kinga_n1
27.04.07, 09:24
Mieszkam w bloku na warszawskim osiedlu(to dla przybliżenia),jakieś 2 tyg
temu mąż wraca do domu i z pełną powagą pyta mnie:czemu Mały wczoraj tak
przeraźliwie płakał?Ja oczy w słup-o co facetowi chodzi- i pytam dlaczego
pyta-"bo podleciała do mnie przed chwilą sąsiadka (mieszka nad nami) i pyta
czemu wczoraj Piotruś tak strasznie płakał?"
Mnie ręce odadły-a moje Słoneczko dzień wcześniej dostało ataku złości bo
kochana mamusia nie chciała pozwolić mu samemu wyjść na balkon i się małolat
zbuntował (2-latka).
Poczułam się jak wyrodna matka bo to zabrzmiało jakbym conajmniej Go ze skóry
obdzierała.
Jak Piotruś był całkiem malutki to znowu mówili:"wogóle go nie słychać..."
WWWrrrr nie dogodzi nikomu...::---)))))
Macie jakieś "przejścia" z sąsiadami.