
      godzin i zarabia 450 ale za to jak sie czlowiek ustawi to ze 3 kawki z kolezanka
      na godzine wciagnie i sie nie namacha. A maz faktycznie moze ja dmuchnac, bo jak
      dawal rade 20 lat z nierobem faktycznym to w koncu szlag go trafi.
      • kdadik Re: ja to widze tak 19.10.06, 13:57
        Muszę załamać wszystkich czepialskich i troszczących się o mojego męża. Otórz
        mój mąż pracuje zawodowo 8 godzin dziennie, ma zwykły etat. Czasem zdaża mu się
        gdzieś wyjechać, czy iść do pracy w weekend. Nie jest wykorzystywany przeze
        mnie i ma czas dla dziecka. Spędza go z nim różnie: na basenie, hali sportowej,
        w domu itd. Chyba nie myślicie że pozwoliłabym na to by mąż nie miał kontaktu z
        dzieckiem. A z resztą w tedy nie chcielibyśmy drugiego potomka - tak na zdrowy
        rozum. Poza tym ja cały czas piszę, że w życiu pracowałam i pracować będę,
        wobec tego nie rozumię tekstów o lenistwie.
        Po kolejne to dlaczego mama wychowująca dziecko i nie pracująca to dla was coś
        złego. Kobiety wybierające takie życie też potrafią być aktywne.
        Myślę że robienie ze mnie tyrana jest nie na miejscu.
        A z resztą co osoby ciężko pracujące robią o tej godzinie przy komputerze?
        Czyżby wszyscy mieli nagrodowy urlop, czy może tak się przepracowujecie w
        pracy? smile
        • agawamala Re: ja to widze tak 19.10.06, 14:17
          Mój mąż nie pracowałby ani godzinę dłużej gdybym ja nie pracowała. Mimo, że ma
          pracującą i jakoś tam zarabiającą żonę, pracuje, operuje ( w szpitalu i
          prywatnej klinice), dyżuruje, ma dodatkowych pacjentów w spółdzielni. Robi to
          co lubi. A dzięki temu, że ja jestem relatywnie dużo w domu - on jest mniej
          zmęczony. Gdybym wychodziła z domu na 10 godzin ( bo tyle mniej więcej jest
          nieobecna kobieta pracująca na penym etacie) musiałby uczestniczyć w życiu
          domowym , coś kupić, podgrzać, pozmywać. I on sobie to ceni.
        • karin.dsi Ja cię popieram... 19.10.06, 14:27
          Pisałąm już wcześniej jakie są plusy nie chodzenia do pracy i nadal
          podtrzymuję.
          jeżeli masz w tym momencie inne priorytety niż praca zawodowa to naprawdę jest
          dobrze.
          Dziewczyny! nie dajcie sobie wmówić, że bez pracy zawodowej nie istniejecie.
          Czy czas pracy buduje waszą tożsamość?
          Czy tylko praca was uszczęśliwia?

          Mnie uszczęśliwia mój mąż, dziecko i wspólnie spędzany czas. Wspólne sprawy,
          wspólne zakupy.
          Można naprawdę być dużo szczęśliwszym robiąc to co się wybrało niż to co mamy
          narzucane!
          • kdadik Podsumowując 19.10.06, 15:30
            Zarówno na forum jak i w mojej rodzinie są osoby, które z jakiś względów
            negatywnie mnie oceniają. Powodów tego za specjalnych nie ma, bo to że jestem w
            domu NIKOGO NIE KRZYWDZI. I faktycznie myślę, że to nie ja mam problem tylko
            ludzie, których razi szczęście innych. Tu na forum próbowano wmówić mi, że
            unieszczęśliwiam dziecko i męża, że jestem leniwa, próżna i może jeszcze
            pazerna na pensję męża. To przykry zarzut, bo niczego takiego nie robię, wręcz
            przeciwnie. Faktycznie te negatywne dla mnie opinie pomogły mi uzmysłowić
            sobie, że niektórzy nie przyjmują argumentów osób inaczej nastawionych do
            życia. Żyją według własnych zasad i wymagają od innych żeby się do niech
            dostosowali. Myślę, że sami za jakiś czas ocenią swoje życie i może nadal będą
            z niego dumni?

            Jestem bardzo wdzięczna osobom, które potrafią mnie zrozumieć. Bo naprawdę nie
            chodzi mi o to by przewegetować życie siedząc na utrzymaniu męża. Ja chcę
            poświęcić tę część życia tylko i wyłącznie dzieciom i rodzinie. A los daje mi
            taką szansę, więc korzystam. Tak samo mi czas pokaże czy dobrego wyboru
            dokonałam. Wierzę, że tak.
            Szczególnie cenię sobie opinie pracujących mam, gdyż one widzą to przez pryzmat
            doświadczenia rodzicielskiego i zawodowego. Cieszę się, że wyraziłyście swoje
            zdanie i broniłyście mojego wyboru. Dziękuję za pomoc i dyskusję.
            Pozdrawiam.
            Lucyna - kdadik
    • ewa_mama_jasia Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 15:20
      Hej, piszę to co poniżej z dwóch opcji patrzenia: jako osoba mająca podobny
      przykład w bliskiej rodzinie oraz jako wieloletni pracownik resortu bezrobocia
      (z prawie pięcioletnim stażem w urzędzie pracy).
      Na początku zaznaczę, że uważam, że praca w domu i praca "w pracy" jest tak
      samo ważna. Tylko na trochę innym polu działalności. Dom utrzymany w porzadku,
      dzieci dopilnowane, mąż odciążony od obowiązków domowych. Mama może się
      realizowac w czasie wolnym jeśli chce poza domem. A jeśli nie - jej sprawa, nic
      nikomu do tego.
      Nie myśle, żeby już na początku małżeństwa wymyślać koniecznie czarne
      scenariusze. Jeśli komuś pasuje taki podział obowiązków, to ok.
      Ale z własnego doświadczenia (zawodowego i prywatnego) powiem, ze jest to dziś
      ryzyko, opierać się na jednej pensji. I nie mam tu na myśli rozwodów czy
      porzucenia niepracującego zawodowo małżonka.
      Spotkałam sie z wieloma przypadkami, kiedy jedyny pracujacy małzonek został
      nagle bez pracy i bez dochodów. A rodzina potrzeby miała duze, zreszta
      całkowicie uzasadnione wieloletnim doświadczeniem: budowa domu weekendowego,
      dodatkowe zajęcia dla dzieci, codzienne życie na poziomie "z górnej półki",
      itd, itd.
      Nagle, ni z tego ni z owego, mąż zostaje bez pracy (wywalili z pracy, firma
      splajtowała, choroba uniemożliwiła dotychczasową własną działalność). I zaczyna
      się dramat. Bliska mi osoba musiała ratować (a właściwie zabezpieczać) budżet
      domowy podejmując pracę jako opiekunka do dzieci. Sporo moich bezrobotnych
      prowadziło dom z jednego zasiłku dla bezrobotnych oraz tego, co udało isę
      uzyskać z innych urzedów: pomoc społeczna, urząd miasta itd).
      Ja przez rok przed urodzeniem dziecka zarabiałam (w wysokości 1200 zł
      miesięcznie) środki na utrzymanie domu, nas dwojga i jeszcze zbierałam na
      wyprawkę.
      Dlatego też nigdy nie odważę się na poleganie na jednej pensji, nawet gdybym
      mogła.
      Ale to moja decyzja, a Twoja jest inna, i nic nikomu do tego. Tylko fakt, może
      pomyśl o tym, aby mąż płacił Ci składki na III filar, żeby mieć jakieś
      zabezpieczenie na emeryturę. Ale to też jedynie Twoja sprawa i Twojego męża.
      Jeśli akceptujecie Taką sytuację, to ok.
      • kdadik Re: Mama ma etat w domu 19.10.06, 15:35
        Wiem, że w życiu są różne sytuacje. Nie jest tak, że o tym nie myślę. Tzn o
        trzecim filarze nie pomyślałam ale o oszczędnościach na lokacie tak. Teraz na
        pewno otworzę IKE nie tylko dla siebie ale i dla męża. To faktycznie w jakimś
        stopniu nas zabezpieczy. Dzięki za wsparcie. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka