finimini
15.12.06, 09:21
Witam. Piszę tutaj pierwszy raz i chciałabym prosić wszystkie emamy o radę.
Teściowie mieszkaają dość blisko, mają stały (codzienny) kontakt z synem i
wnuczkiem (teściowa zajmuje się naszym 1,5 rocz. synkiem). Moi rodzie
mieszkają dalej. Odkąd mamy własne mieszkanie narodziała się tradycja, że
Wigilię oranizujemy u Nas w domu - zapraszając i teściów i moich rodziców.
Ech... ryczeć mi się chce...
Problem dotyczy następnych dni światecznych. Zawsze planujemy, że
pozostaniemy w domu z synkiem. Obydwoje z mężem pracujemy. I te pozostałe dwa
dni świąt JA chciałabym spędzić z "moimi Facetami". I tak co roku ustalamy to
wczesniej, co roku szykuję najpierw Wigilię dla wszytkich, potem Święta dla
naszej trójki.... i co toku jest to samo. Spędzanie Świąt kręci się wokół
Teściów. Bo teściowie cytuję: "nie wyobrażają sobie spędzenia świat bez
Wnuczka" i "mają do tego prawo". I co roku uprawiają (wg mojej oceny)
emocjonalny szantaż. "Zostawiacie nas samych", "Niedługo umrzemy", "chcemy
być z wnukiem" (nigdy nie mówią; chcemy być w Wami). I tak najpierw dochodzi
na tym tle do spięć między mną a moim mężem - a potem lądujemy u teściów i
jest super... Oni bawią się z Małym, rozpakowują prezenty, ganiają po
mieszkaniu.. A ja? Wchodzę do kuchni z teściową (bo razem będziemy szykowały
jedzonko)Po czym moja teściowa bo 5- 10 minutach "zmywa się" z uśmiechem na
ustach i z tekstem "to już chyba poradzisz sobie?" "pobawię się z Małym, bo
już tak się za nim stęskniłam." Mąż jest pomiędzy kuchnią a pokojem (bo synek
tam się bawi, a ja tu podaję, przynoszę, wynoszę i zmywam...)
I takie to Święta. Jest mi przykro. Bo mam wyrzuty, że zbyt mało czasu
poświęcam Synkowi, bo chciałabym w Święta pobyć sama z nimi w naszym domku,
bo jestem wyrodną synową, bo podobno jestem oschła i bez uczuć. A ja mam
ochotę krzyczeć: A gdzie są moje uczucia i moje prawa? Dlaczego przede
wszytkim muszę zaspokoić oczekiwania teściów? Dlaczego moi rodzice rozumieją,
że po wspólnym wieczorze wigilijnym chcialibyśmy pobyć sami w święta?
Każde rozwiązanie jest złe. Statamy się wcześniej uprzedzić teściów jakie
mamy plany na święta, ale zawsze scenariusz się powtarza i zawsze
ulegam "szanażom". I oczywiście zawsze jestem niezadwolona... Bo jak ulegnę -
to świeta wyglądają tak opisałam, jak nie ulegnę - to jestem obwiniana i
czuje się jak ostatnia szuja!
Emamy, czy mnie rozumiecie? Czy to zazdrość? (teściowa twierdzi, że robię to
z zazdrości o dziecko), Czy asertywność (którą staram się tu naprawdę
wykazać) musi tak boleć? Czy moje potrzeby i moje plany muszą zawsze stać na
drugim miejscu? Dlaczego czuję się w tym wszystkim pomijana i zepchnięta na
któryś tam plan..?
Pozdrawiam.