Gość: guest
IP: *.*
26.03.03, 00:14
Czytałam niedawno ksiązkę Viktora Kleperera pt. "Dziennik 1938- 1945". niby dawno to bylo, ale ile analogii.... Klemperer był niemieckim Żydem, przeżył wojnę w Niemczech, napisał dziennik opisujący przezycia wojenne. Nikt nie chce wojny. Każdy wolałby, aby jej nie było. A jednak paru dyktatorom świat dał juz wolną rękę. Pamiętnik Klemperera jest świetnym studium milczącego przyzwolenia wywołanego traumą pierwszej wojny światowej (mam tu na myśli sparaliżowaną Francję i Wielką Brytanię). Jestem za wojną- choć to niepopularne. Fajniej jest organizowac demonstracje antywojenne. Fajnie jest mowić "nie" w krajach, które pojęcia nie mają, czym jest zamordyzm. Fajnie jest jechac do Iraku jako żywa tarcza, aby bronić szpitali i przedszkoli. A jeszcze fajniej jest słyszec, ze "zywe tarcze" jednak wyjechały z Iraku, bo Saddamowi na grzyba była ochrona budynków cywilnych, za to proponował ochronę budynków wojskowych.Wracam myślą do 11 wrzesnia i komentarzy...My (Europejczycy, Amerykanie, Australijczycy) możemy byc relatywni. Mozemy rysować hasła "No war". Możemy bronić idei wielokulturowości, tolerancji, krytykować tępaka Busha, dupka Rumsfelda, idiotkę Rice. Możemy, bo nam WOLNO. Mamy wolnośc słowa i demokrację. Zatem każdy może olac demokrację i wolnośc słowa.Kiedy słuchałam "alternatywnych komentarzy dot. tragedii 11 września", opinii potępiających "rasizm", "głupotę" Oriany Fallacci myslałam, ze kiedyś ten relatywizm nas zgubi.Terroryści , którzy grzmotnęli w WTC nie byli relatywni. Nie byli empatyczni. Nie byli wielokulturowi.Hussein też nie jest.Ale my jesteśmy.Klemperer piszący ze zdumieniem i zgrozą o postawie mocarstw europejskich wobec poczynan Hitlera, tez widział "szacunek dla suwerenności Niemiec". Ja nie mam szacunku dla suwerenności Iraku. Uważam, ze jest to wojna PREWENCYJNA, która dowodzi, ze wiek XX czegoś nas nauczył: tego, ze nie nalezy dawać przyzwolenia na dzialania mogące zachwiać równowagą świata.Pytania: a co z Czeczenią? Co z Koreą? Co z Afryka, gdzie tłuką się bronią z demobilu amerykańskiego i rosyjskiego?Nie wiem. Nie umiem odpowiedzieć.Ale cieszy mnie, że nie padnie pytanie "a co z Irakiem?"- bo tam jednego szaleńca będzie mniej.Pacyfizm Francji i Niemiec nie tylko mnie nie wzrusza, ale wręcz oburza. Oburzają komentarze francuskiej prasy i polityków odnośnie udziału Polski. Oburza tym bardziej, ze o ile motywy działań USA są dyskusyjne (ropa, ekonomia, broń chemiczna, itd) ale ludnosc cywilna w dalszej perspektywie skorzysta, o tyle w przypadku Francji i Niemiec jestesmy świadkami budowania nowego układu sił. Układu, którego żródłem nie jest idea wolności i pacyfizm (choc to wdzięczny temat dla rządów i mediów) ale sprzeciw wobec USA i ich mocarstwowej pozycji. To jeszcze bardziej wyrachowane i obrzydliwe.Jestem "za" choć moralnie łatwiejsze byłoby być "przeciw".Rosa