Dodaj do ulubionych

Podsłuchane w autobusie...

28.12.06, 13:00
osoby: babcia (późna pięćdziesiątka, żwawa, kulturalna, dobrze ubrana),
znajoma babci (najwyraźniej znająca rodzinę babci od dawna).
ZB: No ale to Ewunia nie chce mieć więcej dzieci? Zawsze marzyła o trójce, a
tu tylko Krzysio...
B: No widzisz, a teraz jakoś tak... Wiesz, oni z zięciem dużo w siebie
inwestują, dwa-trzy razy do roku jeżdżą na narty, latem nurkują... Krzyś to u
nas dużo jest, ma swój pokój, książki, zabawki. Z rodzicami to nie wyjeżdża,
za mały jeszcze...
ZB: No a jak w szkole?
B: Wiesz, ta szósta klasa trudna, a tu zaraz egzaminy do gimnazjum. Ale my
się bardzo włączamy, razem przerabiamy co trudniejsze tematy. Z dziadkiem ma
bardzo dobry kontakt, rozumieją się jak rzadko. Jak chory to też u nas leży,
a i nocuje często, nierzadko pytam wieczorem "Krzysiu, to co, dziadek Cię
odwiezie do domu?", ale on woli u nas, wiesz Ewa z zięciem późno wracają,
zawsze a to basen, a to siłownia, jakieś kolacje służbowe, to tam by sam
siedział...

W tym momencie panie wysiadły, a ja zaczęłam się zastanawiać, ile też dzieci
obecnie właśnie tak ma.
Obserwuj wątek
    • karambol45 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:06
      wiem że niektórzy tak maja
      trzeba sobie zadać w tym momencie pytanie czy ta praca warta jest tego ,
      jakie wspomnienia będzie miało dziecko z dzieciństwa zresztą już ma jakies bo
      przecież nie jest małe ,6 klasa...

      przykre jak dla mnie
    • weronikarb Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:08
      ja mam sasiadke, gdzie dziecko ma podoobnie - a pracuje tylko maz
      • beata985 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:09
        pytanie zasadnicze
        czy dziecko chodzące do 6tej klasy jest za małe na wyjazdy z rodzicami na
        narty, nurkowanie????
        no w mordę, młodsze dzieciaki to doskonale potrafią!!!!!!!!!!!!!
        • karambol45 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:19
          dziecko nie jest za małe tylko tak jest wygodniej
        • magda_272 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:20
          Biedne dziecko, ale ja tez znam taką rodzinę. Tyle,że tu jest 2ka dzieci.
          Rodzice są bardzo imprezowi,więc same rozumiecie.... Dla mnie koszmar. Nie
          wyobrażam sobie takiego życia.
        • jasmina251 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:22
          Przykre ale prawdziwe.
          Znam to z realu bo u mnie w "rodzinie" dzieja sie podobne rzeczy.
          Dzieci z tej rodziny raz w życiu były w zoo w w-wie i proszą sie o powtórkę ale
          mam z tata "nie mogą" ich zabrać bo jadą na zakupy na stadion i one by tylko
          przeszkadzały crying
          Dodam tylko że mama z tata nocują u rodziców (czyli dziadków) a oni tez nie
          maja czasu wziąśc dzieci do zoo
          pozdrawiam
        • bunny.tsukino Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:23
          Po pierwsze, relacja jest bardzo stronnicza. Znamy tylko wersję jednej strony.
          Po drugie, wolicie przegięcie w 2 stronę? Tzn matka i ojciec wyglądem jak lumpen
          proletariat, ta sama kurtka buty od 10 lat, żadnych wakacji, jedyna rozrywka to
          tv, ale dzieciak na każdej możliwej zielonej szkole, najnowsze gadzety itp, bo
          dzieci w szkole będą się śmiały??
          Po trzecie, sprawdzian po 6 klasie jest (przynajmniej z założenia) tak
          skonstruowany, że dziecko powinno go napisać "od strzała". To nie jest matura!!
          • net79 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:40
            Nie ma takiej zależności, że rodzice umiejętnie poświęcający czas swoim
            dzieciom (co jest naturalne!!!) muszą wyglądać jak lumpem proletariat. Można
            pracować, wyjeżdżać czasem samemu, ale nie wykluczać obecności dziecka we
            własnym życiu i czasem je gdzieć zabrać. Zwłaszcza na narty. Szóstoklasista
            zostanie już sam w pokoju chotelowyum na 2-3 godzinki jak rodzice będą chcieli
            przez chwile rozerwac się sami. Po za tym jeżeli ci ludzie tak bardzo dbająvy o
            siebioe myslą, że w pełni kontrolują swoje rzycie i jest super to się mylą. Nie
            mając zbytniego wpływu na wychowanie swojego dziecka nie masz wpływu na
            przyszłe relacje z nim i profity za tym idące. Typu spokojna starośc i wspólne
            zaufanie. Nigdy nie powierzyłabym wychowania moich dzieci komuś innemy, bo to
            ja chcę mieć wpływ na ukrztałtowanie tyego człowieka i na moje późniejsze
            relacje z nim i jego rodziną... Normalne . Od uspołeczniania są szkoła
            przedszkole podwórko, ale zwsze kontrole nad tym sprawują rodzice. Nie da sie
            będąc wiecznie po za domem, nawet jeśli kupimy dziecku tel. kom i inne gadzęty,
            może GPS...
          • e_r_i_n Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 16:26
            bunny.tsukino napisała:

            > Po drugie, wolicie przegięcie w 2 stronę?

            Nie, wolimy to, co jest po środku. Rozsądek czyli.
    • jolusia20 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:23
      no rzeczywiście za małe, zreszta chyab mozna dopasowac wyjazd do dziecka, my z
      naszym trzylatkiem jezdzimy wszedzie razem, co prawda nie nurkujemy, ale i tak
      jest fajnie, czasem co prada zostaiwamy go jak gdzies wychodzimy ale rzadko,
      normalnie po pracy to pedze do niego
    • ominika Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:31
      Całe szczęscie, ze tylko ten Krzysio jest, bo z trójka to chyba dziadkowie
      cięzko by mieli...
      • zuzanna56 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:40
        Czasami to są relacje dziadków ale życie tej rodziny może wyglądać zupełnie
        inaczej. Wiem coś o tym, moja mama też ma bujną fantazję. Nieraz dowiaduję się
        dziwnych rzeczy na swój temat.
        • rene-76 Re: Podsłuchane w autobusie... 30.12.06, 23:10
          masz racje moze to tez przesadzona opinia dziadkow-u mnie tez tak bywa ze do
          mnie inaczej a do innych inaczej-np w zeszlym roku sie dowiedzialam od brata ze
          mama mowila ze jestem wyrodna matka bo nie pracujac poslalam dziecko do
          przedszkola i jaki to ten lukaszek biedny-i oby tak bylo w tym przypadku bo jak
          nie to pozostaje wspolczuc chlopcu
    • mathiola Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 13:38
      Czytając o za małym dziecku myślałam że to jakiś 2-3 latek. A to 6 klasa...
      biedne dziecko. To kiedy będzie NIE ZA MAŁE na wyjazdy z rodzicami??
    • marghe_72 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 14:36
      przykre
      • esteel Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 15:16
        Witam,
        moja siostra cioteczna jak miala 3 tyg . zostala odana do dziadkow na wies
        bowiem rodzice byli zajeci kariera.Odwiedzali ja czasami w weekendy. Odebrali
        ja jak dziecko mialo 5 lat i szlo do szkoly. Kuzynka ma teraz 40 lat i nigdy
        tego nie zapomniala i jej relacje z matka byly trudne. Wlasciwie dopiero jak
        jej mamama umierala pojednaly sie( 3 lata temu).Z ojcem dalej jest nieciekawie.
        Po urodzeniu wlasnych dzieci jeszcze bardziej to przezywala.E.
    • adsa_21 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 15:20
      hmm..moje dziecie chyba ma podobnie.
      Tate widzi rzadko (jestesmy po rozwodzie). Ze mna spedza popoludnie (tez nie
      kazde). W weekendy tez nie zawsze sie widujemy (mam uczelnie). Wyjatkiem sa
      wakacje (wyjezdzam zawsze z synkiem) i czas kiedy lezy chory (biore zwolnienie
      i z nim siedze)..ale to rzadko.
      • sir.vimes Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 15:31
        Cóż, widzę sporą różnicę. Nie nurkujesz sobie w te weekendy tylko się uczysz.

        Ojciec dziecka też studiuje , czy mógłby część weekendu dziecku poświęcić?
        • adsa_21 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 18:30
          ma nieregulowany czas pracy, sluzby wiec rzadko mu wypada tak by mial akurat
          wolna sobote i niedziele pod rzad.
    • maga202 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 20:40
      Tacy ludzie po prostu nie powinni mieć dzieci. Ja sobie nie wyobrażam żeby dziecko było dla mnie ciężarem, spędzanie czasu z dzieckiem to dla mnie przzyjemność bo ja je po prostu kocham. Oczywiście czasami wyrywam się z domu bez mojej córeczki i uwazam że rodzice czasami powinni pobyć sam na sam , nawet gdziec wyjechać, wyjść na imprezę ale bez przeady.
    • mary_crawford Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 21:19

      Zgadzam sie, ze opis jest smutny ale moze być i przesadzony.

      Gdyby w tym autobusie opowiadała moja mama o mnie i moim synku to dopiero by
      było na forum rozpaczanie wink
      Zapewne usłyszałybyście, że:
      - dziecko ojca nie ma (ma, tylko, że mieszka gdzie indziej)
      - matka zajmuje się karierą ( po prostu pracuję i do tego dokształcam się)
      - i sobą
      a przede wszystkim dziecko jest chore, brudne i zaniedbana...;/
      Ale i tak kocham moją mame i jestem wdzięczna, że mi pomaga.


      Niestety żyjemy w takich czasach, że się dużo pracuje, bardzo dużo. Moim zdaniem
      dorośli (w moim przypadku niekoniecznie "rodzice") mają prawo wyjechac sobie raz
      do roku sami, albo pójśc na basen. Oczywiście fantastyczne są też wyjazdy z
      dziećmi.

      A to, że czasem lepiej żeby dziecko nocowało u dziadków, albo u nich
      przechorowało może wynikać z wygody dla wszystkich:dziedków, rodziców - tak
      może być też lepiej dla dziecka - zamiast codziennego przewożenia.

      Może być tak że babci się uskarżała ale jeżlei mówiła prawdę to rodzice trochę
      przeginają.

      MC

      • sir.vimes Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 21:34
        Twoja wersja wydarzeń jest bardzo prawdopodobna.
    • gruba-buba Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 21:21
      I ja się pytam: po co im było to dziecko, skoro jest dla nich kulą u nogi? Po
      to, żeby być "poprawnym politycznie"? Czy żeby mieć zabezpieczenie na stare
      lata?
      Szczęście, że ten dzieciak ma tak oddanych dziadków.
    • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 21:45
      Choć nie popieram takiego modelu rodziny, uważam, że omawiana w autobusie Ewa
      ma prawo mieć jedno dziecko, ma prawo wyjeżdżać i ciągnąć za sobą syna.
      Czy lepsza jest rodzina z 3 małych dzieci , które latają między stolikami,
      wrzeszczą i skutecznie psują urlop wszystkim dookoła?
      Byłam kiedyś na Kanarach. Porządny hotel a w nim rodzinka z 3 "uroczych"
      dzieci. Wrzask w restauracji "mama neeee" i talerz lądujący na podłodze. Wrzask
      na basenie "mama gorącoooooo". Wrzask na promenadzie "mamo ja się boję".
      I......zarzygany autokar, bo dzieci cierpiące na chorobę lokomocyjną pojechały
      na objazd ( serpentynami) wyspy.
      • marghe_72 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 22:17
        agawamala napisała:

        > Choć nie popieram takiego modelu rodziny, uważam, że omawiana w autobusie Ewa
        > ma prawo mieć jedno dziecko, ma prawo wyjeżdżać i ciągnąć za sobą syna.
        > Czy lepsza jest rodzina z 3 małych dzieci , które latają między stolikami,
        > wrzeszczą i skutecznie psują urlop wszystkim dookoła?
        > Byłam kiedyś na Kanarach. Porządny hotel a w nim rodzinka z 3 "uroczych"
        > dzieci. Wrzask w restauracji "mama neeee" i talerz lądujący na podłodze.
        Wrzask
        >
        > na basenie "mama gorącoooooo". Wrzask na promenadzie "mamo ja się boję".
        > I......zarzygany autokar, bo dzieci cierpiące na chorobę lokomocyjną
        pojechały
        > na objazd ( serpentynami) wyspy.


        a jak rozwiązałabys problem tych rodzin?
        • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 11:18
          DOSTOSOWAŁABYM rodzaj urlopu i jego miejsce do wieku dzieci. Nie męczyłabym
          maluchów i otoczenia.
      • alfama_1 Re: Podsłuchane w autobusie... 28.12.06, 22:59
        > Czy lepsza jest rodzina z 3 małych dzieci , które latają między stolikami,
        > wrzeszczą i skutecznie psują urlop wszystkim dookoła?

        Wrzask
        > na basenie "mama gorącoooooo".

        Widocznie im było za ciepło.

        Nie mówię żeby pozwalać dzieciom na ciągłe wrzaski ale chyba z tego, że krzyczą
        nie wynika, że należy wyjeżdżać na wakacje bez nich.
        Nie bardzo rozumiem dlaczego taki właśnie przykład.
        • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 11:20
          Na urlopie ludzie mają prawo do odpoczynku. Tu chyba się zgadzamy. A latające
          dzieci, wrzeszczące, oblewające na basenie wszystkich ludzi, rzygające w
          autokarze mogą skutecznie popsuć odpoczynek.
          Czy matka tych dzieci byłaby zadowolona, gdyby grupa młodych ludzi urządziła
          wrzaski, ochlapywała jej dzieci czy po pijanemu zarzygała autokar?
          • alfama_1 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 14:48
            > Na urlopie ludzie mają prawo do odpoczynku. Tu chyba się zgadzamy. A latające
            > dzieci, wrzeszczące, oblewające na basenie wszystkich ludzi, rzygające w
            > autokarze mogą skutecznie popsuć odpoczynek.

            Jeśli ktoś chce zagwarantować sobie urlop bez cudzych dzieci może zapłacić
            więcej i wykupić miejsce w hotelu, gdzie rodziny z dziećmi nie są przyjmowane.
            Za luksusy trzeba płacić a nie zżymać się, że rodziny wyjeżdżają z dziećmi
            zamiast zaszywać się w głuszy albo zostawiać je w domu.
            • mamamonika Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 15:13
              Czyli mam rozumieć, że brak mojej rodziny w hotelu to luksus???
              He, he, czyli cztery gwiazdki nie dla nas... Tylko dlaczego dyrekcje hoteli
              mają inne zdanie na temat?
              P.s. nie wiem, czy od trójki/czwórki dzieci nie są gorsi młodzi Angole. Też
              paskudzą w autobusach, drą się, wyją do rana przy księżycu. To ich wolałabym
              nie wpuszczać w cywilizowane miejsca sad((
              • alfama_1 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 16:03
                Taki luksus bez "rzygających dzieci" to niekoniecznie 4 gwiazdki ale np. jakieś
                specjalne oferty spa albo wyjazdy z ofertą dla singli, właścicieli psów czy
                ludzi starszych. Biura turystyczne coraz częściej profilują ofertę i naprawdę
                można wybrać coś dla siebie a nie później pomstować na to, że dzieci biegają
                albo wymiotują. Turysta nie lubi dzieci a uwielbia pingpong - wykupuje
                wczasy "tenis stołowy bez dzieci" i luz.
                • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 17:45
                  Dlaczego normalnie zachowujący się ludzie mają rezygnować np. ze zwiedzania
                  tylko dlatego, że jakaś rodzina z trojgiem dzieci , skutecznie zakłóca owe
                  zwiedzanie?
                  Dziecko 2-3-5 letnie nic, ale to literalnie nic(!) nie zrozumie ze zwiedzania,
                  umęczy się a przy okazji udręczy otoczenie, które ZAPŁACIŁO za wycieczkę.
                  W takiej sytuacji korci mnie, aby urządzić balangę, wtedy gdy owe dzieci
                  zasypiają. Niech matka zobaczy, że nie wszystko kręci się dookoła jej pociech.
                  Znacznie mniej przeszkadzają mi krzykliwi Niemcy czy Angole niż paskudzące małe
                  dzieci i ich roszczeniowe matki ( ojcowie znacznie rzadziej wykazują postawę"
                  bo mi się nalezy").
                  • mamamonika Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 17:55
                    Mi bardziej Angole wadzą - więcej ich i większego bałaganu potrafią narobić niż
                    nawet 10 rozpieszczonych i rozwrzeszczanych z niańką na dokładkę wink
                    Co do dywersyfikacji - wiadomo, że najlepiej się mieszka i wypoczywa wśród
                    sobie podobnych. Starsze panie emerytki pewnie irytowaliby i Agole i rodzinki z
                    rozwrzeszczanymi wymiotującymi. Ale dywersyfikacja to jeszcze nie luksus wink
                  • alfama_1 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 18:17
                    agawamala napisała:

                    > Dlaczego normalnie zachowujący się ludzie mają rezygnować np. ze zwiedzania
                    > tylko dlatego, że jakaś rodzina z trojgiem dzieci , skutecznie zakłóca owe
                    > zwiedzanie?

                    Dlatego, że obiekty ogólnie dostępne są dla każdego. Jeśli chcesz odosobnienia,
                    wyjeżdżasz tam, gdzie dzieci nie przyjmują, napawasz się ciszą i spokojem za
                    większe pieniądze. Możesz również wybrać własną działkę, tam zapewne będzie
                    ciszej a jednocześnie ekonomiczniej. Poza tym pojęcie "normalnie zachowujący
                    się ludzie" jest zbyt ogólne. Mi np. przeszkadzałaby gadająca non stop pani
                    Krysia albo jedzący przywiezioną kiełbasę pan Zdzisław.

                    > Dziecko 2-3-5 letnie nic, ale to literalnie nic(!) nie zrozumie ze
                    zwiedzania, > umęczy się

                    To już chyba nie Twoja sprawa?

                    > W takiej sytuacji korci mnie, aby urządzić balangę, wtedy gdy owe dzieci
                    > zasypiają.

                    A któż zabrania?
                    • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 30.12.06, 16:06
                      W takim razie czuję się rozgrzeszona. Jak będę miała ochotę słuchać głośno
                      muzyki ( do godziny 22.00 mi wolno) to nie ściszę jej nawet gdyby błagała mnie
                      o to sąsiadka próbująca uśpić umęczone 40 stopniową gorączką małe dziecko. A co
                      nie wolno mi? Jestem w prawie.
                      Jak pan Kazio pali papierosy w miejscu dozwolonym to nikt go nie zmusi, aby nie
                      czynił tego tylko dlatego, że dym szkodzi dziecku pani Wioletty. Jest w prawie.
                      Nie ma także zakazu wielu zachowań skutecznie zatruwających życie rodzinom z
                      małymi dziećmi.
                      Idąc tokiem Twojego rozumowania jeśli im przeszkadza głośna muzyka, remont,
                      palenie papierosów ( dla jasności nie palę) - niech sobie jadą na wczasy dla
                      matek i dzieci. Nikt nie będzie zmieniał obyczajów tylko dlatego, żeby jakiejś
                      matce było lżej.
                      Zagalopowałam się? Chyba tylko dlatego, że nie widzę powodu dla którego rodziny
                      z dziecmi miałyby terroryzować innych ludzi: sąsiadów, uczestników wycieczek,
                      współpasażerów.
                      Ludzie np. za wycieczki z przewodnikiem zapłacili i mają prawo egzekwować
                      programu wycieczki, jazdy bez przeszkód ( wrzask po polsku do kierowcy "pan się
                      zatrzyma Iwonce niedobrze").
                      P.S. Moja znajoma leciała kiedyś do Stanów. Za nią siedziała matka z dzieckiem.
                      Znajoma rozłozyła fotel żeby się zdrzemnąć, fakt ten bardzo nie spodobał sie
                      matce, która zażądała postawienia fotela w pozycji pionowej ( bo dziecko ma
                      mniej miejsca). Znajona, osoba ugodowa, fotel postawiła, rezygnując z wygodnego
                      odpoczynku. Ale dziecię postanowiło kopać . Robiło to dość energicznie. Matka
                      na zwróconą uwagę o spacyfikowanie dziecka ( niech nie kopie) orzekła, że "to
                      przecież dziecko, ciężko mu wytrzymać"). Znajoma natychmiast opuściła fotel i
                      chociaż nie spała, dziecku też było niewygodnie. Matka z morda do stewardessy
                      ( "niech ta baba postawi fotel, MOJE dziecko musi mieć miejsce"). Stewardessa
                      rozkłada ręce - ustawienie fotela jest wyrazem dobrej woli współpasazera.
                      Efekt? Znajoma jakoś znisła podróz, dziecku, a w rezultacie jego matce było
                      trudniej. Nikt z współpasażerów nie pomógł przy wyjmowaniu bagażu podręcznego.
                      I kto okazał się przegranym?
      • hanna26 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 00:10
        agawamala napisała:

        Byłam kiedyś na Kanarach. Porządny hotel a w nim rodzinka z 3 "uroczych"
        > dzieci. Wrzask w restauracji "mama neeee" i talerz lądujący na podłodze.
        Wrzask
        >
        > na basenie "mama gorącoooooo".

        Co za okropni rodzice.
        Jak można było pojechać na Kanary całą rodziną?
        Powinni byli na czas wyjazdu zostawić dzieci u babci albo oddać je do jakiejś
        przechowalni.
        Co za szkoda, że nie wszystkie matki są jak omawiana Ewa, która wie dobrze, jak
        powinna postępować, żeby nie zakłócać cennego spokoju turystce agawamala.
        • bunny.tsukino Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 10:58
          Agawamala ma imho rację. Jak napisała erin imho trzeba zachować zdrowy rozsądek.
          Ja bym mojego dziecka w życiu nie zabrała na kanary,do spa albo na nurkowanie bo
          byłoby mi po prostu kulą u nogi. (oj jak się posypią gromy). W te wakacje mam
          praktyki na Chorwacji i nie zabiorę tam dziecka, bo chcę po pierwsze od niego
          odpocząć, po drugie ryczałby tam niemiłosiernie. Pojedziemy za to, na tydzień
          nad Bałtyk, a potem na 2 tygodnie do domku letniskowego koło Rabki.
          • michalina7 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 11:17
            W te wakacje mam
            > praktyki na Chorwacji i nie zabiorę tam dziecka, bo chcę po pierwsze od niego
            > odpocząć, po drugie ryczałby tam niemiłosiernie. Pojedziemy za to, na tydzień
            > nad Bałtyk,

            Nad Adriatykiem dzieciak "ryczałby niemiłosiernie". Nad Bałtykiem już nie. hmmm
            • bunny.tsukino Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 15:11
              tak, tak. Nie znosi upałów. Nad Bałtyk pojedziemy we wrześniu, będzie miał tam
              swoje łóżko, przerwy w podróży itp. Znam swoje dziecko na tyle by stwierdzić, że
              będzie drzeć się jak opętane podczas podróży autokarem, z tłumem nieznanych
              osób. A potem hotel, mama znikająca na pól dnia, i co rusz inna "ciocia" do opieki.
              Zazdrościsz czy "wspulczujesz moim dziecią"??
        • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 11:24
          To teraz wyobraź sobie, że ktos w ramach odpoczynku urządza dyskotekę suto
          zakrapianą alkoholem a potem pijackie burdy. Ma prawo? Ma, takie samo
          zakłócanie spokoju innym jak przez omawianą rodzinkę.
          P.S. Szczerze współczuję do dzis, a minęło kilka lat, pani zarzyganej przez
          jedno z chorująych w autokarze dzieci owej rodziny.
          Wiedząc o dolegliwościach dzieci i uciązliwościach dla otoczenia wleczenie ich
          na objazdówkę ( kilka godzin jazdy po drodze z serpentynami) jest i
          niegodziwością, i głupotą i bezmyślnością.
          • haganna Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 21:45
            Rozumiem, że gdyby choroba lokomocyjna dotknęła kogoś innego, niż dziecko, to
            nie byłoby problemu?
            Dlaczego też uważasz, że 3-5 letnie dziecko "nic nie zrozumie" z jednodniowej
            wycieczki ze zwiedzaniem? Masz dzieci? Zapewniam Cię, że zrozumie!
            Czy narzekałabyś na starszą osobę - uczestnika wycieczki, która nie może iść
            tak szybko jak młodsza część grupy i życzyłabyś tej osobie, żeby została w
            domu? Myślę, że to dopiero byłaby głupota i bezmyślność - z Twojej strony!
            Czy rzeczywiście trójka dzieci zachowywała się skandalicznie głośno podczas
            posiłków (masz wówczas prawo zgłosić to rezydentowi i on ma obowiązek
            zainterweniować), czy też po prostu zżerała cię złość, bo rodzina z trójką
            dzieci nie pasowała ci do stereotypu o spędzaniu wakacji na Kanarach (trójka
            dzieci to już przecież patologia i skąd oni kasę biorą na takie wakacje; w
            miejskim basenie powinni je spędzać!).
            • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 30.12.06, 16:21
              Mam dzieci. W chwili obecnej już prawie dorosłe. Gdy były mniejsze, gdy
              niewiele rozumiały spędzały wakacje na działce nie przeszkadzając innym i nie
              narażając się na trudy podróży. Na szczęście żadne z nich nie miało choroby
              lokomocyjnej, ale gdyby tak było znacznie lepiej jest, aby ta przypadlość
              dopadła we własnym samochodzie niż autokarze pełnym ludzi.
              Dobrze wiem, własnie dlatego, ze mam dzieci, co 3-5 latek pamięta ze
              zwiedzania. Nic, albo prawie nic. Znacznie ciekawsze jest zoo, mrówki, sikorki,
              las.
              Gdy moje dzieci zrobiły się starsze, zaczęlismy jeździć. Duzo jeździć. I ani
              razu(sic!) nie widziałam osoby dorosłej cierpiącej na chorobe lokomocyjną w
              taki sposób, aby autokar musiał stawać.
              Natomiast dość często, zwłaszcza na serpentynach, statkach, chorowały 3-8
              letnie maluchy. Paskudząc przy okazji wszystko dookoła.
              Nie wiem jak Ty, byc może Ci to nie przeszkadza, ale we mnie wstępują wtedy
              mordercze instynkty.
              Uważam, że wycieczki należy dostosowywać i do wieku i stanu zdrowia i
              możliwości. Czy narzekałabym na starszą osobę, która nie może iść? Nie, o ile
              nie zakłócałoby to przebiegu zwiedzania. Tak, jesli okazałoby się, że program (
              za który zapłaciłam) został okrojony. Jezeli zamiast 3 muzeów zobaczyłabym 1.
              Zgłoszenie rezydentowi skandalicznego zachowania dzieci jest czysto
              teoretyczne. Nie wyrzuci ( bo i gdzie) całej rodzinki, a ona świadoma tego
              będzie robiła to co zechce. Rezydent, prócz ustnego zwrócenia uwagi, nie ma
              żadnych sankcji.
              Jeżeli zżerała mnie złość, to nie o to, że 3 osobowa rodzina nie pasuje do
              takiego czy innego stereotypu, a dlatego, że swoim zachowaniem utrudnia
              odpoczynek.
              Trudno dzieciom zakneblowac usta, trudno je przywiązać ( jako matka wiem, że w
              takim wieku dzieci są żywe, bywają nieporządne), ale czy to oznacza, że tego
              typu zachowania muszą znosić inni ludzie???
              • haganna Re: Podsłuchane w autobusie... 30.12.06, 22:29
                Pracowałam jako rezydent i wiem, że da się zrobić wiele, żeby "sporne" strony
                się nie widywały wink. Wystarczy odrobina dobrej woli obu stron i profesjonalny
                rezydent wink.
                Masz prawie dorosłe dzieci? To chyba w takim razie zapomniałaś jak to jest z
                małymi dziećmi.
                Mogę Ci się pochwalić, że wyjeżdżałam na wakacje z roczniakiem. Plan podróży
                układałam osobiście. Codziennie byliśmy w innym miejscu (wracaliśmy na wieczór
                do naszego domku) i był czas i na zwiedzanie i na odpoczynek i na obiad w
                restauracji. Maluch zniósł to wspaniale. Te wakacje bardzo maluszka zmieniły
                (pozytywnie) i bardzo nas zbliżyły.
                Co do tzw. "choroby lokomocyjnej" to dotyka ona podróżnych w KAŻDYM wieku, wiem
                coś o tym wink.
                Więcej w tych twoich opisach zwykłego zrzędzenia, niż faktycznych problemów.
                • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 31.12.06, 10:41
                  Jeżeli Twoje dziecko NIE PRZESZKADZAŁO INNYM LUDZIOM wrzaskiem, paskudzeniem,
                  przerwami to Twoja sprawa, możesz podrózować nawet z noworodkiem. W chwili, gdy
                  domagasz się, dla niego KOSZTEM INNYCH LUDZI, KTÓRZY TEŻ ZAPŁACILI ZA WAKACJE
                  specjalnych praw, dziecko dezorganizuje pobyt innym - to juz nie jest w
                  porządku i ludzie nie muszą tego tolerować.
                  Być może jesteś wspaniałym i profesjonalnym rezydentem - nie znam Cię, ale z
                  doświadczeń wiem, że takie perełki zdarzają się bardzo rzadko. Większość
                  rezydentów wyznaje zasadę - umiesz liczyć - licz na siebie. Wita i żegna na
                  lotnisku, sprzedaje wycieczki i nieregulernie bywa na dyzurach.
                  Pamięć mam doskonałą. Wiem jakie są dzieci. To co zachwycało mnie jako matkę,
                  mojego męża jako ojca czy rodziców jako dziadkow u moich dzieci mogło
                  denerwować i drażnić innych.
                  I, w przeciwieństwie do wielu rodziców, my o tym wiemy i szanując innych
                  wymagamy szacunku dla siebie.
                  Choroba lokomocyjna być może zdarza sie w każdym wieku. Nie wiem, ten problem
                  na szczęście nigdy nie dotyczył nikogo z naszej rodziny. Tym nie mniej nigdy
                  nie widziałam chorujących dorosłych. Bardzo możliwe, że jest to kwestia
                  odpowiedniego zabezpieczenia się, albo nie wybierania nieodpowiedniego dla
                  siebie sposobu spędzania urlopu.
                  Natomiast małe dzieci wymiotujące w autokarach zdarzają się dość często. I
                  między innymi dlatego wybieram samolot. Cóż z tego, skoro prawie na każdym
                  urlpie znajdzie się chorujące dziecko w czasie wycieczek fakultatywnych.
                  I jeszcze jedno - dlaczego zdarza się to tylko w polskich grupach?
    • bj32 Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 11:29
      A może babcia nieco koloryzuje? Moja rodzicielka uważa, że źle robiłam
      pozwalając dziecku na próby samodzielnego jedzenia w 7 miesiącu życia. A są i
      tacy, co twierdzą, że robię, źle, bo zamiast iść do pracy tylko "siedzę w domu
      z dzieckiem"; cokolwiek to znaczy... Trudno tak oceniać z jednostronnej
      wypowiedzi babci.
      • etiennette Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 16:08
        Może...Babcie mają tendencje do tego. lubią wypadac w oczach innych na
        niezastąpione, ukochane, najlepsze.
    • haganna Re: Podsłuchane w autobusie... 29.12.06, 21:37
      A ja znam kilka takich pań, które dzieci widują w co drugi weekend. Dziecko
      mieszka u dziadków, a mama robi karierę w innym mieście i jeździ po świecie.
      Szkoda mi tych dzieci strasznie.
      Wyobraźcie sobie, że moja teściowa była taką matką. Wyjechała na wczasy do
      Bułgarii, kiedy mąż miał 2,5 miesięca (sama oczywiście, zmęczona była to się
      jej należało). Potem też często gdzieś służbowo wyjeżdżała, a mąż był
      podrzucany do dziadków. Mąż w dzieciństwie miał chorobę sierocą!
      Oczywiście nie przeszkadza jej to teraz być ekspertem od wychowywania dzieci i
      bezustannie mnie pouczać wink.
      • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 30.12.06, 16:30
        Moja siostra znalazła się w szpitalu, gdy jej synek miał.....2,5 miesiąca.
        Leżała tam dłużej niż trwają wczasy w Bułgarii. I........Janek jakoś nie miał
        symptomów choroby sierocej.
        Gdy byłyśmy małe nasza mama robiła doktorat. Ponieważ jestem sporo starsza niż
        większość emam przypominam, że tydzień pracy wynosił 6 dni, a o komputerach
        nikt nie słyszał. Często mama wracała z biblioteki gdy już spałyśmy. I jakoś
        specjalnie nie ucierpiałyśmy.
        Mój mąż nalezy do ludzi dość zapracowanych - 2 prace, dyzury, sporo wyjazdów na
        sesje, zjazdy. Bywa, że wraca do domu późnym wieczorem. Gdy dzieci były małe
        nie widywał ich przez kilka dni. I co? I nic.
        • haganna Re: Podsłuchane w autobusie... 30.12.06, 22:20
          Rozumiem, że brakuje ci wyobraźni.
          Nie chodzi o jednorazowy pobyt w szpitalu, czy pracę do późna. Chodzi o
          permanentne wyjazdy na 2 tygodnie, 2 miesiące i więcej. Co innego, kiedy
          dziecko zasypia a mamy jeszcze nie ma, ale rano, kiedy się budzi może mamę
          przytulić, a czym innym jest permanentna nieobecność matki i ciągłe podrzucanie
          dziadkom (czyli życie na dwa domy).
          Nie pojmujesz tej subtelnej różnicy?
          • agawamala Re: Podsłuchane w autobusie... 31.12.06, 10:27
            Bywały całe długie dni kiedy moje dzieci nie widziały taty. Co prawda
            rozmawiały z nim codziennie przez telefon, ale gdy mąż wychodził do pracy oboje
            spali, gdy wracał zasypiali. Zdarzało się, że week-edndy spędzał na dyżurach.
            Cóz życie........
    • agastrusia Re: Podsłuchane w autobusie... 31.12.06, 10:34
      Rodzice zrobili z dziecka sierote. Niby ma rodziców ale ich nie ma. W sumie
      dobrze, że ci dziadkowie są bo wole nie myśleć co byłoby gdyby nie oni.
    • esi1 Re: Podsłuchane w autobusie... 31.12.06, 13:08
      No cóż... Wychodzi na to, że to dziadkowie wychowują kolejne dziecko, a rodzice
      tylko na nie łożą... smutne...
    • kruszynka301 Re: Podsłuchane w autobusie... 31.12.06, 14:26
      dla mnie szok - sami nurkujemy, ale córa od 3-ego roku życia jeździ z nami - i snurkujewink). Ostatnio nawet dla towarzystwa zabraliśmy siostrę męża, która jest równieśniczką córy - dziewczynki były zachwycone, my też...

      Chociaż i tak ostatnio się zbuntowała, i powiedziała, że zwiedzanie jej nie interesuje - więc za 5 dni wylatujemy sami na objazdówkę, już mam wyrzuty sumienia, a córa (6 lat) cieszy się, że zostanie z dziadkami.....
      • joasiiik25 Re: Podsłuchane w autobusie... 31.12.06, 14:33
        Jakos osobiście sie nie dziwie, wiele rodzin tak funkcjonuje (rodziny
        weekendowe)
        Nie popieram takich decyzji, takiego modelu rodziny i wychowania dziecka przez
        babcie czy dalsza rodzine.
        ale kazdy uklada sobie zycie wedlug swoich schematow....
        meza siostra cale zycie "zerowala" na matce...babcia siedziala z wnukami gdy
        byly chore, odrabiala lekacje itp matke nic nie obchodzilo i skutek jest
        taki,ze z corka (17letnia) nie ma wcale kontaktu i w oczach corki jest
        najgorsza kobieta...
        syn jest z nia (nie odwiedza babci)
        Na starosc nikt jej nie poda wody, bo nie miala czasu dla swoich dzieci
        i w wielu przypadkach tak bedzie...niestety
        • sir.vimes Dzieci są po to by wodę podać? 31.12.06, 18:35
          Denerwuje mnie taki sposób myślenia. Na starość zostaniemy z partnerem i
          przyjaciółmi - dzieci mogą ułożyć sobie życie 1000 km od nas i należy im na to
          pozwolić. Nie ma nic gorszego niż "poświęcić" wszystko dla dzieci a póżniej
          wymagać tego samego , i to z nawiązką, bo zgorzkniała mamusia czy tatuś jest
          mniej atrakcyjnym obiektem "poświęceń" niż bobas.
          • tazesnu Re: Dzieci są po to by wodę podać? 31.12.06, 18:53
            Dzieci są po to by na starość być przy nas (jeżeli mają taką mozliwość).
            Jeżeli los rzuci ich z dala od rodziców to trudno...
            Mąż, partner nie zawsze będzie w stanie nam pomóc, przyjaciele tak samo.
            Po to mam dzieci by przysłowiową szklankę wody mi ktoś podał w ostatnich
            chwilach mojego życia.

            Nie każdy musi tak myślec.
            • sir.vimes Re: Dzieci są po to by wodę podać? 31.12.06, 18:55
              A jak wylądują na wóżkach zanim się zestarzejesz ?

              Myślę, że dzieci mimo wszystko rodzi się dla świata , a nie dla siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka