Dodaj do ulubionych

bez męża

IP: *.* 20.11.01, 11:22
Hej! moj mąż postanowił opuscic mnie, bo chce byc sam. zostałam z dwójką maluchów. jak wytłumaczyć 5-latce zaistniałą sytuacje. mąż jest bardzo dobrym tatą, córka jest z nim bardzo związana. na szczęscie(?) syn ma 8 miesięcy.napewno któras z was już to przechodziła. będę wdzięczna za pomoc!!
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 20.11.01, 11:31
      jejku, Agato, tak Ci współczuję...Słuchaj - piszesz, że Twój mąż jest dobrym tatą. Więc implikuje to dalsze utrzymywanie kontaktów z dziećmi, pomimo, że razem już być nie chcecie. Skoro zależy mu na dzieciach - to może porozum się z nim co do sposobu, w jaki przekażecie tę wiadomość dziecku? Dlaczego ma to być tylko Twój problem? Myślę, że córce należy się też wyjaśnienie od ojca...Oprócz tego, powiem szczerze, że nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. Nie wiem, ile prawdy o Waszym związku możecie odsłonić przed dzieckiem, nie wiem, jakie powody skłoniły Twojego męża do wyprowadzenia się z domu. Jeszcze raz - ustalcie z mężem wspólną wersję.Pozdrawiam i życzę dużo spokoju i cierpliwości Agnieszka
      • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 08:06
        Nie wiem co mozna napisać żeby Cię pocieszyć. Czy to jest jego ostateczna decyzja? Może dojrzeje do bycia mężem i ojcem już dwójki dzieci. Może ma kryzys i ucieka od Was, problemy w pracy? Może, może - może pogadajcie, walcz o swoje małżeństwo. Faceci są nie bardzo rozwzinięci umysłowo ale są nie źli i ciężko bez nich chować dzieci, żyć. Komplikują zycie, ale coś do niego wnoszą - chaos, bałagan, ale i też jakąś podporę w pochmurne dni.
    • Gość: guest Re: bez me˛z˙a IP: *.* 20.11.01, 17:11
      hmmm...
    • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 10:37
      U mnie prawie tak samo. Mój małzonek tez zdecydował sie odejść i tez jest to typ "dobrego tatusia". Mam czterech synów 13,5,4 lat i maleństwo 5 miesięcy. Moim zdaniem ci tatusiowie "kochający" swoje pociechy sa jeszcze gorsi od tych co znikają bez śladu. A to dlatego że pod pretekstem kontaktu z dziećmi stale są w naszym życiu. Najczęściej przychodzą kiedy chcą i czujemy się jak kontrolowane. A ogromna rana po rozstaniu stale jest na nowo otwierana. Jak żyć dalej ? Co chwila zadaję sobie to pytanie. Czy walczyć o nasz związek czy pozwolić mu definitywnie odejść. Mimo ogromnego bólu postanowiłam odciąć sie od męża. Zmieniłam nr telefonu domowego i komórki (w dzisiejszych czasach to strasznie proste)- przynajmniej nie boje sie odbierać teraz telefonu i nie czekam że może jadnak zadzwoni. Nie zadzwoni też teściowa z "dobrymi" radami ani nikt, aby zapytać co u mnie słychać. Zmieniłam zamki w drzwiach aby spać spokojnie i nie wsłuchiwać się w szelest na klatce. I kategorycznie zabroniłam przychodzić meżowi do MOJEGO domu pod pretekstem spotkań z dziećmi. Jeśli chce się z nimi widzieć to może je odbierać przed klatką z rąk niani i w ten sposób je oddawać. Nadal bardzo kocham swego męza i kazde spotkanie z nim czy tez krótka rozmowa jest dla mnie ogromnie bolesna. Mam jednak nadzieję że takie odcięcie męża od naszego domu, pozwoli mu przemyśleć że coś się skończyło. Zwykle kiedy faceci odchodzą starają się zostawić sobie możliwośc powrotu w wygodnym dla siebie czasie. Mój juz chyba trzeci tydzień cieszy się wolnością i tak jak przewidywał mój tato (jest dla mnie wspaniałą podporą) odcięty od rodziny zaczyna chyba uświadamiać sobie jaka czeka go przyszłość (musi wynająć mieszkanie, płacić alimenty, jakoś sam sie utrzymać ). Wspomniał nawet o próbie wspólnego porozmawiania z jakimś specjalistą na nasz temat. Tylko czy ja chce byc z kims kto tak mnie zranił. Czy jeśli bedzie chciał wrócić wg mnie tylko z powodu zwykłego wygodnictwa i "miłości" do dzieci mam go przyjąć. Bez niego jakoś poradzę sobie w zyciu. Potrafię zadbać o utrzymanie nawet tak licznej rodziny. Wszystko co mam jest i tak moje więc nie grozi mi podział majątku. No tak, ale ja nadal kocham tego drania. Kochają go dzieci. On kocha dzieci. A KTO MNIE BĘDZIE KOCHAŁ ???????Spojrzałam krytycznie na siebie. Urodziłam czterech synów i swój ślad to zostawiło. Nie jest tak żle ale na ulicy jakoś nikt się za mną już chyba nie obejrzy. Mąż chyba też już widział we mnie tylko matkę dla dzieci. Całe szczęście że nie mam problemów finansowych więc mogłam zafundować sobie program powrotu do kobiecości. Cykl masaży, areobik, kosmetyka w róznorakiego błotka, solarium i .... jest coraz lepiej. Moje babskie ego zostało podbudowane. ale sie rozpisalam ... to na tyle - Monika
      • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 12:55
        Moniko, tak sobie mysle, że jesteś silna osoba. POradzisz sobie, skoro tak szybko poreafisz decydować o pzyszłości bez meza. Dobrze, ze finansowo sobie poradzisz, to duzy plus. A co do wyglądu....Skoro jak piszesz po wszystkich zabiegach dla ciała (i duszy) jest lepiej, to znaczy ze wygladasz przeslicznie, masz 4 chłopaków do potwierdzenia :-)Wiesz, po "przechorowaniu" odejscia męża usmiechnie sie do Ciebie słońce i znajdziesz kogoś, kto zobaczy w Tobie nie tylko matke 4 dzieci, ale kobiete, osobe, z która warto spędzić zycie...Zycze Ci tego nawet nie wiesz jak bardzoPozdrawiamUla
        • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 15:41
          Ula, dzięki za wsparcie. No tak, jakoś sobie poradzę tylko te przeklęte święta są tuż tuż. Jak je przetrwać aby nie zwariowac ????? Chyba nie ma dobrych rozwiązań. Sama z dziećmi - okropnie. U mamy - brrr. Zaprosić męża na ten wyjatkowy dzień - NIGDY ! A ty co byś zrobiła ???
          • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 15:53
            Właśnie - święta.... cięzkie.Jesli masz wsparcie w rodzicach (a pisałaś, że masz :-) to koniecznie z rodzicami - będzie wiecej zamieszania, mniej czasu na rozpacz. I tak masz dobrze, że masz chłopaków, wyobraź sobie, gdybys miala np 2 miesięczne dziecko. Chodzi mi o to, ze z taką banda musi byc jednak wesoło...A męża nie zaprosiłabym - wtedy Świeta byłyby jedna kłótnia/wypominaniem/przekonywaniem. A pogodzenie sie tylko z okazji Swiat to jak z kiepskiego filmu "made in USA". Tez kiedyś byłam w rozpaczy (ale tylko po 5 letnim zwiazku), z tym, że nie radziłam sobie od razu tak dobrze, jak Ty...Dlatego Cie podziwiam. Strasznie łudziłam sie, że On wróci, chociaż wiedziałam, że to beznadziejne wyjście. A teraz patrze na to, jak na właśnie kiepski film z USA :-)Wiesz, mam dwie koleżanki po_rozwodzie. I obie teraz ciesza sie, że kiedyś mąż je opuścił, mimo, że kochały tak bardzo.Strasznie cierpialy, ale teraz mowia, że lepiej, że to sie stało wcześniej, kiedy jeszcze maja czas, by ponownie "stanąć" na nogi. Jedna ma cudownego partnera, choć zarzekała sie, że jest tylko jedna miłość w życiu.A zycie to ciągłe niespodzianki....JA JESTEM PEWNA ZE SOBIE PORADZISZ.I zazdroszczę Ci tej siły.PozdawiamUla
            • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 16:40
              Ula, ja jestem silniejsza bo przezywam to juz drugi raz. Pierwszy mój mąz odszedł 13 lat temu też tuż przed świętami - byłam wtedy na dwa tygodnie przed porodem. Sześć lat dochodziłam do siebie. Aż spotkałam cudownego człowieka który pokochał mnie wraz z moim małym synkiem. Był bardzo ciepły, rodzinny , kochał dzieci - a teraz ....mam przed sobą kolejne święta - i wiem doskonale jak smakuje karp w łzawym sosie. Różnica polega tylko na ilości dzieci w domu. A na święta mam chyba pomysł - wyjadę gdzieś w świat. Tam gdzie miło ciepło i bezpiecznie. Rozmawiałam już o tym ze swoim tatą którego też (koniecznie) chciałabym (muszę) zabrać z nami. Ale mój były będzie wsciekły. Jest tylko jeden problem, maleństwo nie ma paszportu a o zgode muszę prosić męza. No i co dobry pomysł ?? pozdrawiam monika
              • Gość: guest Re: bez męża IP: *.* 21.11.01, 20:29
                Swietny pomysl z wyjazdem! Jesli tylko mozesz to jedź. KOniecznie z Tatą i chlopcami - beda miec niezapomniane przezycia!A jesli bedziesz miała problemy z paszporten - wybierzcie sie w gory - Zakopane w sniegu - też dobre, prawda?KOniecznie rob cos, żeby oddalić od siebie choc na trochę rozmyslania, obwiniania siebie (chociaż Ty chyba nie z tych :-). Po prostu żyj!A może ten "drań" po jakimś czasie zrozumie i zmieni decyzje?Pod warunkiem, że Ty kiedys bedziesz tego chciala,.... Ale to kiedyś, nie teraz, kidy tak boli.I tak Cie podziwiam :-)Życze radosnych Swiat, chociaz w innym składzie niz co roku... Ale może takie będą szczere, niezapomniane, RODZINNE?PozdrawiamUla
      • Gość: guest Re: bez męża do Moniki IP: *.* 22.11.01, 09:31
        Moniko! Naprawdę mi zaimponowłaś. Odwagą. I zdeterminowaniem. Jestem w dość podobnej sytuacji, chociaz nie za bardzo potrafie wytrwac w swoich postanowieniach.W rozny sposob szukalam pomocy w odpowiedzi na pytanie dlaczego? Obeszlam wszystkie "gazetowe" slawy psychoterapeutyczne, wizyty wrecz mnie zdołowaly - od bardzo znanej psychoterapeutki - piszacej notabene w Dziecku- dostalam rade abym natychmiast rzuciala prace (!), to wtedy maz sie nami "zajmie" (sic!), a swieta czy wyjazd sa cudowna okazja do pojednania. Duzo kasy stracilismy wloczac sie po swiecie w tym celu.Dopiero baaardzo madry czlowiek powiedzial mi, ze ja po prostu meza nie szanuje. Kocham, ale z racji przyklejenia sobie etykietki "wszystko zrobie lepiej od innych", co mi zreszta bardzo dobrze wychodzi, pozwolilam sobie na poczucie bycia lepsza od niego. Najpierw bardzo sie obruszylam -jak to ja TAK sie straram byś super-mama-business-zona-womam (nieprzypadkowo ta kolejnosc), rozzłoszczona wyszłam z gabinetu, ale po długim zastanowieniu sie ........ przemogłam się, zadzwonilam do meza i usłyszałam: " Ja od dwoch lat staram Ci sie to powiedziec. Jak sie nazywa ten facet? Jade postawić mu piwo!"Zycie nie jest czarno-biale. Pomysl o tym. I napisz do mnie. Naprawdę jesteś niesamowita. :love: uściski :love:Mela
        • Gość: guest Re: bez męża do Moniki IP: *.* 22.11.01, 22:21
          Mela,gdzieś zapodziałam twój adres więc odpisuję na forum. Dzisiaj mąż kategorycznie odmówił podisania wniosku o paszport dla mojego/naszego najmlodszego synka. Więc ze swiatecznego wyjazdu gdzies w tropiki nici. Cos mi się wydaje ze blokuje mi wyjazd gdyż boi się sam zostać na swięta - a przecież może pojechać do swojej ukochanej mateczki. Zaproponował mi perfidnie abym jechała sama a dzieci zostawiła u jego mamy. Wpadł natomiast na pomysł abyśmy tak ostatecznie nie przekreślali siebie jako rodziny i spróbowali porozmawiać o naszych problemach z jakimś specjalistą. Ty podobno już kilku takich uzdrawiaczy dusz obeszłaś - czy możesz kogos polecić i czy Twoim zdaniem taka rozmowa ma sens. Ja osobiście nie mam zaufania do tych "gazetowych" slaw psychoterapeutycznych. Ale jak odmówie to będzie znaczyło że to ja ostatecznie się odciełam od męza który jednak wykazał dobrą wolę i próbuje "COŚ" robić w przeciwieństwie do mnie. Pisz na kocmonika@poczta.onet.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka