IP: *.* 10.08.01, 13:24
Napiszcie proszę, co sądzicie o adopcji w sytuacji, gdy można mieć swoje dzieci. Ja, odkąd pamiętam, chciałam adoptować dziecko - bo - jak uważam - nie ma sensu powoływać na świat dzieci, kiedy pełno jest maluchów niechcianych, niekochanych, krzywdzonych. Niestety - mój mąż miał inne zdanie na ten temat. Dzięki temu mam wspaniałą córeczkę Anię. Ale teraz zaczynam myśleć o rodzeństwie dla Anusi i dawne marzenia odżyły. Wiem, że nic nie zastąpi chwil spędzonych z przytulonym do piersi maluszkiem, ale - może być tyle innych wspaniałych przeżyć. Myślę, że "kocham cię" wypowiedziane przez dziecko, którego nikt nigdy nie kochał i nie przytulał może dać więcej radości, niż te same słowa wypowiedziane nawet przez rodzone dziecko. Czeka mnie seria "poważnych" rozmów z mężem - możecie mnie wyposażyć w jakieś nowe argumenty ? - bo wszystkie stare nie zrobiły dotąd na nim wrażenia.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 13:28
      Na razie chcę Ci tylko powiedzieć, że rozumiem Twoje pragnienia, a jednocześnie obawy męża. Pomyślę nad tym i odezwę się niedługo. To zbyt poważny temat, aby go tak "na gorąco" potraktować.Pozdrawiamagata
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 13:56
      Wiesz co - ten list mógłby być napisany przeze mnie. Miałam dokładnie takie same marzenia i takie samo uzasadnienie. Jeszcze w podstawówce chodziłam do domu dziecka i opiekowałam się tamtymi maluchami (chciałam nawet aby moi rodzice zaadoptowali jedną dziewczynkę).I tak samo jak ty nie znalazłam zrozumienia u mojego męża. Tak samo mam bardzo kochane swoje dziecko i tak samo stare marzenia gdzieś się na dnie duszy kołaczą. Zdaję sobie jednak sprawę , że do podjęcia takiej odpowiedzialności trzeba dwóch osób, a ta druga musi tego też chcieć, a nie tylko "zgodzić" się dla świętego spokoju. A to dlatego, że kiedyś mogłoby to odbić na adoptowanym dziecku - np. w okresie buntu i dorastania nastolatka. Wyobrażasz sobie , że mąż mógłby dziecku adoptowanemu wypomnieć "ja tak naprawdę to wcale ciebie tu nie chciałem ":-(. Kiedy próbowałam od męża wyciągnąć dlaczego stawia takie opory , to właśnie wyjaśnił, że boi się , iż nie potrafiłby takiego dziecka tak kochać jak swoje. A niestety do miłości nikogo zmusić się nie da...Podziwiam ludzi , potrafiących dać miłość dzieciom, które w innym wypadku byłyby jej pozbawione. W przeciwieństwie do opieki nad własnym dzieckiem , która jest w jakiś sposób uwarunkowana biologicznie, przyjęcie cudzego dziecka wymaga uczucia bardziej altruistycznego.Ciekawa jestem jak się ta sprawa dalej potoczy w Twoim życiu- daj znać za jakiś czas.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 14:25
      Ojej... na wstepie zacytuje zdanie mojej mamy "Tak trudno kochac wlasne dzieci..."No wlasnie... Jak jest z tym kochaniem... jak sie wkurze na moja mala lub malego to powiem im co mysle o ich zachowaniu, zastosuje jakas kare i zapakuje do pokoju, zeby daly mi swiety spokoj...Ale jak sie zezloscisz na zaadoptowane dziecko, to co? Jak Ci powie kiedys: "nie rozkazuj mi, nie jestes moja mama" to co? Wiem, ze to wspaniale uczucie, gdy dzieci mowia kocham Cie... Ale czy opisane przeze mnie sytuacje beda rownie przyjemne?Nie odwodze Cie od adopcji, to piekny gest. Ale przemysl WSZYSTKIE za i przeciw. Adopcja to macierzynstwo swiadome, az do bolu... Czy na pewno masz taka sile wewnetrzna, czy na pewno jestes na tyle odpowiedzialna, zeby sie na to porwac?Sama sie nad tym zastanawiam, bo Artur nie chce miec dzieci, caly czas mowi, ze to tylko teraz, ze jak bedziemy miec wiecej pieniedzy, wlasne mieszkanie...Ale ja podejrzewam, ze on sie boi problemow zwiazanych z ciaza... opieka nad malenstwem, tego, ze nie bede miala powrotu do pracy. W tym momentem rozwiazaniem bylaby adopcja dziecka w wieku np 3 lat.Adopcja to przede wszystkim grzebanie w Waszym zyciu, czemu chcecie adoptowac skoro mozecie miec wlasne, jakie macie zarobki, czy nie bylo chorob takich a takich w rodzinie, czy dom nie jest Zadluzony itp...Jestes na to przygotowana?Pozdrawiam.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 15:01
      Asiu, Wiesiu, ja podobnie jak wy myślę o tym często...choć ostatnio zapewne mniej. Wystarczyła jedna rozmowa z mężem by zrozumieć, że musiałabym go przekonywać do adopcji a to już chyba nie byłoby najlepsze... Odpowiedzialność za taką decyzję muszą brać oboje, a w wypadku niepowodzeń lub problemów, może stać się iskrą zapalną.... Adopcja nie jest łatwa nawet dla rodzin bezdzietnych, szczególnie gdy dziecko nie wie, że nie jest dzieckiem biologicznym swoich rodziców (mój stryj ma adoptowaną córkę, która skończywszy właśnie 15 lat zaczęła interesować się korzeniami naszej rodziny...to dotyczy nasz wszystkich w rodzinie!). Zapewne sama oceniłaś waszą gotowość do takiej decyzji, ale - tak jak pisała Wiesia - przekonywanie męża, do którego wiele argumentów nie trafiło, może skutkować naprawdę poważnymi konsekwencjami w wypadku problemów. Konsekwencjami przede wszystkim dla dziecka adoptowanego. Nie chcę odciągać Cię od tej decyzji, ale musisz sama przeanalizować, czy Twój mąż jest gotów tak jak ty do takiego kroku. EWA
      • Gość: guest Na moje czucie IP: *.* 10.08.01, 17:16
        to jak mąż sam Ci powie, że tego chce, to wtedy będziesz miała dopiero prawdziwy argument. Dziecko to nie samchód, gdzie można rozpatrywać argumenty za czy przeciw. Natura ludziom ułatwia podjęcie decyzji, ale dziecko z adopcji, to całkiem inna bajka. Tak czy inaczej adopcja w sytuacji, gdy można mieć dzieci samemu jeśli nie wynika z obaw o ciążę i poród, a z pragnienia dania komuś miłości to bardzo piękna i szlachetna rzecz. Z punktu widzenia twoich genów po prostu absurdalna!
        • Gość: guest mój post oczywiście IP: *.* 10.08.01, 17:17
          jest skierowany głównie do Asi!Przepraszam za zamieszanie
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 17:30
      witaj Asiu !Asia napisała/ Ja, odkąd pamiętam, chciałam adoptować dziecko - bo - jak uważam - nie ma sensu powoływać na świat dzieci, kiedy pełno jest maluchów niechcianych, niekochanych, krzywdzonych. :what: tego troszkę nie kapuję ,dla mnie ten sens przynosi już sam mój instynkt macierzyński.Poza tym szczerze Cię podziwiam i uważam że to cudowne że masz w sobie tyle miłości aby obdarzyć nią jakiegoś maluszka (mam nadzieję że to nie zabrzmiało zbyt patetycznie).Natomiast jeżeli chodzi o Twojego męża to zgodzę się z moimi przedmówcami ,że to On sam musi tego pragnąć .Na miłość chyba brak argumentów ,albo jest albo nie.Tu nic nie da się na siłę.Pozdrowiam serdecznie,Gosia
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 17:33
      Adopcja to rzeczywiście bardzo poważna sprawa, trzeba przemyśleć, przeżyć. To decyzja na całe życie. Bardzo ważne by zdawać sobie sprawę, że jeśli się adoptuje dziecko starsze niż noworodek, to do rodziny przybywa osoba ze swoim bagażem doświadczeń, nie zawsze pozytywnym, nie zawsze z takim samym spojrzeniem na życie jak inni domownicy. Ja mam małego synka, ale ponieważ ciężka była ciąża, i na dodatek chyba nabawiłam się cukrzycy , nie zdecydujemy się na kolejną. Więc albo jedynak albo adopcja. U mnie mąż nie jest jakoś bardzo przeciwny, tylko boi się że być może nie będzie potrafił pokochać jak swoje. Cóż ja też się boje. Bo niby skąd mam mieć pewność? Moja znajoma adoptowała noworodka, ale oni nie mogą mieć własnych dzieci, to jest inaczej. Mieszkają w Stanach i zdziwił mnie sposób w jaki oddawała go jego biologiczna matka. Cała jej rodzina zrobiła uroczyste pożegnanie dzidziusia, są listy które obecni rodzice mają dać jak uzają że czas, a dziecko wie że urodziło się u innej mamusi i obecni rodzice długo go szukali bo wiedzieli że ich synek urodził się gdzie indziej. Przedstawiane jest to zupełnie naturalnie. pozdrowieniagajaA i jeszcze tak sobie myśle ze jeśli twoj maż nie czuje tego to nie ma sensu przekonywać argumentami.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 10.08.01, 22:02
      To też było kiedys moje marzenie. Oboje z mężem wiedzieliśmy że to zrobimy gdybysmy nie mogli miec dzieci. Chyba nie wydawałabym pieniedzy na bardzo drogie leczenie skoro własnie nasze domy dziecka sa tak przepełnione. Ale...teraz juz sie tak nie kieruję emocjami. Pomyślałam o wielu trudnych kwestiach z tym związanych.Np. ostatnio wykazano jak duzy wpływ na dziecko ma zachowanie matki w czasie ciązy. Chyba te co chcą je oddac do idealnych nie należą. Bo takich sierot prawdziwych to w Polsce prawie wcale nie ma! Oczywiscie własne tez nie wiadomo czy będzie zdrowe , czy nie będzie bardzo chore, bo w koncu nie sprawdzaliśmy naszych genów. Ale takie dziecko bedzie nasze i bedziemy je kochać. Byc może "obce" trudniej byłoby zaakceptowac gdyby pojawily się problemy zdrowotne, albo inne w okresie dojrzewania (jak juz ktos napisał). Żeby znaleźć argumenty musiałabys konkretnie poczytac literature na ten temat. Może lepiej byłoby przeczytac cos na temat problemów jakie sa w takich rodzinach - zeby wiedziec na co sie nastawic i nie rozczarować. Tam tez znajdziesz pewnie argumenty za i przeciw.Znam pare gdzie mąż był bardzo niechętny adopcji a teraz swiata nie widzi poza adoptowaną córeczkę - ale róznica jest taka ze oni nie mogli miec własnych dzieci. Ale generalnie kobiety to raczej czują sercem, a mężczyźni wolą rzeczywiście mieć konkrety. A jesli idzie o przekonanie męża to dobrze by było zabrac go na spacer do takiego Domu małego dziecka - na jakiś placyk zabaw. Zapewniam ze na widok tych smutnych dzieci serce się kraje - może i stopnieje serce Twojego męża? Taki widok naprawde przekonuje. Pozdrowionka i dobranoc, kama :sleep:
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 11.08.01, 13:25
      Asiu,Wiesiu-wasz post jest moim postem!!!I moj maz tez nie jest przekonany...Myslalam nawet o zalozeniu rodzinnego domu dziecka,ale musze sie dowiedziec o wiele wiecej o tej instytucji,juz zaczynam szperac...Pozdrowionka,Natalia
    • Gość: guest Re: Dziękuję wszystkim i ... IP: *.* 13.08.01, 07:06
      ... wiem, w gruncie rzeczy wiem, że macie rację - chociaż miałam nadzieję, że może się mylę. Nie da się nikogo nakłonić do takiej decyzji. Mój mąż też twierdzi, że nie byłby w stanie pokochać obcego dziecka. Ale to już nie byłoby obce dziecko, tylko nasze!!!!!!! Miłość nie rodzi się z genów (to do Kristo) - tym właśnie różnimy się od zwierząt, że mamy coś więcej niż instynkt - niektórzy nazywają to duszą, inni jeszcze inaczej. Gdyby brać pod uwagę tylko prawo zachowania gatunku, to nie ma sensu wychowywanie np. dzieci małżonka z poprzedniego małżeństwa - tak zresztą robią lwy -zabijają dzieci poprzedniego partnera samicy. Nie boję się problemów z dzieckiem adoptowanym, uważam, że taką samą loterią jest urodzenie swojego dziecka - a może nawet większą, bo gdy się bierze "gotowe", to przynajmniej widać, że jest zdrowe fizycznie :;): Skończyłam pedagogikę resocjalizacyjną, bywałam w domach wychowawczych, poprawczakach, więzieniach - i wiem, że gdyby te dzieci w odpowiednim momencie trafiały do "normalnych", kochających rodziców - tych instytucji byłoby o wiele mniej. A proporcje dzieci adoptowanych do tych biologicznych były takie same jak w społeczeństwie (badania do pracy magisterskiej). Acha, jeszcze jedno - dziękuję, za miłe słowa pod moim adresem, ale nie uważam, by pokochanie cudzego, nieszczęśliwego dziecka było czymś heroicznym i powodem do podziwu dla innych. Ja po prosu czuję taką potrzebę - jedni nie mogą żyć bez papierosów inni bez słodyczy - a ja cierpię, gdy widzę łzy dziecka. I nie jest to żadna moją zasługa !! Tak mnie poprostu wychowano, albo może to geny ::D: Tak na marginesie - mam swoją teorię altruizmu. Uważam, że nie istnieje coś takiego jak bezinteresowność. Każdy "dobry uczynek" daje nam satysfakcję i dobre samopoczucie. Możemy sobie powiedzieć - "jestem dobry, wspaniały i taki bezinteresowny" - i jest to swoista nagroda, zadośćuczynienie za poniesiony wysiłek lub materialną stratę. Tak jest i u mnie - to JA się czuję nieszczęśliwa, gdy widzę nieszczęśliwe dziecko. I wiele bym zrobiła, żeby takich dzieci nie było ...Ale muszę poszukać chyba innego sposobu niż adopcja.Jeszcze raz wszystkim dziękuję.
      • Gość: guest Nie ma za co :-) IP: *.* 13.08.01, 11:19
        Wiesz z tymi genami i typowo ludzkimi zachowaniami, to jednak bym polemizował. To że lwy zachowują się inaczej, to nie znaczy, że zachowują się tak inne zwierzęta - w przyrodzie znajdziesz wiele podobnych zachowań.W kwestii latruizmu, to mam bardzo podobne do Twoich poglądy, jednak adopcja dziecka jeśli można mieć swoje wydaje mi się jednak odrobinę z tego schematu wyłamywać, nawet jeśli nagrodą dla Ciebie będzie szczęście tego dziecka.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 08:03
      Witam, Gosia26 mi tu nad glowa stoi i kaze pisac bo ja wiem. No dobra wiem, mam najstarsza coreczke wlasna i troje obywateli tez juz wasnych, a dwoje w rodzinie zastepczej. Jest mi latwiej pod wieloma wzgledami, bo moj maz ten sam od 15 lat, znal zawsze moje upodobanie do duzej ilosci dzieciarni. A;e na poczatku mialam swoja malutka kruszynke, bylo nas malo i cieszylismy sie szczesciem. Pewnie wiekszosc kobiet ma tak, ze wlasne dziecko uwrazliwia je na krzywde innych. No wiec kiedy moja cora poszla do szpitala obok lezal chlopiec z domu dziecka- malutki smutny, wiecznie chory, mial alergie, ale kto tam by pilnowal lekow w domu dziecka.... Przez dwa tygodnie zaprzyjazilismy sie- bylam z nimi caly czas, nosialm na rekach, mylam pupy, spiewalam piosenki. I pojawila sie mysl o zaproszeniu go do naszego domu. Moj maz na poczatku stwierdzil, ze absolutnie nie, ale na Wigilie zaproslismy go. Potem Wielkanoc, wakacje, zalatwianie lekarstw.... Jesli macie watpliwosci co do swojej decyzji, to warto skontaktowac sie z domem dziecka i powiedziec, ze chialybyscie sie zaopiekowac jakims dzieckiem, jak ciocia. To pozniej duzo ulatwia w procesie adopcyjnym. Moj maz chlopczyka lubil coraz bardziej, mieli coraz wiecej spraw. Zostalismy rodzina zastepcza. Potem juz prawdziwa. Chlopczyk idzie teraz do klasy maturalnej. Moja corka jest w pierwszej liceum, a nastepne pisklaki trafily do naszej rodziny. Mam jeszcze uwage do KvM, ze o ile z punktu widzenia genow jest to absurdalne, to ewolucyjnie jest to juz porzadane zjawisko. Ciekawa sprawa. Wsrod szympansow, ktore nie tworza stalych zwiazkow, mlodymi bez matek opiekuja sie inne samice na zasadzie bidula, podczas gdy goryle, ktore tworza pary na cale zycie, "adoptuja" inne maluchy bez opieki. A jesli chodzi o brak problemow- chwilami przy chlopcu marzylam o problemach z karmieniem. W zamian bowiem mielismy nerwice, ogromny strach i obawe przed odrzuceniem, ktora w wieku nastoletnim zmienila sie w serie prob, co on nam moze zrobic, zebysmy go oddali. Przechodzilismy hiosterie, zbieranie jedenia pod poduszka, zaberanie ubran i zabawek. No to tyle, juz sie pomadrzylam. Pozdrawiam.
      • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 08:23
        Tylko pozazdrościć Wam SENSOWNEGO życia...a tak często tracimy czas i energię na bzdety...Pozdrowienia dla Was obojga i Waszych dzieci. :hello:
      • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 11:27
        No piękna historia! Gratulacje! W kwestii genów. Oczywiście, że to nie jest takie proste jak to napisałem w tych dwu zdaniach. Poza najsilniejszą presją na zachowanie genów jednostki (czyli chęć posiadania własnego dziecka) istnieje też presja na zachowanie genów gatunku. Generalnie dla gatunków żyjących społecznie na pewno łatwiej jest uruchomić presję emocjonalną związaną z chęcią przedłużenia gatunku.P.S. To - są tylko moje teoryjki - zbudowane na bazie dość prostego rozumowania. Nie jestem specjalistą od genów. Piszę o tym co narzuca mi logika i obserwacje - byc może znam za mało faktów i moje wnioski okażą się śmieszne w konfrontacji.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 10:23
      Tak naprawdę trudno chyba tu mówić o adopcji, raczej właśnie o rodzinie zastępczej, ponieważ kolejka chętnych do adopcji bezpłodnych małżeństw jest większa niż dzieci, które mogą być adoptowane czyli są całkowicie bez rodziców (bo np. matka się zrzekła w szpitalu). A małżeństwa bezdzietne mają jednak pierwszeństwo, chyba że chodzi o chore dzieci lub duże rodzeństwo - takich dzieci nikt nie chce. Natomiast znam ludzi, którzy mają własne dzieci i są rodziną zastępczą dla innych. Nie daje to takich praw jak adopcja, ale na co dzień jest chyba to samo, nie?
      • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 14:52
        Poproszę mojego męża, żeby napisał do Pań mających nadzieję na przekonanie mężów, jakich argumentów użyć. To znaczy ja wiem, jakich on używa, ale może napisze precyzyjniej i dla facetów. My na szczęście jesteśmy zgodni, że następne chcemy adoptowane - no chyba że się trafi, ale dokładnie myśle jak Asia i Wiesia - tyle jest biednych dzieci, że serce pęka, po co ja mam się mnożyć, jak mogę wziąć gotowe. Tyle że wolałabym chyba być rodziną zastępczą, żeby było jasne, że to nie moje dziecko - choć je tak samo kocham - i by ono nie cierpiało przkonawszy się, że nie jestem jego prawdziwą matką. Nota bene moja teściowa uważając nas za świrów - bo się z takimi pomysłami chwalimy - opowiedziała nam historyjkę o małżeństwie które adoptowało (przysposobiło po prawniczemu) dziewczynę, która jako natstolatka dowiedziała się prawdy i zaczęła uciekać z domu i w ogóle były znią problemy, po latach jednak wróciła do przybranych rodziców, ale długi czas żle było znimi jako rodziną. My na to - no tak, bo ją okłamywali lub przynajmniej nie mówili prawdy - gdyby wiedziała, że to jej przybrani rodzice - zresztą jakoś tam spokrewnieni, nie byłoby tego wszystkiego.A co do miłości: jakoś nigdy w instynkt macierzyński nie wierzyłam i go nie odczułam. Miłość powstała nie z tego, że 9 miesięcy miałam potwora w brzuchu, ale że jest potworem na zewnątrz. A czy 3 kilowym czy 13 kilowym czy 33 kilowym... Szczególnie więc u facetów nie rozumiem tego, że dziecko musi być własne albo w ogóle - bo i takie modele znam i szanuję - ale jak oni postrzegają łączność z tym, co wyprodukowali, to nie wiemPozdrawiamKasia mama rocznego potwora o imieniu Basia
        • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 15:09
          A jesteście pewne, ze będziecie umiały, jak to powiedzieć, nie dzielić miłosć po równo, ale pozwalać sobie na wszystkie te uczucia, na które pozwalacie sobie wobec własnego dziecka: miłosć, złość, czasami zachwyt a czasami zniechęcenie, wiedzac że to to złe jest tylko chwilowe?Do mojej klasy w podstawówce chodził adopotowany chłopak. Jak ja i inne dzieci go nie znosiły. On siebie też. I z całego serca dawał temu wyraz. Dlaczego? Bo miał młodszą siostrzyczkę, rodzoną córkę jego rodziców, którą mu dali "Żeby nie był jedynakiem" - jak tłumaczyła zapłakana mama mojej mamie, a ja podłsłuchiwałam schowana w przedpokoju. I ta córeczka okazała się cudowna: śliczna, utalentowana (trenowała z powodzeniem łyzwiarstwo figurowe), a on? Brzydal, nie uczył sie, kradł, był ciągle chory - po prostu testował rodziców czy go nie odrzucą. A oni niestety nie zdali egzaminu.Znam inne, pozytywne przykłady, ale w każdym z nich dzieci adoptowane nie miały konkurencji ze strony rodzonych.Też myślę czasami o adopcji - mam dwoje dzieci i więcej mieć nie mogę, ale jeszcze nie czas... nie dorosłam...Co Wy na to? Sądzicie ze można udźwignąć swoje obawy nie będąc rodzicem doskonałym?Mela
          • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 20:20
            Nikt od nikogo nie wymaga zeby byc rodzicem doskonalym. Prawda jest ze na swiecie jest tyle nieszczesliwych, porzuconych, glodnych itd. dzieci. Zawsze mozna powiedziec, ze nie jestesmy matka Teresa i nic nas to nie ochodzi. Daleko od oczu, daleko od serca. Do tego nasza mentalnosc i presja spoleczenstwa w pelni usprawiedliwiaja nasze postepowanie. Chcac dorownac zachodowi stajemy sie tak samo egocentryczni i «materialni». Smutne ale prawdziwe. Nie mamy zwyczaju adoptowac dzieci (mimo,ze taki z nas katolicki narod), tym bardziej jesli mozemy miec swoje przechodzi to wyobrazenia przecietnego Polaka.(Byly oczywiscie wyjatki od tej reguly ale do dzisiaj zostaly tylko wyjatkami) Nie jestesmy zreszto sami. Wiekszosc krajow europejskich ma to samo nastawienie.Inaczej sprawa przedstawia sie w Canadzie czy w Ameryce.Tutaj takie rodziny sa chlebem powszednim. Rzeczywiscie, ze nie latwo zaadoptowac dziecko na miejscu(problemy z biologicznymi rodzicami, ciagnace sie w nieskonczonosc formalnosci, brak dzieci do adopcji, itd.)Ale ludzie sie tym nie przejmuja i adoptuja male Chinki, ktore dzieki nim maja prawo przezycia, Wietnamczykow, dzieci z krajow Afrykanskich,(sa cale listy krajow, gdzie rocznie gina tysiace osieroconych dzieci). Nikogo tu nie dziwi bialy tata prowadzajacy do przedszkola swoja skosnooka coreczke czy czarnego synka.Ale do tego trzeba dorosnac, Polacy sa przekonani ze nie stac ich na wlasne dzieci a co dopiero na adopcje...Nasz kraj nie gwarantuje rzadnej pomocy, nie mamy tez ani praw, ani srodkow, ktore by cokolwiek nam mogly ulatwic.Byc moze tak jak piszecie najlatwiejsze jest w tym przypadku stworzenie rodziny zastepczej. Nie rozumiem tez czym sie rozni wychowanie wlasnego dziecka a adoptowanego !??Dziwia mnie bardzo Wasze wypowiedzi a szczegolnie postawa Waszych mezow. W momecie gdy zobowiazujemy sie miec dziecko, akceptujemy je i dajemy milosc na cale zycie. Milosci nie mozna dzielic na uczucia wlasne i adoptowane !!Chyba ze jestesmy bardzo ograniczeni. Nikogo nie namawiam na adaptowanie dzieci, tylko przykro slyszec, ze tak malo ludzi potrafi obiektywnie, bez zadnych obciazen kulturowo-spolecznych spojrzec na to zagadnienie.Dziewczynom, ktore marza o adopcji, zycze wytrwalosci i odwagi. To piekna rzecz zobaczyc w zyciu cos wiecej niz czubek wlasnego nosa. Mam wielu przyjaciol i znajomych, ktorzy adoptowali dzieci.(nawet przypadki gdy adoptowane dzieci byly bardzo chore) Sa to wspaniale rodziny. I widzac ich zycie nie moge powiedziec, ze maja wiecej problemow z dziecmi adoptowanymi niz z wlasnymi. Dla mnie i mojego meza to naturalne, ze oprocz wlasnego dziecka adoptujemy jedno lub dwoje. I mozecie wiezyc, ze nie ma tu nic z altruizmu.
            • Gość: guest co za buta! IP: *.* 13.08.01, 20:58
              Tylko mi się nie obrażać ;-)Wiesz Marto. Miłość to nie jest kwestia chcenia, czy niechcenia. To rzecz ściśle związana z gospodarką hormonalną człowieka. Nie powinnaś pisać, że ktoś jest ograniczony, bo potrafi kochać tylko swoje dzieci. To nie takie proste. Powiedzieć sobie od jutra będę kogoś kochać. Widać tobie to przychodzi bez trudu - chwała Ci za to to piękne i wspaniałe. Nie można jednak swojej miary przykładać do innych ludzi. Masz rację, że postawy adopcyjne to wyjątki gdy można mieć własne dzieci. Taka już po prostu nasza natura. W jakimś stopniu ma z pewnością na to wpływ wychowanie, kultura, materialistyczne podejście do świata. Nie przeceniałbym jednak tego. Spójrz w przeszłość - ile 50 - 100 lat temu rodzin decydowało się na adopcję dzieci z miłości (bo adopcja po to aby miał kto harować na gospodarce to chyba nie to o czym piszez...).Tak więc proszę pokornie o więcej wyrozumiałości dla osób które czują inaczej.KristoVelMefistoSatyr i PrześmiewcaP.S. Nawet nie piszę do końca w swoim imieniu (ja się nie obrażam z definicji), bo ja na przykład mógłbym mieć kilka żon i wszystkie je kochać ;-)
              • Gość: guest Re: co za buta! IP: *.* 13.08.01, 22:41
                Drogi Mefisto !!!Z ciekawoscia czytam Twoje e-mail. Uwazam Cie za ciekawy przypadek, zawsze masz cos do powiedzenia i do tego jestes w stanie dyskutowac na kazdey temat bez obrazania sie i docinkow. Mowie przypadek bo nieliczne sa tutaj osoby o podobnej kulturze i takcie.Przechodzac do tematu, to chyba troche za bardzo myslisz hormonami a nie glowa.(zart) Dla mnie milosc nie ma nic wspolnego z hormonami. W przypadku checi posiadania dziecka, czy tez jego adopcji, to swiadoma decyzja ofiarowania komus uczuc, przywiazania, opieki, i wszystkiego co mogloby przyczynic sie do jego szczescia. Nie ma tu zadnego miejsca na hormony ani wlasne widzimisie typu-bede je kochac ale ono musi byc moje, zdrowe, ladne,...To nie kupno psa, czy tez loteria.Nie trzeba czekac, ze 9 miesiecy ciazy, czy tez okres oczekiwania na adopcje naucza nas czy tez zmusza do milosci.Daje Ci 100%, ze milosc to nie hormony. Moze to i szkoda bo wtedy chociaz wszyscy rodzice kochaliby swoje dzieci, ale matka natura nie dala nam takiego prezentu.Powracam do Twoich e-mail poswieconych zdradzie. I znowu piszesz o hormonach !!!I tu tez sie z toba nie zgadzam.Milosc do partnera tez nie ma zwiazku z hormonami, chyba ze chodzi tu o sex. Jesli uwazasz, ze twoja milosc opiera sie na hormonach, i to one Cie usprawiedliwiaja, gdybys chcial zdradzic zone, to naprawde sie mylisz. Masz racje co do tego ze mozna kochac kilka osob i najwazniejsza jest szczerosc i to szczegolnie w stosunku do samego siebie.
                • Gość: guest Re: co za buta! IP: *.* 13.08.01, 23:50
                  No dobra. Jak dochodzi do poważnej różnicy zdań, to należy zacząć od zera czyli od definicji. Proszę w związku z tym abyś napisała czym dla Ciebie jest miłość (szerzej i w kontekście tej dyskusji). PozdrawiaKristoVelMefisto
                  • Gość: guest Re: No, no ... IP: *.* 14.08.01, 07:51
                    nie spodziewałam się, że ten wątek rozwinie się w takim interesującym kierunku :crazy: Z ogromnym zainteresowaniem czekam, co będzie dalej ... ;)
                  • Gość: guest Re: co za buta! IP: *.* 14.08.01, 08:57
                    No to ja odpowiem, bo mi się właśnie nasunęła: to jest relacja między dwojgiem ludzi nacechowana chęcią poświęcenia (dania) siebie drugiej osobie (poświęcenia w sensie twórczym). Może trochę kuleje ta definicja, ale nie mam czasu jej doprecyzować, a chodzi mi o to, że np dzieci nie kochają rodziców, tylko nie moga bez nich żyć i ich potrzebują, ponieważ w tej relacji dzieci świadomie nie uczestniczą. Co do hormonów - nie zgadzam się, że mają wpływ na nasze uczucia rozumiane w sensie odróżniającym nas od zwierząt, raczej na odczucia. Rozumiem też, że niektóre osoby koniecznie chcą mieć swoje dzieci bo budują tę relację w życiu płodowym malucha, tzn swoją stronę tego związku. JA tego nie robiłam (nie myślałam, a jakie moje dziecko będzie, a jak się uśmiechnie, jak mnie będzie kochało), więc wszystko od początku zaczęło się po urodzeniu, tak też sobie wyobrażam adopcję: decyduję się, czy też spada to na mnie (np opieka nad dzieckiem z rodziny które osierocili rodzice), podejmuję się tego świadomie, działam i uczucie powstaje.Ale może się mylę, ja to tak widzę. Podobnie uczucie do dorosłego, znam co najmniej dwie pary, gdzie zdecydowali się ma bycie z sobą z rozsądku, ale chcieli coś zbudować i się udało - bez hormonów, bez fascynacji nawetPozdrowionkaKasia
                  • Gość: guest Re: co za buta! IP: *.* 14.08.01, 15:20
                    Drogi Mefisto !Moja definicja milosci jest prosta. Uwazam, ze zauroczenie czy tez «relacja erotyczna» nic nie maja wspolnego z miloscia. Moim zdaniem na milosc trzeba zapracowac. To musi wyjsc od nas dzieki rozumowi i sercu, i bez pomocy hormonow. Matematycznie podsumowujac to wynik olbrzymiej wiary w nasze uczucie, checi zrozumienia, akceptacji i pracy nad samym soba. Angazujemy w to cale swoje zycie nie odbierajac sobie jednak ani niezaleznosci wlasnego istnienia, wlasnego rozwoju i ewolucji, ani tez wolnosci.Milosc to wybor swiadomy i dobrowolny.Jesli moja teoria jest za uboga to daj znac. Mam jednak nadzieje, ze wystarczy by zaczac jak to ujales dyskusje od zera, na co zreszto czekam z niecierpliwoscia.A teraz kilka slow do Meli.Moja droga, mam nadzieje, ze nawet jesli moja wypowiedz Cie wzburzyla to jest to jednak pozytywne. To wspaniale dzielic sie innoscia i pogladami nie mieszczacymi sie w mentalnosci calego ogolu. Dzieki temu dane nam jest odkrywanie swoich wlasnych przemyslen, analiza postepowan i odczuc. Chcialam Cie zapewnic, ze jestem Polka, bardzo dumna ze swojej polskosci, co jednak nie przeszkadza mi obiektywnie patrzec na inne narodowosci i kultury.Nigdy nie krytykuje Polski bo ja kocham. Nie powiedzialam tez, ze gdzie indziej to lepiej czy cos w tym rodzaju. Sa sprawy polityczne, spoleczne, organizacyjne itd. ktore moga mi sie nie podobac i czuje sie w pelni gotowa o tym glosno powiedziec, co jednak wcale nie swiadczy ze mam negatywny stosunek do mojej ojczyzny. Moim zdaniem najgorsza rzecza w zyciu jednostki jest obojetnosc i bezmyslne przyjecie regol ogolu. Co do adopcji to mam silne wrazenie, ze malo sie w tym orientujesz. Bede Ci wdzieczna jesli mi napiszesz skad wzielas te mrozace w zylach krew opowiesci o Chinskich dzieciach.Co do Chin to jastem pewna, ze jestes swiadoma liczby noworodkow plci zenskiej, ktorym nie dane jest «miejsce» w ich rodzinnym kraju. Takie dzieci adoptuje sie legalnie za posrednictwem i przyzwoleniem prawa i rzadu Chin. Wszysko odbywa sie legalnie od poczatku do konca. Co do dzici z Wietnamu czy panstw afrykanskich sa to glownie przypadki rodzin wielodzietnych, ktore same decyduja oddac odrazu po urodzeniu swoje dziecko poniewaz nie sa w stanie wyzywic rodziny. Wszystko odbywa sie za zgoda rodzicow dziecka.W wiekszosci przypadkow, ktore znam przybrani rodzice respektuja korzenie swoich dzieci(podrorze do krajow ich przodkow, nauka jezyka...) Nikt tu nie wmawia skosnookiej coreczce ze jej biologiczny ojciec to blondyn o niebieskich oczach, byloby to wbrew rozwojowi psychicznemu dziecka.Przez moj post chcialam powiedziec, ze ubolewam nad tym, ze w Polsce nie ma zadnych udogodnien prawnych ani nawet spolecznych zeby ulatwic adopcje. Zas ludzi ktorym to sie udalo jest malo.Nie mamy zwyczaju(jak np. we Francji, Hiszpanii, czy Szwajcarii)troszczyc sie o jakies Afrykanskie dziecko przesylajac mu co miesiac symboliczna sume zeby moglo przezyc czy tez isc do szkoly (tzw. mini adopcja). Nie ma miejsca w naszej mantalnosci na otwartosc i brak zaszufladkowania. Mozna jeszcze zrozumiec, ze ktos wychowuje dziecko zmarlej na raka siostry(przyklad), ale duzo trudniej przyjac, ze sasiad adoptowal jakiegos czarnucha. Staje sie to prawie wydarzeniem roku. A to tylko dlatego, ze nie jestesmy przyzwyczajeni do tego typu gestow przez co ujawnia sie nasz brak otwarcia i problemy z akceptacja wzgledem siebie i innych. Dosc liczne grono nowobogackich, ktore powstalo w ostatnich latach w Polsce zadko inwestuje w cos innego jak postrachy architury w formie przyszosowych «zamkow». Ale to juz zupelnie inny temat. Zostal jeszcze Pawel.Moge Ci tylko powiedziec, ze masz w pelni racje.Jest to jednak jeden z mozliwych punktow widzenia.Jak wiesz ojciec nie przechodzi burzy hormonalnej w oczekiwaniu na dziecko a jednak jest w stanie je pokochac. Hormony czy nie hormony !? mozna rozpoczac debaty na forum.Ja mowie ze to nie hormony. Zobaczymy czy zmienie zdanie ??!
                    • Gość: guest Re: Do Mefisto, Meli i Pawla. IP: *.* 14.08.01, 15:48
                      «zmiana tytulu»Drogi Mefisto !Moja definicja milosci jest prosta. Uwazam, ze zauroczenie czy tez «relacja erotyczna» nic nie maja wspolnego z miloscia. Moim zdaniem na milosc trzeba zapracowac. To musi wyjsc od nas dzieki rozumowi i sercu, i bez pomocy hormonow. Matematycznie podsumowujac to wynik olbrzymiej wiary w nasze uczucie, checi zrozumienia, akceptacji i pracy nad samym soba. Angazujemy w to cale swoje zycie nie odbierajac sobie jednak ani niezaleznosci wlasnego istnienia, wlasnego rozwoju i ewolucji, ani tez wolnosci.Milosc to wybor swiadomy i dobrowolny.Jesli moja teoria jest za uboga to daj znac. Mam jednak nadzieje, ze wystarczy by zaczac jak to ujales dyskusje od zera, na co zreszto czekam z niecierpliwoscia.A teraz kilka slow do Meli.Moja droga, mam nadzieje, ze nawet jesli moja wypowiedz Cie wzburzyla to jest to jednak pozytywne. To wspaniale dzielic sie innoscia i pogladami nie mieszczacymi sie w mentalnosci calego ogolu. Dzieki temu dane nam jest odkrywanie swoich wlasnych przemyslen, analiza postepowan i odczuc. Chcialam Cie zapewnic, ze jestem Polka, bardzo dumna ze swojej polskosci, co jednak nie przeszkadza mi obiektywnie patrzec na inne narodowosci i kultury.Nigdy nie krytykuje Polski bo ja kocham. Nie powiedzialam tez, ze gdzie indziej to lepiej czy cos w tym rodzaju. Sa sprawy polityczne, spoleczne, organizacyjne itd. ktore moga mi sie nie podobac i czuje sie w pelni gotowa o tym glosno powiedziec, co jednak wcale nie swiadczy ze mam negatywny stosunek do mojej ojczyzny. Moim zdaniem najgorsza rzecza w zyciu jednostki jest obojetnosc i bezmyslne przyjecie regol ogolu. Co do adopcji to mam silne wrazenie, ze malo sie w tym orientujesz. Bede Ci wdzieczna jesli mi napiszesz skad wzielas te mrozace w zylach krew opowiesci o Chinskich dzieciach.Co do Chin to jastem pewna, ze jestes swiadoma liczby noworodkow plci zenskiej, ktorym nie dane jest «miejsce» w ich rodzinnym kraju. Takie dzieci adoptuje sie legalnie za posrednictwem i przyzwoleniem prawa i rzadu Chin. Wszysko odbywa sie legalnie od poczatku do konca. Co do dzici z Wietnamu czy panstw afrykanskich sa to glownie przypadki rodzin wielodzietnych, ktore same decyduja oddac odrazu po urodzeniu swoje dziecko poniewaz nie sa w stanie wyzywic rodziny. Wszystko odbywa sie za zgoda rodzicow dziecka.W wiekszosci przypadkow, ktore znam przybrani rodzice respektuja korzenie swoich dzieci(podrorze do krajow ich przodkow, nauka jezyka...) Nikt tu nie wmawia skosnookiej coreczce ze jej biologiczny ojciec to blondyn o niebieskich oczach, byloby to wbrew rozwojowi psychicznemu dziecka.Przez moj post chcialam powiedziec, ze ubolewam nad tym, ze w Polsce nie ma zadnych udogodnien prawnych ani nawet spolecznych zeby ulatwic adopcje. Zas ludzi ktorym to sie udalo jest malo.Nie mamy zwyczaju(jak np. we Francji, Hiszpanii, czy Szwajcarii)troszczyc sie o jakies Afrykanskie dziecko przesylajac mu co miesiac symboliczna sume zeby moglo przezyc czy tez isc do szkoly (tzw. mini adopcja). Nie ma miejsca w naszej mantalnosci na otwartosc i brak zaszufladkowania. Mozna jeszcze zrozumiec, ze ktos wychowuje dziecko zmarlej na raka siostry(przyklad), ale duzo trudniej przyjac, ze sasiad adoptowal jakiegos czarnucha. Staje sie to prawie wydarzeniem roku. A to tylko dlatego, ze nie jestesmy przyzwyczajeni do tego typu gestow przez co ujawnia sie nasz brak otwarcia i problemy z akceptacja wzgledem siebie i innych. Dosc liczne grono nowobogackich, ktore powstalo w ostatnich latach w Polsce zadko inwestuje w cos innego jak postrachy architury w formie przyszosowych «zamkow». Ale to juz zupelnie inny temat.Zostal jeszcze Pawel.Moge Ci tylko powiedziec, ze masz w pelni racje.Jest to jednak jeden z mozliwych punktow widzenia.Jak wiesz ojciec nie przechodzi burzy hormonalnej w oczekiwaniu na dziecko a jednak jest w stanie je pokochac. Hormony czy nie hormony !? mozna rozpoczac debaty na forum.Ja mowie ze to nie hormony. Zobaczymy czy zmienie zdanie ??!
                    • Gość: guest Re: co za buta! IP: *.* 14.08.01, 15:56
                      Hej Marta!Moje "sensacje" zaczerpnełam od znajomego Amerykanina z Amnesty International, materiałow które mi dostarczył, szczególnie o handlu dziecmi w Chinach przez rząd, Internetu - strony rzeczonej organizacji,programu Discovery, gdzie ukazał się program o adopcji dzieci podczas wojny w Wietnamie, bez zachowania jakichkolwiek zasad i nie liczenia się z tym ,ze dzieci bedą chciały szukac korzeni w tak "barbarzyńskim" kraju. Proceder handlu dziećmi zaczyna mieć też niestety miejsce w Polsce.W drugiej kwestii zgadzam siez Tobą, żę część Polaków nie dorosła do radzenia sobie z ostracyzmem otoczenia, choćby w przypadku adopcji. Jednak z drugiej strony nam trudniej jest adopotować Chińskie dziecko, niż np. Amerykaninowi. Mimo to znam dziewczynę, mulatkę, dziś przeszło trzydziestoletnią, adoptowaną jako niemowlę. Ma sie całkiem nieźle, trafiła na wspaniałych rodziców - Polaków.Mela
                      • Gość: guest Re: co za buta!(do Meli) IP: *.* 14.08.01, 17:18
                        Co do handlu dziecmi, organami, itd. to sie zgadzam.Jednak adopcji «miedzynarodowej» w dzisiejszych czasach nie odwazylabym sie do tego porownac. Uwazam ze obowiazujace prawa sa dosc ludzkie i normalne. Jedyna rzecz, ktora jest raczej negatywna to koszty adopcji. Uwazam, ze prowadzi sie polityke, ktora umozliwia maxymalny profit dla panstw z ktorych pochodza dzieci nie biorac pod uwage ich wlasnego dobra.
                • Gość: guest Re: co za buta! (glownie do Marty) IP: *.* 14.08.01, 08:58
                  Marto!W kolejnym swoim liscie piszesz m.in.:, ze hormony nie maja nic wspolnego z miloscia i dodajesz "Nie trzeba czekac, ze 9 miesiecy ciazy, czy tez okres oczekiwania na adopcje naucza nas czy tez zmusza do milosci."Po przeczytaniu tych slow zastanawiam sie czy masz juz wlasne dziecko - czy przechodzilas niezwykly okres burzy hormonalnej w okresie ciazy?Jesli tak, to czy w tym okresie nie potrzebowalas szczegolnej milosci (wyrozumialosci, troski, opieki, czulosci, bliskosci, ...) ze strony swego meza, swoich bliskich i czy nie rodzil sie w Tobie tzw. instynkt macierzyński?Jesli nie, to wybacz mi prosze, ale chyba sama nie wiesz o czym piszesz i przezyj to sama, by przekonac sie, ze hormony maja bardzo wiele wspolnego z miloscia (chocby np. dlatego, ze wymagaja duzej madrosci w kierowaniu postepowaniem z prawdziwej milosci do kochanej osoby).wdzieczny za wyrozumialoscPaweł (ojciec dwojki dzieci)
              • Gość: guest Re: co za buta! IP: *.* 14.08.01, 07:33
                >KvM napisała/ł:> Wiesz Marto. Miłość to nie jest kwestia chcenia, czy niechcenia.(...) Nie powinnaś pisać, że ktoś jest ograniczony, bo potrafi kochać tylko swoje dzieci. To nie takie proste. Powiedzieć sobie od jutra będę kogoś kochać. Dokładnie tak. I z tego właśnie powodu ,że to obydwie strony muszą tę trudność pokonać myślę ,że u mnie adopcja pozostanie już tylko niezrealizowanym marzeniem. Zresztą teraz , kiedy mam swoje rodzone wydaje mi się, że i ja mogłabym sobie emocjonalnie nie dać rady. Poza tym mam już swoje lata :-(. Npisałam powyższe, bo wyszło na to ,że przypięłam się to postu Asi na równych prawach, a tak naprawdę to u mnie to marzenie jakby zeszło już na plan dalszy... choć kto wie, kto wie...
            • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 13.08.01, 21:32
              Marto!Ech, jak pieknie jest u nas w Canadzie czy Ameryce, a tak paskudnie w tej smutnej Polsce.Tylko ze te biedne chińskie dzieci są odbierane ich własnym matkom podczas nielegalnej podróży z Chin do Ameryki, gdzie Chińczycy emigrują w nadziei na lepsze życie. Zabiera się matkom dzieci, aby podróżowały na innym pokładzie, a póżniej mówi się ze "nie ma" - umarło i "się wyrzuciło". I wtedy u nas w Ameryce możemy adoptowac z dobrego serca te biedne dzieci, bez zbędnych formalnosci oczywiście. Tak samo Wietnamczyków - znana jest przecież historia wywożenia wietnamskich serot i nie do końca sierot podczas wojny w Wietnamie do Anglii, bez dbania o zachowanie korzeni tych dzieci, aby mogły biedaczki być adoptowane bez zbednych formalnosci.Marta - nic do tej pory na tym forum nie wzburzyło mnie tak jak Twój post! Świat nie jest taki czarno biały, jak przedstawiasz w kontekście my-wy.MelaI sprawdź przed adopcją skad pochodzi Twoje dziecko nabyte "bez długich formalności".
            • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 14.08.01, 07:37
              Mysle Marto, ze nie mozna tak uogolniac. W koncu w tej cudownej Ameryce istnieja Czarnuchy i Zoltki, ze o karze smierci nie wspomne. Polecam opcje biedrony i przed podjeciem staran o adopcje, zaangazowanie sie w sprawy domu dziecka. Rodzice adopcyjni maja swoje grupy wsparcia i dopiero wchodzac w to srodowisko widac jak wielu ludzi ma serca wieksze niz Atlantyk. I nie zauwazxam tam wielu patologii tak narawde. Paradoksalnie swiadomosc, ze rodzone dzieci tez sie upijaja, kradna, biora narkotyki, pomaga. Tak sie zdarza, trudno. Moja cora wlasnie wrocila z przystanku Woodstok. Myslicie ze pojechala tam za moja zgoda? Otoz nie. Ale pierwsza osoba do ktorej zadzwonila byl jej brat "zeby sie mama nie martwila". Milosc do dzieci jest trudna. Nie wiem byc moze ja sie bede niedlugo swojej sasiadce wyplakiwac, ze ta moja corka to...... a ja ja przeciez tak kocham. Ale za to ten moj synek to....... i jego latwiej kochac. Pamietajcie ze takie dzieciaki musza byc trudniejsze, bo im bylo trudniej. Ich przez kilka lat nikt nie kochal. Boja sie zaangazowac, boja sie zranienia, wiec sprawdzaja na ile warunkowa jest nasza milosc. Stanowisko KvM rozumiem, chlopak kombinuje jak moze. W koncu wedlg badan okolo 10% populacji jest chowana nie przez biologicznych ojcow, bez ich wiedzy. I prosze wszystko dziala. Interesujace ze do momentu az tatus sie dowie, ze "adoptowal" dzidzie :) Ale Kristo nie jest tak zle. Pewien mlody maz nie dalej jak trzy dni temu, po poslubieniu swojej ukochanej ozwodki z dwojka pomiotu, wyznal, ze jesli mezczyzna kocha kobiete, pokocha i jej dzieci. A zauwazcie, ze pierwotna decyzje o adopcji na ogol podejmuje kobieta. Wiec sa to jej dzieci. Kristo chyba oboje lubujemy sie w filmach przyrodniczych :) Ja wle jednak byc blizej goryli, ktore adoptuja, niz lwow, ktore na dzien dobry zagryzaja wszystkie oseski poznanej samicy....
              • Gość: guest Biedroneczko IP: *.* 14.08.01, 08:16
                Wiesz, trudno mi z Toba polemizować, gdyż nie wiem po prostu co chciałaś napisać (nie zrozumiałem Twojej wypowiedzi). Jeśli jednak uważasz, że z moich wypowiedzi można wywnioskować która postawa jest mi bliższa (lwy, czy goryle), to się mylisz. Jeśli piszę jak moim zdaniem wygląda to w przyrodzie, czy u ludzi, to nie znaczy to tym samym, że jest to dla mnie wzór do naśladowania.Na koniec prośba. Widzisz ja jestem prostym chłopem ze wsi - mnie trzeba prosto pisać, bo za głupi jestem na aluzje, odnośniki i domysły co autor miał na myśli.
            • Gość: guest Re: Adopcja (glownie do Marty) IP: *.* 14.08.01, 08:38
              Marto!Czy mieszkasz w Polsce? Czy dobrze znasz temat adopcji w Polsce? Moze sie myle - Twoj adres e-mail i tresc Twojego listu moze blednie sugerowac mi, ze nie mieszkasz w Polsce(?)To nie jest takie proste jak piszesz i moim zdaniem przynajmniej czesciowo sie mylisz. Przy tym wg mnie surowo oceniasz innych,a sprawa adopcji jest przecież powazna i nie mozna jej traktowac jak - przepraszam za porownanie - kupna psa czy kota, bo tak robia np. w Kanadzie czy USA.Mieszkam w Polsce i troche znam temat adopcji od strony dzialalnosci Panstowewgo Domu Dziecka, Domu Samotnej Matki i Katolickiego Osrodka Adopcyjnego. Z moich obserwacji wynika, ze jest w Polsce duzo uczciwych, kochajacych ludzi adoptujacych dzieci, mimo nadal jeszcze skomplikowanych procedur prawnych. Sa tez wspaniali ludzie, specjalisci (pedagodzy, psycholodzy, prawnicy, rodzice, ksieza ...), ktorzy ich do tego przygotowuja. Sa tez rodziny, ktore majac juz swoje dzieci decyduja sie (przez kilka miesiecy do czasu adopcji przez dana rodzine) zaopiekowac malenkim dzieckiem, gdy matka zrzeka sie praw do niego. Podziwiam ich za to, bo jest to prawdziwy heroizm (mogliby ten czas poswiecic na swoje sprawy, niekoniecznie egoistyczne). Duzo dobrego sie w tym temacie dzieje. Najwazniejsze, ze w tym wszystkim na pierwszym miejscu jest milosc - bardzo konkretna, codzienna, serdeczna, kompromisowa i choc nieraz trudna, to dajaca radosc, ktorej nie da sie wyrazic slowami czy okreslic materialnie.Czy mne rozumiesz i rzeczywiscie wiesz o czym pisze?Wg mnie zbyt surowo oceniasz nas Polakow (nie tylko katolikow).Moglbym jeszcze polemizowac dluzej, ale mam propozycje, by temat zamknac i popisac za np. 10 lat kiedy rzeczywiscie wraz z mezem bedziecie juz rodzicami dzieci adoptowanych. Nie do konca rozumiem czemu z mezem zalozyliscie sobie, ze oprocz wlasnego dziecka bedziecie adoptowali jedno lub dwoje dzieci. Wybacz pytanie, ale nie rozumiem: czy nie mozecie juz miec wiecej wlasnych czy tez sa inne powody? Skoro tak wiele malzenstw nie moze miec wlasnych dzieci czeka na mozliwosc adopcji, to czemu ...? Ufam, ze Wasze plany sa oparte na milosci do dzieci.wdzieczny za wyrozumialoscPaweł
              • Gość: guest Re: Adopcja (glownie do Marty) IP: *.* 14.08.01, 08:57
                >Paweł napisała/ł:> Z moich obserwacji wynika, ze jest w Polsce duzo uczciwych, kochajacych ludzi adoptujacych dzieci, mimo nadal jeszcze skomplikowanych procedur prawnych. Jak wspomniałam jako nastolatka odwiedzałam Dom Małego Dziecka i sczególnie zajmowałam się jedną dziewczynką. Po pewnym czasie Kierowniczka powiedziała mi , że lepiej żebym tam już nie przychodziła, bo Marynia chyba pójdzie do adopcji i powinna spotykać się ze swoją przyszłą mamą. Przestałam Marynię odwiedzać, ale nadal bywałam w Domu Dziecka i śledziłam jej los. Po kilku miesiącach okazało się, że Pani, która chciała ją adpotować nie dostała tego prawa... bo była niezamężna. Była to kobieta wykształcona i pracująca, po trzydziestce i bardzo przywiązana do małej . Sąd uznał, że lepiej żeby dziecko nie miało nikogo, niż ma mieć tylko matkę adopcyjną. W czasie trwającej miesiącami rozprawy okazało się, że istnieją jacyś starsi krewni Maryni, którzy mają się nią zaopiekować. Dalszą historię znam z opowieści Pani Dyrektor Domu Dziecka, która opowiadała mi to płacząc. Otóż przynano tym krewnym dziecko jakoś "zaocznie" (oni nawet o tym nie wiedzieli), byli to starsi ludzie , mieszkający na wsi i nie zainteresowani zajęciem się tym dzieckiem. I tak Marynia została sama, a rok poźniej przeniesiono ją do innego Domu Dziecka w innej miejscowości i tyle o niej słyszałam. Teraz Marynia jest dorosłą kobietą a ja czasami się zastanawiam jak potoczyło się jej życie. Polskie prawo adopcyjne jest okrutne wobec dzieci...
              • Gość: guest Re: Adopcja (glownie do Pawla) IP: *.* 14.08.01, 15:45
                Pawelku powtarzasz moje wlasne slowa z pierwszego postu o adopcji. To nie kupno psa ani nie loteria. I nie uwazam, ze trzeba krytykowac nastawienie innych krajow, ktore sa duzo bardziej otwarte na adopcje niz my, lepiej bedzie wziac z nich przyklad.Ja tez przez dlugi czas zajmowalam sie dziecmi z domow dziecka w Polsce. Byly to czesto dzieci niepelnosprawne,z uposledzona psychika, bardzo wrazliwe. Znam w wiekszosci prawa i panujace zasady. Podziwiam ludzi, ktorzy byli w stanie bic sie o te dzieci przez wiele lat by moc je adoptowac. Szczerze uwazam, ze to znikome przypadki, i ze robi sie duzo mniej niz na to zasluguje sytuacja.Co do mnie i moich przekonan i planow, to sadze, ze kazdy ma do splacenia dlug milosci. I, ze to najmniejszy gest jaki mozemy zrobic dla blizniego. To naturalne jak i wiele innych przykladow. Kazdy ma swoja droge, dla mnie osobiscie bedzie to wielkim szczesciem moc ofiarowac milosc dziecku ktore jej potrzebuje.
                • Gość: guest Re: Adopcja (glownie do Pawla) IP: *.* 16.08.01, 11:30
                  Marto!Dzieki za wyjasnienie kilku spraw. W tym co napisalas mamy podobne doswiadczenia o zdanie. Mnie chodzilo o zbyt krytyczne wg mnie ocenianie ogolu Polakow i Polski w temacie adopcji. Oczywiscie masz swoje spojrzenie na to i masz prawo je wypowiadac jak kazdy na forum.Medal ma dwie strony i nie chcialbym, aby w Polsce zabraklo np. dobrego przygotowania przyszlych rodzicow do adopcji i sprawdzenia czy moga byc rodzicami. Mam wrazenie, ze tak czasem dzieje sie na Zachodzie.Zainteresowalo mnie napisane prze Ciebie zdanie:"Co do mnie i moich przekonan i planow, to sadze, ze kazdy ma do splacenia dlug milosci."Czy moge zapytac co masz na mysli? Nie rozumiem szczegolnie tego okreslenia "dlug milosci". Czy Twoim zdaniem na milosc trzeba sobie zasluzyc?PozdrawiamPaweł
                  • Gość: guest Re: Adopcja (glownie do Pawla) IP: *.* 16.08.01, 15:11
                    Pawle, uwazm ze nie przyszlismy na swiat tylko po to zeby podtrzymywac nasze potrzeby fizjologiczne i inne.Dla mnie to cos nadzwyczajnego i barzo zwiazanego z miloscia, szczerze sadze, ze najwiekszym celem zycia jest nauczenie sie milosci(w szerszym znaczeniu tego slowa). Co dla mnie stanowi wlasnie, mowiac w przenosni, ten dlug do splacenia za ofiarowane nam zycie, a jednoczesnie mozliwosc naszej ewolucji duchowej.Milosc to kolosalna praca nad samym soba. I trudno mi powiedziec czy trzeba na nia zasluzyc czy nie, moze to poprostu niedobre slowo, zeby moc w pelni okreslic tego typu zagadnienia.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 14.08.01, 04:17
      Co do roznego traktowania dzieci wlasnych i adoptowanych, to czytalam niedawno anegdotke na ten temat. Rozmawialo dwoch panow (nie pamietam, kto, ale nie o to tu chodzi). Jeden z nich pochwalil sie, ze ma dwojke adoptowanych dzieci, a drugi na to: "Coz za zbieg okolicznosci. Dwoje z czworga moich dzieci tez jest adoptowane, ale nie pamietam, ktore to z nich." I to chyba oddaje calosc sprawy.
    • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 14.08.01, 20:47
      Mysle, ze nie ma co rozstrzasac istoty adopcji, bo kazdy moze miec inny powod. Mnie odpowiadfa taka definicja, ze niekiedy nasze dzieci rodza sie innym ludziom i trzeba ich poszukac.
      • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 16.08.01, 06:30
        Czyżbyś czytała książeczkę "Jeż" ? Ja czytałam ją wiele razy i za każdym strasznie buczę. Teraz czekam, aż Ania będzie na tyle duża, aby zrozumieć, o co w niej chodzi ...
        • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 17.08.01, 03:54
          A ja mam "Jeza" wycietego z "Twojego dziecka" (nie wiedzialam, ze jest tez taka ksiazeczka) i schowanego z innymi waznymi papierami. I tez zawsze bucze przy czytaniu.
          • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 20.08.01, 08:31
            Nie nie mam "Jeza" co to jest?Ale znalazlam jakis stary numer "Dziecka"gdzie byla sprawa listu od pani,co to ma 36 lat nie ulozyla sobie zycia, ale dziecko by chciala.Odpowiedz pani psycholog podciagnelabym pod post Wiesi o osobach samotnych. Jesli kobieta nie jest sobie w stanie ulozyc zycia z mezczyzna, to dlaczego chce uklaac sobie zycie z czlowiekiem w dodatku na takich prawach.Biedrona jest moja hmmm,jak napisze przyjacolka t5o bedzie wygladac, ze jestesmy takie same- ona jest moim dobrm duchem. Jako stara wyjadaczka czesto pomaga rodzicom z osrodka adopcyjnego, odpowiada na ich pytania itp,i zawsze powtarzala, ze o ile oczywiscie prawo w Polsce tam gdzie trzeba szuka igly w stou siana a tam gdzie trzy razy trzeba sie zastanowic-szast prast i po krzyku. Ale z rodzina zastepcza dla osoby samotnej nie ma klopotu, a tak naprawde wiekszosc dzieci kierowanych do rodzin zastepczych ma po prostu niewyjasniona sytuacje,a tak naprawde to sieroty, ktorych nikt nie odwiedza,nikt nie kocha.
            • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 21.08.01, 07:11
              >Gosia 26 napisała/ł:> ...znalazlam jakis stary numer "Dziecka"gdzie byla sprawa listu od pani,co to ma 36 lat nie ulozyla sobie zycia, ale dziecko by chciala.Odpowiedz pani psycholog podciagnelabym pod post Wiesi o osobach samotnych. Jesli kobieta nie jest sobie w stanie ulozyc zycia z mezczyzna, to dlaczego chce uklaac sobie zycie z czlowiekiem w dodatku na takich prawach.A bodajby tę panią psycholog...różne są powody dla których kobiety nie wychodzą za maż, a czasy piętnowania "starych panien" chyba już minęły. Poglądy prezentowane przez panią psycholog świadczą o jej ograniczeniu, delikatnie mówiąc - przez takie bzdurne rozumowanie mnóstwo niewykształconych wiejskich dziewczyn wychodzi za pierwszego z brzegu pijaka, byle tylko w oczach innych "ułożyć sobie życie".Ja wyszłam za mąż w wieku 32 lat i nie sądzę, abym do tego czasu była w jakikolwiek sposób "gorsza" a potem się "polepszyła". To tyle jeśli chodzi o panią psycholog, trochę sobie ulżyłam.> Ale z rodzina zastepcza dla osoby samotnej nie ma klopotu, Czy dobrze zrozumiałam - osoba samotna może stanowić "matkę zastępczą"?. Jeśli tak ,to chyba coś drgnęło na lepsze. Nie pamiętam jak to wyglądało w opisywanej przez mnie sprawie, tj. czy owa pani starała się o adopcję czy prawo bycia "matką zastępczą", wiem na pewno, że pani dyrektor Domu Dziecka poznała ją dobrze i polubiła, a kiedy sprawa zakończyła się tak o pisałam, to Pani Dyrektor płakała nad bezdusznością sądów i dalszym losem Maryni.
              • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 21.08.01, 20:56
                Owszem wiesiu czasy pietnowania starych panien minely, ale coz adopcja to proces w ktorym trzeba sie przygotowac na rozklad swego zycia na czesci pierwsze. I osoba samotna musi sie spodziewac pytan o powody swej samotnosci- i zapewniam cie, ze inaczej jest traktowana kobieta samotna, ktora byla w stalym swiazku dlugo czyli inaczej mowiac jest zdolna do stworzenia takowego, naczej osoba samotna tylko formalnie zyjaca w zwiazku wolnym, a inaczej osoba ktora cale zycie byla samotna bez jakis specjalnych ekscesow w stylu " z kims na dluzej" az tu naglepomysl, zeby moze dzidziusia sobie zaadoptowac.To nie chodzi o bycie gorszym- tylko o akceptacje faktu, ze naparawde nie wszyscy musza miec dzieci.....A co do matek zastepczych, to zmienilo sie bardzo wiele i przy pewnym zaangazowaniu w sprawe status takiej matki mozna uzyskac. Znam rowniez dwie samotne mamyzastepcze, ktore , po tym jak ich podopieczni zyskali "zdolnosc adopcyjna" niejako automatycznie zostakli adoptowani, wnioski byly rozpatrzone szybko i bez klopotow :)) Bardzo czesto biore udzial w kursach dla rodzin zastepczych i adopcyjnych i nie masz pojecia wiesiu jak wiele osob samotnych rezygnuje ze swego szlachetnego gestu- nie zdaja sobie wielokrotnie sprawy co to wlasciwie znaczy- bo skad? W koncu zadne z nas nie zdaje sobie sprawy co to znaczy byc rodzicem..... Nieporownanie mniej par rezygnuje po takim "koszmarze w pigolce"- na ogol jesli kobieta przekona faceta do adopcji, jest juz tak zdeterminowana po walce, ze zgodzisie na wszystko. A do maluchow, ktore bardzo czesto przez trzy cztery lata zyly bez zadnej bliskosci, zrozumienia (bo do rodzin zastepczych najczesciej trafiaja dzieci w takim wieku) ta desperacja jest bardzo potrzebna.
      • Gość: guest Re: Adopcja IP: *.* 20.08.01, 22:27
        Gosiu, jak ślicznie napisałaś. Gosia 26 napisała/ł:> Mysle, ze nie ma co rozstrzasac istoty adopcji, bo kazdy moze miec inny powod. Mnie odpowiadfa taka definicja, ze niekiedy nasze dzieci rodza sie innym ludziom i trzeba ich poszukac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka