No wlasnie. Przeczytalam w jakims magazynie artykul o facecie, obcokrajowcu, ktory w wielu panstwach swiata uczyl tanca i w koncu wyladowal w Polsce. O Polkach mowi:"To najpiekniejsze kobiety, jakie widzialem. I jednoczesnie najmniej pewne siebie. Widac to po ich skrepowanych ruchach i nieustannym ogladaniu sie na innych. Boja sie spontanicznosci, chowaja sie w sobie. Zupelnie niepotrzebnie. Mialem do czynienia z kobietami roznych narodowosci. Polki naprawde nie powinny sie niczego wstydzic: sa madre, odwazne, a jednoczesnie bardzo wrazliwe. Wciaz maja te delikatnosc i wdziek, ktore tak podobaja sie mezczyznom, a ktore zatracily kobiety na Zachodzie. Mysle, ze sa jak w potrzasku, bo zbyt wiele naraz sie od nich wymaga. Z jednej strony maja byc czulymi boginiami domowego ogniska, z drugiej-zarabiac pieniadze i robic kariere. I to wszystko jak najlepiej. Jaki mamy efekt? Chaotyczny taniec splatanych cial. Nieustanna walka naturalnego instynktu z chlodna analiza. Tango wymieszane z wojskowym marszem."I wiecie co? Pierwszy raz tak naprawde powaznie sie nad tym zastanowilam. Po pierwsze czy jest tak naprawde, a jak jest to dlaczego? Spuscizna po przodkiniach? Dzielne kobitki czekajace z 10 drobiazgu na mezczyzn wracajacych z pola walki, a jak trzeba same idace na smierc? Czy po to setki kobiet walcza o rownouprawnienie, abysmy po prostu mialy wiecej na glowie?Siedze w domu, maz pracuje, mam dwoje malenkich dzieci i dosc krucho z kasa. Ze wszech stron slysze, ze podobno sie nudze?! Powinnam pozaciagac dlugi i rozpoczac studia, znalezc sobie jakas dorywcza prace, podczas wekeendow zajac sie jakimis dziecmi (jako opiekunka), a do tego gotowac obiady z trzech dan, miec zawsze lsniace okna i pusty zlew. Bo moja tesciowa "...jak byla mloda, to robota sama palila jej sie w rekach. I tapety sama kleila, samochod naprawiala, pracowala, dziecko wychowywala, itd...", a synowa to taka nierobotna. Ciagle slysze, ze musze COS zrobic ze swoim zyciem. Dostaje dobre rady, o ktore wcale sie nie dopominam i zaczyna mnie to wkurzac.Moze tkwi we mnie jeszcze kawalek 15 latki, ktora wszystko wie lepiej i zrobi sama, ale watpie.Czy u Was tez tak jest? Czy ktoras tez tak miota sie po domu nie wiedzac gdzie rece wlozyc i slyszy: zrob jeszcze to i tamto? Nie mowie tu o mezach (moj zza monitora niewiele widzi

), ale o calym towarzystwie wzajemnej adoracji, tzn: tesciowych, mamach, przyjaciolkach, sasiadkach, itp.A moze ja jedna mam takie zycie do poprawki i mnostwo chetnych do roboty?Jakis zagmatwany mi ten post wyszedl, ale im dluzej pisalam, tym bardziej krew mnie zalewala. PrzepraszamBEATAS