Dodaj do ulubionych

moja synowa- proszę poradźcie

20.02.07, 07:40
Jestem traktowana przez moją synową jak piąte koło u wozu. Zupełnie nie wiem
dlaczego.Syn z żona mają własne mieszkanie, nigdy nie mieszkaliśmy razem.
Zupełnie sie do nich nie wtrącam. Czasami w niedzielę w padają do mnie na
obiad , bardzo rzadko ja do nich. Moja synowa traktuje mnie jak coś gorszego,
nie mam tyle pieniędzy co jej rodzice. Mam wrażenie , że robi wszystko żeby
odsunąć mnie od syna / dwa lata temu zmarł mój mąż, jestem sama, ale
pracuję ,i radzę sobie z życiem, nie zatruwam życia synowi/.Parę razy była w
stosunku do mnie wręcz nie grzeczna. Teraz urodziło im sie dziecko. Nie
udzielam żadnych rad, ale chcę potrzeć jak rośnie ta maleńka. Co mam zrobić,
żeby synowa pozwoliła mi uczestniczyć w życiu tego dzieciątka?? Bardzo się
cieszyłam ze szczęścia mojego syna , bardzo lubiłam jego dziewczynę /teraz
żonę/ , o ona traktuje mnie zło które lepiej żeby zapadło się pod ziemię.Nie
muszę mówić że cholernie mi z tym źle.
Obserwuj wątek
    • kaha1 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 08:03
      a nie byłoby możliwe żeby porozmawiać z nią sam na sam i powiedzieć dokładnie to
      co napisałaś? Może ona czegoś oczekuje i też o tym nie mówi i stąd cała złość?
    • iwles Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 08:23
      A czy syn widzi, że zachowanie jego zony tak bardzo cię rani ?
    • moofka Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 08:35
      Mam wrażenie , że robi wszystko żeby
      > odsunąć mnie od syna
      ___________________________

      syn pomiedzy praca zawodowa a nowa sytuacja rodzinna moze nie ma tyle czasu co
      kiedys
      moze to wcale nie jest synowej krecia robota, tylko zwyczajnie okolicznosci
      tez mam syna, wprawdzie jest jeszcze malenki, ale wydaje mi sie ze w
      przyszlosci to od niego bede oczekiwala zeby pamietal o mnie, a nie od synowej
      i jesli w kontaktach cos zaszwankuje bede szukac przyczyn miedzy nami a nie
      obwiniac dziewczyne, z ktora w gruncie rzeczy emocjonalnie nic mnie nie laczy

    • vanilla4 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 08:56
      tak jak piszą poprzedniczki - może warto porozmawiać z synową szczerze. W sumie
      chyba lepiej porozmawiać z nią niż naciskać na syna - to moim zdaniem może
      jeszcze pogorszyć sytuację.
      • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:17
        Na syna nie naciskam , ani absolutnie nie będę krytykować jego żony.
        W ogóle nie będę na ten temat rozmawiać. Taka uroda tej dziewczyny,ja jej nie
        bedę zmianiać. Jak ona nie czuje blusa to trudno. A z kolei to jest zbyt
        inteligentna osoba ,żeby nie wiedziała co robi. Ja po prostu nie dorosłam do
        niej. Życie przed nia a to wiele ją nauczy.
    • anna_sla Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 08:57
      Nieufnie podchodzę do Pani wypowiedzi, bo identycznie to samo (no może oprócz
      tego niedoradzania) mówi moja teściowa, co jest absolutną bzdurą w moim
      przypadku.. tylko, że ona nie widzi tego, że robi źle i z tego co wiem prawie
      całe życie uważała, że ona robi wszystko dobrze i jest ugodowa, a wszyscy którzy
      coś do niej mają to mają jakiś problem ze sobą..

      Jeden z przykładów: Dałam swojej koleżance, która była w ciąży swojego
      niemowlaczka na ręce, nakarmiła go butelką i podniosła do odbicia i w tym
      momencie podbiegła moja teściowa (która też z nami nie mieszka) wyciągając ręce
      po moje dziecko pytając "mogę??", więc zdziwiona i zniesmaczona koleżanka oddała
      jej.. Wersja mojej teściowej: "sama mi go oddała"..

      Drugi z przykładów: Moja teściowa poszła z moją córeczką (niemowlaczkiem) na
      spacer na własną prośbę z moimi zaleceniami - ma nie iść z nią do swojego domu
      tylko prosto ze spaceru wrócić do mnie - czas "przeznaczony" to do godz. 16 max,
      czyli do następnego karmienia chyba, że wypadnie wcześniej lub zrobi kupkę..
      Wynik był taki, że "zakodowała" tylko ostatnią wypowiedź i zabrała dziecko do
      siebie, na co ja zdenerwowana kazałam odprowadzić mi natychmiast dziecko do domu
      ("przed czasem").. Wersja teściowej: Pozwoliłam do 16!! To co usłyszał mój mąż z
      jej ust - "To najpierw oddaje mi dziecko, by mogła sobie odpocząć (że niby ja) a
      ona takie numery odstawia? To ja zacznę inaczej z nią rozmawiać".. i oczywiście
      obsmarowała mnie dookoła jaka ja jestem niewdzięczna, że tyle dla mnie zrobiła,
      no dosłownie zła synowa.. ale kiedy padło hasło gdzieś do kogoś "przyjdzie koza
      do woza" wściekłam się tak, że przez rok czasu moja teściowa nie przychodziła do
      naszego domu i nawet teraz ma ograniczony kontakt z wnukami (nie pozwalam jej
      zbyt często przychodzić)..

      Nie wiem czy mnie Pani rozumie, po co to przytoczyłam.. by pokazać, że mogą być
      sytuacje, o których może Pani nie wiedzieć, że robi coś źle, bo np. moja
      teściowa święcie wierzy w swoje wersje i naprawdę straciła z pamięci obraz jak
      było rzeczywiście i o ile nie było świadków można było spekulować kto ma rację,
      bo każda z nas mogła kłamać, ale kiedy pojawili się też świadkowie innych
      sytuacji to nie ma mowy o wpieraniu masowej schizofrenii, bo to już naprawdę
      jest jakaś paranoja..

      Oczywiście nie zakładam, że muszę w Pani przypadku mieć rację, bo wiem, że są
      faktycznie synowe z reguły złe i robiące wszystko na przekór teściowym bez
      powodu.. ale jak wspomniały moje przedmówczynie musi Pani sama z nią
      porozmawiać, bo tak naprawdę nie wiadomo po której stronie leży wina, bo my tu
      (włącznie z Panią) znamy tylko Pani wersję..
      • anna_sla a co do kontaktu z synem 20.02.07, 09:07
        Może jest zapracowany, pochłonięty własnym domem.. Mój mąż również jest
        zabiegany, było wiele sytuacji kiedy teściowa dzwoniła z zapytaniem kiedy
        przyjdzie a on pytał mnie co ma we własnych planach - bo nigdy nie pamiętał z
        kim i kiedy się umówił z czego czasem wychodziły problemy, że umówił się z dwoma
        osobami na raz i zaczęłam "pilnować" jego harmonogramu dopóki nie nauczył się
        pamiętać.. i tu również moja teściowa mogłaby powiedzieć, że robiłam wszystko na
        przekór jego kontaktom z nią.. a teraz zrobił się tak leniwy, że nawet nie chce
        mu się wychodzić z domu.. Poza tym dochodziły sytuacje również takie kiedy
        dzwoniła do niego do pracy i zapraszała go na obiad albo ciasteczko i po jakimś
        czasie zaczęło go to denerwować, bo po pierwsze wiedział, że zawsze robię i
        czekam na niego z obiadem, a po drugie, bo nie zapraszała mnie, a przecież
        jestem jego żoną i robiła to już na długo przed powstałym konfliktem, o którym
        pisałam wcześniej.. i też nie zdawała sobie sprawy, że robi źle!!
        • zojkaojka Do anna-sla 20.02.07, 09:39
          Przeczytałam 4 razy to co napisałaś i nie widzę nic strasznego w zachowaniu
          twojej teściowej. Drobne ludzkie potknięcia, na pewno też takie popełniasz w
          stosunku do różnych ludzi(np. do teściowej). Myślę że gdyby to samo robił ktoś
          kogo kochasz to byś z uśmiechem powiedziała np."oj, daj jej się jeszcze
          nacieszyć maluchem.Patrz malutki jaki jesteś słodki i ciocia i babcia cię
          chcą.." itp.(chodzi mi o sytuację z koleżanką). A co do izolowania babci od
          wnuków to krzywdzisz własne dzieci. To czy ty lubisz i rozumiesz się z teściową
          to jedno, a to co czują (lub mogłyby czuć) twoje dzieci to drugie. Odbierasz im
          szansę na związek z kimś kto je kocha. Szansę na miłość którą pamięta się całe
          życie. Moi rodzice też mieli pod górkę z obiema babciami(gorzej niż opisałaś)
          ale nie przenosili tego na dzieci, w efekcie uważam swoją relację z babcią za
          jedną z najważniejszych w życiu. Nikt mnie tak bezwarunkowo nie kochał jak ona
          (choć i rodzice i mąż kochają bardzosmile). Pamiętając o tym utrzymywałam kontakt
          moich z babcią nawet gdy sama się z teściową nie widywałam. A teraz trzymam ją
          za łapę gdy umiera. Bo mimo wszelkich wad ma jedną zaletę-jest mamą mojego męża
          (i dobrze go wychowała), w moich dzieciach płynie jej krew. A z tego wynika że
          w zawdzięczam jej to co w moim życiu najleprze. I kiedyś oceniałam ją baaardzo
          surowo, uważałam że żyje głupio itp. A teraz zastanawiam się czy ja będę tak
          dzielnie i spokojnie odchodzić i czy będę z takim spokojem patrzeć na moje
          dzieci wiedząc że wychowałam je na dobrych i mądrych ludzi.
          • eugeniusza Re: Do anna-sla 20.02.07, 09:57
            Bardzo dziękuję za to co napisałaś. Chciałabym żeby moja synowa kiedyś Tak
            pomyślała. Może kiedyś. Życie weryfikuje nasze poglądy i spojrzenie na życie.
            Jest młoda, dopiero została matką, może poczuje co czuje inna matka.Życzę Ci
            szczęścia, radości jaką daje wychowanie dzieci miłości i ciepła codziennego.
            Wierzę że dzięki takiemu podejściu do ludzi życie oszczędzi Ci rozczarowań bo
            napewno na to zasługujesz.
            • zojkaojka Re: Do eugeniusza:) 20.02.07, 12:38
              Wielkie dzięki, ale taka mądrala to ja teraz jestem, po 11 latach. Jak sobie
              przypomnę co obie wyrabiałyśmy, to się czerwienię po uszy.Ale jeszcze z 5 lat
              temu przysięgłabym że wina była głównie(jeśli nie w ogóle) po jej stronie. Ona
              przysięgłaby to samosmile. Pamiętam że absolutnie każde jej słowo i gest
              odbierałam jako komentaż do swojej osoby. Byłam też przekonana że wszystko w
              jej życiu zrobiłabym lepiej będąc na jej miejscu.Eh, ten młodzieńczy
              egocentryzm i naiwność..smile)))).Ale i ona cokolwiek przy dziecku robiłam inaczej
              (a robiłam prawie wszystko)niż ona, odbierała jako krytykę jej jako matki. I to
              nie jest film familijny, więc nadal nie mogłybyśmy razem mieszkać, ale teraz
              obie wiemy że to nie dowód na to że druga jest zła(ba, nawet gorsza nie jest),
              głupia lub złośliwa. Jesteśmy bardzo różne i inne mamy style życia więc
              drażnimy się na codzień. Acha, część z tego co sobie na wzajem "wytykałyśmy" to
              prawda i dlatego zresztą tak bolesna. Relacja z teściową(synową) jest moim
              zdaniem potencjalnie jedną z najtrudniejszych w życiu. Już współczuję moim
              synowymsmile...i sobiesmile.
      • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:32
        Ciekawe ma Pani określenia-"ograniczony kontakt z wnukami" albo "nie pozwalam
        jej zbyt często przychodzić" No cóż w takiej sytuacji to ja nie przychodziłabym
        wcale. Nie jestem małym dzieckiem któremu się pozwala lub nie. Mój dom jest
        otwarty dla nich i mogą przychodzić kiedy chcą, a nie czekać na moje
        pozwolenie. Ja przychodze do nich bardzo rzadko i tylko na konkretne
        zaproszenie , ale pozwalanie mi na cokolwiek do wybaczy Pani jestem już na to
        za duża. Nie twierdzę że mam monopol na rcję bo napewno nie.Nie zabieram głosu
        w żadnych sprawach ich dotyczących. , ale pozwalanie mi na coś no, no...Ja mam
        wiele lat, 40 lat pracy zawodowej,za sobą wychowanie i wykształcenie syna,
        śmierć męża, mnie już nie trzeba wychowywać.Tak jak ja nie wychowuję już
        dorosłych dzieci.
        • vharia Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:51
          I tu bym właśnie była ostrożna. Tak samo myśli o sobie synowa. "Jestem dorosła, mam rodzinę, urodziłam dziecko które wychowuję, jestem samodzielna". Mimo szacunku, jaki się teściowej należy, taka rzecz jak odwiedziny u dorosłych dzieci musi być uzgadniana. W tym sensie JEST to "pozwalanie". Proszę się nie irytować tym określeniem, które nie jest najszczęśliwsze, ale dobrze oddaje istotę sprawy. Dorośli ludzie, nawet nasza najbliższa rodzina, potrzebują życ własnym życiem i we własnym rytmie, maja swoje problemy, powody do zmęczenia itd i nie sa one mniejsze lub mniej ważne niz problemy kogoś, kto dłużej od nich żyje. Z tym się trzeba pogodzić i to często się teściom nie udaje. Dzieci oraz synowe/zięciowie czuja sie tak samo ważni, niezależni jak ich rodzice/teściowie.

          Może jest Pani złotą teściową i synowa naprawdę Panią krzywdzi. Proszę jednak przyjąć spokojnie, ze możliwości i źródeł n.i.e.p.o.r.o.z.u.m.i.e.ń (a nie realnego knfliktu) moze być wiele. Koleżanka w poście powyzej próbowała to podkreślić i wyraźnie napisała, ze jej teściowa naprawdę czuje się pokrzywdzona i naprawdę ma dobre chęci. Pojęcia natomiast nie ma, jak to wychodzi.

          Co do mnie, to zwróciłabym mocno uwagę na jedną rzecz: od dbania o kontakt jest SYN. Synowa ma nie przeszkadzać, super jest, jak doda cos od siebie. Ale to on jest dzieckiem swojej mamy i ma o niej pamiętać. Bardzo częsty błąd teściowych to mniej lub bardziej świadome obwinianie swoich synowych o to, ze one same mają średni kontakt ze swoimi dorosłymi synami. Synowie pracują, dbaja o rodzinęi ich mamy czują się odstawione na boczny tor.
          Tak czy ta- nie da sie tego załatwić bez szczerej rozmowy.
          • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 10:34
            Tu nie chodzi o dbanie o stosunki. Syn i synowa to jedna rodzina, a ta jest
            najważniejsza. Ja stoję z boku. Synowa wolałaby żebym stała za horyzontem , a
            ja nie mogę pojąc dlaczego.
            - nie przychodzę bez uzgodnienia
            - nie daję złotych rad
            - nie krytykuję/ nie wszystko i się podoba, ale wcale nie musi /
            - nie daję praktycznych prezentów/ typu np ścierki /
            - nie wymagam opieki ani towarzystwa
            za to jestem dość posunięta w latach, nie mam intratnej posady , nie
            szczególnie piękne mieszkanie i żadnego majątku
            • vharia Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:22
              Cóż, może mamy do czynienia z synową, która nie zastanowi się nawet 5 minut, że
              komuś robi przykrość. Taki układ obojętnie w którą stronę (teściowa synowej,
              synowa teściowej) wymaga otwartej rozmowy. Oczywiście, nawet kosztem pewnego
              wysiłku, bez wzajemnych oskarżeń i wylewania nagromadzonego żalu. No i syn.
              Ciągle uważam, że to sym powinien dbać o kontakt z mamą.
              O tym, ze nie dba, sama wiem, u nas to ja "zabezpieczam" kontakty z moją
              teściową, co ona docenia i jest mi miło. Stoję jednak na stanowisku, że gdybym
              tego nie robiła i były jakieś zażalenia, to nie do mniesmile
              • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:39
                To bardzo zazdroszczę Twojej teściowej. Zawsze uważałam że to kobiety łagodzą
                obyczaje. Syn powie "mamo cudujesz". Faceci nie czują takich spraw.
        • sol_bianca Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:53
          eugeniusza napisała:

          > Ciekawe ma Pani określenia-"ograniczony kontakt z wnukami" albo "nie pozwalam
          > jej zbyt często przychodzić" No cóż w takiej sytuacji to ja nie przychodziłabym
          >
          > wcale. Nie jestem małym dzieckiem któremu się pozwala lub nie.

          swietna wypowiedz. pozdrawiam.
      • joanna35 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:33
        anna_sla napisała:
        wściekłam się tak, że przez rok czasu moja teściowa nie przychodziła d
        > o
        > naszego domu i nawet teraz ma ograniczony kontakt z wnukami (nie pozwalam jej
        > zbyt często przychodzić)..
        Mam pytanie - co to znaczy " zbyt często przychodzić" -codziennie, dwa razy w
        tygodniu?
        Szczerze mówiąc nie rozumiem jak można ograniczać dziadkom kontakt z wnukami,
        być może dlatego, że moi teściowie nie narzucają się z wizytami. Nie przepadam
        za moimi teściami, zwłaszcza teściem, dużo krwi mi napsuli, ale nigdy nie
        przyszło mi do głowy decydować za dzieci w sprawie ww. kontaktów.Pozdrawiam
        • anna_sla Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:40
          dwa razy w tygodniu to przychodzi teraz, ale chciała częściej i wprost mnie oto
          zapytała, odmówiłam.. Można ograniczać dziadkom kontakt, jeżeli jest on niezdrowy..

          Tu o tym pisałam:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38267&w=54173627
          • joanna35 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:44
            Anno nie jestem złośliwa, ale kontynuuje pytania - co to znaczy "niezdrowy"
            kontakt. Przykro mi, ale nie mogę wejść na podane forumsad
          • iwles Anno - podałas link do forum ukrytego 20.02.07, 09:46
            A forum ukryte tym się charakteryzuje, ze NIE wynosi się z niego wątków na fora
            publiczne.
      • moofka Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:39
        anna_sla napisała:

        > Jeden z przykładów: Dałam swojej koleżance, która była w ciąży swojego
        > niemowlaczka na ręce, nakarmiła go butelką i podniosła do odbicia i w tym
        > momencie podbiegła moja teściowa (która też z nami nie mieszka) wyciągając
        ręce
        > po moje dziecko pytając "mogę??", więc zdziwiona i zniesmaczona koleżanka
        oddał
        > a
        > jej.. Wersja mojej teściowej: "sama mi go oddała"..
        ________________________
        jezus maria, ale o co chodzi
        ze wziela wnuka na rece?









        >
        > Drugi z przykładów: Moja teściowa poszła z moją córeczką (niemowlaczkiem) na
        > spacer na własną prośbę z moimi zaleceniami

        mam nadzieje, ze taka synowa to mi sie nie trafi ;P
      • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 09:41
        I jeszcze jedno . Wcale nie uważam że każda synowa jest zła. Niepotrzebne te
        złościwości. Moja synowa jest kochającą, mądrą kobietą. I ona ma być dobra dla
        mojego syna a nie dla mnie. Jeżeli mnie nie akceptuje to trudno. A że jest mi z
        tym źle to inna sprawa.
      • iwles Anno - a to wszystko dlatego, ze teściowa powiedzi 20.02.07, 09:45
        powiedziała "Przyjdzie koza do woza" ????

        Te słowa tak cię ubodły, że ograniczasz kontakt swojego dziecka z babcią ?
        (tak - dobrze przeczytałaś: ograniczasz kontakt NIE babci z wnukiem, ale
        swojego dziecka z babcią)
      • anna_sla bardzo na mnie naskoczyłyście.. przeczytajcie to 20.02.07, 09:50
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38267&w=54173627
        I jedno wyjaśnienie.. wcale nie piszę tego wszystkiego po to by być złośliwym
        czy uszczypliwym, piszę to przytaczając fakty w relacjach jakie mogą nastąpić na
        przykładzie swoich. Wcale nikogo nie chcę atakować ani sugerować broń Boże.. A
        swoją drogą Pani Eugeniuszo, nie sądzę by przychodził taki okres, że trzeba
        przestać się uczyć, bo w każdej roli człowiek znajduje się po raz pierwszy na
        różnym etapie życia, tzn., że np. ja nie mogę się czuć teściową dopóki nie
        urosną moje dzieci i nie pożenią się, tak samo nie mogę być teraz babcią. Więc
        przyjdzie czas kiedy nią będę i będę wtedy być może w Pani wieku, a może później
        lub wcześniej, ale będę po raz pierwszy i będę musiała znaleźć się w tej roli i
        nauczyć się jej tak by nie zakłócać spokoju swoim dzieciom.. bo czy będę dobrą
        teściową i babcią dowiem się dopiero za co najmniej 20 lat! I wcale nie wiadomo
        czy będę dobrą czy złą babcią/teściową i czy moje stosunki z nimi nie będą tzw.
        toksyczne
        • anna_sla rzeczywiście zapomniałam.. nowy link 20.02.07, 09:52
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=574&w=54173891
          zapomniałam, że jest ono ukryte.. a moje posty są moją własnością
        • edytkus Re: bardzo na mnie naskoczyłyście.. przeczytajcie 20.02.07, 09:58
          Anna_sla nie musisz sie nikomu tlumaczyc, doskonale Cie rozumiem bo mam to samo. Nie chodzi
          przeciez o jednorazowe wyskoki tesciowej, wiele sie znosi ale w pewnym momencie byle blahostka
          moze stac sie przyslowiowym gwozdziem do trumny.


          PS. Eugeniusza, niezla podpucha
          • eugeniusza Re: bardzo na mnie naskoczyłyście.. przeczytajcie 20.02.07, 10:01
            "PS. Eugeniusza, niezla podpucha" Jakoś nie rozumiem.
          • joanna35 Re: bardzo na mnie naskoczyłyście.. przeczytajcie 20.02.07, 10:12
            edytkus napisała:

            > Anna_sla nie musisz sie nikomu tlumaczyc, doskonale Cie rozumiem bo mam to
            samo
            > . Nie chodzi
            > przeciez o jednorazowe wyskoki tesciowej, wiele sie znosi ale w pewnym
            momencie
            > byle blahostka
            > moze stac sie przyslowiowym gwozdziem do trumny.
            >
            Oczywiście i ten gwóźdź najlepiej wbijać przy użyciu własnego dziecka w
            charakterze młotka. Więź między wnukami a dziadkami nawiązuje się przez całe
            lata , to nie jest kwestia chwili i często nie da się tego nadrobić gdy dziecko
            jest starsze.
        • eugeniusza Re: bardzo na mnie naskoczyłyście.. przeczytajcie 20.02.07, 09:59
          Uczyć się samenu to co innego niż być pouczanym.
          • beata985 a ja Wam powiem jedno 20.02.07, 10:36
            teściowa z synową muszą się dotrzeć. czasami trwa to krócej, czasami dłużej
            nawet kilka lat.
            po tym czsie zaczynamy kobitkę akceptować taką jaka jest, przymykamy oko na jej
            niedociągnięcia czy potknięcia i gryziemy się do bólu w język, zeby nie wypalić.
            nie u wszystkich to działa-kwestia charakterów-ale u tych mniej "zwariowanych"
            zadziałasmile
    • aguskin Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 10:15
      to przykre, jestem matką 2 chłopców, narazie są mali i ten problem - synowej
      jest jeszcze daleko, ale przecież oni są moi, a kiedys przyjdzie obca kobieta i
      zabierze ich, urodzi moje wnuki i może nie da zobaczyć?, żadna z nas matek
      chłopców, nie wie na jaką trafi synową, jak pod jej wpływem zmieni się syn???
      staram się przyzwyczajać do myśli, że beda mieli swoje życie i że ich dorosłe
      życie nigdy nie będzie moim, cieszę się każdą chwilą i wiem, że może być
      różnie, wolę przyjąć czarny scenariusz, ale mimo wszystko to przykre, jak wiele
      naturalnych spraw w życiu,
      • beata985 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 10:42
        aguskin napisała:

        > to przykre, jestem matką 2 chłopców, narazie są mali i ten problem - synowej
        > jest jeszcze daleko, ale przecież oni są moi, a kiedys przyjdzie obca kobieta
        i
        >
        > zabierze ich, urodzi moje wnuki i może nie da zobaczyć

        hmm no nie wiem, może od razu ich w złotą klatkę bo są moi.
        urodziłąś dzieci i najlepiej jak pogodzisz się z faktem, ze prędzej czy póżniej
        wyfruną z gniazdka i wcale nie musi zabrac ich jakaś wstrętna baba-mogą sami
        chcieć odejść.
        Pogódz się z tym jak najprędzej.
        • aguskin Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:22
          beata ja to bym ich w diamentową oprawiła, choć czasem już bym ich od gniazda
          odstawiła, rozumowo to się godzę, bo wiem, że to naturalna kolej, ale to nie
          znaczy, że nie będzie to przykre,
      • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:28
        Może to tak nie jest. Wychowaliśmy syna, wykształciliśmy. I dzisiaj mam
        satysfakcję patrząc na młodego, fajnego , mądrego i dobrego człowieka.
        Cieszę się, że ułożył sobie życie. Ma dobrą pracę, ładne mieszkania, kochaną
        kobietę i ślicną córeczkę. Tylko czemu ta dziewczyna nie traktuje mnie jak
        dobrą znajomą tylko wredną teściową./ chyba że z założenia teściowa jest wredna/
        • demarta Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:31
          eugeniuszo droga. nieczytelna dla mnie jesteś. powtarzasz wielokrotnie "ona
          traktuje mnie jak piąte koło u wozu". ale co to oznacza praktycznie? nie odzywa
          się do ciebie? wychodzi jak ty przychodzisz? na czym konkretnie to polega?
          jeśli nakreślisz kilka konkretnych sytuacji łatwiej będzie ci cokolwiek napisać.
          • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:46
            Trudno opisać takie sytuacje ale np
            - po obiedzie u mnie miga i szece do syna ,żeby już iść
            - u nich jak jestem ciągle coś szeptem do syna / ja udaję,że tego nie widzę/
            - syn przyszedł coś u mnie naprawić / wszystko to było wcześnie uzgodnione-
            czasu ok godziny/ telefon co 5 minut kiedy wróci do domu
            - nie wspomnę o prezetach np.lakier do paznokci który się nie podoba = przecież
            to widać.
            • demarta Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 12:16
              hmmm, może ona traktuje cię jak rywalke o uczucia twojego syna, a jej męża.
              takie jej zachowanie kojarzy mi się z czystą zazdrością. jeśli nie pozwala mu
              bez 5 telefonów posiedzieć spokojnie u ciebie, jeśli robi wszystko żeby uniknać
              rozmowy w 3 pary oczu, a szepta mu do uszka w twojej obecności, to takie gesty
              świadczące o zagarnięciu go tylko dla siebie, żeby zadna inna kobieta nie mogła
              mieć na niego wpływu, choćby najmniejszego. w obliczu takiej zazdrosci nie mają
              prawa bytu oczywiste dla innych argumenty, że matka to co innego niż inna
              kobieta.
              jedynym wyjściem z sytuacji jest oczywiście rozmowa, ale przeprwadzona w
              przemyślany i delikatny sposób. może zadzwoń do niej, zaproś ją na kawe do
              miłej kawiarenki, i postaraj się ją przekonać, że twoja obecność w ich życiu
              nie ma za cel odebrac jej męża, że nie chcesz wpływać na jego decyzje ani
              stawać między nimi. powiedz jej prosto w oczy, ze wg ciebie, to ona jest
              kobietą numer jeden w jego życiu i wg ciebie również. jeśli uda ci się ją
              przekonać że nie jesteś jej rywalką, nie chcesz wzbudzać w twoim synu poczucia,
              ze ty jesteś ważniejsza od niej..... może wszystko będzie wyglądać inaczej????

              napewno nie pomagają ci w tych relacjach kompleksy odnośnie twojego statusu
              majątkowego. matka, teściowa, to nie osoby, które powinny stawać do rywalizacji
              i udowadniać całemu światu, która ma więcej. w zdrowych rodzinnych relacjach to
              nie ma żadnego znaczenia. a jeśli takowe chcesz stworzyć z synem i jego żoną,
              to wyzbądź się swoich "przeszkadzajek". kompleksy z powodu posiadania czy
              nieposiadania na pewno nie pomagają.

              powodzenia smile)
              • eugeniusza Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 13:27
                Niestety , nie czuję się gotowa do takiej rozmowy, nie umiałabym jej
                poprowadzić. Może trzeba trochę jeszcze czasu.
        • beata985 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 11:44
          eugeniusza napisała:

          > Może to tak nie jest. Wychowaliśmy syna, wykształciliśmy. I dzisiaj mam
          > satysfakcję patrząc na młodego, fajnego , mądrego i dobrego człowieka.
          > Cieszę się, że ułożył sobie życie. Ma dobrą pracę, ładne mieszkania, kochaną
          > kobietę i ślicną córeczkę. Tylko czemu ta dziewczyna nie traktuje mnie jak
          > dobrą znajomą tylko wredną teściową./ chyba że z założenia teściowa jest
          wredna
          > /

          bo może jeszcze sie do Ciebie nie przekonała., może jest chłodna w okazywaniu
          uczuć-ja np.taka jestem.
          ona też jest matką i tez walczy jak lwica o swoje..
          jak już się nasyci to i teściową doceni. życzę Ci aby tak było
      • royalmail Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 04:25
        aguskin napisała:

        > to przykre, jestem matką 2 chłopców, narazie są mali i ten problem - synowej
        > jest jeszcze daleko, ale przecież oni są moi, a kiedys przyjdzie obca kobieta
        i
        >
        > zabierze ich, urodzi moje wnuki i może nie da zobaczyć?, żadna z nas matek
        > chłopców, nie wie na jaką trafi synową, jak pod jej wpływem zmieni się syn???
        > staram się przyzwyczajać do myśli, że beda mieli swoje życie i że ich dorosłe
        > życie nigdy nie będzie moim, cieszę się każdą chwilą i wiem, że może być
        > różnie, wolę przyjąć czarny scenariusz, ale mimo wszystko to przykre, jak
        wiele
        >
        > naturalnych spraw w życiu,

        aguskin - co jest w tym "przykrego" ? Z takim nastawieniem jesteś na najlepszej
        drodze do tego, aby stać się w przyszłości wredną teściową, której nic się nie
        podoba, rozgoryczoną i złośliwą.
        Dzieci to nie nasza własność nieodbieralna, nie wychowujemy sobie maskotek na
        starość, lecz kształtujemy szereg lat osobę, tak, aby była zdolna do
        samodzielnego życia. Nie przy mamusinym cycku, ale SAMODZIELNIE.
        Nastawienie "przyjdzie obca kobieta i zabierze ich" to jakiś kompletny objaw
        niedojrzałości emocjonalnej. Takie nastawienie mają matki, które nie nadążają
        dojrzewać wraz ze swoimi dziećmi.
        Może zamiast tak myśleć, dopuść możliwość, że nikt Ci nic ni odbierze, a
        właśnie Ci przybędzie ? Nowa osoba do kochania - synowa... Żona syna, matka
        jego dzieci, ich opiekunka, najukochańsza i najważniejsza dla nich osoba.

    • pade a ja mam pytanie 20.02.07, 10:23
      Co takiego robi synowa, że czujesz się jak piąte koło u wozu?
      Co oznacza stwierdzenie: chcę patrzeć jak rośnie ta maleńka? uczestniczyć w jej
      życiu?
      Chcesz się do nich przeprowadzić?smile))
      Nie zrozum mnie źle, ale syn wie, że nie masz już męża, że możesz czuć się
      samotna i to on powinien zatroszczyć się trochę o Ciebie. Jeśli tego nie robi,
      może wychowałaś egoistę? Z drugiej strony synowa, która nie jest całkowicie
      pozbawiona empatii powinna wziąć pod uwagę to, że jesteś sama i być może
      chciałabyś częściej przebywać ze swoim synem i wnuczką.
      Ale jest jeszcze kwestia: jak często???
      • eugeniusza Re: a ja mam pytanie 20.02.07, 10:37
        Ten mój mąż to jego ojciec. Robię wszystko żeby nie czuli jaka jestem samotna.
        Przeprowadzić do nich- ale pomysł. Raz na dwa tygodnie prze godzinę pobyć z
        wnuczką, żeby widzieć jak sie zmienia. RZeczywiście wygórowane marzenia.
        • renia1807 Re: ja z innej beczki 20.02.07, 11:53
          Nie wiem czy wiecie jak przykro jest dzieciom jak nie mają dziadków i babć, jak
          patrzą na rówieśników i im zazdroszczą.
          Moja córeczka ma 14 mies. i ma widok mojej mamy piszczy z radości, uwielbia ją
          i w lot uczy sie tego co ją babcia nauczy. Narazie nie rozumie jednak co to
          znaczy miec babcie lub jej nie miec, bo jest za mała, dla niej liczy się to że
          babcia ją poprzytula, pobawi się z nią, przyniesie jakieś nowe cudo/zabawkę.

          Mój syn, który ma 17 lat bardzo kocha swoją babcię, bo ma tylko ją jedną.
          Byłam w ciąży, kiedy zmarła mi teściowa i nie widziała nawet mojego syna.
          Dwa lata po niej zmarł teść , a za dwa następne mój ojciec. Mój syn nie pamięta
          dziadków, ani tamtej babci, nieraz skarżył mi się, że źle mu z tym, że też
          chciałby mieć dziadka tak jak jego koledzy, mieć drugą babcię która jak ta w
          domu zawsze coś tam dla niego ma. Przykro mu było, ze nie może odwiedzić
          dziadków w niedzielę jak dzieci sąsiadów, pobyć u nich trochę przez wakacje.
          Trudno mi było czasem wytłumaczyc mu, kiedy był młodszy, dlaczego tak się
          stało, że dziadków nie ma.
          Dlatego patrząc z innej perspektywy chciałabym powiedziec, jak bardzo wazny
          jest kontakt dzieci ze swoimi dziadkami, i jak ich zabraknie to dzieciom
          brakuje tej dodatkowj miłosci jaką dają im dziadkowie- tak jest bynajmniej w
          przypadku mojego syna.
          Uwazam tez że o dobre relacje z rodzicami/tesciami warto dbac, przeciez to nie
          kosztuje az tak wiele.
          A synowa autorki wątku jest widac jest "zimną" kobietą, nie widzi tego że jej
          tesciowa może czuje się samotna , zmarł jej przeciez mąż i powinna okazać jej
          więcej ciepła.
          Doskonale wiem jak czuła się moja mama po śmierci ojca i gdyby nie to że ma nas
          to pewnie bardzo ciężko byłoby jej znieść samotność.
          Dla mnie to jest trochę dziwne aby umawiać się na wizyte u wnuków, tak przecież
          postępuje się z obcymi osobami a nie z własnymi rodzicami!
          • ledzeppelin3 Re: ja z innej beczki 20.02.07, 12:04
            Tak, właśni rodzice mogą bynajmniej wpadać kiedy im przyjdzie ochota, najlepiej
            w trakcie bzykanka młodych.
            • iwles Re: ja z innej beczki 20.02.07, 12:26
              ledzeppelin3 napisała:

              > Tak, właśni rodzice mogą bynajmniej wpadać kiedy im przyjdzie ochota,
              najlepiej
              >
              > w trakcie bzykanka młodych.



              odwrotnej sytuacji nie bierzesz pod uwagę ?



              • ledzeppelin3 Re: ja z innej beczki 20.02.07, 12:29
                Tzn. młodzi bynajmniej wpadają do własnych rodziców kiedy im przyjdzie ochota i
                się bzykają?
                • iwles tak 20.02.07, 12:37

                  • ledzeppelin3 Re: tak 20.02.07, 12:52
                    To zależy od własnych rodziców. Niektórzy wyrażają oburzenie, inni chcą się
                    przyłączyćtongue_out
          • neomia Re: ja z innej beczki 20.02.07, 13:24
            Nie jestem zwolenniczka odcinania wnuwków od dziadków czy babć. Bardzo dobrze
            wspominam swoje bacie. Zawsz gdzies ukrywał się smutek, ze nie poznałam swoich
            dziadków, bo zbyt wczesnie umarli. Mogłam sobie tylko wyobraźać relacje między
            nami.
            Obecnie jestem mama i wiem jak ważny jest kontakt moich maluchów z dziadkami.
            Dostarczają swoim wnukom takich emocji, takich doznań, przeźyć jakich my
            rodzice im nie damy, bo jesteśmy rodzicami. Nie zawsze zgadzam się z moja mamą
            czy tesciowa. Są sprawy które mnie denerwują, ale to nie jest powód by za swoje
            pretensje, żale karać dzieci brakiem kontaktu z dziadkami.
            Jak mam odebrać dzieciom radość z wspólnego robienia pierogów z babcią? Albo
            skręcania szafki z dziadkiem? Dziadkowie również wychowuja, uczą wnuki,
            przekazuja im pewne wartości. Oczywiście nie musimy pozwalać na wszystko, ale
            dyplomacja można zdziałałać o wiele więcej.
        • babka71 Re: eugeniusza olej to...!! i spokojnie 20.02.07, 12:24
          przyjdzie koza do woza za dwa lata (dziecko musi mieć opiekunkę napewno synowa
          sie odezwie)i nie przezywaj tego jak dramat .. spokojnie
          znajdź sobie faceta
          zajmij sie sobą itp..
        • maugosia1 Re: a ja mam pytanie 20.02.07, 12:30
          daj, prosze, sobie i synowej czas. Obie jestescie w nowej roli - szczegolnie ona
          - w roli mlodej matki. Pamietam jak urodzila sie moja corka - razem
          mieszkalismy. To bylo trudne. Pewne rzeczy docenia sie po latach. Dzis, po 10
          latach, ze zdziwieniem patrze na moje owczesne reakcje. To czas wyznaczania
          granic wlasnego terytorium. Sprobuj dalej patrzec z sympatia na swoja synowa -
          napisalas, ze jest madra, kojaca kobieta. Daj jej to odczuc, sadze, ze z czasem
          to doceni.
          Ja bardzo tesknie za Mama mojego meza, minal ponad rok od jej smierci i bardzo
          dlugiej, ciezkiej choroby. Jak pisal ksiadz Twardowski: Spieszmy sie kochac
          ludzi...
          To dziala w obie strony - pamietam kwiaty na stole w naszym pokoju, przygotowane
          ulubione potrawy, gdy wracalam po dlugiej nieobecnosci. i pamietam tez
          idiotyczne scysje o nic, ktore urastaly do rangi mega konfliktow
          "synowa-tesciowa" - ale to sie zaciera, przestaje byc wazne. Ktos kiedys mnie
          zapytal, jaka jest recepta na dobre relacje - wydawalo mi sie, ze trzeba sie po
          prostu szanowac i naprawde lubic. Ale cos jest w relecjach synowa-tesciowa, co
          to bardzo utrudnia, trzeba wiec o to zabiegac. Zeby potem nie zalowac...
          pozdrawiam i zycze cierpliwosci
          PS Uderzylo mnie zdanie >>Robię wszystko żeby nie czuli jaka jestem samotna.<<
          Dokladnie taka byla nasza Mama, bardzo dzielna, dumna, niezalezna. Moja corka
          bardzo ja kocha i za nia teskni...
        • haga78 Re: a ja mam pytanie 20.02.07, 12:49
          Pani Eugeniuszo
          Ja opisze moje relacje z tesciowa.
          Moja tesciowa mowi ze sie nie wtraca w wychowanie mojego dziecka,ale np:
          -mowi mi " ty wiesz ze on ma problemy z kolorami? " ( cos takiego,a mieszkam z
          moim dzieckiem od wczoraj)
          - na drugi dzien " wiesz nauczylam go kolorow" ( no tak bo matka leniwa) i
          demonstruje " no jaki to kolor ... no zie... zie.... zielony, ladnie"
          pozniej wydzwania do wszystkich i sie chwali ze dziecko nauczyla kolorow ( po
          wczorajszym tescie psychologicznym, mamy zalecenie by sprawdzic u okulisty czy
          dziecko widzi napewno niektore kolory)
          - wymieszala cukier w kubku z kawa, oblizala lyzeczke, wrzcila dziecku do
          herbaty i sie pyta " a ty mu nie slodzisz" ( dziecko bralo antybiotyki, mialo
          zakaz uzywania cukru i mleka, poza tym herbate pije gorzka no i ta oblizana
          lyzka)

          To sa takie male przyklady ( a takich kwiatkow mam duzo), niby nic, ale mnie
          draznia.Tym bardziej za ja mowie np o problemach dziecka ( nigdy nie slucha),
          maz zwraca jej uwage ( ni nie zawsze wypada)by pewnych rzeczy nie robila przy
          dziecku, to grochem o sciane.


          Poza tym ja nie moge narzekac bo mam meza ( ona rozwodka, ale czy to moja
          wina), jedno dziecko (ona sama wychowala dwojke) wiec nie wiem jak wyglada
          prawdziwe zycie.
          Dlatego nie prosze swojej tesciowej o pomoc, ale marzy mi sie, zeby chociaz raz
          zaproponowala, ze zabierze malego do siebie, albo pojdzie z nim na spacer,
          albo zaprosila na nalesniki lub lody, ot tak.
          A nie "plakala" ze teskni za wnukiem ( nikt jej drzwi nie zamyka)

          My nie musimy sie lubic, ale ma jednego wnuka ( i wnuczke) i jak by chciala sie
          z nim widywac to powinna sama sie zaangazowac, a nie czekac na zaproszenie.






        • kura17 Re: a ja mam pytanie 20.02.07, 14:49
          eugeniusza napisała:

          > Raz na dwa tygodnie prze godzinę pobyć z
          > wnuczką, żeby widzieć jak sie zmienia. RZeczywiście wygórowane marzenia.

          naprawde synowa utrudnia Ci widzenie sie z wnuczka raz na 2 tygodnie?? no nie
          wierze sad
          Eugeniusza, a pytalas, czy moglabys wnuczke zabierac do siebie/na spacer/cos
          podobnego raz na tydzien, raz na 2 tygodnie, np w sobote/niedziele, gdy mlodzi
          mieliby czas pobyc razem? nie musicie widywac sie wszyscy, moze po prostu Ty i
          malutka? moze synowa rzeczywiscie jest zazdrosna o meza i takie rozwiazanie by
          pomoglo?
          jesli nie masz jeszcze smialosci porozmawiac z synowa (rozumiem, ze mozesz nie
          miec), to moze pogadaj z synem? ale nie w formie powaznej rozmowy, ale jakos
          "mimochodem", jak ich bedziesz odwiedzac. albo jak bedziej z obojgiem to zapytaj
          "jak gdyby nigdy nic" wink "sluchajcie, tak dawno nigdzie nie byliscie, moze w
          sobote wezme wnuczke do siebie/na spacer, a wy troche odpoczniecie?". jak juz
          raz sie uda, to potem znow proponuj "moze powtorzymy?" smile zawsze z usmiechem i
          bez nacisku, SLUCHAJ uwaznie tlumaczen, dlaczego nie (bo moga odmowic) i
          nastepnym razem, znow z usmiechem i na luzie, zaproponuj cos, co automatycznie
          zniweluje poprzedni problem wink np jesli synowa nie chce "dac" dziecka do Ciebie,
          to zaproponuj spacer wink
          powodzenia, babcia to baaaaardzo wazna osoba w zyciu dziecka, widze po swoim
          synu, ktory obie babcie uwielbia. i z pewnoscia wnuki sa bardzo wazne w zyciu
          naszych rodzicow, po naszych babciach to uwielbienie i milosc tez widac smile
        • pade Re: a ja mam pytanie 20.02.07, 17:15
          To o przeprowadzce było z przymróżeniem oka, ale chyba nie zrozumiałaś.
          Wiem, ze Twój mąż to ojciec Twojego synasmile))
          Tylko, ze to Twój syn powinien wiedzieć, że te szepty mogą Cię urazić, że
          trzeba Ci pomóc, odwiedzić częściej itd.
          Czemu szukasz winy tylko w synowej?
          A może ona nie chce drugiej matki? Może boi się, ze jak dostaniesz palec
          będziesz chciała całą rękę?
          Nie wiem jak jest, próbuję Ci to przedstawić z innej strony, po prostu.
          Może nie jest tak, jak Ci się wydaje?

          To nie są wygórowane marzenia. Na Twoim miejscu powiedziałabym o tym synowi. Bo
          on chyba jakiś niedomyślny jest. Powiedz, że chciałabys ich odwiedzać raz na
          dwa tygodnie, albo wziąć wnuczkę na spacer. Może mu się głupio zrobi i coś
          przemyśli.
    • anna_sla Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 14:06
      Jedziecie teraz cały czas na wątkach poruszonych przeze mnie i wciąż piszecie o
      odcinaniu dzieci od dziadków..

      życzę Wam wszystkim negującym moje postępowanie takich samych wrzasków godzinami
      albo i dniami swoich rozregulowanych dzieci, które nie chcą jeść, nie mogą spać
      i nie chcą na Was patrzeć ani przytulać, po zbyt częstym i zbyt pobłażliwym
      kontakcie z babciami. Życzę by Wasze dzieci mówiły do Was, że jesteście
      nienormalne i głupie, aby tygodniami non stop wypytywały czy babcia przyjdzie,
      czy pójdziemy do babci bez względu na to jak bawicie i opiekujecie się swoimi
      dziećmi.. życzę Wam również dwójki rozdartych niemowlaków domagających się
      noszenia non stop albo co najmniej jednego przez którego nie uda się Wam nie
      zaniedbać drugiego i ich starszego rodzeństwa.. życzę Wam takich mam i
      teściowych jakich my mamy i wtedy porozmawiamy czy załatwiłyście wszystko
      dyplomacją (na które nasze mamy są głuche) i czy nie ograniczyłyście im kontaktów..

      Poza tym jeszcze jedna dygresja.. napisałam OGRANICZYĆ a nie ZABRONIĆ, to jest
      do cholery różnica, dwa spotkania w tygodniu to i tak nadto. Mam własne życie,
      własne sprawy i skoro wyprowadziliśmy się od naszych rodziców to nie po to by
      widywać się CODZIENNIE!!!!.. i nie życzę sobie wpadania mojej niezapowiedzianej
      teściowej, nie mającej za grosz taktu by wyjść w chwilach zarezerwowanych na
      nasze spotkania z przyjaciółmi czy dla nas samych, bo wbrew pozorom mamy ich
      naprawdę mało..
      • zojkaojka do anna sla 20.02.07, 22:03
        A wiesz że to brzydko źle innym życzyć?smile I że zła energia wraca? Tak mówiąsmile
        Wyluzuj, przecież cię nie znamy, ani sytuacji, a to tutaj to tylko rozmowa, a
        nie sąd nad tobą. A tak w ogóle to drzwi mają klucz, nie? No to go użyj.
      • bea.bea Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 23:36
        zdarzyło mi sie raz tylko napisać komuś coś obraxliwego....ale teraz bedzie drógi...

        ale ty głupia jestes......zazdrośc o miłośćwłasnych dzieci do ich dziadków...to
        chyba najgłupsz rzecz jaką w życiu czytałam....
        • anna_sla Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 23:49
          zazdrość?? czy Ty kobieto w ogóle wiesz co piszesz?? poczytaj sobie o moich
          relacjach z babciami, link podałam dużo wyżej i powiedz czy to zazdrość, bo nie
          wiem czego mam zazdrościć.. tego, że mi niemowlęta płaczą, nie chcą jeść ani
          spać, bo rozregulowane?? To właśnie ja przeczytałam najdurniejszą opinię mojej
          sytuacji..
          • bea.bea Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 00:21
            to ty napisalas....
            czę Wam wszystkim negującym moje postępowanie takich samych wrzasków godzinami
            albo i dniami swoich rozregulowanych dzieci, które nie chcą jeść, nie mogą spać
            i nie chcą na Was patrzeć ani przytulać, po zbyt częstym i zbyt pobłażliwym
            kontakcie z babciami


            awlaszcza to mi sie podoba

            i nie chcą na Was patrzeć ani przytulać, po zbyt częstym i zbyt pobłażliwym
            kontakcie z babciami

            wiesz jak ktoś nie potrafi sobie dac rady z wlasnymi dziećmi to zwykle szuka
            winnych...zwlaszcza babcia staje się dobrym materiałem...

            moja matka ma dwoje wnóków oboje są równie często i dostaja tyle samo
            przytulania edzenia, i babcinych uczuc...sa w tym samym wieku...tylko jeden jest
            mój, a drógi synowej...

            i ten synowej ma podobne objawy do twoich dzieci...a mój jakos nie

            moze mi wytłumaczysz w takim razie dlaczego??
            bzwłaszcza , ze po wizycie u jej matki...jak dla mnie walnietej babci ..nic mu
            ie dolega//

            a asertywność i komunikacja to nie taka trudna sprawa..
            • bea.bea Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 00:27
              tylko, że ona nie widzi tego, że robi źle i z tego co wiem prawie
              całe życie uważała, że ona robi wszystko dobrze i jest ugodowa, a wszyscy którzy
              coś do niej mają to mają jakiś problem ze sobą..

              to zdanie to raczej tyczy sie ciebie ...

              Jeden z przykładów: Dałam swojej koleżance, która była w ciąży swojego
              niemowlaczka na ręce, nakarmiła go butelką i podniosła do odbicia i w tym
              momencie podbiegła moja teściowa (która też z nami nie mieszka) wyciągając ręce
              po moje dziecko pytając "mogę??", więc zdziwiona i zniesmaczona koleżanka oddała
              jej.. Wersja mojej teściowej: "sama mi go oddała"..

              no rzeczywiscie problem straszny...nie masz powazniejszych

              powiem ci twoja teściowa powinna cie totalnie olac...
              z zapewniam cie przyjdzie taki czas, ze bedziesz potrzebowala pomocy....
              a moze przyjdzie taki, ze tą pomoc docenisz...
              choć w twoim przypadku to raczej mozna juz teraz współczuć twoim synowym..tongue_out
              • anna_sla Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 10:31
                nie będę z Tobą dyskutować, bo nawet nie chce Ci się poczytać na temat CAŁEGO
                problemu i tylko wyczytujesz fragmenciki przytoczone tutaj, które są niczym w
                porównaniu do reszty.. a wiesz dlaczego jest taka różnica pomiędzy odczuciami
                dzieci?? Bo jedne są bardziej wrażliwe, a drugie nie, więc Twojej bratowej jest
                wrażliwe, a Twoje mniej.. PROSTE!! a widząc Twoją gruboskórność to wcale się nie
                dziwię..
                • bea.bea Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 10:50
                  taaaak...bardzo trafne spostrzezenia....
                  i dlatego uwazam , ze głupia jestes..smile...i zal mi cie..smile)))
                  • anna_sla Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 11:33
                    i nawzajem
    • bj32 Re: Drogi Genowefie. 20.02.07, 14:44
      Gdybyś się wpisał jako Eugenia niewątpliwie nie przyszłoby mi do głowy
      korzystać z wyszukiwarki...
      Gdyby zaś wszystkie teściowe były takie, jak ty - ród ludzki dawno by wyginął.
      Sami panowie nie byliby w stanie się rozmnażać.
      Ale dobre, dobre...
      • ledzeppelin3 Re: Drogi Genowefie. 20.02.07, 15:02
        Imputujesz, że Gieńka robi mamy w tak zwane jądro?
        • kura17 Re: Drogi Genowefie. 20.02.07, 15:15
          nawet jak robi, to i tak sie ciekawa dyskusja wywiazala...
          ... z troche innej perspektywy, niz jakze powszechne "nienawidze mojej tesciowej"...
        • bj32 Re: Drogi Genowefie. 20.02.07, 23:29
          Nie imputuję. Fakt stwierdzam.
    • pia6 Re: moja synowa- proszę poradźcie 20.02.07, 17:58
      chetnie chcialabym miec matke babke i nawet tesciowa niemam zadnej z tych osob.
    • bj32 Re: Bardzo przepraszam 21.02.07, 02:51
      za karygodną pomyłkę. Napisałam wyżej bzdurę jakąś straszliwą i
      niepotwierdzoną. Proszę następnym razem zwracać mi uwagę, jak zaczynam pisać
      głupoty. Sprawdziłam sobie coś tam, tylko niedokładnie i wyczytałam coś
      zupełnie innego, niż chciałam, oraz wyciągnęłam z całości wnioski błędne. Żaden
      tam Genowef. Zwracam honor.
    • galia29 Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 14:45
      Moja teściowa zmarła zanim ją poznałam, mój tata zmarł kiedy byłam w ciąży z
      pierwszym dzieckiem, a moja mama i tata męża mieszkają daleko więc łatwo może
      mi mówić, ale często czytając na tym forum przytoczone "wybryki" teściowych ,
      zastanawiam się: ale o so chozi???Mi często brakuje "pomocnych rąk", ale
      bardziej mi żal ,że dzieci tak rzadko mają dziadków bo widzę jak się nawzajem
      uwielbiają.I chociaż teść (najporządniejszy facet pod słońcem), mimo wszystko
      jakoś mnie paskudnie irytuje, to zapominam o tym w momencie gdy widzę ,że on
      kocha moje dzieci.A ja chcę dla nich tej miłości jak najwięcej.Ja wiem ,że moja
      mama rozpieszcza moich synów, że objadają się ze starszym czekoladkami ale
      wcale mnie to nie złości- tłumaczę małym ,że u babci to są "wakacje" a w domu
      to proza życiasmile I wcale nie kochają babci bardziej niż mnie.
      I bardzo mądra wydała mi się dziewczyna, którą skrytykowałyście, a która już
      teraz ma w sobie tyle empatii by wiedzieć, że kiedyś ciężko jej będzie "oddać"
      syna innej kobiecie .Bo tak jest!!Tak będzie!!!Dlatego bycie teściową jest
      takie trudne- a Ona przez to ,że jest tego świadoma ma szanse być o wiele
      lepszą teściową od tych , które już teraz uważają , że ONE to będą idealne
      • marina2 Re: moja synowa- proszę poradźcie 21.02.07, 16:45
        Nie doczytałam wszystkiego do końca,ale mam pytanie do autorki:
        czy chwalisz swoją synową w drobiazgach ? gotowaniu? czy mówisz jej ,że ładnie
        wygląda? albo czy powiedziałaś jej kiedykolwiek ,że cieszysz sie,ze jest żoną
        Twojego syna?Delikatnie.Albo " jak miło ,że wasza córeczka jest podobna do niej
        nie wiem ma jej oczy ,uśmiech cokolwiek?
        Myslę ,że Synowa może się czuć przy Tobie niepewnie i niekoniecznie z Twojego
        powodu tzn ,że Ty coś robisz źle.Może to jest jej jakiś problem może była ostro
        oceniana przez swoją mamę,a teraz problem przeniósł się na Ciebie.Spróbuj.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka