Dodaj do ulubionych

Z miasta na wieś... takie moje refleksje...

17.06.07, 20:29
Jakieś mam takie smutne refleksje...
Wyprowadziliśmy się z miasta (fajnej dzielnicy, fajnego mieszkanka- no ale
mieszkanka) na wieś (do fajnego domu, koła ślicznego lasu, cichutko).
Od dwóch dni siedzę i szperam w necie aby znaleść - basen, jazdę
konną,języki, szkołę no takie tam pierdoły smile
No wiem, że do kina, teatru, wystawy, festyny, lekarzy specjalistów będziemy
jeździć do W-wy jak zawsze, przecież to tylko niecałe 20km ale myślałam że
wszystko inne będzie tam.
Ale to jakaś przepaść. Chyba nie zdawałam sobie z tego sprawy...
A już podłamałam się gdy odwiedziłam 3 szkoły podstawowe (zespoły szkół dodam
gdzie uczy się dziecko od 3 do 15 lat)...br...

Mam nadzieję że jak pojezdze, poszperam bardziej, popytam ludzi to jakoś
zaswieci sloneczko.
Pocieszcie jakos...
Obserwuj wątek
    • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 20:33
      Nie pocieszę Cie jesli chodzi o edukację: jest fatalnie na wsi. Dziecko co
      najwyżej nauczy sie gwary. ja woże swoją córke nawet do przedszkola do miasta.
      Owszem, chciałam skorzystać z wiejskiego, ale jak Pani dyrektor przyjęła mnie w
      kuchni, a przedszkolanka śmierdziała potem kilkudniowym z metra odległości, to
      juz dalej nie wnikałam.
      Wieś ma wiele plusów, ale edukacja do nich nie nalezy.
      Opieka medyczna zresztą tez nie.
      • aliennis Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 20:46
        Znam wiele osób ze wsi ,które nie mówia gwarą..właściwie nikt kogo znam tak nie
        mówi...zwłaszcza młodzi ludziie i dzieci -skad ten sterotyp?Załaszcza ,ze to
        tylko 20 km od Warszawy....
        • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 22:01
          Dorosli ludzie juz nie mówią, bo szkoły średnie czy studia kończą juz raczej w
          mieście.
          Ale dzieci mówią - przeciez słyszę.
        • adsa_21 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 08:41
          dokladnie tak.
          bardzo czesto jezdze do rodzicow na dzialke. i to jest dalej niz 20 km od wawy,
          tylko dalej. Szkola - piekna, duza, jest i gimnazjum i podstawowka. jazda
          konna - jest. festyny, spotkania, biblioteka. A to male miescina.
    • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 21:24
      powoli nauczysz się żyć w nowym miejscu, znajdziesz nowe zainteresowania,
      odkryjesz przyjemności, o których nie myślałaś.....niestety chwile złości i
      bezsilności będą nieodłacznym akcentem sielskiego życia ale wypracujesz sobie
      rozwiązania, które pozwolą twojej rodzinie żyć w miarę komfortowo
    • eilian Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 21:34
      kurki_trzy napisała:
      > A już podłamałam się gdy odwiedziłam 3 szkoły podstawowe (zespoły szkół dodam
      > gdzie uczy się dziecko od 3 do 15 lat)...br...

      A co dokladnie Cie podlamalo, jesli mozna wiedziec?

      Jakos nie moge oprzec sie wrazeniu, ze Ty chyba cos za duzo od zycia wymagasz,
      chcialas miec basen na wsi?! To chyba czeste w naszym kraju nie jest... Jazda
      konna - moze akurat w innym rejonie. 20 km od miasta to zadna odlegosc, mozna
      przeciez dzieciaki na ten basen zawiezc. Gdzie Ty masz problem, bo nie bardzo
      rozumiem, jak taka miastowa jestes, to bylo sie nie przeprowadzac. Zawsze jest
      cos za cos.
      • syriana Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 22:06
        no to chyba z daleka od wiejskiej rzeczywistości żyłaś dotychczas, skoro takie
        rzeczy Cię dziwią..

        basen, stadnina koni czy szkoła językowa z prawdziwego zdarzenia, to rzadko
        nawet w średnich miastach występują
    • teraz_asia Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 22:21
      Po przeprowadzce 25 km od Warszawy przez jakiś czas też czułam sie obco. Moje
      dziecko, wożone do przedszkola blisko mojej pracy w Warszawie spędzało 2
      godziny w samochodzie dziennie, wracaliśmy na noclegi, nikogo nie znałam. Ale
      powoli odkryłam, że "na prowincji" życie też się toczy, choc w innym rytmie niż
      w mieście. Szkołę mamy rewelacyjną, w dodatku bez wielkomiejskich zagrożeń
      (przemoc i narkotyki w większej skali), moja córka chodzi do świetnego
      przedszkola, okazało się, że w okolicy dzieje się mnóstwo fajnych rzeczy- klub
      piłkarski, szkółka jazdy konnej, szkoła muzyczna, sporo ciekawych zajęć dla
      dzieciaków, od niedawna nawet klub fitness- wszystko w promieniu 2-3 km. Jedyny
      warunek- na wsi bez samochodu raczej nie pociągniesz. Wtedy można się poczuć
      naprawdę uziemionym. Warszawy unikam jak mogę, po paru "wiejskich latach"
      stałam się nieodporna na smrody i hałasy stolycy. Daj sobie trochę czasu, na
      pewno nie jesteście jedynymi "przesiedleńcami", ktoś już przed tobą też
      rozglądał się w możliwościach. Lato sprzyja nawiązywaniu znajomości, moze jakiś
      sąsiedzki grill? Oswoisz się i z czasem docenisz picie kawy na werandzie z
      widokiem na ogród albo lassmilePozdrawiam
    • kurki_trzy Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 22:28
      Ojej, no wiem ze mozna dojezdzac. Ludzie i z Lodzi do Warszawy codziennie na 8
      dojezdzaja...
      Od razu miastowa...no, urazilas mnie...

      Ale nie dziwi Was ze taka przepasc jest pomiedzy miastem a wsia?
      Przeciez to wsie maja szanse na wieksze dotacje. Nie korzystają z niej?

      Przejrzalam wyniki testow gimnazjalnych, wertowalam zajecia dodatkowe, kluby
      sportowe, Osrodki Miejskie - i uwazam ze to zenujace...
      Tak nie powinno być. Czy jedynie Lesznowola ma się czym pochwalić?



      • arienne07 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 23:02
        Mieszkam na wsi prawie od urodzenia, gwarą nigdy nie mówiłam- w szkole nas nie
        uczylitongue_out Nie martw się o poziom edukacji- ja dostałam się na Uniwersytet
        Jagielloński, więc wydaje mi się że dużo zależy od tego czy ktoś chce, czy ma
        lenia.
        Ale ja uważam, że ta moja wieś to jest cywilizowana. Co prawda kina brak i
        basenu też(dojeżdżam 2x w tyg 25 km- ale dla mnie to przyjemność tak się
        wyrwać), za to salonów fryzjerskich sztuk 3(nie odbiegają od tych w mieście),
        kosmetyczka,fitnes, sauna,jazda konna i te różne kluby sportowe i ogniska
        muzyczne dla dzieci(co tam więcej dla dzieci to mnie jeszcze nie interesuje bo
        moje bobo za małe). A, jeszcze jest biblioteka i wydają gminną gazetę.
        A z tymi znajomymi to wierzę: ja wróciłam po studiach znajomych tu poprostu nie
        mam. Prawie rok temu przeprowadziliśmy się do nowego domu, do wsi obok i jest
        jeszcze gorzej. Ale nie ma co szukać znajomych na siłę. Życzę powodzenia.
      • renia1807 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 00:02
        a gdzie jest ta twoja wioska?
        w mojej okolicy są liczne wioski i żadna nie przypomina zadupia
        nie ma chat krytych słomą, wiejskich znachorów, szkół w barakach, psów
        szczekających dupami i totalnego zacofania mieszkańców
        są ładne, dość dobrze wyposażone duże szkoły, ośrodki zdrowia w których
        przyjmują również specjaliści
        szkół językowych nie ma, ale w Domach Kultury są kółka jężykowe dla dzieci,
        biblioteki i 2 piekne stadniny, które osobiście widziałam

        zanim się zaklimatyzujesz w swojej wiosce napewno minie trochę czasu, ale nie
        obrzydzaj jej sobie
        jestem pewna, że znajdziesz tu również coś dla siebie , czego nie ma w wielkim
        mieściesmile
      • jkl13 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 08:38
        kurki_trzy napisała:


        > Ale nie dziwi Was ze taka przepasc jest pomiedzy miastem a wsia?
        > Przeciez to wsie maja szanse na wieksze dotacje. Nie korzystają z niej?
        >

        Pocieszę cię.
        Koszalin, miasto ponad 100.000 mieszkańców, Środkowe Pomorze.
        Nie mamy:
        - basenu (jedynie stary zabytek z basenem pływackim 25 m, nic dla dzieci - typu
        brodzik),
        - kina (kino o jednej sali, gdzie wyświetlają 4 filmy miesięcznie)
        - supermarketu (jedynie lokalna sieć Sano - drożej niż w Warszawie oraz Lidl i
        Netto)
        - kafejek, gdzie można posiedzieć na zewnątrz (jest kilka knajp, ale mają po
        jednym stoliku na zewnątrz, i to przy głównej ulicy)
        - filharmonii (nasza koszalińska orkiestra grywa okazyjnie w kinie lub
        siedzibie teatru - w remoncie przez najbliższe 2 lata)
        - centrum handlowego (w jedynym malutkim z wielkich marek mamy Big Stara,
        Levisa, Solara, od niedawna Zarę)

        Na basen dojeżdżam z synem 50 km do Darłowa, do knajpek do Mielna (15 km) lub
        Kołobrzegu (45 km), zakupy spożywcze mąż robi w Szczecinie (150 km - jest tam
        służbowo 2 razy w miesiącu), do kina nie chodzę (filmy ściągam i oglądam w
        domu).
        Niech mnie ktoś przytuli...

        p.s.
        Plusem jest to, że wyprowadzka na wieś (5 km od centrum miasta) nie obniżyła
        mojego "standardu".
      • niusianiusia Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 18:30
        niestety tylko Lesznowola... Mam działkę 24 km od centrum Warszawy i mimo, że
        zawsze marzyłam, zeby mieszkać w domu, nie zdecydowałam się na budowę tam domu.
        Podstawowym problemem była edukacja dzieci, które musiałyby codziennie jeździć
        do Warszawy ( w korkach) albo chodzić do znacznie gorszych szkół lokalnie.
        Najbliższe mojej działce szkoły to szkoły w Lesznowoli, Łazach, a wiec ponoć
        całkiem niezłe. Mimo to Warszawa daje więcej możliwosći. Zamiast budować dom w
        tym miejscu, za oszczędnosci i kredyt kupiliśmy kolejną działkę, w miejscu w
        którym jest dobra szkoła na miejscu, dobre połączenie kolejowe i autobusowe z
        Warszawą, tanio nie było... Czy będzie nas stać na budowę tam domu, tego nie
        wiem, być może kiedyś... Na razie mamy miejsce zaklepane i tyle....
        Dobra szkoła to nie tylko budynek i nauczyciele ale niestety także uczniowie.
        Jeśli pochodzą z dobrych domów, chcą się uczyć i atmosfera w szkole jest
        nastawiona na naukę, to będzie dobrze. Jeśli są to szkoły w dawnych
        porobotniczych blokowiskach, to raczej poziom nauki będzie średni. Niestety ale
        dzielnica, miejscowość gdzie jest szkoła jest bardzo ważna.
    • vharia Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 17.06.07, 22:35
      Yyyyy... Będziesz mogła zbierać grzyby i jagody na spacerze koło domu?

      jestem totanie anty-wiejska (m.in. z powodów, które Ci doskwieraj), ale gdybym się już tak wkopała i tam przeprowadziła, to koncentrowałabym się na tym lesie, na tej urodzie krajobrazu, świerzym powietrzu i przestrzeni, zamiast się denerwować, że nie można zjeść ciastka i mieć go dalej jednocześniesmile
    • escribir Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 00:36
      Najpierw kupiliście tam dom a dopiero teraz orientujesz sie w okolicy i
      możliwościach????????? No chyba że ten dom np. odziedziczyliście, wtedy
      sytuacja jest zrozumiała.
      • kurki_trzy Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 12:33
        No to tlumacze...

        Nie nalezy do klasy wyzszej,ot przecietna srednia zatem kupujac dom ograniczala
        nas sprawa finansowa.
        Bardzo chcialabym kupic dom na Kabatach lub starym Mokotowie, ba marzy mi sie
        stary Zoliborz. No ale...
        Wybralismy najlepsza z mozliwych opcji biorac pod uwage pieniadze jakimi
        dysponowalismy.
        Ale cos mi sie wydaje ze nie o lokalizacje tu chodzi bo jak zaczynam sie
        orientowac z kazdej strony jest podobnie.
        Wiedzialam ze nie bede miala wszystkiego pod nosem jak do tej pory.
        Tak jak pisalam - teatr, kino, galerie, restauracje tzw wydarzenia kulturalne -
        nastawilam sie ze bedziemy wracac na "stare katy".
        Ale szczerze wierzylam ze rzeczy z jakimi spotykamy sie na codzien - w
        niedalekiej przyszlosci szkola syna, codzienne zajecia jak angielski, basen,
        jazda konna bedzie w okolicy.
        Dla mnie 20km to nie problem, smutno mi dziecka ktore spedzi najmarniej 2h w
        samochodzie dziennie jak i tego ze dom bedziemy traktowac jak sypialnie...
        Smutne to ze dzieci juz na starcie maja nierowne szanse choc mozliwosci widze
        wiele...
        Ale macie racje, nie mozna miec wszystkiego, za duzo sobie wyobrazalam...
        Zaskakuje mnie to ze bardzo duzo funduszy moze wies otrzymac, rowniez na
        edukacje - czy brak ludzi ktorzy umieja tym zarzadzac?










        • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 12:43
          poszukaj na stronie urzędu miasta/gminy, domu kultury, szkoły...
          też mi się początkowo wydawało, że nic nie ma (ja wyemigrowałam 50km od W-wy),
          wszystko jest ale trzeba wiedzieć gdzie szukać, a tak nabardziej to bolał mnie
          brak wyobraźni (mojej oczywiście) bo decydując się na osiedlenie w tym miejscu
          raczej kierowałam się romantyczną wizją i pobożnymi życzeniami, a życie wszystko
          zweryfikowało i nastąpił szok, przejdzie Ci po jakimś czasie
          • blou1 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 15:38
            Dziewczyny o czym Wy piszecie? Mam wrażenie że zamieszkałaś na zapadłej wsi
            gdzie elektryka to szczyt marzeń tubylcówwink.
            Chyba trochę dramatyzujesz, 20km od miasta do bardzo mało, weź poprawkę na to,
            że nie raz przejazd z jednego końca miasta na drugi zajmuje więcej czasu niż te
            20kmsmile (no chyba że w stolycy nie ma korków i np. rozkopów).
            Trzeba jednak przyznać, że dostęp do specjalisty na wsi jest mocno ograniczony.
        • agnieszka_azj Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 19:42
          A z której strony Warszawy mieszkasz ?
          My mieszkamy na skraju miasta - na Bemowie i na basen jeździmy do Ożarowa. W
          wielu podwarszawskich miejscowościach są baseny.

          Był nawet moment, że rozpatrywałam posłanie córki do przedszkola w Broniszach,
          które wtedy (nie wiem jak teraz) było bardzo fajne i miało interesujący program
          edukacji teatralnej.

          Wszytkie "jazdy konne" jakie zanam są poza Warszawą - w Babicach jest kilka
          takich miejsc. Angielski pewnie też znajdziesz - może nie szkołę językową, ale
          lekcje prywatne.
    • edycia_s Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 15:34
      kurki_trzy napisała:

      > Jakieś mam takie smutne refleksje...
      > Wyprowadziliśmy się z miasta (fajnej dzielnicy, fajnego mieszkanka- no ale
      > mieszkanka) na wieś (do fajnego domu, koła ślicznego lasu, cichutko).
      O! To zupelnie jak ja! smile Ale u mnie to juz 9 lat jak podjelismy taka decyzje.
      I nie bylo dnia zebym zalowala.
      Bliskosc na basen nie zrekompensuje mi nigdy calodobowego halasu, smrodu,
      przeludnienia W-wy.
      Jesli chodzi o stadnine, jest blizej, bo w koncu sa one zwykle poza miastem.
      Do szkoly woze dziecko 10 km, mam ja po drodze do pracy. Ze szkoly odbiera ja
      babcia. Autobusem 15 min to nie dramat.
      Sklepy - pelno tego jest po drodze, dziekuje jednoczesnie przeznaczeniu ze
      najblizszy supermarket jest 15 km ode mnie. A za to najblizszy las jest 2 km,
      rano budza mnie ptaki, a nie alarmy samochodowe, mamy wlasny snieg zima, a
      dzieciaki moga w pidzamach wskoczyc do piaskownicy.

      Po prostu bosko. Wypraw grilla dla znajomych z blokowisk, potwierdza to wszystko smile
      • zuzanna56 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 17:37
        To ja podobnie jak Edycia.

        We wrześniu przeprowadzam się na wieś. To tylko 10 km od mojego osiedla, gdzie
        będę dowozić dzieci do szkoły. Do pracy teraz mam 8 km, będę mieć 18 km.
        Tam, gdzie zamieszkamy jest totalne zadupie, nie ma nawet szkoły i kościoła.
        Ale jest las i jezioro. Jest pięknie.

        Na basen, do szkoły można dojechać.
        • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 18:32
          napisz w lutym, jak Cię zima zastanie w tym urokliwym zakątku wink
          • zuzanna56 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 19:12
            miacasa
            napiszę
            do drogi odśnieżanej mamy 100 metrów, więc nie będzie tak źle
            • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 22:47
              ależ ja uwielbiam odśnieżać, to jest ogromna przyjemność, problemem może być
              dostęp do służby zdrowia (nie wiem dlaczego ale moje dzieci najgorsze stany
              chorobowe maja w środku nocy a tu nocna pomoc medyczna nie przyjeżdża do
              dzieci), jak też w późniejszym okresie samodzielne dotarcie dzieci do szkoły,
              drobne problemy z zaopatrzeniem, wywozem nieczystości itp
              • arienne07 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 23:04
                Po przeczytaniu tych waszych wypowiedzi utwierdziłam się tylko w przekonaniu,
                że moja wieś jest bardzo cywilizowana- nie ma problemu ze śmieciami, służbą
                zdrowia(bardzo dobrze wyposażony dział rehailitacji, także dla niemowląt z
                problemami bioderkowymi). No robale są, ale nie takie straszne, raczej te same
                co w mieściesmile
                Myślę że to kwestia priorytetów i elastyczności- jak ktoś się ma męczyć na wsi
                to niech sobie da spokój i tyle.
                • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 23:17
                  z robalami żyjemy nawet we zględnej zgodzie smile
                  i oczywiście zgadzam się z Tobą, że ważne są priorytety a choć te wraz z upływem
                  czasu zmieniają się, nadal jestem przekonana, że wybór był słuszny co nie
                  oznacza, że bezkrytycznie będę wychwalała zalety życia na prowincji. Tak jak
                  pisałam we wcześniejszej wypowiedzi, najbardziej bolał mnie brak mojej własnej
                  wyobraźni, bo miejsce jak miejsce, wszędzie jakoś można żyć.
              • zuzanna56 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 10:32
                do miacasa

                w sumie to są słuszne obawy
                co do zaopatrzenia to mam 5 minut samochodem do Biedronki a 8 minut do
                ogromnego centrum handlowego, do lokalnego spożywczego 5 minut na pieszo
                moje dzieci prawie wcale nie chorują, raz gdy synek miał rok (teraz ma 10 lat)
                wzywałam do domu lekarza,
                ale trochę obawiam się ich dojazdów do szkoły jak będą miały 13, 14 lat i ja
                już ich nie będę wozić
                mój dojazd po imprezie taksówką też raczej nie wchodzi w grę
                no ale coś za coś
                • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 11:46
                  do zuzanny56

                  ja miałam tej zimy kryzys, starsz córka poszła do przedszkola i dopadła nas
                  plaga chorób wieku dziecięcego, wyglądało to tak: 3 dni w przedszkolu/2 tygodnie
                  leczenia, na dodatek zarażała się młodsza i było beznadziejnie. Kiedy przyszła
                  wiosna odżyłam, razem z mężem zakładamy nasz ogród i b. lubimy razem pracować,
                  niestety dojazdy do pracy zajmują mężowi 3 godziny, codziennie wraca ok. 20-tej
                  i czasu mamy niewiele. Martwię się też o dzieci, one nieprędko zaczną jeździć
                  samochodem i dla nich odległości nie są bez znaczenia. Przeczytałam w innym
                  Twoim poście, że Wy to już zupełnymi pionierami będziecie ale to chyba lepiej,
                  wszyscy na Waszym osiedlu będą w podobnej sytuacji, stwożycie swoją własną
                  społeczność. My mamy miłe sąsiedztwo, właściwie wszyscy z naszej ulicy są
                  sympatyczni i cieszy mnie to, że moje dzieci nie będą anonimowe, że wracając ze
                  szkoły będą rozpoznawalne, mam nadzieję, że zagrożenia są tu nieco mniejsze niż
                  w W-wie i tak sama siebie przekonuję. Powodzenia
                  • marina2 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 12:05
                    współczuję.
                    najpierw człowiek marzy o większym metrażu i świerzym powieztrzu a potem
                    zwyczajnie nie ma na to czasu /ochoty,a życie jest trudne do zorganizowania i
                    spędza się je w samochodzie.
                    nie pobudowałam się na wsi,bo:
                    lubię mieć wybór.autobus miejski,kilka
                    linii,przychodnie,stomatologów,apteki,szkoły,nauczycieli językowych z dostawą
                    do domu,taksówke na tel,sklepy o rzut beretem i basen w odległości 5
                    min.wszystkie wyżej opisane gadżety dnia codziennego mam o 5 min od domu.do
                    tego las 3 min,park pół minuty.to jest komfort.kupiłam działkę drożej i mała -
                    trawnik mnie i tak denerwuje rosnąc jak wściekły.życie spędzam w domu 330 dni w
                    roku.działka pod miastem jest tania,ale kupujesz ją w ratach na stacji
                    benzynowej.jak dzieci dorastają i chcą się spotykać z rówieśnikami to jeśli
                    zapiszesz je do szkoły spoza wsi posłuchaj tylko jak będą zrzędzić a Ty
                    odbierać ich z miasta po nocy lub nocować u siebie watahę.
                    dla mnie życiue na wsi miałoby sens gdybym wykonywała wolny zawód i nie miała
                    dzieci lub dzieci wyszły z domu lub są malutkie .Od zerówki miasto.
                    moje dzieci sztuk 4 korzystają z języków w domu,basenu i sal gimnastycznych
                    pobliskiej szkoły
                    zakupy robię wyłąćznie na osiedlu-full wypas
                    to jest komfort
                    • miacasa Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 12:19
                      no właśnie tej mądrości życiowej mi zabrakło i w myśl teorii psychologicznej
                      pułapki zauważam, że z każdym rokiem bardziej wrastam w to miejsce i posiadanie
                      tego domu, okupione tyloma wyzeczeniami, paradoksalnie przykuwa nas i raczej już
                      się stąd nie ruszymy. Poza tym ceny nieruchomości w W-wie osiągnęły taki poziom,
                      że za ten nasz domek to może kupilibyśmy mieszkanie dwupokojowe a to trochę mało
                      dla czworga. Jestem na wycowawczym, powrót do pracy nie wchodzi w grę, nie można
                      mieć małych dzieci i przebywać 12-13 godzin poza domem. Rozpoczynam własną
                      działalność gospodarczą, nie mam innego wyjścia.
                      • zuzanna56 marina i miacasa 20.06.07, 17:02
                        Marina
                        Nie każdego stać na dom w mieście. Nie wiem kim jesteś z wykształcenia ale na
                        pewno wiesz że w wielu zawodach pensje niestety nie wystarczają na to, na co
                        człowiek sobie zamarzy. Ja jeszcze nie zamieszkałam w moim domu i może
                        faktycznie kiedyś będą pewne utrudnienia, jednak nie zamieniłabym tego domu na
                        mieszkanie 85 - 90 m2 w Trójmieście, bo tyle samo trzeba by zapłacić za takie
                        mieszkanie co za mój dom z dużą działką, który jest jakieś 7-8 km do granic
                        miasta.

                        Miacasa
                        Dziękuję za twoje spostrzeżenia, ja dopiero mam pewne doświadczenia przed sobą.
                        Mój mąż będzie miał teraz do pracy nawet trochę bliżej, spokojnie dojedzie w
                        niecałe pół godziny a pracuje do 16.00. Ale ja też pracuję, czasami do 12.00
                        ale częściej do 15.00-15.30 i jeszcze czasami po południu (rady pedagogiczne,
                        spotkania z rodzicami)i to ja będę wozić dzieci do szkoły. Pozdrawiam.
    • agnieszka-i-oskar Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 19:06
      ja wytrzymalam na wsi 4 lata. W przyszłym tygodniu wyprowadzam się do "miasta",
      sprzedałam dom, kupiłam mieszkanie. Niestety niedogodności jest więcej niż
      plusów mieszkania poza miastem. Nie ma zajęć dodatkowych dla dzieci, nie ma dla
      dorosłych (basen, aerobic itp). Służba zdrowia fatalna i tak musiałam jeżdzić
      do Poznania na prywatne wizyty. Wyjście choćby do kina to wyprawa - no bo komu
      chce się trzeci raz obracać samochodem 20 km w jedną stronę. Z tego samego
      powodu moje dziecko wypisałam z basenu i zajęć przedszkolnych - po prostu
      fizycznie nie dawałam rady pędzić z powrotem do poznania.
      Znajomi owszem przypominają sobie o nas latem. Od 4 lat nie chodzę ze znajomymi
      na piwo do knajpy - bo po co, skoro muszę wracać samochodem. Ogólnie wypadliśmy
      z grona znajomych.
      Za plus uważacie ogród i piaskownicę pod domem - tylko dziecko woli bawić się z
      innymi dziećmi a na wsi wszystko zamyka się na własnym podwórku.
      A las? Ja mieszkam pod lasem w którym ostatni raz byłam 2 lata temu. No plusem
      chyba należy nazwać wszelkiego rodzaju plagi - komary nawet do grudnia, muszki,
      przecinki, wielkie pająki namiętnie włażące do domu i inne robale na widok
      których już tylko mojej mamie robi się słabo.
      I oczywiście musowo dwa samochody, wcześniej jak miałam urlop to i tak moją
      jedyną rozrywką był sklepik spożywczy.
      Jedyne, czego bedzie mi żal to wieczornych kąpieli w jeziorze i powierzchni
      domu.Ale przyszlościowo nie da mieszkać się pod miastem. Nie wyobrażam sobie
      moich dzieci dojeżdżających codziennie pociągiem albo PKSem do szkoły średniej.
      Zresztą miałam kumpla który zawsze tracił najlepsze spotkania i wyjścia bo
      musiał zdążyć na "banę" jak mawiał.
      Tak naprawdę nie wie ten, który nie mieszkał na tzw. wsi jakie to życie.
      A fakt że 20 km a zupelnie inna mentalność owszem wydaje się dziwna ale nadal
      pozostaje faktem.
      • zuzanna56 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 19:17
        Chyba jednak wszystko zależy od tego czy jest to 10 km czy 20 km.
        Też od dojazdu. My z naszej wsi autobusem dojedziemy w 15 minut a samochodem w
        10 minut do szkoły w mieście i do basenu. Teraz (w mieście) do pracy mam 8 km a
        mieszkam w tym samym mieście. Jak są korki to autobusem jadę 45 minut plus 15
        minut na dojście. I to wszystko w mieście.
    • ania.silenter Trzy kurki - mieszkam 24 km od Wa-wy 18.06.07, 19:07
      w Radzyminie i jako żywo nie czuję się pogrzebana żywcem. Nie jest to może
      metropolia ale - są 4 przedszkola (2 państwowe i 2 prywatne), 2 szkoły
      podstawowe, 2 gimnazja, 2 licea. Kilka stadnin w okolicytongue_out. Basen w Wa-wie.
      Minusem jest nieciekawy dojazd do Wa-wy (chodzi mi o komunikację publiczną).
      • dlania Re: Trzy kurki - mieszkam 24 km od Wa-wy 18.06.07, 19:25
        No to jak są 4 przedszkola i 2 podstawówki to żadna wieś
        Ja mam najbliższe w wiosce 5 km dalej: 2 grupy łączone: 3-4latków oraz
        5-6latków. Oczywiście leżakowanie obowiązkowe we wszystkich grupach a zaszczytu
        uczenia sie literek dostepuja dzieci dopiero sześcioletnie.
        Szkoła tez w wiosce obok.
        Jakąs przychodnia jest - ale raz jedyny zaprosiłam pielęgniarkę, żeby dała
        dziecku zastrzyk - przyszła z "końską" igłą, która sie w dodatku złamała! Potem
        juz wolałam jeździć 2 razy dziennie na pogotowie.
        Cisza, spokój, gwiazdy, metraż - tak
        Edukacja, służba zdrowia, robale i dojazdy zima - nie.
      • ania.silenter Trzy kurki-gdzie jest ta wieś?Tak blisko Warszawy? 18.06.07, 19:35

      • agnieszka_azj Re: Trzy kurki - mieszkam 24 km od Wa-wy 18.06.07, 19:53
        ania.silenter napisała:

        > w Radzyminie i jako żywo nie czuję się pogrzebana żywcem. Nie jest to może
        > metropolia ale - są 4 przedszkola (2 państwowe i 2 prywatne), 2 szkoły
        > podstawowe, 2 gimnazja, 2 licea. Kilka stadnin w okolicytongue_out. Basen w Wa-wie.

        Aniu - w Radzyminie nie ma basenu ? Przejeżdżałam wczoraj przez miasto i
        wydawało mi się, że basen jest obok Szkoły Terenów Zielonych.
        • edycia_s Re: Trzy kurki - mieszkam 24 km od Wa-wy 19.06.07, 09:28
          Nie ma basenu, mial byc ale podobno kasy nie starczylo.
          Obok Szkoly jest duza hala sportowa, tam tez sie sporo dzieje.
      • edycia_s Re: Trzy kurki - mieszkam 24 km od Wa-wy 19.06.07, 09:26
        No to witam ziomalke! smile)
        • ania.silenter Re: Trzy kurki - mieszkam 24 km od Wa-wy 19.06.07, 09:57
          edycia_s napisała:

          > No to witam ziomalke! smile)


          big_grin. Cześćsmile)))
      • ana_bella Radzymin to przecież nie wieś 21.06.07, 09:36
        Sama przeprowadzam sie tam z Warszawy we wrześniu i już nie mogę sie doczekać.
        Dosyć mam codziennego hałasu i łażenia z dzieckiem na spacerki do zatłoczonego
        parku.
        • ania.silenter Radzymin to... 21.06.07, 15:48
          bardzo ładne małe miasteczkobig_grin. Wiem bo sama tu mieszkam od prawie 2 latsmile.
          • ana_bella Re: Radzymin to... 22.06.07, 09:49
            Czasami mam wrażenie, że niektórzy Warszawiacy uważają że każda inna miejscowość
            niż stolica to wieś (tzn. nie w jakimś obraźliwym sensie, myślę że to wynika
            raczej z "zapatrzenia" w wielkość swojego miasta WARSZAWY). U mnie w pracy na
            miejscowości inne niż Warszawa mówi się "Polska". Swoją drogą miło mi poznać
            przyszła sąsiadkę smile.
            • ania.silenter Re: Radzymin to... 22.06.07, 10:41
              ana_bella napisała:

              > Czasami mam wrażenie, że niektórzy Warszawiacy uważają że każda inna miejscowoś
              > ć
              > niż stolica to wieś (tzn. nie w jakimś obraźliwym sensie, myślę że to wynika
              > raczej z "zapatrzenia" w wielkość swojego miasta WARSZAWY).


              właśnie - NIEKTÓRZY Warszawiacy. Też pracuję w Wa-wie i też spotykam się z takim
              podejściem i to głównie takich "Warszawiaków" jak ja byłam (czyli przyjezdnych,
              w Wa-wie kilka lat).

              Swoją drogą miło mi poznać
              > przyszła sąsiadkę smile.

              Mnie też milosmile)).
    • basiulek22 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 18.06.07, 19:30
      Dziewczyny a gdzie mieszkacie , bo My właśnie kończymy domek, 25 km od centrum
      Warszawy. Okuniew koło sulejówka. Czy któraś z Was jest może z tych okolic ?
    • koralik12 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 08:54
      Na wsi jest po prostu inaczej. Możliwe że nigdy Ci się nie spodoba. Mnie sie nie
      podoba uncertain chociaż jest nowoczesny basen (nawet dwa ale ten drugi nie ma
      zjeżdżalni i jacuzzi) szkoła ma super halę sportową i ogólnie jest na takim
      poziomie ze ma długą listę chętnych z miasta (ale mieszkańcy mają
      pierwszeństwo). Jazda konna też tu jest, fajna zapora ale ja i tak wolałabym
      wrócić do miasta.
    • maga202 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 09:13
      A dla mnie wieś to większość plusów, szczególnie jezeli chodzi o dziecko. Nie ma dla dziecka nic lepszego niz przebywanie na świeżym powietrzu. Jak moja malutka dorośnie to ją będę woziła do miasta na zajęcia dodatkowe. A tak w ogóle to ja pochodzę ze wsi i nie przeszkodziło mi to w skończeniu studiów, gwarą tez nie mówię. Moi rodzice także pokończyli studia chociaz są ze wsi i też gwara nie mówią. Nie wyobrażam sobie mieszkania w centrum miasta szczególnie w lecie, a podczas upałów to juz masakra. Uwielbiam sobie wypić poranną kawkę w moim ogrodzie, uwielbiam grile. W mojej wsi mamy bardzo dużo fajnych przyjaciół i bardzo często się spotykamy. Jeszcze na wsi podoba mi sie to że nie jestem anonimowa, każdy mnie zna i szanuje. Dla mnie tylko wieś.
      • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 09:24
        Coście sie tej gwary tak czepiły!? normalne, żE jak człowiek skończy studia
        (przeciez nie we własnej wiosce), to zaczyna mówic polszczyzna ogólną. I tez nie
        w każdym rejonie Polski gwary są równie intensywne - różniace sie od tego
        ogólnego języka.
        Ale jesli dziecko uczy sie mówic od rodziców, którzy nie studiowali i całe zycie
        spedzili na wsi - to samo tez te elementy gwarowe przejmuje. I to wcale nie jest
        źle! Dzieki temu przeciez m.in. zachował sie dialekt/ jezyk kaszubski, śląski,
        łemkowski.
        Przykłady z przedwczoraj - miałam niedzielny nalot wiejskich dzieci: "ciśnie
        mnie spódnica, chyba ZATYłAM", "nie siadaj, Agatka w trawie, bo się ZBRUCZYSZ".
        Czy to jest słownictwo ogólnie przyjete?
      • lola211 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 17:07
        Nie wyobrażam sobie mieszkania w centrum miasta szczególnie w lecie, a p
        > odczas upałów to juz masakra.

        Masakra? Normalnie to sie w ciagu dnia pracuje, bywa ze w klimatyzowanym
        pomieszczeniu, potem sie wraca samochodem szybko do domu i albo wieczorem idzie
        na spacer do parku, ale pije zimne napoje w chlodnym mieszkaniu(kamienice sa
        the best).Jak ma sie wolne to sie jedzie poza miasto albo idzie na basen.
        Ja tam zadnej masakry nie widze.
        Chyba ze czlowiek nie pracuje i z nudow lazi w najwiekszy upal po rozgrzanym
        asfalcie.
    • echtom Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 09:20
      Spędziłam na wsi kujawsko-pomorskiej 9 najlepszych lat swojego życia. Edukacja
      w porządku - w niczym nie odbiegała od poziomu rejonowej podstawówki w mieście.
      Moje dziewczyny po powrocie do miasta nie miały żadnych tyłów, a sporo moich
      byłych wiejskich uczniów skończyło studia dzienne w Toruniu i Poznaniu. Jazdę
      konną miałam na miejscu, angielskiego uczyłam prywatnie sama, tylko na basen
      dojeżdżałam 15 km do miasta. Największym plusem były dopilnowane dzieci - o
      wszystkim, co robiły w szkole, dowiadywałam się w ciągu godziny. W mieście mam
      kontakt z nauczycielami średnio raz na 1-2 miesiące i dowiaduję się np. ze
      zdziwieniem o iluś tam nieusprawiedliwionych godzinach. Największym minusem wsi
      jest jej klanowość - trudno się zintegrować z miejscowymi, którzy prowadzą
      życie społeczne w kręgu własnego rodzeństwa, kuzynów, szwagrów, chrzestnych
      itp. Poradziłam sobie z tym, trzymając się z innymi przyjezdnymi. Pozdrawiam i
      życzę, byś szybko odkryła uroki wiejskiego życia.
      • kinga25b Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 09:42
        Nie czytałam wcześniejszych postów, ale napiszę Ci kilka słów od siebie.
        Ja mieszkam na wsi od prawie 4 lat. Wcześniej byłam typową "miejską" dziewczyną...
        Bardzo trudno mi było zaaklimatyzować się z dala od miejskiego szumu. Początki
        były tragiczne. Wydawało mi się,że mieszkam na końcu świata, z dala od
        znajomych. Brakowało mi wszystkiego, ale z czasem to się zmieniło.
        Nie mam tu nikogo znajomego, bo jakoś nie umiem się dogadać z ludźmi, którzy
        całymi dniami tyrają w polu i jedyne o czym mogą poopowiadać to o swojej pracy,
        przy użyciu zbyt wielu wulgaryzmów. Pod sklepami u nas na wisi, a jest ich aż
        trzy!!! całymi dniami przesiadują narąbani faceci, strach coś kupić, bo zaraz
        zaczepiają o 2 zł!! A poza tym zaopatrzenie jest fatalne!!!
        Szkoły są ekstra odremontowane,ale kadra dość niskich lotów. Na basen, do kina
        czy knajpy mamy ok 20 km. W zimie trzeba odśnieżać, latem kosić trawę.

        Wszystko to jeszcze 3 lata temu mnie przerażało. Po głupie żelki dla dziecka,
        jak miało ochotę musiałam jechać 20 km. Byłam zła na cały świat. Wydawało mi
        się,że zdziczeję tutaj, a dzieci wyrosną na aspołeczne kaleki.

        Ale po jakimś czasie zaczęłam doceniać utoki tego miejsca. Jest spokojnie, nikt
        nie ryczy za oknem po nocach, nikt nie leje na klatkę schodową, mogę paradować
        po swoim ogrodzie na golasa, dzieciaki biegają po trawie boso, kąpią się w
        basenie, zimą lepimy wielkiego bałwana a jaka to przyjemność, jak sobie ozdobisz
        lampeczkami domek i podwórko w Boże Narodzenie!!! Nauczyłam się robić zakupy na
        zapas.

        Zobaczysz,że i Ty docenisz takie życie!!! Znajomi mogą wpaść na grila, nie
        trzeba się włóczyć po zadymionych knajpach!! A jak wiosną będzie pachniało bzem
        i jaśminem, albo lasem.... latem skoszoną trawą, jesienią palonymi liśćmi,
        ach...smile)) A odległości...przyzwyczaisz się!!!

        Pozdrawiam.
        • zuzanna56 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 10:34
          My kupiliśmy dom z dala od wsi. Po prostu na polu stoi 10 nowowybudowanych
          domów.
    • melka_x Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 09:56
      Nie wiem gdzie mieszkasz. Ja z tych powodów o których mówisz kupiłam działkę
      niedaleko od pewnego miasteczka, niedużego, ale z przychodnią, przedszkolami,
      szkołą, basenem, nawet niedużym szpitalem i szkołami językowymi. To satelickie
      miasteczko Warszawy, gwarą nikt nie mówi. A stadninę mam kilkaset metrów od
      siebie. Dobrze szukałaś w necie? Bo pod duże miasta wyprowadza się coraz więcej
      osób, większość w wieku 30 - 40 lat, z dziećmi, więc coraz łatwiej znaleźć
      miejsca, w których są organizowane dla nich zajęcia.
    • aguskin Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 11:26
      mam działke z domem ok 16 km od miasta, a od centrum 20 km, ale mieszam tam
      tylko latem i w weekendy - te ciepłe,
      mój maż oczarowany, a ja po kilku godzinach odliczam kiedy wróce do miasta,
      wracam i dobija mnie duchota, głośność, wyjący czyjś alarm, szczekający pół
      nocy pies sąsiadów itp. ale na wsi w wakacje po miesiącu dziczeję, gasnę i
      zaczynam nienawidzieć ludzi mimo, że tam ich prawie nie ma, dostrzegam te uroki
      o których piszą dziewczyny, typu bez, jaśmin, powietrze, ale mój starszy syn
      pół dnia mówi nudzi mi się, nudzi mi się, mi też się nudzi, wszędzie daleko,
      jaka oszczędność,
      chce mi się loda, cista ale jak mam iść 2 km, no może 1,5 do sklepu i wrócić
      cała czarna, bo droga szlakowa to mam w du.. ochotę,
      chyba nigdy się nie przyzwyczaię,
      może Tobie się to uda!
    • anik801 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 11:51
      Przeniosłam się z miasta na wieś i jestem zadowolona.3km od nas jest piękna
      szkoła podstawowa.Duży,nowy budynek,śliczne klasy,piękny plac zabaw,boisko.
      Szkoła ma sale komputerowe.Dzieci uczą się 2 języków,klasy małe po 15 dzieci.Na
      miejscu mamy bibliotekę z dostępem do internetu.
      Jakoś ludzie mówią tu normalnie,więc nie przesadzajmy z tą gwarą.Fakt,że nie
      znajdziesz tu kina,czy basenu,ale przecież zawsze można wozić dziecko do miasta.
      Tu moje dziecko ma prawdziwy raj!Na podwórku ma własny plac zabaw,miejsca
      tyle,że można bez problemu biegać,jeździć na rowerze itp.Blisko las,cisza,
      świeże powietrze.Mieszkałam przez większość życia w mieście(w różnych miastach)
      i do miasta nigdy już nie wrócę!A poziom nauczania w niektórych szkołach w
      mieście też pozostawia wiele do życzenia.Tu przynajmniej dzieci nie są
      anonimowe i mają wiele zainteresowań.Dziei tutaj są uprzejme i szanują
      starszych.Jak jadę do miasta i widzę te włóczące się bez celu
      dzieciaki,wysiadujące na ławkach pod blokiem to cieszę się,że już nie muszę
      mieszkać w mieście.
      • igge Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 13:41
        Ja tam generalnie widzę same plusy ale może dlatego, że moja "wieś" lezy w
        obrębie Warszawy tylko, że klimaty są zdecydowanie wiejskie nawet czasem koguta
        słychać, las, łąka, 3 sklepiki, do których jeździmy rowerem, najbliższa szkoła
        2 km a ja dowożę dzieci do innej jakieś 8 km, basen tamże, samochodem to 10
        minut, przydałby się drugi samochód czasami ale są 2 autobusy miejskie i z
        rzadka ale z nich korzystamy. Do centrum mam 20 km, trochę bliżej do kina,
        centrum handlowego. Rzeczywiście muszę kosić trawnik, odśnieżać troszkę zimą
        ale dzieciaki mają fradę zbierając przed domem poziomki, jesienią grzyby,
        babcie dzielnie do nas dojeżdżają, jedna komunikacją miejską. Niezmotoryzowani
        znajomi rzeczywiście odwiedzają na rzadko...Ja lubię zasypiając latem słyszeć
        słowiki, świerszcze i pachnie zupełnie inaczej niż w mieście gdzie w starym
        mieszkaniu trudno było rozmawiać przez telefon przy otwartym oknie bo wyły
        tramwaje, autobusy a latem zwyczajnie śmierdziało asfaltem i kurzem. Na
        spacerach z psem spotykamy sarny, bażanty, jeże, dziki, na parapet przylatują
        sójki, sikory, za płotem spacerował sobie w zeszłym roku bocian. Z półek z
        ksiązkami już dwa razy zdejmowałam żaby drzewne. Teraz za oknem kwitną maki,
        chabry, rumianki i pachnący groszek - ogródek mam tak urządzony, że tylko w nim
        leniuchuję zero pracy sam relaks z wyjątkiem podlewania.Mąż ma wolny zawód i
        taką pracę, że omijamy godziny korków bo, żeby dostać się do centrum przed 9
        rano trzeba niestety stać w kilometrowych korkach. Ja pracuję w domu więc też
        uciążliwości dojazdów jakoś nas omijają. Był taki okres, że dojazd do pracy
        zajmował nam ponad 3 godziny dziennie, wyciągnęłam wnioski i dzieci raczej nie
        zamierzam wozić 2 razy dziennie na drugi koniec miasta co ogranicza wybór ich
        szkoły - to jest duży minus. Ale zajęcia dodatkowe malców bezproblemowo mogę
        zorganizować stosunkowo na miejscu, szkoła . Podsumowując: widzę jednak dużo
        plusów mieszkania pod miastem.
    • fajka7 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 15:48
      Piszcie wiecej prosze, bo ja wlasnie podejmuje decyzje: spora dzialka w miescie
      czy ogromna za miastem- do 20 km. Nie moge sie zdecydowac czy wielki wybieg i
      cisza absolutna czy tez jakies tam odglosy miejskie, a trawnik wielki, ale
      jednak ograniczony i sasiedzi z kazdej strony.
      • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 15:58
        Ja jestem w tej niekomfortowej/ komfortowej sytuacji, że mieszkanie wciąz
        wynajmuję. I dzięki temu mogę sobie troche potestowac rózne miejsca
        zamieszkania: kamienica stara, kamienica nowsza, blok, domek, duże miasto, małe
        miasto...
        W tej chwili jestesmy po 2 latach mieszkania na wsi, 15 km od niedużego miasta,
        gdzie przyjechalismy prosto z blokowiska dużego miasta. I było bosko. Teraz (za
        2 tygodnie) wyprowadzamy sie do tego niedużego miasta 15 km stąd... troche nam
        sie stęsknilo za cywilizacja, a i wieczne organizowanie grilla u siebie tez ma
        swoje plusy i minusy... No i trzeba sie do zwierzyny przyzwyczaić: myszy, osy,
        slimaki (ble),mrówki (dzis walczyłam z całym mrowiskiem w mojej kuchni).
        Jednak gdy w końcu dostaniemy kredyt na własne lokum to będzie to jednak domek
        pod miastem, możliwie blisko, ale za to z ogrodem minimum 25 arów - żeby
        sąsiedzi nie zaglądali do okien.
      • edycia_s Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:12
        To napisz, jakie sa wielkosci tych dzialek. jaka to jest "spora w miescie"?
        • fajka7 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:15
          miasto 1400m, wies - opor, nawet i hektar jakbym chciala, ale to chyba za duzo
          co? problem moj jest taki czy te 1400 to wystarczy, zeby czuc sie luzno, czy
          jednak spylac na prowincje.
          • edycia_s Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:22
            fajka7 napisała:

            > miasto 1400m, wies - opor, nawet i hektar jakbym chciala, ale to chyba za duzo
            > co? problem moj jest taki czy te 1400 to wystarczy, zeby czuc sie luzno, czy
            > jednak spylac na prowincje.

            IMO 1400 m w miescie to calkiem fajna opcja. Naprawde duza dzialka, co prawda
            sasiedzi w okolicy ale to tylko 3-4 domy po bokach.
            Ja mam podobny metraz pod W-wa, wystarczy. A koszenia trawnika i odsniezania z
            drugiej strony domu wystaczy. Wiecej bysmy nie chcieli smile
            A troche odseparowac od sasiadow sie da: drzewka, podwyzszony plot.
            • fajka7 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:40
              A widzisz- super, bardzo mnie to cieszy, co piszesz, bo nie rozmawialam nigdy z
              nikim, kto by wiedzial o co mi chodzi tak dokladnie- czyli da sie z tego
              wykrzesac cos z sensem smile
          • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:23
            Cholerka, a ile to arów?
            • fajka7 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:31
              ar ma 100m2, czyli to by bylo 14, bo hektar jak nazwa wskazuje ma arow 100 smile
              czyli 10 000 m2
              • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:45
                Dzieki za wytłumaczenie niemocie humanistycznejwink
                To juz jest kawałek ogródka. Musisz stanąć na środku ogrodu i stwierdzić, czy
                tak odległośc od sąsiadów Ci wystarczy. Ale jak na miasto to jest duży teren.
                • fajka7 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:49
                  no widzisz, ale jak czytam jak piszesz, ze sam ogrod ma miec 25 arow, to sie
                  kurcze wkrecam- ale 2500 m2to jest taki obszar, ze trzeba do siebie krzyczec,
                  to moze sie jednak pomylilas??
                  jak ogrod 25 arow i zabudowa w parterze z 5, to by bylo, ze minimalna dzialka
                  musi miec 3000m- i tu wlasnie glupieje
                  • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:53
                    Dobrze liczysz.
                    Ja teraz mieszkam na działce, która ma 48 arów, to mi sie trochę wymagania
                    poprzestawiały. Ale to na wsi, no i ile koszenia...
                    Wiem natomiast jak wyglądaja działki moich znajomych z domami w mieście: i takie
                    4,5-arowe (razem z domem! koszmar!), i 8-, i 20arowe.
                    Ja bym chciała mieć taką 25-arową, bo chce mieć sad. Ale 15 arów bez sadu tez
                    ujdziewink))))) Wybierz miasto.
                    • fajka7 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 17:10
                      Kurcze, ale fajnie, mnie sie wlasnie takie przestrzenie konkretne podobaja smile A
                      priorytetem jest swiety spokoj. Chyba wybiore miasto, ale jeszcze sie waham.
                      Czekam na odpowiedz w sprawie pradu w miescie, bo na wsi jest uzbrojenie i
                      wtedy klamka zapadnie, bo ruszam projektowac. Ta na wsi jest 12 km od miasta,
                      15 min dalej, wiec naprawde mam dylemat smile)
                      Logistyka mnie zupelnie nie rusza- mam czas, zeby jezdzic jak bedzie trzeba i
                      czym jezdzic tez.
                    • kinga25b dlania 19.06.07, 20:40
                      Zapraszam Cię do siebie, ja mam 20 hektarów sadu za domem smile))
                      • dlania Re: dlania 19.06.07, 20:52
                        Wow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                        Ale Ci zazdroszczę.
                        I nie zdziw sie, jak któregoś dnia skorzystam z zaproszeniawink
                        • kinga25b Re: dlania 19.06.07, 21:02
                          Spoko, spoko, tylko przyjedź, jak sad zaowocuje smile) Albo w maju, jak
                          kwitnie...ale jest bosssssssssko!!!!!
                          • fajka7 Re: dlania 19.06.07, 21:46
                            Dziewczyny opowiedzcie o sadzie, bo mnie zaintrygowalyscie. Na czym polega
                            boskosc sadu? smile
                            • kinga25b Re: dlania 19.06.07, 22:10
                              A widziałaś kiedyś kilkadziesiąt hektarów kwitnących na jasno-różowo drzewek???
                              Ten zapach... i spacer do nieskończoności,sad ciągnie się i ciągnie, aż za
                              widnokrąg, a Ty idziesz przed siebie pomiędzy drzewami, po opadających na trawę
                              płatkach...
                              A latem wybiegasz boso po zroszonej trawie i zrywasz muśnięte słońcem czerwone,
                              soczyste jabłko.... Jak w raju smile))
                              • dlania Re: dlania 20.06.07, 15:42
                                Ja aż po widnokrąg to niestety tego sadu nie mam, ale... Zapach, świeże owoce
                                (jak juz drzewka urosną), cień (takoż), osłona od reszty świata, kolory wiosną
                                i jesienią, konary do przywiązywania hamaka i hustawki, do wspinania się...
                                Ja mam nawet zdjęcie mojego małego sadku (w porównaniu do 20 hektarów Kingi) w
                                wizytówce, tak jestem w nim zakochana!wink
                                • fajka7 Re: dlania 20.06.07, 17:23
                                  no to bajka, ale mi troche ta bajka robota ciezka zalatuje smile
                                  chcialam wejsc w Twoja wizytowke, ale mi wyszlo, ze nie masz wizytowki i nic
                                  nie zobaczylam sad
                                • fajka7 Re: dlania 20.06.07, 17:24
                                  kurcze, a teraz jest! to ide ogladac sad smile
                  • nilgau Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 17:01
                    wieś jest dobra, ale na emeryturze (wczesnej, potem z powrotem do miasta żeby
                    do lekarzy blisko było)
                    małe dzieci - wożenie do szkół/lekarzy/na imprezy
                    większe dzieci - wożenie na imprezy (z tym, że tu już się pojawiają godziny
                    nocne - wiadomo u jednego/jednej przenocuje, u drugiego/drugiej niewink
                    po diabła ten ogródek, ptaki, konie i krowy jak człowiek pół swojego życia za
                    taxi dla bachorząt robi
                    ...
    • dlania Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 16:55
      Poza tym ja na razie operuję marzeniami, a Ty konkretamiwink Bierz te metry, ile
      dająwink))
      • myelegans Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 19.06.07, 19:11
        My jeszcze w miescie w miszkaniu, ale juz przekonalam meza, ze dom bedzie tez w
        miescie. Mieszkalam i wychowalam sie na prawie wsi pracujacej, 5km od
        50tysiecznego miasteczka. Co prawda basen jest, nawet olimpijskich rozmiarow
        (brat byl zawodowym plywakiem, chodzil do szkoly sportowej), lodowisko duze I-
        ligowe, kolka teatralne, jezykowe itd. itp. Chodzilam i na basen i na
        lodowisko, i na teatrzyki, filmy itd. Jednak dla mnie bylo za ciasno i za
        daleko, autobusy kursowe mocno ograniczaly swobode ruchow, zazdroscilam
        kolezankom ze szkoly, ktore umawialy sie na wrotki po obiedzie, a mnie juz bylo
        niepraktycznie jechac do domu i wracac po obiedzie.

        Chce dom z malutka dzialeczka w miescie. Taka, zeby nie bylo koszenia wcale po
        posadzeniu skalniakow i duzym tarasie z parasolem.
        Moje argumenty za:
        - nie znosze korkow i spedzania 2-3 godziny w nich, zamiast byc w domu i
        cieszyc sie rodzina, wracalabym do domu zla i miala niewiele czasu dla siebie i
        rodziny
        - wole spedzac weekendy czynnie na rowerach, wyjazdach, wycieczkach, a nie
        kosic trawniki i oporzadzac kolo domu
        - chce by syn chodzil do miejscowej szkoly i mial kolegow w poblizu, takich na
        wyjscie na popoludnia
        - latwiej zorganizowac zajecia pozaszkolne z organizacja, typu: mama-sasiadka
        odbierze syna razem ze swoim dzieckiem po treningu pilkarskim, a ja go odbiore
        od nich - mniej logistycznych problemow z wozeniem, odwozeniem
        - lepszy wybor zajec dodatkowych
        - sklepy, restauracje, weekendowe zajecia dla dzieci w akwarium, lub muzeum
        nauki

        Jak mnie bedzie kiedys stac to kupie jakas chatke na wyjazdy weekendowe,
        chociaz dla mnie to tez uwiazanie, bo jezdzenie do tego samego miejsca.
        Na razie mamy znajomych porozsiewanych po roznych malowniczych, acz oddalonych
        miejscach, ktorzy po przeprowaddzce zlaknieni sa gosci, wiec jezdzimy. Nigdy w
        weekendy nie siedzimy w miescie jak jest ladna pogoda. Upaly w miescie dobrze
        zalatwia klimatyzacja ;0)
    • magic104 oj, kurki_trzy... 20.06.07, 16:33
      nie masz racji. Przypadkiem wiem, gdzie się przeprowadziłaś. W życiu nie
      powiedziałabym, że mieszkasz na wsi.
      tak się składa, że tam się urodziłam i wychowałam. Skończyłam dobrą
      podstawówkę, do bardzo dobrego LO dojeżdżałam do Warszawy - 20minwink
      Skończyłam też bardzo dobre studia. Nie mów zatem o nierównych szansach - nie
      ma to kompletnie przełożenia na rzeczywistość. W odległości 5km masz baaaaardzo
      dobry klub jeździecki - 2min jazdy samochodem. Basen - cóż, niestety w
      Warszawie - 20min na Polonezie, lub 15 min do Wesołej, którą polecam.
      Mieszkasz teraz na prawdę w fajnym miejscu - sama tam rozważałam zakup domu,
      ale zdecydowaliśmy się na budowę na własnej działce, 10 min dalejsmile
      I też mam małe dziecko, o rozwój którego chcę zadbaćsmile))))
      • wizadora Re: oj, kurki_trzy... 21.06.07, 23:41
        ja rowniez wiem gdzie mieszkasz - z innego forum
        nie wiem gdzie szukalas albo strasznie lubisz narzekac ale, jak napisala moja
        poprzedniczka, konie bliziutko, basen okolo 15 km, ponadto swietna szkola
        jezykowa 4 km od miejscowosci, w ktorej mieszkasz. szkoly publiczne o ktorych
        piszesz nie sa chyba tak kiepskie, jak je przedstawiasz, dzieci maja wymiany
        miedzynarodowe z Dunczykami i Szkotami. Z pewnoscia nie sa to gorsze szkoly niz
        niejedna rejonowka w Warszawie
        Sklepy spozywcze doskonale zaopatrzone - duzo lepiej niz taki Marcpol np.

        Jestem w podobnej sytuacji co Ty - tez sie przeprowadzilam tu z Warszawy, ja
        typowy mieszczuch, zaraz minie rok od przeprowadzki i coraz bardziej mi sie tu
        podoba. Tesknie nadal za moim ukochanym Parkiem Skaryszewskim i wielkomiejskim
        zgielkiem ale z tygodnia na tydzien coraz mniej. Zreszta w kazdy weekend
        jestesmy tam w kinie, teatrze czy w knajpie.

        Prawda jest, ze tu samochod jest niezbedny. no i, gdy dziecko podrosnie - dobre
        liceum jednak tylko w Warszawie.

        • kurki_trzy Re: oj, kurki_trzy... 22.06.07, 10:30
          Nie, nie lubie narzekac.

          Po pierwsze - nie znalam tych rejonow pod wzgledem edukacji, kultury. Szukalam
          w necie - nic nie znalazlam. Kompletnie. Jesli cos bylo to aktualizacje
          konczyly sie na czasami na 95 czasami na 02 roku (w najlepszym przypadku).
          Na tablicach gminnych - zadnych informacji.

          Plus to mile Panie ktore jak trzeba i telefon wykonaja i pomoga - u nas w
          Urzedzie to "Tego brak. Nastepny prosze".

          Ja wiem ze mieszkajac 20 km od centrum miasta to nie jest odleglosc ktorej nie
          mozna pokonac. M.in. wybierajac ta lokalizacje patrzylismy na 3 rozne wylotowki
          do polaczenia z Centrum.
          Ale czy kazdy ma samochod?
          Czy kazdy moze sobie pozwolic na wozenie dziecka w jedno miejsce, potem w
          drugie miejsce 15km ?

          I dla mnie to w dalszym ciagu sa nierowne szanse.

          • miauczurek Re: oj, kurki_trzy... 22.06.07, 16:50
            Kurki trzy, napisz proszę, gdzie mieszkasz (jeśli chcesz, na priva). Z opisu
            wynika, że to w pobliżu miejsca (a może nawet tam) gdzie i ja się przeprowadzam
            lada moment.
            Te opisy brzmia dziwnie znajomo smile))
            pozdrawiam
            • ania.silenter Miauczurek 22.06.07, 17:01
              miauczurek napisała:

              > Kurki trzy, napisz proszę, gdzie mieszkasz (jeśli chcesz, na priva). Z opisu
              > wynika, że to w pobliżu miejsca (a może nawet tam) gdzie i ja się przeprowadzam

              wpisz kurki_trzy w wyszukiwarkę a Ci wyskoczybig_grin.
              • miauczurek Re: Miauczurek 22.06.07, 17:10
                sękju smile))
                • miauczurek Re: Miauczurek 22.06.07, 17:17
                  No sprawdziłam, ja z drugiej strony wawy.
                  Ale nigdy bym nie nazwała miejscowości, w której mieszka kurki_trzy wsią... to
                  normalna podwarszwska miejscowość z dobry dojazdem do miasta.
                  Trzeba mieć 2 samochody i już
    • ramka2 Re: Z miasta na wieś... takie moje refleksje... 22.06.07, 09:53
      ja mieszkam tak od 7 lat, najbardziej męczą mnie dojazdy do pracy, do Warszawy
    • be_em a ja z rozkoszą się przeniosłam:) 22.06.07, 12:59
      teraz 5 km od miasta, od lipca 10 kmsmile i nie żałuję, kocham ciszę, las, spokój,
      poranne trele ptaków, kawałek swojej ziemi, mój dom, ogródek, lokalny sklepik
      swojski, zapach kościoła we wsi i w nosie mam opery i teatrysmile
      Jestem w trakcie przeprowadzki i od kilku dni śpię u rodziców w mieście...
      Tragedia, hałas, smród, słychać jak sąsiedzi spuszczają wodę w kiblusmile NIGDY
      nie wrócę do miastasmile Jestem wieśniara z wyborusmile
      • zuzanna56 Re: a ja z rozkoszą się przeniosłam:) 22.06.07, 15:45
        A ja będę wieśniarą za 3 miesiące i bardzo się z tego cieszę. Już nie mogę się
        doczekać. Moje dzieci wciąż pytają : Mamo, kiedy w końcu będziemy mieszkać na
        wsi?
        • kurki_trzy Re: a ja z rozkoszą się przeniosłam:) 22.06.07, 17:23
          Zadna to tajemnica z checia poznam sasiadow jak i podopowiedzi gdzie szukac smile
          Nasz domek stoi na pograniczu Wolomina i Kobylki (pod samym rezerwatem).
          Nazwalam to wsia bo to takie rejony sielko-anielskie(niedaleki sasiad ma kurki,
          kilka domow dalej Pan ma 2 kozki, pewnie jak sie rozejrze i krowka sie
          znajdzie...), po drugiej stronie torow to juz miasteczko smile

          Przepraszam jesli kogos urazilam.

          Czy mowicie o stadninie w Duczkach?



          • wizadora Re: a ja z rozkoszą się przeniosłam:) 25.06.07, 00:11
            mialam na mysli stajnie na ul.Krechowieckiej, tam, gdzie ułani...a jakie piekne
            tereny do jazdy...
            • marina2 Re: zuzanna56 25.06.07, 08:00
              moją intencją nie było nadymanie się jak ropucha,ze mnie stać na działkę miejską
              i tak udało nam się kupić ją w boskim miejscu za mniejsze oieniądze niż
              normalnie chodziły ot psim swędem ślepej kurze ziarno
              ale świadomie posiadając ziemię w dwoch róznych miejscach nie pobudowaliśmy się
              tamże właśnie dlatego,ze to wieś-nasz wybór poparty przemyśleniami jak
              wyżej.niekiedy ludzi budują się zanim dzieci mogą im uświadomić ,ze potrzebują
              innych "gadżetów" do życia niż rodzice
              nas paradoksalnie powstrzymało dość duże mieszkanie oraz moja choroba .takie
              życie
              dzieci urosły szkolno - towarzysko i mieliśmy gotową receptę
              ale to nasze życie i nasze wybory.jak wiemy każdy ma swoje.wygodna jestem i
              patrzę na czubek swojego nosa
              przy małych dzieciach człowiek tego nie wie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka