Gość: jagodzianka
IP: *.*
18.11.02, 10:52
Z góry przepraszam za bałągan w poście ale chyba nie dam rady napisać tego w miarę składnie.Weekend zapowiadał się całkiem miło. Rano pojechaliśmy całą rodzinką na zakupy. Potem mój mąż musiał jechać do pracy. Ja zabrałam się za gotowanie bigosu (lubię gotować - czasami). W miarę gotowania zaczęła kiełkować moja frustracja - nie było grzybów, no ale nic pomyślałam, że najwyżej będzie bigos bez grzybów. Gotowałam gotowałam i coraz bardziej brakowało mi tych grzybów (w sklepie osiedlowym nie było, a mąż zabrał samochód). W końcu jednak pogodziłam się z ich brakiem.Bigos spokojnie dochodził, ja bawiłam się z Jagódką, potem położyłam ją spać, obejżałam dosyć głupawy, ale relaksujący film z Harrisonem Fordem i czekałam na męża (miał wrócić ok. 21). Godzina 22 nie ma go... Zaczęłam czytać książkę i czekam, za jakieś 15 minut wrócił mąż. Z uśmiechem na ustach przyszedł do sypialni i wytłumaczył się, że "bardzo przepraszam cię dziubku, ale troszkę się przedłużyło" w sumie ok... ale mi coś się stało...Dostałam furii, zaczęłam krzyczeć, za te grzyby, za spóźnienie, nie wiem jeszcze za co...Doszło do tego, że powiedziałam mu, że wszystko co robi jest bez sensu, że mam dosyć jego firmy bo i tak nic z niej nie mam... (nieprawda - przyznaję z reką na sercu).Doszło do tego, że go uderzyłam, kilka razy i poszczypałam. Jest mi wstyd cholernie...Reakcją mojego męża było wyniesienie pościeli do pokoju i spanie przed telewizorem. Długo nie mogłam zasnąć... w końcu mi się udało.Rano obudziłam się jescze bardziej zła chyba na to, że nie próbował mnie wieczorem uspokoić, obudziłam go zdzierając kołdrę i krzycząc, znowu go walnęłam...Jest mi tak okropnie wstyd i mam takie cholerne wyrzuty sumienia, że chyba zwariuję.Mąż się oczywiście obraził. Próbowałam go przeprosić (kilka razy), ale nie chciał nawet słuchać. Dzisiaj wysłałam mu mailem kartkę, że wszystko co robimy dla siebie ma sens, w odpowiedzi przysłał mi sms-a o treści "nie".Teraz siedzę i ryczę w pracy, jest mi wstyd, wiem, że skrzywdziłam osobę, którą kocham i szanuję. Mam charakter dość gwałtowny więc kłótnie się zdarzały (nie tylko z mojej winy) ale w takim natężeniu zdarzyło się to pierwszy raz...Nie wiem co zrobić, moje przeprosiny nie działają...