Dodaj do ulubionych

"Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ?

26.01.07, 15:47
jeśli kupił kwiatki czy książke to rozumiem, ale posty "mąz kupił mi
samochód", czy "mąz kupił mi komputer" zadziwiają mnie.
Nie ustalacie wspólnie takich wydatków? U nas jest tak, ze kasa jest wspólna
i oboje myslimy, na co wydac (jeśli w ogóle jest co wydawac ponad to, co na
życie, hehehe...). Ja w tajemnicy przed mężem nie kupuje telewizora czy
pralki, tak samo on- jak chce mnie czyms uszczęśliwic, to się zastanawia, że
może kupiMY to czy tamto.
Chyba, że d;la tego męża, który kupil auto, to jest tak drobny wydatek, jak
kwiatki dla kogos innego, wtedy zrozumiem.
Tego typu opisy- mąż mi kupił- kojarza mi sie z głupią żonką, która nie ma
wglądu w finanse rodziny i tylko prosi męża "kup mi to fuuuuuutro" robiac
maślane oczy. Taka rodzina jest w serialu..."Sąsiedzi" chyba, małżeństwo: ona
siedzi w domu i jest ładna i głupia a on, Cezary bodajże, jest Głowa Rodziny.
Jak to jest u Was?
Sytuacja podobna ale gorsza tez mnie dziwi- proszenie faceta o pieniadze na
zycie. Niewyobrażalne jak dla mnie. "Kochanie, bardzo prosze, daj mi chodziaz
100zł, bo nie mam za co kupic mleka, chleba i pieluch.."...horrorsad
Obserwuj wątek
    • agnieszkamodras Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 15:53
      Jeny żeby mi tak kiedyś kupił ktoś auto jak na filmach - daje tylko kluczyki w
      pięknych małym pudełeczku i mówi "wyjrzyj przez okno, babe".... smile

      A tak serio to się zgadzam.
      • joasiiik25 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 15:59
        smile
        czyzby piatkowe popoludnie bylo nudne?

        temat rzeka...

        jezeli stac MEZA to kupuje zonie AUTO a jezeli go nie stac to nie kupujesmile
        widocznie kwota jest tak smiesznie mala,ze ona nawet nie odczuje tego ubytku
        kasy....
        a maz zapewni sobie dozgonna wdziecznosc i seks to doknca zycia
        smilesmile
        (zona musi odpracowac jakos ten DROGI PREZENT) smile*
        • agnieszkamodras Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:04
          "czyzby piatkowe popoludnie bylo nudne?"

          pewnie, na szczęście zaczęła się "Moda na sukces"!
      • zuzanna56 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:01
        U nas byłoby to dziwne. Pewnie że dostaję kwiaty albo perfumy itd. z okazji
        jakiegoś święta ale pracujemy oboje i nikt nie daje mi pieniędzy na nowy ciuch.
        Sama sobie zarobię. W niektórych rodzinach zauważyłam jeszcze jedną dziwną dla
        mnie rzecz otóż to rodzice dają pieniądze dorosłej córce aby sobie coś kupiła
        bo mąż jej nie daje. Dla mnie to dziwne ale jeśli tym ludziom to pasuje to co
        mi tam.
        • zojkaojka Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 22:21
          Moja mama mi daje , ale nie dlategosmile. Ja też jej kupuję i również nie dlatego
          że tata skąpismile
        • adsa_21 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 15:05
          u mnie tez tak bylo, tzn kiedy bylam mezatka i nie pracowalam rodzice
          przesylali mi co miesiac kilka stowek na wlasne przyjemnosci.
      • opposite Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:04
        Oj tak. Też mnie to dziwi.
        Ale też mnie dziwią stwierdzenia typu "mąż mi pomaga" w obowiązkach domowych, w
        wychowaniu dziecka itp. Mnie nikt nie pomaga, on robi swoje ja swoje. To są
        nasze obowiązki.
        A i jeszcze stwierdzenie - urodziłam mężowi dziecko. I co, potem je temu mężowi
        wychowuję?
        Dla mnie te właśnie stwierdzenia to jakaś dziwna kategoria. Kobity same się
        stawiają na niższej pozycji a potem się dziwią, że ich się nie szanuje. Albo że
        dyskryminowane są.
        • bri Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:05
          Ten prezent w postaci samochodu to jest ta dyskryminacja? wink
          • kalina_p dla mnie tak! 26.01.07, 16:08
            jeśli mąz by mnie nie wtajemniczał w swoje "ciemne interesy", swoje plany
            (nasze, kurna!), zamierzenia itd...czulabym sie jak utrzymanka, jak oplacana
            podarunkami gospodyni domowa i panienka do seksu a nie partnerka, osoba mysląca
            i majaca swoje prawa.
            • bri Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:13
              Sorry, ale jeśli się wie, że się jest osobą myślącą i odpowiedzialną to chyba
              nikt Cię tego nie może pozbawić wink Partnerstwo może polegać też na tym, że
              kwestie finansów pozostawiasz do decyzji męża.
              • kalina_p Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:19
                no a dla mnie niestety nie, musze przynajmniej wiedziec. Czułabym się jak
                odsunięta od ważnych spraw idiotka. Poza tym uwazam, że partnerstwo polega na
                podejmowaniu decyzji wspólnie.
                • bri Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:25
                  Boisz się, że mąż sobie nie poradzi z finansami rodzinnymi?
                  • kalina_p Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:27
                    nie, bri.
                    Czułabym sie jak ćwok, jak słodka idiotka a lubię wiedzieć, co sie dzieje wokól
                    mnie i miec na to wpływ, po prostu.
                    • bri Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:32
                      Ja nie muszę mieć wpływu na wszystko co się wokół mnie dzieje, żeby nie czuć
                      się słodką idiotką wink
                      • kalina_p Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:36
                        bri, zrzucasz na męża odpowiedzialnośc za finanse- twoj interes, pewnie
                        faktycznie mąz wie lepiej i lepiej sobie z ta skomplikowana kwestia poradzi tongue_out
                        Natomiast nie nazywaj tego partnerstwem, mnie o bardziej przypomina układ
                        mama-dziecko. "mamusiu, kup mi discmana! - nie kochanie, w tym miesiacu nie da
                        rady...".
                        Jak Ci odpowiada, to twoja sprawa...ja bym się czula fatalnie - pytac męża, czy
                        stac mnie na cos, czy nie...
                        • cocollino1 Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:45
                          Kalinko, a Ty dokladasz sie do domowego budżetu?
                          bo troche to wyglada tak, ze z tego co wiem to Ty nie pracujesz, czyli
                          finansowo nie dokladasz sie, ale wymagania masz takie jakbys finansami trzęsła
                          w posadach w swoim domusmile Mi by bylo glupio poprostu nie pracujac mowic mezowi:
                          no wiesz, Ty mi nie bedziesz mowil na co mnie stac.. heh to tak apropos Twojej
                          wypowiedzi
                          o tej
                          > Jak Ci odpowiada, to twoja sprawa...ja bym się czula fatalnie - pytac męża,
                          czy
                          >
                          > stac mnie na cos, czy nie...
                          • kalina_p ??? 26.01.07, 16:51
                            oj, cocolino, chyba przesadzasz.
                            Żeby miec prawo do współuczestniczenia na równych prawach w decydowaniu o
                            naszych finansach MUSZĘ sie dokladac?
                            Mnie się wydaje, że absolutnie nie musze smile
                            Idąc Twoim tokiem rozumowania- kobieta, która nie pracuje nie ma prawa
                            wiedziec/decydowac o tym, ile w rodzinie jest pieniedzy i na co będą one
                            wydane??? A gdybym byla na wychowawczym, to juz mam to prawo, taaaak???
                            • acorns Re: ??? 26.01.07, 16:57
                              > Żeby miec prawo do współuczestniczenia na równych prawach w decydowaniu o
                              > naszych finansach MUSZĘ sie dokladac?

                              Ale to jest sprawa do ustalenia między małżonkami.

                              > kobieta, która nie pracuje nie ma prawa wiedziec/decydowac o tym, ile w
                              > rodzinie jest pieniedzy i na co będą one wydane???

                              Która kobieta? Moja sąsiadka? Moja dziewczyna? Moja matka? Czemu chcesz swoje
                              standardy wprowadzać jako obowiązujące dla wszystkich małżeństw?
                            • cocollino1 Re: ??? 26.01.07, 17:00
                              nie kalinosmile
                              znasz mnie, wiec pewnie sie domyslasz ze tak nie rozumujesmile oczywiscie ze masz
                              prawo. Jesli taki uklad Wam odpowiada. Ja wiem, ze zle bym sie czula, wiedzac
                              ze moj maz ciezko zaranbia na dom, a ja w zasadzie finansowo nie robie nic, ale
                              za to mam duzo do powiedzenia, w sensie Ty mi nie bedziesz mowil na co mnie
                              stac. Nie wiem jak to napisac krotko, pewnie i tak mnie nie zrozumiesz, ale ja
                              poprostu nie chcialabym zeby maz wystepowal w roli osla do pracy natomiast ja
                              bede tylko decydowac na co wydac. Oczywiscie jesli maz zarabia kupe kasy i
                              lekko nam sie zyje a maz nie tyra jak wol to rozumiem.
                              • kalina_p Re: ??? 26.01.07, 17:10
                                ale ja nie przejmuję decyzji - podejmuje my je wspólnie. Razem.
                                Mąz pracuje, ja teraz nie- taki układ mamy i taki nam pasuje, mąz ma prace w
                                różnych godiznach, ja radze sobie dzielnie z problemami ddnia codziennego -
                                jest oksmile
                                Nie chodzi mi o to troche chamskie w stosunku do męża:"Ty mi nie bedziesz mowil
                                na co mnie
                                > stac."
                                tylko o to, ze ja się nie musze pytac, na co nas stac, bo sama wiem...rozumiesz
                                róznicę ?
                          • agastrusia Re: dla mnie tak! 26.01.07, 18:03
                            cocollino1 napisała:

                            > Kalinko, a Ty dokladasz sie do domowego budżetu?
                            > bo troche to wyglada tak, ze z tego co wiem to Ty nie pracujesz, czyli
                            > finansowo nie dokladasz sie, ale wymagania masz takie jakbys finansami trzęsła
                            > w posadach w swoim domusmile Mi by bylo glupio poprostu nie pracujac mowic mezowi:
                            >
                            > no wiesz, Ty mi nie bedziesz mowil na co mnie stac.. heh to tak apropos Twojej
                            > wypowiedzi
                            > o tej
                            > > Jak Ci odpowiada, to twoja sprawa...ja bym się czula fatalnie - pytac męż
                            > a,
                            > czy
                            > >
                            > > stac mnie na cos, czy nie...

                            Nie wiem jak to wygląda u Kaliny, ale to że się nie zarabia to nie znaczy że sie
                            nie ma żadnego wkładu w utrzymanie gospodarstwa domowego. Praca jako gospodyni
                            domowa, za którą nikt nie płaci wg. ciebie nie jest pracą. Dzieki mojej PRACY
                            mąż nie musi wydawać pieniędzy na kucharke, sprzątaczke czy kochanke - jest to
                            mój wkład, który pozwala mi na współdecydowanie o naszych finansach.
                            • cocollino1 Re: dla mnie tak! 27.01.07, 09:26
                              Nie wiem jak to wygląda u Kaliny, ale to że się nie zarabia to nie znaczy że si
                              > e
                              > nie ma żadnego wkładu w utrzymanie gospodarstwa domowego. Praca jako gospodyni
                              > domowa, za którą nikt nie płaci wg. ciebie nie jest pracą. Dzieki mojej PRACY
                              > mąż nie musi wydawać pieniędzy na kucharke, sprzątaczke czy kochanke - jest to
                              > mój wkład, który pozwala mi na współdecydowanie o naszych finansach.

                              Wiesz ja tez gotuje, sprzatam i kocham sie z mezem. Myslisz, ze kobieta ktora
                              pracuje tego nie robi???? I ze wtedy maz zatrudnia kochanke, albo sprzatczke??
                              No jesli Ty wolisz byc kucharka czy sprzartaczka to oczywioscie Twoja sprawa.
                              Ja mam troche wyzsze aspiracje.
                              • agastrusia Re: dla mnie tak! 27.01.07, 10:41
                                Jeśli uważasz, że bycie gospodynią jest mało ambitne to twoja sprawa. Ja nie
                                uważam aby to była kwestia aspiracji. Jest to kwestia wyboru, czasem zrządenia
                                losu. Ty dokładasz sie finansowo a inne swoją pracą w domu, co wcale nie czynie
                                je gorszymi od ciebie.
                                • cocollino1 Re: dla mnie tak! 27.01.07, 11:03
                                  Ty dokładasz sie finansowo a inne swoją pracą w domu, co wcale nie czynie
                                  > je gorszymi od ciebie.
                                  Ale ja wcale nie uwazam, ze to jest ktos gorszy ode mnie. Poprostu uwazam, ze
                                  sytuacja kiedy ktos nie pracuje bo woli siedziec w domu, podczas gdy kasy
                                  multum nie posiada jest dla mnie nie do przyjecia. A co do pierwszej czesci
                                  Twojej wypowiedzi, ja dokladam sie finansowo ale rowniez pracuje w domu. Czyli
                                  gotuje, sprzatam, itp-tyle ze wspolnie z mezem. Z ta roznica, ze oprocz
                                  wkladania czegos do garnka-rowniez uczestnicze w zdobyciu srodkow na to co tam
                                  wlozyc, a nie tylko czekam az ktos zarobi na tosmile
                                  • qunegunda Re: dla mnie tak! 27.01.07, 16:00
                                    > Twojej wypowiedzi, ja dokladam sie finansowo ale rowniez pracuje w domu.

                                    Fakt, ze tyrasz na 2 etatach to jest tylko i wylacznie twoj problem. Żal ci
                                    d*** sciska, ze niektore kobiety maja lzejsze zycie.
                                    • cocollino1 Re: dla mnie tak! 29.01.07, 12:56
                                      O widze jakas mamuska uwieszona na kasce meza sie odezwalasmile
                                      Pracuje bo chce zyc wygodniej, bo lubie i nie wyobrazam sobie siedziec w
                                      chalupie i liczyc tylko na kase meza. Ale kazdy robi jak chce.
                            • kawka74 Re: dla mnie tak! 27.01.07, 11:29
                              w tym kontekście żona jest mało ekonomiczna
                              bardziej się opłaca zatrudnić dwa razy w miesiącu panią, co posprząta, stołować
                              się na mieście albo samemu się nauczyć gotować czy wręcz olać sprawę i jeść, co
                              popadnie
                              taniej wyjdzie, nikogo karmić ani ubierać nie trzeba, dwa razy w miesiącu (a jak
                              mąż niechluj, to i raz wystarczy) zapłacić pani 100 złotych i mieszkanie lśni
                              także nie przesadzałabym z gloryfikowaniem wkładu pracy gospodyni domowej, bo
                              jak dobrze taki sprytny mąż policzy, to taniej mu wyjdzie rozwód ;p
                        • bri Re: dla mnie tak! 26.01.07, 16:47
                          Kalina, ja pracuję zarabiamy mniej więcej tyle samo; zanim poznałam swojego
                          męża utrzymywałam się sama, sama płaciłam wszystkie rachunku, kupiłam sobie
                          samochód (nawet nie raz) i mieszkanie. Wiem, że to potrafię i nie potrzebuję
                          sobie niczego udowadniać. Jak sama się rządziłam to też nie zawsze mogłam sobie
                          kupić wszystko co chciałam - wtedy sprawdzałam stan konta, teraz pytam męża.
                          Rozumiem, że Ty wolisz o wszystkim decydować wspólnie ale nie trzeba naprawdę
                          być słodką idiotką, żeby zostawić finanse w gestii męża czy cieszyć się z
                          prezentów od niego.
                          • kalina_p Re: dla mnie tak! 26.01.07, 17:06
                            wiesz, bri, ja jestem inna.
                            Ale staram sie zrozumiec, że mozna i tak, jak Ty- w sumie, ilu ludzi na swiecie
                            tyle sposobów na zycie.
                            A "słodka idiotka" piszę dlatego, ze tak mi się to kojarzy- przewaznie takie
                            własnie spotykałam, takie z "alfikiem", leżące i pachnace, z zanikiem mózgu sad
                            jak Cie urazilam, to przepraszam, nie taki byl moj zamiar.
                            dziwi mnie, jak zona moze np. nie wiedziec, czy RODZINĘ stac na nowy samochod.
                            Albo tak sie totalnie podporzadkowac woli i władzy męża, że się pyta, czy może
                            sobie rajstopy kupic- a i tak bywa...
                            • bri Re: dla mnie tak! 26.01.07, 17:14
                              Przeczytaj sobie swój pierwszy post jeszcze raz i zobacz jak on brzmi.
                              • kalina_p Re: dla mnie tak! 26.01.07, 17:33
                                jesli prawda jest to, co piszesz, to jestes jedyną znaną mi osoba, która
                                swiadomie na taki układ się zdecydowała, dlatego napisałam powyzszy post. Moge
                                jeszcze zapytac- czy Twój mąz jest starszy od Ciebie?
                                • bri Re: dla mnie tak! 29.01.07, 11:36
                                  Nie, mój mąż jest dwa lata młodszy ode mnie smile
                    • adsa_21 Re: dla mnie tak! 27.01.07, 15:07
                      Kalina ale to zalezy jakie sa dochody, bo jesli maz zarabia 20,30 tys to kupno
                      rzeczy za 400,500 zl problemu by nie stanowilowink
                      Natomiast gdy dochody sa duzo mniejsze taki wydatek powinien byc konsultowany
                      ze wspolmalzonkiem
                • zojkaojka A mi tak jest super:) 26.01.07, 22:28
                  Finansami rządzi mój mąż, nie wiem ile i kiedy dokładnie ma, on nie wie ile
                  dokładnie mam ja-wie że dużo mniej. On płaci rachunki, pamięta o ratach,
                  decyduje na co nas stać i kiedy. Baaardzo mi to odpowiadasmile. Świadomie
                  wybraliśmy taki model.I chce mi kupić samochód(tani, używany) co mnie cieszy. A
                  jego ucieszyło że mikołaj mu przyniósł snowboard(nie tani i nowysmile). Jeśli
                  komuś prezenty podwarzają poczucie wartości własnej to z tym poczuciem musi być
                  coś nie tak.
                  • zojkaojka Re: A mi tak jest super:) 26.01.07, 22:37
                    "podważają" mea culpa! A dodam że może ty Kalina masz mało rzeczy na głowie i
                    stąd ten pęd do wspólnego decydowania o wszystkim. Ja żyję w takim biegu i o
                    tylu rzeczach muszę myśleć, decydować, pamiętać, brać odpowiedzialność, że z
                    ogromną ulgą oddaję część kompetencjismile. Bo oczywiście jeśli żona chce to ma
                    pełne prawo współdecydować o finansach, tyle że nie każdy chcesmile
                    • kalina_p Re: A mi tak jest super:) 26.01.07, 22:50
                      no pewnie, że nie kazdy chce- niektórzy sa tak zajęci leżeniem i pachnieniem,
                      że na nic innego czasu nie mają wink))
                      Zojka, z tego co piszesz- Tobie mąz ma kupic auto, ale wiesz, jakie mniej
                      wiecej to auto bedzie, jakos razem o tym myslicie- no to jest jak najbardziej
                      normalne przeciez. A ja o czym innym piszę- o nieswiadomości kobiety co do
                      stanu konta W MAŁZEŃSTWIE, stanu posiadania ICH OBOJGA i mozliwościach
                      finansowych. Rozumiem, że w natłoku różnych spraw mozna się podzielic- ja
                      załatwiam to a Ty tamto i jest fajnie. Ale nie rozumiem braku zainteresowania
                      tymi sprawami i całkowitego zdania na męża- jak ta Alutka własnie...
                      • kuku-007 Re: A mi tak jest super:) 27.01.07, 09:31
                        Mi też jest super smile
                        Kalina, uwierz mi, że miło jest dostać fajny samochód. Po świecie chodzą takie
                        kobiety, które znajdują go pod choinką (a czasem nawet bez okazji) a rodzinny
                        budżet nie doznaje przy tym żadnego uszczerbku. Przy tym pracują, odnoszą
                        sukcesy i tak, jak bri - nie muszą nikomu udowadniać, że też coś potrafią-bo
                        ich zawodowe sukcesy mówią za siebie.
                        Widocznie Ty się do takich nie zaliczasz smile bez urazy - i dlatego tak bardzo
                        Cię to dziwi.
                  • kosheen4 pytanie 27.01.07, 14:22
                    zojkaojka napisała:

                    > Finansami rządzi mój mąż, nie wiem ile i kiedy dokładnie ma, on nie wie ile
                    > dokładnie mam ja-wie że dużo mniej. On płaci rachunki, pamięta o ratach,


                    fajnie że ci to odpowiada i muszę powiedzieć że poniekąd zazdroszczę, bo jak by
                    nie było, świetna sprawa kiedy ktoś na mnie zarabia a ja ograniczam się do
                    realizacji swoich pasji, czymkolwiek by one nie były - dbaniem o dom, pisaniem
                    powieści, czy rzeźbieniem w glinie. pewnie że bym tak chciała smile jak chyba każda
                    kobieta, mogłabym sobie pracować w ramach hobby i bez ciśnienia, albo nic nie
                    robić, generalnie - działać ze świadomością, że jest zaplecze finansowe,
                    odkładając przy okazji na słoneczną emeryturę big_grin
                    ale
                    nie wiem, nie napisałaś, ale masz jakiś plan awaryjny? co by się stało gdyby
                    nagle pewnego pięknego dnia zabrakło męża? bo chyba to ciągle nie ta
                    rzeczywistość, że pan karington zostawia wielką firmę z zarządem, a niepracująca
                    wdowa ogranicza się do czerpania zysków z imperium finansowego.
                    nie wiem jak żyjesz. piszesz tylko że nie troszczysz się o rachunki. mi to
                    stawia włos na głowie - może za dużo naczytałam się pozytywistycznych powieści z
                    "martą" orzeszkowej na czele, gdzie żona po śmierci męża popada w skrajną nędzę
                    i tragicznie kończy. wink skoro twierdzisz że wybraliście taki model życia
                    świadomie, to pewnie masz to pod uwagą.
                    imho można wybrać taki model życia, że mąż zarabia, płaci i obsypuje prezentami,
                    ale mnie by spokoju nie dawało myślenie o ewentualnej czarniejszej przyszłości.
                    • molinka1 Re: pytanie 28.01.07, 22:04
                      Jeżęli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze....
                      Kwestie finansowe mocno podgrzały temperaturę... Gdyby mój mąż zarabiał pięć
                      razy więcej i chciał mi sprezentować samochód, to wolałabym, aby ze mną tego
                      nie konsultowałsmile Co najwyżej upewniłabym bym się, czy będzie dawał pieniądze
                      na benzynę, he he... Pracuję, mąż zarabia trochę więcej i wydatki ustalamy. Ale
                      prezentów nie... A koleżance mąż kupił samochód, ale ona jest nauczycielką, a
                      on ma kancelarię prawniczą... czy to źle, że facet z włanej inicjatywy chce
                      ułatwić żonie zycie????
            • acorns Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 16:49
              Bycie kobietą wyzwoloną to musi być straszne nieszczęście. Tyle problemów
              różnych, normalnie tragedia. No bo mąż - męska szowinistyczna świnia kupił
              żonie samochód, a ona nie wie skąd na to miał. No to słodka idiotka będzie
              jeździła samochodem kupionym przez męża, a kobieta wyzwolona niech zapier. z
              buta albo na przystanku drepta w miejscu na rozgrzewkę czekając w zimę na
              czerwony przegubowy smile

              > jeśli mąz by mnie nie wtajemniczał w swoje "ciemne interesy", swoje plany
              > (nasze, kurna!), zamierzenia itd...czulabym sie jak utrzymanka

              Gdybym był Twoim mężem, to w tym momencie posadziłbym Cię przy biurku,
              rzuciłbym na nie całą dokumentację, do tego płytkę z arkuszami w Excelu z
              zestawieniami różnymi i powiedział tylko "chcesz wiedzieć skąd są pieniążki i
              ile ich jest, to tu masz wszystko i wylicz sobie". Nie wiem jak Ty, ale moja
              dziewczyna chyba nawet nie odróżni listu przewozowego od faktury VAT, więc woli
              sobie żyć w błogiej nieświadomości co jest, skąd jest i ile jest. I jest
              szczęśliwa i nie szuka sobie problemów tam gdzie ich nie ma.
              • kalina_p Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 16:55
                bardzo mądry post!
                no i bardzo mądrą masz dziewczynę tongue_out
                Poza tym zdaje mi się, że nie rozumiesz- nie pisze o tym, kogo stać na samochód
                a kogo nie, tylko w jaki sposób sie ten samochód kupuje/dostaje.
                Z Twojego postu wynika, że jedynie słodkie idiotki łapią facetów, których stać
                na auto...a całe reszta nie-słodkich nie-idiotek porusza sie komunikacją
                miejską.
                • bri Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 16:57
                  Kalina - z Twojego postu wynika, że w partnerskim związku mąż tak naprawdę nie
                  ma możliwości zrobić żonie prezentu.
                • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 17:02
                  > Poza tym zdaje mi się, że nie rozumiesz- nie pisze o tym, kogo stać na
                  > samochód a kogo nie, tylko w jaki sposób sie ten samochód kupuje/dostaje.

                  Ale w czym problem - ważne że ten samochód jest. Naprawdę szukasz problemów tam
                  gdzie ich nie ma.

                  > Z Twojego postu wynika, że jedynie słodkie idiotki łapią facetów, których
                  > stać na auto...

                  Słodkim idiotkom na pewno jest duzo łatwiej, ponieważ są "lekko strawne". Życie
                  z kobietą myślącą jak Ty to byłby dla mnie jakiś koszmar. Może i moja
                  dziewczyna nie jest biegłą księgową, ale za to jest dobra w czym innym. Nie
                  musi śledzić na bieżąco stanu kont żeby była szczęśliwa.
                  • gryzelda71 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 17:10
                    Może i moja
                    > dziewczyna nie jest biegłą księgową, ale za to jest dobra w czym innym.
                    Zdradzisz w czym?
                    • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 17:58
                      > Zdradzisz w czym?

                      Jakie to ma znaczenie? Dobra jest w tym czego ja potrzebuję.
                      • gryzelda71 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 18:01
                        Pytanie zadałam,bo sposób w jaki o niej piszesz i to co piszesz nie pozostawia wiele wyobraźni.
                        • monia145 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 18:09
                          Wyobraźnia Cię ponosi Gryzeldowink

                          Dziewczyna Acornsa posiada przed wszystkim umiejętność kręcenia głową domu,
                          czyli Acornsem- za pomocą miłego usmiechu i sympatycznego usposobienia potrafi
                          osiągnąc więcej niż niejedna "wyzwolona, pyskata kobieta"smile

                          Acorns bez urazy, ale dawne spory pozostały mi w pamięcismile
                          • gryzelda71 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 18:14
                            > Dziewczyna Acornsa posiada przed wszystkim umiejętność kręcenia głową domu,
                            > czyli Acornsem- za pomocą miłego usmiechu i sympatycznego usposobienia potrafi
                            > osiągnąc więcej niż niejedna "wyzwolona, pyskata kobieta"smile
                            >
                            Ale samochodu nie kupiłsmile
                            • adsa_21 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 27.01.07, 15:11
                              malo inteligentni faceci zadaja sie z malo inteligentnymi kobietami - proste.
                          • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 27.01.07, 01:40
                            To nie chodzi o kręcenie mna. Chodzi o to, że ona miała niezbyt udane
                            dzieciństwo, bo w domu grzyb, wilgoć, syf i malaria, młodsze rodzeństwo pod jej
                            opieką i wiecznie pijani rodzice. Jako dwunastolatka musiała zarządzać częścią
                            rodzinnego budżetu i kombinować skąd wziąć na chleb i na jakieś ciuchy żeby
                            ubrać braci i siostry do szkoły. Ona jest naprawdę szcżęśliwa, że nie musi się
                            martwić czy na coś starczy, czy nie starczy i innymi sprawami. Ja wiem co ona
                            lubi i to jej kupię co ona lubi. Gdybym zawiózł ją do sklepu i dał jej
                            możliwość wybrania sobie rowera, to miałaby mały problem, bo one poza kolorem i
                            kształtem, rożnią się jeszcze wieloma rzeczami, a ona nie musi wiedzieć co i
                            jak. Ona będzie szczęśliwa jak ja przywiozę jej rower, który lekko chodzi, sam
                            jest lekki i jest zielono - żółto - kanarkowy. I nie musi nawet wiedzieć czy on
                            kosztował 500 czy 2500 zł, bo nie ma to w tym momencie znaczenia.
                            • kosheen4 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 27.01.07, 14:44
                              ona nie musi wiedzieć co i
                              > jak. Ona będzie szczęśliwa jak ja przywiozę jej rower, który lekko chodzi, sam
                              > jest lekki i jest zielono - żółto - kanarkowy. I nie musi nawet wiedzieć czy on
                              >
                              > kosztował 500 czy 2500 zł, bo nie ma to w tym momencie znaczenia.


                              bardzo doraźne jest takie podejście - ponowię pytanie postawione zojce: a jeśli
                              nagle ciebie zabraknie, cóż wtedy zrobi ta piękna i dobra dziewczyna którą
                              łaskawie wyrwałeś z nędzy? będzie po kolei sprzedawała rzeczy które jej
                              ofiarowałeś?
                              bo raz - nie pracuje. no ok, sporo forumek nie pracuje i pozostaje na utrzymaniu
                              męża
                              a dwa - przedstawiasz ją jako kobietę wypraną nie tylko z jakichkolwiek ambicji
                              poza dogadzaniem tobie, ale także pozbawioną śladów życiowego sprytu i realizmu.
                              fajnie jest jak zmiękczony obiadem i seksikiem acorns zafunduje ciuch, rower czy
                              fryzjera. zupełnie jak legenda rodzinna sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to
                              babcia nie miała pojęcia jak wyglądają pieniądze i ile co kosztuje.
                              w przypadku opisywanym przez ciebie porusza brak myśli o przyszłości: kobietka
                              cieszy się tu i teraz. w życiu różnie bywa. w razie czego wróci do syfu i będzie
                              troskliwie pielęgnować wspomnienia, jak kiedyś było miło mieszkać u acornsa?
                              • rita75 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 27.01.07, 16:41
                                jeśli
                                > nagle ciebie zabraknie, cóż wtedy zrobi ta piękna i dobra dziewczyna którą
                                > łaskawie wyrwałeś z nędzy?

                                Młoda jej wskaże drogę.
                                <lol>
                              • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 29.01.07, 13:04
                                > bardzo doraźne jest takie podejście - ponowię pytanie postawione zojce: a
                                > jeśli nagle ciebie zabraknie, cóż wtedy zrobi ta piękna i dobra dziewczyna
                                > którą łaskawie wyrwałeś z nędzy? będzie po kolei sprzedawała rzeczy które jej
                                > ofiarowałeś?

                                Kwestie spadkowe i finansowe niezależnie od zapisów w polskim i rosyjskim
                                prawie, zależą od ustaleń rodzinnych. Gdybym np. dziś wieczorem zmarł sprawami
                                spadkowymi zająłby się brat mojej byłej żony, który w rodzinie ma głos
                                decydujący. Nikt nie zostałby bez dachu nad głową ani bez opieki finansowej.
                            • gryzelda71 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 28.01.07, 20:01
                              Straszne jest to,że osobę która w wieku 12 lat potrafiła skutecznie zaopiekować się rodzeństwem traktujesz jak idiotkę, która nie potrafi sama kupić sobie rzeczy które się jej podobają.
                              • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 29.01.07, 12:36
                                Tak naprawdę już sporo wcześniej musiała się nimi opiekować jako najstarsza.
                                Ale tak mniej więcej jak miała 11-12 lat to już musiała im i uprać i ugotować i
                                wszystko do szkoły kupić, kasę na to zdobyć, głównie zabierając ojcu zanim
                                zdąży przepić i bunkrując ją w bezpiecznym miejscu albo od razu spłacać krechę
                                w sklepie. Nie chodzi mi o traktowanie jak idiotkę, tylko o to że ona nie miała
                                kiedy zaznać jakiegoś takiego beztroskiego życia, tylko od razu poszła w
                                kierat. Niech sobie teraz trochę to odbije. Tak będzie dla niej lepiej. W końcu
                                ma dopiero 18 lat. Nie bedę jej więc obciążał współpodejmowaniem decyzji.
                                • gryzelda71 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 29.01.07, 12:55
                                  Czytając to co piszesz,mam wrazenie,ze jest bardziej twoją córką niż dziewczyną.
                                  • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 29.01.07, 13:07
                                    Córką moją to nie mogłaby raczej być. Nie wiem czy przeciętnie rozwinięty
                                    fizycznie dwunastolatek może zapłodnić kobietę. Jakby mógł, to mogłaby być moją
                                    córką. Ale to nie o to chodzi. Po prostu chcę dla niej dobrze i tyle. A że ktoś
                                    ma problem, bo dostając od męża samochód czuje się jak utrzymanka to jej
                                    problem. Nie każdy musi żyć według jej standardów i tyle.
                                    • gryzelda71 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 29.01.07, 13:10
                                      Mieć dziecko,a traktować inną osobę jak dziecko to dwie różne sprawy.
                          • rita75 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 27.01.07, 09:40
                            za pomocą miłego usmiechu i sympatycznego usposobienia potrafi
                            > osiągnąc więcej niż niejedna "wyzwolona, pyskata kobieta"smile

                            A jak czegos nie zrozumie, to Młoda jej wytłumaczy- i wszystko gra jak ta lala.
                  • kalina_p Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 17:35
                    hehehe...no widzisz, ja na czerwone przegubowce nie czekam, zyje sobie
                    szczęsliwie, mój mąz nie narzeka...
                    Nie wątpie tez, że Twojej dziewczynie wiele do szczęscia nie potrzeba tongue_outPP
                    • acorns Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 17:56
                      > hehehe...no widzisz, ja na czerwone przegubowce nie czekam, zyje sobie
                      > szczęsliwie, mój mąz nie narzeka...

                      No to świetnie smile Ale w takim razie jaki miałaś cel zakładając ten temat?

                      > Nie wątpie tez, że Twojej dziewczynie wiele do szczęscia nie potrzeba tongue_outPP

                      Wiele czy niewiele to jest pojęcie względne. To co jej do szczęścia jest
                      potrzebne, ja jestem w stanie zapewnić. Samochód do szczęścia jej niepotrzebny,
                      bo nie ma prawa jazdy.
              • ojejkuniu Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 16:57
                no tak... list przewozowy a faktura... a cóż to za różnica?!
              • alfama_1 Re: Bycie kobietą wyzwoloną, musi być straszne... 26.01.07, 18:03
                acorns napisał:

                > Bycie kobietą wyzwoloną to musi być straszne nieszczęście. (...)
                a kobieta wyzwolona niech zapier. z > buta albo na przystanku drepta w miejscu
                na rozgrzewkę czekając w zimę na > czerwony przegubowy smile

                > Gdybym był Twoim mężem, to w tym momencie posadziłbym Cię przy biurku,
                > rzuciłbym na nie całą dokumentację

                Gdybym była Twoją żoną to nie kupiłabym Ci nawet malutkiego samochodu i
                musiałbyś w taki mróz jak dzisiaj z buta dawać na przystanek.
    • melmire Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 15:57
      My mamy rozdzielna kase, wiec maz moze mi kupic komuter, samochod czy jacht,
      szkoda ze sie nie kwapi smile
      Z tym ze o ile komputer przyjelabym bez mrugniecia okiem (bo on sie na tym
      lepiej zna niz ja), to przy wyborze samochodu chcialabym moc wyrazic swoje zdania.
      A potem niech mi kupi wink
    • bri Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 15:58
      Różnie ludzie mają. Ja tam mówię na głos o swoich różnych marzeniach a ponieważ
      mąż u nas się zajmuje finansami to on wie lepiej ode mnie czy nas na to stać
      czy nie. Ostatnio jak dostał większą premię to dał mi ją całą w prezencie, bo
      wiedział, że chciałam trochę rzeczy kupić do domu. Zazwyczaj uzgadniamy większe
      wydatki i pieniądze są wspólne ale to jednak był prezent. Mąż mógł uznać np. że
      premią spłaci część kredytu za mieszkanie.
      • kalina_p bri- własnie o to mi chodzi 26.01.07, 16:05
        że Ty wiedziałaś o premii, wiedziałas o tym ile tego, na co mozna to wydać...a
        mąz widac uznał, że milej wydac na cos fdajnego do domu- to jest ok, to
        rozumiem. Nie zrozumiałabym, gdybys nagle któregos dnia dostała kluczyki do
        nowego auta. I nie wiedziałabys, ile macie na koncie, czy Was stac na waciki
        przysłowiowe, czy nie, ile mąz zarabia, na co idą te pieniądze...o to mi
        chodzi.
        • renia1807 Re: bri- własnie o to mi chodzi 26.01.07, 16:09
          Mnie tez taka kobieta kojarzy sie z naiwną żonką, taką jak Alutka z rodziny
          zastępczej
        • bri Re: bri- własnie o to mi chodzi 26.01.07, 16:12
          Wiesz co? Ale ja nie wiem ile my mamy na koncie i na co dokładnie idą nasze
          pieniądze. Mam do konta wszelkie uprawnienia ale rzadko tam zaglądam (nie
          pamiętam kiedy ostatnio) bo mąż płaci wszystkie rachunki i w razie czego on
          martwi się jeśli pieniądze się kończą. Szczerze powiedziawszy to nie liczę ile
          wydaję ale staram się oczywiście nie przekraczać granic przyzwoitości. Większe
          zakupy do domu robi u nas zazwyczaj mąż. Jak ja chcę sobie kupić jakieś ubrania
          itp. to pytam się czy mogę wydać tyle a tyle (w sensie czy nas na to stać). Mąż
          się zazwyczaj chwali jeśli dostanie jakieś ekstra pieniądze ale gdyby się nie
          pochwalił to bym się nie dowiedziała i jakoś mnie to nie martwi. Wiem, że jest
          odpowiedzialnym człowikiem i że dobrze zadba o naszą sytuację finansową.
      • ledzeppelin3 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:06
        Mąż mi daje pieniążki, a ja dam mu Potomkatongue_out
        • kosheen4 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 14:27
          ledzeppelin3 napisała:

          > Mąż mi daje pieniążki, a ja dam mu Potomkatongue_out


          no to sio sprzed kompa i do roboty, do roboty! Potomek płci żeńskiej to
          niepełnowartościowy Potomek tongue_out
          lepiej działaj, bo jak się nie uda to pan mąż odetnie kranik z forsą i pójdzie
          do takiej co syna mu da big_grin
      • mysiam Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:07
        he!! temat rzeka ...własnie ostatnio mialam 'przyjemnosc" poznac pewną
        panią ,ktora co rusz wtrącała: a mąż mi kupił...i tak chyba ze 100 razywink))
        druga ,przytoczona przez Kalinę sytuacja ,kiedy żona prosi sie o kazda zlotówke
        też tragiczną jest..ale takich przypadkow-jak chocby to forum pokazuje-mało nie
        jest
        Osobiscie spotkalam sie z sytuacja ,ze zona ,niepracująca ,wychowująca
        dziecko ,kupowala sobie w tajemnicy przed męzem jakąs drobnostkę -smakolyk
        (batonik!!!),na który miała straszną ochotę ...ale mąz mógł wyskakiwac na pifko
        z kumplami codziennie ...i jemu się należało,bo on zarabia...chore to,ale
        niestety i tak sie zdarza
        • funkey Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 29.01.07, 15:00
          Też znam taki przypadek smile Z tym że żona czai się przed mężem bo się razem
          odchudzają i nie chce go zawieść. Może u twojej znajomej jest podobnie, jestes
          pewna że chodzi o 0,70 zł za jeden mały batonik? wink
    • edorka1 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:06
      Ccę auto nowe osobowe, laptopika do kompletu, zmywarę przepastną do garów i jeszcze pare drobiazgów. Futra nie chcę , ale bilet na Rodos moze być.
      Ale sam nie kupi.
      Bo decyzje finansowe podejmujemy razem.
      I na powyzsze zakupy akurat chwilowo nas nie stać...
    • anik801 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:14
      Oczywiście ustalamy!Mąż kupi mi na wiosnę auto-mam na myśli,że on dokona tego
      zakupu,bo zna się na autach.Mogę wybrać sobie kolor,a na reszcie nie za bardzo
      się znam!Dlatego kupi mi mąż,aby ktoś nie wcisnął mi złomu.O proszeniu o kasę
      na zakupy mowy nie ma!Kase mamy wspólną.
      • renia1807 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:19
        Ja miałam takiego szefa, obracał dużymi pieniędzmi, a jego zona przychodziła
        zeby dał jej pieniadze na przedszkole, na chleb i przy ludziach prosiła
    • monia145 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:17
      Ale taki samochód może być niespodzianką dla zony, prezentem urodzinowym itp.
      Ona napisze tutaj , że "mąż kupił mi samochód"- ale czy to oznacza, że jest
      jego utrzymanką? Czy prezent, nawet taki jak samochód musi byc ustalany
      wspólnie? Jeżeli kogos stać tylko na bluzke dla zony, to mógłby robić takie
      niespodzianki, a ten, co może sobie pozwolić na luksusy, najpierw musi to
      skonsultować ze slubną?
      Poza tym wielu kobietom jest wygodnie żyć w błogiej nieświadomości o stanie
      konta, bo one maja tylko leżeć i pachniećsmile Mąz nie wtajemnicza, bo jemu tez z
      tym wygodnie, a ona będzie szczęśliwa, że mam mniej na głowie....ludzie
      generalnie sa dziwnismile)))))))
      • kalina_p tiaaaa 26.01.07, 16:26
        a potem w razie rozwodu zostaje talka "leżąca i pachnąca" z wielkim zerem na
        koncie. To jej sprawa- oczywiscie. ALE, porem ta sama biedna załamana "leżąca i
        pachnąca" pisze to na forum, jaka to jest biedna i dostaje po łbiewink Tu się
        własnie dowiaduje, jaka to glupia była, ze na mężu polegała, że zyła w słodniej
        nieswiadomości...
        No ale co racja to racja- co komu pasuje, co ktpo lubi. mnie nie chodzi nawet o
        to zabezpieczenia na wypadek czegostam, np. rozwodu, tylko ja bym tak nie
        umiała- nie wiedziec, co i jak, zyc jak dziecko, które przychodzi do mamusi
        po "tygodniówke" i ma w nosie, czy mama ma czy nie ma. E, nie dla mnie to po
        prostu...
        Monia- o tym pisałam, ze prezent w postaci auta rozumiem tylko wtedy, jeśli
        jest to dla faceta tak mały wydatek, jak dla innego kwiatki.
        • monia145 Re: tiaaaa 26.01.07, 16:31
          Ja kiedyś musiałam prosić o pieniądze mojego męża- i nie powiem, że miał jakieś
          pretensje czy fochy, ale sam fakt, że MUSIAŁAM to robic, bo on np. zapomniał
          zostawić, był dla mnie upokarzający...pewnie m.in. dlatego pracuję....smile
        • headonshoulders Re: tiaaaa 26.01.07, 18:02
          > a potem w razie rozwodu zostaje talka "leżąca i pachnąca" z wielkim zerem na
          > koncie. To jej sprawa- oczywiscie. ALE, porem ta sama biedna załamana "leżąca i
          >
          > pachnąca" pisze to na forum, jaka to jest biedna i dostaje po łbiewink Tu się
          > własnie dowiaduje, jaka to glupia była, ze na mężu polegała, że zyła w słodniej
          >
          > nieswiadomości...



          Kalinko, ja natomiast znam wiele kobiet ktore po rozwodzie dostaly 500 zl alimentow po rozprawie
          niezaleznie od tego jak dobrze byly wtajemniczone, a do pracy ich nikt nie chcial przyjac bo mialy
          paroletnia przerwe na cv.. i musialy znow byc od kogos innego zalezne , np. jedna totalnie od
          rodzicow, druga musiala mieszkac u starej zrzedzacej ciotki ktora i tak jej nic w spadku nie zostawila i
          musiala wracac do rodzicow - bo za 500 zl to nie na mieszkanie i utrzymanie siebie i dzieci a na
          "przyslowiowe waciki" prawdziwie "nowoczesna" kobieta moze wydawac .
          Byc zalezna od meza totalnie finansowo . i.e. nie robic nic pare lat oprocz opieki nad dzieckiem jest dla
          mnie nie do zaakceptowania , natomiast dla ciebie pewnie podobna glupota jest to ze sie nie decyduje
          z mezem. Owszem, jest to glupie i to na maksa - ale widzisz, sposob widzenia zalezy od punktu
          siedzenia : ja jako 25 latka od 7 lat na swoim wylacznie utrzymaniu, z wyobraznia, biznes planem,
          jezdze siodemka, mieszkam w pieknym domu i sram z gory na tych co kiedys smiali sie z moich
          dziurawych butow. I uwazam ze kazda kobieta powinna miec zaplecze zawodowe. No ale to ja - w
          sumie niech kazdy zyje jak chce. Mowie tylko ze to co dla innych norma, dla innych byloby
          maksymalnie niezreczna sytuacja.
          • kalina_p Re: tiaaaa 26.01.07, 19:19
            różnie się rozwody kończą, różnie to w zyciu bywa, nie twierdze, że TYLKo
            kobiety leżące i pachnące bywaja w razie rozwodu w trudnej w sytuacji - czy
            napisałam to gdzies? Nie.
            Kazdemu może się zycie tak lub inaczej ułozyc, trzeba zadbac o siebie i tyle.
            Ja na szczęscie mam zaplecze, totez się nie martwię tongue_out
            Ale gdybym nie miała, to tym bardziej nie dawałabym się odsuwac od spraw
            finansowych...
    • coronella Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:23
      Moja opinia:
      Jesli mówi to znana mi osoba, dużo zalezy od tego, jaka jest to osoba. Bo dla mnie stwierdzenie "mąż mi kupił" ma tyle znaczeń, ile kobiet je mówi. I wcale nie musi miec negatywnego znaczenia.

      Są owszem głupie dziewczyny, puste, (sorki za dosandność) nie potrafiace wykazac sie niczym ciekawym, więc wykazują się "mężem, który mi wszystko kupuje" I oczekuja podziwu jaki to mąz dobry, a ona jakie to ma wielkie szczęście. Takie sytuacje mnie śmieszą.
      Ale często prezent jest wspólną decyzją, wspólnie przemyslany, wybrany. A że mąż pracuje i zarabia pieniadze, i on je wydaje, to sie mówi, ze kupił. I w tym nic złego nie widzę. Zupełnie nic. Sama tak mówię, i to w obie strony. Kupilismy sobie odkurzacz, bo obydwoje bedziemy go uzywać, bo był to wspólnie wybrany zakup do domu. Ale aparat, o którym marzyłam, który dostałam na gwiazdke, kupił mi mąż, jako prezent. Co w tym dziwnego?
      Nie czytam zbyt często tego forum, więc moze nie czuje problemu, podejrzewam, że chodzi tu jednak o te puste przechwałki.
      • bri Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 16:24
        Rany, ale co jest złego w tym, że się ktoś cieszy z prezentu od męża???
    • maga202 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 17:29
      Mnie tez to dziwi ale tak dzieje się w rodzinach, w których mąż to pan i władca i wszystkim rządzi i decyduje. Tak np. jest u mojej koleżanki, mąż jej nawet garnek, szampon, nie mówiąc o ciuchach, kupuje.
      Chociaz czasem bym tak chciała, tylko daj, a nie przejmowałabym się czy wystarczy do końca miesiąca czy nie.
      Albo też tak bywa w rodzinach bardzo bogatych, ale wtedy to są prezenty, to jest już inna hostoria.
      • maga202 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 17:30
        Nawet ostatnio nie kupiła dziecku w mieście kapci bo nie zapytała czy może? W szoku byłam.
    • jusytka Nie wszędzie kasa jest wspólna ... 26.01.07, 17:31
      Autko kupiłam za zarobione przez siebie pieniądze, więc jest moje, choć
      formalnie mąż jest współwłaścicielem, a mąż ma swoje, bo też sam na swoje
      zarobił. Też na ogół większe wydatki są uzgadniamy wspólnie.. Po co mam wpłacać
      pieniądze na wspólne konto skoro wolę mieć swoje własne i korzystać z niego jak
      mi się podoba? Męża nawet nie upoważniłam, ale on mnie tak smile
    • niya Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 18:04
      a mi mąz kupił samochód smile uzywany, dwuletni smile to była najwieksza niespodzianka
      w moim zyciu smile w tym samym dniu odebrałam prawko i kluczyki smile
    • cyborgus Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 19:16
      To moje malzenstwo laczy i kaline_p i bri: maz zarabia, ja zajmuje sie
      finansami, i on mnie pyta ile jeszcze zostalosmile)

      Tak wie, paradoksalnie, zgadzam sie zarowno z kalina_p jak i z bri. Dla mnie
      taka zonka co nic nie wie o finansach rodizny to troche slodka idiotka. Z
      drugiej strony postawa bri jest dla mnie zrozumiala, w jej ukladzie to maz jest
      odpowiedzialny za finanse i tyle.
      • kalina_p Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 22:44
        a woiesz, że z tej strony na to nie patrzyłam? Bo u nas tez tak jest- mąz
        pracuje, ja rozporzadzam a jak cos wiekszego o razem. Ale taka "normalną" kase
        na oplaty i zycie trzymam ja, tak wygodniej, w końcu to ja mam czas i ochote
        latac po sklepach, po bankach itd.
        Może to mój biedny mąz wystepuje własnie w roli słodkiej idiotki, która co
        prawda nie lezy i nie pachnie, ale o kasie ma mniejsze pojecie, niz ja? Musze
        z nim pogadac powaznie na ten temat tongue_out
        No i zaządac odkładania na jakies ukryte konto kasy na samochód, który mi
        potem z wielką pompą podaruje jako niespodziankę...
        • bri Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 29.01.07, 11:49
          Kalina, ja mam dwie karty kredytowej i jedną debetową. Nie konsultuję z mężem
          żadnych codziennych zakupów. Dopiero kiedy zachodzi ewentualność, że wydam
          więcej niż jakieś pięć stów to pytam. Mąż zawsze zresztą odpowiada mi "kup
          wszystko czego potrzebujesz". Dzięki Bogu dość dobrze nam się żyje. Gdyby było
          inaczej może bym się martwiła i chciała bardziej się w to angażować, nie wiem.
          Kiedy ustalaliśmy jak będą nasze małżeńskie finanse wyglądać miałam takie
          założenia: a) nie chce kłótni o pieniądze nawet jeśli miałabym czasem nie kupić
          sobie tego na co mam ochotę; b) chcę, żeby mąż czuł się odpowiedzialny za nasze
          finanse, orientował się w cenach i stanie naszego konta itp. Rozwiązanie było
          proste - oddać je pod opiekę męża. Mój wpływ jest większy niż się Tobie wydaje
          bo mąż mnie kocha i chce mnie uszczęśliwiać, a ja mu mówię co mnie
          uszczęśliwia.
    • rene-76 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 19:18
      a mi maz kupil na 30-tke laptopa i wcale sie nie czuje z tego powodu jak jakas
      utrzymanka tym bardziej jak jakas Alutka z jakiegos dennego serialu lub tym
      podobna ofiara-pytal sie wczesniej co bym chciala dostac wiec mu powiedzialam-
      pracuje za granica takze przywiozl mi go jak wracal na swieta-widicznie stac
      nas na to -ja go nie rozliczam z kazdej zlotowki-nic tylko sie cieszyc a nie
      narzekac i stwarzac problemy
      • kalina_p rene 26.01.07, 22:39
        toz ja nie o tym, ja się z komórki tez cieszyłam, jak dostałamsmile
        Chodzi o duze wydatki, takie niecodzienne i o to, że wiele kobiet po prostu
        nie wie, nie chce wiedziec, czy nie umie się dowiedzieć, ile ich rodzina (!) ma
        pieniędzy, ile może wydac, jak to w ogole z ta forsa jest...i pytaja męża "czy
        stac mnie na te spodnie, kochanie?", jakby nigdy nie skończyly 18-tu lat. O
        takie sytuacje mi chodzi.
      • zojkaojka Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 22:49
        Rany Julek!!! Z większości wypowiedzi wynika, że mało jest równie głupich i
        upokarzających rzeczy na świecie jak drogi prezent-niespodzianka od męża. No
        pozwolę sobie mieć CAŁKIEM odmienne zdanie. Prezenty z wspólnej kasy, wcześniej
        uzgadniane, dla mnie tracą swój urok i właściwie trudno je nazwać prezentemsad.
        • kalina_p cos w tym jest 26.01.07, 22:59
          bo jednak niespodzianka oznacza ukrywanie czegos a ukrywanie- brak zaufania,
          partnerstwa?
          Oczywiscie nigdy bym się do męża nie przyczepiła, że kupil mi prezent
          niespodzianke - perfumy na ten przykład. Ale gdyby byl to samochod, to chyba
          bym się NIE ucieszyła. Z takich oto powodów:
          - wydatek jest spory (bo nie pisze o 10 letnim polonezie), wiec i decyzja
          ciężka, bo może co innego byloby lepiej kupic? Odsuniecie mnie od mozliwosci
          decydowania w waznej dla nas obojga sprawie, ukrywanie jakichs dochodów
          odebrałabym jako oszustwo. Sorry- tak mam.
          - skoro miałabym tym czyms jeździc to zyczyłabym sobie byc OBECNA przy
          wybieraniu chociażby modelu/pojemnosci/wyposazenia, o kolorze nie spominajac.
          Może dlatego, ze interesuje się motoryzacją? Może.
          Jedyna sytuacja w której bym ise szczerze ucieszyła, byłaby taka, kiedy to mąż
          zarabiałby 50 tys miesiecznie i takie auto nie kosztowaloby wiecej, niz jedna
          pensja. Wtedy mozna by je potraktowac jako drobny podarunek i byloby oksmile
          Dlatego tak sobie własnie myslę, że chyba bym sie z auta w prezencie nie
          ucieszyła. na całe szczęscie wiem, ż emój mąz nigdy by nie wpadl na pomysl
          kupienia mi auta, czy chociażby komputera nie pytajac mnie wczesniej o zdanie i
          preferencje.
          • kalina_p no bo własnie jeszcze to: mozliwośc wyboru 26.01.07, 23:10
            kurcze, naprawde chciałabym SAMA wybrac sobie samochód a nie żeby mąz kupil mi
            to, co on uwaza za najlepsze dla mnie...A niepsodzianka wyklucza mozliwośc
            wyboru.
            Tak samo w druga stronę- nigdy nie kupiłabym mężowi jakiegos droższego prezentu
            bez konsultacji z nim, bo szanuje jego zdanie i prawo do decydowania. A
            kupienie komus czegos w prezencie to, poza super trafionymi prezentami,
            narzucanie jednak swojego zdania i gustu. Spodni mężowi nie kupie, bo uwazam,
            że trzeba przymierzyc i sprawdzić, czy się czuje dobrze. Pamięc do komputera
            jeszcze kupie bez uzgadniania, bo wiem, że Kingston najlepszywink Ale juz
            monitora bym nie kupila, bo parametry sa bardzo rózne, niech sam wybierze. A
            samochód??? W zyciu!
            To tak juz zupełnie poza kwestia finansówwink
            • mamka_klamka Re: no bo własnie jeszcze to: mozliwośc wyboru 27.01.07, 08:14
              kalina_p napisała:

              > kurcze, naprawde chciałabym SAMA wybrac sobie samochód a nie żeby mąz kupil
              mi
              > to, co on uwaza za najlepsze dla mnie...A niepsodzianka wyklucza mozliwośc
              > wyboru.


              Mój mąż wie jaki samochód ja bym chciała mieć i gdyby zrobił mi niespodziankę
              to bym się raczej ucieszyła z tego. Oczywiście gdyby finanse nam na to
              pozwałały.
          • mamka_klamka Re: cos w tym jest 27.01.07, 08:12
            kalina_p napisała:

            > Jedyna sytuacja w której bym ise szczerze ucieszyła, byłaby taka, kiedy to
            mąż
            > zarabiałby 50 tys miesiecznie i takie auto nie kosztowaloby wiecej, niz jedna
            > pensja.

            Gdybu mój mąż zarabiał 50 tys miesęcznie i kupił mi samochód za 50 tys to bym
            się na niego raczej obraziła, że mi taki chłam kupuje tongue_out
            • inezka :))))))) n/t 29.01.07, 14:20
    • yenna_m Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 22:38
      kalina, moze to jest wiesz... darownizna no i majatek w ten sposob nabyty nie
      powieksza wspolnosci majatkowej malzonkow? wink
      wtedy (ach, ach) to "mąż mi kupil" nabiera innego wymiaru, prawda? wink

      ale pewnie jest tak, ze kupuja oboje malzonkowie wspolnie smile Ino z
      przeznaczeniem, ze zona bedzie uzywala big_grin A przy rozwodzie - samochod bedzie
      sie pilowalo na dwie czesci, coby po rowno i sprawiedliwie bylo wink
    • hony Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 26.01.07, 23:41
      No tak ..wyszło że ze mnie słodka idiotka, ale naprawdę nie zawsze leżąca i ale
      pachnąca i owszem. Perfumy od męża, samochód od męża i w ogóle wszystko od
      męża...bo on zawsze płaci. Konto mamy wspólne ale on rządzi kasą, tzn płaci
      rachunki i decyduje o większych wydatkach. Moja rola w naszej rodzince jest
      nieco inna. Acha...i kasa którą ja zarabiam idzie na nasze wspólne konto.
      • volta2 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 00:23
        No to i ja w/g kaliny zaliczam się do słodkich idiotek...

        u nas w rodzinie schemat finansowy jest dość prosty:
        ja nie wiem ile mąż zarabia - mąż nie wie ile ja wydajęsmile

        i moja złota myśl z wczoraj:
        po co mi karta do mojego konta? wolę mieć kartę do konta męża, ja tę kartę
        zeruję, a mąż niech się martwi, jak konto zasilićsmile


        a tak na poważnie, po co komu zaglądać do portfela i jeszcze do tego ideologię
        uprawiać? żyjmy po swojemu, bez wartościowania, czyje życie lepsze jest.
        i uwierz kalino, nie wszystkie pragniemy być parnterkami, czasem miło jest
        również pobyć słodką idiotką - i wbrew temu co pewnie myślisz, faceci takie
        słodkie idiotki też lubią. nie każdy jest fanem herod baby, ja tam swojemu
        pozwalam na bycie "maczo"
    • aluc Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 00:26
      chodzi o identyfikację osoby kupującej oraz adresata rzeczy kupowanej
      o nic więcej
      klasyczne zigływidły
      • monia761 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 00:43
        Nie moge sie nadziwic Twojego toku myslenia-tak samo ktos moze pomyslec,ze
        kobieta ktora nie pracuje,maz zarabia na dom-to niedouczona,glupia kura domowa-
        i jakbys sie poczula,bo przeciez to nieprawda,co?
        • monia761 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 00:44
          To jest oczywiscie odpowiedz na post autorki watku.
    • mbwj88 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 01:16
      a może niektórym kasa przewala sie w takich ilościach, że zakup auta nie
      powoduje rewolucji
      czasem ludzie zarabiają jakieś tam obrzydliwe pieniądze
      jak mój mąż widzi że ja marzę o jakiejś rzeczy typu książka i ma na to kasę to
      mi to kupuje
      z samochodem w naszym budżecie byłoby nieco gorzej ale kto wie wink

    • wieczna-gosia u nas to ja moge kupic mezowi :) 27.01.07, 07:52
      i co Kalina na to powiesz? MOj maz nie ma pojecia ile zarabia. nie wie ile mamy
      kasy na koncie i ile mamy ponad to co na zycie. Zawsze tak bylo- gdy ja nie
      pracowalam- rowniez smile)
      moj maz ma jakas karte kredytowa- ktora zasilam mu ja, to mnie prosi o drobne do
      kanjpy bo idzie. Na okazaje wspolne ma owa karte wiec w restauracji
      jesttradycyjnie- on placi smile

      I co- to nie jest partnerstwo?
      Pralki i lodowki zazwyczaj kupowalam sobie sama, kiedy mialam pieniadze
      informowalam meza ze kupimy- a on mowil OK smile ale gdyby to nie bylo wiele
      obciazenie dla naszego budzetu- w zasadzie moglabym bez konsultacji.
    • mamka_klamka Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 08:19
      U mnie zarabia tylko mąż, więc gdybyśmy ustalili, że potrzebny mi jest samochód
      i kupujemy go to i tak mogłabym napisać, że "mąż mi kupił samochód". Bo to on
      płaci smile Ale jak idę do sklepu to nie pytam go czy mogę sobie kupić buty albo
      spodnie, bo wiem ile mamy pieniędzy na koncie i czy nas na to stać w danym
      momencie.
    • kawka74 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 08:46
      zakładam, że mój mąż:
      1.nie jest idiotą i wie, co ile kosztuje i jak stoimy z rachunkami
      2.zna mnie na tyle, żeby wiedzieć, co i kiedy by mi się spodobało, i czego
      potrzebuję
      Jeśli według jego opinii laptop zmieści się w naszym budżecie domowym, jeśli
      wie, że bardzo bym chciała go mieć, to niech mi robi niespodziankę i z wielką
      przyjemnością napiszę, że mąż mi kupił lapka, na każdym z możliwych forów GW.
      Zawsze marzyłam o tym, żeby poczuć się jak utrzymanka, bo mam dość łamania sobie
      głowy nad finansami. Jeśli mój mąż zarabiałby tyle, że mogłabym szastać hajsem
      na prawo i lewo bez obcyndalania się i ponurej świadomości 'od pierwszego do
      pierwszego', to ja bardzo chętnie pójdę na taki układ i mogę robić za słodką
      idiotkę. To stosunkowo niska cena za luksus.
      A, nawet w takim układzie nie przestanę pracować. Fajnie jest zrobić mężowi
      prezent za swoje własne, zarobione tymi ręcami, choćby i marne pieniądze.
    • rita75 Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 11:34
      > Tego typu opisy- mąż mi kupił- kojarza mi sie z głupią żonką, która nie ma
      > wglądu w finanse rodziny i tylko prosi męża "kup mi to fuuuuuutro" robiac
      > maślane oczy.


      mnie w stan pewnego dysonansu wprowadzil tekst przeczytany na forum- ze gdy
      dzeci dorasną mąż otworzy zonie zaklad kosmetyczny...sama slodycz, wiem, wiem
      to byla taka przenosnia.
    • anna-pia Wyjaśnię 27.01.07, 23:46
      Mąż komputer mi kupił wtedy, kiedy dostał kartkę z wyliczeniem, co ma w nim być
      - ja wolałam zostać w domu z dzieckiem niż ciągać je po sklepach, niech sam
      chodzi i targa potem pudło do domu wink (To było za czasów przedsamochodowych,
      teraz sprawy komputerowe załatwiam sama.)
      Samochód mi kupił, a jakże - bo ja wsiądę i pojadę, a co ma być w środku, to on
      wybiera, pyta, co chcę, mówi, ile kosztuje, ja poszłam na jazdę próbną, i tyle.
      Czemu tak? Komputer to wydatek rzędu 2 do 4 tys. (taki niezbyt wypasiony
      oczywiście), taką kwotę jestem w stanie ogarnąć swoim umysłem ;p A samochód
      kosztuje znacznie więcej, ja nie mam do tego głowy, nerwów ani cierpliwości.
      Jest mi wygodnie, kiedy mąż mi mówi, że mamy tyle i tyle pieniędzy i że stac nas
      na taki czy inny samochód. A ja zaakceptowałam - na tym polegała moja rola, bo
      to ja jeżdżę. I dlatego pisałam, piszę i będę pisać "mąż mi kupił samochód", bo
      to on wybrał model i opcje, on się targował z dealerem smile Czyli wykonał całą
      pracę kupującego (poza jazdą próbną).
      Kolor wybieraliśmy wspólnie smile

      Co do proszenia męża o pieniądze, to też uważam, że to koszmar. najpaskudniejsze
      uzależnianie żony od męża, sprowadzanie do roli sprzątaczki, kuchty i kogo tam
      jeszcze. No, kuchta to by garem trzasnęła, jak by miała prosić o kasę na
      polędwicę ;p
    • luxure Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 27.01.07, 23:57
      > Tego typu opisy- mąż mi kupił- kojarza mi sie z głupią żonką, która nie ma
      > wglądu w finanse rodziny i tylko prosi męża "kup mi to fuuuuuutro" robiac
      > maślane oczy.

      Tak właśnie myśle, kobieta która nie pracuje i dobrze jej z tym a szczyt marzeń
      i aspiracji to uprasować męzowi koszulę, i zrobić kanapki do pracy.
      Nie znoszę nikogo o nic prosić, mąż tu nie stanowi wyjątku i nie wyobrażam sobie
      abym miała być od kogoś zależna. Kupuję sobie czy dziecku to co chcę i na co
      mam ochotę i nikomu sie z tego potem nie tłumaczę. A już na pewno nie mężowi.

      Poza tym jeśli już to komputer i samochód to nie jest to samo co 5 dkg sera i
      takie wydatki sie planuje i omawia z rodziną. Tak przynajmniej ja to sobie
      wyobrażam, może inni mają inaczej....
    • aluc a jak... 28.01.07, 00:28
      się nie prosi, tylko spod bankomatu albo kasy wysyła gniewnego sesemesa "stary
      karta pusta pieniądze piorunem mi tu ale już"?
      wszystko w porządku?
      godność kobiety jako kobiety ocalona?
      • wieczna-gosia moj mnie dzisiaj o 100 poprosil 28.01.07, 01:56
        dalam 70- nie ma co rozpuszczac....
    • mmajja Re: "Mąż mi kupił..." - wyjaśnicie ? 28.01.07, 02:06
      Nie znasz zycia lala... i tyle w tym temacie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka