babapolska
28.05.08, 10:23
Do tego wpisu natchnął mnie wątek na starszym dziecku. Skrótowo
rzecz ujmując i nie wchodząc w detale 4-osobowa rodzina z dziećmi w
wieku szkolnym, mająca własne mieszkanie, nie obciążona kosztami
kredytów, oszczędnie, bo oszczędnie, bez szaleństw, ale może za 4
tys. mies. w dużym mieście funkcjonować.
No i tu moje pytanie, jak sobie radzą rodziny "łapiące" się na
zasiłki (granica coś chyba 500 z hakiem)? Czy żyją na skraju
ubóstwa odmawiając sobie wszystkiego? Jest to krótki okres
przejściowy, bo na dłuzszą metę się nie da? Mieszkają kątem u
rodziny korzystając z pomocy rodziców? I właściwie, czy to nie
fikcja, bo ile osób takie zasiłki pobiera? No bo skoro mając 1000
zł/os też trzeba liczyć każdy grosz i zapomnieć o szaleństwie, to
jak wiąże się koniec z końcem mając mniej niz połowę tego?
Zbliża sie okres wakacji i tu znowu kłania się stały temat rozmowy
ze znajomą na temat wspólnych wakacji. Ich jedynie stać na
tydzień "pod gruszą" (czyt. tania kwatera plus własne jedzenie).
Mają 600-700 zł na os mies.,ponoszą przeciętne koszty stałe i
oszczedzają na wszystkim. Przy takim dochodzie nie łapią się na
żadną pomoc socjalną i właściwie , mimo wszystko, nie narzekają tak
bardzo do czasu ... kolejnych wakacji. Najzwyczajniej nie stać ich
na wysłanie dzieci na obóz, czy na normalne wczasy. Nie są w stanie
odłożyć takiej kwoty, na żadne wsparcie (dofinansowanie) nie mogą
liczyć.
Drogie e-mamy czy dużo jest Was w podobnej sytuacji? Ile z Was
zmuszone jest do korzystania z pomocy społecznej (dopłaty do
kosztów utrzymania mieszkań)? Macie poczucie winy, w stosunku do
dzieci, że nie zapewniacie im minimum Środków na przyzwoitą
egzytencję? Co sądzicie na temat zasiłków rodzinnych i ustalonej
granicy? Jaki macie pomysł na ludzi mało przedsiębiorczych czy
schorowanych mających dzieci w wieku szkolnym?
Kurcze, ja to mam takie mieszane uczucia. Bo z jednej strony akcja
pajacyk,caritas, z drugiej - dzieci majace finansowane obiady w
szkole, które często lądują w koszu, często skandaliczne zachowanie
młodzieży na prawie darmowych wyjazdach (przyjmujące postwę, że im
się należy,bez cienia wdzięczności), a z trzeciej - znajoma, która
tak chciałaby, aby i jej dzieci dostały darmowy posiłek czy
dofinansowanie do obozu(nauczone oszczędzać, z którymi szkoła nie
ma żadnych problemów wychowawczych).
Trochę długi zrobł się ten post, chyba zbyt duzo wątków pobocznych,
ale zachęcam do dyskusji i podzielenia się własnymi opiniami i
doświadczeniem.