Dodaj do ulubionych

Zostałam zdradzona!!!!

IP: *.* 06.06.02, 12:16
Sorki, ale ręce mi się trzęsą. Pewnie mnie nie pamiętacie, ale sie przypomnę. Mam na imię Klaudia i mam 6 mies. córcie Julcie. Od pewnego czasu (tzn. od paru mies) mój mąż bardzo się zmienił na niekorzyść. Mało pomagał mi przy dziecku a w życiu codziennym to mogę zapomnieć. Myślałam, że przytłacza go ta nowa sytuacji: dziecko, obowiązki. Ciężko mi jak cholera. Bo w trakcie urlopu macieżyńskiego na dodatek zwolnili mnie z pracy (to ja byłam finansową głową rodziny). Wczoraj mój małżonek powiedział mi wiele przykrych słów, takich jak to, że w ogóle jestem mu obojętna itd. A dziś dowiedziałam się, że w ostatni weekend mówiąc mi, żejedzie na ryby pojechał do jakiejś dziewczyny. I teraz śle jej maile w stylu: nigdy nie zapomnę twojego zapachu, tylko z Tobą mogę porozmawiać, od 2 lat nie czółem się tak szczęśliwy itp. Jestem załamana. Wiem, że nikt mi nie jest w stanie pomóc, ale może któraś z Was była w podobnej sytuacji. Piszcie, proszę!!!!!!!!Zrozpaczona Klaudia
Obserwuj wątek
    • Gość: Siunia Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 05.06.02, 23:24
      Ja jak do tej pory, nie nakryłam jeszcze męża swojego na zdradzie.I często w róznych dyskusjach słyszał, że jest to rzecz, której jednak nie umiałabym wybaczyć ...Zdaję sobie sprawe jak to bardzo boli ....Bardzo Ci współczuję.Jednak coś moge poradzic Ci w innej kwestii. Wprawdzie mało napisałaś o swojej pracy, ale wiem, ze na maciewrzyńskim pracownicy zwolnić nie mozna. Załóż sprawe w Sądzie pracy. Tam nie ma opłat, Sąd Pracy jest za darmo. Po drugie - raczej przy każdym Sądzie Pracy jest radca prawny lub adwokat, u którego będziesz mogła zasięgnąć rady nieodpłatnej. A najlepiej zadzwoń do PIP-u i powiedz jak wygląda sytuacja, oni Ci poradzą.Chyba w niczym innym nie pomoge ....Trzymaj się dzielnie i walcz. Bo warto- Siunia
      • Gość: BAJBUS Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 18:15
        Ciężko wybaczyć zdradę, ale życzę ci tego z całego serca. Mój były już mąż zdradził mnie 7 lat temu, rok później byliśmy już po rozwodzie - nie umiałam wybaczyć ...Ale to boli i będzie bolało zawsze i pamietaj ta decyzja musi być Twoja, nie słuchaj rad. Powodzenia!smile
    • Gość: teresato Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 06.06.02, 12:06
      Wiesz ja Cię rozumiem. Ale obiecałam sobie, że nie będe już pisać na forum o tym co przeżyłam. I to w trakcie ciąży i po urodzeniu dziecka również.Całym sercem jestem z Tobą.Pozdrawiam Misiek
    • Gość: horac Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 06.06.02, 14:17
      Klaudio,My sobie z dziewczynami fajnie gadamy o sprawach małżeńskich w wątku pt. "Czy wasi mężowie przestrzegają przysięgi małżeńskiej?". A tam m. in. o tym jak oklapciałe może być tzw. "dobre małżeństwo".Na zdradę męża, moja droga Klaudio, nie ma gotowego przepisu, ale możesz zobaczyć jak bywa między małżonkami, którzy wcale się nie zdradzają, a są ze sobą.Wbrew pozorom taki układ też nie jest idealny dla niektórych.Co do Twojego przypadku - nie jest to łatwe do wykonania - ale jedyna rzecz jaką powinnaś teraz zrobić to się ZDYSTANSOWAĆ. Wcale nie musisz ani przebaczać ani godzić się z tym co się stało, jeśli się w ogóle stało.Nie panikuj, uspokój się, poczekaj, upewnij co tak naprawdę zaszło i jeśli już to jak daleko.Masz dziecko - na nim skup uwagę. To jest moment w którym powinnaś pokazać klasę, swoją chłodną wyższość nad głupią sytuacją. Wiem, łatwo sobie gadać, ale naprawdę panika i rzucanie się jak ryba bez wody, wcale nie pomogą.A jak to się stało, że przeczytałaś maile męża?Może on chciał, żebyś je zobaczyła?Czy w ogóle masz całkowitą pewność, że to była zdrada? Z czego to wnioskujesz?Nawet jeśli, to od tego się nie umiera. Ochłódź się trochę.Zastanów spokojnie. Odpisz.Matylda
    • Gość: EG Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 06.06.02, 17:03
      Przeczytałam Twój post i uwierz mi, że Cię doskonale rozumiem. Zdrada bardzo boli i tak naprawdę proces dochodzenia do siebie jest bardzo długi. W chwili obecnej mam 7 miesięcznego synka i jak wspomnę sobie tamte czasy(5 lat temu), jak mój mąż miał roczny romans(który rozwijał się w trakcie mojej całej pierwszej ciąży- nawet trwał miesiąc po porodzie zakończonym śmiercią dziecka) to aż oddychać nie umiem. Dałam mu szansę na naprawienie wszystkiego, ale od 1 miesiąca wiem, że nie było warto. Oznajmił mi, że odchodzi i ja w tej sytuacji, czy chcę czy nie, muszę się z tym pogodzić. I zrobię to dla własnego i dziecka dobra. Walczyć o związek, rodzinę zawsze warto, ale nigdy nie będzie się pewnym rezultatu. Próbuj, abyś nie miała wyrzutów sumienia co do nie wykorzystanej szansy. Pomimo tego co się w moim życiu zdarzyło myślę o przyszłości nawet pozytywnie. Będzie cholernie ciężko, ale mam(Ty też)dziecko, dla którego warto dać sobie radę. Mnie osobiście pomagają rozmowy, czytanie książek na ten temat, przebywanie z dzieckiem i poczucie wsparcia rodziny i znajomych, ale z najważniejszą częścią problemu musisz sobie niestety poradzić Sama. Życzę Ci z całego serca siły, cierpliwości i wiary we własne siły. Jak będziesz kiedykolwiek chciała pogadać daj znać. mama Adasia (EG)
      • Gość: klaudia Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 09:30
        Dzięki dziewczyny. Cieszę się, że napisałyście do mnie.Juz jest mi lepiej dzięki temu, że porozmawiałam z wieloma osobami. I w zasadzie już wszystko wiem. Pewnie wyda Wam się to jakaś fantastyką, ale niestety o to na czym mi bardzo zależy zawsze walczę jak lew, Abym wiedziała, że zrobiłam wszystko co mogłam. Maila przeczytałam, bo owszem skasował go ale nie wyrzucił ze skasowanych. Także miałam jej adres mailowy. I napisałam do Niej, żeby nie rujnowała mi życia, że to co on napisał nie wszystko jest prawdą itd i prosiłam o kontakt. Myślałam, że nie odpisze. Odpisała. Szok. Opowiedziała jak to mniej więcej wyglądało. On bardzo długo wypierał się, że jest żonaty, wręcz mówił że jest sam.Po 3m. poprosił ojej nr. tel. Podała mu bo uważała że jest wszystko ok. I tak doszło że chciał się z Nią spotkać. Kiedy było pierwsze spotkanie-niewiem, ale 2 w zeszły piątek\\\\sobotę. I powiedział jej że ma żonę. Ona mało nie padła. Ale jest to dziewczyna bardzo rozsądna. Nie chciała z Nim więcej rozmawiać. Pisze, że bardzo to przeżywa, bo go polubiła i przyzwyczaiła się. On się wypiera. A ja nawet znam jej dokłady adres domowy (żyłka detektywa). I jeszcze wyżalił się jej że dziecko nie jest jego. Tego mu chyba nie wybacz ę. Ale wiem , że to jego rodzice go tak nastawiają. I ona jeszcze napisała abym dla mojego dobra zwracała więcej uwagi na niego, bo on tego potrzebuje. Rozmawiałam też z jego dawniejszą koleżanką na gg i pogadałyśmy sobie os serca. I ona też mi powiedziała, że każdy facet to taki KEN z BB i chce być adorowany i rozpieszczany. Tych rozmów z różnymi ludzmi było jeszcze więcej. Ale doszłam do pewnych wniosków i mojej w tym winy też było trochę. Teraz pracuję nad tym aby to naprawić. Narazie (aby nie zapeszyC) udaje się. Ale mimo iż staram się o tym nie myśleć to co jakiś czas to powraca.Będę Was informować jak dalej się to potoczy. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.Pozdrowienia, Klaudia
        • Gość: kasia27 Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 11:15
          Nie rozumiem. Facet wyparł się Ciebie i dziecka, zdradził Cię i najwyraźniej wcale tego nie żałuje, a Ty mówisz, że jest w tym Twoja wina??? Ja rozumiem, że nikt nie jest idealną żoną/mężem i w małżeństwie różne chwile się zdarzają, ale to nie usprawiedliwia robienia takich świństw!
        • Gość: Vialle Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 11:57
          Klaudia, przyznam ze ja tez Cie nie rozumiem. Nie musze oczywiscie i zastanawialam sie czy w ogole pisac tego posta czy lepiej schowac swoje mysli do kieszeni. Uwazam, ze zycie nie jest czarno-biale, sami siebie zaskakujemy zachowaniami o ktore sie nie podejrzewalismy i nie nalezy pochopnie oceniac innych. Ale sa granice. W moim odczuciu jesli ktos dal dowod, ze Cie nie szanuje - a to znaczy ze nie kocha (a tak odbieram to co opisalas) - to po co z kims takim byc? Irytuje mnie powiedzenie (i slynny wiersz), ze milosc nie oczekuje wzajemnosci, nie stawia wymagan etc - to jest zupelnie opacznie rozumiane przez wiele kobiet, jako pochwala nadstawiania drugiego policzka i pochwala uzaleznienia. Milosc matczyna taka jest - ale milosc do partnera nie moze byc slepa!!! A gdzie godnosc?Ja to widze zupelnie inaczej - zycie jest krotkie i prawdopodobnie mamy tylko to jedno. Powinno wiec byc jak najlepsze, jak najlepszej jakosci, zeby pod koniec zycia nie zalowac. Jestesmy tez odpowiedzialne za nasze dzieci i za to z jakimi wzorcami wyjda w swiat. I dlatego sa kompromisy na ktore isc nie nalezy bo one zmieniaja nasze zycie w sciek - dla mnie do takich kompromisow nalezy bycie z czlowiekiem ktory mnie nie szanuje, nie kocha, krzywdzi. Moge zrozumiec jaki jest, dlaczego taki jest i nawet mu wspolczuc - ale przenigdy nie chcialabym MARNOWAC przy nim reszty swojego zycia, czy nawet tygodnia dluzej. Bo to jest marnowanie - rezygnowanie z prawdziwej jakosci wlasnego zycia, z bycia kochana i szanowana - przeciez na to zaslugujemy! Kazdy czlowiek zasluguje! Po co byc z kims w zwiazku bez milosci, z kims komu nie mozemy zaufac? Z obawy o materialne przetrwanie? Od tego sa wlasna praca i alimenty. Dla dziecka? A jaki to dziecko otrzymuje wzorzec? Czytalam na tym forum posty od kobiet ktore przezyly zdrade meza, wybaczyly i sa od lat szczesliwe. Szanuje je i w pewien sposob podziwiam je. W moim swiatopogladzie to akurat jest czarno-biale. Gdybym zostala zdradzona - moj facet wyladowalby natychmiast za drzwiami, nawet nie chcialabym sluchac ze to wypadek, oczarowanie, nie powtorzy sie etc (jesli mialby cos takiego do powiedzenia). A facia, ktory mowilby ze ja go do tego popchnelam niedostateczna dbaloscia o niego etc - zrzucilabym ze schodow. Serio. Zwiazek budujemy oboje i kazde z nas musi sie starac. Gardze ludzmi, ktorzy mowia "bylo mi zle wiec poszedlem znalezc fajniejsza laske". To znaczy ze nie zadali sobie trudu zeby poprawic nasz zwiazek, nie komunikowali ze czegos im brak, ze cos ich boli. Po prostu odwrocili sie na piecie i poszli znalezc milsze rozwiazanie. Latwiejsze. Gdzie tu milosc? Nie umiem tego usprawiedliwic - tego braku starania i dbalosci o zwiazek. Nie umialabym tego wybaczyc ani ponownie zaufac. Ale to sa oczywiscie moje, bardzo subiektywne odczucia. Zycze Ci szczescia Klaudia - takiego jak Ty rozumiesz szczescie. Pozdrawiam.
          • Gość: horac Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 12:34
            Vialle,Potrafię zrozumieć to, co piszesz w swoim poście. Trzeba tylko wziąć poprawkę, że o Klaudii i jej mężu wiemy bardzo mało. Prawie nic. Klaudia tylko wspomniała, że jest w tym jakaś jej wina i nie wiemy na czym ona polega. A może to coś istotniejszego, niż przypuszczasz?Sądzę, że Klaudia sama najlepiej wie o co w tym wszystkim chodzi. Widać, że udaje jej się w tej całej przykrej sytuacji myśleć sensownie. Sądzę, że warto by posłuchać obu stron.Taka reakcja po zdradzie, że koniec i żegnaj, przychodzi najłatwiej. Tylko czy to naprawdę najlepsze wyjście?Trudno mi wyobrazić sobie faceta, który był dobrym człowiekiem (musieli przecież kiedyś się kochać i szanować), który nagle zrobił się Judaszem, bez powodu, sam z siebie. Klaudio, jak to było do tej pory?Malutkie dziecko, kłopot z pracą - to nie jest dobry moment na drastyczne decyzje. Ja myślę, że mimo tej cholernie bolącej dumy, trzeba przynajmniej spróbować ... Może się uda. Jeśli nie, to trudno, ale ja w takiej sytuacji nie skazywałabym mojego małżeństwa (choć też nie jest idealne)tak szybko na rozwód, zwłaszcza, że już jeden mam za sobą.Co człowiek, to postawa, każdy ma swoją. Ty, Vialle, masz prawo czuć, jak czujesz. Ale pamiętajmy - co nagle to po diable! Pozdrawiam.Matylda (Agnieszka)
            • Gość: horac Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 12:44
              Ach, i jeszcze tylko jedna wątpliwość - Klaudio.Co go skłoniło do wygadywania takich głupot o dziecku?Bo wydaje mi się, że żaden zdrowy umysłowo facet na poziomie, który ma zaufanie do swojej żony, czegoś takiego nigdy by nie powiedział.Może kiedyś ktoś zabiegał o Ciebie i on to sobie zbyt mocno wziął do serca? Może był chorobliwie zazdrosny o Ciebie?Bo jeśli facet sformułował głośno taką opinię, to znaczy, że musiał przedtem o tym dość długo myśleć (rodzina go tak nastawiła - dobrze rozumiem? Czy to normalni ludzie, czy, przepraszam za określenie - prymitywy?)Matylda
              • Gość: klaudia Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 14:15
                Wszystkie macie racje. Każdy jest inny i z każdym trzeba postępować inaczej. Najbardziej zgadzam się z MAtyldą. Nie dlatego, że trzyma miją stronę. A z tym dzieckiem, to sama jestem w szoku. Ale podejrzewam, że to śruba jego rodziców. Julcia jest tak do niego podobna jak 2 krople wody. I sam kiedyś powiedział, że się jej nie wyprze nawet gdyby chciał. Ale Jego matka od samego początku mówiła że wcale nie jest do Niego pdobna. I nawet kiedyś sobie tak pomyślałam, żeby kiedyś mi ktoś z nich (teściów) nie powiedział, że to nie ich wnóczka. A tak się zachowują. Nie interesują się nią wcale, mimo, iż oboje mają dużoczasu, bo są na rencie i emeryturze.Później napiszę więcej. Teraz muszę sama na spokojnie przemyśleć to co wszystkie mi napisałyście. Bo każda z Was ma rację. A ja to muszę dopasować do swojej sytuacji.Dzięki, odezwę się!
                • Gość: Vialle Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 14:45
                  Horac, ja przeciez napisalam wyraznie, ze wyrazam swoje subiektywne poglady. Nie mam na celu ocenianie Klaudii, bo nie znam jej sytuacji ani nie siedze w jej skorze, wyrazilam po prostu przy okazji tego tematu swoje przemyslenia na temat zdrady i okolic. Napisalam tez na samym poczatku, ze sie zastanawialam czy wysylac swojego posta - wlasnie dlatego, ze sie obawialam ze ktos go odczyta jako krytyke postaw i decyzji zyciowych innych osob. Jestem od tego jak najdalsza. I uwazam, ze tak jak kazdy mam prawo do swojego swiatopogladu - akurat w moim zdrada sie nie miesci, ani wybaczanie jej i zycie dalej razem. A w ogole to przeciez korzysc forum - tak jak kazdej dyskusji - polega na wymianie ROZNYCH pogladow, inaczej to by bylo potakiwanie sobie a nie zadna dyskusja. Nie mamy sie tu glaskac po glowach i mowic "wszystko bedzie dobrze" jesli tak nie uwazamy. A kazdy - jestesmy w koncu dorosle - przepuszcza wypowiedzi innych przez wlasny "filtr". I czasem mozna zmienic swoje poglady - np. odejsc od meza ktory bije, bo dzieki pogladom przedstawionym w dyskusji zobaczymy wlasna sytuacje w nowym swietle. Mnie sie autentycznie zdarzyla zmiana opinii w kwestii decyzji o drugim dziecku (na tak) za sprawa, a w zasadzie dzieki :), dyskusji na tym forum.
                  • Gość: horac Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 10.06.02, 13:26
                    Vialle napisała:>I uwazam, ze tak jak kazdy mam prawo do swojego swiatopogladu - akurat w moim zdrada sie nie miesci, ani wybaczanie jej i zycie dalej razem> No i dlatego wyraźnie napisałam, że szanuję to co piszesz i rozumiem, tak?Vialle napisała:> A w ogole to przeciez korzysc forum - tak jak kazdej dyskusji - polega na wymianie ROZNYCH pogladow, inaczej to by bylo potakiwanie sobie a nie zadna dyskusja. Dlatego też dołączyłam swoją opinię.Pozdr. Matylda (Agnieszka)
          • Gość: Scully Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 15:05
            Podpisuję się obiema rękami pod twoim mailem. Wydaje mi się, że wmawianie sobie, że to moja wina bo nie byłam ideałem może prowadzic jedynie do pytania czy on był ideałem, że tak łatwo przychodzi zrozumienie tego co zrobił. Ja prowadziąłm życie na zasadzie kompromisu z własnej godności (nie dotyczyło to zdrady) i teraz z perspektywy czasu te lata to beznadziejna degrengolada, kiedy nie umiałam patrzeć sobie w oczy w lustrze.
          • Gość: mynia Re: Do Viale IP: *.* 10.06.02, 09:58
            Uważam,ze trafiłas w sedno: zadaję sobie to pytanie i nie tylko sobie - mężowi również je zadałam:dlaczego jeśli dzieje się źle w związku to facet nie robi nic żeby to zmienić tylko kapituluje ...odchodzi.(zdradę mego męża odkryłam 3tygodnie temu, o czym pisałam na forum ...)I wiesz co mi odpowiedział? Że chyba tak naprawdę nie potrafił nigdy mówić o swoich uczuciach .... Ręce mi opadły, to przez dwa lata przed ślubem (mieszkalismy ze sobą) tłukłam mu to do głowy,że podstawa związku to partnerstwo i rozmowa, jeśli jest źle, albo któraś ze stron czuje,że czegoś jej brakuje ...TO SIĘ O TYM ROZMAWIA, rozmawia się o tym nawet gdyby miało boleć drugą stronę ....Dlaczego nie próbował ratować swojego uczucia do mnie ? przecież kochał mnie jak szalony i nagle co? przestało mu to odpowiadać? Dla mnie to są ciągle rzeczy nie do zrozumienia, sorry,ale my jesteśmy MAŁŻEŃSTWEM a nie dziećmi z przedszkola, jeśli znudzi się zabawka to ją odkładamy na bok i bierzemy atrakcyjniejszą.Mój mąż sprowadził cały nasz związek właśnie do tego ...wyrzucił mnie do kosza, ot tak po prostu, pewnego dnia stwierdził,ze to nie ma sensu i finito....Ale czy TO JEST UCZCIWE w stosunku do mnie?Nie rozumiem tego i nigdy nie rozumiem, było parę rozmów: usłyszałam słowa, ktore mnie do głębi zraniły: Jego uczucia się wypalały stopniowo ....a na moje pytanie: dlaczego nie próbowałeś ich wskrzesić - NIE POTRAFIŁ ODPOWIEDZIEĆ, On nie wie po prostu dlaczego nic wtedy nie zrobił.Też nie potrafię tego usprawiedliwić, wybrał najprostszą drogę, poszedł na łatwiznę, nie potrafił rozwiązać swoich problemów tylko wziął się za JEJ problemy ..... Ja nie nawiązałam żadnego kontaktu z tą kobietą i nie zamierzam tego robić, nie zamierzam jej dać satysfakcji, być może Ona też nic nie wie, ale to mnie chyba nie obchodzi ... w końcu gdyby była uczciwą kobietą to nie brałaby się za żonatego faceta (to akurat wiedziała)tym bardziej,że jest rozwódką z dzieckiem.Jestem akurat na etapie zastanawiania się nad tym wszystkim i właśnie pojawia się pytanie: czy warto zamieniać swoje życie w ściek, skoro oszukiwał sam siebie jesli chodzi o uczucia własne, to jak mam zaufać takiemu człowiekowi po raz drugi? Na dzień dzisiejszy wydaje się to po prostu NIEREALNE.Pozdrawiam
            • Gość: horac Re: Do Viale IP: *.* 10.06.02, 14:37
              Myniu (Irmino),Nie czytałam Twoich postów o tym przykrym wydarzeniu sprzed 3 tygodni. Wyobrażam sobie, że nie jest Ci łatwo, sama też pamiętam, jak to jest, choć w moim przypadku czasu już upłynęło sporo i rzecz nie dotyczyła obecnego męża.Nie wiem jak napisać to, co chcę powiedzieć, by Ciebie, Klaudii i innych w tej trudnej sytuacji, nie dotknąć. Wyobrażam sobie, że dla osób, które zetknęły się ze zdradą, niektóre słowa mogą boleć bardziej niż w normalnych okolicznościach...Chcę mianowicie powiedzieć, że znam mężczyzn, którzy żyją w małżeństwie i traktują je poważnie na swój męski sposób - jak wynika z obserwacji i deklaracji. A zdrady, które popełniają, czy popełnili jeden raz, mają dla nich samych znaczenie ZUPEŁNIE i CAŁKOWICIE inne, niż miałyby dla ich żon (gdyby te o nich wiedziały).I od razu mówię - nikogo nie bronię i nie usprawiedliwiam, tylko mówię, że facet, który zdradził, to może być (choć nie musi) ktoś, komu wciąż bardzo zależy na żonie, choć dla żony to wcale nie jest oczywiste... Ba, dla niej to nie jest możliwe! I chociaż w naszym kobiecym czyli bardzo emocjonalnym, głębokim pojmowaniu małżeństwa, te dwa pojęcia - zdrada i miłość się wykluczają, w tym innym - męskim świecie bywa nieco inaczej. Czasem instynkt jest niepokonany. I co? I wtedy facet, któremu żona jest nadal bardzo bliska, mimo wszystko, dopuszcza się zdrady, i myśli sobie, że to dla sportu, dla chwili, było - minęło, idziemy dalej ... lub szuka innych usprawiedliwień swojego występku (np. w historii gatunku ...). I staje się tak, że nie tylko żona ale i ta druga kobieta zostaje ofiarą. Bo on "na chwilę", "dla sportu", dla dowartościowania siebie samego, dla dowiedzenia sobie, że jeszcze nie jest stary..., że jest jeszcze niezły... Jak tak czasem posłucham facetów, to wydaje mi się, że dla niektórych z nich te krótkie słodkie chwile to coś, czego nie mogą sobie, mimo wszelkich wysiłków, odmówić (w "zwierzęcości" swojej - chciałoby się dodać). Przy czym dla nich, jak mówię, zdarzenie to wielkiego znaczenia nie ma, ot przygoda i tyle. Czasem i kobiety działają według tego schematu.Jeśli to tylko możliwe, to warto z czasem spojrzeć na sprawę mniej dramatycznie i z należną Wam wyższością. No chyba, że się nie da, bo nie i już (do tego każdy też ma święte prawo).Matylda (Agnieszka)
              • Gość: Vialle Re: Do Viale IP: *.* 10.06.02, 21:17
                tak sobie czytam i mysle, ze sprawa jest znacznie prostsza niz to przedstawiasz, Matyldo - po prostu kiedy wiem, ze kogos cos zaboli, to mu tego nie robie. A zwlaszcza dwa razy!Czy sadzisz, ze panowie zdradzajacy swoje kobiety, ktorzy tak strasznie "nie moga sie powstrzymac", nie wiedza ze je rania? Oczywiscie doskonale to wiedza i historie forumowiczek to potwierdzaja. A wiec ci panowie maja zwyczajnie w nosie uczucia kobiet, na ktorych podobno im zalezy! Niech mi ktos wyjasni - jaki jest sens miec za "partnera" zyciowego czlowieka, ktory chrzani moje uczucia???I zadne "zwierzecosci" nie maja tu nic do rzeczy. Czlowiek ma mozg, a jak wyrosnie z wieku wczesno-nastoletniego kiedy telepie nim libido, to ma jeszcze na ogol odrobine dojrzalosci i odpowiedzialnosci. I smialo mozna, a nawet nalezy, od niego wymagac uzywania glowy do myslenia. Mozna oczywiscie byc wyznawca teorii "nieposkromionej meskosci", mozna z gory zalozyc, ze nie nalezy niczego wymagac a juz zwlaszcza wiernosci, bo "mezczyzni juz tacy sa". Tylko ze to nieprawda! Mezczyzni maja mozgi i wiedza co z nimi robic. Wiedza co rani kobiety. Potrafia panowac - dokladnie tak jak my, gdy tego chcemy - nad pokusa wspanialego flirtu. Znakomita wiekszosc nie zaslania sie mitem "nieposkromionej meskosci". Pamietajmy o tym zanim zapiszemy sie do sekty wyznawcow "nieposkromionej..".Serdecznosci
                • Gość: horac Re: Do Viale IP: *.* 11.06.02, 08:18
                  Vialle,Czy to znaczy, że jeśli pojawia się Twoja wypowiedź, to albo należy grzecznie przytaknąć albo w ogóle się nie odzywać?Bo już nie wiem po co jest forum - do tej pory myślałam, że po to żeby się wymieniać poglądami i doświadczeniami.Naprawdę wyluzuj trochę dziewczyno!Matylda.
                  • Gość: Vialle Re: Do Viale IP: *.* 11.06.02, 12:32
                    pozostawie to bez komentarza.
                  • Gość: Scully Re: Do Viale IP: *.* 11.06.02, 16:14
                    Oczywiscie mozna chyba się też zgodzić z czyjąś wypowiedzią albo i nie zgodzić więc wydaje mi sie, że trochę przesadzasz i odbierasz to za bardzo do siebie.Forum mam nadzieje pozwala na swobodne wyrażanie swoich poglądów (czego sama sie również domagasz) i Vialle jedynie wyraziła swoje zdanie.
              • Gość: mynia Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 08:34
                Przypuszczam,że pisząc o mężczyznach w ten sposób bierzesz pod uwagę jedynie te ich przelotne romanse, bo widzisz dla mnie facet, który nawiązuje znajomość (w moim przypadku - mąż tę kobietę znał praktycznie z widzenia 2 lata ale w zeszłym roku zaczęli "rozmawiać" , w tym roku wszystko poszło dalej ...eh)z inną kobietą, czyli daje sobie czas na poznanie jej najpierw ... (a później spanie) to jest facet, który świadomie zdradza ....świadomie zadaje ból swojej żonie i myślę,że tak naprawdę to chyba tej żony NIE KOCHAŁ nigdy naprawdę ... Dla mnie tacy faceci są po prostu niedojrzali emocjonalnie, nieprzystosowani do życia w rodzinie. Przynajmniej tak podsumowałam mojego męża ....który uważa,że zawsze myślał nie o sobie tylko o mnie, o moim "szczęściu" .....więc mu rzuciłam w twarz: jeśli tak było to dlaczego mi to zrobiłeś?- Co byś powiedziała o tego rodzaju tekstach? Klapki na oczach, zaślepienie Nią czy .... czysta perfidia, zimne wykalkulowanie, pojawił się ktoś "lepszy" i świat dalej kręci się wokół Niego, ot co ...On nie widział,że to JA akceptowałam Jego marzenia i robiła wszystko,żeby je realizował ... moje marzenia się nie liczyły, na to wychodzi. Zresztą ... mój mąż jest na etapie "poznawania prawdy do końca", czyli po prostu odszedł do Niej, zamierzają coś wynająć ......Wiesz? dla mnie szokiem jest to,że do dnia, kiedy odkryłam,że kogoś ma ....zachowywał sie jakby nigdy nic, jakby mnie kochał ponad zycie i TO BOLI I TO JEST PERFIDNE NIE DO WYBACZENIA.
                • Gość: horac Re: Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 09:15
                  Tak Myniu,Piszę o ZUPEŁNIE innej zdradzie. To o czym mówisz, także uważam za perfidne i bardzo nieuczciwe. Sama nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji i nie chciałabym.Nie wiem czy macie dzieci, ale skoro tu jesteś, to pewnie tak.Odejście do innej kobiety wydaje się podwójnie nieetyczne i nieestetyczne ze względu na dzieci.Co zamierzasz w tej sytuacji?Jak byś zachowała się, gdyby za jakiś czas powrócił z nadzieją na wybaczenie?Właśnie to jest przykre w kontaktach z mężczyznami, że oni za wszelką cenę niekiedy, dążą do samozaspokojenia i z taką "cudownie" zwierzęcą prostotą realizują swoje hucie, prawda?A może trzeba by uczyć się od nich?Matylda (Agnieszka)
                  • Gość: mynia Re: Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 11:17
                    Widzisz Matyldo ja myślę,że w tym przypadku jednak o seks tak całkowicie nie chodzi .... A odpowiadając Ci na inne pytanie ...nie , może to na szczęście - nie mamy dzieci, ja zdecydowałam się na dziecko w październiku zeszłego roku, zaczęłam żyć tematem w pełni stąd moje pojawianie się na forum (od czasu do czasu). Prawda - mąż miał mi za złe odkładanie tej decyzji ale ja potrzebuję czasu do pewnych rzeczy a tak się składa,że dziecko znaczy dla mnie odpowiedzialność ....kiedyś opiekowałam się dzieckiem przez dwa lata i wiem wbrew pozorom co to znaczy DZIECKO (no a On znalazł sobie, jak widzisz inną z gotowym dzieckiem). Zaczęliśmy starania ... o ironio w lutym (jak już zaczął z Nią mieszać na innym gruncie) i bardzo był pozytywnie nastawiony w tym temacie ....Jak więc to widzisz ? Bardzo chciał dziecka ze mną a z tamtą już kręcił i pozwolił sobie na to,aby w uczuciach do Niej posunąć się dalej, bo teraz uważa,że w uczuciach do Niej ...zaszedł juz za daleko ............Nie widzę w tej sytuacji za bardzo - powrotu ...na dzień dzisiejszy chyba NIE najgorsze jednak jest to,że przez fakt tego,że trzy miesiące temu podpisalismy 10-letni kredyt na mieszkanie ...JESTEM SIŁĄ RZECZY uwiązana do Niego, choćbym miała ochote Go wywalić na zbity pysk. Na dodatek jestem na wypowiedzeniu ...moja sytuacja jest po prostu tragiczna Matyldo ,nie mam pola manewru.
                    • Gość: horac Re: Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 13:15
                      Myniu,Trudna sytuacja, to prawda, ale nie tragiczna! Za to smutna. Bo jakby tak poskładać wszystko do kupy, to wychodzi dziwny obrazek:Mąż "pracuje" nad powiększeniem rodziny żyjąc u Twojego boku, a jednocześnie zacieśnia znajomość z tą kobietą... czyli nasuwa się wniosek, że traktuje ją bardzo niepoważnie. Ale w międzyczasie angażuje się do tego stopnia, że postanawia się do niej wynieść, tym bardziej, że nie pojawia się w Waszym związku dziecko. Więc co? Czy działał z porażająco perfidnym wyrachowaniem (poczekam jeszcze, jak nie będzie dziecka to spadam) czy raczej na zasadzie - co los przyniesie, to będzie?Jakbyś zaszła w ciążę to, być może, pozostał by w domu i albo zerwał z tamtą albo ograniczył swój udział w jej życiu do koniecznego minimum - dobrze kombinuję? Ale z tego co piszesz raczej wynika, że to drugie. Chyba, że się mylę.Znam jeden podobny przypadek - tyle, że w małżeństwie były dzieci - dwie dziewczynki w wieku szkolnym. Ojciec zamieszkał z inną kobietą, na tym samym osiedlu (o zgrozo!), która miała swoje córki w zbliżonym wieku (o zgrozo!). Tenże ladaco posunął się do tego, że przybył na uroczystość rodzinną z nową swoją Flamą, a jej dzieci trzymał na kolanach. Jako że uroczystość odbywała się w domu jego matki, w tym samym czasie babcię odwiedziły jego córki i ujrzały tatę z tamtymi dziećmi. Myślę, że pamiętają to do dziś. Ten osobnik po kilku miesiącach powrócił do rodziny. Szczegółów towarzyszących temu zdarzeniu nie znam.Nie jest łatwo cudze dzieci wychowywać - piszesz, że dobrze o tym wiesz. Marne szanse wydaje się mieć nowy związek Twojego męża. I faktycznie, gdyby wrócił ... czy znalazłabyś w nim coś dla czego warto by wybaczyć? Bo nawet odrobiny zwykłego ludzkiego zaufania ciężko by z siebie wykrzesać w stosunku do niego, jak się zdaje - i nie chodzi już o sam fakt, że zdradził, odszedł, tylko JAK i w jakim momencie to robił... Przykre, naprawdę przykre. A jak zareagowała rodzina? Jak odnieśli się do tego jego rodzice? Czy masz w nich wsparcie? Myślę, że to bardzo ważne.Myniu, wydaje mi się, że po takim wydarzeniu jest kolejno czas na wszystko - na złość, wściekłość, nienawiść, zawód, nawet depresję, może nawet czekanie, ale wreszcie człowiek sobie musi jasno powiedzieć - wóz albo przewóz. Jesteś na wypowiedzeniu, jest kredyt do spłacenia. Warto może jakoś zadbać o materialną stronę życia i Twoje osobiste zabezpieczenie. Na mężu ciąży obowiązek alimentacyjny wobec Ciebie, o czym na pewno świetnie wiesz. W przypadku gdy nie pracujesz, spłata kredytu spada tylko na jego barki. Chyba skorzystałabym z porady adwokackiej już w tym momencie, nie czekając na dalszy obrót rzeczy. Zresztą, sama pewnie dobrze wiesz, co zrobić... Ale coś robić musisz, bo inaczej będziesz pogrążać się w przekonaniu, że sytuacja jest tragiczna, jak piszesz na koniec. A nie jest.Matylda (Agnieszka)P.S. A czy on bardzo nalegał na dziecko?
                    • Gość: horac Re: Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 13:15
                      Myniu,Trudna sytuacja, to prawda, ale nie tragiczna! Za to smutna. Bo jakby tak poskładać wszystko do kupy, to wychodzi dziwny obrazek:Mąż "pracuje" nad powiększeniem rodziny żyjąc u Twojego boku, a jednocześnie zacieśnia znajomość z tą kobietą... czyli nasuwa się wniosek, że traktuje ją bardzo niepoważnie. Ale w międzyczasie angażuje się do tego stopnia, że postanawia się do niej wynieść, tym bardziej, że nie pojawia się w Waszym związku dziecko. Więc co? Czy działał z porażająco perfidnym wyrachowaniem (poczekam jeszcze, jak nie będzie dziecka to spadam) czy raczej na zasadzie - co los przyniesie, to będzie?Jakbyś zaszła w ciążę to, być może, pozostał by w domu i albo zerwał z tamtą albo ograniczył swój udział w jej życiu do koniecznego minimum - dobrze kombinuję? Ale z tego co piszesz raczej wynika, że to drugie. Chyba, że się mylę.Znam jeden podobny przypadek - tyle, że w małżeństwie były dzieci - dwie dziewczynki w wieku szkolnym. Ojciec zamieszkał z inną kobietą, na tym samym osiedlu (o zgrozo!), która miała swoje córki w zbliżonym wieku (o zgrozo!). Tenże ladaco posunął się do tego, że przybył na uroczystość rodzinną z nową swoją Flamą, a jej dzieci trzymał na kolanach. Jako że uroczystość odbywała się w domu jego matki, w tym samym czasie babcię odwiedziły jego córki i ujrzały tatę z tamtymi dziećmi. Myślę, że pamiętają to do dziś. Ten osobnik po kilku miesiącach powrócił do rodziny. Szczegółów towarzyszących temu zdarzeniu nie znam.Nie jest łatwo cudze dzieci wychowywać - piszesz, że dobrze o tym wiesz. Marne szanse wydaje się mieć nowy związek Twojego męża. I faktycznie, gdyby wrócił ... czy znalazłabyś w nim coś dla czego warto by wybaczyć? Bo nawet odrobiny zwykłego ludzkiego zaufania ciężko by z siebie wykrzesać w stosunku do niego, jak się zdaje - i nie chodzi już o sam fakt, że zdradził, odszedł, tylko JAK i w jakim momencie to robił... Przykre, naprawdę przykre. A jak zareagowała rodzina? Jak odnieśli się do tego jego rodzice? Czy masz w nich wsparcie? Myślę, że to bardzo ważne.Myniu, wydaje mi się, że po takim wydarzeniu jest kolejno czas na wszystko - na złość, wściekłość, nienawiść, zawód, nawet depresję, może nawet czekanie, ale wreszcie człowiek sobie musi jasno powiedzieć - wóz albo przewóz. Jesteś na wypowiedzeniu, jest kredyt do spłacenia. Warto może jakoś zadbać o materialną stronę życia i Twoje osobiste zabezpieczenie. Na mężu ciąży obowiązek alimentacyjny wobec Ciebie, o czym na pewno świetnie wiesz. W przypadku gdy nie pracujesz, spłata kredytu spada tylko na jego barki. Chyba skorzystałabym z porady adwokackiej już w tym momencie, nie czekając na dalszy obrót rzeczy. Zresztą, sama pewnie dobrze wiesz, co zrobić... Ale coś robić musisz, bo inaczej będziesz pogrążać się w przekonaniu, że sytuacja jest tragiczna, jak piszesz na koniec. A nie jest.Matylda (Agnieszka)P.S. A czy on bardzo nalegał na dziecko?
                      • Gość: mynia Re: Re Matyldo IP: *.* 12.06.02, 09:58
                        Poproszę Cię najpierw,zebyś przeczytała to,co napisałam do Scully, bo trochę tego było a będziesz miała szersze (mam nadzieję) pojęcie o tej sytuacji ...Odpowiadając na Twoje pytanie: czy nalegał na dzieci? Zależało mu, ja odkładałam tę decyzję, bo w firmie w której pracuję było niewesoło już dwa lata temu (fakt nie zrobiłam nic żeby zmienić pracę, bo podoba mi sie ta praca i to jest to co zawsze chciałam robić ...uznałam,ze moze sie polepszy)...poza tym dla mnie poczucie pełnego bezpieczeństwa wiązało się z własnym, może małym ale własnym mieszkaniem ...o tym wiedział,bo mu to mówiłam wiele razy ....i rozmawialiśmy o tym,dlaczego mi na tym zależy nawet pod kątem strony finansowej (=po co wyrzucać pieniądze w błoto); wiedziałm,ze Jemu na tym bardzo nie zależy ale nie usłyszałam nigdy: "słuchaj ważne jest to dla mnie,abyśmy mieszkania NIE KUPOWALI (gdyby kategorycznie tego zażądał -nie kupiłabym go)".Zdecydowałam się na macierzyństwo w zeszłym roku na jesieni (teoretycznie dokładnie wtedy, gdy Oni "zaczęli" ze sobą juz rozmawiać), rozmawialiśmy o tym wiele razy, wynikły problemy (mam torbiel) poszłam do lekarza, coś z tym robię i nadal staraliśmy sie bezskutecznie ....(w sumie to starania w czasie=raptem 3 miesiące)ale rozmawiałam z Nim,że czasami kobieta nie zachodzi w ciąże od razu etc. zresztą wczesniej usłyszałam,ze nawet jesli nie będzie dzieci ...to bedziemy zawsze razem ...Jemu to nie przeszkadza ....zapewnienia Jego o miłości do mnie NIEZALEŻNIE od sytuacji.Ale w kwestii ojcostwa NIGDY NIE POWIEDZIAŁ: słuchaj to dla mnie bardzo ważne ......aby mieć dziecimoże faktycznie teraz urasta to do problemu a tak naprawde to nie ta przyczyna .....bo teraz mi powiedział,że myślał,że będziemy mieli dzieci zaraz po ślubie (bardzo tego pragnął) ale NIE NACISKAŁ NIGDY w tym temacie.A co do reszty:Niedawno usłyszałam,że On podpisał umowe kredytową (2 miesiące temu!),( bo Go zapytałam: po jasną cholerę ja podpisywał skoro był z tamtą)żebym była szczęśliwa ....TO MNIE DOBIŁO, czyli rozumiesz sprowadził moja miłość do Niego do ....mieszkania, uwarunkował moje szczęście od posiadania mieszkania tylko i wyłącznie ......dlatego ją podpisał mimo,ze wiedział,że uczuciowo ode mnie jest już "daleko" ......Ja myślę,że to nie jest człowiek racjonalnie myślący ...moze Ona za Niego podjeła decyzję ...........nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć.Wiesz Matyldo? Przeraża mnie w tym człowieku właśnie TA PERFIDIA DZIAŁANIA, uważam,że podpisał tę umowę, bo po prostu nie sądził,że to WYJDZIE i tyle ......Na dzień dzisiejszy: zapewnia mnie dozgodnnie,że będzie spłacał kredyt, bo się czuje "odpowiedzialny" za mnie i jesli trzeba będzie mnie utrzymywać, bedzie utrzymywał ...ja natomiast zastanawiam się nad stroną prawną tych przyrzeczeń, bo jesli On teraz wynajmie mieszkanie a wiem,że Go nie stać na utrzymywanie dwóch domów; to nie zamierzam znaleźć się w bagnie Jego długów. Gdzies tam Go kocham,ale czy to miłość do Niego czy do tego kogoś kogo znałam jeszcze dwa miesiace wczesniej ....raczej to drugie. Teraz rozmawiamy o "podziale" naszego majątku, bo przecież się wyprowadza ....Po tresci sm-ów jakie Ona wypisywała do Niego ....wyrobiłam sobie zdanie: fju-bziu,nierozgarnięta,romantyczna,roztrzepana ale w głębi bardzo dobrze wiedząca co robi kobieta ....i chyba znając męża nie zdziwiłabym się,że Ona teraz za Niego mysli ale robi to w tak delikatny i cwany sposób,ze On nawet nie jest w stanie to dostrzec ........Pozdrawiamsmile
                        • Gość: horac Re: Re Matyldo IP: *.* 14.06.02, 09:46
                          Kochana Myniu,Na początek muszę powiedzieć, że czytam Twój kolejny post i po raz kolejny jestem pod wrażeniem!Pod wrażeniem Twojej klasy.Mimo, że mąż w tej całej sytuacji zaprezentował się od swojej kiepskiej strony, mimo, że kobieta z którą romansuje nie zasługuje na szacunek, a już na pewno nie Twój, Ty zawsze piszesz o niej przez N., nie oceniasz jej i nie potępiasz.Z obrazu Twojego i jej jakie można sobie pobieżnie nakreślić, wynika że jest między Wami spora różnica, nie wiem jak to nazwać - kulturowa?Widać też jak na dłoni, że Twój mąż porwał się na bardzo karkołomne przedsięwzięcie. I wydaje się, że nie potrafi trzeźwo ocenić swoich szans - dlatego w to brnie dalej. Czy wcześniej też miewał kłopoty z oceną sytuacji?Zetknęłam się z bardzo podobnym przypadkiem i to całkiem niedawno. Wynajęliśmy mieszkanie właśnie takiej parze. Ona odeszła od męża, zabierając ze sobą dwójkę dzieci, on, co prawda kawaler, ale także bujający w obłokach. Chłopaczyna ze swoją pensyjką ok. 1400 zł porwał się na utrzymanie 4-osobowej rodziny w wynajętym mieszkaniu. Alimenty na dzieci pewnie troszkę podreperowały budżet, ale za to ta kobieta nie pracowała. Więc na życie zostawało im jakieś 400 zł. W pewnym momencie nie mieli pieniędzy nawet na opłacenie rachunków za telefon, energię itp. Po dwóch miesiącach regulowania za nich ich płatności stwierdziliśmy, że nas na to nie stać i poprosiliśmy o opuszczenie mieszkania. Zanim jednak do tego doszło, uprzedziliśmy owego pana - Głowę-Rodziny-Pożal-Się-Boże, że zamierzamy wymówić im mieszkanie. I wiecie co on zrobił? On nawet nie poinformował swojej kobiety o tym! Przyjechaliśmy wskazanego dnia po klucze, a ona w szoku, że o co w ogóle chodzi??!! A krętacz z niego był, jakich jeszcze nie znałam! Kłamstwo goniło kłamstwo, w wymyślaniu powodów niezapłacenia czynszu wydawał się mistrzem świata. A na pierwszy rzut oka - porządny chłopak. Wyprowadzili się. Były jej łzy i jego pogróżki. Ale trudno. Porwali się z motyką na słońce. Na dodatek liczyli chyba, że uda im się część odpowiedzialności, przerzucić na mnie i mojego męża.To samo wydaje się robić Twój mąż - buduje szczęście Twoje (kredyt na mieszkanie) i jej (wynajęcie mieszkania dla nich i dziecka) na bardzo kruchym lodzie.Myniu, a jak to możliwe, że mąż sam podpisywał umowę kredytową? Myślałam, że do tego potrzebne są podpisy i udokumentowana jednomyślność obojga małżonków?To, że chciałaś jeszcze zaczekać z zajściem w ciążę, wydaje się oczywiste - brak mieszkania, niepewna sytuacja w pracy.Widać, że to Ty jesteś mózgiem w tym związku, prawda?Posłuchaj, Myniu. Skoro mąż postanowił uszczęśliwić Ciebie kredytem na mieszkanie, którego nie jest lub nie będzie w stanie spłacić, warto by może poczytać sobie o różnych narzędziach prawnych - np. o intercyzach. Tylko jak w Waszym przypadku było z tą umową kredytową? On samodzielnie podjął się spłaty kredytu? Naprawdę, Myniu, nie wiadomo jak będzie - może on za chwilę się opamięta, wróci, bo sytuacja go wcześniej czy później przerośnie, Ty zdobędziesz się na wysiłek wybaczenia czy zapomniena. Ale ja bym nie zwlekała z podjęciem jakichś decyzji majątkowych już teraz. Tak jak piszesz - obawiasz się, że utoniesz w bagnie jego długów. Po dokonaniu intercyzy, może można by sporządzić aneks do umowy kredytowej, mówiący o wyłącznej odpowiedzialności męża za spłatę rat i odsetek - skoro już chce być takim dobroczyńcą. Myniu, naprawdę, nie czekaj, zacznij działać w tej sprawie. Ja myślę, że nawet jeśli gdzieś tam go kochasz, to powinnaś zacząć stosować wobec niego zasadę ograniczonego zaufania i to nie tylko w kwestiach uczuć..., niestety.Pozdrawiam Ciebie.Matylda (Agnieszka)
                          • Gość: mynia Re: Do Matyldy IP: *.* 14.06.02, 10:38
                            Wyjaśniam:umowę podisywaliśmy oboje, ale spłata idzie z Jego kąta ze względu na to,że kredyt wzięlismy z Jego banku; nie ma możliwości spisania aneksu, bo jeśli kredyt jest wzięty przez dwie strony to dwie strony odpowiadają nawet w przypadku rozwodu .... (za spłatę kredytu oczywiście)niestety tak to jest z bankami; ten temat wymaga na pewno porady prawnej, bo trzeba by było spisać prawnie jakieś zobowiązanie wobec zaistniałej sytuacji ....(konkubinat z drugą kobietą)że On (jako winny) zapewni mi spłatę kredytu a poza tym jak zostanę bez pracy to przecież przechodzę na Jego utrzymanie....na razie dostałam od Niego pieniądze na jedzenie ....na czynsz nie starczyło ..... bez komentarza.Dziwi mnie tekst męża: że mi "chciał kupić mieszkanie", bo przecież nie kupił mi go za gotówkę (to,co zapłacilismy gotówką pochodziło z mojej książeczki mieszkaniowej i prezentu ślubnego) kredyt idzie z Jego pensji (ja nie uczestniczę w racie) ale ja opłacałam czynsz, prąd, gaz, energię (nie mieszkamy tam jeszcze, bo trwa remont, niestety mąż nic nie robi, robię ja z rodziną) w kwocie =racie kredytu .....więc nie rozumiem Jego pojmowania tego tematu. Co do tej trzeciej, Agnieszko, treść smsów posyłanych mężowi świadczą o kategorii tej kobiety (sytuacja finansowa Jej: lepiej zarabia od męża, były mąż płaci Jej alimenty) i wolę się nie wypowiadać na ten temat...bo musiałabym użyć niecenzuralnych słów .... nie sądziłam,że mój mąż jest AŻ TAK BEZNADZIEJNIE GŁUPI ....ale w sumie Jego poprzednie związki .....(patrząc z perspektywy) to były właśnie tego rodzaju kobiety .....(miałam przyjemność znać te pierwszą "przypadkowo" bardzo dobrze, wspólna klasa w ogólniaku)i chyba ja jedyna tu nie pasuję zupełnie ......do Jego TYPU(tylko,że jak się poznaliśmy ....On był po doswiadczeniach z tego rodzaju kobietami ... i uznał,ze mu nie odpowiada zycie u boku TAKICH kobiet)........poza tym Agnieszko, mieszkaliśmy przed ślubem 2 lata i to On naciskał na ślub ...nie ja.Na razie szukam pracy, bezskutecznie,ale staram się coś zrobić ze sobą, zdałam sobie sprawę,że w moim związku z Nim On chyba nie był sobą ....zrezygnował ze swoich wad ....(niesłowność, tuwimisizm, nielojalność, lenistwo, brak ambicji) a to są właśnie Jego wady .....i co śmieszne ...ja przez cały ten okres 4 lat znajomości z Nim - nie mogłam tego powiedzieć o Nim ......teraz mogę, bo tak się zachowuje wobec mnie ... tak, jak zachowywał się cały czas wobec swoich znajomych .......o czym dowiedziałam się przez ostatnie 2 miesiące (trochę późno, nie?).Tyle by było na ten temat ....pozdrawiam :)
                    • Gość: Vialle Re: Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 13:32
                      Myniu, bardzo Ci wspolczuje. Nie wiem jakie sa mozliwosci formalne wyplatania sie z tego kredytu, ale tytulem malego pocieszenia powiem tyle, ze mieszkanie razem, mijanie sie w mieszkaniu etc - to by bylo cos potwornie stresujacego. A jak zrozumialam, on sie wyprowadzil. Dobre i to.
                • Gość: Scully Re: Re Matyldo IP: *.* 11.06.02, 16:28
                  Moje Drogie,Mozecie mnie za tego maila skreslic z forum, wyslac bombe mailem albo od razu wysledzic i zabic ale zle byc sie czula gdybym tego nie powiedziala. Moj obecny maz byl juz zonaty i poznalam go wtedy kiedy jeszcze byl z poprzednia zona. Jednak moja sytuacja nieco odbiegala od standartow zdrady poniewaz po pierwsze nie ukrywal naszej znajomosci, tylko poinformowal zone w pare dni po tym kiedy okazalo sie, ze laczy nas cos wiecej niz zwykla znajomosc. Zreszta po miesiacu wyprowadzil sie od niej. Jednak nie to jest najwazniejsze. Istotne jest stan zwiazku, z ktorym zyl od wielu lat. To nie byl prawdziwy zwiazek dla zadnej ze stron co dobrze bylo widac kiedy okazalo sie, ze w miesiac po wyprowadzeniu sie z domu, ktory pozostawil swojej bylej, okazalo sie, ze mieszka tam juz pewien pan. Nie bede sie rozpisywala dalej, chodzi o to, ze czasami zdrada wynika z czegos wiecej niz "zwierzeca huc" i po prostu konczy rodzial twojego zycia, ktory jak sie okazuje i tak byl martwy. Co ciekawe maz moj ktory ma wiele roznych wad, jest idealem jezeli chodzi o wiernosc. On po prostu nawet nie patrzy na inne kobiety i nie jest to moja wyobraznia poniewaz ja z natury nie jestem zazdrosna. mnie to az dziwi bo nie jestem az taka atrakcyjna.Sciskam was serdecznie mozecie mnie teraz pozrec.
                  • Gość: mynia Re: Do Scully IP: *.* 12.06.02, 09:19
                    No to przyszłam Cię pożreć pierwsza :) Oczywiście,ze ludzie się rozstają w momencie, gdy coś zaczyna miedzy nimi umierać .....i pewnie którąś ze stron po prostu stać na odwagę,aby zrobić krok odejścia ale ....jestem w stanie to zrozumieć jeśli ludzie żyją długi czas obok siebie i nie rozmawiają ze sobą,tracą kontakt ot tak wegetacja, zero miłych gestów wobec drugiej strony ale na Boga ja nie mogę tego powiedzieć,aby to dotyczyło mojego związku! I to po 4 latach znajomości i mieszkania razem!Po pierwsze: zawsze staraliśmy się rozmawiać ze sobą, w oczach znajomych uchodzilismy za najbardziej zgraną parę, partnerów, którzy razem dyskutują jak jest problem albo mówią jak coś jest źle ... wszelkie sprawy czy decyzje omawailiśmy wspolnie, rozumiesz? Jeszcze dwa miesiące temu mąż kochał mnie jak za pierwszym razem, nie wyczułam żadnego "obcego" gestu w stosunku do mnie, zero smsów, telefonów tajemniczych, wyjść i późnych powrotów; dostałam telefon na imieniny, na urodziny kwiaty (na 2 tygodnie przed tym feralnym dniem) i bon do Ikei....Uniki zaczęły się w chwili zamieszkania naszego u teściowej (zamieszkalismy u niej na czas remontu), zaczęły się kłamstwa, oszustwa ...ale ciągle mnie pragnął, ciągle przytulał a jak zrobiłam mu awanturę,że widzę,że coś jest nie tak ....że chyba ma kogoś (choć mówiąc to nie miałam na myśli tego na serio, nie mieśćiło mi się to po prostu w głowie)to powiedział,ze głupie mysli mi przychodzą do głowy , kocha mnie ....TO JEST WŁAŚNIE CAŁA PERFIDIA tej sytuacji. Wiem,ze ktos patrzący na to z boku powie; no słuchaj, musiał Cię okłamywać bo nie chciał,zeby to wyszło i koniec ...To tytułem wyjaśnienia.W dniu, w którym odkryłam zdradę rozmawialiśmy 10 godzin i wtedy padł tekst,ze jest na rozdrożu między Nią i Mną ....po tygodniu, jak wszyscy w rodzinie Go wyzwali od kretynow, idiotów, nieodpowiedzialnych itd. powiedział,ze KAŻDY chce od Niego deklaracji .....On nie jest w stanie podjąć decyzji ....tydzień temu (czyli po miesiącu od odkrycia)powiedział NIE KOCHAM CIĘ, NIE PRAGNĘ, ODCHODZĘ ( w tym miejscu zaznaczę,że zaczęły się akcje z jej strony: sms-y , telefony, natarcia)zapytał czy ma spakować walizki .....nie podjęłam za Niego decyzji ....i nie spakował się,ale zdarza się,że nie przychodzi na noc .....od wczoraj wiem,ze pod koniec tego miesiąca ma zamiar wynająć mieszkanie (przypuszczam,że z Nią).Ja nie rozumiem faceta,który nie ma pieniędzy ....ma na głowie spłatę kredytu, utrzymanie żony, wynajecie mieszkania, za cos tam żyć chyba musi, nie? JA TEGO NIE WIDZĘ przynajmniej z tej wypłaty,która dostaje TO NIEREALNE.Powiedz Scully, czy będąc samotną matka z dzieckiem (Ona mieszka z byłym mężem, ktory płaci alimenty na dziecko pod wspolnym dachem) BRAŁABYS ZA takiego faceta? A na marginesie wszystkiego, sorry Scully ale musze Ci to napisać, facet, który nie potrafi rozmawiać ze swoją żoną o tym co Go gnębi, albo co mu brakuje w związku ....nie nadaje się do zakładania rodziny.
                    • Gość: Scully Re: Do Scully IP: *.* 12.06.02, 09:59
                      Przede wszystkim jest mi starsznie przykro z powodu twojej sytuacji. Prawda jest taka, że tego nawet nie można porónywać do sytuacji mojego męża. Sytuacja mojego męża z jego eks wyglądała tak, że do ślubu doszło kiedy mieli lat 19 i ona była w ciąży po 2 miesięcznej znajomości... Czyli zdecydowanie nikt wtedy nie nadawał się do zakładania rodziny. Niestety w takich związkach nie pomaga nawet rozmawianie bo szczerze mówiąc nie ma o czym. Przykro mi to mówić ale nigdy nie brałabym się za takiego faceta jak twój mąż, chybaże chciałabym sobie udowodnić, że faceci to świnie. Myślę również, że problemy (spłacanie kredytu za dom, w którym ty mieszkasz, alimenty na ciebie i dziecko, były mąż tej kobiety i jej dziecko itd itd) twojego męża zaczną się dopiero jak się wyprowadzi i moim zdaniem będą na tyle poważne, że będzie szybko wracał. pytanie jest czy ty nadal tego chcesz? No coż twoja sytuacja jest na prawdę bardzo ciężka jednak mam nadzieje, że znajdzie jakieś rozwiązanie bo czasami życie podsuwa nam takie rozwiązania, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy.
                      • Gość: horac Re: Do Scully IP: *.* 12.06.02, 11:13
                        O kurczę, Scully!Powiem Ci, że trochę mnie zdenerwował Twój post. Może jestem nadpobudliwa ździebełko, bo mam dużo pracy, a chętnie bym z Wami sobie na spokojnie pogadała...Więc, po pierwsze – zadziwia mnie to, że opisując poprzednią sytuację małżeńską Twojego męża , nie wspomniałaś ani słowem o dziecku, chyba, że przegapiłam to słowo. Jeśli tak, to z góry przepraszam.Bo wiesz – to diametralnie zmienia postać rzeczy!!!!Ja bym nie traktowała tak bezgranicznie wyrozumiale mężczyzny, który porzuca na trwałe rodzinę, zwłaszcza, że było dziecko – a może dzieci???? (no, Ok. bo małżeństwo przestało istnieć w istocie rzeczy między nimi, bo nie rozmawiali, nie rozumieli się itp., ale on mimo trudności sytuacji ojcem być nie przestaje i nikt go z tego NIGDY nie zwolni). A ojciec na odległość raz w tygodniu (jeśli w ogóle) to marny ojciec. Czy rozważył to Twój mąż wraz z Tobą zanim podjęliście decyzję o byciu razem?Druga rzecz, która mi się nie podoba (i to bardzo!!!) - to, że, niejako, usprawiedliwiasz męża „bo mieli 19 lat i ona była w ciąży”. No przepraszam! A dlaczego nie napisałaś tego w inni sposób, na przykład taki:„bo mieli 19 lat i mój mąż postarał się, żeby ona zaszła w ciążę?”Ona była w ciąży i w jednakowy sposób się do niej przyczyniła jak Twój mąż. Wcale nie chcę Cię pożreć, tylko nie spodobało mi się, że tak istotny fakt, jak posiadanie dzieci w tamtym małżeństwie został tak sprytnie przemilczany. Czy to świadczy również o Twoim podejściu do tamtego dziecka/dzieci?Czy jestem w błędzie? Mam nadzieję, że tak!!!!!Matylda
                        • Gość: Scully OD Scully IP: *.* 13.06.02, 07:55
                          No coz tego sie spodziewalam. Nie mylisz sie, nie pisalam o dziecku tak jak o wielu jeszcze innych rzeczach (wiecej dzieci nie ma) bo po prostu o czym innym rozmawiałyśmy itd. Ja go nie traktuje bezgranicznie wyrozumiale tylko to była nasza wspólna decyzja wiec...Zgadzam sie, ze ojciec raz w tygodniu to nie jest ideal ale mozna byc zlym ojcem rowniez z wielu innych powodow i dobrym ojcem raz na tydzien (nie mam na mysli meza bo jego sytuacja jest jeszcze inna).O dziecko jak sam zauwazylas postarali sie razem wiec i zpowodu tego dziecka starali sie przez okolo 10 lat byc ze soba ale chyba nie da sie na sile tworzyc zwiazku.Czy ja to sprytnie przemilczalam?????? A jak myslisz???? Szczerze mowiac jest jescze wiele rzeczy o mnie, o ktorych nie pisalam bo nie bylo na to miejsca itd. Jezeli jednak chcesz dowiedziec sie o mnie wszystkiego to chetnie pogadam. A wlasciwie to po co sie przyznalam, moglam w ogole o tym nie wspominac... tylko jaki mialby sens moj udzial w waszym forum, ktory bardzo sobie cenie.(popisac sie?, udawac kogos innego?). Czasami jestem tak szczera, ze az sie boje, ze nawet moi znajomi tyle o nie nie wiedza, poniewaz z natury nie jestem wylewna.pozdrawiam
                          • Gość: RybkaKasia Do Klaudi. IP: *.* 16.06.02, 08:45
                            Witaj Kochana :) Wiem jak to jest, juz kiedyś pisałam o tym na forum. Napiszę Ci co zrobiłam ja .Kochałam bezgranicznie, nierozerwalnie, na zabój.........myślałam, ze też mnie tak kocha, ale zdradził.Byłam załamana, plakałam, krzyczałam, wyzwałam Go od idiotów, palantów,chamów itd. trochę mi ulżyło......a póżniej zaczęliśmy rozmawiać.To nie była łatwa rozmowa, trwała baaaaaaaardzo długo,mówiliśmy o rzeczach przykrych, takich o których wcale nie chciałam słuchać, ja mówiłam Mu o wszystkim co mnie bolało i denerwowało, i daliśmy sobie czas, na zastanowienie się, czy nadal coś w nas jest.Był malutki Dominik i to trochę przeważyło szalę, ale najważniejsze były nasze uczucia, bo czy jest sens żyć razem i nie kochać się, a co za tym idzie nie szanować ?? Kludio, jesteśmy razem, od tamtej pory minęło duuuużo czasu, wiem jak jest Ci ciężko Kochanie, ale trzymaj się głosu swojego serca, tylko Ty mozesz zadecydować co będzie dalej. Teraz w moim małżeństwie jest niesamowicie, chociaż zdażają się jakieś tam zgrzyty, jestem w ciąży z drugim dzieckiem, nigdy nie było piękniej. Nie wiem jakie rozwiązanie będzie dobre w Twoim przypadku, ja opisałam Ci tylko swoją sytuację, co prawda trochę na sucho to wyszło, juz bez emocji, ale tak właśnie było.Życzę Ci podjęcia najlepszej decyzji, i szczęścia, miłości, radości z dzieciaczka, nadzieii, spokoju i napisz jeśli coś się zmieni :) Pozdrawiam Kasia.
    • Gość: Scully Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 14:56
      Jest to zwyczajny kawał bydlaka. Jednak ja przebaczyłabym mężowi zdradę w postaci tzw. jednorazowego skoku w bok, ale nie można siedzieć i tolerować to, że on widuje się z inną i traktuje dom jak hotel. Po pierwsze porozmawiałabym o tym, czy to jest romans itd a nastepnie zarządałabym zaprzestania takich akcji. Jakby nie pomogło to za drzwi i niech nocuje u owej pani. Wydaje mi się, że żadna kobieta nie jest w stanie żyć normalnie, będąc zmuszaną do akceptacji tak upokażającej sytuacji. Trzymam za ciebie kciuki i pamiętaj , że to tylko świadczy o nim, że jest żałosnym dupkiem.
      • Gość: Monika25 Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 07.06.02, 21:09
        Moją koleżankę mąż zdradzał od początku małżeństwa, nawet jak była w ciąży.Jeden romans kończył i zaczynał następny.W dodatku opowiadał Jej o wszystkim, bo w swoim mniemaniu chciał być wobec Niej uczciwy. Spytacie, dlaczego trwała w takim chorym związku? Kochała go i wierzyła,że się zmieni.Wpędził Ją w takie poczucie winy, że gdy po kilku latach rozwiedli się ,musiała korzystać z pomocy Poradni Rodzinnej,żeby znowu uwierzyć w siebie.Mam nadzieję Klaudio,że w Twoim zyciu wszystko się wyjaśni, ale czasami nie warto inwestować w taki związek.Zyczę powodzenia Monika
        • Gość: klaudia Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 14.06.02, 08:39
          Widzę, że rozpoczęłam niezłą burzę. Wiem, że to co teraz napiszę nie spodoba się nikomu. Wiem, jak mnie ocenicie, jako głupią, naiwną i.. nie wiem co jeszcze. Jesteśmy teraz z mężem na etapie godzenia się. Dowiedziałam się od niego w spokojnej rozmowie( normalnej od nie pamiętam już jakiego czasu), że jedną z przyczyn tego wszystkiego był sex. A dokładnie zyt mało sexu. Jak byłam w ciąży miałam bardzo duże potrzeby sexualne i mówiłam mu o tym. On się bał. Że coś się stanie, że ten mały "ludek" wszystko widzi i takie tam. Ale kochaliśmy się doś często. P urodzeniu Julci ja już nie miałam takiej ochoty. Ale starałam się nie odmawiać mu zbyt często. To dziwne, bo nie miałam ochoty a jednak sprawiało mi to przyjemność. Był zawsze bardzo czuły i delikatny. Tylko nie mówił mi o jednej rzeczy, że on potrzebuje sexu znacznie częściej. Zaczął mieć w komputerze fotki panienek (z internetu) wkurzało mnie to, ale pomyślałam, że chyba każdy facet lubi popatrzeć na piękne kobiety. A potem stwierdził, że te panienki ze zdjęć nie mówią, to znalazł sobie kogoś kto mówi. To znaczy poznał pierwszą lepszą dziewczynę na gg. Pisali ze sobą dość długo. Kilka miesięcy. Wymienili się telefonami. A potem doszło do spotkania..................Nie będę Wam pisała czy mnie zdradził fizycznie czy nie i co powiedział , bo każdy wierzy w co innego i w to w co chce wierzyć. Ja nie wiem i staram się w to nie zagłębiać.Podczas pierwszej normalnej rozmowy powiedział mi wszystko czego oczekuje czego pragnie. Spytałam się dlaczego tego nie mówił wcześniej? Wstydził się, bał, że wezmę go za zboczeńca. Choć wcale nawet teraz tak nie uważam.Teraz czeka nas dalsza rozmowa o nas o dziecku, o naszych oczekiwaniach wzajemnych w życiu codziennym. Nie wiem właściwie dlaczego Wam napisałam te wszystkie tak osobiste rzeczy?Nie chcę być po raz kolejny oceniona przez Was jako totalna idiotka. Nie chcę się i Jego usprawiedliwiać. Może jestem dziwna, ale nadal wierzę, że moze Nam się udać. A poza tym wcale nie twierdziłam, że wina jest moja, tylko, że leży po środku. A główny powód tego wszystkiego to brak ROZMOWY. Szczerej, prawdziwej czasem bolesnej ale tak potrzebnej.ROZMAWIAJCIE ze sobą to takie ważne!!!!!!!!!!!!!!!!!pOZDROWIENIA, kLAUDIA
          • Gość: Lilka Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 14.06.02, 09:01
            Klaudio.Czytałam Twoje posty (przede wszystkim) i uważam, że każdy ma prawo do własnej interpretacji i podejmowania swoich decyzji bez zwracania uwagi na opinię innych bo nikt za Ciebie nie przeżyje twojego życia i nikt nie poniesie konsewencji Twoich decyzji a Ty sama wiesz jak wygląda układ pomiędzy Wami. Uważam, że dobrze robisz ponieważ odniosłam wrażenie, że twój mąż próbował w ten sposób wzbudzić w Tobie niepokój. Zbyt szybkie podejmowanie zbyt pochopnych decyzji nikomu na dobre nie wyjdzie. Podejrzewam, że ja sama postąpiłabym podobnie (mam świadomość, że coś takiego może przydarzyć się i mnie więc staram się w naszym małżeństwie). Jedyną przeszkodą do wybaczenia dla mnie byłaby zdrada fizyczna.Więc rób jak uważasz Ty za słuszne bo to Twoja rodzina i Twój dom. No i oczywiście popieram to co napisałaś - ROZMAWIAĆ ( choć nie zawsze jest to takie proste).Trzymam kciuki.
          • Gość: MartusiaBe Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 14.06.02, 09:40
            Klaudia, To Twoja sprawa ale znam przypadek iż facet mówił dokładnie to samo a w parę miesięcy później odszedł do kolejnej babeczki.Oczywiście uwierz mu ale nie do końca.Zastanów sie jeszcze, czasmi lepiej zakończyć jest raz a dobrze niż przezywać kolejne upokorzenia.Pozdrawiam
          • Gość: annika Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 15.06.02, 15:05
            Klaudia, wcale nie jesteś idiotką. jesteś dojrzała. Po prostu nie zawsze można być tak bezkompromisowym. Czasem lepiej dumę schować w kieszeń i wybaczyć. więc trzymam za was kciuki. Oby wam się udało naprawić to co zepsuł twój mąż. Ale oczy miej otwarte szeroko.Pozdrowienia
          • Gość: Anuk Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 17.06.02, 09:22
            Klaudia, myślę że niewiele z nas będzie miało odwagę uważać cię za idiotkę. Jeśli uważasz, że warto ratować to co zostało - to rób to i nie oglądaj się na to co powiedzą inni. To nie ma znaczenia. Ważne jest, aby jak najwięcej rozmawiać. Zgadzam się z Tobą zupełnie. Wielu problemom można w ten sposób zaradzić, warunek jest jeden : trzeba wiedzieć że coś się "kroi"Sex jest ważną sferą życia małżeńskiego choć może nie dla wszystkich jednakowo istotną. Fakt ideałem jest jak się ludzie dobiorą temperamentalnie ale to się nie dzieje często. Wydaje mi się, że do intymnych kwestii trzeba podchodzić z pewną tolerancją i delikatnością. Ufam, że zarówno w tej kwestii jak i pozostałych odnajdziecie swoją drogę.Powodzenia.ANUK
            • Gość: Anuk Re: Zostałam zdradzona!!!! UZUPENIENIE IP: *.* 17.06.02, 09:26
              Klaudia, napisałam że niewiele z nas będzie miało odwagę uważać cię za idtiotkę... i po przeczytaniu zdałam sobie sprawę z niezręczności tego sformułowania. Przepraszam, że tak dziwnie zabrzmiało. Sens miał być jak niżej:CHODZI MI O TO, ŻE NIE WYDAJE MI SIĘ ABY KTÓRAŚ Z NAS POMYŚLAŁA O TOBIE W TEN SPOSÓB.Ufff. Teraz udało mi się precyzyjnie.ANUK
    • Gość: Tynka Re: Zostałam zdradzona!!!! IP: *.* 17.06.02, 07:36
      Klaudia !!Brawo , broń rodziny jak możesz , może się uda . Rodzina to nie rękawiczki które można zmieniać, dlatego walcz o nią. Trzeba zawsze wierzyć. Przynajmniej nigdy sobie nie zarzucisz ,że nie próbowałaś, Trzymam kciuki za Ciebie, a raczej za Was.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka