DZiewczyny, no ja sie wykoncze, jak nie urok to... taka zolta kupa

Kilka tygodni temu mialam afere, ze cos skrobie w szafie. Meza z roboty
sciagnelam, ryczalampol wieczoru, malz kuchnie cala przeryl, zero sladow. Ale
skrobanie wrocilo i potem to i on je slyszal. Ogladamy film a tu szorowanie w
sciane (obudowane rury) ze mozg trzeszczy. Bylam wykonczona. Cale dnie sama z
malym, tylko wchodzilam podgrzewalam fastfoody w mikrofali i wychodzilam.
Potem malz pozakladal lapki i wysypal trutke.
I sprawa przycichla.
Jakies dwa dni temu leze na kanapie i cos mi smierdzi. Czasem maly cos wyleje
na sofe i pomyslalam ze to to, ze mleko np. Ale to smierdzi juz coraz bardziej
i w calej tej czesci kuchnia+salon. Jak wchodze z dworu to mam odruch
wymiotny. I znow dostaje pie..a.
I pytanie, czy jak mysz (moze chomik wam zdechl gdzies w chacie, a to pewnie
ta sama zasada) zdechnie to tak smierdzi? A moze to sama trutka naszla
wilgocia (bo tu w Anglii po prostu wilgoc jest wszedzie) i tak wali?