kami413
05.05.08, 18:52
Ostatnio mam chwię zwątpienia, co się stało z moim zyciem, co jest
ze mną nie tak?Pierwsze dziecko syna urodziłam w wieku 16 lat, 2
lata później wzięłam ślub, po 12 latach urodziłam kolejne dziecko,
córkę, a niedawno rozwiodłam się, eks mąż znalazł sobie kobietę
która urodziła mu dziecko i mnie zostawił samą z dziećmi. Na dzieci
płaci alimenty razem 400 zł, to mało, zwłaszcza, że córka często
łapie infekcje, ostatnio zapalenie oskrzeli, nie wspomnę o lekach
które mnie dużo kosztują. No i nerwy, na czas rozwodu byłam na
tabletkach bo inaczej chyba bym nie funkcjonowała normalnie. Pracuję
na zmiany i jest mi bardzo ciężko, chodzę chwilami nieprzytomna, a
tu córkę trzeba odprowadzić i przyprowadzić z przedszkola, ugotować,
wyprać, poprasować, posprzątać itd.d.d.Gdyby nie pomoc sąsiadki
(czasami zostaje z córką) nie dałabym rady. Najgorzej jest z synem.
Od czasu rozwodu stał się agresywny dosłownie. Wagaruje, przeklina
(do mnie też), zaczepia młodsze dzieci, wraca nad ranem. Ostatnio
zaczął się ze mną szarpać, bo zwróciłam mu uwagę, żeby posprzątał po
sobie. Tak jest ze wszystkim, muszę mu o wszystkim przypominać,
buntuje się jako nastolatek, ale boję się o córkę, raz ją popchnął
(bo kazałam mu iść do sklepu, tymczasem córka nadbiegła, pewnie
popchnął by mnie) tak mocno, że poleciała na szafę i uderzyła o
kant, na szczęście nic poważnego się nie stało. Wiem, że jeśli bym
go w nerwach uderzyła to by mi oddał. Z byłym już rozmawiałam, i
stwierdził, że rozmawiał z nim. Tyle, że nie dotarło bo żadnych
zmian jak narazie, dalej to samo. Powiedział, że nie chce żeby syn z
nimi zamieszkał bo jest małe dziecko a on dużo pracuje i jego nowa
żona ma dużo obowiązków (ciekawe spostrzeżenie). I co ja mam dalej
robić?Najchętniej wyjechałabym gdzieś daleko aby mieć spokój i nie
patrzeć już na to wszystko...
No to wyżaliłam się. Jest mi już o niebo lżej.