Dodaj do ulubionych

Catherine Wheel "Wishville"

12.10.03, 19:55
Płyta dość kontrowersyjna - kolejna próba odkrywania nowych muzycznych ścieżek
przez weteranów brytyjskiej alternatywy. Krytycy zmieszali ją z błotem podczas
gdy wśród ocen przeciętnych słuchaczy przeważa opinia iż jest to świetny
rockowy album. Osobiście miałam ogromny problem z oceną "Wishville". Nie
chciałam napisać przesiąkniętej jadem recenzji skupiającej się na samych
słabych punktach. Nie pozwalało mi na to zarówno sumienie jak i parę bardzo
przyjemnych momentów na tej płycie. Niestety, chcąc być obiektywną muszę
stwierdzić iż płyta jest przygnębiająco średnia i z każdym słuchaniem nudzi
coraz bardziej. Mocną jej stroną są piękne melodie w które można się
zasłuchać. Mamy tu też oszczędne aranżacje i umiarkowane, wyważone użycie
gitar wspomaganych przyjemnymi przeszkadzajkami typu skrzypce czy jakieś
dzwoneczki. Mocną stroną jest wokal Roba Dickinsona - trochę rozmarzony i
nostalgiczny, doskonale oddający atmosferę albumu i cudownie podkreślający
lekkość melodii. Niestety płyta rozmywa się pośród mocno bezsensownych tekstów
i monotonii brzmienia.

Zaczyna się od mocniejszego akcentu energicznym utworem "Sparks Are Gonna
Fly". Ostre (jak na taką płytę) gitary podkreślają dobrą melodię. Całość
troszkę psują bezsensowne chórki wspomagające wokalistę w dość nieoczekiwanych
momentach. Następny utwór "Gasoline" kojarzy mi się z Trójkowym Ekspresem
gdzie się często pojawiał będąc zresztą ciekawym akcentem pośród innych
sezonowych przebojów. I znowu kawałek bardzo chwytliwy ale z bezsensownym
tekstem który psuje nastrój. I dalej płyta sobie tak płynie bez niespodzianek,
łagodnie i konserwatywnie. Cały początkowy impet zanika gdzieś przy piosence
numer 4 i potem są już jakby wariacje na temat jednego utworu. Chociaż
podobają mi się zarówno utwór numer siedem "Mad Dog" jak i numer osiem "Ballad
Of A Running Man" to ciągle przypominają one bardziej szkice niż skończone
utwory. Zawsze gdy słucham tej płyty mam wrażenie że jako singiel każdy
kawałek mógłby być przebojem. Zwłaszcza na współczesnej żałosnej scenie
muzycznej gdzie zapomniano o melodii i śpiewie na rzecz stękania Catherine
Wheel byliby rewelacją. Może nawet dałoby się muzykom zarzucić pewną
przebojowość i schlebianie publice gdyby album był bardziej dopracowany.
Piosenki, urocze podczas gdy słuchamy ich pojedyńczo, zestawione razem na
płycie tracą swój unikatowy charakter i jak na dłoni widać ich słabe punkty.
Przede wszystkim budowa utworów jest strasznie schematyczna tekstowo i
muzycznie, przez co płyta sprawia wrażenie jakby cytowała samą siebie.
Właściwie gdyby przysnąć słuchając "Wishville" po obudzeniu się myślelibyśmy
że to ciągle ten sam utwór tylko tempo trochę się zmieniło. A już wielkim
minusem jest ogromny ładunek emocjonalny zawarty w tekstach i sposobie
kompozycji prowadzący do patosu i strasznego lukru. Teksty brną w typowo
rockowe banały o miłości i poszukiwaniu własnej tożsamości co w najlepszym
wypadku wywołuje uśmiech politowania. Spójrzmy tylko na fragment "All Of
That": "And soon the time will come, When everybody's somebody, And nobody is
anybody". Przykre dla ucha jest też powtarzanie w nieskończoność refrenów
które zazwyczaj nie są zbyt sensowne i logiczne. Miernotę tekstową tej płyty
bardzo dobrze podsumowują dwie linijki z "Gasoline": "I know it makes no
sense, But here we go again". Nie chciałabym się przyczepiać do tego że płyta
jest wtórna i nie nie ma tu żadnej rewolucji muzycznej. Za to bardzo
przeszkadzają mi mielizny brzmieniowo-tekstowe które zaniżają poziom całego
albumu. Płyta jest po prostu średnia - ani bardzo zła ani szczególnie dobra co
też utrudnia jej ocenę i wpływa negatywnie na jej odbiór.

"Wishville" brzmi tak jakby ktoś zasłuchał się w grunge a potem trochę
niechcący nagrał britpopowy krążek. A przecież po zespole z takim stażem jak
Catherine Wheel który już kilkakrotnie pokazywał że potrafi żonglować stylami
spodziewamy się więcej niż tylko przyzwoitego albumu nieudolnie balansującego
na granicy popu i rocka. W skali piczforkowej dałabym tej płycie 4.8 czyli ma
więcej minusów niż plusów. Dobra płyta jeśli szuka się jakiegoś podkładu do
pogaduszek ze znajomymi - przynajmniej wiadomo że nie zagaduje się nic
ciekawego a w tle brzmi doskonale.
Obserwuj wątek
    • ilhan Re: Catherine Wheel "Wishville" 12.10.03, 20:00
      Fajna recenzja, pamiętam że Kostrzewa strasznie podniecał się tą płytą, chyba
      umieścił w pierwszej trójce roku czy coś... Pamiętam tylko "Gasoline" niestety
      z tych jego audycji niestety. Jakoś mnie nigdy nie powaliły te piosenki, które
      miałem okazję słyszeć.
      • mellodi Re: Catherine Wheel "Wishville" 12.10.03, 20:03
        ilhan napisał:

        > Fajna recenzja, pamiętam że Kostrzewa strasznie podniecał się tą płytą, chyba
        > umieścił w pierwszej trójce roku czy coś... Pamiętam tylko "Gasoline" niestety
        > z tych jego audycji niestety. Jakoś mnie nigdy nie powaliły te piosenki, które
        > miałem okazję słyszeć.
        >

        Właśnie - też zaczęłam przez TE zapoznając się z tą płytą i też mnie nie
        powaliło więc w końcu postanowiłam napisać recenzję żeby dojść co mi się nie
        podoba smile))
        • miecio4 Re: Catherine Wheel "Wishville" 12.10.03, 22:31
          Zdecydowanie bardziej wolę płytę "Adam and Eve".
          • mellodi Re: Catherine Wheel "Wishville" 12.10.03, 22:46
            miecio4 napisał:

            > Zdecydowanie bardziej wolę płytę "Adam and Eve".

            Mądrze mówisz. Ale "Ferment" i "Chrome" też są prześwietne smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka