Czy jest realna szansa na to, aby 33-letni facet był jeszcze na tyle
wyuczalny, żeby pojąć w końcu, że trzy dni przed wypłatą nie szasta się
odłożonymi pieniędzmi i nie kupuje się sprzętu do samochodu? Bez którego
samochód ten spokojnie jeszcze mógłby pojeździć?
Pytam, bo nie wiem, czy dać mężowi jeszcze jedną szansę, czy rzucić go rybkom
na pożarcie dzisiaj wieczorem?