mama ma prawo sie zakochac

05.11.06, 10:46
Juz nie pierwszy raz mamy, ktore po nieudanym zwiazku ponownie sie zakochaly
zostaja tutaj okrzyczane jako infantylne, niedoswiadczone kobiety.

Pamietam watek Sowy, ktora entuzjastycznie oznajmila, ze sie zakochala.
Pamietam tez czerede Pan zwartych i gotowych by wylac kubel zimnej wody
niepoprawnej, nie znajacej sie na realiach tudziez prozie zycia mamy.
Teraz znow: mama, ktora zaczyna cos czuc do nowego mezczyzny w jej zyciu -
zaraz sprowadzona na ziemie.

Wiecie co, ja np. chetnie daje sie poniesc uczuciom i nawet zazdroszcze tych
dreszczykow, tej slodkiej niepewnosci, tego bolu serca. Te wszystkie emocje
targaly mna w wieku lat pietnastu.
To cos pieknego, ze niektorzy sa zdolni do takich "dziecinnych" uniesien, do
wejscia w nowy zwiazek bez zgorzknialej zachowawczosci, podtrutego cynizmem
nastawienia.

Nie podejrzewam, ze te nowo-zakochane mamy w tym calym uniesieniu zapominaja o
dzieciach czy innych istotnych sprawach. Czy to naprawde az tekie niepoprawne,
ze ktos sie zakochuje i daje sie temu uczuciu w jakis sposob poniesc? Czy
zawsze trzeba brutalnie sprowadzac na ziemie?
    • joanna35 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 10:51
      Oczywiście, że nie pod warunkiem, że nikogo sie przy tym nie krzywdzi. No i, że
      się pamięta, że uczucia są zmienne - osobisty małżonek też je kiedyś wzbudzał.
      • fajka7 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 10:58
        No tak, a wspomniana 'czereda' czuje sie w obowiazku o tych realiach dobitnie
        przypomniec, zeby zakochana jedna z druga za dobrze sie nie czuly zbyt dlugo wink
      • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:04
        > uczucia są zmienne - osobisty małżonek też je kiedyś wzbudzał.

        A pewnie, ze tak. Tylko, ze mi sie wydaje, ze to poczatkowe omamienie to cos
        pieknego i ulotnego. Tego nie doswiadcza kobieta, ktory tkwi w malzenstwie od x
        lat. Ona doswiadcza innej, dojrzalej milosci - co nie znaczy, ze jedynej,
        prawdziwej.
        Zakochanie to stan kiedy jest sie bardzo szczesliwym (albo smutnym, ale na
        slodko) i chce sie to calemu swiatu obwiescic.
        Stad apel do Pan z wiadrami - polewajcie, a jak, ale po troszku, a nie od razu
        cale wiadro na leb.
    • triss_merigold6 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:05
      Zakochanie jest miłe, daje motylki w brzuchu i uczucie bycia jakby trochę na
      haju. Tyle, że kontrola nad emocjami też sie przydaje. Będąc samotnym,
      niedopieszczonym fizycznie i psychicznie łatwo uznać jakiekolwiek pozytywne
      emocje za zakochanie i natychmiast przywiązać się do faceta.
      Akurat jestem cyniczna i zachowawcza, bo stany zakochania i fascynacji dłuższej
      bądź krótszej przeżywałam mnóstwo razy i znam wszystkie swoje etapy i nastroje.
      Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić żeby w wieku 30+ przeżywała jakiekolwiek
      uczucie z taką samą intensywnością co kilkanaście lat wcześniej.
      • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:09
        > Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić żeby w wieku 30+ przeżywała jakiekolwiek
        > uczucie z taką samą intensywnością co kilkanaście lat wcześniej.

        Ja tez nie, ale to chyba znak, zesmy zasniedziale? Uczuciowo.

        BTW, mowiac "Panie z wiadrami", mialam miedzy innymi Ciebie na mysli tongue_out
        • triss_merigold6 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:12
          Nie, po prostu po iluś razach nowość przestaje być nowością.
          Dziewczyna napisała, że spotykają się rzadko (raz w miesiącu to rzadko),
          pierwszy raz była kolacja etc. Dla mnie to by było zdecydowanie za mało żeby
          się zakochać. Żeby czuć pociąg fizyczny to, owszem, wystarczy.wink
    • iwles Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:17
      lucerka napisała:
      > Wiecie co, ja np. chetnie daje sie poniesc uczuciom [...] To cos pieknego, ze
      > niektorzy sa zdolni do takich "dziecinnych" uniesien


      Sama odpowiedziałaś już sobie, że to dziecinne.


      Owszem, radość z ponownego uczucia jest piękna, pod warunkiem, że nie jest
      wynikiem szukania na siłę czegoś innego, bo mąż już się znudził.
      Dawanie sie ponieść uczuciom tylko dla samego ponoszenia jest jak to sama
      określiłaś "dziecinne" i niebezpieczne: dziś mąż, jutro sąsiad, za tydzień
      kolega z pracy itd. Na świecie jest wielu factów, na widok których zmiękną Ci
      kolana, ale czy to oznacza, że masz skakać z kwiatka na kwiatek ?
      • triss_merigold6 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:18
        To już lepiej sobie platonicznie powzdychać. Dobrze robi na cerę.
      • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:26
        iwles napisała:

        > Sama odpowiedziałaś już sobie, że to dziecinne.

        Dla mnie slowo "dziecinny" nie jest okresleniem pejoratywnym. Dziecinne reakcje
        ( moze raczej dzieciece) to czyste, wyplywajace z wnetrza (a nie wyrachowania)
        postawy - nie zawsze skazane na sukces - to prawda - ale za to szczere.

        > Dawanie sie ponieść uczuciom tylko dla samego ponoszenia jest jak to sama
        > określiłaś "dziecinne" i niebezpieczne: dziś mąż, jutro sąsiad, za tydzień
        > kolega z pracy itd.

        Zgadzam sie, ze osoby, majace tendencje do b. czestych "zakochan" i dawania sie
        poniesc tymze emocjom powinny jednak zostac oblane kublem zimnej wody.
        Mialam na myli osoby, ktore nie koniecznie sa zakochane co tydzien w innym. Np.
        ja smile Od lat nie bylam wlasnie tak po dziecinnemu zakochana. I jak sobie
        pomysle, ze juz nigdy wiecej to smutno mi sie robi. Watek Sowy i innych
        zakochanych mam wzbudza we mnie wlasnie taka irracjonalna tesknote.
    • syriana Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:21
      nikt nie odbiera prawa do zakochania gosicy3 (bo o Jej wątku zdaje się mówisz)

      problem w tym, że:

      - gosica ma męża, który po dłuższym rozstaniu przejawia chęci poprawy i powrotu
      do związku (również ze względu na córkę)
      - gosica najwyrażniej ma świadomość tego, że dalej jest mężatką i nie do końca
      wolno Jej ulegać pokusom
      - gosica boleśnie zdaje sobie sprawę z braków męża, które to braki rekompensuje
      jej tajemniczy mężczyzna
      - więc problemem gosicy jest małżeństwo, które nie spełnia Jej oczekiwań, ale
      na którego ostateczne zakończenie nie jest gotowa


      porównanie tej sytuacji do wątku Sowy, jest dla mnie trochę od czapy
      bo o ile dobrze pamiętam, Sowa gdy się zakochała, była wolna


      a Ty lucerko piszesz:
      >Te wszystkie emocje targaly mna w wieku lat pietnastu.

      i to właśnie jest infantylizm - w dorosłym życiu takie emocje czasami mogą
      wyrządzć więcej szkody, bo nie dotyczą tylko zakochanej kobiety, ale
      przyszłości jej rodziny
      decyzje podjęte pod wpływem kolacji przy winie, niekoniecznie muszą być dobre
      • joanna35 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:23
        I dlatego wszystkiego co nam tak pięknie wypunktowała syriana jestem za
        wylewaniem całego kubła zimnej wody od razu, nie po kubeczkuwink
      • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:33
        syriana napisała:

        > decyzje podjęte pod wpływem kolacji przy winie, niekoniecznie muszą być dobre

        Wychodze z zalozenia, ze kobitki nie daja sie poniesc uczuciom po kolacji z
        winem, do tego stopnia, ze rzucaja wszystko i wio za kochasiem.
        Pewnie Gosica jak sie z tym przespi, zmieni sie jej perspektywa na Nowego.
        Kobieta potrzebuje troche czasu a niektore watki sa pisane po prostu pod wplywem
        emocji - co niekoniecznie znaczy, ze te emocje dominuja drastycznie zycie
        zalozycielki watku.
    • fajka7 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:33
      To juz nie mozna dac pani chwilki, zeby podelektowala sie swoim uniesieniem?
      Tak od razu skrzydla podcinac? wink
      • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:37
        fajka7 napisała:

        > To juz nie mozna dac pani chwilki, zeby podelektowala sie swoim uniesieniem?
        > Tak od razu skrzydla podcinac? wink

        No wlasnie, o to chodzi. Jak Sowa przeszczesliwa obwiescila swe zakochanie na
        forum,a ja juz juz mialam pisac gratulacje - katem oka dostrzeglam, ze polewaja
        i to rowno. Wyobrazilam sobie Sowe i jej rzednaca mine i zrobilo mi sie przykro.
        Na cynizm przyjdzie jeszcze w zyciu czas, na zgorzknienie rowniez. Czemu sie nie
        podelektowac uczuciami?
        • syriana Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 11:51
          różnica między sową a gosicą polega na tym, że sowa jest na forum bardzo długo
          i dużo o sobie napisała (również bardzo osobisych rzeczy)
          taka długa obecność tutaj sprawiła, że jest tu sporo dziewczyn, które Jej nie
          lubią z sobie tylko znanych powodów
          i Jej radosny wątek o zakochaniu, był dla nich pretekstem do wydłubania z
          archiwum dawnych postów o różnych jej sprawach i dopieczniu jej

          dla mnie to było paskudne

          > Na cynizm przyjdzie jeszcze w zyciu czas, na zgorzknienie rowniez. Czemu sie
          nie podelektowac uczuciami?

          można się delektować uczuciami, jeżeli nikogo się przy tym nie rani
          dziewczyna jest wolna, chce mieć faceta - ok, to jest fajne zakochanie

          ale gdy do zakochania dochodzi w małżeństwie, też można zapomnieć o innych i
          delektować się..?
          • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:00
            > ale gdy do zakochania dochodzi w małżeństwie, też można zapomnieć o innych i
            > delektować się..?

            TZo znak, ze cos w malzenstwie jest nie tak i to nie od wczoraj. Delektowanie
            sie uczuciem zakochania nie wyklucza troski o dzieci a pozwala mamie spojrzec na
            siebie z innej perspektywy. Nikt nie rzuca dzieci, bo wlasnie boski sasiad
            zawrocil w glowie i od tygodnia nie mozna przestac o nim myslec.
            • syriana Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:05
              lucerko, idealizujesz chyba

              a gdyby Twój mąż się zakochał, radując się każdego dnia z tego uczucia, ktore
              nagle na niego spadło, ale nie zaniedbując przy tym opieki nad Waszymi dziećmi,
              też byłabyś taka tolerancyjna.. ?
              • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:11
                Jesli by sie zakochal to ja nie mam na to wplywu. Bylabym wsciekla, jasne i
                pewnie chcialabym rozwodu. To moja subiektywna reakcja.
                Ale nie widze zwiazku z wylewaniem na kogos zaraz kubla zimnej wody na forum a
                moim zakochanym w innej mezem.
                Mnie chodzilo o to, zeby nie tak zaraz te skrzydla podcinac - bo pewnie i tak
                zrobi to zycie predzej czy pozniej.
                • joanna35 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:17
                  No dobrze, lucerko, to powiedz mi jakie są plusy i....minusy zakochania się
                  będąc w stałym związku.
              • sowa_hu_hu Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:11
                a mnie najbardziej sie "podoba" jak niektóre lasencje potrafia ocenić sytuacje
                na podstawie jednego zdania...

                na szczeście wszystkie te kubły wylane na mnie na nic sie zdały ,swój rozum mam
                i wiem co robie smile
            • iwles Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:27
              lucerka napisała:

              > syriana napisała:
              > > ale gdy do zakochania dochodzi w małżeństwie, też można zapomnieć o innyc
              > h i
              > > delektować się..?


              > To znak, ze cos w malzenstwie jest nie tak i to nie od wczoraj.



              Niekoniecznie............
              Akurat ten argument jest bardzo często wyciągany jako usprawiedliwienie zdrady.
              Tylko, że jakoś nikt nie zauważa, że źle dzieje się w małżeństwie najczęściej
              już PO zdradzie, jakgdyby strona zdradzająca chce w ten sposób podświadomie
              usprawiedliwić swój "wyskok" (czy to fizyczną zdradę czy też uczucie).



              • joanna35 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:34
                iwles napisała:

                "Tylko, że jakoś nikt nie zauważa, że źle dzieje się w małżeństwie najczęściej
                > już PO zdradzie, jakgdyby strona zdradzająca chce w ten sposób podświadomie
                > usprawiedliwić swój "wyskok" (czy to fizyczną zdradę czy też uczucie)."

                Szczerze - nie rozumiem. Nikt dorosły, dojrzały i odpowiedzialny nie zdradza
                dlatego, że jest mu w związku dobrze. Dla mnie zdrada jest efektem poszukiwań
                poza związkiem tego czego nam w nim brakuje.
                • iwles Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:49
                  > Szczerze - nie rozumiem. Nikt dorosły, dojrzały i odpowiedzialny nie zdradza
                  > dlatego, że jest mu w związku dobrze. Dla mnie zdrada jest efektem poszukiwań
                  > poza związkiem tego czego nam w nim brakuje.


                  Istnieje coś takiego jak rozmowa czy kompromis.
                  Dopiero kiedy WSZYSTKIE metody zawiodą, nie dadzą efektów i pozbawią szans na
                  jakiekolwiek zmiany, jeśli 2 osoby w żaden sposób nie potrafią dalej ze sobą
                  być, męczą się będąc ze sobą, czują się niespełnione, stłamszone - wówczas
                  podejmują decyzję o rozstaniu.

                  Rzucani się w objęcia innego - tylko w celu poszukiwań nowych doznań - nie
                  uratuje związku.
                  • joanna35 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:52
                    iwles napisała:

                    Istnieje coś takiego jak rozmowa czy kompromis.
                    > Dopiero kiedy WSZYSTKIE metody zawiodą, nie dadzą efektów i pozbawią szans na
                    > jakiekolwiek zmiany, jeśli 2 osoby w żaden sposób nie potrafią dalej ze sobą
                    > być, męczą się będąc ze sobą, czują się niespełnione, stłamszone - wówczas
                    > podejmują decyzję o rozstaniu.
                    >
                    > Rzucani się w objęcia innego - tylko w celu poszukiwań nowych doznań - nie
                    > uratuje związku.
                    >
                    Zgadzam się z Tobą w 100%
    • mlodytatus Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:23
      poprostu z wielu osub wynika obawa ze tak moglo by tez byc u nich, u bylych itp.
      mi to tez spokoju nie dam i sie przyznaje.
    • fajka7 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 12:36
      Ja zapamietalam z tamtego watku - moze blednie - ze autorka rozstala sie z
      mezem. Maz wykazuje zainteresowanie i sie stara i tyle, ale nie sa razem.
      Wg mnie fakt, ze sie stara, nie narzuca obowiazku tej dziewczynie przyjecia
      tych staran za dobra monete. Nie sa razem i moze decydowac o sobie chyba, czy
      nie? smile
    • lucerka Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 15:40
      Nie zrozumcie mnie zle. Ja nie pochwalam zdrady i lekkomyslnego rzucania sie w
      objecia kochanka. Uwazam jednak, ze kazdy czlowiek ma prawo do uczuc (nie mylic
      z czynami)i moze te uczucia obwieszczac wszem i wobec. Zarowno Sowa jak i Gosica
      dostaly po lbie za stan zakochania, za to, ze przyznaja sie do bycia (gdzies tam
      w srodku) szczesliwymi z nowymi partnerami.
      Sowa nic nie pisala o porzucaniu dzieci czy czegokolwiek dla partnera, Gosica
      zjadla z nim kolacje. Co w tym zlego?
      • sowa_hu_hu Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 15:49
        no i wlasnie to mnie zadziwia - dlaczego niektóre panie wmiawiały mi ze nie
        próbowała ratowac swojego związku... zwalalły na mnie odpowiedzialnośc za
        rozstanie... i własnie twierdziły że ja sie rzuciłam na innego faceta... że mam
        cisnienie na posiadanie faceta...
        a nie znały żadnych szczegułów związanych z moim rozstaniem...
        ja tylko napisałam że sie zakochałam i zaczeło sie wygrzebywanie wątków sprzed
        3 lat , analiza wszystkiego co napisałam...
        dla mnie to jakaś paranoja.
        • ewcialinka mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 16:23

          dokładnie to samo zauważyłam ( co autorka wątku) juz mamie nie wolno sie
          zakochac bo zaraz taka czy owaka....a niby czemu to nie można sie zakochać??
          hmm?? i dlaczego oskarżają inne kobiety o cos o czym nie mają zielone pojęcia!!
          stare dewoty.....stare dewoty
          • syriana Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 19:16
            > stare dewoty.....stare dewoty

            dlaczego oskarżasz inne kobiety o coś, o co nie masz pojęcia
            (skąd wiesz ile lat mają..?)

            a czy w takim razie, ojcowie mają prawo się zakochać..?
            • sowa_hu_hu Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 19:21
              tak , ojciec mojego dziecka ma prawo...
              nie ejstesmy razem
              ale pewnie to by było z jego strony infantylne i nieodpowiedzialne bo nie jest
              ze mna dopiero kilka miesięcy...
              ładniej by wyglądało jakby skamlał o moje uczucia...
              paranoja
              • syriana sowa 05.11.06, 19:49
                nie widzisz różnicy w sytuacji bohaterki tamtego związku i Twojej..?

                dla mnie postawa, którą Ty prezentujesz, jest uczciwa i w porządku dla obu
                stron - facet wie, że nie chcesz z nim być, mówisz mu to jasno, dajesz
                pozwolenie na ułożenie sobie życia po swojemu i sama też to robisz

                gosica jest mężatką
                pisze wyraźnie, że jej sytuacja małżeńska jest lekko zamotana - rozstali się na
                jakiś czas, ale mąż wysyła sygnały, że chce wrócić, ona sama też nie do końca
                czuje się jak "panna", której można się umawiać z innymi

                jestem jak najbardziej za ułożeniem sobie życia na nowo i podziwiam takie
                dziewczyny jak Ty, które szybko potrafią się pozbierać po długim związku, dbają
                o fajne kontakty z ojcem dziecka

                ale dla mnie najważniejsza jest odwaga do powiedzenia sobie wprost "nie chcę
                być z tobą, rozstańmy się"

                gosica jest mężatką - niby mąż nie sprełnia oczekiwań, gdzieś tam ciągle się
                dobija do drzwi, ona się waha czy znowu go wpuścić, spotyka się z kimś, kogo
                szybko ocenia jako przeciwieństwo męża
                więć i chciałaby i nie może za bardzo, bo mąż...

                widzisz teraz?
                nie lubię takiego hamletyzowania
                niedojrzałe (bo wycofujące i uciakające od decyzji) jest takie przedłużanie
                trwania-nietrwania małżeństwa, bycie trochę w ciąży, tchórzostwo przed
                powiedzeniem wprost, że to koniec
                • sowa_hu_hu Re: sowa 05.11.06, 19:51
                  oczywiście ze widze różnice.
                  ja wypowiadam sie o swojej sytuacji bo została on też tutaj poruszona ,i w ja
                  tez zostałam nazwana infantylną ,niedojrzałą...

                  a co do sytuacji autorki wątku potrafie ja zrozumiec , podejmowanie decyzji o
                  odejsciu jest cholernie , cholernie trudne...
                • fajka7 Re: sowa 05.11.06, 21:44
                  "gosica jest mężatką - niby mąż nie sprełnia oczekiwań, gdzieś tam ciągle się
                  > dobija do drzwi, ona się waha czy znowu go wpuścić, spotyka się z kimś, kogo
                  > szybko ocenia jako przeciwieństwo męża
                  > więć i chciałaby i nie może za bardzo, bo mąż..."

                  No ale jakie to ma znaczenie dla stanu 'zakochania', ktorego doswiadczyla
                  gosica. Moze wlasnie ta sytuacja pomoze jej spojrzec z dystansem na meza i
                  podjac wlasciwa decyzje? Gosica opisala swoje odczucia po romantycznej kolacji,
                  kiedy jej znajomy zrobil na niej idealne wrazenie - w tych konkretnych
                  okolicznosciach. Nigdzie nie pisze, ze doszla do wniosku, ze to na pewno facet
                  jej zycia i nie snuje zadnych planow. Po prostu jest facetem zauroczona i jej z
                  tym dobrze.
                  Czasami, gdy zaniedbywane zony zala sie tu na mezow otrzymuja rady
                  typu 'wystroj sie, idz na miasto, spotkaj sie z kims, niech maz zobaczy jak to
                  jest i wzbudz w nim zazdrosc'. Gosica wlasnie sie z kims spotkala i tyle. I
                  fajnie bylo. Maz sie co prawda stara, ale przeciez nie sa razem, wiec nic zlego
                  nie zrobila.
                  Chodzi o to, ze do nowego faceta ma podejsc na zimno i z wyrachowaniem ocenic
                  jego cechy i kalkulowac decyzje? On czy jednak maz? No chyba, zeby ew. z kims
                  byc trzeba, zeby nas czyms urzekl wlasnie, zauroczyl, oczarowal na poczatek? smile
            • ewcialinka Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:11
              pisząc "stare dewoty" chodziło mi o kobiety które jak w tym przypadku nie
              potrafią zrozumieć że inna kobieta ma prawo się zakochac ..tym bardziej jesli
              jest samotna..jesli nie jest tak tez się w życiu zdarza..stare dewoty które
              robią z siebie święte..najlepiej niech sie krzyżem w kościele położą...stare
              dewoty to dla mnie kobiety zgorzkniałe...i patrzące krzywo na inne jak tylko
              postepuja nie tak jak one..każdy ma prawo robic to co uważa ze swoim zyciem
              uczuciowymma miłośc nie wybiera . i wcale mi tu o wiek nie chodzi a raczej o
              podejście do zycia...
              • triss_merigold6 Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:16
                Ależ ma prawo się zakochać.wink I ma święte prawo do życia erotycznego, randek i
                intymności. Tyle, że lepiej troche poznać pana przed zainwestowaniem w niego
                uczuć. Bzykać radośnie można się i bez zakochania, bezpieczniej nawet, bo potem
                się nie płacze jak coś nie wyjdzie.
              • virtual_moth Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:23
                ewcialinka napisała:

                > miłośc nie wybiera .

                Jest dokładnie odwrotnie, no chyba że mówimy o 15-latkach.
                • sowa_hu_hu Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:27
                  hehe dobre smile

                  czyli można nakazac sercu zeby ie nie zakochiwało ew po pół roku jak lepiej
                  poznamy nasz obiekt...? i wtedy nalezy powiedzieć DO DZIEŁA i już załatwione
                  tak?
                  • iwles Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:31
                    Może rozdzielmy kilka kwestii:

                    zauroczenie
                    fascynacja
                    głębokie uczucie
                    związanie się z kimś

                    zakochanie się - w której grupie się mieści ?
                  • triss_merigold6 Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:34
                    Zasadniczo tak. Jeśli obiekt jest niedopowiedni to eliminujemy obiekt z zasięgu
                    wzroku i kontaktów. Wykonalne jak najbardziej. Zresztą po co pół roku, do
                    zebrania istotnych informacji wystarczy kilka spotkan + pójście do łóżka.
                    • sowa_hu_hu Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:44
                      no właśnie... wystarczy dla ciebie , dla mnie... ale dla wielu to stanowczo za
                      mało!!!
                      • triss_merigold6 Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 22:50
                        Mnie wystarczy, bo w pewnym wieku selekcja panów - obiektów do inwestycji
                        uczuciowych odbywała się drogą naturalną: w chwili poznania odpadali osobnicy z
                        problemem alkoholowym, narkotykowym, trwale bezrobotni, dzieciaci, o
                        wykształceniu poniżej średniego i tacy co weszli w konflikt z prawem oraz niscy
                        i nieprzystojni.wink
                        • sowa_hu_hu Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 23:01
                          triss to chyba wiadomome i naturalne hehe smile ?chociaz nie do konca z tymi
                          dzieciatymi/

                          ale załuzmy ze facet jest normalny , a nawet wiecej , ma kupe zalet... no nie
                          mozna sie w takim zakochac? zabujac? zafascynować?

                          bo mnie powiedziano na tym forum ze to infantylne ,niedojrzałe...
                          • triss_merigold6 Re: mają prawo się zakochac.. 05.11.06, 23:05
                            Oczywiście, że można. Można nawet zauroczyć się w świrze, w gościu, którego na
                            stałe pod jednym dachem byś nie zniosła i czerpać przyjemnośc z chwili. Z całą
                            świadomościa, że układ jest bez przyszłości i po paru miesiacach trzeba będzie
                            trochę popłakać. IMO warto, co się przeżyje to Twoje.
                • ewcialinka virtual-moth 05.11.06, 22:55
                  dobre wink czyli uważasz że z góry mozesz sobie założyc w kim sie możesz zakochac
                  a w kim nie??( oczywiście nie mówiąc już o pewnych cechach charakteru )ale tego
                  dokłądnie nie a się ustalic. bardzo czesto jest tak że na początku kobieta
                  nawet by nie chiała umówic się z jakims facetem na kawe a potem poznaje go i
                  zakochuje się znim...moja koleżanka tak miłaa..poznała faceta przez
                  koleżanke..był tylko kolega jej koleżanki,,spotykali się często u tej samej
                  znajomej..nawet z nim napic sie kawy nie chiałą..tak mówiła koleżance..teraz są
                  razem..

                  • triss_merigold6 Re: virtual-moth 05.11.06, 22:58
                    Oczywiście. Swego czasu poznając facetów eliminowałam jakiekolwiek
                    podtrzymywanie znajomości z panami - nawet atrakcyjnymi z wyglądu i gadki -
                    ktorzy nie rokowali. To znaczy byli alkoholikami, mieli problem z prawem, albo
                    z brakiem pracy, z brakiem wykształcenia. Do łóżka mogli być ok, ale bez
                    żadnego dalszego ciągu w sensie uczuciowym.
                    • ewcialinka Re: virtual-moth 05.11.06, 23:00
                      normalne jest że z góry sie wie ze: np..z alkocholikiem sie nie umówie..czy z
                      facetem który ma dzieci..ale bardzo dokładnie nie da sie okreslić czy w kims da
                      się zakocha czy nie!! jest to niemozliwe jestesmy ludźmi a nie zaprogramowanymi
                      maszynami..
                      • triss_merigold6 Re: virtual-moth 05.11.06, 23:03
                        To proste: umawiasz się raz, drugi, trzeci, serce pika ale wychodza na jaw
                        dodatkowe informacje o panu: np. jest rasistą, patologicznym antysemitą, o
                        swoich byłych mówi nieparlamentarnie, wyraża pochwały dla patriarchatu, gardzi
                        osobami po studiach etc. I wtedy panu mówisz papa mimo stanu fizycznego i
                        emocjonalnego zadurzenia.
                        • monia145 Re: virtual-moth 05.11.06, 23:09
                          I znów muszę zgodzic się z Trisssmile
                          U mnie było tak samo- niewazne jak wielkie było zauroczenie panem z mojej
                          strony, jak tylko otworzył usta i wypuscił jakiegoś werbalnego bąka, wszelkie
                          zainteresowanie jego osobą mijało bezpowrotniesmilePomimo, że był przystojny,
                          reprezentacyjny itd......
                          • sowa_hu_hu Re: virtual-moth 05.11.06, 23:12
                            no laski ale jak facet jest super.... i po 10 randkach nadal jest super... i po
                            20stu też... to co?
                            olac bo nie wypada?
                            bo powinno sie pobyc samemu w załobie po poprzednim związku...? ile? pół roku?
                            rok? dwa lata?
                            • triss_merigold6 Re: virtual-moth 05.11.06, 23:22
                              IMO nie ma terminu, zależy jak się związek skończył i tyle. Jak były dzikie
                              emocje i nowy pan występuje w charakterze klin klinem to bez sensu.
                              A jak jest super to trza korzystać.smile))
                          • triss_merigold6 Re: virtual-moth 05.11.06, 23:15
                            Powiem inaczej: facet mógł nadal mi się podobać ale wiedziałam, że za jakiś
                            czas to co aktualnie w fazie zauroczenia mogę pominąć, bedzie mnie wkurzać do
                            białego. Mam bardzo rozbudowaną wybraźnię pod tym względem.
                            Pan - fan patriarchatu - ok. w celach rozrywkowych, dopoki nie musze jakoś
                            odnosic się do jego poglądów, bo mi zwisają. Gdyby był moim facetem na stałe
                            wówczas jego poglądy byłyby istotne, bo miałabym z nimi do czynienia na co
                            dzień.
                            Kurde, nie wiem czy to jasne...
        • trzeci.koniec.kija Sowie bzdury 06.11.06, 20:03
          Sowa, czemu zapodajesz nam farmazony? Czytając Twoje posty można przecież
          odtworzyć Twój życiorys na cztery lata wstecz i dobrze o tym wiesz.

          Jak to było? "W poniedziałek, dzień targowy, takie toczą się rozmowy...". A my z
          poniedziałku zrobimy "Teraz my", "Rozmowy w toku" oraz "Warto rozmawiać".

          Sówko droga. Jesteś jak na swoje lata mocno nieustabilizowana emocjonalnie i
          infantylna. A jak to "ratowałaś swój związek", kochanie moje najsłodsze? Z tego,
          co pisałaś ratowanie było dość specyficzne, a z Twoich relacji wyglądało to tak:
          "Przegiąłeś! Mam Cię dość! Zmień się bo już nie mogę wytrzymać"! To jak w tym
          kawale z brodą o Stalinie - "opieprzył, a mógł przecież zabić!"

          Sowa, przestań chrzanić, bo już Cię nie mogę zdzierżyć smile Odstawiłaś
          podręcznikowy przykład związku "na wampira". Co się dało, to wykorzystałaś, a
          jak nie było cukierkowo to zwinęłaś manele i uciekłaś.

          I Twoje zakichane prawo. Ale nie mów mi tu proszę o "ratowaniu związku", bo
          takiej obłudy nie zdzierżę. Prawda jest taka, że CHCIAŁOBY Ci się ratować,
          gdybyś miała nóż na gardle. A tak, to przecież wystarczyło się przenieść na
          garnuszek rodziców, którzy jedzonko kupią, za ubrania zapłacą, a i pieprzyć się
          spokojnie można z nowym obiektem westchnień.

          A Tobie najzwyczajniej się NIE CHCIAŁO, a wmawiasz sobie jaką to straszną
          batalię stoczyłaś. Paranoję, kochana, to stworzyłaś na swój własny użytek.
          Paranoją tą zasłaniasz swoje lenistwo, niedojrzałość i jakieś niezrozumiałe dla
          mnie popieprzenie aksjomatów życiowych.

          A wiesz kto Ci kiedyś to wygarnie w twarz? Twój syn.

          Strach pomyśleć co będzie, jak rodzice nie będą już mieli możliwości Cię
          utrzymywać. Możesz mnie zwyzywać od głupich, zawistnych suk ale stawiam dolary
          przeciwko orzechom, że któregoś dnia obudzisz się z ręką w nocniku. Bez
          perspektyw, bez faceta i bez syna.
          • sowa_hu_hu Re: Sowie bzdury 06.11.06, 20:16
            smile

            tylko tyle moge w związku z twoją osobą
    • kasiaiola1 Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 19:26
      A ja sie czuje zakochana..... Tak, mimo że jest to troche trudne i zagmatwane i
      jeszcze nie wiem jak sie to skończy to jestem szczęśliwa. A dlaczego? Bo po
      sześciu latach samotności i tylko pracy, pieluch, garów, litrów wylanych łez i
      samotnych wieczorow jest to naprawde cos przyjemnego. Poczuć się na nowo
      atrakcyjną, że komuś sie spodobałaś, przypomnieć sobie jak to jest być kobieta
      a nie tylko matką....poczuc jakas nadzieje że nie zawsze juz tak musi być. Tak
      źle i że mozna żyć innaczej i nie zamienić sie w zgorzkniałego garkotłuka....
    • sowa_hu_hu Re: mama ma prawo sie zakochac 05.11.06, 22:45
      dla mnie zaochanie to cos wiecej niz zauroczenie ale też nie jest to miłość
Inne wątki na temat:
Pełna wersja