Dodaj do ulubionych

Nasze matczyne natręctwa

IP: *.* 31.10.01, 22:31
Szanowne koleżanki, czy wy też miałyście w czasie ciąży lub po porodzie natrętne myśli dotyczące dziecka? Wszystkie znane mi mamy opowiadają o koszmarnych snach, nieuzasadnionych obawach, o tym, ze wszędzie widziały zagrożenia dla dziecka, a potem przeszło im jak ręką odjął. Jako mama sama to przeżyłam. Jako psychiatra usiłowałam znaleźć coś na ten temat i nie udało mi się. Liczę na waszą pomoc.Katarzyna
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 01.11.01, 09:08
      He, he...Też to miałam. Okropnosć...Miałam lęki na spacerze - bałam się, że wiedzie na nas samochód, rzuci się duży pies, napadnie grupka chuliganów...W domu też się bałam - że w nocy ktoś się włamie i zrobi nam krzywdę.Żeby to był czysty strach... Ja miałam "projekcje" - podczas wykonywania jakichś domowych czynności, czy na spacerze, nagle pojawiały się "wizje" obrazujące moje obawy.Niesamowite było to, że one mnie wciągały, trudno mi było się z nich "wydostać".Na szczęście przeszło. Dorka
      • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 01.11.01, 19:18
        Ja natomiast w każdym dziwnym zachowaniu Gaby doszukiwałam się chorób. A to "zrywała się" podczas snu /pewnie drgawki ;)/ a to kciuk układała jak "figa", a powinna na zewnątrz /pewnie coś nie tak z główką - teraz wiem, że z główką mamy ;)/. Wszystko wynikało z tego, że u takiego maleństwa trudno stwierdzić, czy wszystko jest ok. Teraz Gaba ma roczek i jest zdrowym, pogodnym maluszkiem.Magda :hello:
        • Gość: Izia Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 01.11.01, 23:30
          Ja też to miałam, wszystko było potencjalnym zagrożeniem dla mojej kruszynki. Jedno było najgorsze, bałam się " zespołu nagłej smierci łóżeczkowej". Co chwila sprawdzałam, czy moja mała oddycha ( często ją przez to przypadkowo budziłam), czytałam wszystkie fachowe książki. :crazy: Obsesja. Uspokoiłam się i teraz jest mi i jej stanowczo lepiej.Pozdrawiam :hello: Izia
          • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 05.11.01, 13:13
            Zawsze podejrzewałam, że nie jestem dobrą matką. Nigdy nie miałam wizji i lęków. Nawet jak mi się maluch krztusił to ze stoickim spokojem odwracałam ją głową w dół.kasia
            • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 08:38
              E tam, ruda Kasiu!!!!!Co Ty wypisujesz?Ja raczej moje lęki (zupełnie irracjonalne, bo nie bałam się realnych zagrożeń ) łączyłam ze słabością mojej psychiki. NIe sprawdzałam co chwila w nocy , czy mała oddycha, nie obawiałam się zespołu śmierci łóżeczkowej, gdy się zachłysnęła reagowałam spokojnie, gdy się sturlała z materaca na podłogę - nie podbiegałam z okrzykiem "ojej!".To są chyba dwie różne sprawy - zdrowy rozsądek i przytomność umysłu, a wyimagowane strachy (jak te moje o psie) Pozdrawiam :-) Dorka :-)
              • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 08:41
                "Wyimaginowane" ma się rozumieć ;-)A może poszepszyńska by się wypowiedziała - do jakich wniosków doszła?Dorka
            • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 09:23
              Kasiu, podniosłaś mnie na duchu, bo już myślałam, że tylko ja tak mam.Pozdrawiam,Ludek
        • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 00:34
          Dziewczyny!Te natręctwa są zapewne elementem depresji poporodowej lub nadszarpnięych nerwów mamy związanych z nową sytuacją. Ja też to przechodziłam. Wyobraźcie sobie, że można te natręctwa "leczyć". Jest taki lek zawierający serotoninę, odpowiedzialną za dobry nastrój i czując się lepiej dajemy sobie radę z natręctwami.Pozdrawiam.
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 05.11.01, 13:31
      Witam!Ja nigdy nie zapomnę snu, który mi się przysnił 2 tyg. po urodzeniu Zuzi...nie wim, czy opowiadać na forum, bo naprawdę był straszny, skończył się śmiercią dziecka.KIKA
      • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 05.11.01, 15:54
        Ja za to opowiem moj sen i konia z rzedem temu co go zinterpretuje: otoz w zeszlym tygodniu snilo mi sie, ze jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie z trzema corkami (ja nastolatka i dwie male coreczki - wiek nieokreslony). W domu chodowalismy dwie malutkie swinki - Ewelinke i Zosie (imiona moich coreczek). I ktoregos dnia rodzice mowia mi: wiesz, jest tak, ze swinki trzeba bedzie zabic i upiec. Zawsze tak robilimy. No i pamietam te dwie malutkie swinki na roznie. Obudzilam sie cala zaplakana.Dodam, ze w rzeczywistosci mam jedna siostre i nigdy nie mialysmy zwierzatek w domu.Natomiast co do natrectw, to mam tak jak Dorka - kazda sytuacja rozwija mi sie w glowie jak film w jakis koszmar. Jak ktos widzial "Amelie" to cos w stylu wizji Amelii dotyczacej porwania Nino. NA przyklad ostatnio Ewelince zginela skarpetka. Na spacerze byla z niania, wiec jakims sposobem wymyslilam, ze niania molestuje moje dzieci. Na szczescie nie poruszylam tego tematu bo skarpetka znalazla sie w misce z praniem, ktora Ewelina oproznila w zabawie i dodala tam swoja skarpetke. MOje "wizje" sa tak realne, ze wstrzymuje oddech, wydaje okrzyki (szczegolnie wieczorem przed zasnieciem, idealna pora na wizjonerstwo), itp.Czy powinnam sie leczyc?Magda
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 05.11.01, 16:20
      A wiecie że mnie posądzają o chory optymizm.Fakt faktem, że jednego zawsze się obawiałam i obawiam do tej pory - zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej. Cały czas małą sprawdzam jak śpi - to juz chyba obsesja. Natomiast jeśli chodzi o inne rzeczy - total stoicki spokój!!! Sama się sobie dziwię bo raczej należę do nerwusów. Ale myślę że teraz moje nerwy obracają sie w kierunku osoby, która przy mnie bezsensownie panikuje.Gdy mała miała kolki to ja: masaż brzuszka, ciepła woda, jak nie pomagało to Viburcol w dupcię i spokojnie czekałam na efekt - teściowa by pewnie za każdym razem wzywała pogotowieGdy mała pierwszy raz w życiu dostała katar i obudziła się w nocy z wrzaskiem i zielonym glutem wystajacym z nocha to wtedy poszła gruszka i Nasivin w ruch, oraz konsultacja telefoniczna z lekarzem.Pamiętam też jak byłam pierwszy raz na szczepieniu z małą to aż mnie pielęgniarka pochwaliła, że tak spokojnie i racjonalnie podchodzę do sprawy (krzyczącego z bólu i strachu dzieciaczka)Teraz gdy Liwia zapamiętale raczkuje i zaczyna sama wstawać nie asekuruję jej cały czas, wychodząc z założenia, że jak się puknie w łepetynę to może na drugi raz będzie ostrozniejsza. Wczoraj np. spróbowała zawartości psiej miski i gdybym miała inne podejście pewnie bym ją zawiozła na płukanie żołądka. Nie tak dawno wujek pokazał jej żywego gołębia, a ona tak go zaczęła "misiać", że mało mu łba nie ukręciła. Oczywiście umyłam jej łapki, ale żeby od razu startować z domestosem (na ten rewelacyjny pomysł wpadła jedna z moich ciotek). Oczywiście zdaję sobie sprawę z istnienia wielu chorób odzwierzęcych, ale jakoś mojej głowy nie zaprząta myśl: o matko, może moje dziecko ma lamblię od psa, albo ornitocośtam od gołębia...Ja po prostu chyba mam już taki charakter, że nie martwię się na zapas.Życzę wam wszystkim drogie mamy, gnębione przez myśli natrętne aby wasze pociechy się zdrowo chowały i aby opanował was spokój błogi.Sylvester
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 00:19
      ja też mam coś wspólnego z tymi natrętnymi myślami; sprawdzam czy oddycha czy drzwi wejściowe są zamknięte na wszystkie spusty, jak się potknie o jakąś zabawkę toja oczyma wyobraźni widzę jak mała ląduje okiem na jakimś rogu wystającym albo głową na kaloryferze czy kancie. jak idzie na spacer z kimś innym to baję się że ją ktoś porwie.strach pomyśleć co będzie jak będzie chciała sama iść na pole...pozdrawiam KasiaŻps. już w ciąży bałam się wszystkiego co gdzieś kiedyś przeczytałam lub usłyszałam, od tamtej pory maja wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach!
      • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 01:04
        natręctwa to może za duże słowo, bo związane z przymusem myślenia o TYM ( czyli nieszczęściu) ale miewam lęk o dziecko i wyobrażanie sobie takich rzeczy w sytuacji gdy np. niosę dziecko po schodach i nagle pojawia się wizja, że upuszczam ją niechcący etc... pominę barwne opisy. Ciekawe skąd to się bierze? Może to jakiś forma przystosowania do roli matki, wyostrzania wyobraźni na ewentualne nieszczęście w celu zapobieżenia im? Takie lęki to moim zdaniem też wyraz miłości wobec dziecka, coś co nam w podświadomości pracuje i każe unikać niebezpiecznych sytuacji. Co do śmierci łóżeczkowej, to byłam optymistką aż do momentu gdy się to zdarzyło synkowi mojej kuzynki. Straszne nieszczęscie, więc teraz ilekroć sprawdzam czy moje dziecko żyje, nie czuję, że to irracjonalne. Sprawdzam tak jak sprawdzam czy ma suchą pieluchę, to rodzaj bacznego czuwania. Mój mąż się smieje z tego,ale ja i tak zaglądam do bobaski, żeby się ucieszyć z jej dorodnej , rumianej buzi.Najważniejsze to mieć świadomość, że takie lęki to powszechna sprawa o ile są pod kontrolą i nie są natrętne ,przysłaniając radość z dziecka.
        • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 08:58
          Przypomniało mi się!!!, że jak byłam w ciąży, to bałam się jednego: jak ja się będę w nocy budzić, przecież mogę nie usłyszeć płaczu dziecka. No i teraz mam za swoje, bo do dziś (16 miesięcy) nie przespałam nocy, ponieważ budzi mnie nawet przeciąganie się Baśki, ale mam nauczkę, by ufać naturze.Co do snów natomiast, to w ciąży miałam jeden śmieszny: mianowicie przywożę dziecko ze szpitala, a ono siada, na co ja jednym celnym pchnięciem w klatkę piersiową powalam je i mówię: przecież jesteś za mały, żeby siedzieć.Drugi przerażający, a mianowicie od zawsze wiedziałam, że będę mieć córkę. Ale jedna z moich koleżanek zmąciła moje przekonanie twierdzeniami, że na pewno chłopiec, no i mi się ta pewność zachwiała. I któregoś dnia w ciąży - gdzieś 6 miesiąc śpię sobie i nagle słyszę głos tak nad samym uchem, jakby mi ktoś siedział na ramieniu: czy nadal myślisz, że twoje dziecko będzie chłopcem...Gdybym spała sama, to chyba umarłabym ze strachu, bo ten głos mnie obudził.Ale poza tym nie wyobrażałam sobie, co się mojemu dziecku może stać.kasia
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 09:47
      Kiedyś Groszek miał brzydki kaszek i zanim lekarz przyjechał, to przestudiowałam " Pierwszy rok życia dziecka" i objawy pasowały mi do większości chorób. Zadzwoniłam do męża i mówię " wiesz on ma chyba koklusz, zapalenie ucha, itd....". Okazało się, że to zapalenie krtani.Ostatnio boję się jeżdzić gdzieś dalej samochodem, myślę, że na pewno będzie wypadek. To jedna strona.A z drugiej nie panikuję, gdy mały się zaksztusi albo zląduje na podłodze będąc wcześnie na sofie.To chyba natursalne, że boimy się o nasze pociechy, mamy przecież dla kogo żyć.Pozdrawiam Lidka mama Groszka
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 13:11
      Ja, poniewaz urodzilam wczesniaka, wrocilam do domu bez dziecka. Wtedy spalam calkiem normalnie. Kiedy juz dziecko po 3-4 tygodniach wrocilo, wtedy zaczal sie nocny koszmar.Budzilam sie zlana potem i przestraszona okropnie, bo mi sie wydawalo ze dziecko powinno spac kolo mnie a go nie ma. Szukalam jej kolo siebie.Wtedy uswiadamialam sobie ze ono spi spokojnie w lozeczku. To bylo naprawde okropne, bo polaczone z powrotem hormonow do stanu z przed ciazy i silnym poceniem sie.Niemniej twierdze ze mialam o wiele wiecej spokoju i opanowania oraz intuicji anizeli teraz gdy dziecko ma 21 miesiecy.
    • Gość: usia Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 16:52
      W ciąży nie miałam, mimo poronienia zagrażającego prawie prze dwa trymestry. Akle potem, po urodzeniu...To znaczy teraz, kiedy Laura (2,5 roku) w stanie ciężkim znalazła sie w szpitalu ze spastycznym zapaleniem oskrzeli, które rozzwinęęło sie w ciągu 6 godzin, byle kaszelek spędza mi sen z powiek.I do tego boje sie kidnaperów i pedofili, i terrorystów, i wąglika, i tego, że nie będę jej potrafiła pomóc, kiedy będzie mnie potrzebowała i że nie jestem odpowiednim wzorcem i....i....i..
    • Gość: guest Re: Nasze matczyne natręctwa IP: *.* 06.11.01, 22:13
      a ja mam natręctwo dot. porwania! Spaceruję sobię z Niunią w wózeczku, puszczam na chwilę rączkę i jakiś typ odjeżdża z moim dzieckiem! Moje paranoje (szczególnie przed snem) doprowadzają do tego, że obmyślam plan działania na taki wypadek - telefon na policję, co powiedzieć o co pytać świadwów zdarzenia. Wyobrażam sobie, że gonię tego faceta i nie mogę go złapać, ani nic zrobić - taka bezsilność!!! Tak się denerwuję tymi myślami, że po tem nie mogę pół nocy zasnąć... A, moje dziecko ma 13m - to też depresja?W innych przypadkach jestem bardzo opanowana.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka