bunny.tsukino
26.07.07, 09:17
Ja już nie wiem jakieś fatum nade mną wisi, czy coś. Co się nie polepszy, to
się tym bardziej popieprzy, a ja mam dość. Ale do rzeczy..
Wykupiłam abonament w placówce oferującej opiekę nad dziećmi. Postawiłam
wczoraj Młodego, myślę sobie lubi dzieci, taki trochę 'cygański' jest, raczej
do każdego pójdzie, nie będzie problemu, ja z cv na miasto i na pierwszą od
kilku miesięcy rozmowę kwalifikacyjną. Nie ujechałam daleko, a tu telefon:
niech Pani szybko wraca po dziecko...Nie chcieli mi przez telefon powiedzieć,
co się dzieje. No to w te pędy z powrotem..Okazało się, że Młody wpadł w
histerię, płakał zanosił się, doszło do tego, że zaczął uderzać głową we
wszystko po kolei, a na koniec doszły wymioty. Co miałam zrobić, wzięłam
zapakowałam w wózek i do domu. I tak wracaliśmy, on płakał, ja płakałam, bo..
Od września czeka nas żłobek. I nie z powodu mojej fanaberii, ale mi
najzwyczajniej do 1 nie starcza. Muszę iść do pracy, żeby jakoś godnie żyć. a
z tą pracą, to też nie wypał. Na kasjerkę mam za duże kwalifikacje, gdzie
indziej mnie nie chcą, albo dziękują, po pytaniu o dziecko itp.
Jeszcze nas dziś czeka konsultacja u neurologa, bo głowa cała w guzach, a syn
jakiś ospały jest, nie wiem, czy tym tłuczeniem sobie krzywdy większej nie
zrobił...