magdalenkaaa78
14.06.07, 15:01
Dość mam szumnych haseł o integracji. O zrozumieniu, akceptacji,
poszanowaniu. Dość oświadczeń, że dobro dziecka jest najważniejsze.
Dość, bo wszystko to rozmija się z rzeczywistością. Jak niektóre z Was
wiedzą, mam czteroletniego syna z autyzmem wysokofunkcjonalnym. Pamiętam, jak
szukałam dla niego przedszkola. Dzwoniłam do wszystkich placówek w naszym
mieście pytając: Czy podejmą się Państwo edukacji i wychowania dziecka z
autyzmem? Znalazła się placówka, która , jak mi się wydawało, świadomie
zdecydowana się na wzięcie dziecka pod opiekę. Dziś, gdy od tamtego czasu
minął już rok, bogatsza jestem o wiele doświadczeń w ramach systemu edukacji,
głownie tych złych. Bo przedszkole nie ma pieniędzy. Bo poradnia
psychologiczna nie chce udzielić wsparcia na terenie przedszkola. Bo Wydział
Edukacji konsekwentnie nie przyznaje subwencji chociaż powinien. Bo jeśli już
gdzieś idę poprosić, popytać, zapytać, co ja mogę zrobić, żeby było łatwiej
tam pierwsza reakcja jest taka: OOOO, znowu przyszła pani X. Wychodzę z pełną
świadomością iż jutro o miej wizycie będzie wiedziało pięć innych urzędów i
będzie znało każde moje słowo. W tym wszystkim – moje dziecko. Dla którego,
jak każda matka, chcę jak najlepiej. A z każdej strony słyszę – dlaczego on
nie jest ( tu do wyboru ) w przedszkolu specjalnym/integracyjnym. A czy każde
dziecko musi w takim być? Po co szumne deklaracje, że robi się wszystko, aby
dzieci niepełnosprawne mogły ( bo mają do tego niezbywalne prawo ) korzystać
z każdego typu placówki? Po co orzeczenia, kwalifikujące dziecko do
określonego typu kształcenia ( moje ma akurat wskazanie do przedszkola
masowego, ogólnodostępnego) skoro ogół, mało tego, skoro wydawałoby się,
kompetentni ludzie widzą tylko jedną słuszną drogę?
Brak mi oparcia, wsparcia, zrozumienia. Brak czasu dla siebie. Czasem nawet
myślę, że powinnam rzucić w diabły pracę, przejść na zasiłek ( przy naszych
dochodach łapię się ) wyciągnąć rękę po wszystkie możliwe świadczenia i mieć
czas na to, żeby latać z synem po poradniach w godzinach 8 – 16 czyli w
takich, w których normalnie się pracuje. Malto tego, będę jeszcze miała czas
chodzić po urzędach i plakac, że nie mam pieniędzy a tu tak chore dziecko.
Chyba jestem nienormalna, skoro uczciwie pracuję, uczciwie płacę podatki, za
to w telewizji przedstawiciel Ministerstwa powie, że rodzice nie powinni
wymagać od państwa pomocy jak ci wasale od opiekuna...
Mam w palcu kilkanaście rozporządzeń i ustaw, każda jedna w zasadzie nadaje
się do kosza i tak nikt tego nie przestrzega...