Dodaj do ulubionych

Brak niezależności

28.04.03, 10:35
Pytanie do mam małych dzieci:
jak sobie radzicie z brakiem niezależności podczas wychowywania małych dzieci?
Czy ciągłe zajmowanie się małymi dziećmi nie jest dla Was męczące?
Z góry dzięki za odpowiedź.
Lusia (mama maluchów)
Obserwuj wątek
    • joanah2o Re: Brak niezależności 28.04.03, 22:30
      Ja sobie nie radze i jestem zmęczona. Bardziej od obecnej zalezności martwi
      mnie jednak to, że nic nie robiąc "dla siebie" teraz, pogarszam swoje szanse
      później. Tych kilka lat teraz to jeszcze nie jest cos, czego mi bardzo żal, ale
      wiem, że gdy Himak podrośnie, szanse na niezależność wcale nie będą większe.

      Do szczęścia nie potrzebuje koniecznie niezalezności, sama świadomośc że w
      każdej chwili moge decydować, moge sie uniezaleznić, że mam na to szanse -
      wystarczyłaby. A nie mam takiego poczucia.

      J.
      • plucha32 Re: Brak niezależności 29.04.03, 08:45
        no, właśnie, dokładnie tak

        Jak sobie radzić?
        W innym wątku gdzieś na tym forum 'mmarusia' napisała:

        "(...) my,kobiety tez ciezko pracujemy.(...)zabawa z dzieckiem to tylko
        wierzcholek moich
        obowiazkow.Moja praca nie trwa 12 czy 16 godzin przez 5 czy 6 dni w
        tygodniu,z
        wylaczeniem swiat.Ja caly czas pracuje.Czesto jestem zmeczona. (...)"

        zgadzam się z tym
        to jest zależność od dziecka, od męża (bo on tylko zarabia, ja choćbym chciała
        coś robić, nie mogę,
        choćby z tej prostej przyczyny, że jestem...
        ot, zmęczona)
        Dziękuję za odpowiedź, J.
        • ksia78 Re: Brak niezależności 29.04.03, 09:14
          A ja na domiar zlego po macierzynskim nie wroce do pracy, bo nie mam dokad :-
          (, nie przedluzyli mi umowy. W tej sytuacji zostaje calkowicie uzalezniona od
          meza i jego pieniedzy. Okropne uczucie. A z drugiej strony nie wyobrazam sobie
          zostawic trzymiesieczne dziecko i isc do pracy. I tak zle, i tak niedobrze.
          Eh, zycie...
          pozdrawiam
          kasia
          • plucha32 Re: Brak niezależności 29.04.03, 20:05
            ksia78 napisała:

            > A ja na domiar zlego po macierzynskim nie wroce do pracy, bo nie mam dokad :-
            > (, nie przedluzyli mi umowy. W tej sytuacji zostaje calkowicie uzalezniona od
            > meza i jego pieniedzy. Okropne uczucie. A z drugiej strony nie wyobrazam
            sobie
            > zostawic trzymiesieczne dziecko i isc do pracy. I tak zle, i tak niedobrze.
            > Eh, zycie...
            > pozdrawiam
            > kasia
            ---------
            może rzeczywiście Kasiu to za krótko...
            trzymiesięczne dziecko - taki maluszek potrzebuje mamy bardzo, bardzo;
            jestem o wiele dłużej od Ciebie na tym męża utrzymaniu (można powiedzieć tak
            długo, że od zawsze sad( )
            eh, życie - masz rację,

            jak mamy 'zależne' sobie radziły?
            czy...
            nie ma na to rady?
            czy tylko trzeba czekać, aż dzieci podrosną, ew. pójdą do przedszkola, szkoły...



      • anja_mama-kuby Re: Brak niezależności 29.04.03, 11:13
        Hej J.!
        Widzę tu siebie sprzed kilku miesięcy. Ile twoje dziecię ma? Bo mój Kuba ma 1,5
        roku, ja od lutego wróciłam do pracy na pół etatu (polecam takie rozwiązanie,
        nawet w przepisach jest, że mamy do tego prawo do ukończenia wychowawczego; ja
        sama o tym zadecydowałąm i firma się zgodziła) i ODŻYŁAM! Najpierw fryzjer,
        potem solarium, na mój ukochany basen jeździmy albo wszyscy razem, albo chociaż
        we dwójkę z Kubusiem. Zamiast kina mamy video w domu.
        Generalnie trzeba przyjąć do wiadomości, że NIC JUŻ NIE BĘDZIE JAK KIEDYŚ...
        Ale zobaczysz, jeśli twoje dziecko ma mniej, niż moje, jak jest fajnie kiedy
        podrasta i staje się komunikatywny. Ostatnio za każdym razem, gdy sobie coś
        zrobi, przybiega do mnie, żeby go chociaż na chwilę przytulić, to jest naprawdę
        słodkie. Jak zaczął chodzić, to już było coraz lepiej, może niedługo nie będę
        musiała za nim chodzić krok w krok wszędzie, bo może sobie lub komuś coś zrobić
        i wtedy będę miała więcej czasu dla siebie (np. żeby usiąść na placu zabaw,
        czego teraz nie robię).
        Głowy do góry!!!
        Poza tym, kiedy jeszcze nie miałam pracy i dostawałam korby od siedzenia z
        malym w domu, to zapisałam się do AVONu. Troche pomogło.
    • edytkus Re: Brak niezależności - finanse 30.04.03, 04:26
      A ja zapytam was z troche innej beczki. Uzaleznienie od meza tez daje mi sie we
      znaki, szczegolnie finansowo jest coraz gorzej bo oszczednosci mi sie
      wyczerpuja. Powiedzcie jak w waszych domach jest rozwiazywana sprawa
      oszczednosci i wydatkow. Czy za kazdym razem idziecie do meza, czy macie jakis
      wydzial na miesiac? O tym co potrzeba kupic decydujecie same czy uzgadniacie
      wczesniej z mezem? A co gdy sa np. jego urodziny - prosicie go o pieniadze na
      prezent dla niego? Moja tesciowa wychowala swego syna w przeswiadczeniu ze
      rodzice maja oddzielne konta, ale to kobieta powinna pracowac i pokrywac
      WSZYSTKIE domowe wydatki, ja natomiast zostalam wychowana zupelnie inaczej. Ja
      nie pracuje i zajmuje sie dzieckiem a przy byle rachunku slysze zebym sie
      dolozyla (oczywiscie sie nie dokladam, nawet gdybym chciala to nie mam z
      czego). Prosze, napiszcie jak jest u was.
      • plucha32 Re: Brak niezależności - finanse 30.04.03, 10:16
        U mojej koleżanki było tak, że mąż dawał jej na miesiąc określoną ilość
        pieniędzy na jedzenie (w tym na higieniczne środki i na drobne zakupy
        dodatkowe).To było ok. 800 zł (jeszcze jak nie pracowała, teraz już od 1,5 roku
        pracuje) z tego co pamiętam, a ona musiała tak gospodarować pieniędzmi, żeby
        starczyło jej na cały miesiąc.
        Swojego przykładu nie podaję, bo zarobki męża w państwowej pracy są śmieszne,
        na nic nie starcza i żyje się z tego, co "dorobi" i... wtedy na bieżąco;
        to też są małe sumy, które wpadają w zależności od tej dodatkowej pracy (raz
        jest, a raz nie ma).
        A jak u Was?
        • dorrit Re: Brak niezależności - finanse 30.04.03, 10:51
          My pracujemy oboje, ale pensje mamy marne; ja czasem, rzadko, kupuje cos ekstra
          dla dzieci czy siebie ale nie chwale sie mezowi, ile kosztowalo, jesli akurat
          cena nie byla bardzo niska... poza tym kupujemy rzeczy konieczne.
          Oddzielny problem - to wakacje, czyli wywiezienie dwojki, latem juz rocznych
          dzieci z parnego miasta pelnego spalin itd. Szukamy czegos do wynajecia
          w "zielonym" miejscu i niedrogiego; akurat dotad wszystko, co widze, jest
          drogie...
          • plucha32 Re: Brak niezależności - finanse 30.04.03, 11:46
            problem niezależności od męża...
            problem niezależności w ogóle...
            zapewnić byt
            po prostu...
            żeby było stać na podstawowe(!) potrzeby rodziny
            tak, no właśnie
            uff
      • wilga_kasia Re: Brak niezależności - finanse 30.04.03, 12:25
        U nas nie ma żadnego podziału pieniędzy. W czasach studenckich oboje mieliśmy
        stypendia i zawsze były to wspólne pieniądze, teraz pracuje tylko mąż - mamy
        jedno dziecko, drugie lada moment - pieniądze leżą sobie w szufladzie lub na
        wspólnym koncie, do którego każde z nas ma kartę. Wydatki "domowe" są poza
        dyskusją, nie wyobrażam sobie, by mąż wydzielał mi pieniądze. O innych
        wydatkach czy potrzebach decydujemy razem (droższe książki, żaluzje itd.), jak
        chcę mężowi zrobić prezent to po prostu wypłacam pieniądze z konta, jak chcę
        sobie kupić jakieś ubranie, albo potrzebuję coś dla dziecka, to po prostu mówię
        o tym mężowi. Oboje staramy się nie szaleć z wydatkami, ale nikt nikomu niczego
        nie wydziela i nie liczy.
    • ekanka Re: Brak niezależności 02.05.03, 00:07
      Cześć!
      Pewnie, że nie zajmuję się moją gwiazdką 24 godz. na dobę z uśmiechem na
      ustach, ale w sumie to bardzo lubię spędzać z nią czas. Jestem teraz w takiej
      sytuacji, że gdy ona zasypia biorę się za swoje sprawy lub odpoczywam. Jeśli
      już naprawdę czuję, że muszę się oderwać, to zostawiam misię z tatą i idę np.
      na zakupy. Już po godzinie strasznie za nią tęsknię.
      Mnie za to okropnie męczy wizja zbliżającej się innej zależności. Teraz oboje
      z mężem studiujemy, mamy stypendia które stanowią wspólną kasę, oczywiście
      pomagają nam równiez rodzice.
      Mieszkamy w akademiku i naprawdę jest dobrze, niestety już niedługo.
      PO studiach najprawdopodobniej będziemy pracować przynajmniej na początku
      razem z teściami, a tam układ jest taki, że całą kasę trzyma teściowa i
      wszyscy do niej zgłaszają swoje potrzeby.
      Nie wyobrażam sobie tego, w ostatnie wakacje miałam trochę oszczędności ze
      stypendiów, bo wiedziałam jak jest, dzięki temu udało mi się uniknąć proszenia
      przynajmniej o kasę na moje osobiste rzeczy.
      Co będzie jak mi się teraz te oszczędności skończą?
      Rozmawiałam o tym z mężem, on mnie rozumie i obiecuje, że tak nie będzie, ale
      ja myślę ,że niewiele da się zmienić.
      Powiedzcie czy można żyć normalnie gdy każdy wydatek musi być zaakceptowany
      przez teściową? Gdy nie można mieć swoich spraw, wydatków, szaleństw? Czy obca
      kobieta ma decydować w co chcę ubrać moje dziecko?
      Będę szukać pracy, ale każdy wie jak jest...
      W tej sytuacji moim marzeniem jest zależność finansowa od pracującego męża,
      bo u nas układ jest taki, że kasa leży na kupce i razem uzgadniamy na co ją
      wydajemy.
      Trochę się rozpisałam ale bardzo mnie to męczy.
      • plucha32 Re: Brak niezależności 05.05.03, 09:12
        Wilga_Kasia dzięki za napisanie o tym jak wygląda to u Was.

        Ekanka, rzeczywiście, ten problem z tesciową (który być może się pojawi), nie
        spotkałam się z czymś takim (trzymaniem kasy przez teściową).
        Może to i może funkcjonować, ale...
        myślę, że nie przez dłuższy czas, a poza tym zależy jeszcze jaką macie (Ty i
        teściowa) wzajemną relację (czy się lubicie).

        Chyba jednak znam podobną sytuację.
        Dawno temu była podobna sytuacja w mojej dalszej rodzinie (tylko, że problem
        teścia i zięcia), ale właśnie dzięki temu, że ten teść był niesamowicie
        wspaniałym i UGODOWYM człowiekiem, raczej to dobrze funkcjonowało.

        Lusia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka