ja_inaczej
15.04.08, 10:37
Sytuacja z niedzieli.
Byla piekna pogoda wiec z mezem postanowilismy ze zabierzmy dzieci
na wiosenna wycieczke. Mamy 3 dzieci z spora rozpietoscia wiekowa.
No i nadeszla pora obiadowa.Zajechalismy do pieknej knajpy. Cala
3poszlana plac zabaw z tyly a my zajelismy duzy stolik i mielismy
zamawiac. Okazalo sie ze stol jaki zajelismy byl ostatnim wolnym
duzym stolem.Po nas weszlo malzenstwo z dzieckiem + dziadek.
Obsluga zaczela proponowac nam bysmy zajeli miesce przy dwojce.Ale
po informacje ze my z dziecmi dali spokoj.Jednak Dziadek od tamtej
pary przyszedl jeszcze raz ipyta sie ilemiejsc tutaj jest wolnych -
mowimy zgodnie z prawda ze 2 .A on a reszta? No to maz znowu
tlumaczy ze my z 3 dzieci.A facet na caly glos to ile macie tych
dzieci ..3?!?! Trojke???....po czym kazde znich mowilo -ci tu
przyjechaliz 3 dzieci. Poczulam sie okropnie. Nawet nie wiem
dlaczego. Kazde z moich dzieci potrafi zachowac sie przy stole.
Tylko 3 latek nie je z nozem .Mialam ochote wyjsc bo juz kazdy
zwrocil na nas uwage.A zaskoczenie ze prawie 40 latkowie maja 3
dzieci bylo tak wielkie ze szok.
Wiecie chyba poczulam sie jak bysmy byli patologia.Nikt nas nie
wspiera,sami sie utrzymujemy a oburzenie ze my tu z 3 zaskoczylo
nawet spokojnego mojego meza.
Jak myslicie czy zaslozenie czulam sie niezrecznie.Czy powinnismy
byli ustapic im miejsca a sami zabrac dzieci no nie wiem chodzby na
kolana?A moze reakcja starszego pana byla przesadzona.?