Dodaj do ulubionych

Moje małżeństwo się wali......

28.12.06, 09:27
Nie wiem od czego zacząc...Znamy sie 15 lat, od 5 jestesmy po slubie i mamy 3
letnie dziecko...
To co się dzieje ostatnio bardzo mnie dołuje, wogóle nie możemy się dogadac,
a rozmowy były i owszem ale pomagaja na krótko, nie widzę juz miłości w jego
oczach.Codziennie są kłótnie o byle co...mam dośc.Ciągle o wszystko
pretensje.To ciągnie się juz długo...
prosze powiedzcie czy to dobry pomysł zebym wyprowadziła się do rodziców?
Czy da mu to do myslenia?Tak myslę,ze i tak to zrobię bo naprawde nie widze
juz sensu się meczy.
NIgdy ale to przenigdy pare lat temu nie pomyslałabym ze tak bedzie miedzy
nami.....
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:11
      Konstancjo, ale dlaczego do rodziców. Dla mnie wygląda to jak ucieczka małej
      dziewczynki, przepraszam ale tak myślę.
      O co są te kłótnie?
      (Jestem 15 lat po ślubie a razem od ponad 18)
      • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:14
        Do rodziców dlatego żeby na jakis czas odseparowac się od tego wszytskiego,
        wynajem mieszkania odpada ze wzgledu na pieniądze.jesli nie pogodzilibysmy sie
        wówczas mogłabym tam zostac i znalezc prace, mieszkanie itp.

        Kłótnie sa o wszystko.Jest bardzo zła atmosfera.
        • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:19
          Rozumiem że rodzice mieszkają w innym mieście. Nie wiem jak wyglądają wasze
          kłótnie. Chyba jednak próbowałabym dogadać się z mężem.
        • kleo1 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:19
          a próbowałas sie nie odzywać jak on krzyczy? nie zwracać uwagi? wyjśc sobie do
          drugiego pokoju?(można tak, bo jak mój się wścieka to ja sie nie odzywam, co ne
          znaczy, że nie jest mi przykro) i wazna kwestia. Czy to Ciebie wszystko w nim
          denerwuje czy to on się wszystkiego czepia? W sumie obie opcje nie są dobre...
          • panda74 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:22
            Może zamiast wyprowadzki przydałby sie jakiś wspólny wypad na kilka dni? Tylko
            Wy, a dziecko u dziadków? Może codzienność Was przerosła? Czasem tak się
            zdarza... Trzymam kciuki smile
    • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:22
      On Ci robi te awantury czy Ty jemu?

      Nie możesz zacząć szukać pracy od razu? Dziecko ma 3 lata, może iść do
      przedszkola.
      • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:26
        kłótnie sa o wszystko, wydaje mi się ze przerosło nas - codzienosc,
        monotonia,wszytsko.Nie ma miłości.
        Draznię ja jego, on mnie.
        Chodzi wściekły.
        Tak pójde do pracy, ale to nie zmieni stosunków miedzy nami, teraz pracowałam 3
        miesiace, wiec wiem jak było.
        Juz nie mogę....
        • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:30
          To może jakoś przerwać tą monotonię, jak już dziewczyny radziły, jakimś
          wspólnym wyjazdem bez dziecka.
          Chyba w każdym małżeństwie jest taki czas, że jest wyjście do pracy, powrót do
          domu, gotowanie obiadu, pranie....nuda. Tak wygląda codzienność. Warto więc
          chyba raz na jakiś czas to przerwać.
          • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:43
            gdyby to było takie proste,...wyjazd i znowy sielanka..Ale to niestety w naszym
            przypadku to nie takie łatwe.ja już mam dośc, i nawet wyjezdzac mi się nigdzie
            nie chce, mielismy jechac w styczniu w góry, z dzieckiem.Ale ja juz mam
            dośc.Chce jak najpredzej wyjechac stąd.
            Dodam ze mój mąż jest typem furiata.jak wpada w "nerw" to lepiej znikac z
            horyzontu.
            Kurde dlaczego to wszystko takie popieprzone
            • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:44
              Ale czemu on tak się wścieka?
              • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:55
                Teraz to o takie sprawy jak; ze jak przyjdzie z pracy nie moze sobie posiedziec
                w fotelu i odpocząc(nota bene wcale nie musi nic cięzkiego nigdy robic)
                praktycznie to ew. usiasc i popilniwac na chwilę dziecko, ze dziecko nie moze
                tyle bajek ogladac, bo on nie ma zycia osobistego (czyli siedziec na swoim
                forum)ze ciągle coś od niego chcę, ze umiem obiadu ugotowac, ze to ze
                tamto.Wczoraj zaczał coś układac, a gdy zapytałam co robi powiedziła,ze nie ma
                tyle czasu co ja, więc musi coś tam zrobic.Ze cały swiat kręci się wokół
                dziecka...i jeszcze dużo róznych takich ciekawych rzeczy. NIe wspomne ze
                krzyczy na mnie przy dzoiecku.
                Ostatnio była taka sytuacja w sklepie, podszedł i mówi ze chodze w sklepie
                wokół stoiska i patrze i on ma juz dosyc, rzuca mi dzieckim i mówi ze idzie do
                domu(bylismy na swiata u moich rodziców)ze juz nie moze ze mna wytrzymac, potem
                pytam sie go o co chodzi, mówi ze on zamiast siedziec w domu i odpoczywac musi
                gdzies jezdzic, i tak wkółko.....
        • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:51
          Możesz zmienić stosunki między Wami, a przynajmniej spróbować. Zrób taką próbę -
          przez miesiąc nie reaguj na jego zaczepki; sama nie krytykuj go i nie dokuczaj
          mu; nawet jeśli powie coś co Cię zaboli nie wdawaj się w sprzeczki, najwyżej
          wychodź do drugiego pokoju, żeby się uspokoić. Nie prowadź żadnych
          wyjaśniających rozmów. Jeśli będizesz chciała, żeby Ci pomógł nie wydawaj mu
          rozkazów itp. tylko powiedz, że sobie z czymś nie radzisz. Reaguj ciepło na
          wszystkie pozytywne zachowania z jego strony i ignoruj te złe. Nie mów mu co ma
          robić i jak. Dbaj o siebie, o swój odpoczynek, o swój dobry nastrój. Zrób
          miejsce na rozmowę - wyłącz czasem telewizor i opowiedz mu o czymś. Pomilczcie
          trochę, żeby on też miał kiedy o czymś Ci opowiedzieć. Po miesiącu oceń
          ponownie Wasze wzajemne stosunki. Wiem, że to nie będzie proste kiedy masz w
          głowie do niego milion pretensji i pewnie uważasz, że to on powinien się
          bardziej starać - ale rozstanie też nie jest proste. Pamiętaj, że nie możesz
          zmienić jego. Żadne gadanie, pretensje itp. nic nie zmienią. Możesz najwyżej
          zmienić swoje zachowanie a on na to zareaguje albo nie. Jeśli Ty będziesz przez
          jakiś czas dobrą partnerką będziesz miała okazję sprawdzić czy on chce być dla
          Ciebie dobrym partnerem. I nie mam tu na myśli tego, że masz mu gotować, prać,
          prasować i podstawiać wszystko pod nos. Bo mężczyznom wcale na tym nie zależy.
          Chcą się czuć szanowani i potrzebni. Nie chcą żebyśmy ich traktowały jak ich
          matki. Chcą być traktowani jak dorośli odpowiedzialni ludzie, którymi zresztą
          zazwyczaj są.
          • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 10:59
            A gdy powie do mnie Ty pusty łbie, to tez mam przemilczec(raz kiedys tak
            powiedział) potem sie tłumaczył ,ze był bardzo zdenerwowany.Moim zdaniem to on
            musi isc do psychiatry i brac jakies leki uspokajajace.
            W kazdym razie spróbuje zastosowac to co napisałaś bri...ale nie wiem czy mi
            sie uda
            • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:02
              Tak, masz wyjść do pokoju. Jeśli tak do Ciebie powie, to jeszcze zanim to powie
              będzie wiedział, że nie powinien. Jeśli nie oddasz ciosu to założę się, że Cię
              za to przeprosi po jakimś czasie. Swoją drogą jeśli Tobie się zdarza w jakiś
              sposób pochopnie go skrytykować to też powinnaś przeprosić.
          • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:00
            W sytuacji kiedy on nie chce jechać do Twoich rodziców wystarczy, żebyś
            powiedziała "Nie musisz jechać jeśli nie chcesz". Czy Twój mąż ma jakieś hobby?
            Czy robicie coś osobno? Jeśli całe Wasze życie to tylko praca i dom to nie
            dziwię się, że jest Wam ciężko. Trzeba czasem od siebie odpocząć.
            • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:03
              on ma swoje gry na komp. i gra kiedy moze jam u nie zbraniam, raz na jakis czas
              wychodzi na piwo z przyjacielem.No ale on chyba nie moze zrozumiec ze jak jest
              dziecko co nieco się zmienia....
              Dodam ze on nie miał rodziny, wychowywała go babcia, matka miała i ma go w
              d...ie, a ojca na oczy nigdy nie widział.
              • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:04
                To, że nie ma dobrego wzoru rodziny na pewno nie ułatwia sprawy.
                • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:10
                  I tu jest chyba problem braku dojrzałości twojego męża. Ty zajmujesz się
                  dzieckiem, gotujesz, sprzątasz a on chodzi na piwo i gra w gry komp. A, jeszcze
                  zarabia.
                  Jeśli nie miał dobrego przykładu z domu, to na pewno jest mu trudniej pewne
                  rzeczy pojąć. Ale nie on jeden.
                  • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:15
                    Ja natomiast zauważyłam, że w Polsce 80% kobiet uważa swoich mężczyzn za
                    niedojrzałych. Konsekwencje takiej wiary są oczywiste - traktują swoich mężów
                    jak dzieci, czują że cały dom jest na ich głowie, martwią się, że są same ze
                    wszystkimi problemami a mąż stanowi jeszcze jeden z nich itd. Mężczyźni czasem
                    patrzą trochę inaczej np. na obowiązki rodzicielskie, kwestie sprzątania w domu
                    itp. ale to nie znaczy, że ich poglądy są gorsze.
              • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:12
                W ogóle bardzo polecam książkę "Żona uległa" Laury Doyle. To jest poradnik dla
                kobiet, które chcą uzdrowić swoje małżeństwa. Tytuł polski jest idiotyczny ale
                moim zdaniem niektórym kobietom ta książka może naprawdę odmienić życie, o ile
                poważnie ją potraktują. Nie wiem czy tak jest w Twoim przypadku, bywa że faceci
                mają poważne nie rozwiązane problemy psychiczne i wtedy nie da się z nimi żyć.
                Ale jeśli kiedyś było między Wami dobrze, gość nie jest od niczego uzależniony
                to warto przynajmniej spróbować naprawić Wasz związek.
                • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:16
                  A ja po dokładnym opisie dnia codziennego autorki wątku chyba jednak uciekłabym
                  od takiego męża.
                  Nigdy w życiu mąż mnie nie wyzwał, nie miał pretensji o nieugotowany obiad, o
                  to że trzeba jechać na Święta do rodziców. Zajmuje się dziećmi chyba lepiej niż
                  ja, zarabia, czasami ugotuje obiad, odkurza itd.
                  • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:18
                    Może Twój mąż jest lepszy albo może Ty jesteś lepszą żoną. Może jest Wam
                    łatwiej z jakiś innych powodów.
                    • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:22
                      gra jak moze i chodzi na piwo raz na pół roku
                      Tu moze napisze jego ta lepsza strone;
                      wyremontował nasze mieszkanie, włzył w to serce, robi zakupy stara sie zeby
                      niczego nie zabrakło.Pracuje i ma odpowiedzialna prace, odpowiada za bardzo
                      dużo rzeczy, własciwie za całą firmę.
                      No i nie wiem czy uciekac od niego.
                      No i w ostatni weekend zaprosił mnie i dziecko do fajnej restauracji na obiad.
                      jednak wiecej jest tych złych chwil niz dobrych.
                      • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:24
                        O, i o tym masz myśleć kiedy Cię wkurzy do białości i będziesz musiała się
                        powstrzymać, żeby nie wybuchnąć smile
                        • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:26
                          Ale co to za zycie?starac się zeby nie wybuchnąc i wysłuchiwac epitetów na swój
                          temat.nie o takim zyciu marzyłam.nie twierdze ze jestem idealna,ale chyba
                          trzeba walczyc o swoje szczescie , chyba warto i tak myslałam,ze jak wyjade i
                          powiem ze chce rozwodu cos moze sie w nim zmieni, a moze jestm naiwna.ale chyba
                          czasem taki wstrzas jest potrzebny, bedzie albo wte albo we wte.
                          • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:29
                            Spróbuj przez miesiąc. Zresztą czy nie tego właśnie wymagasz od niego - żeby
                            panował nad swoimi humorami?
                          • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:32
                            Możesz wyjechać jeśli jesteś naprawdę zdecydowana na rozwód. Grożenie
                            rozwodem "żeby się zmienił" nie ma sensu. Nie widzisz tego? Wyobraź sobie, że
                            Twój mąż chce, żebyś robiła te obiady codziennie. Grozi, że jeśli się nie
                            poprawisz to się rozwiedzie? Nawet jeśli zaczniesz robić to obiady to czy
                            wzrośnei w Tobie uczucie do męża? Prawdopodobnei będziesz zgrzytać zębami
                            obierając ziemniaki.

                            A jeśli mąż chcąc żebyś częściej robiła obiady zacznei po prostu cieszyć się
                            bardzo i dziękować Ci kiedy jakiś ugotujesz, kiedy będziesz wiedziała jak
                            bardzo to docenia ale jednocześnie nie zmusza Cię to tego - wtedy zapewnie z
                            przyjemnością ugotujesz mu coś dobrego.
                    • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:26
                      Może...Ludzie są różni.
                  • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:23
                    no własnie, brak szacunku.....i te wszytskie pretensje, mam naprawde dosc
                    • zuzanna56 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:28
                      Ale widzę że chwile dobre też są.
              • swinka_morska Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 11:27
                wydaje mi sie, ze pierwszym problemem do pokonania jest to, ze ty sie do niego
                juz zdazylas uprzedzic... wiesz co - moj M tez jest furiat, jak jest zly to
                lepiej nic nie mowic i uciekac za horyzont (a jak jest zly i w dodatku glodny
                to juz wogole lepiej nie mowic), tez sie zdarza ze czasem powie cos glupiego i
                jest mi z tego powodu przykro... ale wiesz co ci powiem? najwazniejsze jest to,
                zeby wowczas nie dolewac niepotrzebnej oliwy do ognia. Furiata poprostu trzeba
                pokochac takim jaki jest, bo tego nie zmienisz sad Kazda para ma problemy, ale
                zeby od razu uciekac? i to do rodzicow? mysle ze to wam na pewo na zdrowie nie
                wyjdzie, bo to jest najgorsze, co kobieta moze zrobic - uwierz mi, naprawde juz
                lepiej do kolezanki... pozatym - jest dziecko, ok, mysle ze on rozumie, ze
                pewne zeczy sie zmienily - no w koncu to sie chyba nie ciagnie od trzech lat,
                prawda? tylko ze wydaje mi sie, ze w tej pogoni praca dom dziecko obiad, etc
                zabraklo wam czasu tylko dla siebie... wydaje mi sie, ze pierwsza sprawa, jaka
                bym zrobila na twoim miejscu, poza ignorancja jego humorow oczywiscie, jest
                podrzucenie dziecka dziadkom na jakis, powiedzmy, tydzien...
                pozatym pomysl, czy te jego humory nie biora sie przypadkiem stad, ze jest sam
                bezradny wobec siebie? piszesz ze nie mial rodziny - wiec skad mial czerpac
                wzorce? moze warto ustalic, jak oboje sobie wyobrazacie rodzine? zrobic jakis
                wspolny podzial obowiazkow, ktory bedzie pasowal obu stronom? bo wydaje mi sie,
                ze takie sytuacje, kiedy ktos poprostu jakby nagla nie moze sie dogadac
                zdarzaja sie zawsze, tylko ze nie ma sensu od razu stawac na przegranej pozycji
    • rene-76 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:06
      moja kolezanka wyprowadzila sie do rodzicow po jakims roku wrocila ale jest
      jeszcze gorzej-ja jak bym sie wyprowadzila to na stale-niestety nie mam gdzie a
      w moim malzenstwie jest podobnie wspolczuje
      • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:08
        A od kiedy u Was zle się dzieje?nie mozecie sie dogadac,o co chodzi?
        • rene-76 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:22
          jestesmy siedem lat po slubie nie byla to jakas wielka milosc na poczatku o
          kase sie klocilismy teraz jak jest lepiej to o byle co jakos tak sobie dzialamy
          na nerwy teraz mam troche spokoju bo jezdzi za granice do pracy ale jak wraca
          to chwile jest dobrze a potem znow to samo wprowadza swoje dziwne porzadki
          dzieci widze ze go denerwuja wogole jestesmy calkiem niedobranym malzenstwem
          probowalam jakos to naprawiac ale coraz mniej mi sie chce nie mam wyjscia nie
          mam gdzie isc dwoje dzieci.najgorsze ze kiedys dochodzilo do rekoczynow-nie mam
          w tym domu szacunku
          • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:28
            a u nas kiedys była Wielka miłośc, a teraz szkoda gadac....sa przebłyski ale
            coraz słabsze zagubilismy się w codziennosci, w tej całej kołomyi...zreszta
            kryzysy bywały ale jakos z nich wychodzilismy ale teraz jest coraz gorzej, mi
            tez juz sie ni che walczyc i jemu chyba tez.
            • rene-76 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:34
              on mowi ze nigdy by sie ze mna nie rozwiodl ale nie robi nic zeby bylo lepiej
              moze to wplyw wychowania moze inaczej nie umie u niego w domu mama byla zawsze
              sluzaca i zawsze na drugim planie nie wiem powaznie jakbym miala gdzie isc to
              bym to rzucila
              • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:49
                no własnie mam dużą ochotę to rzucic, tzn jego.
                Tylko że zawsze mam tą złudną nadzieję,ze się poprawi
                • rene-76 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:54
                  a moze sie poprawi?ja dalam tylko jeden przyklad mojej kolezanki ale napewno
                  jest wiele na to ze sie poprawilo jesli go kochasz i nie chcesz od razu
                  rozwalac rodziny to mu powiedz jaki masz zamiar zobaczysz co ci odpowie moj
                  kiedys powiedzial ze moge isc jak mi tak zle jest
                  • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 12:59
                    I to jest najbardziej prawdopdoobna odpowiedź jaką można uzyskać w takiej
                    sytuacji.
    • agniecha9991 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:01
      u nas tez bywalo gorzej lepiej, bardzo zle i tragicznie rowniez
      mysle ze czesto przychodzi taki kryzys - jak piszesz wczesniej byla wielka
      milosc, ale nie bylo tej szarej codziennosci, jest dziecko, gotowanie,
      sprzatanie, nie wiem - moze klotnie na co wydac a na co nie wydac kasy, itd. wiadomo
      ale moze warto zawalczyc - ja wiem ze warto - chocby dla dziecka - bo przeciez
      sie kochacie, dla was rowniez
      moze spisz na kartce czego nie znosisz u meza a co mozesz olac i jeszcze jego plusy
      niech on zrobi to samo
      i wymiencie sie kartkami - to taka rozmowa, przy ktorej nie mozna od razu sie
      wtracic i przerwac sobie
      w moim przypadku pomoglo wielkie dno od ktorego sie obilam, wylalam cale swoje
      zale i nareszcie do mojego meza dotarlo o CO TAK NAPRAWDE mi chodzi, wczesneij
      sluchal, ale nie rozumial
      tez nieraz myslalam o wyprowadzce, ze jego wyrzuce itd, ale tak naprawde to tego
      nie chcialam, bo jak widmo tego bylo juz takie realne to wiedzialm ze plote bzdury
      byc moze jest to wielki wasz kryzys, który trzeba przetrwac - przerwac ten
      marazm, nawet wlasnie wyjechac - w DWOJKE, mysle ze walczyc warto - gdy nie ma
      nic co by tak naprawde bylo zle (zdrady, bicie, alkohol)
      pozdrawiam
    • bj32 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:06
      Mogę wtrącić? My już przechodziliśmy kilka kryzysów (jesteśmy ponad 10 lat
      razem). Też myślałam, że On powinien się zmienić. A potem to ja poszłam sobie
      do pani psycholog, poukładałam swoje wewnętrzne sprawy i nagle okazało się, że
      potrafię nie wrzeszczeć. A jak już wrzeszczę, to znaczy, że na prawdę mam
      powód.
      Wyprowadzka jako groźba nic nie da. Wypisz sobie może wszystkiw "za"
      i "przeciw" bycia razem i wtedy podejmuj decyzję. Bo to łatwo powiedzieć zrób
      to czy tamto, ale to Ty musisz zdecydować. Polecam pomoc specjalisty, to na
      prawdę dużo daje.
      • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:12
        dzieki dziewczyny za rozmowe.Naprawde nie wiem co robic.
        jesli znowu cos powie to naprawde nie wiem jak zareaguję, jestem juz na krańcu..
        Możliwe ze sie wyprowadze, wiem ze to zadziała jak zimny prysznic, albo bedzie
        sie starał ratowac albo nie, a jak nie, to znaczy ze olewa i koniec .
        • hmika Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:19
          wiem ze latwo sie mowi jak czlowieka problem niedotyczy ale mysle ze masz racje
          piszac ze albo sie bedzie staral albo nie i to oznacza ze olewa!!bo
          najwazniejsze to chciec z kims byc bo chciec to moc!!!zycze ci z calego serca
          BY BARDZO CHCIAL!!!!
          • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:21
            Ok, ale jak ona się wyprowadzi to on może zrozumieć, że ona już nie chce. I po
            co ma się wtedy starać?
            • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:31
              on może zrozumiec w koncu co stracił i moze zacznie sie starac jesli mu zalezec
              bedzie oczywiscie.Wydaje mi sie to bardzo logiczne.....a moze sie mylę?moze
              facet inaczej to rozumie?
              • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:37
                Zapewne zdarza się, że facet jakoś tą wyprowadzkę przeżywa i postanawia się
                zmienić. Myślę, jednak, że efekty nie utrzymałyby się długo bez zmiany w Twoim
                zachowaniu.

                Jesteś pewna, że Twój mąż wie co ma zmienić i że jest w stanie to zrobić? Czy
                Ty sama masz jasną wizję jak chciałabyś, żeby wyglądało Wasze małżeństwo. Na
                czym najbardziej Ci zależy?
                • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:39
                  Jak na razie z tego co piszez Twój mąż ma dosyć rodziny, czemu miałby żałować
                  że się wyprowadzisz skoro to oszczędzi mu kłótni, problemu z opieką nad
                  dzieckiem, utrzymywaniem relacji z Twoją rodziną itp.?
                  • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:43
                    no własnie...przed chwilka rozmawialismy przez telefon,powiedział,ze na tą
                    chwile nie zalezy mu na naszym związku i ze mozemy się nie odzywa nawet 2 lata
                    jemu to zwisa...i ze rozwód to sprawa czasu, bedzie predzej czy póżniej....no i
                    co tetraz?Czy on mówi to co mysli czy jednak troche mnie jeszcze kocha, to jet
                    pytanie.....co ja mam robic?
                    • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:50
                      No widzisz. Zastanów się czego Ty chcesz! Jeśli Ci zależy aby jednak małżeństwo
                      utrzymać spróbuj tak jak radzę. Możesz zapewnić męża, że go kochasz i żeby
                      poczekał jeszcze z ostateczną decyzją. Kup sobie tą książkę, o której piszę
                      wyżej. Jeśli mimo Twoich starań nic się nie zmieni w dłuższym okresie czasu -
                      będziesz przynajmniej pewna, że zrobiłaś co się dało.
                    • rene-76 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:51
                      totalna zalamka nie wiem co powiedziec
                    • wieczna-gosia Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:51
                      powiedziec mu ze w zwiazku z tym ma sie zaczac zachowywac jak mezczyzna a nie
                      jak petak i wymyslec jak sie rozstajemy, kto sie wyprowadza, gdzie dziecko, jak
                      czesto odwiedziny ile aliemntow itd. Bo tak zrobilby mezczyzna. A jesli nie jest
                      na tyle mezczyzna zeby rozstac sie ze mna spokojnie i kulturalnie, by dziecko
                      jak najmniej cierpialo, to niech glowy nie zawraca i fochow nie stroi.

                      na mojego meza "no, ale do tego trzeba byc mezczyzna" dziala zawsze smile) prawde
                      mowiac od najpowazniejszego kryzysu uratowala nas wlasciwie juz podjeta decyzja
                      o rozwodzie.

                      jak patrze po znajomych to cynicznie stwierdzam, ze jesli zona meza nie
                      rozwiedzie lub inna pani, ktora poznal sie nie uprze- facet sam sie nie
                      rozwiedzie. bedzie wil sie jak piskorz, kombinowal jak sie wygodnie ustawic i
                      miec swiety spokoj, ale jak wyraznie postawi mu sie przed oczami ze spokoju nie
                      bedzie tylko co najwyzej baj baj i pare stowek z konta co miesiac, to wiekszosc
                      zbiera sie w sobie i sie nie rozwodzi tylko wspolpracuje smile) odkad moj maz ma
                      wiedze ze ja jestem w stanie sie z nim rozwiesc nawet mimo tego ze go kocham-
                      duzo bardziej sie stara. Bo tak w zasadzie on sie chce polenic i miec swiety
                      spokoj a nie sie rozwiesc bo mnie kocha smile
                      • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:53
                        Mój mąż np. jest mężczyzną i przypuszczam, że po takim tekście z mojej strony
                        wyprowadziłby się w pięć minut. Przypuszczam, że mąż autorki postu może
                        postąpić podobnie.
                        • wieczna-gosia Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:56
                          a straszylbycie rozwodem? bo moj tez jest mezczyzna wiec tez by sie wyprowadzil,
                          ale w zwiazku z tym nie strzelalby mi tekstami jak to mu nie zalezy. jak nie
                          zalezy to wiooo.....

                          oczywiscie nie mam patentu na nieomylnosc a do kazdego czlowieka jest inny
                          kluczyk. Ja np nie zamierzam byc sobie z facetem, ktoremu nie zalezy. Do mojego
                          meza doratlo i przestal sie zachowywac jak gosc, ktoremu nie zalezy.
                          • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 14:01
                            Straszyć by nie straszył. Tutaj też chyba nie on straszy tylko raczej kobieta.
            • bj32 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:44
              Tu się zgadzam. A poza tym jeśli spowrotem się zejdą i sytuacja wróci do punktu
              wyjścia to co dalej? Ona tak będzie latać w tą i spowrotem? W końcu metoda sama
              zdechnie i pozostanie morderstwo dla ubezpieczenia czy jak?
              • konstancja351 Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:54
                W styczniu złożę pozew o rozwód, bo ja nie umiem tak życ...
                • bri Re: Moje małżeństwo się wali...... 28.12.06, 13:55
                  Jeśli jesteś zdecydowana na rozwód to zrób to. Ale nie oczekuj, że mąż się
                  zacznei starać z tego powodu.
    • wieczna-gosia jakos tak ogolnie 28.12.06, 14:01
      po przeczytaniu tego watku mam bardziej taka refleksje ze i tobie i mezowi wala
      sie pewne wyobrazenia o malzenstwie. Ze malzenstwo sie wali jakos nie widze tzn
      nie widze rzeczy ktore w moim pojeciu sa czyms nieodwracalnym i
      nieodbudowywalnym. W pierwszym poscie piszesz ze "nie widzisz milosci w jego
      oczach" on w jednym z ostatnich ci mowi przez telefon ze "jemu zwisa" czy jakos
      tak. Za duzo w tym emocji, za malo zimnej kalkulacji, za duzo checi "dowalenia"
      sobie nawzajem i walki o wladze. To nie sa dobrzy doradcy. Uwazam ze spojrzenie
      z zewnatrz jest cenne ale trzeba je w sobie potrawic, miec plan gry, a nie
      dzisiaj napisalas o problemie i dzisiaj podejmujesz decyzje. cos za szybko moja
      droga cos zbyt medialnie.
      • konstancja351 Re: jakos tak ogolnie 28.12.06, 14:14
        Co zrobiłabys na moim miejscu?
        • wieczna-gosia Re: jakos tak ogolnie 28.12.06, 14:21
          przede wszystkim zastanowilabym sie:
          czego chce.
          co moge oddac by to osiagnac
          czego oddac nie moge

          i zaczela z mezem rozmawiac. Bez atakow, bez walk o wladze, przeczytalabym sobie
          ksiazke "jak mowic by dzieci sluchaly jak sluchac by dzieci mowily, bardzo
          pozyteczna lektura. I rozmawialabym do skutku- nie do pierwszej lzy czy do
          pierwszego ataku meza. Do osiagniecia porozumienia- albo- tak, oboje chce my sie
          rozstac. Albo- nie oboje chcemy byc ze soba.

          i nie staralabym sie tego zrobic (czyli osiagnac wyniku) ani dzisiaj, ani jutro
          ani do Sylwestra.
          • wieczna-gosia i pamietalabym 28.12.06, 14:23
            ze to moje zycie, moje malzenstwo i moja decyzja. To ja bede jej skutki ponosic
            a nie bri czy wieczna gosia z forum. I to ze wieczna gosia nie widzi rozpadu to
            nie znaczy ze go tam nie ma a to ze inna jenga by uciekla to nie znaczy ze ja
            musze.

            To wbrew pozorom dosyc trudne oddzielic JA od trendow forumowych smile

            Powodzenia.
          • konstancja351 Re: jakos tak ogolnie 28.12.06, 15:09
            ok, przemyslałam i che dzisiaj z nim porozmawiac...nie wiem jak zaczac, za duzo
            we mnie emocji, do wieczora się uspokoje...nie wiem czy on bedzie chciał
            rozmawiac....?
            jeszcze dzisiaj mi powiedziłą,ze nasz zwiazek dryfuje, ze nie mamy celu i nic
            nie budujemy, szczerze mówiąc nie za bardzo wiem o czym on mówi, chyba dzisiaj
            poprosze zeby mi dokłądnie wytłumaczył..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka