Dodaj do ulubionych

mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci?

09.07.03, 10:29
drogie mamy kociołapowe smile mam pytanie... czy chrzciłyście swoje dzieci?
jeśli tak czy przebieglo to bez problemów? a moze wam odmówiono...?
ksiądz z mojej parafii myslałm ze jestem samotną matką i bez problemu chcial
ochrzcić mojego małego ale jak mu powiedziałam zę mam faceta i z nim
mieszkam wtedy mina mu sie skwasiła - wysłuchałam kazania na temat mojej
moralności tj. niemoralności , o tym ze dziecko nie ejst wychowywane w
wierze chrześcijańskiej itd. itp. powiedział równiez że musi sie udać do
Krakowa aby sie poradzić (czego już w ogóle nie rozumiem...) mógł mi
powiedziec albo TAK albo NIE - a on owijał w bawełne... powiedział ze jest
to bardzo trudna sprawa.... ( dla mnie jest prosta jak drut) wiele innych
rzeczy o których pisac nie mam siły... wypiełam sie więc na moją parafie i
dziecka chrzcić tu nie będe - teraz sie zastanawiam gdzie.... mamy znajomego
który z wielką radością ochrzci malego - tyle ze w Krakowie...
nie chce aby rozgorzała dyskusja o tym czy faktycznie żyje wg. 10 przykazań
czy tez nie...
chciałabym sie dowiedziec jak to było u mam w takiej jak moja sytuacji...?


pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • umasumak Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 10:36
      Sówko ja zawsze w takiej sytuacji mówię: jak nie ten to tamten. Ksiądz nie ma
      prawa odmówić sakramentu dziecku. Masz dwa wyjścia: albo pojechać do kurii
      krakowskiej i naskarżyć na owego księdza, albo ochrzcić Marcelka w innym
      kościele. Poza wszystkim przecież Ty i tak planujesz ślub kościelny i zawsze
      możesz przytoczyć ten argument. Pozdrawiam
      • adzia_a Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 10:47
        Pewnie umoralniania i tak nie unikniesz, natomiast ja chciałam o czym innym -
        nie miej za złe temu księdzu, bo jego obowiązkiem jest w takiej sytuacji Cię
        pouczyć. Niestety, czy Ci się to podoba czy nie - on tak musi zrobić, bo ma
        nakazane.
        Nie dziwi mnie też to, że był zdezorientowany i że chciał się kogoś poradzić,
        bo w tej sprawie nie ma jasnych wytycznych, po prostu.
        Naprawdę, nie musisz się na niego obrażać, może w tym Krakowie mu powiedzą, że
        nie ma przeszkód (bo zdaje się, rzeczywiście nie ma) i będziecie mogli synka
        ochrzcić.
        A jeśli nie, to możecie w innej parafii.
        • sowa_hu_hu Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 10:52
          nie rozumiem jak można mówić o moralności skoro ksiądz wikary ma babe w
          pobliskiej wsi - i wszyscy o tym wiedzą!!! a u proboszcza swego czasu w
          łaziece na sznurku wisiała dość egzotyczna damska bielizna!!! wiem to od
          mojego "teścia" który jest weterynarzem i kiedyś badał ksiedzu kozy wink gdy
          poszedł umyć ręce własnie taki widok zastał... ksiądz gdy sie zorientował
          bardzo szybko teśia odprawił.... sama tego nie widziałam ale chyba teśc nie
          kłamie... a pzoa tym w każdej bajce jest troche prawdy!!!

          ale to już chyba było troche z innej beczki wink
          • adzia_a Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 11:00
            smile)))) Tak, to bardzo z innej beczki. Różne rzeczy się głosi w kościele, ale
            jeszcze nie słyszałam o tym, żeby jeden człowiek odpowiadał za grzechy innych :-
            ))))
            • aagacia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 11:14
              jeden ksiadz mi powiedzial ze to sie nie ma czym chwalic i dziecko trzeba
              ochrzcic wieczorem w tygodniu?! to mnie tylko utwierdzilo w mojej opinii na
              temat calej instytucji kosciola. na szczescie znalazl sie proboszcz ktory nie
              robil zadnego problemu i byla huczna impreza na 24 osobysmileaaa i wzial tylko 50
              zl!!! az mu z tej radosci dolozylam nastepne za pieknie przeprowadzona
              uroczystoscsmile

              nie martw sie sowko wszystko bedzie OK smile
    • anaisia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 11:54
      A my nie mamy ślubu kościelnego, ani ja ani mój mąż nie uważamy się za
      wierzących, ale cała rodzina nalega zeby ochrzcić małego. Sama nie wiem co
      robić, to trochę hipokryzja, ale...Nie wiecie czy dziecko mogą ochrzcić tylko
      rodzice chrzestni, ew, dziadkowie? Ja najchętniej nie pokazywałabym sie w ogóle
      w kosciele bo nie przepadam za tą instytucją. Mogę ochrzcić dziecko żeby nie
      było kwasów w rodzinie ale nie chcialbym brać w tym udziału. Czy to możliwe?
      • monika.zdz Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 12:07
        anaisia napisała:

        > A my nie mamy ślubu kościelnego, ani ja ani mój mąż nie uważamy się za
        > wierzących, ale cała rodzina nalega zeby ochrzcić małego. Sama nie wiem co
        > robić, to trochę hipokryzja, ale...Nie wiecie czy dziecko mogą ochrzcić tylko
        > rodzice chrzestni, ew, dziadkowie? Ja najchętniej nie pokazywałabym sie w
        ogóle
        >
        > w kosciele bo nie przepadam za tą instytucją. Mogę ochrzcić dziecko żeby nie
        > było kwasów w rodzinie ale nie chcialbym brać w tym udziału. Czy to możliwe?

        wydaje mi się ,że twoje dziecko może być ochrzczone bez twojej obecności.Tak
        było w przypadku mojego brata,który w ogóle nie pojawia się w kościele i jest
        ateistą .Dziecko ochrzciła matka (moja bratowa) z chrzestnymi i dziadkami.

        • sojanka Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 12:17
          Sowo, tylko po co chcesz ochrzcić swoje dziecko????
      • fra_mauro Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 22:10
        Sadze,ze decyzje o chrzcie powinnas podjac samodzielnie bez uginania sie przed
        opinia publiczna (tj. rodzinna). Mnie rodzina meczyla 8 lat i... nic. Myslalam
        wtedy jedynie o olbrzymiej hipokryzji tych, co nalegaja najbardziej, naszym
        polskim, "fasadowym" chrzescijanstwie, w ktorym obrzedowosc z cala zewnetrzna
        otoczka przeslania sama istote sakramentu. Dopiero calkiem niedawno sama
        poczulam,ze tego chce. A wiec odbyly sie chrzciny moich 2 synkow: 8 letniego
        Jasia i 1,5 Michala jednoczesnie. Co rownie wazne, moj starszy sam wczesniej
        wyrazil taka wole. Nie mialo dla mnie zadnego znaczenia,ze chrzest odbyl sie
        nie w czasie ale po niedzielnej mszy. Bylo nawet bardziej rodzinnie i
        kameralniej.
    • malinkab Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 12:23
      czesc dziewczyny!
      Fajnie ze o tym piszecie, bo my mamy slub cywilny i nie mozemy ochrzcic
      dziecka.Wedlug ksiedza to najgorsza zbrodnia przeciwko kosciolowi, bo gdybym
      byla samotna matka albo zyla w konkubinacie to by ochrzcil, a tak nie
      moze...co wy na to? Na argument, ze jedno z rodzicow jest innego wyznania,
      ksiadz odpowiedzial ze to nic i trzeba wziac slub koscielny. A jak moj maz
      zapytal, co to zmieni, co zmieni ten papier, to ksiadz juz odpowiedziec nie
      umial i zakonczyl rozmowe...No przeciez nie bierzemy slubu koscielnego, bo nie
      chcemy byc hipokrytami jak wiekszosc naszych znajomych, ale to chyba o to
      chodzi w dzisiejszym swiecie. Wkurza mnie to, bo nasza decyzja jest jak
      najbardziej przemyslana, a zostalismy wychowani w wierze katolickiej, wiec
      jaki inny przyklad moglibysmy dac swoim dzieciom? TO co robimy w zyciu
      doroslym, to nasz wybor, ale tak chcemy wychowac dziecko, zeby i ona mogla
      tego wyboru dokonac jak dorosnie. Pisalam do was juz wczesniej, ale szczegolow
      nie podawalam, bo musialam ochlonac.
      strzalka!
      agnieszka
      • adzia_a Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 12:38
        malinkab napisała:

        > Na argument, ze jedno z rodzicow jest innego wyznania,
        > ksiadz odpowiedzial ze to nic i trzeba wziac slub koscielny.

        No i miał rację. Jeśli choć jedna z osób jest wierząca, można wziąć ślub
        jednostronny. O ile tej osobie na tym zależy...

        Jeszcze raz podkreślam, a wiem to, bo czytałam wytyczne gdzieś na Internecie -
        ksiądz NIE POWINIEN odmawiać chrztu dziecku. Ale oprócz tego MA OBOWIĄZEK
        pouczyć rodziców o tym, że żyjąc w niesakramentalnym związku postępują
        niezgodnie z nauką kościoła, w którym chcą dziecko ochrzcić. Naprawdę, nie
        miejcie im tego za złe. Przychodząc do kościoła i prosząc o chrzest sami na to
        wyrażacie zgodę.

        I oczywiście znana śpiewka ( to już nie do Ciebie) o samochodach i kochankach
        księży...świetny argument, nie jestem tylko pewna, czy akurat do tej dyskusji...
        • reszka2 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 12:58
          No właśnie, Adzia, tu znowu powraca odwieczne forumowe pytanie: Po co chrzcicie
          dzieci? Przewałkowane na forum iles tam razy, z moich obliczeń wynika że były
          co najmniej 4 duże dyskusje na ten temat.
          A argument o majtkach w łazience księdza uważam za infantylny, jakby Sowie
          ksiądz dziecko ochrzcił bez pytania o ślub, to czy te majtki zostałyby
          wywleczone? Niech kazdy sobie swoich majtek pilnuje, bo z nich będzie
          rozliczany.
          • adzia_a Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 13:14
            Wiesz, ja bym nawet nie zadawała pytanie "po co?" bo to trochę nie moja sprawa,
            tylko zastanawia mnie, dlaczego:

            - ludzie dziwią się że ksiądz ich poucza
            - dziwią się, że podczas ceremonii nie mogą przyjąć komunii
            - a jesli już nie ma innych argumentów, to ksiądz ma kochankę albo BMW
            - i uważają, że nieochrzczenie dziecka zamknie mu drogę do czegoś tam (no
            właśnie, powiedzcie, czego? bo ja szczerze mówiąc nie wiem...)
            - i w ogóle przychodzą po sakrament do kościoła, który jest: zakłamany,
            zacofany i którego członkowie klepią litanie, a po mszy piją wódkę i biją żony
            i małoletnie dzieci. Do którego to kościoła należeć nie chcą, bo się go brzydzą.

            Ot co.
            Sowa, to nie całkiem do Ciebie, tak bardziej ogólnie. Nikomu też nie zarzucam
            życia w grzechu - raczej bezrefleksyjność. Cudze życie i cudze grzechy to nie
            moja sprawa.
            • ma.pi Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 17:15
              adzia_a napisała:

              > Wiesz, ja bym nawet nie zadawała pytanie "po co?" bo to trochę nie moja
              sprawa,
              >
              > tylko zastanawia mnie, dlaczego:
              >
              > - ludzie dziwią się że ksiądz ich poucza
              > - dziwią się, że podczas ceremonii nie mogą przyjąć komunii
              > - a jesli już nie ma innych argumentów, to ksiądz ma kochankę albo BMW
              > - i uważają, że nieochrzczenie dziecka zamknie mu drogę do czegoś tam (no
              > właśnie, powiedzcie, czego? bo ja szczerze mówiąc nie wiem...)
              > - i w ogóle przychodzą po sakrament do kościoła, który jest: zakłamany,
              > zacofany i którego członkowie klepią litanie, a po mszy piją wódkę i biją
              żony
              > i małoletnie dzieci. Do którego to kościoła należeć nie chcą, bo się go
              brzydzą
              > .
              >
              > Ot co.
              > Sowa, to nie całkiem do Ciebie, tak bardziej ogólnie. Nikomu też nie zarzucam
              > życia w grzechu - raczej bezrefleksyjność. Cudze życie i cudze grzechy to nie
              > moja sprawa.
              >


              Adzia, czytajac Twoja wypowiedz to odnosze wrazenie, ze wedlug Ciebie to
              powinnismy uznawac Kosciol takim jakim jest i nie wychylac sie. A dlaczego mam
              glosno nie mowic tego, ze niepodoba mi sie katolik, ktory bije zone? Lepiej by
              bylo abym siedzila cicho i przyzwalala na to. Przeciez po to nalezymy do KK by
              byc coraz lepszymi i udoskonalac ten Kosciol a nie pozwalac mu sie staczac.
              Dla mnie te wszystkie przemyslenia typu "Dlaczego ksiadz mnie poucza a sam
              postepuje tak samo" jest wlasnie refleksja a nie bezrefleksyjnoscia.
              Nie napisze, ze Kosciol lub jego czlonkowie mnie brzydza, bo tak nie jest, ale
              nie jestem w stanie zaakceptowac tego wszystkiego co Kosciol probuje ludziom
              narzucic. Przeciez wiekszosc tych regul i zasad to nie nauki Jezusa, ale wymysl
              instytucji kosciola. I po to aby byc blisko Boga wcale nie musze co niedzile
              odbebniac mszy w Kosciele.
              Pytasz dlaczego chrzcimy dzieci. Ja chrzcze dla Boga i wiary, a nie dla
              ksiedza, ktory notabene jeszcze sobie kaze za to slono zaplacic. Czy Chrystus
              bral oplate za chrzest?
              • ruda_kasia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 19:01
                Cóż, bywa, każdy ma księdza na swoją miarę... Mój by ochrzcił za darmo, ale
                stwierdziłam, że jak ślub był prawie za free, to choć za chrzest damy więcej.
                A jak uważasz, że katolik nie powinien bić żony a ksiądz mieć babskich majtek
                na sznurku, to nic prostszego, jak mu o tym powiedzieć. JEmu, żeby wiedział, że
                ktoś go widzi i piętnuje. A jeśli tego nie robisz, to nie mów, że instytucja
                jest do luftu. Ja tam wywaliłam kiedyś księdzu życzenia na jego stwierdzenie,
                że naszczęście to on nie musi się borykac z takimi problemami, że mam nadzieję,
                iż będzie musiał i nie będzie mu przyjemnie. Z tego co wiem, już nie jest
                księdzem, więc jakieś problemy jednak musiały go dotknąć.
                kasia
                PS Ale kiedy inny ksiądz nota bene znający mnie od dziecka powiedział, że nie
                zgadza się, bym była chrzestną dziecka przjaciółki, to pokornie powiedziałam,
                że go rozumiem, ale slubu na razie wziąć nie mogę, a przyjaciółka chciała się
                osobiście przekonać, że ksiądz odmówi. Zresztą zarówno ona jak i mój nieslubny
                uważali, że nie ma osoby lepiej się nadającej na bycie chrzestną, wierniejszej
                i pokorniejszej katoliczki. Ale nagradzani widac sa tylko pokorni, bo od tej
                pory mój mąż z furią zaczął dążyć do ślubu kościelnego - zatem moje modlitwy
                plus adekwatna do sytuacji pokora przyniosły efekt. Myślę, że ludzie często o
                niej zapominają.
              • adzia_a Do ma.pi 10.07.03, 07:53
                Mylne wrażenie odnosisz wink
                Nie wiem, czy tłumaczyć, nie chciałabym znowu być niezrozumiana, ale...
                Może piszę niezrozumiale, ale naprawdę nie uważam, żeby alkoholizm i bicie żony
                było czymś dobrym wink))))
                Wytłumaczę jednak - jeśli ktoś nam coś zarzuca, to najpierw powinniśmy
                zastanowić się nad sobą, a nie szukać innego, komu majtki wiszą na sznurku.
                Fajnie napisała Reszka - z tych majtek on będzie rozliczany. Liczne są dogmaty
                w kościele, ale o ile wiem, jeszcze póki co nie ma możliwości wyspowiadania się
                z...cudzych grzechów wink

                Od początku, kilka razy mówiłam o tym, co przeczytałam gdzieś tam - ksiądz ma
                obowiązek nas upomnieć w takiej sytuacji i przychodząc do niego, sami wyrażamy
                na to zgodę. Można nie przychodzić, co nie?
          • sowa_hu_hu Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 13:58
            inafntylne - być moze.... z resztą dodałam ze to troche z innej beczki...
            a napisałam to dlatego ze ksiądz ma prawo pouczać mnie co jest dobre a co
            złe....??? a sam jak postępuje??? gdyby był prawdziwym przewodnikiem duchowym
            to moja z nim rozmowa wyglądała by całkiem inaczej... nie rozumiem dlaczego
            tak cie bulwersują te wywleczone majtki...

            z resztą nie bede zaczynać takiej dyskusji bo nie chce ostrej wymiany zdań...

            również nie będe odpowiadac na pytania typu ; dlaczego chce ochrzcić swoeje
            dziecko - po prostu chce i koniec kropka!!!

            a pytanie o chrzciny było skierowane do mam w takiej sytuacjii jak ja -
            wyraźnie pytałam jak to było u nich!!!i podkreśliłam również ze nie interesuje
            mnie rozpoczynanie takich własnie dyskusjii...

            dziękuje


            i juz nic nie mówie smile
            • reszka2 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 14:09
              sowa_hu_hu napisała:

              > inafntylne - być moze.... z resztą dodałam ze to troche z innej beczki...
              > a napisałam to dlatego ze ksiądz ma prawo pouczać mnie co jest dobre a co
              > złe....??? a sam jak postępuje??? gdyby był prawdziwym przewodnikiem duchowym
              > to moja z nim rozmowa wyglądała by całkiem inaczej... nie rozumiem dlaczego
              > tak cie bulwersują te wywleczone majtki...
              >
              Dla mnie jest to argument z rodzaju "A wy to Murzynów męczycie..." z całym
              szacunkiem. czy prawdziwe przwodnictwo duchowe Waszego proboszcza ma polegać na
              tym że dostosuje się milcząco do waszych życzeń? Adzia napisała o powinnosciach
              i obowiązkach, nie będę się powtarzać...
              >
              > również nie będe odpowiadac na pytania typu ; dlaczego chce ochrzcić swoeje
              > dziecko - po prostu chce i koniec kropka!!!
              Nie moim to celem dociekać, bo twoja odpowiedź na to pytanie mnie nie do końca
              interesuje w tym konkretnym miejscu, bo to nie ten temat, ale zawsze jak słyszę
              tego rodzaju odpowiedź, to zastanawiam się czy za "chceniem, końcem i kropką"
              stoi coś więcej. Taka refleksja, nie atak.
              >
              i podkreśliłam również ze nie interesuje
              > mnie rozpoczynanie takich własnie dyskusjii...
              Niestey, z reguły dyskusje się zaczynają.
              Ja tez juz nic nie mówię.
            • wieczna-gosia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 14:13
              sowa,
              a pouczac moze przepraszam tylko ktos kto bez skazy jest? Czyli ani chybi
              Jezus zstapic musi....
              Nie podobalo ci sie ze cie pouczyl? No ale nie postepujesz zgodnie z naukami
              kosciola w ktorym chcesz ochrzcic dziecko wink to cie pouczyl. A ty pouczylas
              jego, jak wiesz jak sie prowadzi? Do kogo masz pretensje wink
              Ksiadz ma prawo (wbrew temu co rozni tu mowia) odmowic chrztu dziecka. Jesli
              np ma podejrzenia ze nie bedziesz go wychowywac w wierze. A sama przyznasz ze
              podejrzenia miec moze. Dziecko moze sie np samo domagac chrztu pozniej, albo
              ktos inny wierzacy moze poprosic o chrzest dziecka- ale ksiadz odmowic ma
              prawo, jesli to niezgodne z jego sumieniem.
              A ty masz prawo walczyc zeby chrzest sie odbyl wink
              Zalatw sobie wierzcych swiadkow i znajdz ksiedza ktory dziecko ochrzci wink

              a teraz ja- ja niewierzaca. Nechrzczona nawet wink
              U nas slub byl jednostronny a ksiadz ochrzcil dzieci zas ja podpisalam glejt
              ze sie wtracac nie bede wink Dzieci maja wierzacego tatusia i chrzestnych wink

              Co wiecej- bylam w ciazy i nie jestm.... niestety... ale moja ciaze prowadzila
              zakonnica. I kiedy.... w szczegoly wchodzic nie bede....kiedy okazalo sie ze
              nie jest tak wszystko cacy jak byc mialo- ja wrecz spodziewalam sie ze ona
              powie ze nie moze mojej ciazy poprowadzic dalej ze wzgledu na przekonania. nie
              mialabym do niej zadnych pretensji. A jednak tak nie powiedziala, za co jej
              wdzieczna jestem. Ale miala prawo odmowic, miala rowniez prawo pouczyc....
      • odalie także i do Sowy 09.07.03, 13:19
        Hej!

        Z formalnego punktu widzenia nie ma żadnych przeciwwskazań w Kościele
        Katolickim, aby do sakramentu małżeństwa mogła podejść para różnej wiary, np.
        ateista i katoliczka, albo ewngeliczka i katolik. Po prostu nieco inaczej
        wygląda wtedy formuła ślubowania oraz przebieg ślubu (w trakcie maszy albo i
        nie w trakcie mszy).

        Zależało mi na sakramentalnym ślubie w Kościele Katolickim, a mój facet jest
        ewengelikiem augsburskim (i co gorsza nie przeszedł formalnie konwersji). gdyby
        oficjalnie był wpisany do parafii ewangelickiej albo oficjalnie wypisany z
        parafii katolickiej, w której był chrzczony, bralibyśmy taki slub jak opisany
        powyżej. Ponieważ nie był ewangelikiem oficjalnie i na papierkach, mieliśmy z
        tym problemy - z uporem traktowano go jak katolika. Ale jak zauważyły już
        słusznie dziewczyny powyżej, obowiązuje zasada "parafii jest wiele" -
        trafiliśmy do parafii z mocnym duszparsterswem akademickim i tak proboszcz
        zrozumiał naszą sytuację i naprawdę nie robił problemów. Ostatecznie braliśmy
        ten ślub zgodnie z tradycyjną formułą i mąż nie musiał składać deklaracji
        o "nieprzeszkadzaniu w katolickim wychowaniu potomstwa" (coś takiego nie-
        katolicka strona musi złożyć w mieszanym małżeństwie). A mój facet nawet
        otrzymał komunię świętą!!! co nas totalnie rozłożyło (po przejściach w
        poprzedniej parafii, gdzie nas traktowano jako bydło - np. nie było dla nas
        wolnego termnu na cichy ślub bez mszy od października do lutego, a w lutym to
        jak miałam termin porodu).

        A teraz ta część dla Sowy smile))) - nie potraktuj tego jako wtrącanie się smile)))
        ale może spróbujcie połączyć chrzest ze ślubem, który zdaje się planujecie?
        Nasza mała była chcrzczona właśnie podczas naszego sakramentu, miała wtedy 11
        miesięcy i uważam, że bardzo dobrze się stało - takie podwójne dla nas
        znaczenie tego dnia. Poza tym, wszystkie przygotowania redukują się do jednego
        wydarzenia.
      • edytkus Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 13:34
        malinkab napisała:

        > czesc dziewczyny!
        > Fajnie ze o tym piszecie, bo my mamy slub cywilny i nie mozemy ochrzcic
        > dziecka.

        Agnieszka, juz iles lat temu zniesiono "nieprawa" osob majacych tylko slub
        cywilny. Mozecie normalnie chodzic do spowiedzi, komunii, chrzcic dzieci itp.
        My mamy slub cywilny, chrzestna matka tez i nikt nie robil nam problemu. Co
        prawda nie mieszkam w Polsce ale, kurcze, przeciez religia ta sama!
        • mader1 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 00:11
          No chyba nie ta sama - moze niekatolicka. Katolikow obowiazuja nakazy
          papieskie - do spowiedzi mozna chodzic, ale rozgrzeszenie trudno dostac,
          jezeli nie ma zalu za grzechy i postanowienia poprawy. Komunie osoby zyjace w
          zwiazku niesakramentalnym moga przyjac, tylko wtedy, gdy zyja w malzenstwie
          tzw. bialym. Jezeli chodzi o chrzest - ksiadz ma prawo odmowic chrztu, jezeli
          ma podejrzenia, ze dziecko nie bedzie wychowywane w wierze katolickiej - bo
          wtedy ten chrzest moze byc dla niego obciazeniem - jak dorosnie. Tyle prawo.
          Pozdrowienia. Sowko, nie przejmuj sie wsrod moich znajomych 3 pary kociolapowe
          ochrzcily dziecko - zalezalo im i doprowadzily do chrztu. Jeden z chrztow byl
          polaczony ze slubem - bylam chrzestna i swiadkiem. A na innym bylam chrzestna -
          gwarantem smile Bardzo przyzwoite rodziny smile
    • cytrynka3 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 13:35
      Sówko
      Mnie nie chciał ochrzcić ksiądz, bo moi rodzice nie mieli
      ślubu kościelego, tylko cywilny, ale to było bardzo dawno
      temu (inny nie robił problemów).
      Z tego, co wiem, ksiądz nie prawa odmówić udzielenia
      sakramentu dziecku, zawsze możesz zwrócić się do kurii,
      albo jak już powiedziano, poszukać innego księdza.
      Pozdrawiamy Was z Marcelkiem
      Cytrynka z Julcią
    • honda1998 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 14:55
      W warszawskim kościele na Grochowie nie było problemów. Nie było kazania.
      Ksiądz był b. miły i uprzejmy. Chrzest odbył się o godzinie 13.00. Warunek
      podstawowy: rodzice chrześni musza być praktykującymi katolikami.
      pozdrawiam,
      Eliza
    • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 16:03
      Chcisałam podzielić się swoimi doświadczeniami odnośnie chrztu dziecka.
      Nie mam ślubu kościelnego, tylko cywilny.
      Mąż i ja nie jesteśmy odmiennych wyznań, oboje byliśmy chrzczeni, byliśmy u
      komunii itd. Nie chcieliśmy brać ślubu kościewlnego, ponieważ bardzo nas wkurza
      instytucja, jaką jest kościół. Dziecko postanowiliśmy jednak ochrzcić, po to,
      by potem nie miało kłopotów w przedszkolu, szkole, by mogło spokojnie iść do
      komunii razem z innymi dziećmi. Wychodzę z założenia, ze rodzice powinni
      pokazywać dziecku różne dziedziny życia. Jedą z nich jest właśnie Kościół.
      Chciałąm, zeby moje dziecko poznało tę dziedzinę życia i potem samo dokonało
      wyboru odnośnie wiary. I oto co nas spotkało ze strony księdza:

      SPOTKANIE 1
      przyszliśmy we trójkę: ja, mąż i synek, przedstwiliśmy o co nam chodzi,
      powiedzielismy prawdę. Po długiej dyskusji ( w trakcie, której mąż wyszedł pod
      pretekstem płaczu dziecka, ale tak naprawdę bo go trafił szlak) dowiedziałam
      się, ze najpierw ślub kościelny potem chrzest. Stanęło na tym, ze mamy się
      zastanowić.
      SPOTKANIE 2
      poszłam sama z odpowiedzią, ze nie, ale dziecko chcemy ochrzcić i będziemy go
      wychowywać w wierze katolickiej, po długiej dyskusji stanęło na tym, ze jeszcze
      raz mamy się zastanowić, ale jeśli sie nie zdecydujemy, to trudno, ale dziecko
      zostanie ochrzczone
      SPOTKANIE 3
      poszliśmy we trójkę, księdza nie było, mimo, iż byliśmy umówieni
      SPOTKANIE 4
      poszłam sama, ksiądz był, ale nie miał czasu, z innym księdzem nic nie można
      było załatwić, bo "tylko proboszcz mógł zdecydować"
      SPOTKANIE 5
      po szeregu telefonów z mojej strony o wyznaczenie terminu chrztu, przyszedł na
      spotkanie jakiś nieznany mi ksiądz i powiedział: "po mszy za tydzień, będzie
      kosztować 100 zł, chrzestni muszą byc katolikami praktykującymi"

      Całą naszą rodzinę szlak trafił, nawet babcie, które pomykają co niedzielę do
      kościółka. Dziecko zostało ochrzczone, stówki nie zapłaciliśmy.
      Jednym słowem dopieliśmy swego, ale, no cóż, nasze mniemanie o świętym
      kościółku wiadomo jakie jest.

      Wiem, ze się trochę rozpisałam, ale chciałam dodać jedną rzecz: współpracuję z
      gazetami jako dziennikarz. Ostatnio miałam możność być na oficjalnym otwarciu
      czegoś tam i był tam również rzeczony ksiądz proboszcz. Nawet sobie nie
      wyobrażacie jaki był miły i jak pięknie pozował do zdjęcia, byle tylko dobrze
      wypaść.
      To by było na tyle.
      Pozdrawiam wszystkie e-mamy
      Magda-mama Filipka
      • ruda_kasia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 17:36
        No to jednak sprowokowana odpowiem. Kiedy poszliśmy na spotkanie do proboszcza
        infomując, że chcemy brac ślub nasze dziecko miało blisko rok i nie było
        ochrzczone.
        Ksiądz sam zaproponował połaczenie chrztu ze ślubem - z troski o dziecko, które
        tak długo niepokropione biega i jeszcze mu się cos stanie. Odmówiliśmy, bo
        bylismy zdania, że dziecko rodzice powinni ochrzcić w swojej wierze i dopóki
        nie byłą to nasza wspólna wiara, to nie ma co się wygłupiać. Ale z niczym nie
        było problemu, ochrciłby baśkę i następnego dnia. Dziwi mnie zaś oburzenie
        ludzi niewierzących w Boga "mieszkającego" w kościele katolickim, że się
        oburzają na chrzest po mszy i w tygodniu. Mnie by to nie robiło różnicy,
        sakrament to sakrament, obojętne, że w nocy i pocichu. Dlaczego tak miłują
        niedzielne chrzty właśnie Ci, którzy w żadną inną niedzielę nie chcą do
        kościoła przyjść? Ja wręcz prosiłam księdza, by nie w niedzielę, nie chciał się
        zgodzić, więc odpuściłam, ale wolałabym w tygodniu lub w sobtę po południu.
        PO wypowiedzi mojej poprzedniczki aż mnie ztchnęło: tzn Ty uważasz, że ksiądz
        pozujący do zdjęć to jakiś pomyleniec? tylko dlatego, że nie zgodził się na
        Wasze wymagania - wysokie zresztą: ochrzcij dziecko, a potem przyjdziemy za 8
        lat to mu daj komunię a poza tym się odwal???
        Na koniec tylko napiszę, że jak uparliśmy się wziąć ślub kościelny
        niekonkordatowy, co było ewenementem na skalę archidiecezji, to się nie
        dziwiłam, że mi ciężko idzie, kiedy mam wywrotowe pomysły oraz że mi księża
        odmawiają. Ale byłam przygotowana na każdy argument uzbrojona w kodeks pr.
        kanonicznego, konkordat i determinację - i musieli ustąpić. Dlatego pojąć nie
        mogę, czemu osoby, które żyją zdala od kościoła a chcą chrzcić dzieci
        spodziewają się otwartych ramion księdza. A jeszcze bardziej mnie dziwi, że nie
        rezygnują, bo ja tom choć motywację miała, żeby w grzechu nie żyć, więc
        uderzałam do samego kardynała, ale mnie serce bolało, Was tylko ambicja jak
        widzę urażona
        kasia
        PS
        dziecko może wybrac i na łożu smierci za 90 lat, albo ochrzczone iść do piekła.
        a różnić się od innych dzieci może odstającymi uszami, rudymi włosami (to ja)
        lub biedniejszym ubrankiem nie tylko chodzeniem na religię.
        • aagacia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 17:46
          nie chodzilo mi o chrzczenie w niedziele o 12 zeby wszyscy widzieli. ba! nie
          chodzilo mi nawet o to ze chcial mi dziecko ohrzcic w tygodniu .powiedzial ze
          mam sie wstydzic bo nie mam slubu z moim partnerem! sam niech sie wstydzi za
          caly kler i za te cala popaprana instytucje!
          nigdy w zyciu nie wstydzilam sie mojego dziecka i nigdy sie wstydzic nie bede
          o czym dosadnie ksiedza poinformowalam.
          a chce dziecko ochrzcic bo ja tez bylam chowana w wierze katolickiej i dopoki
          dziecko samo nie bedzie decydowac ja za nie odpowiadam. i to ja zamierzam mu
          urzadzic chrzciny i komunie o bierzmowaniu zadecyduje juz samo. chrzcze bo
          uwazam ze dzieci nie powinny sie wychowywac jako ateisci bo juz do konca zycia
          ateistami zostana. moje dziecko moze wybrac kazda wiare byle mu nie robila
          krzywdy. bedac czlonkiem jakiejs religii ma swiadomosc tego ze ma wybor.
        • maga102 Re: mamy kociołapowe - do rudej_kasi i nie tylko 10.07.03, 09:21
          Na początek chcę zaznaczyć, ze nie jest moim celem sprzeczanie się z kimś czy
          kłócenie. Forum jest po to by wymieniać poglądy, niezaleznie od tego jakie one
          są i (przynajmniej teoretycznie) inni te poglądy powinni sznować.

          Uważam, ze samo moje pójście do księdza i chęć ochrzczenia dziecka jest
          wystarczającym powodem do tego by kasiądz je ochrzcił. Co więcej, uważam,
          (pewnie jestem zarozumiała i brakuje mi pokory, jak to mawia mój ojciec) że
          ksiądz powienien się cieszyć, ze ja, osoba, która z wyboru nie wzięła ślubu
          kościelnego, przychodzi do niego z prośbą o ochrzczenie dziecka. Oznacza to, że
          podejmuję się wychowywać dziecko w wierze katolickiej i z tego ksiądz powienien
          się właśnie zadowolony. Owszem, umoralnianie i namawianie na ślub koscielny to
          leży w intencji księdza i na to byłam przygotowana. Ale rzucanie kłód pod nogi-
          tego nie rozumiem. A jeśli, zrażona jego niechęcią, zrezygnowałabym z tego
          chrztu, co on by z tego miał? Księdzu powinno zależeć, zeby mieć jak najwięcej
          dobrych wiernych, a dziecko jest chyba najlepszym wiernym.

          Jeśli zaś chodzi o termin chrztu, czy w trakcie mszy, czy po mszy, czy w
          sobotę,czy w niedzielę, czy w środę, to mówiąc szczerze, mnie było wszytsko
          jedno. Nawet byłam zadowolona, ze chrzest się odbędzie po mszy, bo będzie
          bardziej kameralnie.
          Ale tu chodziło o coś innego. Taki, a nie inny termin miał być karą dla dziecka
          za to, ze jego rodzice nie mają ślubu kościelnego i wyrzuceniem go poza pewien
          nawias. I to mnie właśnie oburzyło. No bo, sorry, ale coż dziecko winne.....
          Juz nie mówię o płaceniu za sakramenty, bo teoretycznie powinny być one za
          darmo, albo "co łaska", a nie mieć wyznaczone ceny......

          Na koniec chciałam jeszcze poruszyć kwestię życia w grzechu, jak to śmiesznie
          niektórzy nazywają. Kiedy ktoś mi mówi, ze żyję w grzechu zaraz przypomina mi
          się obraz mojego sąsiada, który na co dzień pił, szlajał sie po nocach i tłukł
          swoją żonę, ale na niedzielę zakładał białą koszulę i pomykał do kościoła i był
          najlepszym katolikiem. Oczywiście facet miał ślub kościelny. I oczywiście on
          nie żył w grzechu. Natomiast my, którzy się staramy żyć w partnerstwie i
          poszanowaniu jestesmy grzesznikami.
          Jasne, przykład z sąsiadem jest skrajny, ale coś obrazuje-zakłamianie i obłudę.
          Pozdrawiam wszystkiem mamy
          Magda
          • ruda_kasia Re: mamy kociołapowe - do rudej_kasi i nie tylko 10.07.03, 10:37
            O majtakch u księdza już było. JA pasuję
            kasia
    • poleczka2 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 17:25
      Kochana Sówko! Nie żyję co prawda na kocią łapę ale nie mam ślubu kościelnego,
      więc nie wiem co gorsze w opinii kleru. Mam zamiar ochrzcić mojego synka w
      Polsce. Moi rodzice poszli do księdza z zapytaniem czy można a on na to że jak
      ksiądz z mojej parafii (w Anglii gdzie teraz mieszkam) jest na tyle głupi że da
      nam zezwolenie na chrzest to on odprawi ceremonię. Dzisiaj poszłam do
      tutejszego księdza katolickiego, nie owijałam nic w bawełnę, powiedziałam, że
      nie chodzę do kościoła i wyjaśniłam powody. Ksiądz powiedział, że jest dużo
      rodzin z małymi dziećmi lokalnie, nawet też polskie rodziny ale nie był
      natrętny, dał mi pozwolenie na piśmie i życzył wszystkiego dobrego. Był tak
      fanastyczny że jeżeli tacy byliby w Polsce to nigdy nie odeszłabym od kościoła.
      Szczerze mówiąc gdyby nie moja rodzina to nie chrzciłabym w kościele tylko
      miałabym świecką ceremonię nazwania jakie tu są popularne. W każdym razie synek
      nasz będzie chrzczony dzięki dobrej woli tutejszego księdza i z respektu dla
      niego pójdę na mszę w niedzielę z Olusiem. Pozdrawiam
      • sojanka Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 18:09
        A ja znowu swoje - po co chrzcić dziecko, które potem nie bedzie chowane w
        wierze i obrzadku katolickim?

        Oburzacie się, że ksiądz nie chce Wam ochrzcić dziecka, bo nie żyjecie w wierze
        kościoła. Wyobaźcie sibie sytacje - do banku przychodzi czlowiek i mówi do
        kasjerki, żeby dała mu 200 zł, bo on chce. Chociaż nie ma w banku swojego
        konta, ani nic.
        Albo przychodzi do lekarza człowiek i chce, żeby lekarz obciąl mu ucho bez
        powodu. Obetnie, czy odmówi?

        Pracą księdza jest służba Bogu. I jeżeli przychodzi ktoś, kto swoją postawą
        mowi "mam w dupie waszą wiarę i wasze przykazania, a dziecko macie mi ochrzcić,
        bo tak" - to ksiądz ma prawo pouczyć. Pewnie odmówić nie ma prawa, bo jakieś
        tam kodeksy kościelne się unowocześniły, ale kłody może rzucać, więc rzuca...

        Nie rozumiem postawy "proszę mi ochrzcić dziecko bo tak chcę".
        Życie we wspólnocie to godzenie się na jej warunki. W kościele jest to msza,
        modlitwa itp. Czy bedziecie to praktykować przez kolejne dni i lata? Czy tylko
        przypomnicie sobie o chrzcie za kilka lat, gdy trzeba będzie posłać potomstwo
        do komunii??

        Odczuwam pewien niesmak, chociaż nie jestem katoliczką.
        • odalie Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 19:58
          Sojanko, zgadzam się z Tobą, że bezzasadne postawy roszczeniowe są po prostu
          niesmaczne.

          Księża mają prawo i obowiązek naciskać na pary, który mogłyby przystąpić do
          sakramentu małżeństwa (nie sa np. po rozwodzie, z żyjącym byłym małżonkiem) i
          chcą ochrzcić dziecko. Zgadzam się z Tobą, nie rozumiem niektórych wypowiedzi
          powyżej. Ale, ale, ale - na wszystko, także na napominanie i naciski, aby
          wziąć sakramentalny ślub, jest czas, miejsce i metoda. Można to robić po
          chamsku i bezczelnie, sugerując przy okazji że "jak się da, to się da". A można
          delikatnie, subtelnie, z wyczuciem, mądrze.

          Być może po niektórych parach od razu widać, że subtelnie się z nimi nie
          da smile))) ale ja w to nie wierzę.

          Z własnego doświadczenia wiem, jak potrafią się zachowywać księża... i jak
          potrafią się zachowywać inni księża. Tak, jak pisałam w moim poście, nasz
          związek jest mieszany, jeśli chodzi o religię, ale facetowi brakuje "papierków"
          (nie przeszedł konwersji, ponieważ nie wierzy w nieomylność żadnego kościoła, w
          tym ewangelickiego, co powinien w takim przypadku ślubować). Poza tym, gdy
          załatwialiśmy formalności przedślubne, byłam w ciąży i nie ukrywałam tego. Nie
          bardzo tez potrafiliśmy wykrzesać w sobie poczucie winy czy wstydu. W pierszej
          parafi (naszej lokalnej) spotkało nas bardzo dużo nieprzyjmności, ot tak
          właściwie za nic. Było mi wstyd za mój kościół przed facetem (który nie
          omieszkał mi opowiadać, jak to u niego jest zupełnie inaczej... i miał drań
          jeden rację, w parafii ewangelickiej takich cyrków by nikt nikomu nie
          wykręcił). Jedynie nauki w kościele katedralnym (poza parafią) były bardzo
          dobre, nawet mój facet-heretyk pochwalił, że prowadzący je katecheta posiadał
          ogromną wiedzę, którą potrafił z wyczuciem przekazać.

          Szczytem szczytów była niemożność znalezienia dla nas terminu - w tygodniu!!! -
          na cichy ślub (tylko z udziałem świadków) w ciągu pieciu miesięcy i oferowanie
          jedynego możliwego, który pokrywałby się prawie idealnie z moim terminem porodu!

          A tam, gdzie półtora roku później poszliśmy wziąć ślub i ochrzcić młodą -
          żadnych złośliwości, docinków, pouczania, traktowania z góry albo jak
          odmieńców, owszem poważna rozmowa - po której ksiądz zdecydował, że formuła
          ślubu będzie taka jak zwykle, choć mój nie poszedł do indywidualnej,
          katolickiej spowiedzi. I wyobraźcie sobie, nikt nie wołał o żadne pieniądze!!!
          Sami daliśmy, tyle ile poszło na moje kwiaty, dwa razy mniej, niż na zdjęcia, i
          pięć razy mniej, niż poszło na suknię (nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy
          wyprawiają wystawne wesela, a żal im "tacy" za ślub i to podczas mszy - chociaż
          rozumiem oburzenie, gdy księża wołają o konktretne kwoty z góry). Nasze
          sakramenty odbyły się w kaplicy, bez muzyki, bez mszy, za to konkretną godziną
          sama wybrałam, tak aby pasowała do rytmu dnia naszej córeczki (ksiądz sam to
          zaproponował!).
    • mamazuczka Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 09.07.03, 20:40
      Witaj Sówko,

      ja miałam z moim Żuczkiem prześmieszną sytuację w parafii. 1 rok temu miał być
      chrzczony razem ze swoim bratem stryjecznym. No więc ponieważ w mojej parafii i
      ja matka chrzestna, to sama to załatwiałam. I tak - ja nie miałam żadnego
      problemu z chrztem mojego Żuka (mimo, że ksiądz wiedział, że jestem bez ślubu)
      natomiast schody zaczęły się przy moim chrześniaku, którego rodzice 'ŻYJĄ W
      GRZECHU', albowiem posiadają tylko ślub cywilny.

      W końcu odbyły się obydwa chrzty, ale po dziś dzień nie bardzo rozumiem,
      dlaczego ślub cywilny świadczy o grzechu rodziców a posiadanie dziecka bez
      żadnego ślubu - nie....

      pozdrawiam
      mama Żuczka
    • sowa_hu_hu Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 07:47
      dziękuje za życzliwe wypowiedzi smile jak dobrze wiedzieć że nie wszyscy
      doszukuja sie we mnie grzesznicy wink


      pozdrawiam serdecznie
      • adzia_a Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 08:00
        Sówka, oj bez refleksji nadal...
        O tym doszukiwaniu grzesznicy to standardowy argument tych, którzy się nie
        lubią zastanawiać...
        Nikt Ci nie wypomniał grzechów. Nikt.
        Tylko parę osób próbuje Ci wytłumaczyć, że ksiądz owszem, miał prawo i
        obowiązek powiedzieć Ci, co o tym sądzi kościół.
        I już. Nie spłycaj tematu, proszę, doprawdy Twoje grzechy chyba mało kogo
        interesują wink
        • sowa_hu_hu Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 10:34
          litości! przeciez narysowałam uśmiechnięta buźkę przy tym zdaniu.... ja
          naprawde nie chciałam zeby mi ktoś coś tłumaczył...doskonale sobie zdaje z
          wszystkiego sprawe - ale nie ze wszystkimi wypowiedziami sie zgadzam!!! ja to
          pytanie kierowałam do mam w takiej sytuacji jak ja... i nie oczekiwałam ani
          nie chciałam aby ktoś mi tłumaczył jaka jest rola księdza - chciałam sie tylko
          dowiedziec jak to było w przypadku innych osób...

          i prosze nie mów ze bez refleksji...

          czasami mam wrażenie ze traktujecie innych jak gówniarzy.... sorry ale czasami
          odbieram takie wrażenie....

          pozdrawiam
          • adzia_a Do Sówki - na koniec... 10.07.03, 10:55
            sowa_hu_hu napisała:
            >
            > czasami mam wrażenie ze traktujecie innych jak gówniarzy.... sorry ale
            czasami
            > odbieram takie wrażenie....

            Oj, jeśli się zagalopowałam to osobiście przepraszam - zupełnie nie o to mi
            chodziło.
            Po prostu czytając niektóre wypowiedzi wydaje się, że rzeczywiście ludzie nie
            wiedzą, jaka jest rola księdza i - co ważniejsze - jego odpowiedzialność za
            sakrament.

            Pewnie trudno jest zrozumieć księdza, któremu na sumieniu wiszą jakieś majtki ;-
            ), a sam innych poucza - jako człowiek postepuje fałszywie, zgadzam się, ale
            jako funkcjonariusz (bleeee, co za słowo wink ) postępuje tak, jak powinien.
            Inną sprawą jest, że to postępowanie przybiera różne formy i na to - serio -
            nie wiem jak reagować, bo sie z niczym takim nie spotkałam.

            No dobra, kończę - wiesz, ale ja bym na Twoim miejscu z samej ciekawości poszła
            do tego księdza i spytałą, czego się dowiedział w kurii smile Może dostał
            wykładnię i wie już ,jak ma postapić...
            • sowa_hu_hu Re: Do Sówki - na koniec... 10.07.03, 11:19
              jaka miła ugodowa odpowiedź smile

              bałam sie ze tym postem wywołam niepotrzebną dyskusje - a ja chciałm tylko
              posłuchac jakie inni mają w tym względzie doświadczenia...

              na ale teraz kończe!!!

              smile

              pozdrawiam serdecznie
        • umasumak Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 10:35
          > Nikt Ci nie wypomniał grzechów. Nikt.
          > Tylko parę osób próbuje Ci wytłumaczyć, że ksiądz owszem, miał prawo i
          > obowiązek powiedzieć Ci, co o tym sądzi kościół.

          Ale też parę osób zadało jej pytanie po co chce chrzcić. A z tego Sowa już nie
          musi się nam tłumaczyć. Pytanie skierowała do kociołapowych mam, a tu chcąc nie
          chcąc musiała wysłuchać ( wyczytać) wielu innych opinii, o które nie prosiła.
          Taka nadgorliwość jest irytująca. Jak słusznie zauważyła jedna z forumowiczek w
          wątku o podobnej tematyce, jesteśmy krajem katolickim, wiara stała się częścią
          TRADYCJI i my mamy do tej tradycji dostęp, czy to komuś się podoba czy nie.

          Acha... mam jeszcze pytanie...
          Czy niewierzące mamy obchodzą święta Bożego Narodzenia? A jeśli tak to w jaki
          sposób? Bo idąc ich tokiem myślenia jakikolwiek sposób obchodzenia przez nie
          tych świąt jest szopką i brakiem szacunku do wiary. No bo jak? Ubierają tylko
          choinkę i dają pod nia prezenty? No bo przecież nie idą do kościoła aby przyjąć
          sakrament komunii św? Jeżeli obchodzą te świeta, nie przeżywając ich do końca,
          to nie różnia się niczym od mam które biorą np Ślub Kościelny bez wiary, albo
          chcą ochrzcić swoje dzieci bez tego ślubu.

          Pozdrawiam


          • reszka2 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 10:48
            Uma, święta to święta, a chrzest i Komunia to sakramenty.
            • umasumak Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 10:57
              reszka2 napisała:

              > Uma, święta to święta, a chrzest i Komunia to sakramenty.

              Nie do końca tak. Owszem święta to nie sakrament, ale do pełnego ich przeżycia
              potrzebne jest przyjęcie sakramenu komunii.
              • wieczna-gosia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 11:53
                Dla kazdego pelne przezycie Swiat znaczy cos innego, uma. Ja np traktuje to
                jako swieto rodzinnych spotkan i tyle.
                • umasumak Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 12:47
                  Dla każdego przeżycie ślubu, czy chrztu to co innego Gosiu. I tak samo nie
                  można z tym polemizować. To tylko chciałam powiedziać.
              • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 12:03
                umasumak napisała:


                > Nie do końca tak. Owszem święta to nie sakrament, ale do pełnego ich
                przeżycia
                > potrzebne jest przyjęcie sakramenu komunii.

                Każdy inaczej przeżywa święta. Dla mnie ubieranie chinki, wigilia itd to
                kwestia tradycji i to bardzo pieknej tradycji, która warto kultywować. I nikt
                nie ma prawa wartościować czy przeżywam je w pełni czy nie.
                Magda
                • umasumak Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 12:53
                  maga102 napisała:

                  > umasumak napisała:
                  >
                  >
                  > > Nie do końca tak. Owszem święta to nie sakrament, ale do pełnego ich
                  > przeżycia
                  > > potrzebne jest przyjęcie sakramenu komunii.
                  >
                  > Każdy inaczej przeżywa święta. Dla mnie ubieranie chinki, wigilia itd to
                  > kwestia tradycji i to bardzo pieknej tradycji, która warto kultywować. I nikt
                  > nie ma prawa wartościować czy przeżywam je w pełni czy nie.
                  > Magda

                  Widzisz ja nie wartościuje. Ja tylko próbuje bronić mojego stanowiska, że
                  sposób w jaki się przeżywa swoj ślub, czy też powody z jakich chrzci się swoje
                  dziecko, tez nie powinny podlegać dyskusji. A podlegają. Jak przeczytasz
                  dokładnie moje posty w tym wątku, to będziesz wiedziała, że jestem ostatnią
                  osobą która próbuje tutaj kogoś z czegoś rozliczać ( z jego wiary albo nie )
                  • aluc Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 13:01
                    umasumak - to chyba powinnaś dodać, że TOBIE do pełnego przeżycia świąt
                    potrzebne jest przyjęcie komunii - bo inaczej to jednak na wartościowanie
                    wygląda, coś w rodzaju dyskusji, czy zzo albo cc to jest pełne przeżycie
                    porodu wink

                    a ja się zaczynam powoli wściekać sama na siebie, że pozwoliłam przeforsować
                    ochrzczenie Grubego...
                    • umasumak Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 13:37
                      aluc napisała:

                      > umasumak - to chyba powinnaś dodać, że TOBIE do pełnego przeżycia świąt
                      > potrzebne jest przyjęcie komunii - bo inaczej to jednak na wartościowanie
                      > wygląda, coś w rodzaju dyskusji, czy zzo albo cc to jest pełne przeżycie
                      > porodu wink

                      Proponuję Ci Aluc dokładne przeczytanie moich postów w tym wątku. Święta to
                      tylko przykład. A chodzi mi dokładnie o to, że podobnie jak w sprawie świąt, to
                      w kwestii dlaczego i w jaki sposób ktoś bierze ślub, jak również DLACZEGO chce
                      ochrzcić swoje dziecko nie powinno się dyskutować.
                      >
                      > a ja się zaczynam powoli wściekać sama na siebie, że pozwoliłam przeforsować
                      > ochrzczenie Grubego...
                    • umasumak a poza tym... 10.07.03, 13:47
                      aluc napisała:

                      > umasumak - to chyba powinnaś dodać, że TOBIE do pełnego przeżycia świąt
                      > potrzebne jest przyjęcie komunii - bo inaczej to jednak na wartościowanie
                      > wygląda, coś w rodzaju dyskusji, czy zzo albo cc to jest pełne przeżycie
                      > porodu wink

                      W kwestii świąt to jest stanowisko kościoła. Każdy ksiądz Ci powie, że pełne
                      przeżycie świąt to wspólne z rodziną uczestnictwo w mszy, spowiedź, sakrament
                      komunii itp. Choinka, prezenty itp to sprawa mniej ważna.
                      A w wątku tym rozpętała się dyskusja że ksiądz ma prawo itp.
                      • aluc Re: a poza tym... 10.07.03, 14:04
                        a mi się wydawało, że właśnie mówimy o przeżywaniu świąt, a nie przeżywaniu
                        świąt przez katolika. Dla niekatolików stanowisko kościoła w tej kwestii liczy
                        się niewiele, sama przyznasz, a przecież dla wielu z nich święta są wartością -
                        rodzinną, tradycyjną. Tak samo jak chrzest, ślub i tak dalej. Więc proszę nie
                        wartościuj, nawet jeśli twierdzisz, że nie wartościujesz.
                        • umasumak Re: a poza tym... 10.07.03, 14:30
                          aluc napisała:

                          > a mi się wydawało, że właśnie mówimy o przeżywaniu świąt, a nie przeżywaniu
                          > świąt przez katolika. Dla niekatolików stanowisko kościoła w tej kwestii
                          liczy
                          > się niewiele, sama przyznasz, a przecież dla wielu z nich święta są
                          wartością -
                          >
                          > rodzinną, tradycyjną. Tak samo jak chrzest, ślub i tak dalej. Więc proszę nie
                          > wartościuj, nawet jeśli twierdzisz, że nie wartościujesz.

                          Ale własnie Ci niekatolicy którzy nie chcą aby ich wartościować pod względem
                          podejścia do świąt, Ci sami niekatolicy oburzają się na Sowę na przykład, że
                          chce ochrzcić dziecko i że dziwi ją stanowisko księdza. Bo ksiądz ma prawo itp.
                          No to jak to jest ma on prawo czy nie ma prawa?
                          I dlaczego Ci niekatolicy mogą wartościowac podejście Sowy do kwestii ślubu,
                          czy chrzcin, a ktoś inny nie ma prawa do wartościowania podejścia tych
                          niekatolików do kwestii świąt.

                          • aluc Re: a poza tym... 10.07.03, 14:48
                            umasumak napisała:

                            > Ale własnie Ci niekatolicy którzy nie chcą aby ich wartościować pod względem
                            > podejścia do świąt, Ci sami niekatolicy oburzają się na Sowę na przykład, że
                            > chce ochrzcić dziecko i że dziwi ją stanowisko księdza. Bo ksiądz ma prawo
                            itp.
                            >
                            > No to jak to jest ma on prawo czy nie ma prawa?
                            > I dlaczego Ci niekatolicy mogą wartościowac podejście Sowy do kwestii ślubu,
                            > czy chrzcin, a ktoś inny nie ma prawa do wartościowania podejścia tych
                            > niekatolików do kwestii świąt.
                            >

                            wiesz, ja się nie oburzam, ja się tylko dziwię - ale całkiem prywatnie - po
                            jaką cholerę ona swojego syna chce narażać na wieczne użeranie się z tą całą
                            bandą niemoralnych i niedouczonych urzędasów w sutannach wink nie oburzam się,
                            tylko mi konsekwencji u niej brakuje, bo jeśli się neguje kościół jako
                            instytucję, a ma potrzebę kultywowania wiary, to lepiej chyba chrztu dopełnić w
                            łaziennej umywalce, niż tak się wściekać

                            przyczepiłam się tylko świąt i twojej arbitralnej bardzo opinii i oderwałam je
                            od całej dyskusji o chrzcie, czym innym jest zadawanie pytania "po co" a czy
                            innym stwierdzanie "jeśli a to b". Tyle tylko.
                            • umasumak Re: a poza tym... 10.07.03, 15:14

                              > przyczepiłam się tylko świąt i twojej arbitralnej bardzo opinii i oderwałam
                              je
                              > od całej dyskusji o chrzcie, czym innym jest zadawanie pytania "po co" a czy
                              > innym stwierdzanie "jeśli a to b". Tyle tylko.

                              Tylko widzisz ta moja "arbitralna" opinia wyrwana z kontekstu, ma inne
                              znaczenie. Uczciwość w dyskusji wymaga tego żeby nie wyrywać zdań z kontekstu,
                              bo to zniekształca obraz wypowiedzi. A czy pytanie "po co", czy
                              stwierdzenie "jesli a to b" jest czym innym czy tym samym, zostawmy może
                              indywidualnym przemysleniom. Ja mam akurat inne zdanie.
                              A poza tym.... dziwisz się a sama ochrzciłaś... i gdzie tu konsekwencja?
                              • aluc Re: a poza tym... 10.07.03, 22:15
                                umasumak napisała:

                                > A poza tym.... dziwisz się a sama ochrzciłaś... i gdzie tu konsekwencja?

                                po pierwsze, to była ironia smile
                                po drugie, nie ochrzciłam, tylko pozwoliłam ochrzcić i teraz tego coraz
                                bardziej żałuję
                          • wieczna-gosia Re: a poza tym... 10.07.03, 15:26
                            No wiesz... ja sie z toba nie do konca zgodze. Bo Swieta Bozego Narodzenia
                            niekatolik moze zupelnie odrzec z regilijnosci- charakter tego swieta na to
                            pozwala. I jakkolwiek dla ciebie moze byc to niepelne, ja mysle ze niewierca
                            taki jak ja nie uznajac Boga w tym swiecie a jedynie jego rodznny charakter-
                            przzywa je w pelni. Co innego- osoba wierzaca- ktora Boga uznaje i czci iwazny
                            jest dla niej wymiar duchowy. Taka osoba moim zdaniem nie spowiadajac sie, nie
                            przyjmujac komunii, nie chodzac w te dni do kosciola faktycznie to swieto
                            zubaza. A od choinki to sie w ogole odczepmy bo to zwyczaj poganski przez
                            katolikow zaadoptowany wiec jako niewierca jak najbardziej choinka i prezenty
                            moga byc dla mnie trescia tych swiat.
                            Chrzest to co innego. Bo to deklaracja wiary jest. Jesli jako niewierca odedre
                            chrzest z wymiaru religijnego to nawet choinka mi nie zostanie winkZe slubem to
                            samo. Zostaje sukienka i imprezka w remizie. A sukienke i imprezke w remizie
                            to mozna przy okazji cywilnego zalatwic, istnieje taka opcja.
                            Kiedys bylam duzo wiekszym ekstremista i uwazalam ze chrzest jest bez sensu.
                            Teraz widze to inaczej- jak czlowiek wierzy to ma potrzebe oddania dziecka pod
                            ochrone.
                            Ale jesli odchodzimy od kociola jako takiego bo zbyt wiele rzeczy nas razi a
                            jednoczesnie potem powracamy aby ochrzcic w nim dziecko- to- no, po prostu
                            musimy sie spodziewac uwag na ten temat. T nie punkt uslugowy. I wcale to nie
                            znaczy ze ksiadz dziecka nie ohcrzci- jesli czlowiek powie ze np chce ochrzcic
                            bo chce zeby dziecko bylo chronione (Boze sama nie wierze ze to pisze...) czy
                            inne takie (jak gusla to brzmi niestety..)to nie wierze ze ksiadz mu odmowi.
                            Czy to jest jasne co ja mowie? Odsunmy obraz urzednika koscielnego z damskimi
                            gaciami na sznurku. Wiecej refleksji o sobie jako KATOLIKU zycze- czy w jakiej
                            tam swiatyni chcemy ochrzcic. Mozna byc dobrym czlowiekiem i dobrym wierzacym
                            w Boga, a jednoczesnie kiepska owieczka kosciola katolickiego. I jesli w tym
                            konkretnym kosciele chcemy ochcic dziecko- to mamy prawo o to prosic.
                            jednoczesnie ksiadz ma prawo miec watpliwosci co do sily naszej wiary i
                            perspektywy tego dziecka jako przyszlej owieczki bozej.
                            ja rozumiem ze osobom o zawiklanej sytuacji osobistej z Bogiem latwiej jest u
                            ksiedza co o nic nie pyta. Mnie to ze nie pyta (w koncu to jego kosciol, jego
                            przyszly wspolwyznawca) wydaje sie podejrzane.
                            ja jako niewierca nie mialam problemow z chrztem. Ale pare rozmow przeszlam. I
                            rozumiem ich sens oraz cel. I dzieki temu ze ksiaza porozmawiali ze mna i moim
                            mezem- mogi z czystym sumieniem udzielic naszym dzieciom chrztu wink
                            • umasumak Re: a poza tym... 10.07.03, 16:47
                              No wiesz Gosiu... niewierca może i może odrzeć, ale nie powinien. Bo w końcu
                              Święta Bożego Narodzenia są świętami z okazji narodzin Boga i jak oddzielić
                              Boga od całej sytuacji, to są to poprostu dni wolne od pracy. Tak więc
                              niewiercy nic do tych świąt, jeśli odziera.
                              • wieczna-gosia Re: a poza tym... 10.07.03, 19:44
                                a czy ja twierdze ze cos?
                                Nie.
                                Obiad robie i z rodzina sie spotykam a ze w kalendarzy napisano Boze
                                Narodzenie to i tak mowie wink)
                                Poza tym- zawsze mi ideologia macierzynska pozostaje wink w koncu Maria matka ja
                                tez wink
                                I powiem ci jedno- jesli twoim zdaniem moje swieta sa niepelne- to z twojej
                                perspektywy jest to prawda wink
                              • wieczna-gosia Re: a poza tym... 10.07.03, 19:47
                                umasumak napisała:

                                > No wiesz Gosiu... niewierca może i może odrzeć, ale nie powinien. Bo w końcu
                                > Święta Bożego Narodzenia są świętami z okazji narodzin Boga i jak oddzielić
                                > Boga od całej sytuacji, to są to poprostu dni wolne od pracy. Tak więc
                                > niewiercy nic do tych świąt, jeśli odziera.

                                jak to nie powinien- ma swietowac narodziny Boga w ktorego nie wierzy?
                                Programowo nie zrobic kolacji tylko ogladac telewizje (zycie Jezusa po raz 20
                                przeplatane kolendami?)
                                Akurat BN nadaje sie dla niewiercow. Chrzest bynajmniej wink
                                • adzia_a Swięta, Święta i po Świętach... 11.07.03, 08:26
                                  Kiedyś była fajna dyskusja na ten temat - w Salonie.
                                  Pisałam tam to, co i teraz napiszę - dla niewierzących może to być święto.
                                  Świeto narodzin człowieka, który zmienił świat, jak żaden inny (chociaż był
                                  mniej popularny od Beatlesów wink))))

                                  Przyznasz Uma, że jak sama, nie bez racji piszesz - i wierzący i nie4wierzący
                                  czerpią pełną garścią z chrześcijańskiego światopoglądu. Że nawet oświecony
                                  humanizm z niego korzysta, chociaż sie zarzeka że nie wink Narodziny Jezusa
                                  miały niezwykły wpływ na losy świata (pewnie, jak znam życie, ktoś tu zaraz
                                  walnie coś o wojnach krzyżowych wink - tak jakby Jezus miał z tym coś wspólnego.

                                  A w ogóle, jak tak sobie poczytałam ten wątek, to mam ochotę wziąć synka (gdyby
                                  to był synek, bo nie wiem wink jak sie urodzi, do synagogi i zażądać rytualnego
                                  obrzezania. A co, płacę, wymagam. A jak się rabin nie zgodzi, to zawsze mogę na
                                  Internecie ponarzekać, że bezduszny i się czepia. Nieprawdaż?
                                  • wieczna-gosia Re: Swięta, Święta i po Świętach... 11.07.03, 12:30
                                    no dzieki adzia wink
                                    Jak bedziesz zezac to wyslij zaproszenie wpadniemy wink)
                                    No dokldnie o to chodzi wink)
                                    jesli rodzice kosciona nie lubia (bez wnikania czy chrzczeni czy nie) to chyba
                                    ksiadz ma prawo miec watpliwosci?
                                    A szansa to moje drogie jest zawsze... ochrzcic sie nie trzeba do 3 roku
                                    zycia.
                                    Poza tym- jak katolicku ksiadz ma watpliwosci to adzia ma dobra rade moim
                                    zdaniem- do zboru pojsc mozna, albo do synagogi ze o meczecie nie wspomne. W
                                    koncu Bog podobno jest jeden wink) i jesli komus nie pasuje ksiadz z damskimi
                                    gaciami na sznurku i BMW w garazu- to moze z inna religia sprobowac.
                                    A jak mu sie nie chce to niech cierpi wink
                                    • odalie Re: Swięta, Święta i po Świętach... 11.07.03, 13:00
                                      A ja się zastanawiałam nad zmianą kościoła smile.

                                      A nie doszło do tego z powodów dwóch.

                                      Pierwszy, to znaczenie, jakie przykładam do - że tak to ujmę - ciągłości wiary
                                      (katolicyzmu rozumianego jako tradycja). Drugi, to przekora zwana też przez
                                      niektórych złośliwością. Chodziło o zachowanie minimum integralności w mojej
                                      bardzo wtedy trudnej sytuacji - a ściślej mówiąc, o postawienie się Piekielnemu
                                      Teściowi, który robił dosłownie wszystko, aby jego syn nie połączył się z
                                      katoliczką!!! która ośmieliła się poprosić o ślub w swoim kościele (mojemu
                                      jakoś specjalnie to przeszkadzało, i tam ślubowanie przed Bogiem, i tu - ale
                                      dla Piekielnego Teścia była to obraza i zniewaga, do tego stopnia, że
                                      uniemożliwił nam załatwienie ślubu - a miał możliwości, bo mój facet musiał
                                      jeszcze mieć zgodę rodziców na zawarcie związku, jako osoba młodsza niż
                                      wymagane wtedy - obecnie już nie! - 21 lat). W tamtej sytuacji no po prostu nie
                                      mogłam, nie mogłam ulegać we wszystkim (w bardzo wielu rzeczach musiałam) i
                                      przejść na inną religię, właściwie głównie dlatego, że mam nietolerancyjnego i
                                      despotycznego teścia.

                                      Jak odpisywałam Sojance, nie chodzi o takie czy inne naciski, ale o sposób, w
                                      jaki się owe przeprowadza. Przy pierwszym podejściu do kościelnego,
                                      katolickiego ślubu tak się większość "urzędników Kościoła" popisała...! że
                                      tylko wstyd mi było przed moim. Naprawdę było mi wstyd i czułam się zażenowana
                                      (szczytem szczytów było zachowanie pani od antykoncepcji naturalnej, osobna
                                      historia). Bo właściwie nie wiadomo, o co chodziło (czyli chyba smile)))) o
                                      pieniądze, ale pewności nie mam) Natomiast podejście w drugiej parafi, gdzie
                                      ostatecznie ten ślub braliśmy, było diametralnie odmienne - i tym razem mogłam
                                      być dumna z mojego kościoła, a i facet docenił takie naprawdę duszpasterskie
                                      podejście. Według mnie, łagodnością i rzeczowością zdziała się więcej, o wiele
                                      więcej, niż chamstwem, szyderstwem i te de.

                                      Aha, jak wyjaśniał mi mój facet - w kościele ewangelicko-augsburskim taki np.
                                      sakrament komunii otrzyma każdy, kto o to poprosi, nawet jeśli ksiądz wie, że
                                      to katolik czy muzełmanin albo ateista - nie księdzu o tym decydować. Dlatego
                                      gdy mieszane pary biorą łączone dwa śluby, to w kościele ewangelickim komunię
                                      otrzymają oboje, a w katolickim raczej tylko strona katolicka. Różnice pomiędzy
                                      kościołem katolickim a ewangelickim (przy czym w tym drugim zakładanie gumek -
                                      vide wątek na Salonie - nie jest grzechem) nie są jakieś oszałamiające - więc
                                      naprawdę może warto przemyśleć ochrzczenie dziecka czy branie ślubu w tym
                                      drugim? Przypomnijmy sobie XV-XVI wiek - mieliśmy bardzo dużo innowierców i
                                      jakoś wszystkim żyło się w miarę dobrze.

    • coppola1 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 12:51
      wiadomość z pierwszej ręki, czyli od duchownego - NIKT NIE MA PRAWA ODMÓWIĆ
      DZIECKU CHRZTU - NAWET JEŚLI RODZICE NIE MAJĄ ŚLUBU!!!!!!!!!
      Ja nie miałam problemu z chrztem mojej córeczki smile
      • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 15:26
        Ja myślę, ze oni (księża) wiedzą, że nie mają prawa odmówić chrztu, dlatego nie
        mówią od razu nie, tylko kręcą jak mogą.
        Poza tym może mają prikaz, żeby dbać o "czystość rasy" swoich wiernych i
        dlatego nie bardzo chcą mieć w swoim gronie małego sługi bożego, który ma
        wątpiących rodziców, bo dorośnie i jeszcze będzie zadawał za dużo
        pytań..............
        Magda
        • aha12 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 17:27
          Cześć. W dobrą strunę uderzyłaś. Ja osobiście wierzę w Boga ale nie wierzę w
          kościół katolicki i strasznie wkurza mnie podejście księży do rodziców którzy
          chcą ochrzcić swoje dzieci a nie mają ślubu "kościelnego". Chrzest naszych
          dzieci jest zupełnie inną sprawą. Mój syn chce chodzić na religię -jest
          ciekawy. Wychodziliśmy chrzest, chodzi na religię i do kościoła od przedszkola
          i wiecie co nie dopuścili go do komunii !!!. Proboszcz nawet nie chciał z nim
          rozmawiać, bo tak naprawdę to mają wszystko w tyłkach a sprawa religi rozbija
          się raczej pieniędzmi, których powiedzałam że nie dam! W przyszłym roku
          spróbujemy gdzie indziej ( bo do prawie oststniej chwili wszystko było w
          porządku z punktu widzenia kościoła, więc zabrakło nam czasu,i no i moja
          ciąża ). Tak na koniec dzieci zawsze powinny mieć wybór bez względu na
          stosunek rodziców( oczywiście musimy dać im szansę ). Pozdrowienia.
          • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 10.07.03, 18:19
            Aha, jak to go nie dopuścili? Dlaczego go nie dopuścili? Myślałam, że
            jak "wychodzę" chrzest, to nie będę miała żadnych więcej problemów.
            Jak mogli w ogóle dziecko nie dopuścić do komuniii!!!
            Magda
            • ruda_kasia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 11.07.03, 11:12
              A bierzmowanie to już nie??? Szczerze powiedziawszy zaczyna być zabawnie. Może
              jeszcze będzie trzeba "wychodzić" nie tylko komunię. A może nie
              warto "wychadzać" chrztu, skoro to nie koniec i nie automat?
              Co do uwag Sowy, że rozpętała się dyskusja nie na temat, to widzę że wypowiedź
              na temat umknęła. Powtórzę więc: ja jako mama kociołapowa nie miałam problemu z
              chrztem, ksiądz sam proponował. Mogę wskazać księdza, to był Kraków. Ale
              wiedział, że nie pochodzimy lekceważąco do jego uwag i nie twierdzimy, że
              jesteśmy w porządku z skoro nie jesteśmy - wg przykazań, mimo że się bardzo
              kochamy i nie widzimy w tej miłości nic złego.
              kasia
              • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 11.07.03, 11:51
                Kasiu, ale z tego co pamiętam to pisałaś, że najpierw wzieliście ślub, a potem
                dopiero ochrzciliście dziecko. Więc kolejność wg. księdza była ok. Przystępując
                do chrztu z dzieckiem mieliscie już ślub, więc wszystko w porządku. No chyba,
                ze coś pomyliłam i nie zrozumiałam.
                A tu chodzi o coś innego: o mamy, które nie mają ślubu, bądź mają ślub cywilny
                i ich doświadczenia związane z chrztem.

                Jesli zaś chodzi o mój stosunek do księdza, który dawał dziecku chrzest, to
                mylisz się, wcale nie był lekceważący.
                Na początku do wszystkiego podeszliśmy bardzo poważnie i szczerze. Chcieliśmy
                być uczciwi w stosunku do księdza i powiedzieliśmy mu prawdę. I jak widac nie
                opłaciło się. Lekceważąco zaczęłam do księdza podchodzić w momencie kiedy po
                raz drugi wymigał się od spotkania.
                Magda
                • ruda_kasia Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 11.07.03, 11:58
                  Coś nie doczytałaś: jak przyszliśmy do księdza NIE mieliśmy ślubu, a dziecko
                  chciał nam ochrzcić że tak powiem na pniu, nawet na slub nie czekając, to my
                  się upraliśmy, żeby czekać. Zatem w istocie mieliśmy ślub chrzcząc Baśkę, ale
                  to była nasza decyzja, a nie wymóg księdza. On chciał to zrobić i tak (pisałam
                  już zresztą kiedyś, że być może słynie z takich posług, bo kiedyś zaczepili
                  mnie na ulicy ludzie, czy tu jest ten sam ksiądz co parę lat temu).
                  A poza tym co do lekceważenia: widocznie nie przekonaliście księdza
                  o "czystości" swoich intencji. Bo niby czemu unikać jedengo sakramentu a prosić
                  o inny??? Zresztą podejście wielu księży nie wynika z tego, że nie chcą
                  ochrzcić dziecka, ale skłonić rodziców do slubu. Zresztą osobiście nie wierzę,
                  by ktoś kto sam do kościoła nie chodzi mógł wychować dziecko zgodnie z jego
                  nauką. A napradę jak się ktoś chrzci z własnej woli jako dorosły to ma wszystko
                  w kupie i jeszcze gratis... Same koszyści.
                  kasia
                  • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 12.07.03, 01:00
                    To nie mi zależało, zeby przekonac księdza do siebie, tylko księdzu zależało,
                    żeby przekonac nas do swojej instytucji. I to chyba jemu się nie udało, a nie
                    nam. Jesli zas chodzi o unikanie sakramentów, to moje sakramenty i mojego
                    dziecka to są dwie rózne sprawy i wg. mnie nie nalezy tego mieszać.
                    Dopóki decydowali za mnie moi rodziece, uczestniczyłam we wszytskich
                    sakramentach i dopóki ja bede decydowac za swoje dziecko, bedę sie starała,
                    zeby równiez je nic nie omineło. Nawet jesli znów będe musiała to "wychodzić".
                    Później, mając odpowiednie podstawy samo dokona wyboru.

                    A odnośnie wychowania zgodnie z zasadami chrześcijańskimi to nie bardzo wiem co
                    to znaczy. Czy to znaczy chodzić do koścoiła co niedzielę? Czy może co dzień?
                    Czy przyjmowac komunię dwa razy w tygodniu, a spowiadać sie trzy razy w
                    miesiącu?
                    Wszystkie zasady chrześcijańskie są zawarte w Biblii. Nie jestem superznawcą
                    tej księgi,a czytałam ją pod kątem literatury. Ale, jak sie okazało pobiła na
                    głowę, wiekszość książek, które uznawałam za hity jesli chodzi o prawde zyciowe.
                    Nie interesują mnie zasady chrześcijańskie ustanowione przez kościół, one,
                    niestety kojarzą mi się tylko z obłudą i zakłamaniem, a takich zasad nie chcę
                    wpajac mojemu dziecku.
                    Magda
                    • majah76 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzcilyście... do Magdy 12.07.03, 02:19
                      A może ja się przeniosę do Kościoła Ewangelickiego, Odalie wink ? Skoro tam są
                      bardziej przejrzyste normy i bardziej przyjazne czlowiekowi, uwspółcześnione
                      zasady? No żartuję, chyba nie mam potrzeby identyfikowania się z jakimkolwiek
                      kościołem, jako instytucją w ogole.

                      Nie jestem mamą "kociołapową" (choć bylam), więc o chrzcie wiele nie napiszę.
                      Ksiądz był bardzo oburzony, ogólnie nieprzyjemny, nie ukrywał niezadowolenia.
                      No cóż. Ksiądz też człowiek. Ola została ochrzczona, gdy miała już ponad 2
                      lata, wszystkim zajęła się moja mama, czyli babcia Oli (bo jej najbardziej na
                      tym zależało). Po prostu już się poddałam, kto zna presję rodziny, ten
                      zrozumie. Poza tym doszłam do podobnych wniosków, jak Magda (maga102). Że Ola
                      sama wybierze i będzie jej łatwiej wybierac, jeśli będzie miala podstawy
                      katolickie (zgodne z naszą kochaną tradycą). Święta BN obchodzimy, bo spedzamy
                      je rodzinnie (u mojej mamy) i nie widzę powodu by ich nie obchodzić. Dla
                      każdego moze to oznaczać coś innego.

                      Ja mam cały czas przed oczami obraz mojej mamy (tato nie chodził najczęsciej),
                      która chodziła/chodzi do kościoła w każdą niedzielę, a zaraz potem, po mszy w
                      domu,... no szkoda słów (zresztą inni, znajomi rodzicow także). Ale nic
                      przyjemnego sad(( Moze to po części się przyczynilo do mojego stosunku do
                      kościoła (skoro tacy ludzie tam należą, to ja nie chcę, to byly pierwsze moje
                      wątpliwości, potem pojawiły się inne, już bardziej dojrzałe).

                      Ale mam PYTANIE DO MAGDY:
                      Gdy wasze dziecko zacznie chodzić na religię, na pewno będzie chciało chodzić
                      do kościoła. Jeśli wy nie chodzicie, to jak to rozwiążecie?? Będziecie chodzić
                      z dzieckiem? Przecież samego małego chyba nie puścicie? Ja mam takie techniczne
                      wątpliowści. Sama nie chodzę do kościoła (tata Oli też nie, również jego
                      matka,a moja mama 200 km stąd). Ola już chce chodzić na kościola(mama zabrała
                      ją kiedyś).
                      No, myślę, że tu się jednak pojawią problemy. Jak to u was jest/będzie? Czy
                      powiedzieć kilkulatkowi prawdę, że mama wierzy w Boga (zresztą to też
                      skomplikowane) i stara sie dobrze postępować w życiu, ale do kościoła nie
                      chodzi, bo nie zgadza sie ze wszystkimi jego zasadami (kościół, jako
                      instytucja)???? Czy chodzić z dzieckiem (poświęcić się?) na msze itp???? I
                      traktować to "normalnie"? Jej, ja już się zastanawiam, i nie wiem jak
                      postąpić... Czasem żałuję, że ochrzcilam Olę i zastanawiam się, czy nie
                      zrezygnować jednak z "ureligijniania" dziecka.

                      Majka
                      • maga102 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzcilyście... do Magd 12.07.03, 22:12
                        Witaj Maju!
                        Już odpowiadam na Twoje pytanie. Filipek ma w tej chwili prawie dwa latka i juz
                        chodzi czasami do kościoła(choc nie za często, bo się nudzi). Zwykle z
                        babciami. Od poczatku swojego zycia uczestniczył w swięceniu jaj na Wielkanoc i
                        ogladaniu szopki na Boże Narodzenie. To my zabieraliśmy dziecko wtedy do
                        kościoła, poniewaz uważamy to za część tradycji związanej ze świętami.
                        A w kwestii coniedzielnego chodzenia do kościoła to szczerze mówiąc liczę na
                        babcie. Ale jesli będzie trzeba poswięcimy się dla dziecka i tez z meżem
                        będziemy chodzić z nim do kościoła. Gorzej jak będzie miał z pięć latek i spyta
                        dlaczego nie przyjmujemy komunii jak inni.........Ale dopiero wtedy będziemy
                        się zastanawiać co mu odpowiedzieć. Myślę, ze nie ma co się martwić na zapas.
                        Gorzej, jak nie będę chcieli go dopuścic do Komunii, o czym pisała juz
                        wcześniej jedna z dziewczyn. Znowu trzeba będzie chodzic do księży się prosić.
                        Ale coż, życie rzuca nam pod nogi kłody i trzeba sobie z tym jakoś radzić. Choc
                        czasami mnie osobiscie brak juz sił, tym bardziej, że przeszkody są w
                        miejscach, gdzie powinno być pełne zrozumienie i pomoc.
                        Pozdrawiam i życzę dużo optymizmu (sobie też)
                        Magda
                        P.S. Jesli masz ochotę popisać to zapraszam - maga102@gazeta.pl
                    • grrrrw Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 04.08.03, 23:41
                      KPK Kan 868 -par.1 Do godziwego ochrzczenia dziecka wymaga się:
                      - aby zgodzili się rodzice lub przynajmniej jedno z nich lub ci, którzy prawnie
                      ich zastepują- aby istniała uzasadniona nadzieja, że dziecko będzie wychowane
                      po katolicku, jesli jej zupełnie nie ma, chrzest należy odłozyć, powiadamiajżc
                      rodziców o przyczynie.
                      Wynika z tego, że kazdy przypadek wymaga indywidualnego roztrzygnięcia, o tym
                      czy jest nadzieja na katolickie wychowanie decyduje ksiądz na własne wyczucie.
                      Obysmy sami w rozmwoie nie dawali mu powodów do zwatpienia. Zapewne jest
                      inaczej na zachodzie, po prostu inne warunki zycia - inaczej jest rozumiane
                      pojęcie "katolickiego wychowania" w dużym miescie i naczej w małej wiosce,
                      gdzie norma jest udział calej wsi w procesji w okta itp.itd. Z tego co wiem,
                      jesli rodzice mogą wziąć slub, nie ma przeszkód, obowiązkowa sie poucza i
                      chrzest odkłada do przemyslenia . Nie ma co się awanturować, po prostu takie
                      jest przyjete w Polsce postepowania.
                      No chyba że w niebezpieczeństwie smierci, czego nie życzę.

                      Co innego chrzestny i chrzestna a co innego świadek chrztu.Nie mylić.
                      Można ochrzcic dziecko poza własną parafią, nawet nie potrzebna jest zgoda
                      proboszcza, ale nie radzę zaczynać wojny.
                      Proboszcz może nie zezwolić na Komunie dziecka, które jego zdaniem nie jest
                      wystarczająco przygotowane lub nie osiągneło wystarczającego używania rozumu.
                      Wymagania co do dyspozycji sa minimalne, nawet dzieci opóxnione w rozwoju
                      umysłowym sa dopuszczane.
                      W opisywanym przypadku zapewne dziecko nie chodziło na nauki, próby czy nie
                      przyszło do spowiedzi, coś musiało być, skoro tak się stało.

                      Co do narzeczonego, który otrzymał komunię : szafarz sakramentu eucharystii nie
                      może odmówić jej nikomu, chyba że wie że osoba ta prosi o nią niegodnie
                      (kawał, pijana osoba, bardzo malutkie dziecko...). Nie może rozdając komunię
                      pytać " a czy ty kochaneczku u spowiedzi byłeś?" Skoro ktos klęka przy
                      balaskach, czy podchodzi , to komunię otrzyma.
    • kasiulka1313 Re: mamy kociołapowe-jak ochrzciłyście dzieci? 12.07.03, 00:19
      Mogę sie na ten temat wypowiedzieć, bo chrzciny mojego Filipa były
      06.07.2003r. Otóż nie mamy ślubu kościelnego, bo nie możemy (ja jestem panną,
      ale mój Wojtek rozwodnikiem) a cywilny planujemy w grudniu tego roku. Filip 15
      skończy osiem miesięcy. Nie ochrzciliśmy go wcześniej ze względu na pracę jego
      taty (marynarz), a ja nie chciałam robić tego sama. Szczerze mówiąc
      planowaliśmy to zrobić w listopadzie, wtedy miał wrócić Wojtek, ale
      niespodziewanie wrócił 3 tygodnie temu i zaczęliśmy się zastanawiać czy aby
      nie urządzić tej imprezki teraz - latem. Szczerze powiem bałam się okropnie
      rozmowy z księdzem (słynie z tego iż wrzeszczy na ludzi bez opamiętania etc.
      etc.) Zależało mi na tym, aby chrzest odbył się do 06.07 bo Wojtek miała znowu
      wyjeżdżać. Pierwszy raz poszłam sama, kancelaria była zamknięta, ale wikary
      udzielił mi informacji i powiedział, że bez problemu dziecko zostanie
      ochrzczone w następną niedzielę na mszy o godz. 13 (a było to 26.06) tylko
      żeby przyjść i wszystko załatwic z proboszczem w czasie jego urzędowania w
      kancelarii. Poszłam więc w sobotę (28.06) do kancelarii proboszcz bardzo miło
      mnie powitał, zapisał w księdze datę chrztu, spisał dane dziecka z aktu
      urodzenia i wtedy poprosił o dane rodziców i akt ślubu. Gdy powiedziałam, ze
      nie mam od razu zmienił to głosu i sposób rozmowy. Zapytał dlaczego tak jest i
      dlaczego nie mamy chociaż cywilnego. Sucho stwierdził, że w takim przypadku
      chociaż chrzestni mają być "normalni", dzień przed mamy przyjść na mszę na 18
      na naukę, chrzestni do spowiedzi i że to już wszystko. Gdy zapytałam o
      pieniądze powiedział, ze nie trzeba i w ogóle to nie teraz więc wyszłam.
      Nastroju przyznam nie miałam najlepszego po tej rozmowie...
      Tydzień potem w sobotę jak poszłam rano do ksiedza uzupełnic dane chrzestnych
      (również sama) byłam bardzo zaskoczona ksiądz bardzo uprzejmy stwierdził, że
      ubolewa nad tym że nie mamy ślubu no ale cóż dziecko trzeba przecież normalnie
      wychować. z tej radości i ulgi (bo bałam się, że znowu mnie zdołuje) dałam mu
      50zł mimo, że stwierdził, ze to nie jest konieczne. Potem wspomniana msza i
      nauka; ksiądz bardzo miły nawet żartował sobie. A sam chrzest rewelacja - msza
      za naszego maluszka i za nas ksiądz pieknie ją odprawił (aż znajomi zapytali
      czy dużo mu dalismy, że tak pięknie gadał) Ogólnie atmosfera super i maluszek
      spisał sie na medal. Zdjęcia będzie można zobaczyć za jakieś dwa dni na
      zobaczcie w wątku listopad 2002.
      Więc dziewczyny głowa do góry ksiądz nie ma prawa odmówić dzicku sakramentu
      ono jest niewinne i nie może cierpieć za wasze "grzechy" wink

      Kasia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka