Dodaj do ulubionych

Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane?

11.06.07, 08:23
Czytałam właśnie wątek Maniu111 i doczytałam się ze wiekszość z Was drogie
kobitki jest zawsze opanowana, nie nerwowa a już na pewno nigdy nikogo nie
zwyzywała. Trochę trudno mi w to uwierzyć ponieważ właściwie nie znam nikogo
takiego osobiście. A znam wielu ludzi z różnych stron swiata.
Przyznajcie się nooo, na pewno jest coś co Was do szału doprowadza smile
Obserwuj wątek
    • moofka Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 08:55
      ostatni raz mnie ponioslo jakies poltora roku
      na widok pijanego tescia niosacego moje dziecko ze zlobka
      poczekalam az wytrzezwial i wtedy to juz mnie puscilo wszystko
      tesciowa mnie uspokajala, a ja sie darlam i na niego i na nia

      • tolka11 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 09:13
        Jedyną osobą na którą nie wrzeszczę jest mój mąż. Nie dlatego, że idealny, ale
        dlatego, że on nie krzyczy na mnie. Nie krzyczę na moich uczniów w gimnazjum,
        bo to oznaczałoby, że nie panuję nad nimi i .... . Moje biedne prywatne dzieci
        znają siłę mego głosu, ale muszą nade mną popracować, żeby mnie wyprowadzić z
        równowagi.
        Wszelkie urzędy, NFZ, ZUS, itp to już inna sprawa. Jestem rozsądna do czasu.
        Kretynizm niektórych urzędników sprawia, że mówię bardzo głośno, bardzo
        wyraźnie i bardzo złośliwie.
        • zonka77 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 09:30
          Nigdy nikogo nie zwyzywałam.
          W najgorszych sytuacjach mogę najwyżej podnieśc odrobinę głos i powiedziec kilka
          szczerych niekoniecznie miłych słów. Publicznie nie potrafię kląc, tym bardziej
          nie potrafiłabym skląc kogoś.
          To chyba nie jest kwestia opanowania, to wychowanie i charakter (mam po tacie,
          człowieku arcyspokojnym i arcy zrównoważonym)

          Mój tata tylko jeden raz w życiu użył mocniejszego słowa - jak mój brat nie
          wrócił na noc w wieku chyba 16 lat. Raz w życiu widziałam go pijanego (jak byłam
          mała ale pamiętam bo zatrzymywał policję myśląc że to taxi hehehehe)
          Do mamy się nie podałam, mama potrafi zachowa się tak że nawet wszyscy sie jej
          autentycznie boją smile)))

          Na szczęście mam męża który za mnie załatwia wszystko co wymaga mocnej buzi. Za
          to ja załatwiam wszystko co wymaga cierpliwości i dyplomacji smile

          Owszem, cierpliwośc tracilam nie raz i nie raz używałam niecenzuralnych słów ale
          tylko w domu, w kłótni z mężem (niestety, niestety, wcale nie napawa mnie to
          dumą) tylko on potrafił mnie z równowagi wyprowadzic do tego stopnia że nie
          panowałam nad sobą, wtedy przestawalam "byc sobą" tak że nawet mój mąż się
          uspokajał przestraszony bo od takiej strony mnie nie znał. Myślę że to dlatego
          że między nami jest silne uczucie więc i duże emocje. Ale na szczęście i ten
          etap za nami (wyprowadzania się z równowagi) Teraz kiedy się pokłócimy robimy to
          cicho bez krzyków, bez żadnych wulgaryzmów i scen (celowo nauczyłam się
          opanowywac ze względu na dziecko, zaaa niiiic nie chciałam żeby mała była
          świadkiem awantur i krzyków i klnięcia)
          • zonka77 w sytuacji z dzieckiem 11.06.07, 09:44
            Ostatnią rzeczą jaką bym zrobiła to zwyzywanie ojca.
            jeśli już miałabym go opieprzyc to bezwzględnie na osobności.
    • net79 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 09:21
      Mój ojciec mnie doprowadza do szału, dzieci czasem denerwują,obca osoba może
      mnie conajwyżej wyprowadzić z równowagismile))
    • mama007 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 10:10
      jestem opanowana jak dziecko (moje, inne jak sobie coś robią to jeszcze
      sprawdzałam) coś sobie zrobi, nawet dość poważnego - Młoda testuje co jakiś czas
      czy posiadam jeszcze taką umiejętność i regularnie rozwala sobie to głowę, to
      zęby, to coś innego.... w środku zawsze mnie telepie, ale na zewnątrz jak skała
      - ja tego nie widzę, ale wszyscy zawsze z podziwem tak mówią.
      nieczęsto drę się na córkę.

      ostatnią większą awanturę zrobiłam chyba w przychodni, jakkolwiek wcale mi nie
      głupio, bo to nie ja zaczęłam.
      aaaa, i niedawno dosadnie zamieniłam parę zdań z kierowcą autobusu miejskiego.
      jakbym miała więcej czasu to bym skargę na niego napisała, ale jak już miałam
      czas to mi trochę złość przeszła.
      wrrr...

      generalnie w moim przypadku to chyba zależy od aktualnego humoru i momentu
      życiowego w jakim się znajduję. bo czasem jestem tak spokojna, że nic mnie nie
      ruszy, a czasem jestem tak podminowana, że byle co jest w stanie mnie
      niesamowicie wnerwić (kiedyś wywaliłam w Urzędzie Pracy gościa z pokoju, bo się
      wepchnął w kolejkę.....)
    • bri Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 10:20
      Mnie doprowadza do szału ignorowanie mnie przez męża, kiedy ja chcę jakąś
      kwestię obgadać a on nie chce moich pretensji słuchać. Ale nie uważam, żeby
      moje krzyki i rzucanie się w takiej sytuacji były usprawiedliwione i jak już
      się dogadamy to go przepraszam.

      Stosuję też "wkurw kontrolowany" w sklepach i w stosunku do nierzetelnych
      kontrahentów. Trochę to smutne ale niektóre niezałatwialne sprawy w taki sposób
      da się załatwić.

      Zdarzyło mi się raz będąc w ciąży wkurzyć się w urzędzie i wyjść trzasnąwszy
      drzwiami.

      Od osób, z którymi pracuję bardzo często słyszę, że jestem uosobieniem
      cierpliwości i spokoju.
      • ada9611 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 10:45
        Przewaznie zdarza mi raz na pol roku ,,srasznie wybuchnac,ale ja to wogole
        choleryk jestem,wyciszam sie od urodzenia corki,bo mnie nerwy zjedza.
        • maniu111 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 10:59
          ja na co dzień nie klnę i nie stosuję wulgaryzmów,ale sytuacja z rowerem,którą
          opisałam wczoraj wyprowadziła mnie z równowagi.Potrafie być opanowana gdy
          ciągnie się kolejka w sklepie,gdy urzędnicy odsyłają mnie jeden do drugiego. w
          róznych sytuacjach sprzyjajacych "rzucaniu mięsem"potrafię trzymac nerwy na
          wodzy.No ale jeśli chodzi o moje dziecko jakoś nie potrafie się zatrzymać,wiem,
          że jestem panikarą.A MOJEGO faceta nie obrzuciłam wtedy aż tak strasznymi
          epitetami, ale jednak.....
    • marghe_72 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 11:12
      Wątku Maniu111 nie czytałam, wiec nie wiem o co chodzi
      natomiast często zdarza mi sie tracić opanowanie, podnosić głoś itp
      Nie zdarza mi sie natomiast nikogo wyzywać

      to jak?
      zdałam?
      • chipsi Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 12:37
        marghe_72 napisała:

        > Nie zdarza mi sie natomiast nikogo wyzywać
        >
        > to jak?
        > zdałam?

        Zdałaś hehe. Wychodzi na to ze tylko ja tu jestem taka "mięsorzutna" smile
        Zdarza mi się brzydko pokłucić z mężem i z ojcem. Źle mi z tym z uwagi na męża.
        Ojciec poniekąd sam mnie tego nauczył, ja sie tylko uczyłam od mistrza...
    • triss_merigold6 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 11:16
      W sytuacjach wymagających szybkiej i spokojnej reakcji vide z wątku o dziecku
      jestem opanowana. W innych różnie. Nie ma to nic wspólnego z byciem
      cholerykiem, bo prostu tam gdzie trzeba działać to działam a nie dostaję
      spazmów.
      • wieczna-gosia Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 15:00
        > W sytuacjach wymagających szybkiej i spokojnej reakcji vide z wątku o dziecku
        > jestem opanowana. W innych różnie. Nie ma to nic wspólnego z byciem
        > cholerykiem, bo prostu tam gdzie trzeba działać to działam a nie dostaję
        > spazmów.

        mam dokladnie tak samo, co mnie niezmiennie zadziwia. Potrafie wybuchac z
        powodow banalnych, histeryzuje i spazmuje a zycie pokazalo mi ze w sytuacji gdy
        jestem SAMA z dzieckiem- nie wpadam w histerie. przy mezu potrafie. Sama nigdy.
        Okazalo sie rowniez ze w sytuacji napadu reaguje strasznie zywiolowo, ze jestem
        wtedy cholernie silna i nieslychanie skuteczna, podczas gdy w kontaktach z
        prymitywnym chamstwem trace rezon.
    • mijaczek chipsi... 11.06.07, 12:30
      przeczytalam tamten watek....co druga mama mowi, ze ja ponosi...
      nie doczytalam, zeby kazdy byl taki opanowany...
      ja nie zawsze jestem
      staram sie
      i oczywiscie zlinczowana zostane - moje dziecko dostalo ode mnie kilka razy po
      tylku... przez pieluche... nie jestem z tego dumna, ale na pewno nie uwierze, ze
      przez to moje dziecko zostanie morderca czy bedzie mialo zszargany beret...
      nie udaje swietej, bo nia nie jestem... nie bede sie tutaj kreowac na super
      mame, zone czy osobe "w ogole" bo nia nie jestem...jestem jaka jestem. kocham
      moje dziecko calym sercem, ale to nie znaczy, ze nerwy mam ze stali...
      • chipsi Re: chipsi... 11.06.07, 12:57
        mijaczek napisała:

        > przeczytalam tamten watek....co druga mama mowi, ze ja ponosi...
        > nie doczytalam, zeby kazdy byl taki opanowany...
        No właśnie, czyli co drugi wątek był pisany przez bardzo opanowane osobniczki.
        Naprawdę istnieją? Jesli tak to szacuneczek big_grin
        • lola211 Re: chipsi... 11.06.07, 13:14
          Nie prezypominam sobie sytuacji, bym komus ublizyla, nawrzeszczala, rzucajac
          epitetami.

          Zdarza mi sie podniesc glos, ale sytuacja juz naprawde musi byc uzasadniona i
          NIE UBLIZAM.

          Jestem opanowana, co bardzo sobie chwale.
          Nie musze poźniej sie wstydzic i przepraszac, ze mnie ponioslo.
    • mathiola Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 13:08
      Ja jestem bardzo nerwowa i porywcza i narwana i w ogóle, ale od dłuuugiego
      czasu pracuje uporczywie nad swoimi wadami i teraz jestem opanowana prawie do
      bólu. Tylko muszę się pilnować, żeby mi chociaz na chwilke śruba nie puściła,
      bo jak na chwilkę puści, to już nie ma zmiłuj, leję po mordach smile
      A co zwyzywania kogoś publicznie: nie, nie stosuję takich metod, bo wydaje mi
      się, że jest to zachowanie poniżej mojej godności.
      • demarta Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 18:25
        no zwyzywać to nie metoda, ale z uśmiechem na twarzy krótkim zdankiem zapędzić
        kogoś w kozi róg uwielbiaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam!!!!!!
        • liwilla1 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 13.06.07, 11:53
          nie mialam jeszcze sytuacji, w ktorej moglabym sie popisac werbanym bluzgiem.
          fakt, zem temperamentna, porywcza i emocjonalna do bolu, i cos mi sie wydaje, ze
          jesli tego nie zmienie, to niejednokrotnie jeszcze oberwe po uszach. gdy spotyka
          mnie chamstwo, przewaznie zatykam sie z oburzenia, a potem z rosnaca irytacja
          wymyslam ciete riposty. tylko szkoda, ze nigdy nie "przychodza" do glowy, gdy
          ich potrzebuje sad
    • luxure Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 14:46
      Naprawdę, taką mam naturę. Nie lubię jak ktoś na mnie krzyczy. I taką pracę że
      nie mogę sobie na to pozwolić.
      Do "szału" doprowadza mnie jedynie zachowanie szwagierki - panna jest wyjęta z
      rzeczywiśtości. Mój szał się w tym przypadku objawia tym że totalnie ignoruję
      jej głupawe zaczepki i komentarze.
      • dorotus76 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 18:20
        Nigdy nikogo nie zwyzywałam smile
        To ponizej pewnego poziomu, nie mam szacunku do takich ludzi.
        Duzo bardziej może rozwścieczyc druga stronę mój spokój i opanowanie niz gdybym
        nerwowo wyrzucała z siebie przekleństwa. Nawet trudno mi siebie taka wyobrazic smile
    • hexella Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 18:24
      Opanowanie nie jest moją naturalną cechą, raczej ciężko wypracowanym efektem
      pracy nad sobą.

      Ale ponieważ natura i tak na wierzch wylezie, opanowanie często szkag trafia.
      • zuzanna56 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 11.06.07, 19:26
        Jestem opanowana w pracy. W domu różnie bywa.
        Co mnie ostatnio wkurza? A raczej kto? Rodzice moich uczniów z gimnazjum,
        którzy uważają że wychowawca powinien chodzić z nimi (uczniami) w soboty
        (najlepiej w każdą lub co drugą)do teatru lub kina a w czasie wakacji
        organizować im obozy! Nauczyciele powinni zostawać godzinę po lekcjach i
        douczać biedne dzieci. Tak to jest jak się pracuje w szkole, gdzie rodzice
        płacą czesne.
        • ania1705 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 12.06.07, 14:53
          wiesz co zuzka, w pełni Cię rozumiem, ale o dziwo pomógło mi szkolenie
          zorganizowane (tym razem w przedszkolu a nie szkole) z komunikacji
          interpersonalnej nauczyciel-dziecko. Wiele rozmawialiśmy o rodzicach i
          "sztuczki" tam pokazane sprawdzają się hihi Jak chcesz wyślę Ci namiary na ten
          kurs na prv
          • zuzanna56 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 12.06.07, 20:53
            Poproszę.
    • babsee Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 12.06.07, 21:20
      Nie jestem opanowana.Natomista nigdy nikogo nie zwyzywalam.No way.
      Mam chratkterek raczej wybuchowy-rownie szybko sie uspokojama.Ot taki
      fajerwerek ze mnie.Przyznaje ze nad tym pracuje i nie zdażają mi sie
      jue "wloskie kłótnie" zakonczone rzucaniem o ściane tym co mi wpadlo w ręce.Nie
      trzaskam też drzwiami, nie drę sie jak opetana, nie latam jak wsicekla osa po
      pokoju.Uwazam to za sukces smile
      Ale bycie zrownoważoną kosztuje mnie mase nerówów smile
    • ankab29 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 12.06.07, 22:17
      nie jestem opanowana i podziwiam tych, którzy potrafią się opanować w chwilach
      wrzenia. Ja wybucham "po włosku", szklanki tłukę, kubkiem z kawą potrafię
      rypnać w ścianę...a potem spokojnie ją czyszczę lub malujęsmile
      Ale mój mąż to uosobienie spokoju i cierpliwości a moje wybuchy go bawiąsmileco
      mnie doprowadza do szewskiej pasjismile
      Raz puściły mi nerwy w urzędzie - wyrabiałam paszport synkowi kiedy mąż był
      za granicą. I mnie odsyłali, każdy urzędnik mówił co innego. Za trzecią wizytą
      nie zdzierżyłam i wybuchłam : "A co to za poj...ny kraj, że dziecko nie może
      wyjechać zobaczyć ojca!?"od razu się urzędnicy określili co muszę zrobić,
      i "nie da się" zamieniło sie na "da się tylko jeden dokument wiecej trzeba
      załączyć". Ale wstyd mi było, że az tak mnie poniosło...
      • alfa36 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 12.06.07, 23:34
        He, he, też potrafiłam w złości zrzucić wszystkie ksiązki z półki. Dziecię mnie tego oduczyło... zaczęłam nad takiemi wybuchami panowac, bo wiem, że nikt tego po mnie nie sprzątnie a wolę przyjemniej spędzać nieliczne wolne chwile.
        • ankab29 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 13.06.07, 11:46
          smile))biedne ksiązkismile Ja już nie rzucam książkami, bo kiedyś trafiłam na
          rozklejony egzemplarz...Oj długo te fruwające kartki składałamsmile
    • renia1807 Re: Naprawdę zawsze jesteście takie opanowane? 12.06.07, 23:34
      staram się trzymać swoje nerwy na wodzy, ale czasem zdarza mi się wyjść z
      siebie i stanąć oboksmile

      > Przyznajcie się nooo, na pewno jest coś co Was do szału doprowadza smile

      -załatwianie spraw bez kolejki( bo ja tylko na chwilkę), gdy inni czekają
      od razu ciśnienie mi się podnosi
      -chamstwo, poniżanie innych
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka