I tonie przy okazji zbliżającego się święta...
Często chodząc z dziećmi na spacery mam okazję mijać Babcie
prowadzące te gigantyczne wózki z wnuczętami. Dziś mijałam
starowinkę, która cierpliwie objaśniała wnukowi marki
samochodów,oczywiście uprzednio zapytana.Jak już nie dowidziała
marki mówiła np.: fioletowy

Ja targając mój wózek po tych wszystkich schodach, krawężnikach itp,
czasem wracam do domu z nieźle obolałym krzyżem, a i ciągłych pytań
mam czasem dosyć, choć niespełna 30-letnią rodzicielką moich dzieci
jestem....
Podziwiam za odwagę, siłę i dobre chęci, nieważne czy to wasza
teściowa, mama, czy ciocia i jak się z nią dogadujecie. Szacuneczek.
Pomijam fakt pojawiania się np. dziadków bijących wnuczka laską, bo
osikał spodnie,lub babć wyzywających od głupków i zabraniających
bawić się w piachu, ale to już inna historia... Do opieki nad
dziećmi potrzeba wielkiej siły, siły spokoju