Dodaj do ulubionych

Kto ma rację?

07.06.08, 13:51
Po raz pierwszy piszę na forum. Przejrzałam kilka wątków i
pomyslałam sobie, że opinia osób postronnych może mi pomóc uporać
się z zasadniczym problemem w moim małżeństwie. A jest nim bark
szacunku mojego męża dla mnie - to ja tak uważam, bo mój mąż
twierdzi, że mnie szanuje i jakakolwiek dyskusja z nim na ten temat
prowadzi do odwracania kota ogonem, obrażania sie i nadąsanych min.
Wg. mnie wcześniej przytoczone zachowanie męża też świadczy o braku
szacunku, bo nie daje mi prawa do tego, zeby się czuć tak jak się
czuję. Z góry zaznaczę, że małżenstwem jesteśmy normalnym - mąż nie
pije, nie bije, kase przynosi, w domu pomaga, przyt dzieciach
również. Jesteśmy małżeństwem z kilkuletnim stażem, mamy dwójkę
małych dzieci. Nie pracuję zawodowo ponieważ dzieci są jeszcze małe
to raz, a dwa - przy systemie pracy zmianowym nie miałby kto
odbierać je z przedszkola, gdyby tam chodziły - to dwa, a trzy moja
pensja nie staryczyłaby na opłacenie opiekunki i to jest główny
powód protestów mojego męża przed moim powrotem do pracy. To tyle
wstępu, a teraz przejde do konkretów czyli zasadniczego problemu,
który wyzwolił we mnie chęć poznania Waszego zdania, a mianowicie
SZACUNEK w małżeństwie(moim). Nie będę sięgać do ery kamienia
łupanego, opowiem najnowszą historię sprzed kilku dni. Mój mąż
zadzwonił do mnie podekscytowany z pracy, że ojciec dogadał się z
matką i chcą, jako że jest piękna pogoda, pojechać na teścia
ojcowiznę. Mój mąż zaoferował się, że ich zaiwezie i właśnie dzwoni,
żeby mnie o tym radosnym fakcie poinformowac - że jadą w sobotę
rano. No cóż, rozczarowałam mojego męża, bo zamiast ochów i achów
wyraziłam swoją dezaprobate i odłożyłam słuchawkę. Kiedy wrócił mąż
z pracy powiedizałam co myślę, a myślę, że gdyby miał dla mnie choć
odrobinę szacunku to przed ustalaniem terminów z teściami powinien
zadzwonić i zapytac jakie ja mam plany na ww. dzień itp. Mój mąz nie
rozumie o co chodzi - przecież on wziął wszystko pod uwagę zanim
podjął decyzję, nawet wstał dzisiaj o 3.30 , żeby ich zawieź i rznie
głupa nie rozumiejącego o co mi chodzi. Zaznaczam, ze to nie
pierwsza tego typu zagrywka mojego męża. Chodzi o to, że decyduje za
mnie i wie lepiej co ja chcę, mimo, że zwykle trafia jak kulą w
płot. Zaznaczam również, ze w tym wszystkim nie chodzi o teściów.
Owszem, nie przepadam za nimi, w dużej mierze to zasługa mojego
męża, ale nigdy nie odmówiłam im pomocy, a wręcz przeciwnie - często
sama mobilizowałam męża do zainteresowania rodzicami. To chyba tyle.
Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 13:54
      Pojechał z nimi,czy tylko ich zawiózł?Ile czasu mu to zajęło?
      • blanka_32 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 13:59
        Mąż nie ma do Ciebie szacunku? Wcale się nie dziwie - skoro sama
        piszesz o sobie słodka idiotka (bo chyba wiesz, że masz taki nick,
        no nie?)
        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:01
          Dziękuję Ci, dokładnie o taką opinię mi chodziło. Musisz być bardzo
          inteligentna skoro tak szybko wpadłaś na rozwiązanie problemu. A na
          pewno bardzo miławink))Pozdrawiam Cięserdecznie.
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 13:59
        Zawiózł ich, zajęło mu to jakieś cztery godziny, ale że wyjechał
        wcześnie z powrotem był przed 10 rano. Do pracy szedł na drugą
        zmianę.
        • dee.angel Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:01
          Dziiiizas... I z tego robisz problem? Facet zarwal pol nocy, zeby zawiesc
          rodzicow, wrocl na sniadanie, caly dzien i tak macie dla siebie a ty masz
          pretensje? Wybacz, ale sie czepiasz i to ostro.
          • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:03
            Ja to widzę trochę inaczej i uznałabym, że się czepiam gdyby to
            zdarzyło się pierwszy raz. Spróbuję napisać wyraźniej - nie chodzi o
            sam fakt zawiezienia teściów, tylko o nie uwzględnianie moich planów
            i zakładanie z góry, że ja sie dostosuję. Czy to tak trudno
            zrozumieć w tamtym poscie?
            • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:05
              A czy kiedykolwiek powiedziałaś o własnych planach?
              • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:07
                Oczywiście, że tak. Nie raz już mój mąż zachowywał sie podobnie -
                tzn. stawiał mnie przed faktem dokonanym(nie wiem jak mam to jeszcze
                wyraźniej napisac) i wtedy był informowany, ze ja sobie nie życzę
                takich sytuacji, że mogę mieć i mam prawo do własnych planów. I
                zawsze przyjmował to do wiadomości. Nie wiem tylko czyjej.
                • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:12
                  Powiedzieć,że miałaś inne palny,a podać konkretne rzeczy które chcesz w tym
                  czasie robić to dwie różne sprawy.Podajesz konkrety,a on je olewa?
                  • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:23
                    Gryzelda przed podjeciem decyzji on w ogóle mnie nie pyta o plany,
                    potem informuje jak o fakcie dokonanym, a poinformowany o moich
                    planach nie raczy zmienić tego co postanowił, bo musiałby komuś
                    odmówić, w tym wypadku teściom - gdybym sie uparła, bo wcale nie
                    zamierzałam. chodzi o zasade - rozumiesz.Nic mu nie daje prawa do
                    dysponowania moim czasem wzgledem swojego(jego) uznania.
                    • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:25
                      Masz rację,nie szanuję cię,traktuje gorzej niż służącą,spakuj mu walizkismile
                      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:32
                        Ironia, ale chociaż w temacie . Dobre i to. Dzięki. faktycznie
                        jestem idiotka, bo liczyłam na Waszą pomoc. Nie na głaskanie po
                        głowce, ale na poważne potraktowanie tematusad
                        • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:37
                          Liczyłaś,że jakaś mam zadzwoni do twego męża i powie,żeby zaczął się z tobą liczyć?
                          Zacznij z nim rozmawiać,a jak raz czy drugi zmusisz go do zmiany palnów może
                          załapiesmile
            • dee.angel Re: Kto ma rację? 07.06.08, 15:27
              Odnosze sie do przykladu, ktory podalas, bo innych sila rzeczy nie znam. Trudno
              mi sobie wyobrazic jakie plany moglas miec przed 10 rano... Moim zdaniem facet
              zrobil wszystko zeby wilk byl syty i owca cala... Przynajmiej tym razem.
            • michasia24 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 07:47
              a jakie mialas plany o 3 w nocy?
              • ja1ja1 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 07:53
                michasia24 napisała:

                > a jakie mialas plany o 3 w nocy?

                pewnie sex.
        • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:02
          Zakładam,ze miałaś jakieś plany od 6 rano?
          • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:09
            Plany - nie, raczej obowiązki. A podział mamy taki, ze ja zajmuje
            się dziećmi - pech chiał, że nie chcą spać do 10.00, a mąż
            wyprowadza psa - dużego. Nie jestem w stanie tego zrobić , bo nie
            mam z kim zostawić dzieci na czas spaceru z psem.
            • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:10
              A kto wyprowadza psa jak mąz pracuje na ranną zmianę?
              • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 17:18
                Mąż, przed wyjściem do pracy.
            • ja_inaczej Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:12
              Rodzice wychowywali go X lat. Łozyli na nauke. I teraz po latach
              pies wiecej powinien dostawac uwagi niz rodzice!!??.. Bo wazniejsze
              wyprowadzenie PRZEZ MEZA. Niz odwiezenie rodzicow na ta szczesna
              ojcowizne??.. gdybys byla moja synowa przepraszam ale nie
              uwierzylabym w zadna sympatie.
              • nutka07 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:19
                Daj spokoj. Co Ty wypisujesz. Zaraz dojdziemy do tego, ze dali mu zycie itd. To
                nie o to chodzi. Nikt tu nie stawia psa wyzej od rodzicow. To byl tylko JEDEN
                przyklad, chyba za malego kalibru smile Chodzi o to, ze maz dosc czesto nie
                uwzglednia potrzeb czy planow autorki. Pomimo rozmow rezultat jest zerowy i
                dalej robi swoje.
                Wszyscy skupili sie na tym wyjezdzie a nie na tym, ze chodzi o wspolna rozmowe.
                • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:25
                  nutka07 napisała:

                  >Chodzi o to, ze maz dosc czesto nie
                  > uwzglednia potrzeb czy planow autorki. Pomimo rozmow rezultat jest
                  zerowy i
                  > dalej robi swoje.
                  > Wszyscy skupili sie na tym wyjezdzie a nie na tym, ze chodzi o
                  wspolna rozmowe.
                  Nutka dokładnie, już mi sie nawet nie chce czytać tych głupot, które
                  forumki tu wypisują. Nie wiem z czym mają problem - może ze
                  zrozumieniem słowa PRZYKŁAD. Jezzzu mogłam dać kilka innych.
                  • dee.angel Re: Kto ma rację? 07.06.08, 15:29
                    To moze zamiast sie goraczkowac i nas obrazac podaj jakis lepszy przyklad, bo
                    ten jakis, tego... nie bardzo smile
              • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:26
                ja_inaczej napisała:

                > gdybys byla moja synowa przepraszam ale nie
                > uwierzylabym w zadna sympatie.
                No właśnie....to tyle w kwestii dokładnego czytania tego co jest
                napisane. Spróbuj może czytać ze zrozumieniem,zamiast się domyślać
              • wjw2 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 17:46
                Autorka wątku nie jest Twoją synowąsmile, to po I-sze
                po II-ie, przeczytaj uważnie co autorka napisała, zanim się
                uniesiesz i kąśliwie się wypowiesz. Nie chodzi o fakt, że mąż
                odwiózł rodziców wcześnie rano, a o drobnostkę: że zanim rodzicom
                obiecał, powinien był zadzwonić do żony i poninformować ją o prośbie
                rodziców, pytająć (pro-forma raczej)czy żona ma jakieś plany na
                sobotni poranek.Ot co, mała rzecz, a "wilk syty i owca cała"smilesmilesmile

      • nutka07 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:02
        Gryzeldo ja mysle, ze autorce chodzi o to, ze ja poinformowal a nie uzgodnil
        wczescniej. Zadzwonil i powiedzial, ze jedzie a nie zapytal jej badz nie
        rozpoczal tematu, ze rodzice go poprosili i chcialby ich zawiezc. On dzwoni i
        informuje, ze zrobi to i to juz gdy decyzje podjal. smile

        A to na ile pojechal chyba nie ma dla autorki znaczenia w tej chwili.
        • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:04
          Znaczy autorka z tych,co zawsze powód znajdzie żeby sie przyczepić.
          • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:05
            No tak, przecież Ty już wiesz o mnie wszystkosmile
        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:04
          nutka przywracasz mi wiarę w człowieka smile)
        • ja_inaczej Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:17
          OKi.Nutka ale naprawde uwazasz ze powinien pytac zone o pozwolenie??
          TZn zona musi wydac akceptacje niczym jego przelozony?? To
          małzenstwo czy firma?.. Moj maz ,moglby mnie po informowac a nie
          mialabym do niego pretensji. Gdyby mi kolidowalo zmienilby plany ale
          nie w sytuacji gdy wstaje o 3 a wraca o 10.

          Dla autorki moze nie ma znaczenia o ktorej wrocil ale dla calej
          sytuacji tak.
          • nutka07 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:26
            Pozwolenie, przelozony nie o to mi chodzi.
            Mysle, ze ta sytuacja nie byla by powodem do klotni gdyby miala miejsce jeden
            raz, albo wystepowala dosc rzadko (nie mam namysli tylko podwozenia).
            Wiesz jak chcesz cos zmienic, prosisz, rozmawiasz a ktos dalej to ignoruje,
            udaje ze nie wie o co chodzi smile to wtedy wlasnie takie niegrozne sytuacje
            urastaja do rangi wielkiego problemu. No i tak teraz wyszlo niestety dla
            autorki. Bo wychodzi na 'wariatke' smile
    • ja_inaczej Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:09
      Rozumiem nie zapytal ale I tak czepiasz sie.A to dlatego bo jakos
      nie sadze zeby mogl ci z czym kolwiek kolidowac wyjazd meza. No bo
      niby co mialas w planach pomiedzy ta 3.30 a10? A nawet jesli
      przeciez nie odwozi ich codziennie tam prawda?.

      Ale jak dla mnie problem lezy gdzie indziej.

      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:11
        ja_inaczej napisała:

        >
        > Ale jak dla mnie problem lezy gdzie indziej.
        >
        Może w czytaniu ze zrozumieniem?
        Przeczytaj jeszcze raz moje posty, bo nie mam już siły powtarzac po
        raz kolejny tego samego.
        • ja_inaczej Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:14
          Dlaczego mnie atakujesz? wyrazilam swoje zdanie a o to przeciez
          prosilas. No chyba ze chcialas uslyszec echo.

          Moje zdanie czepiasz sie.
          • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:30
            Nie, ja po prostu nie mogę zrozumieć jak wykształcone osoby mogą
            mieć taki problem z czytaniem ze zrozumiem. Jestem w szoku. Jakim
            cudem nutka zrozumiała o co chodzi? Czepiłyscie się PRZYKŁADU
            przykładu rozumiesz, jak ktoś głupi. I na nic zdają się moje posty
            wyjaśniające, a nawet perswazje nutki. Nie, Wy wiecie lepiej i tyle.
            Nie chodzi o echo. Gdybyscie wyraziły swoje krytyczne opinie, ale
            wtemacie byłabym Wam szczerze wdzięczna. Jak myślisz co mnie
            bardziej boli - Wasze uwagi o moim czepialstwie czy brak szacunku
            męża?
            • mamaemmy Re: Kto ma rację? 08.06.08, 16:09
              slodka_idiotka5 napisała:

              > Nie, ja po prostu nie mogę zrozumieć jak wykształcone osoby mogą
              > mieć taki problem z czytaniem ze zrozumiem. Jestem w szoku.

              Wykształcone,hmm..Własnie na takich forach wychodzi to
              "wykształcenie":nieumiejętność czytania ze zrozumieniem,brak zasad ortografii i
              interpunkcji ,że o składni zdania nie wspomnę tongue_out

              Nie trzeba chyba mieć magistra żeby zrozumieć w czym tkwi sedno sprawy?

              Ja myslę,ze powinnaś z nim na spokojnie porozmawiac-a jeszcze lepiej napisac
              wszystko w liscie-przed ta rozmową.Postawic go kilka razy w takiej samej
              sytuacji-zaplanować cos nie pytając go o zdanie,o jego plany...i tak do
              skutku,aż zrozumie w czym błąd.
              Faceci niestety-nawet ci wykształceni-mają często problemy ze zrozumieniem
              problemu..
          • semida Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:31
            Porozmawiaj z nim.Usiądźcie,wyłóż mu spokojnie swoje zdanie,powiedz mu dokładnie to co tutaj piszesz.Może zrozumie?
            Piszesz że z nim rozmawiałaś,ale może to było tylko takie gadanie w stylu:"Tty mnie nie szanujesz"?Może on odbierał to jako jakieś ataki?Pogadaj z nim na SPOKOJNIE.
            • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:35
              Semido droga, nie da się - nadyma się , obrażą i idzie w zaparte, ze
              on mnie szanuje. Dla mnie na szacunek składają się drobne gesty dnia
              codzienne, jak chociażby liczenie się z moimi planami i ja nie
              czuję się przez niego szanowana. Więc jak to jest - czy wystarczy
              powiedzieć"szanuję Cię" i sprawa z głowy czy też jest jeszcze cały
              przekaz pozasłowny bedący w opozycji do tych słow?
              • semida Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:40
                Więc może stara jak świat zasada:"Oko za oko,ząb za ząb"?
                Może zacznij planowa coś,mów mu o tym jak już wszystko będzie postanowione?Jak coś się będzie burzył,to odpowiedz że przecież Ty nic złego nie robisz,że to nie oznacza że go nie szanujesz itp.
                Moim zdaniem problem troszeczkę wydumany,ale skoro Tobie to przeszkadza to postaraj się to zmieni.Spróbuj zaczą robi tak jak on,i zobacz ile wytrzyma.Jednak Twoje plany niech naprawdę będą nagłe i nie do odwołania.Najlepiej żeby ostro kolidowały z jego planami.Może tym coś wskórasz?
                Kurczę,ja troszkę wredna jestem więc pewnie tak bym zrobiła jakby mi to przeszkadzało,nie wiem jakim Ty jesteś człowiekiem.
              • bri Re: Kto ma rację? 07.06.08, 22:18
                Ale dlaczego, skoro miałaś plany na sobotę rano, to sama nie
                poinformowałaś o nich męża, jak tylko się o tych swoich planach nie
                dowiedziałaś? Nie rozumiem tej dysproporcji - on ma Cię pytać czy
                nie masz planów, żeby sobie coś zaplanować, ale Ty nie musisz i
                kiedy on coś zaplanuje to jesteś obrażona, że nie wziął Twoich
                planów (o których nie wiedział) pod uwagę?
    • mika_p Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:33
      To może informuj go o swoich planach wcześniej, zanim on zrobi swoje? Bo z tego
      co piszesz, on sobie coś postanawia, a ty go wtedy informujesz, że miałas inne
      plany, i żądasz dostosowania się do twoich planów.
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:37
        Możesz mi powiedzieć skąd miałam wiedzieć,ze teść zadzwoni z
        propozycją wyjazdu? Na litośc Boską, moje plany dotyczą robienia
        zakupów, sprzątania i zajowania się dziećmi, bo niestety to jest na
        mojej głowie i jak ja tego nie zrobię to nikt inny też nie. A sklepy
        w sobotę są do 14.00
        • gryzelda71 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:39
          Matko...skoro twoje palny dotyczą zakupów(między innymi) to daj mu
          listę.Wracając od rodziców może zrobić zakupy.
        • maga_luisa Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:40
          Przykład który podałaś chyba po prostu nie jest najlepszy- widzisz że wielu z
          nas się wydaje, że robisz z igły widły. Myślę, że masz swoje powody, żeby czuć
          że mąż nie liczy się z Twoim zdaniem, ale opisana sytuacja moim zdaniem do tego
          nie upoważnia. Trudno mi się więc odnieść do całości problemu.
          • semida Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:42
            Dokładnie.Jednak może autorka jest już przewrażliwiona i ten ostatni incydent przeloał czarę goryczy?
    • nutka07 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:43
      Tak mysle, ze moze on nie chce sie wdawac w dyskusje bo boi sie Twoich reakcji
      smile ze znowu wybuchniesz itd. Woli poinformowac i przeczekac, udawac ze wszystko
      jest ok. Moze nie potrafi przedstawic czy powiedziec normalnie o sprawie. Moze
      uwaza to za nie istotne. Moze, moze...

      Ja bym sprobowala poraz kolejny ale nie czekajac na kolejna sytuacje. Usiadz z
      nim i na SPOKOJNIE powiedz o co Ci chodzi. Bez krzykow, unoszenia sie co i jak.
      Co bys chciala, ze sa sytuacje gdzie Ty tez masz swoje plany i chcesz zeby
      najzwyczajniej zadzwonil itd. Postaraj sie nie robic mu wyrzutow, powiedz o
      sobie jak sie czujesz wtedy.

      No i nie rzucaj sluchawka wink to tez brak szacunka dla mnie. Powiedz, ze jestes
      zdenerwowana i chcesz w tej chwili zakonczyc smile
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 14:45
        Rację ma semida - to kropla, która przelała kielich goryczy. A jak
        Ty nutko byś zareagowała gdyby twój mąż szedł w zaparte?
      • semida Przeczytane w "Cosmo" 07.06.08, 14:45
        Czasem czytam tą gazetę i zdarza się że coś mądrego napiszą.
        W ostatnim numerze wyczytałam:
        Kiedy facet mówi:"Oj,nie wiedziałem że aż tak się zdenerwujesz"-myśli-"Wiedziałem że się wściekniesz,dlatego wolałem Ci nic nie mówic dopuki nie będzie po fakcie"
        smile
        • slodka_idiotka5 Re: Przeczytane w "Cosmo" 07.06.08, 14:48
          A to świadczy o szacunku, braku szacunku czy tchórzostwiewink
        • nutka07 Re: Przeczytane w "Cosmo" 07.06.08, 14:51
          No wlasnie ja to przerobilam na wlasnym przykladzie smileale cholera sama musialam
          do tego dojsc bo Cosmo nikt mi nie podrzucil wink
      • nutka07 *szacunku 07.06.08, 14:47
        Podaczas rozmowy nie uzywaj slowa szacunek, mowie powaznie. Pewnie na sam dzwiek
        tego slowa juz reagujecie 'inaczej' wink
        • slodka_idiotka5 Re: *szacunku 07.06.08, 14:49
          Myślę, że masz racjęsmile
          • malila Re: *szacunku 07.06.08, 15:29
            Ja zrobiłabym to, co zaproponowała Semida. Właściwie ja to zrobiłam.
            Mieliśmy kiedyś taką sytuację, że prosiłam, tłumaczyłam,
            negocjowałam - żeby mój mąż czegoś nie robił. Bez skutku. I pewnego
            razu zrobiłam mu to samo. Wtedy szybko załapał, o co mi chodziło i
            że to nie było czepianie się. Przestał. Bo to, co robił wynikało z
            tego, że nie zdawał sobie sprawy, że mnie rani. Podejrzewam, że u
            Ciebie jest podobnie - wnioskując tego, jak o nim pisałaś.
    • ally Re: Kto ma rację? 07.06.08, 16:07
      > odbierać je z przedszkola, gdyby tam chodziły - to dwa, a trzy moja
      > pensja nie staryczyłaby na opłacenie opiekunki i to jest główny

      a to dzieci są tylko Twoje, skoro tylko Twoja pensja jest brana pod uwagę w
      obliczeniach?
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 16:11
        Zapytaj się o to mojego męża. Rzucanie grochem o ścianę.
    • spacey1 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 18:07
      Po pierwsze, to nie wydaje mi się, aby w tym PRZYKŁADZIE mąż dysponował Twoim
      czasem, jak to określiłaś. Dysponował swoim.
      Po drugie (bo nie chce mi się analizowac całej sytuacji, a wiele by było do
      analizy, jak np. te nieszczęsne godziny, jak dla mnie absolutnie bezkolizyjne, a
      też prowadzę dom i mam dzieci, choć bez psa) - co byś powiedziała na taką
      sytuację: mój mąż gra w piłkę nożną, czysto hobbystycznie. Mecze ma we wtorki i
      w niedziele, za każdym razem o innej godzinie. I co, czy ja też mam to uznać za
      brak szacunku? Nie, gdyz wiem, że to jest ważne dla niego i jakoś to sobie
      układamy. A bywają różne kolizje czasowe. Myślę, że akurat w tym PRZYKŁADZIE
      sprawa była dla męża ważna, pomoc rodzicom. I w takiej sytuacji bym w ogóle nie
      bulwersowała się. Mój dość często pomaga mamie czy bratu i nie wiem co musiałoby
      mi wypaść, abym się na niego za to denerwoałą.
      Odnosze się do tego PRZYKŁADU, bo innych nie znam.
      I rada - nie mów ciągle - ty nie masz dla mnie szacunku - mów o konkretnych
      zachowaniach. Faceci raczej wolą konkrety.
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 19:20
        Spacey i w tym przypadku i w każdym innym, który mogłabym przytoczyć
        chodzi o zasadę. Ja wszystkie swoje wyjścia nadprogramowe uzgadniam
        najpierw z nim, nie z koleżankami. Poza tym mamy taki niepisany
        układ, ze on zajmuje się dziećmi przed wyjściem do pracy, jest tego
        może dwie godziny, co nie znaczy, że ja w tym czasie leżę i pachnę,
        ale owszem, odpoczywam od dzieci jako takich. I jest mi to potrzebne
        dla mojego zdrowia psychicznego, tak więc może dysponował swoim
        czasem, ale moim kosztem. Przykład z meczami też trochę chybiony - w
        końcu wiesz, ze w te dni te mecze są , więc mozna tak sobie ułożyć
        zycie, żeby był i wilk syty i owca cała. Pomoc dla rodziców stała
        się dla mojego męża ważna odkąd dostał od teścia sporą sumę
        pieniędzy. Wcześniej nie był taki wyrywny i za boga nie zgodziłby
        się wstać o 3.30, żeby ich zawieźć 200km. dalej w swój dzień
        roboczy. Zanim przeczytam, ze powinnam być wdzięczna za kasę - otóz
        nikt się mnie nie pytał czy chcę ją dostać, a że to naprawdę duże
        pieniądze to NIE CHCIAŁAM , bo wg. mnie nikt nie daje takiej kasy
        bezinteresownie, zawsze są z tym związane jakieś oczekiwania. Co
        jasno wyłuszczyłam mężowi i zapowiedziałam, że swoje długi
        wdzięczności ma spłacać sam i nie moim kosztem, bo doskonale
        wiedziałam , że to tak bedzie wyglądać. Mój mąż w życiu nie
        poświęciłby się dla kogokolwiek z tzw. miłości. Zapomnij. W końcu od
        tego ma mnie;-(Nigdy, powtarzam NIGDY, nie wystąpiłam przeciwko
        jego pomocy dla rodziców, co wiecej zanim dostał pieniądze to ja
        przypominałam o imieninach w jego rodzinie, bo przechodziły bez
        echa, to ja mówiłam, że ma zadzwonić do matki i zapytać czy czegoś
        nie trzeba i wreszcie sama teściowa powiedziała kiedyś do teścia"
        Jak chcesz coś załatwić z naszym synem to rozmawiaj z synową", to z
        mojej inicjatywy przychodzili do nas na święta czy niedzielne
        obiady. Zresztą w tym problemie naprawdę nie chodzi o teściów.
        Któraś z Was ładnie to ujęła w jednym z postów - tak niewiele
        trzeba, żeby był wilk syty i owca cała. I tak pojechałby dzisiaj z
        rodzicami, ale w jakże innej atmosferze, nic tylko się zaziębićwink
        • burza4 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 21:35
          przede wszystkim postaraj mu się wytłumaczyć, że rozmowa o tym, że
          wg NIE POWINNAŚ tak tego odbierać mija się z celem, bo czujesz to co
          czujesz. I już.

          co do reszty - doskonale cię rozumiem, bo mam to samo, co doprowadza
          mnie niejednokrotnie do furii. Tylko że ja nie odbieram tego jako
          brak szacunku, a zwykłą, jakby tu powiedzieć, popędliwość (i
          bezmyślność przy okazji). Co nie zmienia postaci rzeczy, że
          ciśnienie mi skacze tak samo jak tobie. Mój zanim się zastanowi, już
          powie, umówi, skrupulatnie pomijając wszelkie implikacje, bo
          najzwyczajniej w świecie o nich nie myśli. Po tysięcznej aferze z
          tego powodu, kolejnym razem znowu robi wielkie oczy, bo nadal nie
          rozumie o co chodzi... może lata treningu coś zmienią, ale ja bym
          nie przesadzała z optymizmem.
    • fajka7 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 21:08
      Jak sie w koncu odbylo wyprowadzenie psa?
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:11
        Sam się wyprowadził....do dużego pokoju pod kaloryfer. Piesek sięga
        do połowy mojego uda, sadzawka była wystarczająca na potrzeby młodego
        (syna)
    • ma_dre Re: Kto ma rację? 07.06.08, 21:48
      najpierw ironia... : o matko, straszny masz problem, kazdy sad cie zrozumie
      jesli wystapisz o rozwod z orzekaniem o winie!!!
      rada praktyczna : mow mezowi o twoich planach z wyprzedzeniem tzn naychmiast po
      podjeciu decyzji ze cos tam bedziesz tego a tego dnia robic, jesli nie ma
      pamieci, spisuj mu na kartce i przyklejaj na lodowce lub drzwiach wejsciowych
      (od wewnatrz...), przypominaj o obowiazkach, jesli nie uwzglednia ich w SWOICH
      planach,
      przyklad : "wyprowadz psa, zanim pojedziesz do rodzicow"
      ja tu nie widze braku szacunku, tylko problem w "komunikacji" miedzy wami
      • spacey1 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 22:00
        Właściwie to tak sobie myślę, że Ty, autorko wątku, postępujesz podobnie, jak
        mąż. Skoro bulwersuje cię, że on powziął jakieś zobowiązanie nie konsultując go
        z tobą, a ty miałaś juz jakieś plany, to znaczy że te plany przedsięwzięłaś bez
        konsultacji z nim. On natychmiast cię poinformował o wyjeździe z rodzicami, a Ty
        jego nie, jak wnioskuję.
        Jeśli chodzi o te cykliczne obowiązki, które zawsze rano ty i mąż macie, to
        gdyby to było nienaruszalne, to nigdy nie mógłby w tym czasie zrobić nic innego,
        a to już paranoja. Trzeba być elastycznym
        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:19
          Co miałam z nim konsultować - moje codzienne obowiązki, które na
          dodatek głównie jemu ułatwiają życie? Spróbuj przeczytać jeszcze raz
          moje posty ze zrozumieniem i przestać się czepiać tego jednego
          przykładu, bo jak ktoś słusznie zauważył nie jest on
          najfortunniejszy, ale w pierwszym poście
          zaznaczyłam,że "najświeższy". Dziekuję za radę odnośnie
          elastyczności - genialna, sama nigdy bym na to nie wpadła, a ile
          wnosi do rozwiązania mojego zasadniczego problemusad
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:14
        Najpierw ironia - Genialny pomysł, musiałabym na głowę upaść, zeby
        informować go o rzeczach tak oczywistych jak codzienne zakupy i
        wyprowadzanie psa. A wiesz dlaczego? Bo wcześniej czy później i tak
        przestałby zracać na to uwagę.
        • spacey1 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:17
          No i właśnie o tym mówię. jeśli coś jest codziennie czy regularnie o tej samej
          porze, to po pierwsze mąz zapewne o tym wiedział, a po drugie nonsensem jest
          takie rzeczy uważać za nienaruszalne. Z psem może byc realny problem, ale na
          Boga chyba nie nierozwiązywalny. Nie można z dziećmi go wyprowadzić?
          • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:21
            Otóż nie można, bo dość ciężko jest pchać wózek, uganiac się za
            dwulatkiem i opanowac psa ciągnącego smycz, ale widać, że nigdy tego
            nie próbowałaś. Och, sorry , to znowu ja jestem taka do niczego, ze
            nie potrafię sobie poradzić z taką drobnostką. Zapomniałam, ze
            powionnam się elastycznie rozciągnąć w trzech kierunkach.
            • spacey1 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:41
              A tak, czasem trzeba, oczywiście z wzajemnością (oczekiwać tego do męża).
              U mnie szczytem elastyczności było chyba przełożenie przez męża o 1 dzień
              wyjazdu z kolegami na ryby (wypad tygodniowy), których to kolegów miał tam
              wieźć, ponieważ ja chciałam pojechać na koncert Metalliki 300 kilometrów od
              miejsca zamieszkania. Mieliśmy już wtedy 2 dzieci (bez psa) i oboje koło 40. I
              zauważ, że chodziło o czystą przyjemność, a nie o pomoc rodzicom czy inną równie
              ważną sprawę.
              Moim zdaniem wszystko zasadza się na komunikacji i na tejże elastyczności. I na
              niestawianiu rzeczy prozaicznych i łatwo załatwialnych nad wszystko inne.
              • joanna35 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:54
                Spacey, ja tu czegoś nie rozumiem. Możesz mi wytłumaczyć, skoro tak
                bardzo koncentrujesz się na tym jednym przykładzie, dlaczego autorka
                postu - osoba obdarzona wieloma obowiązkami i wywiązująca się z nich
                sumiennie ma się dostosować do osób będących na emeryturze, mających
                wbród wolnego czasu, nie angażujących się w pomoc dla tejże autorki
                przy wypełnianiu jej obowiązków? Bo z postów autorki nijak nie
                wynika, że to była ważna sprawa, raczej wyjazd dziadków na ojcowiznę
                dla przyjemności. Co by się stało gdyby mąż i teściowie wyszli
                naprzeciw oczekiwaniom autorki? Pewnie pierwsza by przyklasnęła ich
                pomysłowi, gdyby wszystkie decyzje nie zapadły poza nią. Nie
                odniosłam też wrażenia, żeby autorka była sekutnicą utrudniającą
                mężowi kontakty z rodzicami, a wręcz przeciwnie. I wiesz co - ja jej
                wierzę, bo jest jakaś logiczna ciągłość w tym co pisze. Oczywiście,
                jeżeli ktoś zada sobie trud dokładnego wczytania się w jej posty i
                odpuści sobie jeden niefortunny przykład. W postach slodkiej jest
                bardzo dużo informacji, wg. mnie kwalifikujących ten związek pod
                terapię małżeńską. Kiedyś coś o tym wspominałam fajka7, moze jeszcze
                się wypowiesmile
        • ja1ja1 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 07:49
          slodka_idiotka5 napisała:

          > Najpierw ironia - Genialny pomysł, musiałabym na głowę upaść, zeby
          > informować go o rzeczach tak oczywistych jak codzienne zakupy i
          > wyprowadzanie psa. A wiesz dlaczego? Bo wcześniej czy później i tak
          > przestałby zracać na to uwagę.


          pozbądź się psa jak nie dajecie rady. Sztuczny problem dla mnie.
        • ja1ja1 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 07:53
          slodka_idiotka5 napisała:

          musiałabym na głowę upaść, zeby
          > informować go o rzeczach tak oczywistych jak codzienne zakupy i
          > wyprowadzanie psa. A wiesz dlaczego? Bo wcześniej czy później i tak
          > przestałby zracać na to uwagę.


          wiesz co to przykre jest. Wychodzić z rana na zakupy, nie ustawiaj męża. Ja
          ciągnę swojego raz na tydzień , wtedy kiedy ma jeden dzień wolnego-czyli
          niedzielę, na zakupy i łaskę robi, bo zmęczony.
          Moim zdaniem ten problem dotyczy Ciebie.
          Ja kiedyś miałam podobne problemy, ale byłam nastolatką, a mąż był chłopakiem i
          tez zdarzało mi się ustawiać go. Ale teraz jak sobie przypominam to ten wiek tak
          na mnie działał. Szkoda mi go, ze go tak traktowałam. Może jeszcze rozumem nie
          dorosłaś.
    • ada828 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 22:55
      Wydaje mi się, iż rozstrzygające jest Twoje zdanie na temat
      postępowania męża, że pomógł swoim rodzicom ponieważ otrzymał
      niespodziewane pieniądze. Wiele razy zarzucałam mojemu mężowi, że
      nie ma szacunku dla mojej pracy, ale zawsze istniało mniędzy nami
      porozumienie co do "spraw ponad podziałami": choroba, szczególna
      uroczystość, czy czasami "po tylu miesiącach przerwy spotkam się ze
      znajomymi" i wtedy jest oczywiste, że druga strona przejmuje całość
      obowiązków domowyc, wiedząc iż w podobnym przypadku może liczyć na
      parnera. Przy czym podkreślam, iż wówczas nie analiują słów mojego
      parnera, czy prosoi o zgodę, czy mnie tylko informuje.
      • renkag Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:22
        Koniecznie chcesz, żeby wszyscy stanęli po Twojej stronie, ale ten przykład
        naprawdę jest do kitu. Gdybyś miała plany to byś go poinformowała o tym, prawda?
        Skoro nie miałaś to umówił się z rodzicami. Kosztem Twoim - tego,że nie
        odpoczniesz 2 godziny bez dzieci czy wyjątkowo wyprowadzisz psa? A nawet jeśli
        mąż wcześniej nie pomagał za bardzo rodzicom, to dobrze, że chociaż po
        otrzymaniu pieniędzy się zreflektował, bo gdyby teraz też nie pomagał to
        podwójnie głupio. Ale to nie ma znaczenia. Facet wybył w nocy i już o 10 był w
        domu - czyli zrobił wszystko, żeby Ci jednak nie psuć planu dnia (sklepy do
        14-tej!!!) - to bym uznała za wyraz szacunku, liczenia się z tobą. Gdyby w
        podanym przykładzie było tak, że mąż powiedział rodzicom - "w porządku, moja
        żona z przyjemnością Was tam jutro zawiezie" - to bym się z Tobą całkowicie
        zgodziła. Ale tutaj to się czepiasz - oczywiście w tym PRZYKłADZIE. Ja najpierw
        się umwaiam z koleżankami, rodzicami itp. jeśli wiem, że nie mamy wspólnych
        planów, potem mówię mężowi - jeśli uzna że jest jednak coś co przeszkadza w
        realizacji planów (zapomniał powiedzieć, że wychodzi czy coś) to wtedy zmieniam
        moje plany. A, i nie uważam, żeby to był brak szacunku, mój "stary" tez raczej
        nie. Owszem, gdybyście mieli zaplanowane coś wspólnie, a mąż się mimo wszystko
        umawia, nie omawiając tego z tobą - to fakt, nie w porządku - ale tak to
        chybiony przykład.
        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:37
          Ale poza tym przykładem napisałam mnóstwo innych wyjaśnień i jak to
          jest, że kilka osób załąpało o co chodzi? Nie, nie chodziło o stanie
          po mojej stronie, ponieważ ja czuję, że MĄŻ MNIE NIE SZANUJE, a Wy w
          swoich postach zachowujecie się dokładnie tak jak on - odwracanie
          kota ogonem, czepianie się mało istotnego przykładu, przy takiej
          ilości innych informacji i wmawianie mi, ze jestem idiotką jeżeli
          czuję to co czuję. A to działa na mnie jak płachta na byka, więc
          przepraszam co niektóre Panie, bo trochę mnie poniosło, ale naprawdę
          nie wiem, jak można ten problem, NIE PRZYPADEK opisac dokładniej.
          Nie wiem. Myślałam, że na forum, na którym każda jest super
          inteligentna i ma po dwa fakultety czytanie ze zrozumieniem i
          pomiędzy wierszami nie sprawi aż takiego problemu. Ale nie będę
          zakładać drugiego wątku , bez przykładów, bo szczerze wątpię, żeby
          skłonił kogokolwiek do wyjścia poza swój własny czubek nosa. Bardzo
          dziękuję panią , które stać było na ten gest i wsparły mnie dobrymi
          radami, z pewnością z nich skorzystam - nutka, semida. Jeżeli kogoś
          pominęłam to przepraszam.
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:28
        Dokładnie Ada tak jak piszesz. Mój mąż nie ma w zwyczaju bawić się w
        altruistę, bo gdyby miał to pewnie przez te kilka lat zdążyłabym się
        do tego przywyczaić. Zanim dostał kasę zdarzały się takie propozycje
        teściów jak dzisiejsza i mąż podawał im najbliższy wolny termin,
        wolny od obowiązków zawodowych i to po tym jak mu nagadałam jaki z
        niego dobry synalek. Do własnego dziecka jeszcze ani razu nie wstało
        3.30. O jezzzzu nawet o szóstej. No, ale od nas nie dostał takiej
        kasy. We mnie ma przecież tylko darmową służącą, więc nie musi się z
        nią liczyć. Do takich wniosków doszłam dzisiaj. Wszak gdybym
        pracowała on sam siedziałby w domu z dziećmi i kto zawiózłby
        teściów, bo przecież nie brałabym na tę okoliczność urlopu(wiem,
        strasznie wredna jestem, bo przecież to , że mi nikt życia nie
        uławia nie znaczy, że ja nie powinnam każdemu komu cos ię tam zachce)
        A zabranie dzieci razem z teściami też nie wchodziłoby w grę,
        bo....za dużo zachodu. Już to przerabiałam.
        • ja1ja1 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 08:00
          slodka_idiotka5 napisała:

          > Dokładnie Ada tak jak piszesz. Mój mąż nie ma w zwyczaju bawić się w
          > altruistę, bo gdyby miał to pewnie przez te kilka lat zdążyłabym się
          > do tego przywyczaić. Zanim dostał kasę zdarzały się takie propozycje
          > teściów jak dzisiejsza i mąż podawał im najbliższy wolny termin,
          > wolny od obowiązków zawodowych i to po tym jak mu nagadałam jaki z
          > niego dobry synalek. Do własnego dziecka jeszcze ani razu nie wstało
          > 3.30. O jezzzzu nawet o szóstej. No, ale od nas nie dostał takiej
          > kasy. We mnie ma przecież tylko darmową służącą, więc nie musi się z
          > nią liczyć. Do takich wniosków doszłam dzisiaj. Wszak gdybym
          > pracowała on sam siedziałby w domu z dziećmi i kto zawiózłby
          > teściów, bo przecież nie brałabym na tę okoliczność urlopu(wiem,
          > strasznie wredna jestem, bo przecież to , że mi nikt życia nie
          > uławia nie znaczy, że ja nie powinnam każdemu komu cos ię tam zachce)
          > A zabranie dzieci razem z teściami też nie wchodziłoby w grę,
          > bo....za dużo zachodu. Już to przerabiałam.


          darmową służącą?????
          Powiem Ci że będąc na utrzymaniu meza kilka lat, służyłam mu, łaski nie robiłam,
          bo w końcu nie pracowałam. Docenia się to wtedy jak zmienia się syuacja.
          Łaski nie robisz zajmując się dziećmi, podaniem obiadu, naprawdę.
          A to ze idzie na zakupy, to ja swojego bym chwaliła, dziękowała. Bo zawsze sama
          chodziłam przez cały tydzień, szanując jego ciężką pracę, po 10-12 godzin dziennie.
          Jescze moim zdaniem nie dorosłaś.
          • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 10:38
            A GDZIE ja napisałam, że to mąż robi zakupy????NIGDZIE!!! Znowu
            kolejna przeczytała to co chciała przeczytać, a nie to co było
            napisane. Natomiast napisdałam, ze mój mąż przed pracą zajmuje się
            średnio ok. dwie godziny dziećmi, tzn. z nimi jes w mieszkaniu, a ja
            wtedy nie zbijam bąków, jak to miło sugerujesz, tylko robię zakupy.
            A co do mojej pracy zawodowej to nie pracuję na ŻĄDANIE męża,
            albowiem kiedy wróciłam do pracy po macierzyńskim przy pierwszym
            dziecku musieliśmy kombinować zarówno z dyżurami, jak i z
            opiekunkami i baaardzo mu sie to nie podobało. Problem pracy wraca
            co jakiś czas i zawsze wtedy słyszę, że na niego mam nie liczyć, on
            nie będzie się zamieniał. To co mam wg. Ciebie zrobić na głuchej wsi
            z dwójką małych dzieci? W pobliżu nie ma żłobka, a na przedszkole są
            za małe.A co do opiekunek - przychodziły na dwie, trzy godziny zanim
            mąż wyjechał do pracy a ja wróciłam, często się zmieniały, bo to
            było nieopłacalne zajęcie. Kiedy ostatnia "trzasnęła drzwiami"
            poszłam na urlop wychowawczy. A potem była redukcja etatów, na którą
            się załapałam, ale to akurat nie ma znaczenia , bo szpital i tak
            zlikwidowali.
    • lola211 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:30
      > Co Wy na to?

      Tylko tyle, ze to co dla ciebie jest problemem, dla mnie jest
      problemem wydumanym.Daję pełne prawo mezowi/facetowi do spedzania
      dnia jak sam sobie ustali, bez koniecznosci konsultowania tego ze
      mna.Tylko jesli mam cos naprawde waznego w planach to uzgadniamy co
      i jak,ale takich zwyklych czynnosci jak wyprowadzanie psa do nich
      nie zaliczam.Dlatego tez nie moge napisac, ze sie z Toba zgadzam w
      kwestii braku szacunku.
    • renkag Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:52
      Mimo wszystko mam wrażenie, że jesteś generalnie strasznie "czepialska". Było
      napisać w temacie postu - napiszcie, że mam rację, a potem jeszcze dodać, że
      tylko takie wpisy akceptujesz, wtedy mogłabyś podziękować wszystkim a nie tak
      wybiórczo smile I wszyscy, którzy mają inne zdanie niż Ty, to znaczy, że nie
      czytają ze zrozumieniem tępole po dwóch fakultetach. A może spójrz na to inaczej
      - zrozumieli, tylko nie przyznają Ci racji - miałam wrażenie, że całkiem sporo
      tu takich osób. Tak trudno Ci to ZROZUMIEć???
      • joanna35 Re: Kto ma rację? 07.06.08, 23:57
        Renkag, a ja odniosłam wrażenie, że tak trudno jej zrozumieć jak
        można czepić się jednego przykładu i na tej podstawie określać ja
        jako czepialską. Przyganiał kocioł garnkowiwinkCiekawe, że mój odbiór
        jej osoby jest zupełnie inny. Fajka7 powiedz coś, bo może ja też się
        mylęsad
        • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 00:26
          Poniewaz zostalam wywolana, to sie wypowiem smile
          Przeogromnie sie zdziwilam, ze tyle osob nie potrafi sie wzniesc
          poza ten przyklad, wcale zreszta nie taki najgorszy, gdyby przelozyc
          go na inne dziedziny zycia i zalozyc pewna powtarzalnosc.
          Zapytalam jak skonczylo sie z psem, zeby uzyskac pelniejszy obraz
          sytuacji.
          W zgodnym i partnerskim zwiazku, gdzie kazda ze stron liczy sie z ta
          druga, przekazanie informacji zonie, ze sie nastepnego dnia czy
          innego rano gdzies tam zawozi rodzicow nie stanowi problemu, to fakt.
          Ale kwestia jest wtedy, gdy sie taka niewinna z pozoru decyzja
          stawia partnera w trudnej sytuacji. Tutaj trudnoscia bylo
          wyprowadzenie psa. Wyobrazam sobie, ze zalatwienie tej sprawy bylo
          nie do opanowania przez autorke i jakos nie wierze, ze pozwolila psu
          zlac sie w domu, zeby zrobic z siebie ofiare. Moze dlatego to sobie
          wyobrazam, ze mialam psa, ktorego wyprowadzenie razem z wozkiem nie
          wchodzilo w rachube i musialam kombinowac bedac sama z dzieckiem i
          duzo mnie to kosztowalo?
          Liczylam na odpowiedz w sprawie psa taka, ze pan maz wyprowadzil
          zwierzaka o tej 3 nad ranem, czyli po prostu zadbal o to, zeby jego
          rodzina nie ponosila zupelnie niepotrzebnych obciazen zwiazanych z
          niezobowiazujaca wycieczka rodzicow, no ale tak nie bylo.
          Dlatego mysle sobie, ze rzeczywiscie zona zostala potraktowana
          instrumentalnie - jakos sobie poradzi, przeciez ma tylko codzienne
          obowiazki.
          Tak wiec z grubsza uwazam, ze pan slodki z pania slodka liczy sie
          umiarkowanie lub w ogole srednio, ale moze niekoniecznie wcale- no w
          kazdym razie taki przyklad na to nie wskazuje, bo o glodzie i
          chlodzie rodziny nie zostawil lecac na malediwy.
          Ale mam jedno ALE. Wcale nie zakladam, ze przyczyna takiego
          traktowania wynika z podlosci meza. Bardzo jest mozliwe i z postow
          nie wynika czy przyczyna nie tkwi w samej zonie, w codziennych
          stosunkach, sposobie odnoszenia sie do, oczekiwaniach, wspominanej
          wczesniej komunikacji i calej ich relacji.
          Nie wiem jak slodka traktuje slodkiego i czy ona sie z nim liczy i
          szanuje, co slodki napisalby o swojej zonie.
          Poniewaz tego nie wiem i sie nie dowiem, to wychodzi na to, ze ten
          watek niewiele wnosi. Bo o ile moge potwierdzic zdanie autorki, ze
          owszem, w tej sytuacji wg mnie maz nie konca sie wykazal, o tyle
          wcale nie chcialabym jednoczesnie, zeby to nioslo ze soba przeslanie
          w stylu 'twoj maz jest egoista, mysli tylko o sobie, zrob mu
          awanture i olej przy najblizszej okazji'. Mysle, ze zasadniczo ta
          cala sytuacja jest tylko odpryskiem innych problemow mniejszych lub
          wiekszych w tym zwiazku.
          Takie sa moje wrazenia po lekturze smile
        • renkag Re: Kto ma rację? 08.06.08, 01:03
          Czepiłam się przykładu, bo autorka podała go jako ilustrujący problem. I tam
          akurat ja problemu nie widzę - jestem nawet skłonna myśleć, że mąż specjalnie
          "załatwił" to szybko, żeby jego nieobecność niekolidowała z obowiązkami i
          planami słodkiej. Więc na tej podstawie uważam, że doszukuje się problemu tam
          gdzie go nie ma. Być może zły jest podany przykład. A może wszystkie byłyby
          takie. Powtarzam - gdyby mąż umówił ją bez jej konsultacji - że ona coś, zrobi,
          pomoże itp. to rozumiem - brak szacunku, nieliczenie się z nią. Nie jestem więc
          przekonana, że ona ma rację, a nie się czepia (raczej teraz skłaniam się do tego
          drugiego). Wtedy rozumiem też reakcję męża, że się wypiera, bo chyba też bym się
          zdziwiła, żeby na podstawie takich zachowań mój małżonek wyciągał wnioski na
          temat mojego szacunku do niego.
    • katrio_na Re: Kto ma rację? 08.06.08, 03:36
      Co ja o tym mysle?
      Hmmm, ze powinnas pojsc do pracy lub znalesc sobie wyczerpujace
      hobby.
      Za duzo czasu spedzasz w domu.

      Jejku, z chwila malzenstwa nie wchodzisz w relacje poddanstwa.
      Przeciez ta druga osoba tez ma obowiazki wlasnie m.in. wzgledem
      rodzicow z ktorych nie musi sie Tobie tlumaczyc ani z Toba ich
      konsultowac. A ze Twojemu mezowi chcialo sie wstac tak rano aby
      jeszcze spedzic z Wami troche czasu przed praca, blogoslawiony
      facet wink




    • 4-mexx Re: Kto ma rację? 08.06.08, 05:23

      -jestes strasznie czepialska osoba, wynika to z Twoich postow.Stwarzasz problemy
      sobie i innym.Wg. Ciebie-maz to wlasnosc i musi Ciebie pytac o pozwolenie na
      wszystko, a on to olewa znajac dpowiedz,a Ty sie czepiasz itd...
      Zeby zawiesc gdzies tam rodzicow, to maz musi dostac Twoje pozwolenie
      oj kobieto kobieto--zmien siebie
      • koteczka12 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 06:01
        1. Moim zdaniem w tym konkretnie przykładzie czepiasz się.
        2. Pisałaś w którymś wątku "gdyby ze mną ustalił sprawę, też by
        pojechał, a ileż przyjemniej" - a co wtedy byłoby z psem? smile
        3. Sadząc z Twojch wypowiedzi męża tez nie bardzo ... szanujesz -
        wyrażasz się o nim zdecydowanie niepochlebnie, miłego słowa o nim
        nie zauważyłam (no, cos w rodzaju - "ma tę wadę, chociaż ogólnie
        jest dobrym mężem", czy coś w tym rodzaju się w tym wątku nie
        przebiło, raczej dodawałaś mu kolejne wady). Może i jest potworem,
        ale wtedy problem jest chyba szerszy niż Twój przykład i wszystko co
        ma symbolizować? A może problemy są raczej związane z Twoją
        frustracją na punkcie siedzenia w domu i to to powinnaś zmienić jako
        pierwsze? Brzmisz w tych postach jak wściekła i osaczona, i myslę że
        pierwsze co powinnaś zmienić to nie męża a swoją sytuację domową
        (lub oczywiście do niej podejście).
        4. Jeśli regularnie zaciąga zobowiązania które bardzo Ci utrudniają
        życie (a nie tak jak w tym przykładzie) wychowuj go czynem, tzn.
        zaciągaj własne - chociaż za skutek tej rady nie zaręczę, bo
        wszystko zależy od rozsądnego jej wykonania .... Jednak daje
        spektakularne efekty.
        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 13:54
          No znalazłam Cię wreszcie. Już odpowiadam na Twoje pytanie o psa. O
          tym, że mąż nie wyprowadził go przed wyjazdem dowiedziałam się,
          kiedy synek wszedł do kuchni dziwnie mokry, a jeszcze dziwniej
          pachący i to on mi pokazał kałużę. Gdyby porozmawiał ze mną na ten
          temat wcześniej to poprosiłabym sąsiadkę, żeby albo z nim wyszła,
          albo posiedziała z dziećmi, ale na mój rozum wypadałoby załatwić to
          dzień wcześniej. I wcale nie mam pewności, ze by się zgodziła, bo
          jeszcze nigdy nie korzystalismy z ich pomocy. Mieszkamy co prawda w
          domu i na wsi, ale posesja nie ma ogrodzenia, więc nie mogę psa
          puścić samego za drzwi, prawda?
          • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 13:56
            Slodka, ale czy gdy maz powiedzial Ci, ze jedzie z rodzicami
            zapytalas go co bedzie z psem? Czy zwrocilas mu uwage, ze moze byc
            problem?
            • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:03
              No nie, fajka, bo przecież jak wychodzi do pracy to też mu nie
              zwracam uwagi, że ma wyprowadzić psa. Psa mamy nie od wczoraj.
              Owszem, zdarza się, że ja wyprowadzam psa, ale następuje to w te
              dni, kiedy mąz jest w domu i to on pilnuje dzieci. Fajka dziękuję Ci
              za to co napisałaś w poprzednim pościesmile
              • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:04
                Tak myslalam. Bede kontynuowala nizej, bo sie robi bajzel z
                odpowiedziami.
          • lola211 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:53
            Psa bym wyprowadzila, gdy dzieci by jeszcze spały.
            Ile on czasu potrzebuje rano na wyjscie? I gdzie z nim chodzisz?
            Daleko?
            • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:16
              Moje dzieci wstają przede mną, to one mnie budzą swoim radosnym
              ćwierkaniemsmile
              • lola211 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 22:11
                Ten jeden raz mozna nastawic sobie budzik i wstac wczesniej.
        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:00
          koteczka12 napisała:

          > 3. Sadząc z Twojch wypowiedzi męża tez nie bardzo ... szanujesz -
          > wyrażasz się o nim zdecydowanie niepochlebnie, miłego słowa o nim
          > nie zauważyłam (no, cos w rodzaju - "ma tę wadę, chociaż ogólnie
          > jest dobrym mężem", czy coś w tym rodzaju się w tym wątku nie
          > przebiło, raczej dodawałaś mu kolejne wady). Może i jest potworem,
          > ale wtedy problem jest chyba szerszy niż Twój przykład i wszystko
          co
          > ma symbolizować? A może problemy są raczej związane z Twoją
          > frustracją na punkcie siedzenia w domu i to to powinnaś zmienić
          jako
          > pierwsze? Brzmisz w tych postach jak wściekła i osaczona, i myslę
          że
          > pierwsze co powinnaś zmienić to nie męża a swoją sytuację domową
          > (lub oczywiście do niej podejście).
          A co do tego - no cóż pisałam w stanie silnego wzburzenia,
          spotęgowanego jeszcze osaczeniem przez forumki, którym tak łatwo
          przychodzi ocenianie, mimo, że naprawdę bardzo się starałam podac
          jak najwiecej informacji, a pewne rzeczy powtarzałam po kilka razy.
          Po prostu się broniłam. A w naszym małżeństwie to moja chyba jedyna
          pretensja, bo wydaje mi się, że skoro ja mogę wyjść naprzeciw
          oczekiwaniom mojego męża(jestem w domu, co oznacza zadbany dom,
          wszystko podane pod nos i naprawdę niewielkie oczekiwania w kwestii
          pomocy w domu)to moje oczekiwanie liczenia się z moim zdaniem,
          czasem, planami itp. chyba nie brzmi zbyt wygórowanie?
          • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:03
            Slodka - powtarzam pytanie: czy dowiedziawszy sie o wyjezdzie meza
            podnioslas kwestie psa? Z tego co piszesz wynika, ze nie, bo nie
            wiedzialas, ze go nie wyprowadzi. A to znaczy, ze nie wychodzisz mu
            na przeciw, tak Ci sie tylko wydaje. Dlatego napisalam gdzies
            wczesniej, ze warto by znac jego zdanie. Bo to, ze masz dobre
            intencje, nie oznacza, ze z nimi trafiasz. Byc moze i Ty popelniasz
            gdzies blad.
            • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:13
              A nie uważasz, że skoro to on wyjeżał z rodzicami to jego
              powinnością było poruszyć problem psa,skoro to właściwie jego stały
              obowiązek, przynajmniej rano, zapytać czy mogłabym go wyprowadzić
              ewntualnie zorganizować kogos do pomocy? Nie, nie podniosłam kwestii
              psa, bo nawet o nim nie pomyślałam, kiedy sie okazało, że znowu
              decyzja została podjęta poza mną. Nawet do głowy mi nie przyszło, że
              on może nie wyprowadzić psa, tak jak jemu nie przyszło nigdy do
              głowy, że mogę nie nakarmić dzieci - ZAWSZE robię to ja.
              gdziekolwiek wychodzę zostawiam mu dzieci, że tak powiem " do
              zabawy", najedzone, napojone i przewinięte. Więc prosze Cię fajka
              nie wmawiaj mi, że ta cholerna kałuża to moja wina, bo on podjął
              decyzję, a konsekwencje ponosiłam ja - to ja musiałam wsadzić
              młodego do wanny, wyprać ciuchy i zmyć podłoge w pokoju, mimo, ze
              przed załatwieniem się psanie było takiej potrzeby.
              • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:14
                miało być nie było takiej potrzeby
              • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:35
                Nie, nie podniosłam kwestii
                > psa, bo nawet o nim nie pomyślałam, kiedy sie okazało, że znowu
                > decyzja została podjęta poza mną.

                No wlasnie slodka, zalaly Cie emocje, bo Twoj radar odbieral na
                fali 'braku szacunku' i skupilas sie na poczuciu upokorzenia,
                zamiast rozsadnie zastanowic sie co ta sytuacja bedzie oznaczala dla
                domownikow pozostawionych w domu i co nalezy zrobic.
                Slodka - ja nigdzie celowo nie uzywam slowa WINA. Najwyzej
                przyczyna, mam nadzieje, ze rozumiesz roznice.
                Staram sie delikatnie, ale jednak nie ukrywam, ze sugeruje, ze
                problem tkwi w Tobie.
                "A nie uważasz, że skoro to on wyjeżał z rodzicami to jego
                > powinnością było poruszyć problem psa,skoro to właściwie jego
                stały
                > obowiązek, przynajmniej rano, zapytać czy mogłabym go wyprowadzić
                > ewntualnie zorganizować kogos do pomocy"

                No wlasnie slodka nie uwazam. Uwazam, ze w dobrym zwiazku ludzie sie
                wspieraja i pracuja nad szczegolami razem. To nie jest firma: lista
                obowiazkow i jak ktos nawali, to po premii plus nagana.
                Nie mam prawa Cie o to prosic, ale niezobowiazujaco napisze- sprobuj
                przy nastepnej okazji, sprobuj, moze sie uda, odsunac na bok emocje,
                gdy poczujesz, ze naplywa fala 'braku szacunku' i kontynuowac
                kwestie merytorycznie i konstruktywnie i zobacz czy maz sie wypina
                na Twoje uwagi, czy tez podejmuje dyskusje i usiluje z Toba znalezc
                dobre rozwiazanie.
                • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:42
                  > No wlasnie slodka nie uwazam. Uwazam, ze w dobrym zwiazku ludzie
                  sie
                  > wspieraja i pracuja nad szczegolami razem. To nie jest firma:
                  lista
                  > obowiazkow i jak ktos nawali, to po premii plus nagana.
                  > Nie mam prawa Cie o to prosic, ale niezobowiazujaco napisze-
                  sprobuj
                  > przy nastepnej okazji, sprobuj, moze sie uda, odsunac na bok
                  emocje,
                  > gdy poczujesz, ze naplywa fala 'braku szacunku' i kontynuowac
                  > kwestie merytorycznie i konstruktywnie i zobacz czy maz sie wypina
                  > na Twoje uwagi, czy tez podejmuje dyskusje i usiluje z Toba
                  znalezc
                  > dobre rozwiazanie.
                  Czytałaś moje wcześniejsze posty, zwłaszcza te, w których piszę o
                  tym, że poruszałam nie raz ten problem z mężem czy też ograniczyłaś
                  się do przeczytania odpowiedzi w tym wątku?
                  • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:00
                    Czytalam, choc nie obiecuje, ze zapamietalam kazde slowo.
                    Wierze, ze poruszalas. Tylko nie wiem czy mowimy o tej samej kwestii.
                    Zrozumialam, ze poruszalas z mezem problem liczenia sie z Toba i
                    szacunku. Ja natomiast optuje za rozmowa przy konkretnych sytuacjach
                    taka, ktora by pozwolila dane wydarzenie doprowadzic do konca z
                    zadbaniem o interesy wszystkich stron, czyli w tym wypadku byl to
                    pies.
              • lola211 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:05
                Wiesz co, ja mysle ze ty jestes moze fanka rytuałow(te przepisowe 2
                godz w sobote, te koniecznie nakarmione dzieci przed wyjsciem, itd.)
                i uporzadkowanego rytmu dnia.Osobą, która musi miec wszystko z
                olowkiem w reku zaplanowane, bo inaczej zostaje wytracona z
                równowagi.Znam kilka takich osób- wszystko musi byc z wyprzedzeniem,
                uzgodnione, skonsultowane.Zadnych naglych zwrotów akcji, bo robi sie
                afera.
                Dla osoby, ktora ma inne podejscie do zycia, obowiazkow, jest to po
                prostu niezrozumiale i uznawane za czepialstwo.Moze w waszym
                przypadku tak wlasnie jest? Maz moze po prostu nie rozumiec twojego
                problemu ze sporadycznym zaburzeniem ustalonego porzadku i sadzi, ze
                sobie poradzisz z tak prozaiczna czynnoscia jak wyprowadzenie psa.Po
                prostu nie dostrzega problemu, a nie - nie szanuje ciebie.Inna
                optyka po prostu.

                Jako ze sama zyje w sposob malo zorganizowany, w zwiazku, gdzie
                takich spraw w ogole sie nie ustala,gdzie raz jedno raz drugie ma
                cos naglego w planach, co powodje ze trzeba sobie plan dnia
                zweryfikowac, naprawde z ciekawoscia czytam ten watek.To dla mnie
                odkrywcze- jak skrajnie odmienne ludzie prowadza zycie.
                • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:09
                  To dla mnie
                  odkrywcze- jak skrajnie odmienne ludzie prowadza zycie.

                  Ja dlatego lubie forum. Dowiedzialam sie tu bardzo duzo przez te
                  wszystkie lata i cenie sobie te wiedze.
                • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:21
                  Lola nie wiem czy jestem fanką rytuałów, ale wiem, że one mi bardzo
                  ułatwiają życie, bo wiem jak było kiedy żyliśmy wg. tezy mojego
                  męża "jakoś to będzie, bawmy się", zwłaszcza kiedy pojawiło się
                  drugie dziecko.
                  • lola211 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 22:16
                    Hmm, czyli sadzilas , ze po 2 dziecku maz sie zmieni? Wiesz ze to
                    dosc naiwne podejscie?

                    Rytualy i plan dnia owszem ulatwia zycie, ale nadzbyt serio
                    traktowanie schematów prowadzi do tego, co widac u ciebie.
                    Z igly robi sie widly.
          • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:24
            Ja ciagle draze tego psa, bo uwazam, ze tu jest pogrzebany smile
            Twojemu mezowi, gdy planuje jego zdaniem niegrozne rzeczy
            najwyrazniej zdarza sie nie pomyslec o calosci konsekwencji tych
            decyzji. Bo slodka - zawiezienie rodzicow gdzies nad ranem i powrot
            o 10 swiadczy o tym, ze staral sie jak najmniej dnia urwac z tego
            powodu, ale jakos ich zaspokoic- byc moze dziala tu wdziecznosc za
            pieniadze, byc moze zwykla zyczliwosc, to w koncu rodzice.
            Gdyby Cie zostawil z chorymi dziecmi i gnal nie patrzac na nic, to
            bylaby inna kwestia, ale tak nie bylo.
            Dlatego przypuszczam, ze to co odbierasz jako brak szacunku w
            rzeczywistosci wcale nim byc nie musi.
            Napisalas, ze nie jest problemem dla Ciebie, ze pomogl rodzicom,
            tylko jak to zalatwil. Ja widze jednak, ze niestety Ty tego nie
            zalatwilas. Dobry zwiazek to naczynia polaczone. Partnerzy sie
            uzupelniaja, dotyczy to rowniez uzupelniania sie pewnych wad.
            I teraz wychodzi na to, ze masz meza, ktory potrafi zrobic cos
            pochopnie- chcial dobrze, rodzicom pomoc chcial, ale zapomnial o
            psie. I teraz przypomij sobie jak zareagowalas na nowine o
            wyjezdzie. Czy to bylo cos w stylu: dobrze kochanie, jasne, ze
            zawiez rodzicow, tylko powiedz czy masz jakis pomysl co zrobic z
            psem, bo musi sie wysikac. Wiesz, ze do 10 nie wytrzyma, wiec prosze
            nie zapomnij przed wyjsciem go odsikac, bo wybiegac moze sie pozniej.
            Bylo tak? Czy bylo niezadowolenie i wyrzuty?
            Bo slodka- to nie jest tak, ze Twoj maz musi sie wszystkiego
            domyslac, o wszystkim pamietac i nie moze popelnic bledu. Od tego
            jestescie razem, zeby takie drobne i mniej drobne sprawy rozwiklywac
            na spokojnie i na biezaco, zeby sobie w zyciu pomagac i faktycznie
            zyc razem. Wtedy jest komunikacja wlasnie.
            Jesli Ty zalozylas sobie juz wczesniej, ze on Cie nie szanuje, to
            bedziesz znajdywala na to dowody naokraglo, bo kazde jego
            niedopatrzenie bedziesz tak kojarzyc. To jakby bledne kolo.
            Nie wiem czy jasno sie wyrazam, bo przez ten upal jestem zakrecona.
            Zastanow sie prosze czy Ty nie czujesz sie w jakis sposob
            niedowartosciowana zawodowo albo zyciowo i sama nie uruchamiasz
            mechanizmu traktowania Cie jak sluzacej (chyba gdzies takie slowo
            padlo). Bo jesli w glebi duszy (czyli podswiadomie) uwazasz sie za
            sluzaca, to w takim schemacie bedziesz sie poruszac i podswiadomie
            reagowac na bodzce, ktore to potwierdza, wiec ludzie beda Cie tak
            traktowac, bo tylko wtedy bedzie nastepowala reakcja z Twojej strony.
            Wiem, ze to zakrecone, ale sprowadza sie do powiedzenia, ze ludzie
            naprawde traktuja nas tak jak im na to pozwalamy i warto przejrzec
            sie w cudzych oczach.
            Porozmawiaj z mezem jesli potraficie spokojnie rozmawiac. Daj mu
            wyjasnic co myslal i jakie byly jego intencje, gdy umawial sie z
            rodzicami, to sie dowiesz czy Cie szanuje czy nie smile
            • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:39
              Kilka posów wyżej napisałaś
              Przeogromnie sie zdziwilam, ze tyle osob nie potrafi sie wzniesc
              poza ten przyklad, wcale zreszta nie taki najgorszy, gdyby przelozyc
              go na inne dziedziny zycia i zalozyc pewna powtarzalnosc.
              a dzisiaj już tak nie myślisz i też skupiasz się na tym nieszczęsnym
              przykładzie. To co, wczoraj, chciałaś się przypodobac tej, która Cię
              wywołała?
              Niechcący wczoraj trafiłaś w sedno z tym zakładaniem powtarzalności.
              Mój mąz nie miał problemu z informowaniem mnie o swoich planach
              zanim pojawiły sie drugie dziecko i przestałam pracować. Wracając do
              powtarzalności - mechanizm traktowania mnie jak służacej uruchomił
              jakiś czas temu mój mąż zachwując się tak a nie inaczej, a wczoraj
              to była kropla, która przelała kielich goryczy. Być może w chwilach
              wzburzenia Ty jesteś zimna jak głaz, ale ja tak nie potrafię i nie
              zamierzam bawić się w psychologa kiedy we mnie walczy o lepsze żal,
              rozgoryczenie i wściekłość, ze znou nastąpiła powtórka z rozrywki,
              mimo, że rozmawialiśmy na ten temat mnóstwo razy, a przynajmniej ja
              próbowałam. I uprzedzę pytanie - próbowałam w różny sposób.
              • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 14:55
                Zakladajac powtarzalnosc nie zrobilam tego niechcacy, bo wydaje mi
                sie, ze wiem co chcesz przekazac. A teraz rozmawiam o tym
                przykladzie, bo najsensowniej jest analizowac sytuacje wlasnie na
                przykladzie, a dalas tylko ten jeden.
                Widze, ze sie zirytowalas na mnie- no przykro mi, ale ja naprawde
                zle Ci nie zycze. To raczej znaczy, ze tracam wlasciwa strune.
                Domyslam sie, ze przyklady mozna by mnozyc, ale im wiecej dodajesz
                informacji tym wyrazniej pewien schemat sie wylania. Teraz dodalas,
                ze taki stan trwa od kiedy pojawilo sie drugie dziecko i nie
                pracujesz zawodowo. Czy moge wyciagnac taki wniosek, ze calkowicie
                skupilas sie na zajmowaniu sie dziecmi i domem?
                SLodka ja Ci tu nie bede robic psychoanalizy, bo nie mam uprawnien.
                Staram sie podzielic tym co wiem jedynie, jesli cos Ci to da, to
                fajnie.
                Zeby dalej drazyc musialabym zadac pytanie o Wasze zycie seksualne,
                a to by bylo za daleko posuniete.
                W kazdym razie ten mechanizm nie uruchomil sie sam, zapewniam Cie i
                z cala pewnoscia dziala wylacznie dlatego, ze jest do tego podloze.
                Dodajesz tez, ze walcza w Tobie emocje w takich sytuacjach- to tez
                bardzo duzo znaczy. Walczace emocje pozbawiaja nas ostrosci widzenia
                niestety.

                ps. ja nie jestem zimna jak glaz i czasami trudno mi oddzielic
                uczucia od rzeczywistosci, jednak nie ja zalozylam ten watek.
                • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:12
                  Zanim zdecydowałam się załóżyć ten wątek przeczytałam wszystkie
                  wątki, w których sypią się gromy na matki nie pracujące zawodow, z
                  których się dowiedziałm, że są pasożytami, leniwcami żerującymi na
                  ciężko pracującym małżonku, egoistkami itp.a ty zadajesz mi pytanie
                  Czy moge wyciagnac taki wniosek, ze calkowicie
                  > skupilas sie na zajmowaniu sie dziecmi i domem? No, ale
                  odpowiadając zgodnie z duchem tamtych wątków - czyż nie o to
                  chodziło, zeby mąż miał wszystko podane pod nostzn. żeby uczciwie
                  wykonywać swoją pracę?
                  Nie, nie skupiłam się na domie i dzieciach, chociaż owszem w domu
                  jest czysto, ubrania poprane i poprasowane tylko ściągać z wieszaka,
                  dwudaniowy obiad udany i podany, później kawka i deser i , wyobraź
                  sobie, przy kawce rozmowa - jak było w pracy, jak mu minął dzień
                  itp. Oczywiście on nie rewanżuje mi się tym pytaniem, bo przecież ja
                  nie pracuję tylko siedzę w domu, ale nie interesowało go to też
                  kiedy pracowałam, więc się z tym pogodziłam, jest jak jest i koniec.
                  Po kawce jest coś w rodzaju pó godziny dla rodziny - polega to na
                  tym, ze całą czwórką kładziemy się na łóżku w sypialni i jakiś czas
                  spędzamy wspólnie - czytając, rozmawiając, a zdarza się, ze ucinając
                  sobie drzemkę, zwłaszcza w pochmurne dni. Zastanawia mnie jedno -
                  dlaczego za wszelką cenę chcesz zrobić ze mnie, nie tylko Ty,
                  wrzeszczącą, pretensjonalną sukę, która potrafi tylko się czepiać
                  bogu ducha winnego męża? Bo tak łatwiej?
                  • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 15:52
                    dlaczego za wszelką cenę chcesz zrobić ze mnie, nie tylko Ty,
                    > wrzeszczącą, pretensjonalną sukę, która potrafi tylko się czepiać
                    > bogu ducha winnego męża? Bo tak łatwiej?

                    Nie, nie chce. Probuje Ci tylko uswiadomic, ze w zwiazku panuja
                    relacje dwustronne. Czesto mowi sie, ze wina lezy po obu stronach.
                    Ja tak nie uwazam. Uwazam, ze wina nie, ale przyczyny owszem.
                    Prawda jest rowniez, ze aby zmienic swoja sytuacje nalezy najpierw
                    przyjrzec sie sobie.
                    Nie potrafie Ci pomoc, bo jestes wkurzona i gniew odcina Cie od
                    racjonalnego myslenia, wiec sensowna dyskusja juz sie nie uda.
                    Nie chcesz przyjac juz ani slowa. Ja to szanuje.

                    Na koniec podam z kolei ja pewien przyklad:
                    wczoraj wieczorem moj maz podzielil sie ze mna radosna nowina, ze na
                    dzisiejszy wieczor zaprosil tabun gosci na mecz.
                    Dodam jeszcze, ze nasi znajomi, a bedzie nas 8 osob sa
                    przyzwyczajeni, ze o tej porze w weekendy mozna sie u nas najesc do
                    syta rozmaitosci, ktore przez pol dnia przygotowuje ja, bo ja gotuje
                    w naszym domu. A koledzy z mezem wlacznie to przekroj wagowy od 90
                    do 120kg, czyli konkret i 1 salatka, to moze, ale na glowe.

                    I teraz slodka powiedz- zniewazyl mnie czy nie?
                    • ja_inaczej Re: Kto ma rację? 08.06.08, 16:12
                      fajka7 za to co pisalas czapka z glowy. No zawsze myslalam ze jestem
                      cierpliwa ale no nawet ja mialabym dosc tepego tlumaczenia slodkiej.

                      Ona nie chce zrozumiec nawet dopuscic mysli ze jest inaczej niz
                      sobie wmowila. I czy sie zgodzi czy nie szuka tu poklasku.

                      Wiesz jak dla mnei to ten jej brak szacunku lezy w niej samej w jej
                      glowie li i jedynie.Wszystko zalezy od interpretacji zachowan. To
                      jak z tym dzien dobry mowionym w pochmurny. Jedne odpowie dzien
                      dobry drugi powie ze sie czlowiek nabija bo jaki dobry jak pada.

                      Slodka napisalas tu mase zlych rzeczy o mezu.Naprawde nie ma w nim
                      nic dobrego? To po co znim jestes jak on taki wredny dran i cie nie
                      szanuje? Pisalas ze jest interesowny ze jest poprostu egoista nie
                      widzacym czubka wlasnego nosa.Ale po lekturze tego watku jestem
                      przekonana ze Ty z tych ktorzy chcieliby by swiat krecil sie
                      wokolnich .Jak juz cos sie wymyka cos nie zaakceptujesz to zle.

                      Wiele forumek napisalo swoje odczucia i swoje zdanie , jesli nie
                      poklepali to odrazu ublizalas. Zauwaz ze bylas w tym watku bardz
                      agresywna. Obrazalas i imputowalas od malo rozgarnietych ilekroc
                      ktos nie zgodzil sie z toba.


                      To moje odczucia ..a mam do nich prawo tak jak Ty do swoich.
                      A fajke powinnas przeprosic. Nie zasluzyla sobie od Ciebie napewno
                      nie...
                    • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 16:18
                      > Na koniec podam z kolei ja pewien przyklad:
                      > wczoraj wieczorem moj maz podzielil sie ze mna radosna nowina, ze
                      na
                      > dzisiejszy wieczor zaprosil tabun gosci na mecz.
                      > Dodam jeszcze, ze nasi znajomi, a bedzie nas 8 osob sa
                      > przyzwyczajeni, ze o tej porze w weekendy mozna sie u nas najesc
                      do
                      > syta rozmaitosci, ktore przez pol dnia przygotowuje ja, bo ja
                      gotuje
                      > w naszym domu. A koledzy z mezem wlacznie to przekroj wagowy od 90
                      > do 120kg, czyli konkret i 1 salatka, to moze, ale na glowe.
                      >
                      > I teraz slodka powiedz- zniewazyl mnie czy nie?
                      A skąd ja ma wiedzieć jakie zwyczaje panują u Was w domu, jak Ty
                      podchodzisz do takich "niespodzianek", skąd mam wiedzieć jak
                      traktuje Cię mąż na co dzień. Ja podałam dużo szczegółów z naszego
                      życia, Ty żadnegosmile

                      Probuje Ci tylko uswiadomic, ze w zwiazku panuja
                      > relacje dwustronne.
                      i w ramach tego uświadamiania doszłaś do wniosku, ze to ja ponoszę
                      winę za zaistniały stan rzeczy. No, bardzo przekonywujące. Zwłaszcza
                      jak się weźmie pod uwagę, że pisałam, że jestem wobec męża fair
                      jeżeli chodzi chociażby o spotkania z koleżankami, więc myślę, ze
                      sobie przyglądałam się już nie raz, a wymagam tylko wzajemności w
                      tym względzie. To już chyba bliższa prawdy jest teoria burzy i lili.
                      Niemniej dziękuję Ci za czas poświęcony na odpowiedź, bo zadałaś
                      sobie naprawdę dużo trudusmile
                      • fajka7 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 16:40
                        Nasza rozmowa pokazuje bardzo fajnie i czytelnie jak trudna jest z
                        Toba komunikacja i jak bardzo znieksztalcasz uslyszane tresci, zeby
                        dopasowac je do Twojej z gory obranej koncepcji, ze ktos Cie poniza.
                        Zobacz - juz 2 razy wyraznie pisalam, ze nie rozwazam kwestii
                        niczyjej winy i w ogole nie operuje tym pojeciem, a Ty kolejny raz
                        piszesz:
                        "i w ramach tego uświadamiania doszłaś do wniosku, ze to ja ponoszę
                        > winę za zaistniały stan rzeczy"
                        Slodka - odbierasz i interpretujesz tak, zeby moc poczuc sie urazona.
                        Nie oczekuje, ze przyznasz mi racje, powtarzam- szanuje fakt, ze nie
                        jestes w stanie sie z tym zgodzic. Natomiast to daje doskonale
                        pojecie jak wyglada dialog w Twoim zwiazku.
                        A jest chodzi o te slowa, to tez jest ciekawe:

                        "A skąd ja ma wiedzieć jakie zwyczaje panują u Was w domu, jak Ty
                        > podchodzisz do takich "niespodzianek", skąd mam wiedzieć jak
                        > traktuje Cię mąż na co dzień. Ja podałam dużo szczegółów z naszego
                        > życia, Ty żadnegosmile"

                        Tutaj pokazujesz, ze zdajesz sobie sprawe, ze takie zachowania wcale
                        nie musza swiadczyc o braku szacunku, bo wszystko zalezy od
                        pozostalych okolicznosci. To powinno Ci wyjasnic dlaczego dziewczyny
                        zareagowaly tak jak zareagowaly na Twoj przyklad, chocbys podala
                        jeszcze 10 podobnych.
                        Moj przyklad jest analogiczny do Twojego przykladu w calej
                        rozciaglosci. Jednak, gdyby dopuscilby sie tego Twoj maz bylby to
                        brak szacunku, a jesli moj, nie. Wiesz dlaczego? Dlatego, ze w Tobie
                        takie zachowania wywoluja poczucie ponizenia, a we mnie nie.
                        Dlatego polecam Ci przyjrzenie sie blizej wlasnie sobie i mam
                        nadzieje, ze choc moze nie teraz, kiedys dla wlasnego szczescia to
                        zrobisz i zacznie Wam sie lepiej ukladac.
                        Pozdrawiam smile
                      • koteczka12 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 16:40
                        Wiesz słodka ... Znam takie przysłowie "kiedy Ci trzech mówi, że
                        jesteś pijany - idź spać". Ja wiem, jesteś zdenerwowana, wiesz, że
                        na pewno masz rację, ludzie czytają bez zrozumienia ... Ale jednak,
                        jak ochłoniesz, poczytaj sobie ten wątek na spokojnie, co Ci
                        szkodzi ?....

                        I co Ty masz z tym szacunkiem, ja się nigdy nie zastanawiałam czy
                        mnie ktoś szanuje, JA siebie szanuję i jest ok smile
                        • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 16:48
                          Ok, przeczytam, tyle mogę obiecać, ale nie zgadzam się z tymi
                          trzema. Więcej niż trzech wsadziło parę milionów do gazu i co mieli
                          rację?
                          • slodka_idiotka5 I jeszcze jedno 08.06.08, 16:50
                            Dziękuję za udział w tym wątku i przepraszam jeżeli kogoś uraziłam.
    • burza4 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 12:47
      skupiając się na tym konkretnym przykładzie daleko nie zajedziemy.
      Chodzi o ZASADY. O to, że w małżeństwie mało jest decyzji które
      dotyczą tylko jednej strony, prawie każda w jakiś tam sposób
      oddziaływuje na wszystkich.

      ja trochę autorkę rozumiem, bo jak wspomniałam - mam podobne akcje.
      Przykłady? mój szanowny informuje mnie, że zgodził się wziąć
      czyjegoś psa na przechowanie. Tylko że sorry, ale jego życzliwość
      mnie również dotyczy. Ja również będę się użerać z głupawym
      stworzeniem, będę mieć dodatkowe obowiązki, bo szanowny wraca późno,
      będziemy ograniczeni organizacyjnie, bo ktoś będzie musiał tego psa
      wyprowadzić itd. Inny przykład? informuje mnie, że za chwilę wpadnie
      kolega. Do niego, więc jakiż to problem? ano taki, że ja chcę we
      własnym salonie spędzić spokojny wieczór oglądając TV. Trochę głupio
      odwrócić się tyłkiem i oglądać film, kiedy obok siedzi było nie
      było - gość. Itd.

      Nie traktuję tego jako brak szacunku, a bezmyślność, bo o
      konsekwencjach nie pomyślał. Wkurza tak samo. Takie rzeczy się
      ustala, bo ma to wpływ na innych, którzy przez taką nieistotną
      decyzję muszą zrewidować własne plany.
      • slodka_idiotka5 Re: Kto ma rację? 08.06.08, 13:49
        Burza dziękuję za zrozumieniesmileZwłąszcza pierwszy akapit trafia w
        samo sedno i dziwię się że tylko Ty tak to pojmujesz. Zastanowila
        się nad tą bezmyslnością. Może faktycznie mylę pojęcia, może to
        bezmyślność a nie brak szacunku, ale jak zwał tak zwał i tak mnie
        wkurza.
    • mathiola Re: Kto ma rację? 08.06.08, 22:18
      szukasz dziury w całym czy co...?
    • joanekjoanek Re: Kto ma rację? 09.06.08, 04:13
      a ja, jak w słynnym dowcipie, wiem, co się zepsuło!

      Masz, autorko, tak liczną i elokwentną opozycję, że argumentujesz swoje stanowisko ni w pięć, ni w szesnaście. Oczekujesz od czytelniczek, że wyłuskają między wierszami to, czego Ty sama napisać nie chcesz, choć mogłabyś.

      Uważasz, że Cię mąż nie szanuje, dlatego, że: na jego żądanie (ŻĄDANIE) nie pracujesz; siedzisz na zapadłej wsi po szyję w rutynie i obciążeniu; nie masz dokąd pójść, nikt Cię nie rozumie, prowadzisz życie, które uważasz, że mogłoby i powinno być "lepsze", a istotnego udziału w tego życia beznadziejności upatrujesz w osobie męża (pewnie i słusznie).

      i tu masz problem. A nie, że Ci się pies zeszczał pod grzejnikiem. W dobrym życiu to i dinozaur się może pod grzejnikiem zeszczać, i jest to najwyżej powód do wybuchu śmiechu. Zaś gdy wszystko jest "nie tak, nie tak, nie tak", to się człowiek czasem tych drobiazgów czepia, jakby mu one miały szczęście zwrócić.

      no i tyle diagnostycznie, o.

      może rzeczywiście napisz jakiś wątek bez, hm, "przykładów"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka