slodka_idiotka5
07.06.08, 13:51
Po raz pierwszy piszę na forum. Przejrzałam kilka wątków i
pomyslałam sobie, że opinia osób postronnych może mi pomóc uporać
się z zasadniczym problemem w moim małżeństwie. A jest nim bark
szacunku mojego męża dla mnie - to ja tak uważam, bo mój mąż
twierdzi, że mnie szanuje i jakakolwiek dyskusja z nim na ten temat
prowadzi do odwracania kota ogonem, obrażania sie i nadąsanych min.
Wg. mnie wcześniej przytoczone zachowanie męża też świadczy o braku
szacunku, bo nie daje mi prawa do tego, zeby się czuć tak jak się
czuję. Z góry zaznaczę, że małżenstwem jesteśmy normalnym - mąż nie
pije, nie bije, kase przynosi, w domu pomaga, przyt dzieciach
również. Jesteśmy małżeństwem z kilkuletnim stażem, mamy dwójkę
małych dzieci. Nie pracuję zawodowo ponieważ dzieci są jeszcze małe
to raz, a dwa - przy systemie pracy zmianowym nie miałby kto
odbierać je z przedszkola, gdyby tam chodziły - to dwa, a trzy moja
pensja nie staryczyłaby na opłacenie opiekunki i to jest główny
powód protestów mojego męża przed moim powrotem do pracy. To tyle
wstępu, a teraz przejde do konkretów czyli zasadniczego problemu,
który wyzwolił we mnie chęć poznania Waszego zdania, a mianowicie
SZACUNEK w małżeństwie(moim). Nie będę sięgać do ery kamienia
łupanego, opowiem najnowszą historię sprzed kilku dni. Mój mąż
zadzwonił do mnie podekscytowany z pracy, że ojciec dogadał się z
matką i chcą, jako że jest piękna pogoda, pojechać na teścia
ojcowiznę. Mój mąż zaoferował się, że ich zaiwezie i właśnie dzwoni,
żeby mnie o tym radosnym fakcie poinformowac - że jadą w sobotę
rano. No cóż, rozczarowałam mojego męża, bo zamiast ochów i achów
wyraziłam swoją dezaprobate i odłożyłam słuchawkę. Kiedy wrócił mąż
z pracy powiedizałam co myślę, a myślę, że gdyby miał dla mnie choć
odrobinę szacunku to przed ustalaniem terminów z teściami powinien
zadzwonić i zapytac jakie ja mam plany na ww. dzień itp. Mój mąz nie
rozumie o co chodzi - przecież on wziął wszystko pod uwagę zanim
podjął decyzję, nawet wstał dzisiaj o 3.30 , żeby ich zawieź i rznie
głupa nie rozumiejącego o co mi chodzi. Zaznaczam, ze to nie
pierwsza tego typu zagrywka mojego męża. Chodzi o to, że decyduje za
mnie i wie lepiej co ja chcę, mimo, że zwykle trafia jak kulą w
płot. Zaznaczam również, ze w tym wszystkim nie chodzi o teściów.
Owszem, nie przepadam za nimi, w dużej mierze to zasługa mojego
męża, ale nigdy nie odmówiłam im pomocy, a wręcz przeciwnie - często
sama mobilizowałam męża do zainteresowania rodzicami. To chyba tyle.
Co Wy na to?