Dodaj do ulubionych

Edukacja/HS - kontynuacja

IP: *.* 06.09.02, 22:20
Rozpocząłem nowy wątek bo wydaje mi się, że sytuacja tego wymaga (tamten jest już przeciążony, no i odeszliśmy od głównego tematu). Prosiłbym Was o przeniesienie tutaj dyskusji - będzie łatwiej nam wszystkim.Zacznę od tego, że bardzo posmutniałem czytając posty Hermiony i wturujących jej koleżanek. Zdaża mi się takie coś niezwykle rzadko (wybaczcie proszę - ja już nie wiem czy powinienem napisać "żadko", czy rzadko, a Dorka śpi).Podobnie jak Nastka poczułem iskierkę nadziei, że może jest jakaś szansa dla naszych dzieci. Szansa w Domowej Edukacji.Hermiona, którą nie ukrywam bardzo cenię, jakby tę nadzieję mi zabrała. Nie dam się rzecz jasna tak łatwo, ale zrobiło mi się na prawdę bardzo przykro. Nie dlatego, że Hermiona, myśli tak jak myśli, ale dlatego, że zdałem sobie sprawę, że w ten sposób jak Ona będzie myślało prawdopodobnie 99% społeczeństwa i z tej pięknej idei wyjdą nici. Wcześniej przez chwilę myślałem nawet, że może w ciągu kilku lat uda się przeforsować rozwiązania prawne, które Domową Edukację umożlwią.Dość tego marudzenia. Chciałbym zadać kilka otwartych pytań na które trzeba sobie odpowiedzieć jeśli jest się przeciwko Domowemu Nauczaniu. Nie mam na myśli osób, które nie chcą tego same robić (bo nikogo nie chcę do tego zmuszać, ani namawiać), ale mam na myśli osoby, które nie chcą aby kto inny mógł to robić dla dobra swoich dzieci.Po pierwsze. Dlaczego Państwo ma nam ograniczać sposób kształcenia naszych dzieci. Dlaczego nie możemy mieć wolności wyboru?Rozumiem ograniczenia narzucane przez Państwo, które wiążą się z czyjąś krzywdą, lub ważnym interesem Państwa. Czy zgoda na samodzielne kształcenie swoich dzieci wiąże się z czyjąś krzywdą, czy kłóci się z jakimś ważnym interesem Państwa? Zakładam co semestralną weryfikację wiedzy najpóźniej w momencie przewidzianym dla danego wieku. W przypadku niezdania w tym terminie egzaminu - przymus nauki w szkole tradycyjnej. W najgorszym więc razie dziecko, którego rodzice nie byli w stanie (lub nie chcieli) przyłożyć się do nauki byłoby "w plecy" o rok w stosunku do rówieśników. Powtarzam więc pytanie co złego może spotkać dziecko uczone w systemie Domowej Edukacji?Tak się składa, że mam (i pewnie nie tylko ja mam) całą masę odpowiedzi na pytanie "Co może spotkać złego dziecko uczące się w tradycyjnej (Bogusiu wybacz) szkole. Nie znajduję jednak żadnych złych stron w takim sposobie edukacji.Pytanie drugie.Dlaczego ignorujecie poważne i naukowe dane na temat rezultatów Domowej Edukacji z krajów gdzie jest ona powszechna? Przecierz Bogusia podawała linki i cytaty z oficjalnych opracowań, które mówią o sukcesach tej formy nauki. Dlaczego uważacie, że w Polsce to się na pewno nie uda? Dlaczego nie można spróbować? Na jakiej podstawie twierdzicie, że Polacy są na tyle głupim narodem, że nie będą w stanie tego robić? Przecierz nie mówimy o tym, że szkoły mają być zlikwidowane, ale o tym, żeby osoby chętne miały alternatywę.Pytanie trzecie.Wiecie moje drogie krytykantki w dużym mieście jest wybór - można zmienić szkołę, czasem można nawet wywalić złego nauczyciela. Myślicie, że tak jest wszędzie? Są miejscowości, gdzie nauczyciel jest święty mimo, że jest najgorszym świnią i baranem, bo NIKT nie przyjdzie na jego miejsce. Po prostu nikt mu nic nie zrobi, bo nie ma dla niego alternatywy! Dlaczego nie checie dać jednak rodzicom, którzy nie mają możlwości ani zmiany nauczyciela, ani zmiany szkoły możliwości uczenia dziecka samemu? Co z dziećmi z biednych rodzin, które są nieprzeciętnie zdolne? Dlaczego jak chce Hermiona wynagradzać im nudzenie się na lekcjach? Dlaczego one zamiast sie uczyć na miarę swoich możliwości siedzą na lekcji i patrzą w sufit i marnują czas? Po co stwarzać sytuację, którą potem trzeba "wynagradzać" na jakimś kółku zainteresowań? Czy myślicie, że w jakieś szkole powstanie kółko zaintersowań z predmiotu, gdzie jest jeden zdolny uczeń? Czy to nie jest stawianie sprawy na głowie? Pamiętam te przedmioty, gdzie siedziałem znudzony i gasł mój zapał i zaintersowanie do przedmiotu. Z chemii w ósmej klasie zdobyłem drugie miejsce na olimpiadzie wojewódzkiej. W trzeciej klasie liceum nie dostałem trójki na koniec roku tylko dlatego, że nauczycielka miała o mnie dobre mniemanie (wiedziała o moich wcześniejszych sukcesach). Ta nauczycielka zniszczyła moje zainteresowanie chemią. Wcale nie była taką złą nauczycielką (większość pozostałych nauczycieli była od niej gorsza). Nie tylko zainteresowanie do chemii zostało we mnie zniszczone przez nauczycieli :-(. Dlaczego musimy zdawać się na szczęście w przypadku doboru nauczycieli? Mojej nauczycielce od chemii żaden rodzic nie był w stanie nic zarzucić, była jak najbardziej poprawna, co więcej była wychowawczynią klasy i była jedną z nielicznych nauczycielek, które dało się lubić i szanować. I co z tego? Nauczycieli z pasją, którzy potrafią zainteresować przedmiotem w moje karierze było może dwóch. Byłem dobry z przedmiotów, którymi interesowałem się na własną rękę ZANIM pojawiły się w szkole. Jak kończyłem szkołę średnią, to byłem szczęśliwy, że pewnych przedmiotów (jak astronomia, informatyka, czy kosmologia) w szkole nie miałem... bo pewnie moje zainteresowanie nimi zostałoby zgaszone tak jak zainteresowanie chemią.Kłębi mi się w głowie wiele myśli. Nie chcę o wszystkich pisać aby nie zrobić Bigosu z tego wątku.Opowiem Wam jednak na koniec historię mojej przyjaźni z dzieciństwa. Chłopak z którym się zaprzyjaźniełem nie chodził ze mną do szkoły (w sumie to chodził, ale wtedy <klasy 1-3> nawet się nie znaliśmy). Zaprzyjaźniliśmy się bo mieliśmy podobne pro "naukowe" zainteresowania. Zaprzyjaźniliśmy się, dlatego, że jego rodzice potrafili stworzyć przyjazny dom w którym nawet codzienne odwiedziny były mile widziane jego kolegi. Był ode mnie starszy o rok i wiele się dzięki niemu nauczyłem. Nasza przyjaźn przetrwała ponad pięcioletnie mieszkanie od siebie w odległości ponad 300km. Zniszczyła ją dopiero kobieta. W gruncie rzeczy nie miałem szansy na żadną szkolną przyjaźń. Zawsze byłem outsiderem. Po pierwsze dlatego, że ciągle byłem "nowy" (podstawówkę zmieniałem 3 razy z powodu przeprowadzek), po drugie, dlatego, że dobrze się uczyłem. Czy jesteście w stanie zrozumieć, że ktoś specjalnie przestaje się uczyć by być bardziej akceptowany (a i tak nic to nie dało, bo nie potrafiłem robić tego co wszyscy, bo pewne rzeczy były dla mnie po prostu głupie)? Szkoła tak na prawdę uczy tego by się nie wychylać. Nie czarujmy się, że nawet najbardziej aktywni rodzice to zmienią - tu nawet nie chodzi o nauczycieli. Jak już przy nauczycielach i rodzicach jesteśmy - między innymi dlatego byłem outsiderem, że mój ojciec nie siedział cicho. Nie chcę opisywać znowu kolejnej historii, ale nie skończyło się to zawaloną maturą prawdopodobnie tylko ze względu na moje celujące oceny z matematyki(o jakichkolwiek zmianach wśród nauczycieli po wielkiej awanturze w związku ze skandalicznym zachowaniem się nauczyciela nie było nawet mowy).Proszę więc odpowiedzcie uczciwie na postawione wyżej pytania. Do osób, które uwazają, że Domowa Edukacja może być alternatywą dla tradycyjnej szkoły (a w szczególności do Bogusi, która jest w temacie najbardziej obeznana) - nie rezygnujcie proszę z walki o tak piękną i jakże bezbronną niestety ideę.KristoVelMefisto
Obserwuj wątek
    • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 07:46
      KvM - jak dobrze ,że napisałeś ten post -wyraził wszystko co co sama poczułam właśnie po odpowiedzi Hermiony i wyrazach solidarności z jej opinią .Po prostu zobaczyłam mariaż złudzenia "szkoła może być wspaniały miejscem jeśli tylko pomożemy nauczycielom ja współtworzyć " ze streotypem "domowe nauczanie wymyślili odszczepieńcy ,sekciarze itd ".Jestem za tym by w naszym kraju nauczanie domowe było na równi traktowane z nauczaniem zinstytucjonalizowanym (obecnie obowiązkowym ,podobnie jak Bogusia uważam ,że nie można go nazwać tradycyjnym ).Myślę ,że należy poznać opinię "społeczeństwa"- na początek internetowego .Ankieta to dobry pomysł ,sądzą jednak ,że jej pytania dobrze byłoby ustalić w prywatnej korespondencji.Bea - która nie chce rezygnować z marzeń .
    • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 09:06
      Kristo,bardzo madrze to wyraziles.A ja nie dezerteruje.:lol: Tylko czasu mi troche szkoda na wartosciujace dyskusje i walke ze sloganami.Ale bardzo chetnie pomoge-mam nadzieje,ze nie tylko trzymaniem kciukow.B
      • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:53
        Bogusiu! Jako, że najbardziej już się w zbieranie materiałów zaangazowałaś, no i pewnie znasz angielski o wiele lepiej ode mnie może udałoby Ci się napisać jakiś ciekawy artykuł opisujący jak funkcjonuje HS w krajach gdzie jest on masowy? Myślę, że coś takiego wielu osobom uzmysłowiłoby, że jest to forma nauki co najmniej nie gorsza niż szkoła.
        • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 23:03
          .:lol: no dzieki Kristo, dzieki. Akurat to,czego najbardziej nie lubilam w szkole.;) Wypracowanko na zadany temat.:lol: A ja,wolny duch....i tak bez natchnienia?????.;)No ale dobra.Zrobie to dla Was i zloze na oltarzu ojczyzny.;)A pod jaka publike mam to adresowac?.;)
    • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 09:23
      Ach i jej, wyszło na to, że Hermiona uważa tych, którzy uczą dzieci w domu za sekciarzy i odszczepieńców. A ja tylko napisałam o tym, co pamiętam z mojego pobytu w Stanach, wyrażając nadzieję, że teraz jest tam lepiej i jeśli naprawdę tak wielu ludzi się za to bierze, to może mają jednak lepiej w głowach niż ci, których pamiętam.Oczywiście, można robić rewolucję, walczyć, zmieniać świat. Ale czy nie wydaje Wam się, że frustracja spowodowana ciągłą walką z urzędami, kuratorium i czym tam jeszcze sprawi, że nie będziecie w stanie poświęcić swoim dzieciom tyle uwagi,mieć tyle cierpliwości i ochoty, ile ta forma nauki by wymagała? Druga sprawa: wszystko pięknie, jeśli uważacie, że dacie radę doprowadzić dziecko do matury, ucząc je w domu. A co ze studiami? Narzekacie na programy szkolne, ale ten sam program musielibyście "wyrobić" w domu, byłby on tak samo przeładowany i chwilami bezsensowny. Nikt nie organizowałby chyba oddzielnych egzaminów i w ogóle innego trybu studiów dla Waszych dzieci? Harvard czy nie Harvard, on line czy nie, ale tam też chyba obowiazują jakieś wymagania "programowe"?KvM, ja nie neguję dobrych stron HS; to piękne, jeśli rodzice są na tyle wykształceni, potrafią swoją wiedzę przekazać, mają na to czas, pieniądze, ochotę.... Podziwiam z całego serca Bogusię, która z gromadką dzieci ma do tego cierpliwość. Ale nikt nie rzuca jej "kłód pod nogi" w postaci przepisów prawnych i nie musi się bać, że któregoś dnia przyjedzie do niej urzędnik z kuratorium i cała domowa szkoła pójdzie w .....Możliwe, że mamy inne podejście do życia i o tym już pisałam - uważam, że nie ma sensu odwracać się od społeczeństwa, bo jeśli uciekają od niego wartościowi ludzie, to czego innego możemy się po nim spodziewać, niż degradacji?Nie idealizuję szkoły. Moja podstawówka śni mi się jeszcze po nocach, ale bynajmniej nie z powodu nauczycieli, co głupich, ordynarnych dzieciaków, dla których byłam głównie "odszczepieńcem" z inteligenckiej rodziny. Jednak w liceum wynagrodziłam to sobie, bo nikt nie zabraniał mi zabierać głosu, więc "pyskowałam" sobie do woli. I właściwie z tych 4 lat tam spędzonych nie pamiętam żadnego nauczyciela, o którym zdecydowanie mogłabym powiedzieć, że był zły i się "nie nadawał". Może mam już takie szczęście.A może zamiast z pretensjami i obrażoną miną warto do nauczyciela naszego dziecka podejść z uśmiechem - nie wierzę, że nie odpowie tym samym. Czy Ty, KvM, jesteś w stanie serdecznością odpowiedzieć na obrażanie Twojej osoby, czy skrzywioną minę? A jak czuje się nauczyciel, do którego przychodzi taki rodzic, który "zjadł wszystkie rozumy" i od progu próbuje mu udowodnić, że do zawodu nauczyciela się nie nadaje? I w ten piękny sposób zaczynamy sobie robić na złość, pokazując w coraz bardziej wyrafinowany sposób "czyje na wierzchu".Krzysiu (pozwolisz?) - bardzo mi miło, że cenisz i szanujesz moje zdanie, ale pamiętaj, że jest ono moje, a nie musi być Twoje i nie mam Ci tego za złe, że myślisz inaczej. Nawet gdyby nie odezwał się nikt, kto myśli podobnie jak ja, mnie by to nie wystraszyło. Nauczyła mnie tego właśnie moja szkoła.Pozdrawiam Cię, Krzysiu (?....) i nie myśl o mnie źle!:hello: MonikaP.S. A do liceum w Szczecinku chodzili moi rodzice, ale w czasach kiedy uczyli tam jeszcze przedwojenni profesorowie uniwersytetu, w latach 50/60. Było to wtedy jedno z lepszych liceów.
      • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja -do Hermiony IP: *.* 07.09.02, 10:03
        Czytając Twój przykład z fundamentalistami i sztanistami pomyślałam o tym jak łatwo zrazić do czegoś posługując się jednym zdaniem ,które przyczepi się do wyobraźni innych .To podobnie jak opinia Polaków nt legalizacji konkubinatu ,która jakoby ma służyć gejom czy lezbijkom ( wyczytane w Wysokich Obcasach).Dla mnie warto kruszyc kopie o domowe nauczanie ,bo jeśli na 20 osób 2 są tym zainteresowane to jak sądze jest szansa ,że na 20 milionów 2 miliony też powie "tak" tej formie nauczania .Czy ktoś chce im odebrać do tego prawo ? Bo szkoda czasu a może nerwów na potyczki z biurokracją ? A czym jest więc demokracja ?Poza tym czy moje dzieci stracą na tym ,gdy będa widziały ,ze robię z prawdziwym zaangażowaniem to co uważam za słuszne ?Mogę bronić zagrożonych gatunków ,mogę walczyć o oczyszczanie ścieków albo o domowe nauczanie .Na pewno jednak moje dzieci będą dla mnie na pierwszym miejscu !Bea
        • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja -do Hermiony IP: *.* 07.09.02, 10:45
          Beo, gdzieś Ty wyczytała w moim poscie tych satanistów, to nie wiem. A to,co napisałam było na marginesie moich wspomnień ze Stanów i nie było uogólnianiem. Naprawdę, nie wiem, jak możesz w ten sposób na to patrzeć. Przecież nie mam zamiaru blokować Waszych starań o HS,jeśli takie podejmiecie. Ja wyraziłam swoją opinię, nie obrażając nikogo i nie twierdząc, że tylko moje zdanie jest słuszne.Więc proszę, nie róbcie tego i Wy. Podzieliłam się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat i nie napisałam nigdzie "wy, banda idiotów, co wy sobie wyobrażacie?", bo nie myślę tak o Was i nie mam zamiaru nakłonić nikogo do podzielenia mojego zdania. Tak, jak napisałam, nie boję się wyrażać swoich opinii. Nawet, jesli ktoś nazwie to sloganami,czy czymkolwiek równie pejoratywnym. Nie mam ochoty silić się na oryginalność wtedy, kiedy nie jest mi ona potrzebna. Jeśli mam ochotę używać sloganów, to dlatego, że akurat tego w tej chwili chcę. A teraz wyłączam się z dyskusji, bo może rzeczywiście jednak poczuję się urażona?... I to nie tym, że nie usłyszałam chóralnego "masz rację, Moniko!", tylko dlatego, że widzę,że wyrażenie swojego zdania, nawet bez ubliżania czy ostrych słów i tak spotka się z oburzeniem. A do kółek wzajemnej adoracji ja się "nie piszę".Monika
          • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja -do Hermiony IP: *.* 07.09.02, 17:52
            Będą wielkie przeprosiny ,Moniko ,wybacz "satanistów" - obiecuję czytać dwa razy ,robić notatki czy co tam jeszcze jest konieczne ,żeby więcej takich baboli nie popełniać!Zbyt emocjonalnie podchodzę do tego tematu - bo bardzo chciałam uczyć dziecko na zasadach HS -ba właściwie to robiłam do tej pory (Sara nie chodziła do zerówki ,nie była jeszcze wtedy obowiązkowa -hurra! ),od dawna czytam linki podesłane przez Bogusię i odpieram ataki znajomych wyjątkowo jakoś przeciwnych. Moje dziecko zostało właśnie pierwszoklasistą ,a ja mam nieodparte wrażenie ,że dzieje się to na co nie wyrażam zgody ale nie mam wyjścia !- to wyjątkowo frustrująca sytuacja . Spróbuj mnie zrozumieć i wybacz raz jeszcze !!!Bea
            • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja -do Hermiony IP: *.* 07.09.02, 18:01
              Beo! Napisz co osiągnęłaś w zakresie DE - w sumie jako nieświadoma amatorka ;-)
              • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 23:59
                Co podoba mi się w domowym nauczaniu :- nie ma ram czasowych -wspólnie decydujemy kiedy i jak się uczymy ( ja też się wciąż uczę i uwielbiam to!) ,wybieramy formę :książka ,film ,teren i duużo o tym co nas akurat interesuje mówimy - nie śpieszymy się ( cudowne!)- nie oceniamy - wymyślamy absurdalne historyjki ,rysujemy własne książeczki i śpiewamy własne piosenki- jesteśmy ze sobą blisko i bardzo to sobie cenimy- poznajemy inne dzieci na placu zabaw , na zajęciach poza domem i odwiedzamy się i wyjeżdżamy na wspólne wycieczki i do teatru - nie ma hałasu od którego boli głowa - gimnastykujemy się i jeździmy na rowerze i na basen wyskoczymy - i wiemy ,że są króliki wulkaniczne i prawie wszystko o dinozaurach - czytamy bo uwielbiamy - nie ma rzeczy ,której nie można zbadać ,nie ma pytań ,których nie można zadać- i radzimy sobie w kuchni ( mąka ziemniaczana ma w sobie wiele magii )i w sklepie i w autobusie-nie nudzimy się ,a nawet jeśli to i tak zaraz coś się wymyśliitd- po prostu doświadczamy życia Był taki czas ,kiedy próbowaliśmy przyzwyczaić córkę do przedszkola ,bardzo sie broniła ,ile nas to kosztowało nerwów (przedszkolanki uważały ,że to minie ,ale nie minęło ).Z zerówki zrezygnowaliśmy ,bo wiało nudą ,szkoda było czasu i pieniędzy . Sara jednak opanowała program z moją pomocą ,no bo przecież szkoła już jest obowiązkowa i na pewno będzie ciekawa ...Co podoba mi się w szkole ( przynajmniej w tej ,którą wybrałam - dzięki Bogu ,ktoś kiedys zawalczył o to by istniały szkoły społeczne czy prywatne ,co jak uważam z korzyścią odbyło się i dla szkół państwowych ):- dzieci mogą robić ciekawe projekty w grupie- nauczycielka jest miła i troskliwa - rodzice są wręcz proszeni o własne sugestie i pomoc- będziemy mieć duużo nowych tematów do rozmówCo będzie dalej ?Wątpliwości wobec szkoły:- czas ,jak już zauważyli niektórzy nie jest wykorzystany efektywnie - czy znajdziemy siły ( i fundusze ) by jeździć na takie zajęcia ,których brak w szkole ,a o które dziecko prosi ?- o całej masie drastycznych wręcz oddziaływań szkoły na dzieci już pisano więc nie będę kopiować ...A wyobrażam sobie ,że domowe nauczanie mogłoby sobie spokojnie egzystować obok obecnie funkcjonującego szkolnictwa . Może uczyłabym moje ( a może i innych chętnych ludzi )dzieci rok ,dwa ,siedem lat ,one same zdecydowałyby czy chcą tak zawsze czy wolą wśród większej grupy zdobywać "wykształcenie". To jak taka koegzystencja różnych metod nauczania by sie rozwinęła pewnie wyprostowałoby życie , ale cały dramat ( dla jakiegoś % obywateli tego kraju) polega na tym ,że nie można się o tym przekonać , bo wybór jest tylko w obrębie obowiązkowego i kontrolowanego przez państwo szkolnictwa .Można to obejść tylko zakładając własną szkołę ( szkoły waldorfskie na ten przykład mają zupełnie własne metody i programy ),ale to ogromny wysiłek .Czy można żyć nie chodząc do szkoły?Bea-
            • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja -do Hermiony rozpaczliwie IP: *.* 08.09.02, 00:15
              Hermiono ,odezwij się ,bo ja na prawdę nie chciałam tak narozrabiać .Tyś osoba o wielkiej inteligencji a i wielkoduszna ( "o nadziejo ,ciebie się czepiam w tej chwili okrutnej"!)- cały dzień po parkach hasaliśmy i nie zdążyłam od razu "łba udrzeć Hydrze "( byłyby jakieś wyjaśnienia wcześniej ).No chyba dziś nie zasnę z tej udręki -Bea
              • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja -do Hermiony rozpaczliwie IP: *.* 08.09.02, 08:44
                No już dobrze, dobrze, Beo, nie dlatego nie odpisałam, że się obraziłam, ale dlatego, że wróciłam akurat z piaskownicy, gdzie moje dziecko bawiło się w Boba Budowniczego i długo musiałam wysypywać z niego piasek. Potem już nie dałam rady pisać, bo usypianie Jędrka sprowadziło się do pójścia spać razem z nim.Nie gniewam się, nie gniewam... :) Sama miałam wczoraj zły dzień (z przyczyn nie-forumowych), więc i mnie "ponosiło".:hello: Monika
      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:15
        mama Oli i Jedrka napisała/ł:> Ach i jej, wyszło na to, że Hermiona uważa tych, którzy uczą dzieci w domu za sekciarzy i odszczepieńców. A ja tylko napisałam o tym, co pamiętam z mojego pobytu w Stanach, wyrażając nadzieję, że teraz jest tam lepiej i jeśli naprawdę tak wielu ludzi się za to bierze, to może mają jednak lepiej w głowach niż ci, których pamiętam.A powiedz mi Hermionko jeszcze jedno. Czy znalas osobiscie jakiegos sataniste i/lub odszczepienca uczacego swoje dzieci w domu w owych czasach (bo na podstawie stwierdzenia:`Ci ,ktorych pamietam` nasuwa mi sie taki wniosek) czy tez jak wspomniana wczesniej znajoma KvM`a (gloszaca hasla,ze w Uk za domowe nauczanie idzie sie do wiezienia) bazujesz na tym co gdzies tam *zaslyszalas* badz wyobraznia ci podpowiada (na zasadzie nieskomplikowanej logiki:inne=gorsze=zle=dlaczego?->odizolowanie=czarna magia=?????..... )
        • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:27
          Bogusiu, NAWET Ty potrafisz w ten sposób się zachowywać? Czepiać się słówek? Nigdzie nie wspomniałam o żadnych satanistach - moje posty, mimo, że długie i pisane pod wpływem emocji, nie są pisane nielogicznie albo w amoku i jeszcze pamiętam, co w nich pisałam. Sprawę rodziców-fundamentalistów (zauważ, że nie używam słowa "sekciarzy", bo nikt o nich w ten sposób się nie wyrażał) znam z mediów, wywiadów z nimi samymi i dużego zamieszania, jakie wtedy powstało. Nie wiem skąd Wam się wzięły w moich postach jakieś sekty? Wybacz, Bogusiu, że będę złośliwa, ale widzę, że jesteś takim samym "śmiertelnikiem", jak każdy tu występujący i nie obce jest Ci zaperzenie czy czepianie się. Czy w jakiś osobisty sposób czujesz się tym, co piszę, urażona? Bo ja o sektach nawet nie pomyślałam - "ktoś" zrobił to za mnie!
          • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:42
            Hermiono - wydaje mi się, że choć zarzucono Ci słowa, których nie wypowiedziałaś, to jednak rozmowa ciągle jest kulturalna i warto ją kontynuować.Pozdrawiam.
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:08
            mama Oli i Jedrka napisała/ł:. > Nie wiem skąd Wam się wzięły w moich postach jakieś sekty? Ok Hermionko.Przepraszam za `satanistow` bo to tego slowa uzylam w swoim poscie a rzeczywiscie Ty go nie uzylas. Natomiast co do sekciarzy-spojrz sama.;)mama Oli i Jedrka napisała/ł:>Ach i jej, wyszło na to, że Hermiona uważa tych, którzy uczą dzieci w domu za sekciarzy i odszczepieńców. A ja tylko napisałam o tym, co pamiętam z mojego pobytu w Stanach, wyrażając nadzieję, że teraz jest tam lepiej i jeśli naprawdę tak wielu ludzi się za to bierze, to może mają jednak lepiej w głowach niż ci, których pamiętamI dodam jeszcze,ze jesli uzylas powyzszych okreslen w celu streszczenia jeszcze powyzszych postow to tez przepraszam. Myslalam po prostu,ze sama siebie zacytowalas.:jap:I uciekne sie do wymowki...a mianowicie nie daje rady czytac wszystkich postow wiec wylapuje co jest akurat w powyzszym.O ile dobrze pamietam to Ty uzylas okreslenia `fundamentalisci`-dobrze pamietam?Ale pozniej sama wyciagnelas wniosek:`(..)wyszło na to, że Hermiona uważa tych, którzy uczą dzieci w domu za sekciarzy i odszczepieńców(..)`Rozumiem,ze to byl skrot myslowy.I jeszcze raz sorki.:jap:
      • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:27
        Hermiono! Szanuję Twoją osobę. Nie mogę się jednak zgodzić z Twoimi ocenami. Podobnie jak Bogusia uważam je za pochopne.Po kolei...> A ja tylko napisałam o tym, co pamiętam z mojego pobytu w Stanach, wyrażając nadzieję, że teraz jest tam lepiej i jeśli naprawdę tak wielu ludzi się za to bierze, to może mają jednak lepiej w głowach niż ci, których pamiętam.Ani ja, ani chyba nikt tutaj nie negował Twoich doswiadczeń ze Stanów. Ci ludzie mają jednak (jeśli dobrze zrozumiałem Bogusię) alternatywę w postaci Domowej Edukacji. Ja mam o wiele gorsze doświadczenia w polskich szkołach i nie miałem dla swojej edukacji żadnej alternatywy :-( . Czy na prawdę uważasz, że Polacy nie zasługują jako naród na możliwoś wyboru formy nauki dla swoich dzieci?>Oczywiście, można robić rewolucję, walczyć, zmieniać świat. Ale czy nie wydaje Wam się, że frustracja spowodowana ciągłą walką z urzędami, kuratorium i czym tam jeszcze sprawi, że nie będziecie w stanie poświęcić swoim dzieciom tyle uwagi,mieć tyle cierpliwości i ochoty, ile ta forma nauki by wymagała? No i właśnie o to chodzi by nie musieć walczyć. To znaczy aby wypracować zmiany w prawie, aby indywidualna walka nie była potrzebna, aby Domowa Edukacja była dostępna dla każdego kto spełnia określone wymogi i jest chętny by to robić.Ustawy zatwierdza Parlament, a projekt ustawy może zgłosić także społeczenstwo (bodajże 100 tys podpisów) - osoby, które się lepiej w temacie orientują proszę o sprostowanie - rozwinięcie tematu. Ja nikogo tu nie chcę namawiać na walkę z kuratorium. Chcę Was namówić na walkę o zmianę prawa w Polsce!>Druga sprawa: wszystko pięknie, jeśli uważacie, że dacie radę doprowadzić dziecko do matury, ucząc je w domu. A co ze studiami? Narzekacie na programy szkolne, ale ten sam program musielibyście "wyrobić" w domu, byłby on tak samo przeładowany i chwilami bezsensowny.Hermiono, ale to od zainteresowań dziecka zależałoby czy dziecko opanowałoby ten materiał w zakresie celującym czy miernym, a nie od przypadku w postaci nauczyciela (który jest dobry, albo beznadziejny). Dzięki Domowej Edukacji moje dziecko mogłoby mieć zaliczony materiał na mierny, mimo że z danego przedmiotu byłoby wybitnie bogate w wiedzę. Po prostu rodzic widząc bezsens lub brak zainteresowania mógłby zrobić tylko to co jest w programie wymagane jako minimum, a to co dla dziecka faktycznie przydatne i dobre zrobić samemu. Jest to jednak przykład skrajny i raczej wydumany. W praktyce jest tak, że dziecko, które jest jakimś tematem szczególnie zainteresowane ma obowiązkowy materiał w małym palcu. Tak jest przynajmniej w zakresie przedmiotów ścisłych. Piszę to na podstawie własnego doświadczenia. Gdy mieliśmy się nauczyć na pamięć tablicy Mendelejewa większość moich kolegów i koleżanek ściągała - dostali piątki. Ja pamiętałem, znałem tą tablicę prawie bez uczenia. Nie znałem jej doskonale jak się okazało - dostałem 4- . > Nikt nie organizowałby chyba oddzielnych egzaminów i w ogóle innego trybu studiów dla Waszych dzieci? Harvard czy nie Harvard, on line czy nie, ale tam też chyba obowiazują jakieś wymagania "programowe"?Z danych przytoczonych przez Bogusię wynika, że dzieci uczone w systemie Domowej Edukacji o wiele łatwiej i lepiej zdają egzaminy na wyższe uczelnie. Nikt się nie domagał studiowania w domu! (choć absurdem jest to, że studia w domu są możliwe już dziś bez problemu w Polsce choćby na Uniwersytecie Warszawskim, a szkoła podstawowa nie!). Różnica polega na tym, że student to nie jest dziecko. Jest to osoba, która potrafi sama zadbać o swoje interesy. Potrafi wybrać odpowiednią szkołę, a co więcej na nią zarobić. Przecierz nikt nie zmusza rodziców aby Domową Edukacje prowadzili do końca szkoły średniej. Prawdopodobnie większość zdecyduje się tylko na zakres klas 1-3, część całą podstawówkę, jeszcze mniej osób na gimnazjum, a nieliczni tylko na szkołę średnią. Uważam co więcej, że dzieci odpowiednio przygotowane będą w stanie z tylko niewielką pomocą z zewnątrz opanować materiał szkoły średniej (ale to tylko moje przypuszczenia oparte na entuzjazmie i własnych doświadczeniach - potrafiłem sam zdobywać wiedzę od 5-6 klasy szkoły podstawowej - także wiedzę wykraczajacą poza zakres szkoły średniej). Walka o zmiany w programie nauczania to osobna sprawa i nie mieszajmy tych rzeczy. Ja się zgadzam aby wymagany poziom wiedzy był taki jak w szkole. Nie mam nic przeciwko zdawaniu matury w takim samym zakresie materiału. Nikt nie domaga się specjalnych egzaminów na studia dla ludzi kształconych w systemie Domowej Edukacji.>Możliwe, że mamy inne podejście do życia i o tym już pisałam - uważam, że nie ma sensu odwracać się od społeczeństwa, bo jeśli uciekają od niego wartościowi ludzie, to czego innego możemy się po nim spodziewać, niż degradacji?Tu nie chodzi o inne podejście do życia. Tu chodzi o to, że Ty zbudowałaś sobie pewien obraz. Moim zdaniem pochopnie i w sposób niewłaściwy. Nikt nie mówi o odwracaniu się od społeczeństwa! Dlaczego dla Ciebie (i pewnie nie tylko dla Ciebie) Domowa Edukacja = izolacja od społeczeństwa? Dlaczego dla Ciebie Domowa Eduakcja = brak dziecięcych przyjaźni? Dlaczego robisz takie założenia? Domowa Edukacja ma być właśnie sposobem aby do społeczeństwa trafiali wartościowi ludzie. Otwarci na pomysły, nie stłamszeni przez szkolną machinę. Z inicjatywą nie zabijaną przez wyrównywanie poziomów. Jeśli w tym kraju ma się cokolwiek zmienić to tylko przez znaczną poprawę w zakresie edukacji. Domowa Edukacja daje taką nadzieję. Daje nadzieję na to, że do społeczeństwa trafią ludzie, którzy będą w stanie coś zmienić. Dlaczego nie chcesz dać ludziom tej szansy? Widzisz ja w obecnie obowiązującej formie edukacji upatruję degradacji społeczeństwa. Dlaczego nie pozwolić ludziom chronić swoje dzieci przed powszechnym dostępem do narkotyków, przed szkolną przemocą fizyczną i psychiczną? Dlaczego to rodzice nie mieliby prawa do tego by mieć wpływ na to w jakim towarzystwie przebywa ich dziecko? Dlaczego rodzice nie mogliby decydować o tym, że ich dzieci będą rywalizować z rówieśnikami na polu wiedzy, umiejętności, dokonań artystycznych, zamiast na polu przemocy, palenia papierosów, brania narkotyków, czy przeklinania? Dlaczego dzieci mają mieć jako wzór do naśladowania te dzieci, które ściągają i kombinują zamiast się uczyć od tych, którzy coś osiągają dzięki uczciwej pracy?>A może zamiast z pretensjami i obrażoną miną warto do nauczyciela naszego dziecka podejść z uśmiechem - nie wierzę, że nie odpowie tym samym.A może Hermiono pozwolisz żyć innym tak jak mają ochotę jeśli nie krzywdzą swoim zachowaniem innych? Dlaczego uważasz, że ludzie muszą rozmiawiać z nauczycielami, dbać o dobro szkoły? Dlaczego mają poprawiać coś zamiast zrobić coś co uważają z gruntu za lepsze i właściwsze dla ich dzieci? Dlaczego nie chesz pozwolić im na to by swoją energię przeznaczali na coś innego? Dlaczego chcesz za kogoś decydować co ta osoba ma w życiu robić?!Nie wspomnę już o tym, że jest cała masa nauczycieli, którzy nie cierpią swojego zawodu (znam kilku takich osobiście i to nie z relacji uczeń nauczyciel - są moimi rówieśnikami) i żadne miłe słówka nie pomogą, bo oni się do tego zawodu nie nadają, a pracują w nim "bo z czegoś trzeba żyć". Są to osoby, którym nic nie da formalnie się zarzucić - pracują trochę jak to opisywałaś w swojej relacji ze Stanów.Nie myślę o Tobie źle Hermiono. Przykro mi tylko, że odmawiasz innym życia w inny sposób niż ten który Ty uznajesz za właściwy. Przykro mi najbardziej z tego powodu, że w sposób podobny do Twojego najprawdopodobniej myśli większość naszego społeczeństwa. :-(. Przecierz ani ja ani Bogusia, Nastka, czy Bea nie zmuszamy Cię abyś sama uczyła swoje dzieci. Dlaczego Ty nie chcesz nam dać prawa do życia po swojemu? Wie
        • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:18
          oIo napisała/ł:> Z danych przytoczonych przez Bogusię wynika, że dzieci uczone w systemie Domowej Edukacji o wiele łatwiej i lepiej zdają egzaminy na wyższe uczelnie. Tu znowu sprostuje. W UK np nie ma egzaminow wstepnych na uczelnie wyzsze.Wystarczy zrobic tzw A-level, lub miec skonczone 21 lat, ew przedstawic fragment swojej pracy(np essej na wybrany temat). Czasem jest tez rozmowa kwalifikacyjna.Na oxford trzeba miec 4 A z A-level i to jeszcze nie jest gwarancja, natomiast dojrzali studenci moga sie dostac na studia platne(bardzo platne ;) Podejzewam ze USA jest podobnie.
      • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:27
        sz przypomniałem sobie moje pierwsze posty na e-dziecku. Dorka napisała wtedy, że "wyrzuciliśmy" telewizor. Reakcje większości osób były wtedy podobne jak Twoja na Domową Edukację - NIE, NIE, NIE bo NIE. Tym bardziej mi smutno.KristoVelMefistoP.S. Gdyby tylko kilka procent polskich dzieci uczyło się w systemie Domowej Edukacji, to także dla tych, które uczyłyby się w szkole byłby to spory porzytek. Na jedno dziecko przypadałoby więcej nauczycieli i środków. Dzieci w szkołach miałyby lepiej wyposażone klasy i mniej zmęczonych nauczycieli. Jeśli więc nie chcecie Domowej Edukacji dla swoich dzieci pomyślcie o korzyściach jakie będą miały dzięki niej także Wasze dzieci chodzące do szkoły.P.P.S. Wybaczcie mi proszę liczne błędy gramatyczne i ortograficzne w moim pierwszym poście (a i w tym pewnie się znajdą). Czytałem ten tekst przed wysłaniem dwa razy, ale nie dosć, że było już późno, to jeszcze ciągle coś poprawiałem i niektóre zdania przez to są niezrozumiałe.
    • Gość: nastka2001 Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 10:16
      Widzisz KVM -ie, bo ktoś popełnił błąd. Rządzący, Ci co decydowali o zyciu naszym i naszych rodziców. Nie przewidzieli, że dając nam wolną prasę, możliwość prowadzenia działalności gospodarczej i parę innych przywilejów (nie praw hehe) znajdzie się paru takich co wyciągną ręce po więcej. Tacy co reagują szewską pasją na kolejny zbiór przepisów regulujących życie. Tacy, którzy bledną jak dowiadują się w ciągu dwóch lat, że najpierw musieli być spółką cywilną, potem osobno, a teraz jawną.Tacy co chcą patrzeć położnym i lekarzom na ręce jak żona rodzi. I tacy, którzy nie mają żadnych nieomylnych wyroczni poza swoją intuicją (w przypadku kobiet ;) ), czy rozumem (w przypadku mężczyzn ;) }.Po co oni ułatwili dostęp do internetu. Głupole czyzby nie wiedzieli, że wraz z tym wynalazkiem pojawią się nowe myśli, idee. Wiesz jak wygląda odrabianie lekcji w sztarszych klasach?. Kopiuje się ileś tam zdań z netu, trochę przestawia, dopisuje swoje nazwisko, drukuje i nauczyciel jest cały szczęśliwy, stawia 5 lub 6.Ludzie to co wyszukują na kompie nawet nie czytają. Po co to było, kiedyś przynajmniej jak nauczyciel zadał pracę domową to przy przepisywaniu coś tam wpadło. Choć mi niewiele.Ja sama parę dni temu nawet nie wpadłabym na to, że można nie chodzić do obowiązkowej szkoły. Teraz nie mogę się od tej myśli opędzić. Tak samo jak wcześniej przed posiadaniem netu nie przyszłoby mi do głowy, że można dziecko rodzić w domu. Gdyby nie posty Bogusi, i Twoje Krzysztofie żyłabym nadal z przeświadczeniem, że szkoła jest złem ale nic innego nie istnieje wiec zgódźmy się na to. Niedawno moja siostra kupowała dzieciom przybory szkolne. Wzruszyłam się strasznie jak pomyślałam, że za parę lat i jak tak bedę kupować dziecku farbki i inne. Ale dopiero dziś uświadomiłam sobie, że te wszystkie rzeczu były interesujące tylko w momencie zakupu. Że używania tych farbek w szkole nie pamiętam. Że nigdy nie malowaliśmy rękoma i takie tam.I jeszcze zdanie do Hermiony. Często używasz argumentu studia wyzsze i co z nimi. Powinniśmy wyłączyć z dyskusji takie nauczanie. Po pierwsze wybór jest tu dużo większy, rzadko istnieje konieczność studiowania w miejscu zamieszkania. Po drugie egzaminy wstepne nie maja nic wspolnego z programem realizowanym w szkole czego dowodem są liczne kursy przygotowawcze prowadzone przy uczelniach. Te uczelnie, które przyjmują na podstawie tylko świadectwa są na bardzo niskim poziomie.Porównując natomiast program studiów i to czego można nauczyć się chociażby w LO, no cóż wiedza wyniesiona ze szkoły średniej niewiele się na studiach przydaje. Może poza podstawami matematyki, umiejętnością czytania, no ale tu się zgodzimy, że takie podstawy dziecko osiagnąć będzie w stanie również w domu.Agata
    • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 10:44
      Bardzo mi jest bliski ten wątek, chociaż jeszcze się tu nie wypowiadałam :). Tylko tak pokrótce dorzucę swoje przemyślenia:Ja się właściwie w dużej mierze zgadzam ze zdaniem obu stron. Myślę, że HS byłby bardzo dobrą alternatywą w stosunku do naszego kiepskiego szkolnictwa. Ono jest kiepskie. Nie mówię - w stosunku do tego, co jest za granicą. Ono jest kiepskie w stosunku do tego, jakie być powinno. ja mam ze szkoły i dobre wspomnienia, i złe. Z podstawówki, bo liceum miałam cudowne, ale bardzo nietypowe. Nie powiem, że chciałabym wymazać z życiorysu czas, kiedy chodziłam do podstawówki, ale na pewno wiele bym zmieniła. Będąc jeszcze na studiach, przez rok uczyłam w tej własnie podstawówce i poznałam drugą stronę. Z przykrością stwierdzam, że zrezygnowałam z pracy nie ze względu na dzieci (które, jak to dzieci, były różne), ale na nauczycieli. Wkurzał mnie ich stosunek do uczniów i do swojej pracy. Taka jest prawda - dziesięć razy pomyślę, zanim poślę do tej szkoły swoje dzieci. Ale kto mi zagwarantuje, że w jakiejś innej nie trafią podobnie?Tak więc HS wydaje się kuszącą możliwością. Ale trzeba by tu wypełnić bardzo, bardzo wiele warunków: rodzice, którzy mają możliwości, siłę, wykształcenie i zdolności, aby swoje dzieci w ten sposób edukować. Więcej chętnych, bo - jak to już było pisane - ważne, aby rozwijając różne inne cechy naszych dzieci, nie zapomnieć też o ich "socjalizacji" (uuups, nie lubię tego słowa). Powszechnie dostępne zajęcia dodatkowe, w dodatku darmowe, bo inaczej rodzice prowadzący HS (z których jedno najprawdopodobniej nie pacuje), którzy musieliby płacić za wszelkie baseny, wuefy, języki i co tam jeszcze, szybko by zbankrutowali. Pozytywne nastawienie społeczeństwa do tej metody nauczania, żeby ktoś potem nie patrzył wrogo na nasze dzieci z tego powodu, że były uczone inaczej.A i tak HS pozostanie elitarnym sposobem kształcenia w dużej mierze - bo żeby stał się możliwy np. na wsi, to jeszcze i zamożność społeczeństwa musiałaby drastycznie wzrosnąć, i ogólna świadomość....Sądzę, że wbrew pozorom łatwiejsze od wprowadzenia HS byłoby zreformowanie "tradycyjnego " (hi hi, Bogusiu, masz rację, to śmieszne) szkolnictwa w tym kierunku, aby wreszcie dorosło do tego, czym być powinno. Po prostu dlatego, że do tego reformowania łatwiej byłoby przekonać tak władze, jak i obywateli. Zawsze - tak mi się wydaje - jakos lepiej udaje się modyfikowanie istniejących już struktur, niż rewolucyjne wprowadzanie czegoś nowego.A w dodatku żeby HS mógł funkcjonować tak jak byśmy chcieli - tzn. te wszystkie kółka zainteresowań, dodatkowe zajęcia i co tam jeszcze - to wygląda na to, że już wymagałoby to takich zmian w szkolnictwie tradycyjnym, że kto wie, może już błoby znacznie lepiej?Widzę tysiące, albo i jeszcze więcej, zagrożeń we współczesnym szkolnictwie tradycyjnym. Wprawdzie nie przemawia do mnie argument o tym, że te duże grupy jednowiekowe sa nienaturalne, ale cała reszta i jeszcze trochę - i owszem. Widzę też jednak zgrożenia w HS. Bo chociaż prowadzenie HS nie znaczy oczywiście, że wychowa się w ten sposób fundamentalistów i... juz nie pamiętam, jakich to odszczepieńców ;), ale niestety może to oznaczać ułatwienie dla kogoś, kto chce sobie takowych wychować. Zwłaszcza, że - jak sądzę - odgórna kontrola wobec tak kształconych dzieci dotyczyłaby ich wiedzy, a to ma się nijak do rozmaitej innej indoktrynacji, którą można w tym czasie dzieciakom serwować. Oczywiście, indoktrynować można i dzieci uczące się w tradycyjny sposób, ale wtedy jednak przynajmniej w szkole mają styczność z tzw. normalnym światem i ktoś może na przykład zwrócić uwagę na ich nietypowe zachowanie czy poglądy, czy w ogóle na cokolwiek. Jeśli tego zabraknie, to uczące się w izolacji dzieci wyrosną na to, co sobie z nich będą chcieli urobić nauczyciele - rodzice. Oczywiście, nie mam na myśli, że ta izolacja to jest warunek sine qua non HS (to do Bogusi :) ), ale niestety HS wydaje się ułatwiać taką izolację.Już sama nie wiem, co jeszcze myślałam na ten temat, ale jak sobie przypomnę, to dopiszę. Myślę jednak, ze w ogólnym rozrachunku warto walczyć i o poprawę tradycyjnych szkół, i o możliwość wprowadzenia HS. Zwłaszcza, że jak się mocno kpnie jedno, to może i drugie ruszy samo z siebie albo stanie się mniej potrzebne.Pozdrawiam serdecznie wszystkich jak leci :hello:Berek mama Żaby :bounce:, która ma jeszcze trochę czasu
      • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:24
        Jestem nauczycielem.Czytając i zastanawiając się nad temat szkolnictwa oraz system nauczania opartym na HS postanowiłam zadać pytanie moim uczniom.Ankieta była anonimowa ,wzięło w niej udział 94 uczniów Pytanie brzmiało :czy gdybyś miał możliwość uczenia się w domu skorzystałbyś z takiej szansy?na 94 oddane głosy 5 było "za"cytuję słowa gimnazjalistow :"też pomysł" "padłabym z nudów" "a co z koleżankami" "ale ja lubię szkołę" oraz"byłoby dobrze bo nie musiałbym się uczyć" "nie musiałabym wcześnie wstawać""chciałabym bo lubię spokój"uczę w państwowym gimnazjum gdzie pracują różni nauczyciele czytam te opinie o nauczycielach które bywają doprawdy przykre ale po tym co usłyszałam od dzieci dalej wierzę w szkołę i swoją pracę :jap:Gosiaaha żeby na mnie nie krzyczeć ;) dodam że akceptuję zdanie innych i nie napiszę do Min Edukacji z petycją o zakaz HS :):hello:
        • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:40
          Wiesz Tosiu? Gdybym ja wypełniał tą ankietę mając 14 lat, to też pewnie bym napisał, że NIE - wolę chodzić do szkoły. Ciekawe jednak jaki wynik miałby podobny test zrobiony wśród dzieci którzy uczą się w systemie Domowej Edukacji? Nie zdumiewa Cię jednak, że pięć osób by jednak wolało Domową Edukację? Moim zdaniem 5% to szokująco wysoki wynik. Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że nie uważam Domowej Edukacji za rzecz, która miałaby zastąpić szkołę. Te 5% chętnych być może w zupełności wystarczy nie tylko by zmienić "tradycyjną" szkołę, ale i cały ten kraj.
          • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:00
            KvM myślę że lubisz piękne słowa i głoszone idee bla bla 5 osób zmienia kraj sorry ale toż to bzdura ,dllaczego właśnie te 5 osób ma ten kraj zmienić a nie pozostałe 90 :what: bo uczą się w państwowej szkole która ma tak fatalnych nauczycieli :what: Stawiasz dzieci które uczą się w szkole na gorszej pozycji niż dzieci które ewentualnie uczyłyby się w domu :what: Nie zdumiewa cię że w takiej okropnej szkole ,uczeni przez tak fatalnych nauczycieli chcą do niej chodzić ?efekty nauczania można oceniać po latach ,w dorosłym życiu ja je oceniam ,ja i moi znajomi( a chodziliśmy do innej szkoły niż obecnie) i jestem zadowolona oIo napisała/ł:> Wiesz Tosiu? Gdybym ja wypełniał tą ankietę mając 14 lat, to też pewnie bym napisał, że NIE - wolę chodzić do szkoły. :crazy: :crazy: KvM a kto ma według ciebie wypełniać taką ankietę ?piętnastolatek czy jego mama wiedząca co dla niego lepsze?Nie jestem tylko nauczycielem ,jestem rownież mamą uczennicy i widzę zachwyt ,prawdziwy zachwyt w jej oczach kiedy pedzi do szkoły mam też znajomych którzy mają pociechy w domku ,uczone rysunków ,literek itd itd i nie mogą się doczekać kiedy pójdą do zerówkiczasami zastanawiam się czy te przekonania dorosłych mają służyć dzieciom czy wizjom rodzicow ,niezadowolonych z systemu i kraju który trzeba zmieniać Bałam się wyników tej ankiety ,zaskoczyła mnie ogromnie ,na plus a tłumaczenia tej 5 która po prostu woli dłużej w domu pospać albo mniej się uczyć ...hmmm jakoś nie widzę ich jako zmieniających świat Gosia,która dalej przyjmuje Hs :)jako opcję nauczania ale zupełnie nie jest do niej przekonana :):hello:
            • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:10
              Gosiu!Tak to jest z tym światem, że zmieniają go często jednostki. Na dobre i na złe. W dwudziestym wieku społeczeństwo w zdecydowanej większości było potulną masą, która szła za tymi jednostkami. Czasem to społeczeństwo mordowało lub pozwalało mordować miliony. Uważam że te 5% ludzi, którzy nie zostali w tradycyjnej szkole stłamszeni to olbrzymi potencjał do tego by poczynić wartościowe zmiany w świecie. Który wybacz, ale doskonały nie jest i zmian wymaga.Tak czy inaczej miło mi, że choć nie uważasz Domowej Edukacji za rzecz dobrą dla swojego dziecka to nie zabraniasz jej dla innych.
              • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:32
                KvM o jedno bym cie poprosiła jeśli można ;)Nie nazywaj dzieci(czy też ich nie porównuj ) do potulnej masy ,bo jak sobie wyobrażę taką jedną Kasię jako potulną masę to mnie coś trafia Ta właśnie Kasia jest super osobą ,działa w samorządzie szkolnym i ma tysiąc pomysłów na minutę (które o dziwo może w szkole realizować) ;) dlatego proszę pozostaw szarym uczniom rowież prawo do zmieniania świata ,nie tylko wybitne jednostki ten świat zmieniają drogi KvMi to mordowanie :ouch: kvM chyba znasz lepsze porównania co ?Gosia ,która uważa że każdy system ma swoje wady i zalety nieprawdaż ?:hello:
        • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 11:54
          Gosiu,szczerze Ci powiem,ze ta ankieta nic mi nie mowi.;)Popatrz jakie juz sie wylania wyobrazenie o HS. Tak, wyobrazenie wlasnie a nie rzeczywistosc. te dzieciaki najzwyczajniej nie widzialy i nie znaja nikogo,kto by szedl tymtokiem . Nie maja pojecia na czym to polega. Stad ich obawy: koledzy, nuda....bzdura wierutna.A wstawanie rano i uczenie sie? No i maja swieta racje. No bo niby czemu wstawac akurat o 7mej gdy sie jest np sowa a nie skowronkiem.:lol:No i uczenie sie.....czy przypadkiem nie o zakuwanie im chodzi? ;)Czytalam wlasnie wypowiedz jednej mamy uczacej w domu. Stwierdzila,ze najlepsza (i niezastapiona)metoda w nauczaniu jest fascynacja tematem.Jej zdaniem nie ma efektywniejszej. A jak? Prosze ,sama zobacz.http://www.geocities.com/Heartland/Lake/3262/he_days/Gayle.htmDodam,ze takich przykladow moge Ci przytoczyc mnostwo. Nauka nastolatka tak naprawde wcale sie nie rozni od `nauki` niemowlaka-poznawanie swiata motywowane naturalna ciekawoscia.Tyle ze to trzeba od poczatku i bez zaburzen rozwijac. Przypuszczam,ze Twoi uczniowie gdzies juz te zdolnosc po drodze zgubili i nie wyobrazaja sobie innej mozliwosci.No i wlasnie:czy uwazasz,ze szkola w takim razie wyrabia w nich motywacje do nauki(i nie mowie tu o tej zwanej przymusem)?Skoro gdyby tylko mogli (co niektorzy przynajmniej ) to by sie nie uczyli.Zapytaj ich czy z wlasnej i nieprzymuszonej woli i w czasie wakacji zakuwaja regulki czy raczej wola inny rodzaj nauki.Owszem, ucza sie bo musza ale ilu sposrod nich CHCE?Pewnie kilku z kazdegop przedmiotu i to nie koniecznie wg podrecznika.;)I kolejne pytanie: czy w dalszym zyciu tez beda mieli takie podejscie? Pracuja bo MUSZA, sa rodzicami bo `tak trzeba`.No nie. Tu zawsze mozna zwiac .;)Tak wiem, troche przekoloryzowane te moje przyklady ale spojrz ilu ludzi robi w swoim zyciu to co naprawde lubi? Dla ilu praca staje sie ich pasja a ilu sposrod nich dokonalo wyborow pod naciskiem (obojetnie jakim)?To tak jak z instrumentami w szkole muzycznej. Zauwaz ze lwia czesc dzieci gra na fortepianie, skrzypcach,flecie ew gitarze. A co z innymi instrumentami? Rzadkosc raczej.Czesto nawet ich sie nie bierze pod uwage.
          • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:19
            Bogusiu przeprowadziłam tę ankietę aby dowiedzieć się czy szkoła jest rzeczywiście postrzegana jako coś strasznego i tu efekt wiele mi mówi :)Oczywicie że uczniowie nie mają większego pojęcia o nauce w domu ,ale nie o to chodziło mi w tej ankiecie.Również zgadzam się że najlepszą metodą jest fascunacja tematem ,rewelacja tylko nie można fascynować się wszystkimja naten przykład jest kompletny tuman matematyczny :) ale musiałam opanować choć podstawy coby policzyć pieniążki np :)W mojej szkole nikt nie wymaga zaangażowania w każdy przedmiot ,bardzo cenię uczniów mających dwie powiedzmy 6 ,widzę ze mają jakieś zainteresowania Nie zgodzę się że uczą się bo muszą ,tutaj absolutnie nie znasz Bogusiu młodzieży słyszę bardzo mądre i rozsądne wypowiedzi uczą się bo chcą (brzmi może ja z filmu FS ale tak jest,uczą sie bo rodzice bez wyksztalcenia nie maja pracy ,jezdza w czasie wakacji na kursy jezykowe robia to bo musza pewnie ,ale taki jest swiat -nie zawsze mozna robic to na co ma sie ochote to czym sie interesujemyi tu widze ze szkola jednak lepiej przygotowuje do zycia we wspólczesnym swiecie Gosia ,przygotowujaca wlasnie materialy dla swoich uczniow:hello:
            • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:39
              Gosiu,zgadza sie. Nie da sie wszystkim pasjonowac,ale prawda jest taka,ze nauka(i o tym juz wspomnialam) robi sie bardziej pasjonujaca jesli nie dobywa sie z ksiazka w reku a w samym srodku zycia. wtedy nawet to liczenie pieniazkow staje sie do zniesienia zamiast bys abstrakcja. dzielisz kabluszko na czastki i juz masz ulamki.Nawet 3latek potrafi pojac i strawic takie techniki.I jakie ciekawe.I smaczne na dodatek.:lol:To wlasnie mi po glowie chodzi. I nie tylko po glowie.Aby zobaczyc jak listek wyglada nie musisz isc do szkoly i gladac go w ksiazce. Jaka pogoda? Wyjdz i sama zobacz? Zrob barometr z butelki i sprawdz jak to dziala.I wcale nie musisz pozniej zostac meteorologiem. I prawda ze ciekawsze?Gosia1 juz mowila o pracy policjantow i kogo tam jeszcze. Ale po co isc i popatrzec? Lepiej w ksiazeczce obrazki poogladac.A ja wybiore sie wlasnie z dziecmi na komende-niech sobie popatrza,popytaja,podotykaja. A jaka socjalizacja przy tym bedzie .:lol:I nie tylko na komende.;)Chcesz porobic obserwacje astronomiczne? Wszkole sie nie da bo gwiazdy noca swieca. Kupilismy teleskop za 2 funty to se poogladam kiedy nam sie podoba i tak dlugo jak chcemy.Ja wierze Gosiu,ze liceum w ktorym uczysz jest dobre i dzieciaki naprawde je lubia. Wierze,ze sa takie miejsca. Prywatne czy publiczne.Ale sa tez dzieciaki,ktore wymiotuja na sama mysl o szkole, maja fobie szkoly i nawet bo zabraniu z niej dlugo siebie ze soba nie radza i potrzebuja czasu byc choc troche zapomniec.Tak wiem- skrajny przyklad,ale czego? Szufladkowania, braku osobistego zainteresowania,wyjsciem naprzeciw indywidualnym potrzebom itp itd.Dwie strony medalu. Ilez razy mam podkreslac,ze hedno drugiemu nie zagraza. jesli sa dobre szkoly to chwala im i z pewnoscia nie musza sie martwic o swoja przyszlosc. Zawsze beda potrzebne i napewno rodzice je wybiora dla swych pociech (lub same pociechy).Spoko. HS nie jest dla kazdego jak to mowi dyplomatycznie moja znajoma.;) Ale to samo odnosi sie do szkoly-jako takiej przynajmniej czyli szkoly jaka jest ogolnie.I ustosunkowujac sie do powyzszej wypowiedzi...tak,rodzice decyduja o wyslaniu dziecka do szkoly czemu wiec nie mieliby decydowac o HS?Przeciez to tez decyzja za dziecko.
              • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja-Gosia do Bogusi:) IP: *.* 07.09.02, 12:52
                huraaaaaaaaaaa ! Nareszcie :) Zgadzamy się Bogusiu ,doprawdy zgadzamy tylko ty drogę edukacji widzisz w domu a ja w szkole :)Moja córcia w zerówce jeździła na komendę :crazy: aż mi się buzia uśmiechnęła jak to przeczytałam w twoim poście Ja zabieram dzieciaki na zamek (coby atmosferę stworzyć) żeby po angielsku pogadać o królu Arturze dlatego uważam że te metody nauczania można stosować wszędzie w domu i szkolemoże właśnie drogą jest podejście poszczególych ludzi i wtedy każde dziecko znajdzie swoje miejsce wszak dzieci to bardzo indywidualny materiał i jedno wyraśnie na geniusza w domku inne w szkole i to jest piękneGosia ,która nadal nie zabrania HS ;) ba wręcz cieszy się z podobieństw :):bounce:
                • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-Gosia do Bogusi:) IP: *.* 07.09.02, 13:17
                  Noooooooo, to cos nam sie juz z tej dyskusji wylania.:)Jak ja zobaczylam te moje literowki w poprzednim poscie.:crazy:Problem tylko w tym ze szkol co sie zowie jest m a l oJesli juz sa to rodzice zapisuja do nich pociechy przed urodzeniem i nie ma mowy o przeprowadzce bo miejsce sie traci bezpowrotnie.A to juz jest groteskowa sytuacja.Dlatego zdrowa `konkurencja` moim zdaniem jest dobra a dla rodzicow i dla samych dzieci przede wszystkim alternatywa musi istniec.Inaczej mozna zwariowac. Tak jak ja zwariowalabym majac tylko jedno wyjscie:`niech sie pali i sie wali to ja musze dopelnic edukacji dziecka w domu` tak rodzic ktory trafia na zla szkole/nie widzi takowej moze dostac fizia nie majac alternatywy.Kiedy Matt przychodzi z pracy w wisielczym humorze wystarczy ,ze powiem: OK,nie ma sprawy. Od jutra ja ide do pracy a Ty juz nie musisz.Wszystko jedno gdzie. Tak sie sklada,ze wokol pelno sadow wiec zawsze mozna znalezc prace przy zbiorze owocow/sortowaniu jablek itd.:lol:On wie,ze to mozliwe,ze ma wyjscie jakby co i...juz chlopakowi lepiej .:)Podciaga porcieta i inaczej spoglada na wszystko.:lol:Mysle,ze o o to rowniez chodzi. O komfort psychiczny. Ew mozliwosc dokonania wyboru.Ja akurat mam mala alternatywe ale jakas tam mam.Skoro nie znalazlam szkoly co sie zowie to sama ja tworze i uwazam,ze sa sposoby na zapelnienie wszystkich ew luk.Trzeba tylko chciec.Bo owszem, ta droga moze prowadzic do izolacji ale w tym rzecz by nie prowadzila wlasnie i tu pole do popisu dla wyobrazni.Przyklad komendy to jeden ze sposobow.;)Pozdr.:hello:
                • Gość: Aari Re: Edukacja/HS - kontynuacja-Gosia do Bogusi:) IP: *.* 09.09.02, 22:30
                  Gosia_mOli i Ady napisała/ł:> huraaaaaaaaaaa ! > Nareszcie :) Zgadzamy się Bogusiu ,doprawdy zgadzamy tylko ty drogę edukacji widzisz w domu a ja w szkole :)> Moja córcia w zerówce jeździła na komendę :crazy: aż mi się buzia uśmiechnęła jak to przeczytałam w twoim poście > > Ja zabieram dzieciaki na zamek (coby atmosferę stworzyć) żeby po angielsku pogadać o królu Arturze > > dlatego uważam że te metody nauczania można stosować wszędzie w domu i szkole> I nareszcie ktoś napisła to co ja myślę od dawna .. Nie chiałam się w tym watku udzielać bo mnie jakby nie dotyczy ...ale czytałam czytałam czytałam i właśnie tak samo jak Gosia sądzę, że nalezy dobrać odpowiedni sposób nauczania w zależności od dziecka. Szkoła nie musi być nudna, nauczyciele nie muszą być dennie ..a z drugiej strony nauka w domu nie musi być odizolowaniem od grupy i poznawania szarej rzeczywistości ... heh .... Do takich oto doszłam wnisków czytając tę dyskusję ...pozdrawiamwioletaps. Ja jednak nadal nie odważyłabym się podjąć DE. Ale jak ktoś chce to czemu nie ??....
          • Gość: SylwiaKarolina Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 18:09
            Bogusiu, z uwagą śledzę cały wątek, choć nie biorę udziału w dyskusji, głównie dlatego, że nie widzę potrzeby powtarzać tego samego po Gosi i Hermionie, (dziewczyny, podpisuję się obiema rękami i czym się da pod każdym z Waszych postów). Ale użyłaś argumentu z dziedziny bardzo mi bliskiej i tak się składa, że uważam, że się grubo mylisz w tym, co piszesz.To nie jest tak, że dzieci wybierają tylko fortepian, skrzypce i gitarę, a reszta instrumentów się nie liczy. Wszystko zależy od wieku, w jakim rozpoczyna się naukę gry na instrumencie. Jest fizyczną niemożliwością, żeby 6-7 latek grał na puzonie. Ale jeśli ten sam 6-7 latek, uzdolniony muzycznie rozpocznie naukę gry na fortepianie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by po paru latach zmienił instrument i kontynuował muzyczną edukację na czymś mniej przyziemnym ;) od fortepianu.Rzeczywiście w podstawowych szkołach muzycznych dzieci, zwłaszcza małe zaczynają od fortepianu, skrzypiec, gitary i wiolonczeli, ,ewentualnie akordeonu. Spowodowane jest to wielkością ręki i możliwością dostosowania rozmiaru instrumentu do wzrostu dziecka. O ile istnieją skrzypce i wiolonczele w rozmiarach 1/8,1/4,1/2, akordeony 40- i 60- basowe, czy flety szkolne, o tyle nikt jeszcze nie wymyślił minituby, minifagotu czy minipuzonu. Oprócz tego nauka gry na instrumencie dętym jest w wieku 6-7 lat raczej niewskazana ze względów zdrowotnych.Te same dzieci, idące po skończeniu muzycznej podstawówki do średniej szkoły muzycznej, bardzo często same chętnie zmieniają instrument na bardziej je interesujący.Dobre podstawy gry na popularnym instrumencie nie odbierają możliwości wyboru. Wręcz przeciwnie otwierają dalsze możliwości. Zapewniam Cię, że wielu moich kolegów po paru latach edukacji bardzo świadomie wybierało mało popularne instrumenty, a początki na fortepianie czy skrzypcach niczym w tym nie przeszkadzały.SylwiaP.S. Ja wiem, że to poza tematem dyskusji, ale ten argument z instrumentami był raczej nie trafiony i nijak się miał do tego, co napisałaś nad nim.
            • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 20:04
              A widzisz Sylwio, jednak moje przeczucia sie sprawdzily.;) Juz po wyslaniu uswiadomilam sobie,ze moze wyjsc z tego nieporozumienie ale nie mialam czasu akurat by to dodatkowo wyjasnic. Tak wiem,ze w Polsce jest zasada zaczynania wlasnie od fortepianu. I zaczynania dosc wczesnie o ile sie nie myle. Jednak ja swoje `szybkie konkluzje` opieram na doswiadczeniach meza,ktory co prawda wczesnie nie zaczynal ale i tak zaproponowano mu `radosny kwartet`.;) Bo innego wyboru nie mial. Natomiast pare lat temu trafilismy na ciekawa ksiazke zw z ta tematyka(a nie zwiazana z HS)A.Ben-Tovim & Duglas Boyd`The right Instrument for your Child`Autorzy przede wszystkim zachecaja do rozpoczecia nauki w wieku minimum 8 lat i to nie koniecznie od fortepianu wlasnie a od dowolnego instrumentu,ktory odpowiada charakterem osobowosci i cechom fizycznym dziecka.Ja zdaje sobie sprawe,ze nie puzon w tym wieku ale czemu nie trabka np?.Chocby na poczatek.A klarnet, perkusja,harfa(celtycka pozwala `wystartowac` dosc `wczesnie`). Poza tym kazdy z instrumentow i kazde z dzieci traktowane jest przez autorow bardzo indywidualnie. Nie ma np granicy wiekowej z zalozeniem,ze np instrumenty dete:`dead line` od tego i tego wieku. Wszystko uzaleznione jest od indywidualnych cech dziecka (stan zdrowia,budowa ciala,ust,plus temperament itd)Kolejne zalozenie to fakt,iz rodzic zna najlepiej wlasne dziecko i najbardziej jest w stanie mu pomoc w dokonaniu tego wyboru Ben-Tovim/Boyd system sklada sie z kilku faz,o ktorych nie bede pisala bo przypuszczam,ze jestes z nimi na ty .:)Szczegolnie podoba mi sie w tym druga faza czyli test gotowosciOczywiscie autorzy zakladaja,ze po pewnym czasie(rowniez z uwagi na zmieniajace sie cechy i predyspozycje fizyczne) moze nastapic wejscie w faze `drugiego instrumentu` czyli np trabka zastapiona puzonem.Pozdrawiam serdecznie i dziekuje.B
        • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:29
          Aaa, to już wiem, o czym zapomniałam napisać. Według mnie, wyniki takiej ankiety czy innej formy po prostu zapytania dzieci o HS nie mają znaczenia. po prostu dlatego, że te dzieci nic o HS nie wiedzą. Co więcej, nie miały zapewne czasu, żeby głebiej się zastanowić i albo czegoś dowiedzieć, albo przynajmniej wyobrazić sobie, jak to by mogło wyglądać. Aby zrobić taką ankietę, trzeba by najpierw jakoś te dzieci "uświadomić". Bo w końcu HS to nie jest po prostu "uczenie się w domu", co zapewne większości uczniów, zwłaszcza piętnastolatków, kojarzy się z siedzeniem nad podręcznikiem i wkuwaniem.Podejrzewam zresztą, że podobnie większość protestujących rodziców (nie mam tu na mysli tych, którzy się wypowiadają na forum, tylko hipotetyczny "ogół") protestowałaby z powodu niewiedzy.A co do wyników ankiety jeszcze - a gdybyś tę ankietę przeprowadziła wśród np. siedmiolatków, które tydzień temu po raz pierwszy przyszły do szkoły? Jakie byłyby wyniki? podejrzewam, że mogłyby być odwrotne, i że w dodatku tez nic by z nich nie wynikało.Myślałam o tym już wcześniej, bo mi się też nasunęło, że przecież można zapytać dzieci... a potem doszłam do wniosku, że to nie takie proste.
          • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 12:39
            Powtarzam ankieta nie miała na celu sprawdzenia preferencji uczniów (szkoła czy konkretny system HS),w obliczu negatywnych wypowiedzi na temat szkoły chciałam sprawdzić czy gdyby mogli zabraliby nogi za pas :)Gosia :hello:
        • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - do Tosiaa-prywata IP: *.* 08.09.02, 11:11
          Gosiu, czy mozesz mi zdradzic do jakiej szkoly uczeszcza Twoja corcia? Nie wiem czy dobrze mi sie wydaje,ze jestes z Olsztyna. Mam tam znajomych,ktorzy rozgladaja sie za szkola dla synka.buziaki.b
          • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - do Tosiaa-prywata IP: *.* 08.09.02, 14:02
            Bogusiu zgadza się jestem z Olsztyna ,moja Ola chodzi do szkoły podstawowej nr 32 ul Wiecherta osiedle Jaroty :)mała szkoła ,klasy 1 - 3 Gosia :hello:
            • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - do Tosiaa-prywata IP: *.* 08.09.02, 14:11
              Dzieki wielkie Gosiu.Cmok cmokB.:)
    • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 12:43
      Mam ochotę walić głową w ścianę, bić się po twarzy jak nie przymierzając Arab i rwać sobie włosy z głowy.1. Krzysiu (piszę tak ostatkiem sił) - czy ja gdzieś napisałam, że chcę, aby HS było ZABRONIONE?????? Cisną mi się na usta takie słowa, że uszy by Ci płonęły jak pochodnie. Gdzie to widziałeś w którymkolwiek moim poscie????? Wy "nie zabraniacie mi uczyć mojego dziecka w szkole" - a czy ja napisałam, że zabraniam Wam uczyć dzieci w domu?????2. Bogusiu - pisząc w moim poscie, który cytujesz - o sekciarzach i satanistach powtórzyłam tylko to, co napisała chwilę przedtem Bea (chyba). O fundamentalistach pisałam, bo owi ludzie sami się tak określali - Christian Fundamentalists. Jeśli nie czytasz uważnie postów, na temat których się wypowiadasz, to hm... jaką wartość ma wtedy Twoja wypowiedź?Do wszystkich (oprócz Bogusi, bo ona nie należy do społeczeństwa polskiego) odsądzających mnie od czci i wiary - narzekacie na upadające, nietolerancyjne społeczeństwo, plujące na "innych", na tych, co chcą iść pod prąd. A co Wy sobą reprezentujecie w chwili, kiedy ktoś pisze coś nie po Waszej myśli? Wy też należycie do tego społeczeństwa, tylko swoją nietolerancję i zacietrzewienie wykorzystujecie dla Waszej tym razem sprawy. Ale ewentualna reakcja władz, sąsiadów czy innych ludzi nie pochwalających Waszego postępowania to już będzie nietolerancja do kwadratu, bo skierowana przeciw Wam. Nie jesteście ani trochę lepsi od tych, przeciw którym chcecie się "burzyć".Nie mam zamaru udowadniać, "że nie jestem wielbłądem". Nie uważam się za osobę "opiniotwórczą" na tym forum, więc nie wiem, skąd tyle zamieszania spowodowanego właśnie moimi wypowiedziami. Może jednak lepiej zostać przy "Karmieniu piersią"?.... Bo tu ostatnio co "otworzę usta" to jest zamieszanie.Przepraszam, więcej nie będę.Monika
      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 12:48
        aaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!cryHermiona, teraz to juz totalny kociol,ale Ok, Daje spokoj.Let it stew .;)
      • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 12:56
        Hermiona. Myślę, że niepotrzebnie się zacietrzewiasz.Pewne nieporozumienia zostały już chyba wyjaśnione?A co do mnie. Wybacz tak zrozumiałem Twoje zdanie ( i chyba nie tylko ja...) . Tosia, która także ma inne zdanie dała wyraziła jasna to, że nie ma nic przeciwko aby ktoś uczył swoje dzieci w tym systemie. Twoje wypowiedzi sprawiają wrażenie, że nie tylko sama byś tak nie zrobiła to jeszcze uważasz, że jest to złe (i jak rozumiem nie powinno być dozwolone). Jeśli Twoje zdanie jest jednak inne to wyjaśniej je. Zadałem Ci mnóstwo konkretnych pytań - dlaczego na nie nie odpowiesz, lub nie wyprostujesz mojego mylnego wrażenia na temat Twoich poglądów?>Ale ewentualna reakcja władz, sąsiadów czy innych ludzi nie pochwalających Waszego postępowania to już będzie nietolerancja do kwadratu, bo skierowana przeciw WamNo właśnie. Wszystko zależy od tego co to za reakcja. Jeśli to będzie odbieranie praw rodzicielskich, wsadzanie do więzienia, obrzucanie wyzwiskami, to trudno uznać to za przejsaw tolerancji... wybacz. Tolerancyjna reakcja władz polegałaby na zakupieniu dodatkowych pomocy naukowych za zaoszczędzone pieniądze. A sąsiedzi, to niby co mieliby robić? Bo nie rozumiem co poza negatywną reakcją opisaną wyżej moi sąsiedzi mają do sposobu w jaki zdobywają wiedzę moje dzieci. Fakt, że mieszają się do tego czy przyjmujemy księdza i ochrzciliśmy dziecko jest wystarczającym przejawem nietolerancji.Napisz proszę kto Cię i w jakich słowach od czci i wiary odsądzał? Przemyśl proszę całą tą sprawę na chłodno.
        • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 13:08
          KvM, wybacz, ale nie mam czasu teraz odpowiadać na Twoje pytania, bo gotuję obiad. Przeczytaj jeszcze raz moje posty i zauważ, że w kilku miejscach wyraźnie piszę o tym, że nie występuję przeciw HS, ale uważam, że do poprawy szkolnictwa można dążyć również na inne sposoby, bo jest to łatwiejsze i z pożytkiem dla większej ilości osób. Znajdź zdanie, w którym piszę "moim zdaniem HS powinno być zabronione", a będę leżała krzyżem przed komputerem. Jeśli masz ochotę walczyć o HS, Twoja sprawa, już pisałam, że przecież nie będę słała protestów do Sejmu. Jeśli będziecie - Ty i Twoje córki zadowoleni z takiej formy edukacji - będę się cieszyć.Tyle na razie.Monika
          • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 13:11
            No i sprawa jasna. Czekam zatem po obiedzie na Twoje odpowiedzi. Sam też się biorę do roboty. ;-)Pozdrówka.
        • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do KvM IP: *.* 07.09.02, 14:04
          KvM, zastanawiałam się przez chwilę, jakie to pytania mi zadałeś, na które Ci nie odpowiedziałam. Rozwinęłam sobie ten wątek i co widzę? Zadajesz kilka pytań osobom PRZECIWNYM Domowej Edukacji. Ponieważ nie zaliczam się do nich, nie czuję się wywołana do odpowiedzi.Kwintesencję tego, co myślę, bardzo zgrabnie ujęła w swoim poscie kn, więc proszę, przeczytaj go uważnie. Ja sama nie mam siły w kółko pisać tego samego. Jeśli masz dla mnie jeszcze jakieś pytania, to zadaj je w jednym poscie, a ja postaram się na nie odpowiedzieć. Tylko błagam, nie pytaj mnie znów, dlaczego "chcę zabronić HS", bo "coś" mnie trafi tak skutecznie, że długo się nie usłyszymy.:hello: Monika
      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 22:59
        Hermiono a ja jeszcze `dokola Wojciechu` bede.Owszem, nie mowisz aby bylo zabronione ale stwierdzasz,ze (i tu moja interpretacja, ale, jesli trzeba to posluze sie cytatami)nalezy raczej zrezygnowac z walki o to by bylo niezabronione (bo obecnie JEST ZABRONIONE) i przylaczyc sie do innej walki-o lepsza szkole. Natomiast z mojego punktu widzenia ta walka o lepsza szkole sprowadza sie do:*walki o lepszych nauczycieli(szeroki temat)*zmiany sytuacji w szkolnictwie i nie tylko -w tym programy, mniejsze klasy, mniej zapracowani rodzice ale rowniez i przede wszystkim*walki o lepszych rodzicow-tak tak-bardziej zaangazowanych i to nie tylko od KvM ` a w tym momencie zalezy(jesli juz to punkt wyzej ma tu cos do rzeczy)*walki o `lepszego` ucznia czyli takiego ,ktoremu tez bedzie sie CHCIALO. Moim zdaniem punkt czwarty w duzym stopniu wynika z trzeciego bo niedaleko pada jablko od jabloni(o ile ta jablon ma inne wyjscie.;)-patrz punkt drugi).Czyz TO nie jest walka z wiatrakami?Coz, moze polscy rodzice sobie z tym poradza. Ja tutaj widze,ze radza sobie....coraz mniej(mowie o uk).Matt tez mial ambitny plan pracy w szkole,ale `zdezerterowal` zanim go wprowadzil w zycie z czego sie ciesze (i niech bedzie ze egoistycznie). W sytuacji gdy popada sie w kolejna skrajnosc i oskarzenie ucznia (prawdziwe czy tez bezpodstawne) moze Cie zaprowadzic do wiezienia...dla mnie to jest wlasnie ta donkichoteria. Ja nie jestem w stanie zmienic milionow rodzicow(bo w tym kraju akurat rodzice zawalaja sprawe) i brac odpowiedzialnosci za ich podejscie do rzeczy i ich dzieci. Moze polityka prorodzinna cos zmieni-raczej watpie-patrz wyzej. Moze prawo o zmniejszeniu godzin pracy-czyli przymusowe odejscie od pracoholizmu. Ale jesli ktos nie chce zainteresowac sie wlasnym dzieckiem to coz go moze zmusic?
        • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 09:37
          Bogusiu, w pewnym sensie tak. Znając polskie realia, chaos i potrzebę poprawienia tak naprawdę każdej dziedziny życia publicznego sądzę, że mniejszym "wiatrakiem" będzie poprawianie szkolnictwa - i przez reformowanie tego państwowego, i przez ułatwienia dla szkół prywatnych/społecznych, niż walka o zupełnie nową formę, czyli nauczanie domowe (wiem, że niby forma nie taka nowa, ale ktoś mógłby równie dobrze powiedzieć, że po co nam elektryczność, skoro przez tysiące lat ludzie dawali sobie radę bez niej, a za to przy kaganku, świeczce czy pochodni ;) )Wprowadziłoby to takie zamieszanie, że wiele osób straciłoby pewnie ochotę na takie eksperymenty.Poza tym, jak już ktoś napisał, rodzice chcący nauczać swoje dzieci w domu musieliby w jakiś sposób być oceniani - i wybacz, ale porównanie do "egzaminowania" z rodzicielstwa jest chybione, bo zwykle rodzice/ matki (głównie) potrafią kierować się instynktem rodzicielskim/macierzyńskim - wydaje mi się, że do nauczania kogokolwiek potrzebne są jeszcze inne predyspozycje - "kultura osobista", duża wiedza - bo nie może być tak, że mama nie wie z danej dziedziny o wiele więcej niż dziecko. Przeczytaj, co niektórzy rodzice piszą na temat trudności materiału - czasem trzeba się mocno zastanowić nad tym, "co autor miał na myśli", żeby pomóc dziecku w rozwiązaniu zadania. Oczywiście, można powiedzieć, że nie należy korzystać z podręczników (jakichkolwiek), a zadania czy problemy do rozwiązania wymyślać samemu. Tak, ale czy każdy z nas jest metodykiem? Jest internet, owszem - tylko co z niego wybrać - tak "na oślep?" Zanim pojawiłyby się opracowania dla rodziców chcących uczyć dzieci w domu, oni sami "dorobiliby się" pewnie wnuków.... Można korzystać z doświadczeń innych krajów - tak, ale mimo wszystko to "minimum programowe" w Polsce różni się przypuszczalnie od tego w Wielkiej Brytanii. Jeśli już o nim mówimy - pisano tu,że przecież z tej wielkiej ilości materiału, który muszą opanować nasze dzieci, można zrobić minimum z przedmiotów mniej interesujących, a za to więcej gdzie indziej. A skąd wiemy, czy przypadkiem w szkole nie przerabiają właśnie tego minimum? I że, jeśli dziecko ma potem zdawać jakieś egzaminy sprawdzające poziom wiedzy, będzie trzeba nauczyć je tego wszystkiego, czy będzie się nam to wydawało nudne, trudne, bezsensowne czy nie.Bogusiu, ja nie jestem PRZECIW HS; ja tylko uważam, że łatwo takie "rewolucje" robić w kraju, gdzie "podstawy" prawa są mocne, stabilne i wiadomo, że przez następnych 20 lat specjalnie się nie zmienią - wtedy jest miejsce dla różnych "alternatyw". W Polsce, gdzie po każdych wyborach zmienia się pomysły na edukację, służbę zdrowia i co Ci przyjdzie na myśl....dokładanie czegoś jeszcze jest bardzo karkołomnym przedsięwzięciem. Nie mówiąc o tym, że przy odrobinie "szczęścia" każdy kolejny skład Sejmu mógłby mieć inne spojrzenie na Domową Edukację...Poza tym dlatego uważam, że bardziej pożyteczne byłoby reformowanie szkolnictwa publicznego, ponieważ pozwala mieć to odrobinę nadziei na poprawę poziomu wykształcenia całego społeczeństwa (co, jeśli dowiesz się, ile procent ludności Polski skończyło studia, nie jest bez znaczenia)...Bo co z tego, że dzieci "elity", która ma czas i pieniądze (i chęci, i wiedzę...)będą wspaniale wykształcone, świadome swoich możliwości, zaradne itp. itd., skoro cała reszta będzie ... delikatnie mówiąc mniej niż mierna.... W pewnym momencie się spotkają i co z tego wyniknie? Żeby było jasne "raz a dobrze" - nie uważam HS za coś złego (chociaż z pewnością ma również i wady, tak jak wszystko na tym świecie), jeśli gdzieś istnieje taka forma nauki, dzieci są z tego zadowolone - bardzo się cieszę. Ale potrzeba do tego stabilności prawa, programów nauczania i życia publicznego w ogóle. W Anglii dziecko wie, że po skończeniu szkoły czeka je taki czy inny egzamin sprawdzający - tego samego rodzaju, jaki zdawał jego tata czy starszy brat. Wie, co je czeka na wszystkich "stopniach kariery szkolnej". U nas siostra idzie do innej szkoły niż jej o 2 lata starszy brat, z zupełnie innym programem nauczania, innymi egzaminami, inną maturą.... A zanim do tej matury dotrze, po drodze może przeżyć jeszcze kilka innych "innowacji". Myślę, że to samo czekałoby u nas Edukację Domową.:hello: Monika
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 11:03
            Moniko, wlasnie to rozchybotane prawo daje mi duzo do myslenia i trudno mi w tym momencie wyobrazic sobie jak w Polsce da sie przez to `przeskoczyc.Naprawde ogarnia mnie taka beznadzieja gdy o tym wszystkim pomysle.Moze to ta jesienna pogoda za oknem.:cry:W tym momencie nie jestem w stanie entuzjastycznie odpowiedziec na Twoje uwagi, bo choc polska sytuacja znana mi jest tylko na odleglosc w tej chwili, to czarno sie rysuje w moich wyobrazeniach.Z drugiej strony jeszcze wylazi jedna rzecz-a mianowicie prawo wszystkiego nie zalatwi bo, jak sadze, ogromna bariere (i to nie tylko w temacie HS ale przede wszystkim w podejsciu do szkoly)stanowi mentalnosc ludzi.Dlatego jeszcze czarniej widze wszelkie zmiany na lepsze w tym kierunku. Wiem,ze Polacy to waleczny narod.;)-Lach -sarmata,na kon i do boju, ale....no wlasnie....W Uk pomimo tego stabilnego prawa sytuacja w szkolnictwie zmienia sie... wylacznie na gorsze.Glosno o tym w mediach a i widac na pierwszy rzut oka. Dlaczego? Bo spoleczenstwo robi sie coraz bardziej rozlazle. Niewielu jest rodzicow naprawde zainteresowanych tym co dziecko robi w szkole.Najczesciej i coraz czesciej podejscie jest takie: wrzucic dziecko jak najszybciej do szkoly, 16-17 lat i za burte bo my tez chcemy miec cos od zycia.Ulubione hobby to...zakupy. Zainteresowania? Jakie zainteresowania? Ogladanie telewizji, gry komputerowe...Opera? Teatr? Zapomnij.Szukam wciaz i nieustannie czegos takiego jak teatr lalek. A gdziez tam. Przedstawienia dla dzieci? HmmmmmmNie mowiac juz o koncertach. O przepraszam. Bywaja, w parku czasem- orkiestra deta Salvation Army.Sami trzesacy sie staruszkowie.Tak wiec obserwujac jak Polska wchlania bez filtra to co zachodnie.....no ale to moze ta pogoda jednak.;)Sorki,ze tak marudze i to w dodatku nie na temat.Chyba dzis ja mam porabany dzien .
            • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 12:23
              Bogusiu, wiesz, do mnie ten sarmata na koniu z szabelką raczej nie przemawia.;) Ja jestem z Wielkopolski i bliższa jest mi "najdłuższa wojna nowoczesnej Europy" niż rewolucja na "hurra".;)A mentalność ludzi, ich nastawienie do edukacji - I believe, zmieni reforma szkolnictwa publicznego, bo HS zawsze pozostanie dla wybranych. Oczywiście, dobrze jest mieć wybór, ale mentalność wtedy i tak pozostanie ta sama... Monika
              • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 13:00
                Moniko, nie wiem czy sie jasno wyslowilam ale ja ,mowiac o zmianie mentalnosci mialam na mysli przede wszystkim mentalnosc spoleczenstwa w konfrontacji ze szkola- a mianowicie uczenie sie dla ocen np czy ,inny biegun-olewanie. Tak niestety bylo w moim super dobrym liceum. Na studiach do pewnego stopnia rowniez, choc wtedy juz tylko do pewnego stopnia jako,ze ludzie w tym wieku sa bardzo/dziej swiadomi tego,czego od zycia oczekuja.Mialam bardzo niemila sytuacje gdy to moja serdeczna kolezanka z lawki obrazila sie na mnie smiertelnie poniewaz dostalam piec z probnej matury z polaka i na dodatek smialam sie `trzasc` w czasie rozdawania prac (kobieta oddawala prace od najlepszej do najgorszej a moja zostawila na koniec-byla tak nieobliczalna,ze trudno bylo przewidziec czy jej sie spodoba czy nie. Na tyle nieobliczalna,ze jedna z uczennic popelnila samobojstwo z jej powodu.:( )Ta wlasnie kolezanka, co ciekawe, wybierala sie do studium polozniczego wiec,pomijajac juz inne aspekty, naprawde jezyk polski nie byl dla niej Numero uno.Widzisz, nie chce tu uogolniac,ale taka byla rzeczywistosc/mentalnosc wiekszosci osob.Liczylo sie to,kto ma lepsza srednia a nie to czy mu sie ta wiedza kiedys przyda.Ja przez cala podstawowke jechalam rowno ze srednia 5.0 na polrocze i koniec roku.Wpadlam w jakas idiotyczna fobie,ze nie moge zejsc nizej tego poziomu.Moj kuzyn z kolei chcial miec 100%wa frekwencje(tak to sie pisze?) Chocby byl nie wiem jak zasmarkany, krew kapala z nosa a on kazal sie wiezc mamie na rowerku do szkoly.:lol:Pozniej w liceum chcial miec najwyzsza srednia wiec przychodzil do mnie bym mu robila prace z plastyki.:gun:(mam nadzieje,ze tego nie czyta.;) Tak, w efekcie sama uczylam sie dla ocen.:(I co? Pomoglo mi to dokonac wyboru? Wrecz przeciwnie.Dopiero w liceum odkrylam co mnie pasjonuje na tyle,by zaczac isc w tym kierunku,ale,ze bylam w klasie ogolnej(nawet nie humanistycznej a ogolnej wlasnie) musialam ryc po rowno w chemii, biologii, i mat-fizie. Bez zadnej taryfy ulgowej.:ouch:O jakze ja klelam muszac zdawac matme na maturze pisemnej a historie na ustnej.GrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrCo ciekawe-dobrze zdany egzamin z matmy pozwalam na zwolnienie z ustnego z historii(??????) Tego to juz nigdy nie zrozumiem.No nic.Przynajmniej wiem z czym sie je rozniczke.;) Tylko,ze mam niestrawnosc.;)Z kolei w mat-fizie bylo wielu niespelnionych humanistow a w biologicznej-informatykow z urodzenia.;)Ok, takie tam wolne refleksje. Miejmy nadzieje,ze jest/bedzie lepiejPSi jeszcze w odpowiedzi na Twoje wolanie o sprawdzanie efektow HS.Otoz w UK nie ma czegos takiego. Nie ma ani osoby nadzorujacej przebieg nauczania ani tez koniecznosci przedstawiania prac, dowodow, zdawania egzaminow (zdajesz tylko jesli chcesz).A teraz fakty-paradoksalne moim zdaniem: poziom wiedzy reprezentowanej przez HS (badania przeprowadznone na losowo dobranej grupie dzieci) jest wyzszy od poziomu wiedzy reprezentowanej przez uczniow szkol.Jedyny `nadzor` to fakt,ze pielegniarka srodowiskowa majaca staly kontakt z dzieckiem moze ew poimformowac organy oswiatowe,ze cos jest tak (zaalarmowac o podejrzeniu o patologie powiedzmy)I nie wiem czy to nie jest najlepszy ze wszystkich sposob sprawdzania. W koncu ta kobieta oprocz wiedzy medycznej ma rowniez i psychologiczna. A moze z zalozenia ludzie decydujacy sie na HS maja wiecej samozaparcia czy co tam jest jeszcze potrzebne .;)
                • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 13:32
                  Cóż Ci odpowiedzieć... Ja nie znam takiej szkoły - nie wiem, kiedy do niej chodziłaś, bo nie przypominam sobie nienawiści z powodu ocen, wyrabiania średniej itd. Na maturze obowiązkowy był tylko j. polski, poza tym do wyboru angielski i matematyka, ach, no i propedeutyka, a przedmiot dodatkowy można było wybierać dowolnie (no może za wyjątkiem w-fu i zajęć technicznych).Nauczyciele, owszem, byli różni - "charakterami", ale jakoś do wszystkich tych, którzy uczyli mnie w liceum, udało mi się zachować szacunek. Widocznie takie miałam szczęście.Co do kontroli, to w dalszym ciągu uważam, że powinna istnieć. A te opracowania mówiące o tym, że dzieci uczone w domu tak świetnie dają sobie radę - nie neguję ich, ale zastanawiam się, czy podają również, ile dzieci jest w ten sposób "niedouczonych", indoktrynowanych na różną modłę czy w ogóle pozbawionych możlwości nauki. Bo każdy kij ma dwa końce i nie wierzę, że kij o nazwie Home Schooling ma tylko jeden.:hello: Monika
                  • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 14:09
                    Badania objely zarowno sfere intelektualna jak i psycho-emocjonalna.Fakt,ze to tylko przekroj,ale,nawiasem mowiac, jesli indoktrynacja i niedouczenie bedzie mialo miejsce w jednym systemie(wypadajacym lepiej w ogolnym zarysie) to czy nie ma ona miejsca rowniez w drugim? Ma i przykladow na to nie brak.Bo czy indoktrynacja nie jest rozdawanie dzieciom narkotykow przez starszych kolegow? W koncu to w szkole czy pod szkola ma miejsce.Wreczanie prezerwatyw 10latkom i pigulek wczesnoporonnych (nawet bez wiedzy rodzicow).Czy idea safe sex gloszona 8latkom nie podciaga sie pod te nazwe?Albo cos takiego:klasa mieszana. Pani robi wyklad z historii. Wyjasnia przyczyny wojen: wojny byly spowodowane agresywna natura mezczyzn.Chlopcy sie kula. Dziewczeta rosna w dume. Przegiecie paly feministycznej?Autentyk (choc nie z mojego zycia.;)A dawne lekcje historii? A lekcje historii obecnie jeszcze w niemieckich szkolach?I nie podam juz drastycznych, sporadycznych przykladow zjawisk.Niedouczenie?Pamietam pania od geografii, ktora sie ze mna wyklocala,ze Colorado nie istnieje.:lol:Juz nie wiem co to bylo-niewiedza czy indoktrynacja.;)A jak pomysle ile czasu stracilam na nic nie wnoszacych zajeciach komputerowych na studiach.:gun:A dokladnie tego samego (co bylo celem ale nie EFEKTEM zajec) i 1000 razy wiecej wiecej nauczylam sie sama,z wlasnej i nieprzymuszonej woli. Troche metoda prob i bledow, troche szperajac w necie, a troche pytajac madrych ludzi(zameczajac kristo `odrobaczaniem ` m.in.:lol: )Tak samo skonczylam kurs aromaterapii i uzywajac tej samej sily napedowej mam zamiar w przyszlosci skonczyc szkole poloznicza.:crazy:.I w te sama sile napedowa wierze u moich (i nie tylko moich)dzieci.Patrz :post Joasi
                    • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 14:45
                      A to teraz ja się podroczę. Wydaje mi się, że Twoja naturalna ciekawość świata nie wynika z tego, że byłaś uczona w domu, tylko albo z Twojej osobowości, albo z tego, czego nauczyli Cię rodzice. Albo z jednego i drugiego. Czyli nie jest do tego nieodzowny HS.Wiesz, co do tych prezerwatyw i safe sex, to gdzieś pisałaś (w zupełnie innym wątku), że angielskie nawet-nie-nastolatki to bardzo często wyzywające, umalowane, "burdelowo" wystrojone lolitki. Więc czemu dziwi Cię, że szkoły tak szybko zaczynają dbać o przygotowanie ich do tzw. prawdziwego życia? ;) ;) :cry: Skoro różnych rzeczy można się po nich spodziewać....Widzisz, ja musiałam mieć wyjątkowe szczęście do szkoły. Chodziłam do liceum w połowie lat 80-tych, gdzie dyrektorem był członek KW (Komitet Wojewódzki), który bronił co bardziej antykomunistycznie nastawionych uczniów przed milicją (czasem wpadała z wizytą), gdzie w głównym hallu wisiał na ścianie krzyż na długo zanim pozwolono go wieszać w szkołach, gdzie historii uczyli ludzie o BARDZO otwartych umysłach, a jak się jeden zdarzył taki, który próbował indoktrynować, to na lekcjach toczyły się takie dyskusje, że szybko mu się odechciało.Myślę, że aby nauczyć dzieci niezależnego myślenia czy chęci do nauki nie trzeba koniecznie rezygnować ze szkoły.
                      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 16:25
                        mama Oli i Jedrka napisała/ł:> A to teraz ja się podroczę. Wydaje mi się, że Twoja naturalna ciekawość świata nie wynika z tego, że byłaś uczona w domu, tylko albo z Twojej osobowości, albo z tego, czego nauczyli Cię rodzice. Albo z jednego i drugiego. Z Hs nie wynika napewno bo nie bylam uczona w domu. Co do ciekawosci swiata to powiedzialabym raczej *POMIMO* .;) bo akurat w szkole nie mialam zbytnio czasu na jej wlaczenie.:(A chcialabym by,tak jak teraz ,ta ciekawosc wlasnie byla jedynym motorem poszukiwan. Zaraz po studiach mialam tak dalece posuniety.;) WSTRET do jakiejkolwiek formy edukacji,ksiazek natury podrecznikowej, zakuwania ....dopiero teraz mi to stopniowo przechodzi ale i tak nie moge sie zdobyc na zrobienie brytyjskiego prawa jazdy-wlasnie dlatego,ze egzamin musialabym powtarzac.:eek:I tu smiem twierdzic,ze jest to antypatia nabyta.;)> Wiesz, co do tych prezerwatyw i safe sex, to gdzieś pisałaś (w zupełnie innym wątku), że angielskie nawet-nie-nastolatki to bardzo często wyzywające, umalowane, "burdelowo" wystrojone lolitki. Więc czemu dziwi Cię, że szkoły tak szybko zaczynają dbać o przygotowanie ich do tzw. prawdziwego życia? ;) ;) :cry: Skoro różnych rzeczy można się po nich spodziewać....Zgadza sie ,ale co z tymi nie-lolitkami? Bo wbrew pozorom i takowe istnieja. Czyz one w tym czasie nie ulegaja indoktrynacji?Corka kolezanki- rodzina katolicka-praktykujaca-jest wlasnie poddawana temu procesowi. Stad u nich coraz czestsze sklanianie sie ku hs.
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 11:16
            mama Oli i Jedrka napisała/ł:(wiem, że niby forma nie taka nowa, ale ktoś mógłby równie dobrze powiedzieć, że po co nam elektryczność, skoro przez tysiące lat ludzie dawali sobie radę bez niej, a za to przy kaganku, świeczce czy pochodni ;) )Moniczko, z tymi przykladami to tak jest ze dla kazdego weglug woli.:lol:A co powiesz o powrocie do karmienia piersia po epoce butelkowej.:lol:?Tak sie tylko drocze.;)
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 11:30
            mama Oli i Jedrka napisała/ł:(wiem, że niby forma nie taka nowa, ale ktoś mógłby równie dobrze powiedzieć, że po co nam elektryczność, skoro przez tysiące lat ludzie dawali sobie radę bez niej, a za to przy kaganku, świeczce czy pochodni ;) )I jeszcze mi sie nasunelo. hihihi. Elektrycznosc jest superoska,ale czy nie trzymasz w domu swiec ?Jesli chcesz zrobic atmosfere to pewnie je zapalasz,nie? Juz nie wspomne o powrocie do kominkow, ognisk,grillowania. A jakiz to prymitywny sposob i ile przy tym pracy. Ale ludziska teraz szaleja latem.Miesko ma lepszy smak niz to z grilla w kuchence a i socjalizacja super.:lol:A ile osob teraz woli np kuchnie weglowe-takie staromodne przeciez.:crazy: Owszem,maja elektryczna czy gazowa kuchenke,ale jak fajnie jest przy weglowce.:love: Atmosfera i wogole.Dla mnie HS pelni wlasnie taka role.Owszem,sa szkoly i mozna z nich korzystac ale,gdy cos w nich zawali (wylacza te elektrycznosc hihi) czy np chcemy cos szczegolnego wykrzesac z tej edukacji, stworzyc szczegolna atmosfere to rezygnujemy ze `zdobyczy cywilizacji` i siedzimy przy swiecach, majac jednoczesnie ten komfort,ze, w razie potrzeby,mozemy wlaczyc elektrycznosc.
          • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 11:44
            mama Oli i Jedrka napisała/ł:>Znając polskie realia, chaos i potrzebę poprawienia tak naprawdę każdej dziedziny życia publicznego sądzę, że mniejszym "wiatrakiem" będzie poprawianie szkolnictwa - i przez reformowanie tego państwowego, i przez ułatwienia dla szkół prywatnych/społecznych, niż walka o zupełnie nową formę, czyli nauczanie domowe (wiem, że niby forma nie taka nowa, ale ktoś mógłby równie dobrze powiedzieć, że po co nam elektryczność, skoro przez tysiące lat ludzie dawali sobie radę bez niej, a za to przy kaganku, świeczce czy pochodni ;) )W tym sęk ,że homeschooling nie jest powrotem do dawnych metod nauczania - jest wynikiem rozwoju wiedzy z zakresu psychologii ,pedagogiki ,teorii nauczania , w końcu rozwoju społeczno-gospodarczego państwa , jest konsekwencją demokracji !!!!!!!!> Wprowadziłoby to takie zamieszanie, że wiele osób straciłoby pewnie ochotę na takie eksperymenty.Owszem wprowadziłoby to zamieszanie ale moim zdaniem niesamowicie twórcze .> Bogusiu, ja nie jestem PRZECIW HS; ja tylko uważam, że łatwo takie "rewolucje" robić w kraju, gdzie "podstawy" prawa są mocne, stabilne i wiadomo, że przez następnych 20 lat specjalnie się nie zmienią - wtedy jest miejsce dla różnych "alternatyw". W Polsce, gdzie po każdych wyborach zmienia się pomysły na edukację, służbę zdrowia i co Ci przyjdzie na myśl....dokładanie czegoś jeszcze jest bardzo karkołomnym przedsięwzięciem. Nie mówiąc o tym, że przy odrobinie "szczęścia" każdy kolejny skład Sejmu mógłby mieć inne spojrzenie na Domową Edukację...Wprowadzenie domowej edukacji ,a więc scedowanie obowiązku wyboru formy nauczania z państwa na rodziców czy opiekunów uwolniłoby rządy od nieporadnych decyzji ,reform czy innych form kontroli ( ale jaki sojcjalista na to pozwoli....? )> Poza tym dlatego uważam, że bardziej pożyteczne byłoby reformowanie szkolnictwa publicznego, ponieważ pozwala mieć to odrobinę nadziei na poprawę poziomu wykształcenia całego społeczeństwa (co, jeśli dowiesz się, ile procent ludności Polski skończyło studia, nie jest bez znaczenia)...Bo co z tego, że dzieci "elity", która ma czas i pieniądze (i chęci, i wiedzę...)będą wspaniale wykształcone, świadome swoich możliwości, zaradne itp. itd., skoro cała reszta będzie ... delikatnie mówiąc mniej niż mierna.... W pewnym momencie się spotkają i co z tego wyniknie? Zgaduję : ci mierni wpadną w kompleksy ? A może pomyślą warto się uczyć ,choćby po to by móc uczyć innych skoro przynosi to takie efekty .Czy właśnie domowe nauczanie nie ma szansy podnieść statystyki wyższego wykształcenia .Sądzisz ,że będzie odwrotnie - nauczanie domowe obniży poziom nauczania w ogóle .Czy może uważasz ,że wykształcenie ,zaradność ,świadomość to cechy gorsze od grubego portfela którym mogą poszczycić się obecne "elity" - a może ci mierni zauważą ,że zaangażować się warto nie tylko w pomnażanie własnego stanu konta ,co teraz jest absolutnie topowym wzorem do naśladowania ?> Żeby było jasne "raz a dobrze" - nie uważam HS za coś złego (chociaż z pewnością ma również i wady, tak jak wszystko na tym świecie), jeśli gdzieś istnieje taka forma nauki, dzieci są z tego zadowolone - bardzo się cieszę.Byle nie u nas ?>Ale potrzeba do tego stabilności prawa, programów nauczania i życia publicznego w ogóle. W Anglii dziecko wie, że po skończeniu szkoły czeka je taki czy inny egzamin sprawdzający - tego samego rodzaju, jaki zdawał jego tata czy starszy brat. Wie, co je czeka na wszystkich "stopniach kariery szkolnej". U nas siostra idzie do innej szkoły niż jej o 2 lata starszy brat, z zupełnie innym programem nauczania, innymi egzaminami, inną maturą.... A zanim do tej matury dotrze, po drodze może przeżyć jeszcze kilka innych "innowacji". I to jeszcze trzeba reformować ,raz jeszcze i raz jeszcze ?????? Myślę, że to samo czekałoby u nas Edukację Domową.Edukacja domowa jest "oddolna" i dostosowuje się do indywidulanego dziecka .Bea.
            • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 12:15
              Beo, proszę, nie bądź "bardziej papieska od papieża", bo przecież nie rozmawiamy tak naprawdę o praktyce, tylko o teorii - bo praktykiem jest tu tylko Bogusia. Jestem pewna, że musi istnieć jakiś system sprawdzania wiedzy wyniesionej z HS, egzaminy, cokolwiek. Jeśli odbywać się to będzie kompletnie bez kontroli to rezultaty będą opłakane - dopasujesz program nauczania do dziecka, które np. nie lubi czytać i co? Z Twoim błogosławieństwem zostanie analfabetą do końca życia? Dla mnie absurdem byłoby zostawienie tego tylko w gestii rodziców, więc sądzę, że wszelkie zawirowania wokół szkolnictwa nie omijałyby i HS.Każda osoba, która otrzyma Edukację Domową kiedyś trafi do społeczeństwa - w sensie takim,że będzie studiować, pracować, w ogóle kontaktować się z tymi "miernymi". To moja osobista, subiektywna uwaga - zastanawiam się, jak długo uda się jej utrzymać na tym "wyższym" poziomie, na tej swojej "wieży".... Dla mnie lepszym rozwiązaniem byłoby poprawianie systemu edukacji publicznej czy społecznej, żebyśmy mogli funkcjonować lepiej jako społeczeństwo w ogóle.Nie wiem, czy twórcze byłoby użeranie się w urzędach, kuratoriach, wypełnianie dziesiątek zeznań, oświadczeń itd. - spodziewam się, że wprowadzenie nowego sposobu nauczania wiązałoby się z jeszcze większą biurokracją... Złośliwa jesteś - nie mówię, że HS jest dobrą formą edukacji wszędzie, byle nie u nas - znów robisz "wycieczki". Wszędzie MOŻE być dobrą, jeśli zostanie spełnionych wiele ważnych warunków. I wiesz, to o tej elektryczności miało doczepioną "buźkę",więc podejdź do tego właśnie "z buźką"!Ach, i Beo, wszystko pięknie, jeśli masz na myśli przygotowywanie dziecka w domu do pójścia do pierwszej klasy zamiast posyłać je do zerówki, ewentualnie uczenie go przez pierwsze trzy lata w domu. Dalej - wydaje mi się, ze nie jest to całkiem możliwe (patrz posty Meli). Coś jeszcze - dzieci w wieku szkolnym bardzo chcą być takie, jak ich rówieśnicy i szkoła dla nich to nie tylko nauka. Jeśli "wypuścisz" dziecko do szkoły dopiero np. w wieku dojrzewania i tam spotka się z najróżniejszymi ludźmi - rówieśnikami i nie tylko, to boję się, że może mieć kłopoty z wejściem do takiej grupy - dotychczas kontaktowało się z tymi, których Ty wybierałaś, a nagle... różni ludzie, różne postawy, zachowania - trudno może być się w tym wszystkim odnaleźć. Ale o tym też już chyba ktoś pisał...Dlatego proszę, zanim staniesz się bojowniczką o HS, wyobraź sobie wszystkie praktyczne aspekty tej sprawy, nie tylko samą ideę.:hello: Monika
              • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bei i ten post wyżej właściwie też... IP: *.* 08.09.02, 12:29
                Beo, jeśli twoim zdaniem HS jest całkiem "oddolny" to co z tymi (bo kto wie, może i tacy istnieją), którzy np. będą uważali, że dziewczynki należy uczyć tylko gotowania, szycia i pielęgnacji kwiatków doniczkowych? A chłopców w ramach edukacji zabierać będą na polowania i do pracy w polu? I stwierdzą, że wystarczy umieć się podpisać? Jeśli państwo nie będzie się wtrącać w zakres i program HS,w kompetencje rodziców, to jak to będzie?
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu-do Bogusi IP: *.* 08.09.02, 11:50
            mama Oli i Jedrka napisała/ł:i wybacz, ale porównanie do "egzaminowania" z rodzicielstwa jest chybione, bo zwykle rodzice/ matki (głównie) potrafią kierować się instynktem rodzicielskim/macierzyńskim Moniczko, a co z tymi, ktorzy nie maja? Bo przeciez sa i to nawet szalenie skrajne przypadki,prawda? Nie bede tu cytowac krwistych przykladow ale wiesz o co mi chodzi,prawda?A wykorzystywanie seksualne dzieci przez rodzicow?A przeciez i przez nauczycieli tez sie zdarza i to nawet w zlobkach.:ouch:.sic:Natomiast trudno mi jakos uwierzyc by nauczyciel (poza wyjatkami) mogl indywidualnie podejsc do kazdego ucznia(szczegolnie w przyslowiowych 30-osobowych klasach) i wyprostowac to co skrzywili rodzice.;)
      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do wszystkich po trochu IP: *.* 07.09.02, 23:26
        mama Oli i Jedrka napisała/ł:> Krzysiu (piszę tak ostatkiem sił) - czy ja gdzieś napisałam, że chcę, aby HS było ZABRONIONE?????? Cisną mi się na usta takie słowa, że uszy by Ci płonęły jak pochodnie>narzekacie na upadające, nietolerancyjne społeczeństwo, plujące na "innych", na tych, co chcą iść pod prąd. A co Wy sobą reprezentujecie w chwili, kiedy ktoś pisze coś nie po Waszej myśli? Wy też należycie do tego społeczeństwa, tylko swoją nietolerancję i zacietrzewienie wykorzystujecie dla Waszej tym razem sprawy. Ale ewentualna reakcja władz, sąsiadów czy innych ludzi nie pochwalających Waszego postępowania to już będzie nietolerancja do kwadratu, bo skierowana przeciw Wam. Nie jesteście ani trochę lepsi od tych, przeciw którym chcecie się "burzyć".Hermionko, no juz,easy,easy. A gdzie ten usmiech w odpowiedzi na `przesladowania`, o ktorym wspominalas uprzednioPatrz, tu pytasz Kristo:>Czy Ty, KvM, jesteś w stanie serdecznością odpowiedzieć na obrażanie Twojej osoby, czy skrzywioną minę? a pozniej sama sie unosisz i krzyczysz na nas gdy Cie wkurzamy.:love:PSpodoba mi sie to okreslenie o pochodniach.:lol:
        • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - do Bogusi raz jeszcze IP: *.* 08.09.02, 09:56
          Oj, Bogusiu, Bogusiu! Wkurzył mnie KvM, pytający dramatycznym tonem, dlaczego zabraniam mu uczyć dzieci w domu, a ja niczego nikomu nie zabroniłam. Chętnie bym go wtedy sprała - w życiu to ja jestem dosyć krewka ;) Nawet nie zależy mi na tym, żeby nagle wszyscy przeszli na moją stronę i chórem zawołali "tak, Moniko, masz świetą rację!". Wydaje mi się, że nie po to dyskutujemy, żeby "przeciągać się" na tę czy inną stronę. Wy macie swoje zdanie, ja i kilka innych osób - swoje , w tym wszystkim są jeszcze różnice między każdym z osobna. Wiesz, każdy może mieć gorszy dzień - ten wczorajszy dla mnie właśnie był taki i to nie przez tę dyskusję.Poza tym, nic na mnie gorzej nie działa niż uogólnienia w rodzaju :wszyscy nauczyciele są źli, wszyscy lekarze "biorą", wszyscy.... wszyscy....wszyscy.... To tak, jakby powiedzieć "wszyscy Polacy są nieukami, nie znają języków obcych i mają niedomyte zęby".A tym, co dostałam od Ciebie i co obejrzałam (i przeczytałam) dziś rano bardzo mnie rozczuliłaś... :love: Oj, Bogusiu, Bogusiu!:hello: Monika
    • Gość: kn Re: Edukacja/HS - kontynuacja - do KvM, Bei, Bogusi IP: *.* 07.09.02, 13:27
      Słchajcie, ja naprawdę czegoś tu nie rozumiem.Śledziłam uważnie poprzedni wątek na ten temat, przeczytałam właśnie ten, "od deski do deski" i nie znalazłam wypowiedzi kogoś, kto domagałby się zakazu Domowej Edukacji. Może coś przegapiłam, ale jeśli nawet, to mogła to być tylko wypowiedź jednostkowa.Dlaczego Waszym zdaniem każdy, kto nie myśli tak jak Wy, jest automatycznie przeciwko Wam?Rozmawiamy o kształceniu dzieci - a mamy je wszyscy - wychodząc z założenia - przynajmniej ja tak to rozumiem - że każdy ma prawo decydować jedynie w sprawie dzieci własnych, a nie cudzych, mając na celu ich dobro. To, że ja osobiście systemu HS (lub DE, jak kto woli) nie uważam za najlepszy, a tym bardzej za jedynie słuszny, NIE oznacza, że chcę komukolwiek zabraniać jego realizacji - przeciwnie szczerze Wam życzę, żeby był w Polsce jak najbardziej legalny, chętnie podpiszę petycję w tej sprawie.Natomiast nie widzę powodu - ani podstaw - żeby napadać na tych, którzy są zdania, że polską szkołę można poprawić/naprawić pod warunkiem posiadania dużej ilości dobrych chęci. Domagacie się tolerancji dla własnego punktu widzenia, ale w dyskusji powyżej zwalczacie poglądy broniące istniejącego systemu, argumentując zresztą głównie swoim indywidualnym doświadczeniem (KvM - nie wszystkim szkoła podcięła skrzydła - mnie akurat nie), które, wybaczcie, nie może być punktem wyjścia do tworzenia recept uniwersalnych. Zresztą, jeśli ktoś optuje za HS twierdząc, że nie powinno się wszystkich dzieci wrzucać do jednego wora, to nie powinien generalizować w drugą stronę - a z niektórych wypowiedzi zaczyna przebijać założenie że edukacja instytucjonalana musi dziecko stłamsić.Jeżeli celem tej dyskusji jest wymiana poglądów w konkretnej sprawie, to może należałoby w sposób bardziej precyzyjny postawić pytania - np. tak:Czy jesteś za wprowadzeniem HS (DE) jako alternatywnego systemu edukacji w Polsce?Moja odpowiedź brzmi - tak.Czy uważasz, że polskie szkolnictwo jest niereformowalne i jedyną szansę dla naszych dzieci stanowi HS (DE)?Moja odpowiedź brzmi - nie.KasiaPS Idelnego systemu edukacji jeszcze nikt nie wymyślił - przepraszam za taki banał, ale chyba nam to umknęło w dyskusji.PS1 do KVM - w pierwszym poście spytałeś m.in. o uzdolnione dzieci z biednych wiejskich rodzin (w kontekście HS, rzecz jasna), przepraszam Cię bardzo, ale moim zdaniem dla tych właśnie dzieci szansę stanowi jedynie państwowy system edukacji, z całą swoją niedoskonałością niestety, ponieważ domowa rzeczywistość wygląda tak, że tatuś popija, a mama opiera trójkę młodszych bez pralki automatycznej i jakichkolwiek szans na nią; jeśli chciałbyś o tym podyskutować, zapraszam na początek na wspólną wyprawę do popegieerowskiej wsi, gdzie sama często bywam.K.
      • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja - do kn IP: *.* 07.09.02, 13:57
        Mam nadzieję że kwestia napadania oraz my- wy się już wyjaśnia. Ja ( i nie tylko ja ) zrozumiałem słowa Hermiony w taki sposób - być może wbrew jej intencjom. Po prostu z jej słów wywnioskowałem "zamiast tworzyć DE lepiej poprawcie "tradycyjną" szkołę". Tak czy inaczej większość nieporozumień chyba się wyjaśniła.Zwróć uwagę na to, że Tosia i Ty postawiliście sprawę na tyle jasno, nikt (a przynajmniej ja) Wam nie będzie zarzucał, że jesteście "przeciwko nam" mimo, że macie odmienne zdanie.Owszem uważam, że można z trudem poprawić "obecną" edukację, ale nigdy nie będzie ona w stanie zastąpić w pewnych sytuacjach DE. Po prostu szkoła jest masowa i musi mieć na uwadze przede wszystkim dobro całej klasy. DZiecko, które się z jakiegoś przedmiotu lepiej uczy będzie się na lekcjach nudzić, a wymaga indywidualnego podejścia. To tylko jeden z przykładów.Co do ubogich rodzin. Po pierwsze przeciez nikt nie chce likwidować szkół na wsiach! Rodzic, który stoi pod budką z piwem o DE nie pomyśli. Zwróćcie uwagę, że generalnie ten sposób edukacji eliminuje tego rodzaju ludzi - im się nie będzie chciało wysilać - oni wolą oddać dziecko do szkoły i mieć święty spokój. Cały czas mówimy, że to nie będzie rzecz dla każdego. Jednak dla świadomego rodzica, który jednak nie spędza czasu pod budką z piwem i dostrzega marność lokalnej szkoły (jedynej w zasięgu) DE będzie alternatywą! Będzie jedynym sposobem na to by jego dziecko nie zasiliło następnego pokolenia bezrobotnych. Jeśli dziecko będzie b. zdolne, to może nawet jakieś stypendium dostanie?
        • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja - Tosia do KvM IP: *.* 07.09.02, 15:07
          Ja mam tylko takie małe "ale " KvM do twoich wypowiedzi,mianowicie ja omawiając te dwa systemy nauczania tratuję je jako dwie możliwości ,nie krytykując ,nie omawiając jednej jako zdecydowanie lepszą ,nie określając jako masówkę zabijającą indywidualnośćodbieram proponowany przez ciebie system(przynajmniej ty tak go przedstawiasz) jako coś lepszego,dla rodzicow świadomych ,dla jednostek które chcą coś zmieniać proszę o odrobinę chęci zrozumienia innego punktu widzenia i być może zaakceptowania faktu że HS też może mieć jakieś wady.Gosia,która dalej uważa że każdego decyzją jest jaki system edukacji ceni bardziej :):hello:
          • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja - Tosia do KvM IP: *.* 07.09.02, 17:59
            Tosiu. Jestem jak najbardziej za tym by poddawać (przynajmniej na forum) oba systemy krytyce. Chciałbym widzieć wszystkie za i przeciw. Bo wbrew pozorom decyzji jeszcze nie podjąłem. To że chciałbym aby była taka możliwość, nie oznacza, że sam się na DE na pewno zdecyduję.
    • Gość: Mika_P Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 18:49
      Czytam całą dyskusję o HS i wydaje mi się, że zapomniano o kilku ważnych aspektach.Po pierwsze, jest to wyjście dla bogatych. Nie da się ukryć. Jedno z rodziców musi zarabiać na utrzymanie całej rodziny, by drugie mogło się poświęcić kształceniu dziecka / dzieci. Na ile znam sytuację w kraju, to takich rodzin jest niewiele.Po drugie, moim zdaniem nierealna jest myśl o tym,zeby w systemie HS doprowadzić dziecko do matury. O ile jestem w stanie wyobrazić sobie HS na poziomie klas 1-3, o ile wielkim wysilkiem wyobraźni mogę je doprowadzić nawet do końca gimnazjum, o tyle już wyżej chyba się nie da. Nikt z nas nie jest omnibusem, każdy jakoś się specjalizuje, uwzględniając swoje pasje, predyspozycje i będącą w zasięgu szkołe wyższą. Wątpię, by polonista był w stanie odpowiednio wyłożyć dziecku fizykę, a chemik - historię. Przecież w tradycyjnej szkole od każdego z tych przedmiotów jest inny nauczyciel, człowiek który skończył w tym kierunku studia.Po trzecie, HS wiąże się dla mnie z wieloletnim uwiązaniem w domu. Jak wspomniałam w punkcie pierwszym, jedno z rodziców powinno zrezygnować z pracy zarobkowej, aby uczyć dziecko i jeszcze się dokształcać, aby ta nauka była na odpowiednim poziomie. Co się z tym rodzicem dzieje ? Czy nie przeżywa frustracji, że właściwie jednoosobowo jest odpowiedzialny za wykształcenie = przyszłość swojego dziecka ? Tradycyjna szkoła tę odpowiedzialność rozkłada między rodziców a nauczycieli, a tu wszystko jest złożone na barki jednej osoby.Przyjmijmy, że kształcenie domowym sposobem dzieci urodzonych w przedziale pięciu lat zajmie w sumie 20 lat. Co po tym okresie będzie robił 45-50 letni rodzic, który całe życie poświęcił uczeniu swoich dzieci ? Nie czeka go uczucie pustki i braku celu w życiu ?
      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 20:21
        Miko, mam wrazenie ze w swych koncowych rozwazaniach nie uwzgledniasz jednego aspektu a mianowicie zlozonosci i roznorodnosci psychiki ludzkiej. To,ze jedna osoba czulaby sie zle(niedowartosciowana, niespelniona i co tam jeszcze) w takiej a nie innej sytuacji, nie oznacza,ze wszyscy tak musza czuc.Po drugie wszystko zalezy od tego czy chcesz i widzisz sie w tej konkretnej roli. Czy masz jakies wlasne zainteresowania, pasje, plany rozwojowe...ja tak(a moge mowic tylko za siebie) dlatego nie przeraza mnie perspektywa najblizszych 20-30 .;) lat w domu(?)zwlaszcza ,ze w miedzyczasie moge rowniez robic wiele rzeczy ,ktore i mnie interesuja. Dla mnie w tej konkretnej chwili poszerzanie horyzontow myslowych jest pasjonujace i,surprise surprise,zazebia sie to z poszerzaniem wiedzy.;)A doprowadzenie dziecka do matury? Przeciez ten temat maglowany byl juz w poprzednim watku. To nie ja wbijam do glowy material ale na pewnym etapie dziecko samo przejmuje role inspiratora i sily napedowej. A jesli bedzie potrzebowalo szerszych wyjasnien? Zerknij do sieci. Masz tam mnostwo specow z roznych dziedzin.GCSE z poszczegolnych przedmiotow masz na CD.Podejrzewam,ze i w Polsce takie udogodnienia beda.Najtrudniejsze zadanie przed pionierami. Wiem, mnie to nie dotyczy bezposrednio wiec latwo brzdakac.;)Tak naprawde podziwiam KvMa/Dorke i Bee bo naprawde gora lodowa przed nimi poczynajac od materialow a na emeryturze chocby konczac.:(Dlatego wlasnie potrzebne jest prawo za tym wszystkim.
      • Gość: nastka2001 Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do MikiP IP: *.* 07.09.02, 20:44
        Postaram się króciuchno, bo często się pojawia argument o czasie jakim rodzice muszą poswięcić dziecku. I że jest obowiązek, aby jedno z rodziców nie pracowało.Policzmy ile czasu dziennie dziecko w klasie 1-3 poświęca na naukę. W klasie pierwszej odejmując religię i rytmikę jest to około 20 godzin lekcyjnych, w klasie 3 - około 25 godzin lekcyjnych.Dziennie około 4 godz x 45 min = 180 min = 3 godziny !!!!W tym czas poświęcony na sprawdzenie obecności = 10 minSprawy organizacyjne = 10 minUciszanie klasy = 10 minpozostają 150 minut : 30 osób = 5 minut na każde dziecko dziennie.Widzisz Miko tak się teraz porobiło, że nie każdy idzie na tą 7 rano do pracy. Ja np. prowadze sobie sama firmę mój mąż mam nadzieję również będzie pracował na swoim.Myslę, że rano spokojnie wygospodarowalibyśmy dla dziecka 3 godziny, po południu jak wracam z pracy i tak zajmuje się dzieckiem a sprzątanie i inne jak śpi. Doliczmu weekendy.Razem mnóstwo czasu.Klasy póżniejsze - pozwól, że nie bedę teraz liczyć, ale odejmując godziny na których dzieci po prostu śpią, te które nie odbywają się, te na które dziecko "nie dociera", odpytywanie i tysiące innych rzeczy, które powodują, że czas spędzony w szkole jest nieefektywny naprawdę nie trzeba z dzieckiem (tak mi się wydaje) spędzać 8 godzin dziennie. Poza tym nauka w obowiazkowej szkole to ciągłe wałkowanie podstaw.Wiesz miałam kilka uczennic sprzedawczyń. Ponieważ jestem ambitna postanowiłam nauczyć czegos panny. Zwykła faktura Vatowska.16 letnie dziewczyny nie potrafią obliczyć procentów.Nie potrafią ułożyć proporcji !!!!!!!!!!!!!!O jakich kwalifikacjach my tu mówimy. Ja nigdy nie studiując matematyki nauczyłam dziewczynę w ciągu jednego dnia więcej, niż nauczyła sie przez całe życie w szkole.I jeszcze coś o nauczaniu powyżej gimnazjumCzy wiesz jak wygląda nauka w zasadniczych szkołach?????????1 klasa 4 dni nauki - 1 praktyk2 klasa 3 dni nauki - 2 praktyk3 klasa albo cały tydzień praktyki, i potem w środku roku nauka przez miesiąc albo jeden dzień nauki i 4 dni praktyk.Dzieci na praktykach w 99 % układają towar na półkach.Bez kwalifikacji dam lepsze wykształcenie.
        • Gość: _Tosiaa_ Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do MikiP IP: *.* 08.09.02, 09:54
          Z tymi godzinami to nie jest całkiem tak :crazy:Byłoby całkiem miło gdyby moja praca polegała (czasowo)na tych godzinach spędzonych w szkole do tych godzin które rozpisałaś musisz dodać conajmniej godzinę nawet więcej dziennie ,które nauczyciel poświęca na przygotowanie lekcji ,opracowanie ciekawego tematu ,przygotowanie pomocy naukowychty musiałabyś napracować się jeszcze więcej wszak ja bazuję na materiale w jakimś stopniu opracowanym dalej nie ma to tak że trzy godzinki dziecko jest w szkole i w domu już nic nie robi ,jeżeli nawet nie ma pracy domowej ,to dalej się rozwija ta metoda szkoły domowej jest często w niewielkim może stopniu ,ale jest realizowana przez rodziców każdego dnia przecież dziecko nie przestaje być ciekawe świata po wyjściu ze szkołyBo tak to już jest że aby całokształt kształcenia miał przynieść efekty potrzebna jest współpraca szkoły i domuNa nic zda się nauczyciel który będzie zachęcał ucznia do rozwoju zainteresowań dajmy na to fizyką ,kiedy rodzice podetną skrzydła bo widzą w synu przyszłego prawnika to samo funkcjonuje w odwrotną stronęale raz jeszcze te 3 godzinki to niezła opcja ;) ale niestety mało realna :)Gosia :hello:
      • Gość: kn Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 21:35
        Po ostatniej wypowiedzi KvM czuję się zachęcona do dyskusji (nie można było tak od początku?....)Wydaje mi się jednak, że wszelką dyskusję o DE jako systemie nauczania utrudnia fakt, że w ocenie tego systemu dużo zależy od tego, w jakim stopniu byłby on rozpowszechniony; zwolennicy powiedzą, że to zależy od tego w jakim stopniu go rozpowszechnimy, czyli robi się błędne koło.Proponuję więc rozważyć rzecz na przykładzie: przyjmijmy - na potrzeby tych rozważań - że ustawa legalizująca DE wchodzi w życie właśnie teraz, a ja mam dziecko w wieku szkolnym.Decyduję się nie posyłać synka do szkoły, tylko uczyć w domu; jestem osobą z wyższym wykształceniem humanistycznym, w ramach studiów miałam metodykę nauczania (języka obcego wprawdzie, ale zawsze) oraz praktyki w szkole; podejmuję się zatem uczyć synka (przez okres szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum) polskiego, historii oraz czterech jezyków obcych, ewentualnie jeszcze łaciny. Co z resztą? W przedmiotach ścisłych to raczej mnie przydałyby się korepetycje. Mój mąż, z wykształceniem technicznym, twierdzi, że nauczyciel z niego żaden i się nie podejmuje. Fakt, wiedza, choćby najbardziej rozległa to nie wszystko, trzeba jeszcze umieć ją przekazać. Przez pierwsze trzy lata, na poziomie elementarnym jakoś damy radę, ale co potem? Dalej - lekcje planujemy na godziny popołudniowe, jako że do 16,30 jestem w pracy; oczywiście mogę z niej zrezygnować i poświęcić się wyłącznie edukacji dziecka, ale po pierwsze pozbawiona pracy zawodowej, którą lubię i zamknięta w domu stałabym się w krótkim czasie osobą niebezpieczną dla otoczenia, po drugie życie z jednej (średniej) pensji oznacza oszczędzanie na wszystkim, również na edukacji dziecka (wszelkie zajęcia dodatkowe są płatne i to niemało).KvM pisał wcześniej, że jeśli nauka będzie efektywna, kilka godzin dziennie wystarczy, zgoda, zatem nauka w domu, kiedy mama wróci z pracy. Pytanie: co moje dziecko ma robić do tego czasu? Pomijam fakt, że przez parę lat będę mu musiała zapewnić (płatną) opiekę, ale czym ma się zająć? Cieszyć się dzieciństwem biegając po podwórku? Samo? Przecież rówieśnicy będą w szkole... Dobra, zaradzimy temu szukając innych rodziców stosujących DE, ich dzieci będą "grupą rówieśniczą" dla mojego syna, tylko że ... będzie to grupa, którą ja wybrałam (i pewnie jakoś tam oceniłam); tymczasem klasa szkolna to mieszanka najróżniejszych osobowości, wśród których dziecko znajduje i przyjaciół i wrogów, wobec której musi sobie wypracować własną pozycję własnymi siłami...Wracam do kwestii wolnego czasu - może jakieś zajęcia ogólnorozwojowe? Muzyka, plastyka? Tylko że wszystko, nastawione na dziatwę szkolną, zaczyna się po południu, a my się wtedy uczymy...Następna sprawa: muszę nauczyć się łączyć rolę mamy z rolą nauczyciela - bo nie są one takie jednoznaczne moim zdaniem; przypominam sobie czas, kiedy moja własna mama usiłowała mnie uczyć francuskiego (znała ten język doskonale i była pedagogiem z wykształcenia) - migałam się jak mogłam od domowych lekcji, woląc biegać z koleżankami i notorycznie zapominałam o powtórzeniu "zadanych" słówek, bo ... nic mi za to nie groziło. Oczywiście w bezstresowym systemie DE dziecko samo powinno chcieć sie uczyć, ale ... co zrobić jeśli nie chce?Zadaję sobie również pytanie, kiedy - przy opisanej wyżej organizacji czasu będę miała czas na beztroskie, nie objęte żadnymi obowiązkami, bycie z synkiem... Kiedy dziecko idzie do szkoły i przeżywa nieuchronną konfrontację ze światem zewnętrznym, dom - ciepły i bezpieczny - w naturalny sposób staje sie azylem, miejscem dającym schronienie i oparcie; oczywiście przy zastosowaniu DE konfrontancji jako takiej nie ma, nie ma więc też potrzeby szukania schronienia, tylko... czy to aby dobrze?I wreszcie: co będzie jeśli synek zapyta mnie z żalem: mamo, dlaczego ja nie chodzę do szkoły? A przecież dzieci tak bardzo nie chcą być inne.Długo by jeszcze ciągnąć ten przykład, nie jestem tylko pewna czy ktoś jeszcze czyta (i nie zasnął :) )Posumowując: trudności praktyczne są pewnie do opanowania, choć powoli i z trudem, natomiast ograniczenie (w dużym stopniu) aktywności i kontaktów dziecka do kręgu domowo-rodzicielskiego, niekoniecznie wyjdzie mu na dobre.Jeszcz raz podkreślam, DE powinna, moim zdaniem, istnieć jako możliwość dla chętnych, zdecydowanych, obdarzonych charyzmą, powołaniem i - co tu dużo gadać - środkami finansowymi oraz dla dzieci, które w szkolnych ramach nijak się nie mieszczą. Ja jednak raczej się nie zdecyduję.KasiaPS Wypowiedziałam się raczej jednostronnie nie pisząc o zaletach DE, co nie znaczy, że ich nie dostrzegam, ale zostały one już wcześniej przedstawione dość obszernie.
      • Gość: Adzia Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 09.09.02, 08:27
        Ano właśnie, Mika poruszyła jedną sprawę, która budzi chyba moje największe wątpliwości (i żeby była jasność - ja jestem za, a nawet przeciw, czyli wątpiąca i poszukująca ;-) Tak mi się wydaje,że do tego trzeba jednak osoby nieprzeciętnej. Osoby, która ma na tyle szerokie zainteresowania, że będzie mogła dziecku przekazać chociażby podstawową wiedzę w kilku różnych kierunkach. No a ja szary żuczek, niestety nie mogę tego o sobie powiedzieć (chociaż jednak upieram się, że potrafiłabym doprowadzić dziecko do matury, pod warunkiem, że na tej maturze wybrałoby jako drugi przedmiot matematykę lub fizykę ;-) ) Bo tak się składa, że od kiedy w czwartej klasie dostałam stary ZX-81, to już w zasadzie nic innego prócz przedmiotów ścisłych (a i to z wyłączeniem chemii ;-) ) mnie nie interesowało. I tak mi się zdaje, że osobiście raczej chyba zawęziłabym dziecku horyzonty niż poszerzyła - i jakoś nie mam pomysłu na zadbanie o edukację dziecka w innych dziedzinach.I tego dotyczą moje wątpliwości - jak radzić sobie z przedmiotami, na których się nie znam, które mnie po prostu nie interesują...?Pozdrawiam Agnieszka
    • Gość: BAJBUS Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 20:06
      1 & 2 - Dostep do takiej formy edukacji - jak najbardziej ale co za tym idzie wprowadzenie ograniczeń i weryfikacji. Tysiace ludzi dla których fakt iż ich dzieci uczęszczają do szkoły jest bez znaczenia (patologia) - zrezygnowałoby z posyłania swoich dzieci do szkoły pragnąc zaoszczędzić na podręcznikach, zeszytach itd., itp. W momencie udostępnienia takiej możliwości należałoby przeprowadzać testy na rodzicach chcących samodzielnie uczyć swoje dzieci. Sprawdzać ich możliwości czasowe, a przede wszystkim poziom ich wiedzy. Szkoła ma to do siebie że jest to obowiązek i dzięki temu wiekszośc rodziców mobilizuje dzieci do nauki, a dzieci uwazają to za świętość. Ile jest takich rodzin jak Twoja, które są w stanie zapewnić dziecku taki poziom wiedzy jaki oferuje mu szkoła, nauczyciele? Poza tym szkoła to nie tylko nauka. To życie, którego nigdzie indziej nie doświadczysz. Zamykając dziecko w domu i zabierając mu dostep do konfrontacji z innymi dziećmi, obserwacji otoczenia, samodzielnego podejmowania decyzji - odbierasz mu niejako wolność i swobodę kierowania swoim życiem. 3. Własnie. Dzieci z biednych rodzin. Kto niby miał by je uczyć , rodzice?? Ci którzy od rana do nocy zajmują sie gospodarką? (biorąc pod uwage mniejsze miejscowości).KVM pisze:"Pamiętam te przedmioty, gdzie siedziałem znudzony i gasł mój zapał i zaintersowanie do przedmiotu. Z chemii w ósmej klasie zdobyłem drugie miejsce na olimpiadzie wojewódzkiej. W trzeciej klasie liceum nie dostałem trójki na koniec roku tylko dlatego, że nauczycielka miała o mnie dobre mniemanie (wiedziała o moich wcześniejszych sukcesach). Ta nauczycielka zniszczyła moje zainteresowanie chemią. Wcale nie była taką złą nauczycielką (większość pozostałych nauczycieli była od niej gorsza). Nie tylko zainteresowanie do chemii zostało we mnie zniszczone przez nauczycieli"Czy zdobycie przez ciebie medalu wynikało z Twojej woli chłonięcia wiedzy chemicznej? Jesli tak w jaki sposób nauczycielowi udało się obrzydzić ci to zamiłowanie? Źle prowadziła zajęcia, były nudne czy poprostu ty się nudziłeś? Dlaczego trójka? Skoro Twój poziom wiedzy był tak duży? Jesli byłoby to Twoją tak ogromną pasją mysle, że stac by cię było na lepsze oceny. W końcu uczymy się dla siebie i w 3 klasie liceum chyba łatwo to pojąć - tym bardziej jesli coślubimy i wiedza w tym momencie nieomalże sama w nas wsiąka.Znam szkołe podstawową w Szczecinie (państwową)gdzie poziom nauczania jest bardzo wysoki. Dla uczniów, którzy specjalnie sie wyróżniaja w nauce i odbiegają od klasy ilościa i jakością wiedzy, przygotowuje sie na zajęcia specjalne zadania i testy do rozwiązywania. Po zatym taki uczeń może byc bardzo pomocny dla nauczyciela. Praktykuje sie prowadzenie przez tych uczniów zajęć w takiej formie jaka jest dla nich dogodna i w takim języku w jakim oni najlepiej i najszybciej swoją wiedze chłoną. Uwierz mi ze takie zajęcia nie są nudne ani dla uczniów ani dla tego ucznia. A język w jakim on przekazuje swoją wiedze (lekcje polegają głównie na dyskusji, rozmowach, przykładach na rzeczywistych zjawiskach) jest bardzo czytelny dla pozostałych. Czy to jest złe? Gorszych uczniów to mobilizuje do nauki, udowadnia ze warto i można, tym bardziej kiedy można otrzymac informacje od rówiesnika w jaki sposób, gdzie, kiedy. Zgadzam sie że starsi nauczyciele mają zupełnie inny pogląd na edukację i głównie ona sprowadza się tylko do utrzymania dyscypliny i przelania sztywnej wiedzy w przykutego do szkolnej ławki ucznia. Młodzi nauczyciele sa świetni w tym co robia. Relacje nauczyciel - rodzic, najwazniejsze na świecie. Nauczyciel otwarty na uwagi rodziców. Szkoła to nie więzienie o zaostrzonym rygorze (tak było jak ja chodziłam do szkoły ) szkołą to miejsce gdzie dzieci chcą przebywać, gdzie dowiadują się o wszytskim tym co wiedzieć powinny od najlepszych fachowców i specjalistów w danej dziedzinie.To tyle.Pozdrawiam bajbus
      • Gość: nastka2001 Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Bajbusa IP: *.* 07.09.02, 21:06
        Odpisuję, bo nie wytrzymam:Bajbus napisała:"W momencie udostępnienia takiej możliwości należałoby przeprowadzać testy na rodzicach chcących samodzielnie uczyć swoje dzieci. Sprawdzać ich możliwości czasowe, a przede wszystkim poziom ich wiedzy"W jaki sposób weryfikowana jest wiedza nauczycieli juz po skończeniu zaocznej uczelni, wcześniej być może zaocznego liceum typu "matura w rok". Jeżeli ten nauczyciel nie chce awansować i zdobywać kolejnych stopni nie musi robic nic.Rozumiem tak jak KVM, że wprowadzone byłyby coroczne testy dla dziecka ale dla rodziców ??????? obojga???, a jak chcę zatrudnić guwernantkę??? Albo mam kasę i chcę, żeby moje dziecko uczył ekonomii Balcerowicz (hehe mi też by sie przydały takie lekcje). To co sterty papierków, podań i kolejna masa urzedników. Dziecko nie zdaje obiektywnego egzaminu, przed obiektywna komisją, obowiązek powrotu do szkoły. Tak jak pisał KvM, najwyzej rok w plecy, co niejednemu sie zdarzyło i tragedii z tego powodu nie było.Dobra jadę dalej bez cytatów. Jakie prawdziwe życie jest w szkole na lekcjach, na których nie wolno rozmawiać, czy na tych 5 minutowych przerwach. Wchodząc do szkoły słabo mi się robi jak widzę te tłumy krzyczących dzieci. Nigdy nie muszę jak nie chcę przebywać w takich warunkach w dorosłym moikm życiu gdzie 1000 dorosłych ludzi krzyczy mi nad głową.O jakiej izolacji mówimy. Jest jeszcze podwórko, dzieci znajomych. Obserwacja otoczenia, a co to ma wszystko wspólnego ze szkołą gdzi dzieci spędzają 180 minut dziennie?Ubogim jest dla mnie człowiek dla, którego, życie jest związane ściśle z pracą, szkołą. Nawet śmiem twierdzić, że dobrze jest oddzielić te sprawy od siebie. Teraz o dzieciach z biednych rodzin. wiejskich miałaś na myśli. Nie było tu mowy o biednych niewykształconych rolnikach, ale o ludziach, którzy np. przeprowadzili się na wieś albo do małego miasteczka, ojciec domu dojeżdża gdzieś do miasta do pracy, albo pracują przez internet albo cokolwiek innego, a ich wyjściem jest albo posłanie dziecka do szkoły o bardzo niskim poziomie (jedynej w okolicy)albo dowożenie dziecka 60 km dziennie do też nienajlepszej szkoły albo.................... cudowna nauka w domu, z pomocą internetu, encyklopedii, i rosnacego w lesie grzyba co ma grzybnię itd. I dlatego wierzę, że w Szczecinie jest super szkoła, a nawet, że jest taka w stolicy, a nawet w Krakowie. A co z Miastkiem, Lęborkiem, Słupskiem, czy choćby Zębem??I na koniec uczymy się dla siebie???Slogan, dla osoby która10 lat spędziła w szkole zwykły slogan. Uczymy się dla ocen, a nauczamy dla świętego spokoju.
        • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Bajbusa IP: *.* 07.09.02, 21:23
          Uch, nie wytrzymałam... Dlaczego piszesz, że ubogi jest ten, czyje życie jest ściśle związane z pracą, szkołą? Jeśli to jest dla niego ważne - niech dziękuje Bogu! Pracowac każdy musi (no dobrze, większość), uczyć się, jak na razie - też. Jeśli robi to z przyjemnością - co w tym złego?Może użyłaś niewłaściwego sformułowania, nie wiem. Ale tak sobie myslę teraz - jeśli wyjdziemy z założenia, że szkoła to jest zło konieczne, praca - też, to jakie wartości przekażemy naszym dzieciom? Że do końca życia są właściwie skazane na coś, co jest ponurym obowiązkiem i ohydą? A może lepiej nauczyć je, że z każdej pracy, z każdego zajęcia można czerpać przyjemność? Że wszystko, do czego się podejdzie z sercem, jest piękne i dobre?Nie, nie idealizuję. Wiem, co mówię, bo ja tak robię. Od paru lat dorabiam sobie czymś, co większośc ludzi uważa za dopust boży, a mnie to sprawia frajdę i lubię to. polubiłam, bo chciałam. A mogłabym łamać ręce, że mnie los na coś takiego skazał.Super będzie uczyć dzieci tak, jak kto woli. Ale dopóki muszą uczyć się tak, a nie inaczej, pomóżmy im to przetrwać, a nie wmawiajmy im, że to tragedia. Po co?
          • Gość: nastka2001 Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Bereniki IP: *.* 07.09.02, 21:50
            zdecydowanie dla mnie ubogie jest życie tego, czyje zainteresowania związane są głównie z praca szkołą. Tych ludzi dla których praca staje się treścią, życia a zapominają o kinie, sporcie, sztuce, lataniu, polityce czy co tam innego można sobie wymyslić. Ja nie mam w gdzieś mojej pracy i to co robię robię zawsze z zaangażowaniem, ale wiem, że jak mi się coś rypnie to pozostaną jeszcze inne dziedziny. Ta moja wypowiedź dotyczyła postu Bajbusa, która jako kolejna osoba pisała o zawieraniu znajomości szkolnych i jakie to dzieci bez tych "przyjaźni" szkolnych nieszczęśliwe. Ja myslę, że biedne te dzieci, których jedyni znajomi rekrutują się ze szkoły. I nie chodzi mi o tłumy znajomych ale raczej o ich zróżnicowanie.
            • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - kontynuacja- nie tylko do Nastki IP: *.* 08.09.02, 08:07
              A ja uważam, że jeżeli ktoś zajmuje się czymś z pasją i miłością, to jest OK. Wszystko jestdo, czy to "tylko" praca, szkoła czy zbieranie motyli, chodzenie po górach... Cokolwiek. Ważne, żeby widzieć w tym sens.A jeśli chodzi o znajomych wywodzących się ze szkoły, to w szkole na ogół właśnie jest ogromne zróżnicowanie dzieci. Bo chodzą tam wszystkie, bez wyjątku. Przecież nikt, a zwłaszcza Bajbus, nie mówi tu o zakazaniu dzieciom kontaktowania się z innymi dziećmi, niż te poznane w szkole. Ale na pewno przyjaźnie zawarte w szkole mogą być bardzo wartościowe i pozostać na całe życie - choćby dlatego właśnie, że w szkole mamy styczność z róznymi dziećmi, a nie z tymi, które na przykład starannie dobrali nam rodzice (to chyba kn o tym pisała).Ja chcę jak najlepiej dla mojej córeczki, ale nie mam gwarancji, że to wystarczy, aby dokładnie ocenić, z kim będzie ona w stanie zawrzeć przyjaźń na całe życie. Więc jeśli zawężę jej grono znajomych według własnego kryterium - a w przypadku HS istnieje takie niebezpieczeństwo - to mogę tym poważnie zubożyć jej życie, jej przyjaźnie i jej osobowość także. Zwłaszcza, że wielu rodziców z nadmiernej troski stara się chronić dziecko przed zagrożeniami, które de facto wychodzą na dobre.Wydaje mi się, że do prowadzenia HS potrzebna jest ogromna samoświadomośc rodziców, większa, niż do samego bycia rodzicem. Bo jeśli jestem "tylko" rodzicem, to równie duży wpływ na życie mojego dziecka wywrze szkoła i to się może jakoś zrównoważyć w przypadku, jesli popełnię pewne błędy wychowawcze. Jesli tego równoważącego wpływu zabraknie, jeśli ja będę absolutnie nadrzędnym czynnikiem, kształtującym świat mojego dziecka, to co się stanie, jeśli w najlepszej wierze popełnię jakiś błąd? Kto go za mnie naprawi?Sądzę, że ktoś ogarnięty zachwytem nad wspaniałymi możliwościami, jakie daje HS, może przeliczyć się z wiarą we własne siły. Zwłaszcza jesli zabierałby się do tego jako pionier, nie mając dookoła wsparcia innych, bardziej doświadczonych. Kto z nas jest w stanie obiektywnie ocenić, czy będzie we wszystkim najlepszy dla swojego dziecka?W końcu to nie jest tak, że wśród nauczycieli nie ma osób wartościowych, o czym zresztą oisał KvM - nawet kiepski nauczyciel może byc dobrym człowiekiem. dziecko, chodząc do szkoły, musi dokonać pewnej selekcji - z kim się chce zadawać i dlaczego, kogo i za co cenić, a kogo wręcz przeciwnie. To ma swoją wagę. Jeśli krąg znajomości dziecka zawężamy - skąd będzie czerpać? jaką mamy gwarancję, że będziemy dla dzicka jedynym i wystarczającym autorytetem? Bo tak czujemy? To chyba nie dosyć. Bo jestem przekonana, że jest wiele takich sytuacji, kiedy sama miłość - choćby największa - nie wystarczy.I dlatego sądzę, że mniej ubodzy są ci, których życie ogranicza się "tylko" do szkoły czy pracy - jeśli sami ją wybrali, niż ci, którzy muszą się ograniczyć do tego, co w najlepszej wierze, ale autorytarnie, wybrali dla nich rodzice. czy ktokolwiek inny. To nie jest głos przeciwko HS. To są tylko pewne wątpliwości.
        • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Bajbusa IP: *.* 07.09.02, 21:37
          A swoja droga...czyz to nie ciekawe?Dziecko moze miec kazdy, bez testow i wogole (no poza ciazowymi.;)Czyli co? Psychike mozna skrzywic,ale juz wyksztalcenie wymaga kwafilikacji?A mozeby tak tescik na bycie rodzicem tez zrobic?.;)
          • Gość: Aari Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Bajbusa IP: *.* 09.09.02, 23:39
            Bogusia12345 napisała/ł:> A swoja droga...czyz to nie ciekawe?> Dziecko moze miec kazdy, bez testow i wogole (no poza ciazowymi.;)> Czyli co? Psychike mozna skrzywic,ale juz wyksztalcenie wymaga kwafilikacji?> A mozeby tak tescik na bycie rodzicem tez zrobic?.;)Bogusiu daj spokój. Zawsze Cię miałam za rozważną sobę, która nie rzuca chwytów poniżej pasa.Przeciez tu nie chodzi o to by każdy mógł sobie edukowac dziecko - bo tak wygodniej - z tego co zauważyłam to tu chodzi o poprawienie sytuacji edukacji racja?Więc taki tekst jest troszke nie na miejscu.Poza tym - ten teścik na bycie rodzicem niebyłby głupi :-(
            • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Bajbusa IP: *.* 10.09.02, 09:56
              Wiolu, tylko Ty mi tu nie wchodz na ambicje i nie stosuj `emotional blackmail`.:crazy: bo to juz jest chwyt ponizej pasa do potegi.:hot:Widac `zle mnie mialas`.:lol: skoro takie rzeczy jestem w stanie wygadywac.:lol:Zyje w kraju gdzie decyzji o hs nie trzeba nawet nikomu zglaszac,gdzie nie musze sie tlumaczyc z absurdalnych pytan czy przypadkiem nie krzywdze wlasnych dzieci, nie niszcze ich zycia towarzyskiego itede, gdzie w pon 30letniej historii HS ,pomimo braku ww testow nie doszlo do naduzyc a wrecz przeciwnie.Testy psycho-performacyjne wskazuja na WYZSZY poziom(intelektualny i `towarzyski`.;) ) niz ten reprezentowany przez dzieci uczeszczajace do szkoly. Nie slyszalam o przypadkach rodzin patologicznych zabierajacych sie za HS...a zreszta...po co ja sie tu produkuje na sucho skoro i tak kazdy wraca do punktu wyjscia.:eek:Naprawde wierze,ze,jesli ktos chce,znajdzie niezbedne informacje w sieci np.Natomiast opozycja i tak bedzie miala `ale`Po prostu wola oponetow ogranicza sie co najwyzej do checi zaspokojenia ciekawosci.To rozwiazanie, jak kazde ,wymaga pewnego wysilku i najzwyczajniej trzeba chciec,z czegos tam zrezygnowac i cos jeszcze rozwinac.Trzeba wlozyc w to swoje serce by osiagnac cel. Dla mnie akurat jest to znacznie lepsze niz poslanie dziecka do szkoly.Nawet od strony technicznej lepsze. Komus innemu nie odpowiada. Prosze bardzo. Poprawia sobie swoja szkole. Moglabym powiedziec `moja` bo tez place na nia podatki,ale jednak nie moja.To tak jak czasem slysze od kolezanki: czemu wyscie sie tak daleko przeporowadzili. Moja corcia teraz nie ma sie z kim bawic bo jest sama a w poblizu nie ma malych dzieci. Nie pytam dlaczego jest sama bo to nie moja sprawa,ale slysze przy innej okazji:nie mam ochoty na wiecej dzieci bo to za duzo kosztuje (w pelnym tego slowa znaczeniu).No to mowi sie trudno.Nie to nie ,ale i konsekwencje trzeba wziac na siebie zamiast traktowac czyjes dziecko jak zabawke dla `mojej corci`Naprawde juz podziekuje za uwage,poprosze o oklaski.;) i zejde ze sceny.:jap:
        • Gość: Aari Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Nastki IP: *.* 09.09.02, 23:35
          Nastka sory ale czy uważasz,ze na uczelniach prowadzących zajęcia w trybie zaocznym nic się do łba nie wkłada?Przepraszam bardzo ale nie sądzę.Pytasz w jakisposób weryfikowana jest pani, która ma uczyć dzieci w szkole - ano pani taka musiała zdać egzamin - prawda? Są pewne zasady zatrudniania nauczycieli - nikt nie zatrudni Cię w szkole - bo powiesz - chcę uczyć dzieci.Ja równiez uważam , ze rodzice którzy podejmują się nauczania swoich dzieci powinni przejść testy i sprawdzenie czy się do tego nadają. Ważny jest chyba poziom wiedzy takiego rodzice jak równiez ich stan psychiczny.Ja wiem, że i nauczyciele są inni - ale czy nie chodzi o to aby było lepiej. Czy gdyby DE była zalegalizowana to miałoby to polegac na tym samym co w szkole na którą tak narzekają zwolnenicy DE? Czy nie chodzi o to by dzieci były lepiej wyedukowane? Jeśli coś zmieniać to po całości... Poza tym nie wiem jaki to problem - skoro czujesz się na siłach uczyć własne dziecko i uważasz,ze dasz rade to niby czemu wzbraniac sie przed testami czy czymś takim?Myślę,ze weryfikacja powinna byc przeprowadzana ze wzgledu na dobro dziecka ... i juz padały tego typu stwierdzenia - dany rodzic nie puszcza dziecka do szkoły - podejmuje się DE - a w rzeczywistości po prostu zaoszczędza pieniądze na książkach a dzieciaczka i tak nie uczy - bo mu sie nie chce ...albo bo nie potrafi - i co?pozdrawiamwioletaps. przepraszam za literówki ale pisałam pod wpływem chwili :-)buziaki
          • Gość: nastka2001 Re: Edukacja/HS - kontynuacja- do Nastki IP: *.* 09.09.02, 23:54
            Tak uważam, że na uczelniach zaocznych nic się do łba nie wkłada. Studiowałam wiem. Egzamin?????????? Ha, ha, ha6 w ciągu 5 lat z przedmiotów nieprzydatnych. Reszta po 3 godz wykładów podsuwany indeks z flachą lub biżuterią. Praca magisterska hahaha. Dlaczego się wzbraniam bo nienawidzę biurokracji, i wiem, że prowadzi do nadużyć i że nie da sie ocenić rodzica i tyle.Pa
      • Gość: KvM Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 07.09.02, 21:19
        >1 & 2 - Dostep do takiej formy edukacji - jak najbardziej ale co za tym idzie wprowadzenie ograniczeń i weryfikacji. Tysiace ludzi dla których fakt iż ich dzieci uczęszczają do szkoły jest bez znaczenia (patologia) - zrezygnowałoby z posyłania swoich dzieci do szkoły pragnąc zaoszczędzić na podręcznikach, zeszytach itd., itp. W pełni się z Tobą zgadzam - pisałem zresztą o tym zastrzeżeniu.>Ile jest takich rodzin jak Twoja, które są w stanie zapewnić dziecku taki poziom wiedzy jaki oferuje mu szkoła, nauczyciele? W sumie to chyba nie ma znaczenia prawda? Ważne, aby Ci którzy będą mieli takie możliwości i chęci mogli z nich skorzystać?>Poza tym szkoła to nie tylko nauka. To życie, którego nigdzie indziej nie doświadczysz. Zamykając dziecko w domu i zabierając mu dostep do konfrontacji z innymi dziećmi, obserwacji otoczenia, samodzielnego podejmowania decyzji - odbierasz mu niejako wolność i swobodę kierowania swoim życiem. Odnoszę wrażenie, że to typowe wielokrotnie już prezentowane obawy. Czy one mają jednak rację bytu? Czy rzeczywiście dziecko może "konfrontować się" z innymi dziećmi jedynie w szkole? Wybacz, ale co poniektóre konfrontacje w mojej szkolnej kariierze nie były miłe (do dziś mam wykrzywione kości, które wtedy mi połamano). Wtedy były spokojne czasy. Dziś słyszę o wielkiej popularności narkotyków już w szkołach podstawowych, wymusznie pieniędzy to wcale nie jakieś wyjątkowe przypadki. Wiesz - nie bardzo mam ochotę by moje dziecko doświadczao takich rzeczy, a tu niestetety nawet najlepsi nauczyciele nie pomogą.Kompletnie nie rozumiem tez Twojego zastrzeżenia jakobym odbierał swobodę podejmowania decyzji. Ja to widzę dokładnie odwrotnie. To szkoła odbiera swobodę podejmowania decyzji. Szczególnie w zakresie tego czego się dziecko uczy. Najbardziej kuriozalne jest dla mnie powtarzane z uporem maniaka przez wszystkie moje (4) polonistki pytanie "Co poeta miał na myśli" Oczywiście odpowiedź była tylko jedna - ta która się podobała nauczycielce. Za inne zdanie dostawło się pałę. Szczególnie "dobrze" wspomianm interpretację wiersza "Bema pamięci żałobny rapsod". Zacząłem od "Iusiurandum patri datum usque adhanc diem ita servavi..." (wybaczcie błędy - pamięć może mnie już po latach zawodzić). Uwtór znałem na pamięć - dzięki nieMenowi. Co z tego? I tak dostałem pałę, bo Pani nie podobała się moja interpretacja. Żeby było jasne - nie znałem tylko treści, ale i samego Norwida i tło historyczne.Dla mnie takie zdarzenia to odbieranie możliwości kierowania swoim życiem. Acha - jeśli moje dzieci będą chciały chodzić do szkoły to im zabraniał nie będę.>Własnie. Dzieci z biednych rodzin. Kto niby miał by je uczyć , rodzice?? Ci którzy od rana do nocy zajmują sie gospodarką? (biorąc pod uwage mniejsze miejscowości).Jaką gospodarką, bo nie rozumiem? Dzieci rolników nie miałem na myśli, raczej dzieci "inteligentów" mieszkających na wsi i klepiących biedę, siedzących na bezrobotnym, albo na zasiłku z opieki. Nawet jednak dzieci rolnika mogłyby być w ten sposób uczone. Po pierwsze wbrew pozorom praca na roli nie musi wcale polegać na harowaniu od rana do wieczora (owszem zdarzają się takie dni), po drugie nie każdy rolnik ma stado świń, owiec i 10 h. żyta. Sporo jest już w Polsce gospodarstw agroturystycznych - niejednokrotnie prowadzonych, przez osoby, które mają dość miasta, a bywa że wykształcenie mają wyższe niż magisterskie. Im więcej Waszych wątpliwości, tym więcej znajduję pól gdzie DE mogłaby zadziałać! :-)Co do moich chemicznych zainteresowań - tak zacząłem się uczyć chemii (a w zasadzie pasjonować nią ) zanim miałem ją w szkole. W liceum moja wiedza stopniowa się zmniejszała... Jak kończyłem szkołę średnią, to wiedziałem mniej niż w momencie gdy do niej wstępowałem... (w zakresie chemii klasycznej, bo kwantową zainteresowałem się sam i miałem wiedzę wykraczającą poza materiał) Nie chcę tu się wdawać w szczegółową analizę dlaczego tak się stało. Po pierwsze i najważniejsze nudziłem się potwornie na lekcjach - większość materiału już znałem. Po prostu systematycznie się zniechęcałem - cztery lata i było po pasji. Oczywiście w między czasie znalazłem sobie nowe pasje - z przedmiotów, których nie obejmował program. Dla odmiany w liceum dzięki nauczycilce ( to ten jeden wyjątek ) zaintersowałem się matematyką. Co ciekawe to wcale nie była dobra nauczycielka matematyki. To był dobry człowiek. Ona potrafiła jednak zainspirować mnie ( i nie tylko mnie) do samodzielnej nauki, do poznawania gałęzi matematyki z poza obowiązującego materiału. Przede wszystkim ceniła, że ktoś wie coś więcej i nie gnębiła ludzi za to że mieli inne zdanie niż ona. Nie była dobra - nie dla tego, że nie potrafiła wiedzy przekazać ( to jak tłumaczyła trafiało do największych klasowych matołów) - po prostu często jej na lekcjach nie było, bo była zaangażowana społecznie w wiele rzeczy, zawalała też sporo rzeczy, które obiecywała. Mniejsza z tym i tak była najlepsza (potem dzięki niej zdobyłem swoją pierwszą dorywczą pracę jako informatyk - nim poszedłem na studia i nim zobaczyłem po raz pierwszy PCta ;-) ).
    • Gość: Mela Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 06:53
      Nadal jestem przeciwna domowemu nauczaniu. Załóżmy ze decyduję się na uczenie własnych dzieci. Bo to lubię i sprawia mi to satysfakcję. Większą niż praca i robienie kariery w wielkiej korporacji na przykład, gdzie zasuwa się po 12 godzin, a i tak często znajduje się wypowiedzenie za wycieraczką samochodu na parkingu (fakt), a o tym ze po 20 latach pracy będę odczuwać satysfakcje, nawet nie marzę, bo już dawno będę zastąpiona przez wydajniejsze osobniki. Więc nie zasuwam na Harvard dla dziecka, tylko kształcę je sama.Kogo wypuszczam z domu po ośmiu latach edukacji? Klona. Mojego klona. Przekazałam mu wszystkie moje ograniczenie i ani kroku dalej. Przykład? Po zmianie szkoły po pierwszej klasie u mojej córki, został pilnie wezwania do nowej szkoły bo .... dziecko nie czyta. Jak to nie? Przecież czytało – mówię. Ale w stopniu bardzo słabym. Nie umie również opowiadać- słyszę. Reedukacja przed lekcjami, reedukacja po prowadzona przez szkołę. Pocieszenie – mimo ze jest leworęczna, ma wszystkie dysleksje i inne dys... to jest matematycznym geniuszem ;) Mea culpa. Zamiast opowiadać jej bajki, wolałam z nią pograć w szachy, czy warcaby, scrable chodzić na basen czy spacery. Bo też jestem matematycznym geniuszem ;) – trochę na wyrost ten tytuł. Nie umiem używać słów, moim postom brak tej melodii, jaką mają posty Gosi1, Gosi która-nam-zostanie –wiecznie-młoda czy Bogusi. I tak samo ukierunkowałam moje dziecko kiedy nie miałam wsparcia szkoły. „Kula to kula. Oto kula” – to jej wypracowanie ;) Bo dziecko uczone w domu powtarza ograniczenie rodziców. U was będzie inaczej? Szkoła jest nowym wymysłem? Tak, ale od czasu kiedy wprowadzono powszechny dostęp do edukacji, syn szewca uzyskała szanse zostania lekarzem. Wcześniej mógł być tylko szewcem, bo tego jedynie mógł go nauczyć ojciec. I to samo zafundujecie swoim dzieciom poprzez nauczanie domowe. Naprawdę odważycie się tak zatrzasnąć im drzwi przed możliwościami jakie daje im edukacja w szkole? Mimo ze wy mieliście taką możliwość?Uczenie dzieci jest dobrym pomysłem. Na rozwój osobisty i satysfakcję. Tylko dla rodziców.
      • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 08:18
        Nie, Melu, to nie tak. Z tego, co pisze Bogusia - a ją tu traktuję jak autorytet, bo przynajmniej zna HS z własnych doświadczeń, a nie z wyobrażeń, jak my w Polsce - HS nie polega na tym, że tylko i wyłącznie jeden rodzic uczy swoje dzieci. Oczywiście, rodzic wybiera, jakoś tam decyduje, ale - do licha - nie każdy jest XX12345 itd, nie każdy ma tyle dzieci, aby ten HS samemu wdrażać (Bogusiu, jakże ja ci zazdroszczę tego stadka :love:). HS to nie nauczanie typu 1 rodzic na 1 dziecko - to grupa dzieci, z jednej albo kilku rodzin, uczona przez grupkę osób - też najczęściej rodziców, ale - na Boga - różnych! Chyba, że ktoś jest leonardo, co to i maluje, i helikoptery trzaska... Jeśli ja jestem biologiem i zdecyduję się uczyć dziecko w systemie HS, to z zapałem i w pełnym wymiarze podejmę się uczyć go szeroko pojętej przyrody, łącznie z chemią, geografią i czym tam jeszcze. tam, gdzie nie wystarczy mi wiedzy, douczę się, bo będzie warto. Jesli chodzi o tzw. polski, to zaplecze literaturowe mam potężne i sporo mogę zdziałać, ale podeprę się wiedzą inneg rodzica, który też uczy dzieci w HS, a ma ukończone studia humanistyczne. jesli zaś chodzi o nauki ścisłe, to będę musiała znaleźć kogoś, kto jest od tego fachowcem - choćby mojego tatę - bo ja tutaj jestem noga, niestety.To nie tak, że skoro jestem matematycznym jełopem, to zdecyduję się na ukształtowanie mojej Żaby na takiego samego jełopa. Ja będę musiała znaleźć kogoś, kto pomoże jej odkryć urodę matematyki.No i w tym celu właśnie konieczne jest, aby HS nie było wynaturzeniem dla przypadków jednostkowych, tylko systemem bardziej rozpowszechnionym. Żeby móc wybierać, trzeba mieć z czego.
        • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 08:34
          Bereniko ,dokładnie tak ! Bea
        • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 11:07
          Dokladnie Berek.:)
      • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 08:27
        Melu ,znam swoje możliwości i "ograniczenia" ,ale biorąc odpowiedzialność za całą edukację dziecka mogę albo sama się "podciągnąć "albo znależć kogoś kto zrobi to ode mnie lepiej - i zawsze mogę to skonfrontować z obowiązującym programem .Być może zupełnie podświadomie nie rozwijałaś w dziecku jego literackich potrzeb ,wszak "nauczy się w szkole" ( często taki argument słyszę "po co uczyć mam np.mnożenia ,żeby się potem nudziło w szkole ??").Nie wyobrażam sobie być jedynym nauczycielem dziecka ,chcę tylko by wiedzę zdobywało wtedy gdy jest gotowe ją przyjąć .Nie wylkuczam również ,że w jakimś momencie dziecko jednak wybierze szkołę -jeśli będzie to najlepsza droga do osiągnięcia jakichś jego planów .Bea
        • Gość: Mela Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 11:22
          A jak zweryfikujesz, czy ten kto się podjął uczenia twojego dziecka, naprawdę MA właściwe kwalifikacje? Czy brak ich nie wyjdzie dopiero wtedy, kiedy dziecko nie zda testów? I co wtedy? Pół biedy, jeśli stanie się to przez jakiegoś nieumiejącego przekazać swojej wiedzy "innego" rodzica. Bo jesli dziecko BĘDZIE MUSIAŁO pójsc do szkoły, bo nie opanuje materiau, który "wykłada" jego ojciec czy mama, to bedzie to nie tylko porażka dziecka, ale również porażka rodzica. Czy zdajecie sobie sprawę jakie to jest obciążenie dla dziecka? Uważanie że bedzie w stanie to udzwignąć? Bo ja nie. Mimo że moja córka przećwiczyła dużo inności - choćby z racji alergii przez trzy lata szkoły nie mogła zjesć kawałka chleba, patrząc z zazdrościa jak inne dzieci jedzą kanapki. Przeżyła. Przeżyła też szkolne niepowodzenia. Jej niepowodzenia. Ale zawsze ją wspierałam, niezaleznie od okoliczności. A tu? Jak dziecko ma udzwignąć niepowodzenie rodziców?Nauka dzieci przez grupkę rodziców jest dla mnie utopią. W realu - jak wyobrażanie sobie weryfikację i kontrolę tego co robią? U siebie w domu? Naprawde zawieziecie do kogoś swoje dziecko i je tam zostawicie? :crazy: A z powodu tragicznego poziomu służby zdrowia będziecie leczyć dzieci sami? Od czego zaczniecie? Czy moze ktoś zaprzyjaźniony wam je zoperuje? Bez dyplomu lekarza? Piszecie farmazony ;) Jak ci co leczą raka okładami z moczu, bo przy oparacji któś umarł, więc oparacje szkodzą.Ale można samemu założyć dobrą społeczną szkołe. Dla siebie i swoich dzieci. Gdzie pracują fajni ludzie - weryfikowani, a zaprzyjaźnionym rodzicom zależy. Dlaczego ja?..... kto tak pomyślał? A raczej kto tak nie pomyślał? Odważni wystąp ;) Mam już opracowany business plan :p
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 11:40
            Mela napisała/ł:> Nauka dzieci przez grupkę rodziców jest dla mnie utopią. W realu - jak wyobrażanie sobie weryfikację i kontrolę Melu,za pozwoleniem....moze dla Ciebie to utopia ale dla mnie rzeczywistosc. I nie mowie tu o wlasnych doswiadczeniach bo dla mnie to poczatki w powijakach. Mowie o efektach pracy innych rodzicow. Znam naprawde wielu, ktorych dzieci to juz nastolatki i starsze. No problem.Oczywiscie nie musisz mi wierzyc na slowo. Jednak ot tak dla Twojej wiadomosci. Rzeczywistosc nie jest juz utopia. I nie mam na mysli jednostek.Zgodze sie jednak,ze poczatki dla pionierow moga byc trudne.:(
          • Gość: Bea Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 11:56
            Mela ,ja się piszę na tworzenie szkoły,nawet nie wiesz jak bardzo . W obecnej sytuacji politycznej to najlepsze wyjście. Też o tym myślałam ,ale rozbiłam się o finanse i lokal ,ale kto wie co da się zrobić gdy sie znajdzie więcej ludzi ?Bea
      • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja-do Meli IP: *.* 08.09.02, 10:28
        Melu, ja tylko na temat Twojej córki. Moja Ola (10lat) też jest leworęczna, nie ma wprawdzie żadnej dys...., ale problemy podobne do Waszych. Lubi czytać, owszem, ale nie potrafi sama opowiedzieć o tym, co czytała, albo robi to w telegraficznym skrócie. Jeśli ma napisać krótkie wypracowanie (nawet za dużo powiedziane, po prostu kilka zdań) na temat np. najlepszej koleżanki to pisze "moja najlepsza koleżanka ma na imię Kasia", a potem jest rozpacz i ryk, bo nie wie, co dalej. Wydaje mi się, że może to być związane z dominacją innej półkuli mózgowej. Mam w swoim otoczeniu chłopaka - już prawie dorosłego - leworęcznego dyslektyka. Ma dokładnie takie same kłopoty - nie umie pisać, ale z matematyką radzi sobie świetnie.Nie można tego na pewno zostawić swojemu biegowi, bo nasze dzieci trochę się będą jeszcze musiały w życiu napisać.Nie jest to jednak Twoja wina, bo grałaś z córką w szachy - ja z moją godzinami układałam skomplikowane puzzle...:hello: Monika
      • Gość: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 15.09.02, 15:32
        melu super ze jestes geniuszem i nauczylas dziecko grac w szachy....Ale mysle ze wiekszosc ludzi to przecietniaki. niby mam smyklake do pisania, ale jak pragne mamy, znam sporo osob co to pisza lepiej i treciwiej ode mnie zeby daleko nie szukac- Aluc i Gosia1 na ten przyklad.Niby nie jestem glabem matematycznym co szkola mi wmawiala od dziecka, bo wystarczyl rok z moim korepetytorem, obecnie mezem, abym i liceum i studia zaliczyla nie genialnie ale przyzwoicie....Mysle ze kazdy rodzic, zanim zabierze sie za HS powinien wlasnie zdawac sobie sprawe ze swoich ograniczen- umowmy sie ze szewc nie mial takich mozlliwosci jak my obecnie- aby przekazac dziecku pelnie wiedzy, a przynajmniej pokazac mu gdzie szukac....Ja osobiscie uwazam ze na sposob uczenia sie moich dziewczynek w duzym stopniu mial wplyw fakt ze wychowywaly sie wsrod moich wykladow i skryptow, ze gdy codziennie przysiadalam nad "lekcjami" dla nich stalo sie naturalnym to, ze uczyc sie trzeba i musze ci powiedziec ze robia to nadal nie zmuszane przeze mnie. Mysle ze taki sam wplyw moze miec rodzic, ktory przysiada aby przygotowac sie do lekcji. Poza tym lekcje w HS moga miec bardziej charakter poszukiwawczy- rozwijania wiadomosci z podrecznikow itd.Piszesz ze okazalo sie ze twoja corka okazala sie geniuszem matematycznym. I co? zaczela czytac jak szalona? Pozera ksiazki? Czy tez raczej czyta, ale zdecydowanie to matematyka sprawia jej przyjemnosc? Oczywiscie ze to szkola w jakims stopniu stara sie zrownowazyc wplyw twoj na corke i zacheca ja do kontaktow z literatura, ale umowmy sie- gdybys podjela decyzje o uczeniu jej samodzielnie- czy nie zadalabys sobie pytania- np po lekturze programow szkolnych czy ksiazek metodycznych- ze powinnas wiecej wagi przywiazywac do literatury? Czy w koncu twoja corka jako talent humanistyczny ktorym moglaby byc ( a nie jest) nauczylaby sie gry w szachy? Bo ja sie nie nauczylam ;) chociaz moj atat tez ze mna gral od dziecinstwa....Co wiecej- moj maz ma mame ksiegarke, ktorej dom wprawia mnie w zachwyt. Ksiazki od sufitu do podlogi, tesciowa czyta non stop, tez tez sporo. Dla moich corek chetnie czyta na glos, jednoczesnie nie wyczuwam w niej presji zeby juz czytaly i pisalay i w ogole. A jednak moj maz w zyciu przeczytal 3 ksiazki- "Druzynia Pierscienia", "Dwie wieze" i "powrot krola" he he ;) Ja cztam non stop, czytam nawet etykiety jak juz nie mam c czytac, no wiec przy mnie przeczytal jeszcze ze 3 ksiazki przez te 10 lat malzenstwa i kilka zaczal.....Mysle ze uwarunkowania naszych dzieci maja wbrew pozorom duzo do gadania. Nie znaczy to bynajmniej ze wlasciwe bylo pozbawianie humanistow jakiejs rozsadnej matury z matematyki, policzenie pita czy cos- czy tez w klasach mat- fiz nie pisanie z polskiego- to bylby absurd.... ae do czego zmierzam- przecietny czlowiek, moim zdaniem jest w stanie opanowac podwaliny kazdej galezi wiedzy. I tak samo przecietny rodzic chcacy uczyc swoje dziecko (z naciskiem na CHCACY) jest w stanie to zrobic, na pewnym poziomie- dopoki dziecko samo nie zacznie naturalnie "ciazyc" w kierunku rzeczy bardziej je pociagajacych. Obecnie mozliwosci samodskonalenia jest tak wiele ze naprawde chyba szkola nie musi pozostac jedynym mozliwym sposobem ksztalcenia. Bo wielu jest roznych rodzicow i wiele jest dzieci.....Dzieki tej dyskusji wiele sobie przemyslalam, na temat wychowania mlodszych corek.... Pewnie nie bede ich uczyc w domu, chociaz kto wie..... na razie wiele rzeczy zaczelam robic w domu po 2 godzinach dziennie na ktore chodzi Ola. mam wiele pomyslow i dzieki Bogusiu za strony ;)A ty mela posiej watpliwosci jeszcze prosze bo zbyt zgodny chor tutaj dzwieczy......+
        • Gość: Mela Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 16.09.02, 07:16
          Nie.... już nie będe siała. Przemyślałam sprawę i dyskusja na temat nauczania wydaje mi się podobną do pytania czy rodzić w domu czy w szpitalu. Jak bez komplikacji to dom, a jak będą to ....po dwóch CC, pozostaję przy szpitalu ;)
    • Gość: joannabo Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 13:15
      Dobry nauczyciel (domowy czy szkolny) umie zachęcić do nauki - wtedy dziecko SIĘ UCZY. Zły zniechęca - wtedy dziecko SIĘ NIE UCZY. Ale przecież ono właśnie uczy się samo, nikt mu wiedzy nie ładuje szuflą, ani przy pomocy hipnozy.Wydaje mi się, że sedno tego sporu polega na tym, ze jedna strona wierzy, że dziecko ma naturalną wolę nauki, a druga podświadomie (albo świadomie - pamiętajac swoje szkolne doswiadczenia) zakłada, że bez jakiejś formy przymusu, "motywacji", dziecko niczego się nie nauczy. A rola przeświadczenia rodzica w tym względzie jest ogromna, ponieważ dzieci zawsze odczytują bardzo wnikliwie oczekiwania rodziców i odpowiadaja na nie, dostarczajac dowodów na poparcie tego przeświadczenia.Podam przykład: czteroletnie dziecko podchodzi do taty czytajacego gazetę, wsadza palec i pyta:"jaka to litera?". Tata przerywa czytanie, odpowiada "to jest B. Zobacz to też jest B, tylko małe. A jeżeli piszemy w zeszycie to B wygląda tak. A wiesz jakie słowa zaczynają się na B? " itd.itd. Efekt? Za dwa, trzy miesiace dziecko umie czytać.I drugi przykład: tata odpowiada "B", ale uznawszy to pytanie za kaprys dziecka, albo, co bardzo częste, uważając, że niedobrze jest uczyć dzieci "za wcześnie", nie mówi całej reszty, dziecko odchodzi, a za dwa, trzy miesiące przestaje pytać. Nauczy się czytać w zerówce, po to żeby dostać dobry stopień.No i mamy dwóch tatusiów dysponujacych dowodami na swoje wyjściowe założenia.Czy nie jest tak, że osoby, które podważaja możliwości edukacyjne rodziców właśnie dlatego je podważają, że nie wierzą w zdolności tych rodziców do WYEGZEKWOWANIA wiedzy od dzieci? A tu wcale nie trzeba niczego egzekwować, bo, tak jak pisała Bogusia, dziecko traktowane konsekwentnie tak jak w pierwszym przykładzie, nie zatraci tej ciekawości wszystkiego, nie będzie potrzebowało żadnego bata. Ani stopni, ani ambicji, ani świadomości problemów rynku pracy - po prostu będzie żyć, cieszyć się światem i uczyć się go, bo to przyjemne, ciekawe i na bieżąco pożyteczne. Lepiej jest umieć niż nie umieć, to oczywiste dla każdego, komu z nauki nie zrobiono (przez "motywowanie") środka do jakiegoś, rzekomo wyższego, celu.joanna
      • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 13:43
        Nic dodac nic ujac Joasiu.Wlasnie tu sie mijamy w naszej dyskusji.
      • Gość: Hermiona Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 14:00
        Tylko widzisz, tu nie chodzi o egzekwowanie wiedzy jako formę przymusu czy straszaka. Przecież dziecko w pewnym momencie "wskoczy" w ramy edukacji publicznej, chociażby na studiach; wydaje mi się, że trzeba jego postępy do tego czasu w jakiś sposób monitorować, bo bardzo pięknie będzie, jeśli okaże się, że od średniej odbiega w górę, ale jeśli w dół? I np. w wieku 15 lat będzie umiało tyle co przeciętny 10-latek chodzący do szkoły? Można powiedzieć "czemu nie, przynajmniej to, czego się nauczyło było dla niego ciekawe, w jego własnym tempie, bez przymusu itd." Ale jak będzie się czuło takie dziecko, zobaczywszy wtedy, jak wiele dzieli go od rówieśników? Nie przemawia do mnie argument Bogusi, że grupa ludzi w tym samym wieku jest czymś nienormalnym. Przemawia do mnie np. obserwacja zachowania mojej córki i innych dzieci, z której wynika, że 10-latek będzie dążył do przebywania w grupie innych +/- 10-latków. I na odwrót, wprowadzenie 7-letniego geniusza matematycznego do grupy 20-letnich studentów też emocjonalnie skończy się dla niego źle. Więc musi istnieć sposób na sprawdzenie, czy dziecko jest choć orientacyjnie na podobnym poziomie co jego rówieśnicy w szkole, bo w końcu się z nimi spotka - czy na studiach, czy w liceum, czy gimnazjum.
      • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 08.09.02, 15:26
        Owszem, prawda, ale tutaj wyrażano obawy, że na prowadzenie HS zdecydują się rodzice, którzy wcale nie będą umieli w dziecku podtrzymać tej naturalnej ciekawości świata. pełno jest niedouczonych, kiepskich i nawet patologicznych nauczycieli, to fakt. A rodziców nie?
    • Gość: Mika_P Re: Edukacja/HS - o kilkorgu rodziców nauczajacych grupę IP: *.* 08.09.02, 14:00
      Ja po pierwsze mam postulat, żeby moderator zamknął ten watek i poprzedni an jakies 24 godziny, żeby można było spokojnie przeczytać, pomyśleć, nastukac sobie w notatniku wypowiedź - a za 3 dni ponownie zamknąć i tak dalej. Ja się nie wyrabiam z czytaniem, a żeby napisać, to ech... ;-)A po drugie, to chciałam odnieść się do wypowiedzi tej mamy, która odpowiadała chyba Meli, że nie jest doskonała i na pewnych rzeczach się nei zna, że stworzyłaby grupę rodzicow, wzajemnie się uzupełniających, dla kształcenia grupy ich dzieci. Tylko nie mogę tej wypowiedzi znaleźć, więc podczepiam się pod pierwszy post. Hydra nam wyszła, prosze państwa :lol:Ad rem.Wydaje mi się, że streszczona przeze mnie powyżej wizja owej mamy własciwie niewiele się różni od małej, kameralnej szkoły społecznej/prywatnej. Punkty wspólne to GRUPA dorosłych ludzi nauczająca GRUPĘ młodziezy, znaczący wpływ rodziców na proces edukacji, dostosowanie nauczania do indywidualnych predyspozycji dziecka.Może więc zamiast kruszyć kopie o HS, warto by było w ramach istniejącego systemu stworzyć szkołę, która spełniałaby zalożenia najlepszej edukacji dla dziecka ? Znaleźc biologa z pasją, polonistę z zacięciem, fizyka z powołaniem (odpada etat matematyka, fizyk sie nada ;) ) - zatrudnić. Samemu mieć czas na prowadzanie młodziezy na wycieczki, do kina, na wystawy - na to, co chce się realizować w ramach HS, tylko ze zamiast swojego własnego tylko - miec grupę pod opieką.Moim zdaniem taka wizja jest sensowniejsza niż HS, takie jak opisujecie. A co ważniejsze, możliwa w ramach obowiązującego porzadku.
      • Gość: Berenika Re: Edukacja/HS - o kilkorgu rodziców nauczajacych grupę IP: *.* 08.09.02, 15:22
        Zgłaszam się na biologa :) Chętnie poddam się nawet weryfikacji :)A serio - właściwie masz rację. Chociaż myślę, że pewna różnica tu mogłaby być ze względu na rozmaite kruczki prawne. Hm, nie wiem, czy to dobry przykład, ale na przykład z tego, co wiem, szkoła powinna miec lokal, a więc spełniac tez pewne szczeóle wymagania np. Sanepidu i innych przerażających instytucji, musi miec także kierownictwo, pewnie także i finanse, bardzo skomplikowane jak dla mnie...W przypadku HS pewnie niektóre z tych przeszkód dałoby się ominąć. Na przykład lokal - niekoniecnzie, możemy uczyć się w domu jednego z uczniów. Finanse - niekoniecznie, jesli wyedukowane i pełne zapału mamusie (jakos tak mi się o mamusiach bardziej myśli, bo to na ogół one nie pracują) zgodzą się za nauczanie dzieci swoich i znajomych nie brać pieniędzy. I tak dalej, i tym podobnie.Sądzę zresztą, że w gruncie rzeczy to ta "domowość" wydaje się najbardziej rewolucyjna i zwolennikom, i przeciwnikom HS. jak sama piszesz, reszta to w zasadzie dobra szkoła pryweatna czy społeczna. No i jeszcze kwestia nadzoru nad nauczaniem - bo nad szkołą jednak zawsze nadzór jakiś jest.A na dobrą sprawę - reszta jest taka sama. No to co, zakładamy szkołę?
        • Gość: w Re: Edukacja/HS - do Bogusi i wszystkich IP: *.* 09.09.02, 02:31
          Panie i Panowie naprawde wspaniala dyskusja. Chociaz osobiscie przyznam sie nie mam wyrobionego zdania np temat HS, a pewnie dlatego, ze nie spotkalam sie w zyciu z taka forma nauczania. W Kanadzie, gdzie obecnie mieszkam, HS jest oficjalny, ale mimo, ze ostatnio przepytalam wszystkich znajomych i znajomych znajomych nie znalazlam nikogo, kto by to prowadzil. Kiedys tylko w radio slyszalam wypowiedz mamy, ktora prowadzi HS. Czyli z mojego poszukiwania wyszlo mi, ze chyba nie jest to zbyt popularna metoda nauczania w Kanadzie (ale moze sie myle). I tutaj mam pytanie do Bogusi, jaki procent dzieci w UK jest nauczany w ten sposob? Czytajac Twoje posty odnosi sie wrazenie, ze jest to dosc popularne. I czy szkolnictwo jest tam rzeczewiscie tak tragiczne? Czyzby do Kanady te zle tendencje jeszcze nie doszly? W koncu jestesmy poddanymi tej samej krolowej ;). Naprawde nie uwazam, ze szkolnictwo tutaj jest tragiczne. Oczywiscie sa szkoly lepsze i gorsze tak samo jak i nauczyciele. Sa szkoly, o ktorych co chwile jest glosno, ze wzgledu na przemoc czy narkotyki, ale sa to szkoly w dzielnicach, gdzie nigdy nie bylam i raczej nie bede, bo jest tam bezpiecznie.I jeszcze po lekturze tego watku nasunely mi sie pewne wnioski. Piszecie, ze dzieci uczone w domu moga nadrabiac zaleglosci towarzyskie z rowiesnikami na zajeciach dodatkowych itd. Ja mam co do tego watpliwosci. Moj starszy syn juz od trzech lat uczeszcza na tego typu zajecia. Wszystko odbywa sie w jednym "Community Center" (nie wiem jak to nazwac po polsku, ale dajmy na to w jednej szkole), czyli uczeszczaja tam dzieci z najblizszej okolicy i twarze sie powtarzaja. I niestety nie zauwarzylam, zeby tam sie zawiazywaly przyjaznie. Nie ma na to czasu. Rodzic przylatuje z dzieckiem w chwili rozpoczecia zajec, dzieci przez godzine dajmy na to graja w noge i nie ma czasu na swobodne pogaduszki. Zajecia sie koncza rodzic szybko ubiera dziecko, wsadza do samochodu i jedzie do domu, bo juz pozno, a trzeba jeszcze zrobic tysiace rzeczy.Na podworku dziecko tez nie ma szans na nawiazanie przyjazni, bo tutaj dzieci nie ganiaja same po podworku, tak jak ja to pamietam z moich mlodych lat. Z tego co sie orienyuje to w Polsce tez tak zaczyna sie robic, ze wzgledu na bezpieczenstwo dziecka. I wlasnie, ile razy w tygodniu i na jak dlugo rodzic ma czas pojsc z dzieckiem do parku i jeszcze w tym samym czasie spotkac tych samych rodzicow ze swoimi dziecmi, coby te dzieci mogly nawiazac przyjazn?Bogusiu, chyba sie nie pomyle, jezeli stwierdze, ze w UK zajecia dodatkowe wygladaja tak samo. i ze dzieci nie lataja samopas po okolicy. Czyli gdzie ten czas i miejsce na nawiazywanie wybranych calkowicie samodzielnie przyjazni?Nie twierdze, ze HS jest zly. Pewnie tak samo jak szkola ma wady i zalety. Ja tutaj przedstawilam swoje watpliwosci, ktore nasunely mi sie po lektorze Wazych wypowiedzi.Pozdrowienia.
          • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - do Bogusi i wszystkich IP: *.* 09.09.02, 10:15
            Wan ,nie znam statystyk kanadyjskich ale moge poszperac. Natomiast w USA jest to ok 2% dzieci przy czym w ostatnim roku nastapil przyrost o 20% (czyli liczba HS pomnozyla sie o te 20% i ciagle rosnie)W uk jest to rzekomo 50-80tys. .Mozliwe ze wiecej ale narazie liczono tylko tych zarejestrowanych,legitymujacych sie karta EO. Nie liczy sie natomiast mlodszych dzieci np. Przy czym tez jest silna tendencja zwyzkowa (podobnie jak w usa)W sprawie zajec dodatkowych...to zalezy jakie i jak wygladaja. Jesli zaprowadzisz dziecko na football to pewnie poganiaja i pojda. Podobnie na judo itp. Ale jesli np jest to craft to dzieciaczkom sie buzki nie zamykaja. Gloria ma wlasnie taka kumpele z zajec plastycznych. Ponadto mieszkamy na wsi i stopniowo poznajemy sasiadow. Kiedys tu jezdzila rowerkiem taka dziewuszka i wyraznie miala ochote na znajomosc. Raz i drugi zagadnela je przez plot, one ja tez i jedna i druga strona poradzila sobie z zawieraniem znajomosci.Claire jest starsza od nich ale to wcale nie robi roznicy. Pielegniarka srodowiskowa zna wszystkich w okolicy i proponuje swoj udzial w zapoznaniu nowych osob.Poza tym zajecia dodatkowe nie koniecznie musza miec forme zorganizowana.Idac na basen czy do parku,na plaze itp spotykasz tam roznych ludzi ,ktorych czas nie goni a ,jak pewnie wiesz, dzieciaczki i psy to najlepszy przyczynek. No i sa znajomi, rodzina przyjezdzajacy z dziecmi. Jak widzisz no problem- chciec to moc.Nie wierze,ze dzieciaczki sobie nie poradza bo sobie radza.;) Poza tym nie maja zlych doswiadczen z ludzmi wiec ta otwartosc na innych jest wieksza.No i caly czas `socjalizuja sie`.;) z nami i ze soba nawzajem co tez nie jest bez znaczenia. Jesli nie ma sytuacji pozwalajacych na zawarcie znajomosci to z powodzeniem mozna je stworzyc. Chocby isc na grupe mother and baby, mother and toddler, na zajecia w lokalnej swietlicy czy chocby poznac na e-dziecku.;) Wies angielska to taka mala spolecznosc. Ludziska spotykaja sie na letniego grilla, na swieto winobrania itd. No i sporo jest tu rodzin z dziecmi w tym pare uczacych w domu,ktore udalo mi sie juz poznac.Pisze o sytuacji z `wlasnego podworka` bo o to akurat mnie pytalas,ale jestem pewna,ze w Polsce rowniez jest to do zrobienia.Tylko tu znowu potrzeba troche wlasnej inwencji i zaangazowania w zycie dziecka.
            • Gość: w Re: Edukacja/HS - do Bogusi i wszystkich IP: *.* 09.09.02, 14:23
              Hej Bogusiu, na pewno ta sytuacja wyglada inaczej na wsi nawet kanadyjskiej niz w wielkim miescie jakim jest Toronto. Oczywiscie mamy znajomych, ktorzy posiadaja dzieci w podobnym wieku jak my, spotykamy sie tak czesto jak to mozliwe. Tylko jest tutaj pewne "ale". To sa znajomi wybrani przez nas i nasze dzieci chcac nie chcac "musza" sie ze soba bawic. Zajecia typu Craft to nie dla mojego syna. On musi byc na takich, gdzie straci cala swoja energie, ze po godzinie trzeba go wynosic, inaczej sie nudzi.Wlasnie pisalam o tym chodzeniu na plaze czy do parku. Bardzo rzadko mozna tan spotkac tych samych ludzi. Czyli praktycznie nie ma szans na zawarcie przyjazni. A i jeszcze jest warunek, ze i tak druga strona, ktora nam sie spodoba musialby miec na to rowniez ochote.Wychodze, ze swoimi dziecmi czesto do parku i niestety najczesciej samotnie tam stercze godzinami. Czasami przyplacze sie jakis spacerowicz z psem, no ale to chyba nie najlepszy kandydat na przyjaciela dla mojego dziecka. ;)Sa rozne grupy spotkan dla matek z dziecmi, ale to przedewszystkim dla tych z maluchami. Nigdy nie spotkalam sie zeby ktos organizowal cos takiego dla matek z 10-cio czy nasto - latkami. A chodzi mi przedewszystkim o te wieksze dzieci.No i w moim poscie chodzilo mi o to, zeby dziecko mialo mozliwosc samodzielnego wyboru przyjaciela, majac wokol siebie "caly przekroj spoleczenstwa" (co mozemy spotkac w szkole). W HS oraz w przypadkach organizowanych spotkan przeze mnie z innymi matkami jednak beda tylko przedstawiciele tych wybranych.Moje dziecko chodzi do szkoly, ma sporo zajec pozalekcyjnych (sam sobie wymysla te zajecia), czesto sie spotykamy ze znajomymi i rodzina, ktorzy maja dzieci w podobnym wieku. Ma kolegow, ktorzy mieszkaja w najblizszej okolicy i czesto goszcza u nas w domu, lub moj syn u nich. I mimo tego widze u niego niedosyt towarzyski. Jemu ciagle malo. On moglby zyc caly rok na campie w towarzystwie rowiesnikow.No i na koniec, niestety nie zawsze wybiera kolegow tych ktorych my bysmy sobie zyczyli, ale do tego staramy sie nie wtracaj, chyba ze trafi na jakis "wyjatkowy" egzemplarz.To tyle przemyslen z mojego wlasnego podworka, na ktorym widze, ze dzieci potrzebuja innych dzieci do zycia. I to niekoniecznie tych, ktorych my im podsuwamy.Pozdrowienia
              • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - do Bogusi i wszystkich IP: *.* 09.09.02, 15:10
                Wan, tylko jedno pytanie. Czy ty myslisz o prowadzeniu hs?Bo przynajmniej tak wywnioskowalam z Twojej wypowiedzi.Jesli rzeczywiscie o tym myslisz,to pozwole sobie przypomniec ci,ze ta forma nie u wszystkich sie sprawdzi choc to pewnie tez zalezy od kreatywnosci rodzicow.Ja juz widze,ze Twoj synek raczej gustuje w tlumach niz w kameralnosci wiec rzeczywiscie musialabys to tak zorganizowac by mu zapewnic te tlumy. Moje szkraby raczej wola mniejsze grupy-narazie przynajmniej. Choc same potrafia zrobic duzo halasu to np niedawno mialy do czynienia z taka mala( w sensie gabarytow.;) ,halasliwa spolecznoscia i im sie nie spodobalo. Wolaly pojsc i bawic sie w mniejszej grupie.Z tym dobieraniem przyjaciol.;) to troche naciagnieta moim zdaniem opinia. W klasie, nawet licznej- tez masz pewne ograniczenia- pewien dobor. W szkole prywatnej to samo.Czy naprawde tego nie dostrzegacie?Dziewczynka z sasiedztwa nie zostala przez nas `dobrana`.;)Nie znam nawet jej rodzicow.Dopiero sie poznajemy ale to przeciez nie znaczy,ze sie zaprzyjaznimy.Grupy mother & 10yo nie istnieja ale przyjaznie zawarte w mlodszym wieku sa w stanie przetrwac i tak sie w niektorych przypadkach dzieje choc nie przeceniajmy ich wartosci tak jak nie powinnismy przeceniac wartosci szkolnych przyjazni. Wiesz kto jest moja najlepsza przyjaciolka? Moja siostra. Tak wlasnie czuje. Przyjaznie szkolne, studenckie jakos padly trupem zaraz po opuszczeniu tych placowek i pomimo moich staran.:(Tylko dlatego,ze to ja wyszlam z inicjatywa jeszcze jako tako trzymamy kontakt,ale cieniutko,cieniutko z tym bywa. Za to tworza sie nowe.Wiesz co zbliza ludzi? Miejsce zamieszkania,wspolne zainteresowania i...internet w tej chwili(przy czym przynajmniej drugi punkt jest tu cecha wspolna).Taka jest moja opinia.Ktos powie,ze to nie prawda bo w jego przypadku jest inaczej.Ze przyjaznie przetrwaly pomimo czasu i przestrzenia. Ale to bedzie tylko przyklad na to,ze bywa roznie i uczeszczanie do szkoly wcale nie jest tutaj gwarancja.Nie martwi mnie ten temat poniewaz wiem ze pokrewne dusze zawsze sie odnajda a forum takie jak to dodatkowo wprowadzi element roznorodnosci i rozszezy horyzonty .;)
                • Gość: w Re: Edukacja/HS - do Bogusi i wszystkich IP: *.* 09.09.02, 20:20
                  Ja raczej nie przymierzam sie do HS, chociazby ze wzgledu na "charakterki" moich dzieci, ale sam temat mnie zainteresowal. I wlasnie caly czas meczy mnie ten problem "towarzyski" dzieci uczonych w domu. Moj syn jak byl mniejszy, tak do 6-stego roku zycia, byl domatorem. Do szczescia wystarczala mu mama i zabawki. A pozniej zmienil sie 180 stopni. A jak go zaprowadzilam pierwszy raz do szkoly to sie tak mnie przyczepil i wrzeszcal, ze polowa nauczycieli sie zleciala zobaczyc co sie dzieje, bo nie chcial tam zostac.Czy czasem, jezeli nie pozwolimy zaistniec dziecku w takiej instytucji jaka jest szkola, nie odbierzemy mu szansy dokonania wyboru? Jeszcze dwa lata temu patrzac na moje dziecko sklonna bylabym uczyc go w domu organizujac mu grono przyjaciol do zabawy. Ale na dzien dzisiejszy, jakbym go spytala czy chce sie uczyc w domu to by mnie pewnie wysmial. I nie dlatego, ze on lubi szkole, ale wlasnie ze wzgledu na kolegow.Zagdzam sie, ze w przypadku Twoich dzieci ten problem towarzyski moze niewystapic, ale rodzice jedynakow chyba naprawde powinni sie nad tym powaznie zastanowic. Mysle, ze nie jestesmy w stanie ocenic towarzyskich predyspozycji dziecka dopoki nie rzucimy go na "gleboka wode". Mine sama efekty zaskoczyly totalnie, zawszy bylam swiecie przekonana, ze moj syn bedzie raczej odludkiem.I wlasnie czy bedziemy w stanie ocenic, czy nasze dziecko lepiej jest uczyc w domu, czy one bedzie szczesliwsze nawet w tej niedoskonalej szkole? Dla mnie to jest chyba to najtrudniejsze pytanie, ktore nalezaloby sobie zadac przed podjeciem decyzji. Przeciez to, ze np. ja nienawidzilam szkoly czy nauczycieli wcale nie musi oznaczac, ze moje dziecko bedzie czulo to samo. Uwazam, ze nie powinno sie przekazywac dziecku swoich niepozytwnych doswiadczen zanim ono samo nie pojdzie do szkoly i nie wyrobi sobie wlasnego zdania. Ale niestety bardzo czesto rodzice zaszczepiaja w dzieciach nienawisc do szkoly, co pozniej przynosi takie a nie inne efekty.A przechodzac do drugiej czesci tego tematu, czyli czy rodzice sa w stanie sami nauczyc dziecko tego wszystkiego co uczy szkola, to mysle, ze tak, przynajmniej na poziomie szkoly podstawowej. Nawet jezeli maja tylko wyksztalcenie srednie. Wystarczy, ze beda chetni sami do poszerzenia wlasnych horyzontow i otwarci na sugestie i pomoc innych. I tutaj tez mam troche obaw. Znajac polskie spoleczenstwo, gdzie iles tam procent populacji sadzi, ze jest nieomylna itd. czy beda sklonni przyjac krytyke, i czy zwroca sie o pomoc w razie watpliwosci.????Chyba troche za duzo tych "ale" i watpliwosci w moim mysleniu.Bogusiu z tego co sie orientuje jestes na razie na poziomnie "kindergarden". Napisz jak to sobie wyobrazasz za pare lat. Jak zamierzasz uczyc Swoje dzieci. Czy bedziesz starala sie realizowac program szkolny, czy bedzie to program wybrany przez Ciebie. I jak planujesz rozwiazac problem z poziomem podawanej wiedzy. Jednak pomiedzy Twoim najstarszym i najmlodszym dzieckiem jest chyba 5 lat roznicy. Dla mnie, przynajmniej w tej chwili jak o tym mysle, wydaje sie trudne. To tak jakby nauczycielka jednoczesnie miala trzy rozne klasy i na jednej lekcji, dla tych najbardziej zaawansowanej wykladala rownania kwadratowe a tych poczatkujacych uczyla liczenia do dziesieciu. Na pewno takie rozwiazania istnieja, tylko czy nieodbedzie sie to kosztem tych najstarszych dzieci, ktore beda musialy czasem z wiedza "poczekac" na te mlodsze.Prosze napisz jak Ty to widzisz, albo jak radza sobie Twoi znajomi i inni rodzice.Pozdrowienia
                  • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - do Bogusi i wszystkich IP: *.* 09.09.02, 20:54
                    Wan,z planami to jest tak,ze najpierw chcialabym sie wsluchac w to co mojegwiazdy szczegolnie zainteresuje i isc raczej tym torem. Jednak, aby to osoagnac,mysle,ze wskazane jest zaprezentowanie wielu roznych mozliwosci.W tej chwili Gloria i Ella sa w wieku tzw preschool bo w uk szkola sie zaczyna od 4go roku zycia.Ja to widze troche jak w idei montessori i chyba ta droga chcialabym isc przez najblizsze lata. Oni tam maja program bodajze do 13go roku zycia. A czy to bedzie program oficjalny czy laczony to sie okaze z czasem. Tu pozostawiam miejsce na elastycznosc.W tej chwili np mamy manie liczenia, dzielenia, dodawania, ulankow itp. Jak na ten wiek naprawde swietnie im to idzie i robia uzytek przy kazdej okazjo. Otwieram lodowke i Ollie liczy jajka. Robimy sniadanie.Ella mowi: czworo dzieci i dwoje rodzicow to razem 6 .Szesc talerzy. 3 sa na stole.Potrzeba jeszcze 3. I na tym to mniej wiecej polega w tym momencie. Wczesniej `meczyly` alfabet w ten sposob.Jesli chodzi o podzial zajec mam narazie wyobrazenia ale mysle,na podstawie swoich doswiadczen z klas laczonych z ktorych kazda liczyla po 10-15 osob, wiem,ze jest to do zrobienia. Dodatkowo Matthew konczy prace ok poludnia. Wyobrazam sobie,ze tu mozemy sie podzielic poznym popoludniem i on np zabierze mlodsze dzieci a ja zostane ze starszymi albo na odwrot. Ew podzial sie dokona przy pomocy zajec dodatkowych czy z pomoca kogos wlaczonego w nauczanie-np innej mamy. Mam przemila sasiadke ,ktora zawsze jest chetna zajaca sie dzieciaczkami,organizuje im malowanki,male przyjecia urodzinowe itp wiec to tez jest opcja. Kolejna opcja to tesciowa-bardzo aktywna kobieta,ktora za 2-3 lata bedzie na emeryturze. Juz wiem,ze takie rzeczy jak zainteresowanie tenisem czy lekcje muzyki przejmie z wielka radoscia.Sama ma zamiar sie doksztalcac w tym kierunku a sporty uprawia namietnie.Tesc tez przechodzi naemeryture. Tak sie sklada, ze jest ksiegowym w dziale edukacji przy urzedzie miasta wiec nam podsuwa materialy np cwiczenia dla dzieci w wieku 5-7 lat.Mam tez mozliwosc korzystania z pomocy konsultanta szkoleniowego [osoba specjalnie wytypowana w celu ulatwiania zycia rodzicom prowadzacym hs]-nie musisz ale mozesz skorzystac z jej sugestii.tyle narazie .za chwilke napiszewiecej bo czas polozyc towarzystwo spac.
      • Gość: Aari Re: Edukacja/HS - o kilkorgu rodziców nauczajacych grupę IP: *.* 09.09.02, 23:45
        Mika i wiesz co ja właśnie o czymś takim myśłę ... tylko cholerka nie wiem od czego zacząć ...pozdrpfkawioleta
    • Gość: as Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 09.09.02, 15:05
      Nie jestem w stanie przeczytać wszystkich postów, bo dyskusja jest burzliwa. Wszyscy są ekspertami choćby dlatego, że każdy z nas był kiedyś w szkole.JESTEM WROGIEM PUBLICZNEGO, ZBIOROWEGO WYCHOWANIA. I ostatnio zwłaszcza, nie mogę nerwowo wytrzymać, jak słyszę, że rodzice, którzy mają wybór (dziadkowie, rodzina) to i tak posyłają dzieci do przedszkola. PO CO!!! Dziecko czuje się bezpiecznie w domu, wśród bliskich. Tak ja byłam wychowywana. No i niestety nie miałam wyboru musiałam dziecko posłać do przedszkola. Mimo tego, że bardzo starannie wybrałam "placówkę", która mimo, że państwowa oferowała "bardzo dobrą i urozmaiconą opiekę" to do końca moje dziecko przeżywało codzienny stres z powodu przebywania w grupie. Nie, nie przesadzam - dosyć dobrze wiem co się z dzieckiem dzieje i dlaczego, staram się je obserwować i to ona "mówi" mi swoim zachowaniem jak straszne jest "wyróżnianie się" w grupie, jak niedobrze jest robić coś innego niż wszyscy. Może nie dla wszystkich, ale dla większości zdrowych ludzi na codzień to koszmar. Teraz jesteśmy już w szkole. Bardzo dobrej, okropnej szkole, która ma (mimo niewielkiej liczby dzieci) do zaoferowania kupę chaosu, hałasu i stresu pt. "jak sobie dać tu radę". Do tego trzeba dodać "uczenie się" i sprostanie wszystkim wymaganiom. Mam dreszcze na plecach od początku września i gdybym tylko mogła to stanęła bym na środku korytarza w tej (bardzo zacnej i nawet trochę elitarnej) szkole i wrzasnęła na całe gardło, że zabieram swoje dziecko DO DOMU. Podsumowując:Sądząc po ilości postów temat jest ważny; jest też sporo osób, które chętnie przyłączyłyby się do akcji HS. Jeżeli tylko znajdzie się taka możliwość, żeby dzieci w domu mogły jak najdłużej rozwijać swoje indywidualne zdolności to przyłączam się całą swoją osobą, a nawet mogę przyłożyć się do pracy na rzecz takiego przedsięwzięcia. Lobbujmy i nie dajmy żyć nauczycielom i innym zabierającym naszym dzieciom ich niepowtarzalną osobowość. Chodzi o nasze dzieci. A mnie pozostaje na razie walka z istniejącym systemem. Żywcem mnie (nas) nie wezmą!ASP.S. Będę wdzięczna za wsparcie. Acha i obiecuję, że przeczytam inne wątki.
    • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 09.09.02, 23:18
      Wybaczcie,ze sie juz dzis produkowac nie bede i udam sie na zasluzony ...spoczynek.;)Chcialam na zakonczenie dnia tylko wrzucic krotka liste co bardziej znanych HS-row.;):artysci Claude Monet & Andrew Wyeth;pisarze Beatrix Potter, Agatha Christie, C.S. Lewis & Mark Twain;kompozytorzy Wolfgang Amadeaus Mozart; wynalazcy/naukowcy Albert Einstein, Thomas Edison & Alexander Graham Bell;mezowie stanu Benjamin Franklin & Patrick Henry; Generalowie Douglas MacArthur & George Patton; U.S. Supreme Court Justices John Marshall & Sandra Day O"Connor; Presidents John Quincy Adams, Franklin Roosevelt, Theodore Roosevelt, Woodrow Wilson & George Washington.Chyba przyznacie ,ze,co jak co,ale na bande kolkow to oni raczej nie wygladaja.;).:lol:Chociaz pewnie mozna by im aspolecznosc czy tez nietowarzyskosc zarzucic.;)
    • Gość: sawlb Re: Edukacja/HS - kontynuacja IP: *.* 10.09.02, 13:16
      Juz mialam sie nie wtracac ale jeszcze jedna uwaga.Hermiono, prosze nie porownuj mojej sytuacji do innych i na odwrot. Ja mam PIATKE dzieci z mala roznica wieku i plany na wiecej. Powiedz kto z dyskutantow opowiadajacych sie za DE ma podobna sytuacje? Bez sensu moim zdaniem jest mowic: Bogusia ma meza,ktory tak a tak pracuje i duzo ludzi do pomocy (cytat niedokladny ale mysle,ze oddaje tresc)Moja kolezanka SAMA uczy w tej chwili trojke(najstarsze 14 lat) plus ma trojke mlodszych.Maz pracuje jak typowy polski ojciec(choc Polakiem nie jest),czasem nawet go nie ma przez pare tygodni bo jest budowlancem,ona nie ma w poblizu rodziny,babc na emeryturze czy radosnych sasiadek.W dodatku pare lat temu jej syn chorowal na raka i przechodzil kuracje. Musiala uwazac by w tym czasie nie zlapal infekcji. M in dlatego zabrala go ze szkoly by zminimalizowac ryzyko infekcji. Drugi ma dyslekcje i w tej chwili jego wyniki sa o wiele lepsze niz za czasow szkolnych ale to tez oznacza,ze wymagawiecej uwagi. No i radzi sobie i to bardzo dobrze. Jeden z chlopcow zdobyl pierwsze miejsce w konkursie matematycznym( stanowym) Dziewczynka jest zapalonym botanikiem. Teraz juz dzieci sa na tym etapie,ze starsze zaczynaja przekazywac swoja wiedze mlodszym.Ma jeszcze zajecia dodatkowe w poblizu i to by bylo na tyle jesli chodzi o podzial odpowiedzialnosci z kims innym. A to nie jest jedyny przyklad wielodzietnej rodziny jaki znam.To akurat moje znajome z listy wielodzietnej sposrod ktorych kilka prowadzi hs. Najwieksza rodzina sklada sie z 24 dzieci (w tym czworo ich wlasnych-jest to rodzina zastepcza)I tez ojciec pracuje a mama zajmuje sie dziecmi.Przychodzi tylko dziewczyna do gotowania i do sprzatania (raz na jakis czas).Z uwagi na charakter rodziny,maja kogos kto ustawicznie czuwa nam postepami i w ocenie wypadaja bezproblemowo.Podalam skrajne przyklady ale po to by Ci pokazac,ze Twoje porownanie tak naprawde nic nie wnosi,bo,jak sie okazuje, mozna. I to ze znacznie wieksza gromadka niz moja a co dopiero z dwojka czy trojka dzieci.Chyle czola przed tymi,ktorzy sobie radza ale mysle,ze to tak jak z powiekszaniem rodziny wogole. Majac jedno dziecko trudno sobie wyobrazic jak dasz rade z dwojka. A jednak dajesz i to lepiej niz z jednym czesto I tak dalej.Niemniej jednak dobrze,ze jestes tu glosem rozsadku bo to napewno pozwoli innym sprawdzic wlasna elastycznosc i wybadac mozliwosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka