Jak zwykle chcę wylać na was wiadro ;co ja piszę -jezioro moich zmartwień...Ewentualnie możecie nie czytać klawiatura jest cierpliwa.No bo czy to jest sprawiedliwe? wraca człowiek u... męczony w Wigilię po pracy i zastaje wszystkie szafki wybebeszone na podłogę - mąż informuje że to gruntowne porządki i za godzinę będzie po wszystkim-jest 13.00 na 16.00 pierwsza z 2-ch(jak ja nie znosze tych Wigilii z zegarkiem w ręku..).O 14.00 starsze dziecko zaczyna narzekać na ból brzuszka chęć do porządków ulatuje w kosmos (wiem wiem powinnam to zrobić tydzień wcześniej ale prezenty, praca itp..).Bajzel zostaje na święta a my z wyieszonym jęzorem i 10 siatami wypadamy z domu.W nocy Marysia zaczyna wymiotować o 7-ej w 1-szy dzień swiąt jesteśmy w szpitalu-jak jej nie przejdzie do wieczora to ją przyjmą na oddział.W domu Kuba zaczyna mieć rozwolnienie... w pralce za przeproszeniem zarzygane szmaty na podłodze graty....Marysi lepiej,Kubie gorzej rozwolnienie 2-gi dzień.Wczoraj wymiotował całą noc, dzisiaj słania się na nogach w prąlce patrz wyżej,lekarka powiedziała że jak jeszcze raz zwymiotuje to kroplówka i szpital

Na razie śpi spokojnie ale boję się oddychać A Marysia ma dzisiaj 4-te urodziny ...Kupiony przezent okazał sie popsuty a planowany dobry nastrój również i co ona jest temu winna? chyba musiałam strasznie narozrabiać w poprzednim wcieleniu ?

Jestem do niczego życie rozłazi mi sie przez palce chyba tylko pracować potrafię ale niestety nie w domu ...Jestem okropną matką, moja chyba była dla nas lepsza a ja jestem jakimś nieudanym egzemplarzem....Sorry już kończę