dirgone
15.04.08, 11:23
Takie mam - ogromne i pewnie niemożliwe do spełnienia przez następnych kilka
lat. A może i nigdy...
Obudziłam się dzisiaj rano, ubrałam, umyłam (zmyłam nocną brzozę, żeby zrobić
miejsce dla brzozy dziennej) i wyszłam do pracy. Po wyjściu z mieszkania
wstrzymałam oddech i pięterko aż do wyjścia z klatki przebiegłam sina na
twarzy (bo sąsiad na klatce pali - przecież mu wolno)
Na autobus czekałam dobrych kilkanaście metrów od przystanku, no bo przecież
popielniczki są przy samych przystankach, a ludzie lubią sobie czas
oczekiwania dymkiem urozmaicić.
W autobusie kierowca ukradkiem podpala papierosa, kieruje jedną ręką i udaje,
że ten dym to z dworu leci.
Przyszłam do pracy - wejście do biura to następny wstrzymany oddech, bo
chociaż tabliczka "zakaz palenia" w holu wisi, to najwidoczniej nie obowiązuje
portiera w jego kantorku. Weszłam do swojego pokoju (niestety - parter),
otworzyłam okno na 30 sekund, bo akurat pod moje okno znowu ktoś przestawił
popielnicę. Na szybie wywiesiłam kartkę "Bardzo proszę o niepalenie pod oknem"
(już rok wisi), bo miejsca naprawdę mają dużo, wystarczy 5 KROKÓW przejść
dalej, żeby mi nie dymić (nawet ławkę mają), ale przecież to takie fajne -
palić dokładnie pod moim oknem i śmiać się z cholernej kartki.
Wyszłam do portiera, żeby znowu przestawił popielnicę, a ten do mnie z
pretensją, że "To gdzie mają palić?? Przeze mnie już nie mogą w holu, ale na
dworze przecież im nie mogę zabronić!". No więc siedzę znowu w dusznym pokoju
biurowym.
A przed chwilą dostałam smsa - "Idziesz w czwartek do klubu?" Chcę iść jak
cholera, ale wiem, że jak pójdę, to po pół godzinie znowu będę musiała wyjść...
I pewnie znowu zaraz ktoś mnei zwyzywa od terrorystek, bo przecież mi nikt nie
zabrania puszczać bąków czy bekać po kapuście.