Mam normalną, regularną sklerozę. Nie wiem, może to Alzheimer. Zapominam
najprostsze wyrazy. Mam problemy ze skleceniem zdania podrzędnie złożonego. W
ogóle mam problem z wyartykułowaniem myśli. Zapominam autentycznie wszystko,
chociaż zawsze byłam roztrzepana, teraz to przechodzi ludzkie pojęcie! Doszło
do tego, że wczoraj toczyłam ostrą dyskusję z moim mężem, a jak w
międzyczasie on wyszedł do toalety, a ja chciałam pomyśleć nad rozsądnymi
argumentami, to najpierw zapomniałam wszystkie argumenty które wymyśliłam, a
potem zapomnialam o czym rozmawialiśmy...
Martwię się bo nie wiem czy za kilka miesięcy będę jeszcze rozpoznawać swoją
rodzinę.

Poradźcie coś.
Kiedyś już tak miałam, tylko mniej, poszłam w końcu do lekarza, przepisał mi
jakieś tabletki (na Alzheimera, słowo

), ale nic nie pomogły. Może mi
czegoś brakuje po prostu, hę?