Gość: lulu
IP: *.*
20.09.02, 08:55
Czytałam przed chwilą ten wstrząsający wąyek o przygniecionym paluszku. Ja przedwczoraj "dałam plamę" , którą moje dziecko mogło przypłacić życiem. WLewałam wodę do wanny , do kąpieli dla starszego synka , który właśnie się rozbierał. W łazience był też młodszy 17 miesięczny , który zazwyczaj w takich sytuacjach wrzuca do wanny zabawki i wszystko , co znajdzie pod ręką. Brzeg wanny sięga mu do ramion , więc nie wyglądało na to , że jest w niebezpieczeństwie. Mimo to raczej nie zostawiałam go samego w łazience. Ale tego wieczoru wyszłam na chwilę , aby przynieść z przedpokoju ręcznik , a potem zwabiły mnie jakieś informacje z telewizora i przystanęłam przed nim na chwilę. Po chwili usłyszałam wielki płacz. Pomyślałam , że mały się przewrócił i uderzył , pobiegłam do łazienki i... widzę , że siedzi w ubraniu we wannie po szyję w wodzie. Twarz i głowę ma mokre , czyli musiał byc przez chwilę pod wodą. Najwidoczniej przechylił się i wpadł głową do wody , ale jakimś cudem udało mu się od razu usiąść , i nawet się nie zachłysnął. Gdyby pod wodą próbował w panice zaczerpnąć powietrza , wszystko odbyłoby się bezgłośnie i kiedy bym tam weszła jakąś minutę , dwie później... nie , nie chcę nawet o tym myśleć. Nie spałam całą noc. Patrzyłam na synka i myslałam , że gdyby nie łut szczęścia , to nie leżałby teraz w swoim łóżeczku tylko... I to przez moją niefrasobliwość. Dziewczyny , proszę , bądźcie przesadne , nadgorliwe i przewrażliwione , byle nie beztroskie tak , jak jamtego wieczoru. Roztrzęsiona mama dwóch synków.