Dodaj do ulubionych

Poszpitalne rozmyslania...

IP: *.* 14.11.01, 17:59
Siedze sobie i na spokojnie analizuje moj pobyt z mala w szpitalu... I wiecie co...1. Jesli chodzi o lekarzy to nic sie nie zmienilo - nadal nie ma w zwyczaju przeprowadzania z rodzicami rozmow na temat stanu dziecka. Chlubnym wyjatkiem byl anestezjolog, ktory przed zabiegiem przyszedl, przedstawil sie i opowiedzial co bedzie robil i dlaczego. Jesli chodzi o reszte - nikt nic nie mowi sam z siebie a i zapytany niechetnie. O wyniki badan moczu malej musialam sie dopytywac kilka razy, a szczytem juz byl dla mnie wieczorny obchod nastepnego dnia po zabiegu, kiedy to lekarz przyszedl, spojzal na karte i juz chcial wychodzic, ale pielegniarka wiedzac ze bardzo chcialabym juz byc w domu zgadnela "to co panie doktorze, one juz jutro wyjda..." a on na to "no nie byl bym tego taki pewien..." i poszedl pozostawiajac mnie w zupelnej nieswiadomosci odnosnie powodow takiej wypowiedzi...2. Pielegniarki byly cudowne - oczywiscie za wyjatkiem wiedzmy, ktora odgazowywala mala... Same przychodzily i pytaly czy nie pomoc... Wszystko mi mowily co podaja malej i dlaczego, gdzie ja zabieraja i co beda jej robic... A kiedy okazalo sie ze wszystkie sale przeznaczone dla dzieci z rodzicami sa zajete, to razem z oddzialowa sciagnely mi na sale lozko szpitalne zebym miala gdzie spac... Nie bylo zadnego problemu jesli chodzi o zostawanie rodzicow... Mogli byc przez cala noc bez ograniczen - czasowych i "ilosciowych" tzn. jednoczesnie i mama i tata... Nie faworyzowaly dzieci ktore byly z rodzicami... Kiedy dziewczynka po zabiegu zsikala sie w lozko zmienily jej posciel, daly nowa pizamke i pocieszaly chyba z pol godziny ze nic sie zlego nie stalo...3. Szpital to jednak okropne miejsce... Szczegolnie szpital dzieciecy... Nie moglam sie przemoc zeby chodzic do toalety dla odwiedzajacych i rodzicow, ktora znajdowala sie na sasiednim oddziale... To byla chirurgia urazowa... Kiedy powiedzialam pielegniarce ze tak mi strasznie szkoda tego malego chlopczyka calego w gipsie a ona odpowiedziala mi ze to nie gips tylko opatrunek bo maly jest poparzony od lopatek w dol zaczelam schodzic do toalety pietro nizej... Dobila mnie juz jednak historia trzy miesiecznego chlopca, ktory trafil na oddzial po usunieciu ponad polowy jelita, po tym jak "mama" nakarmila go koktailem truskawkowym... To byla jego druga wizyta w szpitalu - wczesniej trafil na inny oddzial bo zostal nakarmiony jajkiem na twardo i sie zadlawil... Mama miala juz jedno dziecko, wiec nie mozna tego skladac na karb niedoswiadczenia... Szpital powiadomil prokurature, bo dwa takie wypadki to stanowczo za duzo jak na trzymiesieczne niemowle... Ciagle nie dociera do mnie ze mozna cos takiego zrobic wlasnemu dziecku...Chyba napije sie melisy i pojde spac... Takie rozmyslanie do niczego nie prowadzi...Pozdrawiam,ANia - ciagle pod wplywem pobytu z mala w szpitalu.
Obserwuj wątek
    • Gość: Patyk Re: Poszpitalne rozmyslania... IP: *.* 14.11.01, 22:18
      Aniu,ciesze sie, ze juz jestescie w domu.Bo jestescie, prawda? Sa to przeciez rozmyslania POszpitalne.Caluski od Zosi dla Zosi :love: :love: :love:Patyk
    • Gość: guest Re: Poszpitalne rozmyslania... IP: *.* 15.11.01, 09:12
      Mój mąż instalował wczoraj sieć komputerową w pokoju lekarskim szpitala dziecięcego. Było tam 6 pań lekarek.Przez bite 2.5 godziny, żadna nie opuściła pokoju. Rozmowy oscylowały wokół tematów pogodowo-domowych, (na obcą osobę nie zwracały uwagi - powietrze). Wykonały leniwie kilka telefonów, głównie prywatnych lub z zamówieniem leków. W pewnej chwili weszła pielęgniarka informując, że na korytarzu czeka mama Piotrusia XX, dziecku się bardzo pogorszyło w nocy i chciałaby z kimś porozmawiać, dowiedzieć się o stan syna. Na to wszystkie panie doktor jednocześnie zgodnym chórem zakrzyknęły: mnie nie ma.Pielęgniarka wyszła a panie wróciły do pasjonującej rozmowy o przepisach na ptasie mleczko. Już na krytarzu mijał pielęgniarkę wiozącą na wózku ok. 3letniego chłopczyka. Rozmowa ze spotkaną inną panią doktor:pielęgniarka: - O, zobacz Maciusiu i dzie pani doktor, teraz poskarżę, że nie chcesz jeśćpani doktor - Aaaaa, to znaczy że masz chore ząbki. Ja teraz idę do dentysty i wyrwie ci wszystkie ząbki skoro są chore.Mój mąż jest ekstremalnym stoikiem, ale nie wytrzymał i mruknął jakieś słowo dezaprobaty, na co pani doktor wyjaśniła mu, że to jest lepsze zło, bo jak nie jedzą to się karmi przez rurkę. I co lepsze?.Życie nauczyło mnie pokory i z reguły staram się nie brać udziału w dyskusjach oceniających kogoś negatywnie. Chyba to zmienię.Też nie spaliśmy tej nocyada
    • Gość: guest Re: Poszpitalne rozmyslania... IP: *.* 15.11.01, 12:15
      Ja już jestem chora na myśl, że znowu niedługo spędzę z Julkiem co najmniej dwa tygodnie w szpitalu...Na dodatek w tym szpitalu rodzice o 22 musza opuścić oddział...Gosia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka