malkowa
16.05.08, 09:00
Muszę się wygadać bo szlag mnie trafia i zaraz chyba pęknę ze złości! Niedawno urodziłam dziecko, w z wiązku z czym przyjechała do mnie moja mama, do pomocy, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna. Szkopuł w tym, że się pochorowała. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale chyba każdy normalny człowiek w takiej sytuacji powiedziałby "Słuchaj, nieciekawie się czuję, a tu jest dwutygodniowe dziecko. Chyba będzie lepiej, jak pojadę do domu". A tymczasem co robi moja mama? Przez dwa dni wmawia mi, że ona nie jest chora! Mimo że ma chrypę, katar i kaszel! A gdy poprosiłam ją o powrót do domu, śmiertelnie się na mnie obraziła i zarzuciła tekstami typu "Ja nie będę nikogo uszczęśliwiać na siłę" oraz pretensjami, że ona się u mnie nie może wychorować, bo ja się na nią krzywo patrzę za każdym razem, gdy ona sobie kichnie lub kaszlnie. Po prostu dramat. W końcu pojechała cała we łzach żalu, jaką to ma wyrodną i niewdzięczną córkę, a efekt jest taki, że ja od niej podłapałam bakcyla, który mnie trzyma już od tygodnia. Dziś do tego okazuje się, że i moja starsza córa jest chora - pewnie z kolei podłapała ode mnie. Jeśli zarazi się i mały, to nie wiem... nie wybaczę chyba mamie tego numeru, a sobie - że dałam się zmanipuować i nie poprosiłam jej od razu o wyjazd... I teraz nie wiem, jak mam z nią rozmawiać. Z jednej strony może rzeczywiście powinnam dać sparwie spokój, bo - jak mnie uświadomiła moja mama - "każdemu się może zdarzyć" i być może to ja nie mam racji, a z drugiej - chciałabym wiedzieć, że ona ma świadomość, co tak naprawdę zrobiła - świadomie naraziła moje dziecko (a swojego wnuka!) na niebezpieczeństwo. Przecież u tak małego niemowlęcia byle infekcja grozi szpitalem! Pomijam fakt, że jestem wściekła i po prostu mam ochotę jej wykrzyczeć, co o tym myślę. Tego nie zrobię, więc przynajmniej sobie ulżyłam na forum... Dzięki za wysłuchanie.