przepraszam ze tutaj i ze zawracam glowe, ale ja juz nie potrafie znalezc wyjscia z tej sytuacji, jest mi coraz bardziej zle

gorzej i gorzej

nie potrafie rozmawiac z przyjaciolmi bo sama nie umie nazwac tego co boli, pytaja dlaczego? dlaczego jestem smutna co sie stalo?a ja odpowiadam "nic sie nie stalo" i nakladam usmiech na twarz bo nie wiem jak powiedziec o co chodzi...a mnie boli- boli mnie w srodku samotnosc, boli mnie oderwanie od tych ludzi , czuje namacalnie ze kazdy zyje sobie, kazdy jest kowalem swojego losu a ja?..a ja juz wszystko stracilam, nie potrafie sie podniesc nie potrafie walczyc, nie mam sily wyjsc z domusamotnosc boli mnie w srodku, boli fizycznie, bo ludzie sa ze mna ale tak naprawde nie potrafie sie z nimi porozumiec.Mysle sobie wtedy jak juz nie mam sily wstac z lozka ze to pewnie lenistwo, no bo co? kiedy nie mam juz sily zyc mysle ze to wplyw pogody- takie sobie nastroje, ale tak naprawde sa chwile kiedy wszystko sie uklada a ja mimo to nie mam sily zyc, dokonywac wyborow, brac odpowiedzialnosc.Znikam .przepraszam.