Dodaj do ulubionych

marihuana niszczy mi rodzine

12.06.08, 21:19
Jestesmy szczesliwa rodzina ja, moj maz i nasz 8 miesieczny synek. Maz
codziennie chodzi do pracy, a ja opiekuje sie synkiem, nie mamy za duzo
pieniedzy,ale malemu nic nie brakuje. Maz bardzo kocha mnie i synka, bawi sie
z nim chodzimy razem do parku. Maz jednak od lat uzalezniony jest od
marihuany. Kiedys mi to nie przeszkadzalo, bylismy mlodzi, wszyscy wokol
palili. Ale teraz mamy dziecko, musimy byc odpowiedzialni, a moj maz nadal
pali i to coraz wiecej. nie wiem dokladnie ile bo sie przede mna ukrywa, ale
na pewno kilka razy dziennie. Wydaje na marihuane duzo pieniedzy,ale to nie
jest nawet najwiekszy problem. Najgorsze jest to ze codziennie musze ogladac
te czerwone oczy i glupkowaty usmiech i dostaje poprostu szalu zastanawiam sie
gdzie podzial moj inteligentny maz iczemu dostalam w zamian tego idiote z
czerwonymi oczami cieszacego sie z byle powodu. Poza tym widze inne skutki
uboczne ciagle zmiany humorow, problemy z pamiecia. Probowalam z nim rozmawiac
tysiace razy. Wlasciwie tylko raz sie przyznal ze ma problem i ze potrzebuje
pomocy. Zazwyczaj mowi ze wymyslam, ze on dzisiaj nic nie palil, nie nie jest
uzalezniony i podobne bzdury. Co chwile klamie zeby tylko moc w spokoju palic
to swinstwo. Odmawia pomocy i leczenie, uwaza ze jest mu nie potrzebna. I co
ja mam zrobic? czasem mysle ze dla dobra synka powinnam odejsc od meza. Ale z
drugiej strony widze jak oni sie kochaja i ja tez go bardzo kocham i gdyby nie
to swinstwo, ktore on pali byloby wszystko dobrze, bylibysmy szczesliwa
rodziny. Jak mam uratowac mojha rodzine?
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:24
      > zastanawiam sie gdzie podzial moj inteligentny maz i czemu dostalam w > zamian
      tego idiote z czerwonymi oczami cieszacego sie z byle powodu.

      Kochanie, śmiem twierdzić, że on zawsze był idiotą z czerwonymi oczami cieszącym
      się z byle powodu. Tylko, że przez swoje czerwone oczka i cieszenie się z byle
      powodu - bo "wszyscy wkoło palili" jak rozumiem oznacza "paliłam razem z mężem"
      - tego po prostu nie zauważałaś.

      Są dwa wyjścia - albo mąż na odwyk, albo rozwód. Ja bym jednak optowała za tym
      drugim, stara zgryźliwa sucz jestem i w cudowne nawrócenia pt. odwyk nie wierzę wink
      • semida Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:26
        Kotula a to czemu?
        • mama_kotula Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:28
          semida napisała:

          > Kotula a to czemu?

          Bo - jak już napisałam - stara i zgryźliwa sucz jestem.
          W dodatku egoistyczna. I zbyt wygodna na to, aby całe życie żyć z myślą pt. "w
          każdej chwili może wrócić do nałogu".
          Tak, wiem że równie dobrze osoba nigdy nie będąca nałogowcem może popaść w
          nałóg, statystycznie częstsze jednak są recydywy osób po odwyku i terapii.
          • semida Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:29
            Hmm,ale Ty przecież"stara patologia z traducjami"jesteś,czy jakoś tak to szło.To dlaczego inne patologioe Ci przeszkadzają?:.
            • mama_kotula Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:39
              semida napisała:

              > Hmm,ale Ty przecież"stara patologia z traducjami"jesteś,czy jakoś
              > tak to szło. To dlaczego inne patologioe Ci przeszkadzają?:.

              Eno, ja jestem patologia, bo nie mam bidetu li i jedynie tongue_outtongue_out
              Inne patologie mi nie przeszkadzają, o ile nie dotyczą mojej rodziny.

              Ja już się nacięłam na takich "odwykowcach". Mój eks, moja przyjaciółka, która
              po kilku latach bycia "czystą" wróciła do brania prochów i palenia trawy. Za
              dużo się naoglądałam kretynów z debilnym uśmieszkiem i przekrwionymi oczami (co
              ja piszę - naoglądałam - ja sama taką kretynką byłam niegdyś), większość
              "wyrosła", niektórym to zostało - nie idzie z nimi żyć. Sorry, jak ktoś lubi to
              proszę bardzo. Ale to nie dla mnie.
              • mama_kotula Aaa i jeszcze 12.06.08, 21:53
                Dopóki się samemu pali, to upalone w trzy dupy towarzystwo nie przeszkadza,
                wręcz przeciwnie - człowiek jest zachwycony towarzystwem.
                Jak się nie pali, to osoba, która się właśnie upaliła wku..a tak bardzo, że
                człowiek ma ochotę w mordę przywalić i patrzyć czy równo puchnie.
                Ja się nie dziwię autorce wątku, że jest - eufemistycznie rzecz ujmując -
                zdenerwowana tongue_out
                • semida Re: Aaa i jeszcze 12.06.08, 22:31
                  Ależ ja to wszystko wiem.Z autopsji niestety.Pozdrawiam Teściasmile
          • zonka77 znam jednak 12.06.08, 22:45
            dwie osoby któOd lat nie biorą. Mają rodziny.
            Generalnie uważam że jednak ludzie się zmieniają, przykład mam w domu - co
            prawda nie było nałogów ale charakterek ciężki i zmienił się bardzo bardzo
            bardzo choć to fakt - zajęło to kilka lat.
            • mama_kotula Re: znam jednak 12.06.08, 22:58
              Zonka, ja też znam takie osoby, które nie biorą i mają rodziny. Znam niepijących
              alkoholików również.
              Co nie zmienia faktu, że ja osobiście nie chciałabym - w imię czegokolwiek -
              całe życie siedzieć na minie z przygaszonym lontem i zastanawiać się, choćby
              podświadomie, czy aby nie zaiskrzy znowu.
    • mathiola Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:26
      Dręczyć, drążyć, oskarżać, walić prosto z mostu, dyskutować
      zarzucać, przekonywać... szantażować... aż zmięknie i przyzna, że ma
      problem... a potem na leczenie. To jedyne co mi przychodzi do głowy,
      na pewno nie przemilczanie i cierpienie w samotności, bo to daje mu
      pole do popisu..... Skoro chcesz z nim być, walcz.
    • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:27
      Marihuana nie uzaleznia, ale dziala na jakis tam osrodek w mozgu odpowiedzialny
      za poczucie szczescia. Wlasnie dlatego osobom palacym trudno jest przestac
      palic, bo:
      trawka wywoluje uczucie ogolnej euforii
      przy dlugotrwalym paleniu- po odstawieniu odczuwa sie pustke i przygnebienie.
      Ale to mija po "odwyku", nie zalamuj sie, to nie jest uzaleznienie.
      Trzeba po prostu znalezc sposob, by nie zapalil przez pare dni i dopiero wtedy z
      nim porozmawiac- ale nie zrzedzic- tylko pogadac- tak, aby on czynnie
      uczestniczyl w dyskusji.
      Powodzeniasmile)) Uda sie napewno!!!
      • mathiola Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:34
        A o uzależnieniu psychicznym słyszałaś? Jak nie uzależnia, jak
        uzależnia, od wszystkiego można się uzależnić, jeśli nie fizycznie
        to psychicznie, a uzależnienie psychiczne jest czasem silniejsze niż
        fizyczne, bo fizyczne wystarczy przetrzymać kilka dni, tygodni... a
        uzależnienie psychiczne ciągnie się za człowiekiem jak smród.
        • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 21:47
          Wiesz, nie jestem pewna, czy wiesz, o czym mowisz...
          "fizyczne wystarczy przetrzymać kilka dni, tygodni..." wiesz co, kiedy jest sie
          uzaleznionym fizycznie, to daaawno ma sie juz uzaleznienie psychiczne.
          Nie znamy szczegolow, wiec nie mozemy mowic, czy gosc jest uzalezniony. To moze
          byc rownie dobrze nawyk (przyzwyczajenie), na ktore raczej stawialabym, jesli
          mowa TYLKO o trawie, a nie o trawie+costam.
          Dlatego napisalam, tak jak napisalam
          • mathiola Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:13
            jako osoba uzależniona głównie psychicznie od fajek, upieram się
            przy stwierdzeniu, że to gorszy rodzaj uzależnienia.
            Rzucalam papierosy dla dzieci, w ciąży, rzucało mną po ścianach
            przez kilka tygodni, potem głód nikotynowy ustępował i dalo się żyć.
            Fizycznie byłam czysta po jakimś czasie, nie miałam już objawów
            odstawienia, natomiast psychicznie nadal byłam palaczem, nigdy nie
            przestałam nim być, dlatego obydwa razy "rzucania" kończyły się
            powrotem, bo psychicznie byłam palaczem, konkretne sytuacje
            kojarzyły mi się wyłącznie z paleniem...
            Nie wiemy jak jest, oczywiście, ale skoro pisze, że od lat pali,
            śmiem twierdzić, że psychicznie jest uzależniony.
            • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:26
              ja tez palilam, jakies 12 lat (fajki). I tak jak Tobie, wiele sytuacji wywoluje
              u mnie straszna chec zapalenia- od poltora roku jakos daje sobie rade, nie
              pociagnelam ani razu.
              Widzisz, tylko roznica miedzy paleniem trawki, a fajek jest taka, ze trawka
              wywoluje odmienny stan swiadomosci- i nie ma po odstawieniu tego wrazenia o
              ktorym piszesz- konkretne sytuacje nie nie wywoluja checi zapalenia. Chec
              zapalenia wywoluje wspomnienie na przyklad. I wcale nie jest powiedziane, ze
              jesli po "odwyku" zapali- wroci na stale do palenia, choc napewno bedzie miec
              ochote na wiecej.

              Aha, powiedzialam, ze uzaleznienie fizyczne jest gorsze, bo wystepuje pozniej,
              niz psychiczne- jest jakby nastepstwem.

              Autorko, powiedz jak czesto pali od lat? Czy wczesniej palil okazjonalnie ( na
              co raczej stawiam, bo chyba szybciej bys sie zorientowala gdyby palil non
              stop...) czy ostatnio nasililo sie to u niego?
              Jesli tak, moze to miec zwiazek z urodzeniem sie dziecka- nowa sytuacja itd...
              moze trawka daje mu wlasnie poczucie panowania nad wszystkim... nad emocjami itd.
            • croyance Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 18:35
              Moj maz mial silne objawy odstawieniowe, jak przestal pic kawe (!).
      • ewcia1976 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 18:20
        No dużo szczęścia daje dlatego znajomy musi teraz ją zapalić gdy jest
        zdenerwowany. Drugi postanowił szukać szczęścia dalej, w mocniejszych odmianach
        i z nadmiaru leczy sie psychiatrycznie.
        Goodach fanzolisz to świństwo uzależnia.

        • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 18:31
          o czym dziewczyno mowisz, czy ja napisalam, ze trawka daje szczescie? Czytaj ze
          zrozumieniem!!
    • tosina Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:15
      Kurcze. Okropna sucz jestem , przyznaje ale nie umialabym byc z
      takim facetem.
      Po 1 klazdy kto ma powazn klopoty z uzaleznieniem nie przyznaje sie
      do tego. Gdyby sie przyznal musialby podjac jakies kroki a tak co
      wygodniemu .Ty pogadasz, pogadasz i co nic nie robisz.W ten sposob
      dajesz mu niema akceptacje na jego postepowanie.
      Piszesz ze odeszlabys ale on TAK WAS KOCHA. Ano smiem sadzic ze nie
      kocha.Gdyby kochal nie paililby.I tak trudno uwierzyc mi ze kochasz
      nacpanego, najaranego faceta,ktory jest taki fajny cieplutki i tak z
      wszystkiego sie cieszy?..

      A nie wolalabys mec normalnego czasami wzburzonego , nie
      zadowolonego ale odpowiedzialnego faceta?..

      POstawilabym go pod sciana.Najpierw zmusila doprzyznania sie ze ma
      problem a pozniej terapia.
      To wersja gdy lubisz siedziec na minie i oczekiwac za ile czasu
      znowu cos mu odwali.

      Wersja b to zaczac zyc dla siebie i dziecka , oraz ulozyc sobei
      zycia. Ale musialabys przestac oszukiwac siebie.
      • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:33
        no wlasnie to wszystko nie jest takie proste, bo poza tym swinstwem, ktore on
        pali my jestesmy bardzo szczesliwi. Duzo czasu spedzamy razem, rozmawiamy,
        bawimy sie z malutkim. Moj maz nie zatracza sie na ulicy, nie wloczy brudny po
        dworcach, nie urzadza awantur bez powodu, nie bije mnie. Tylko po prostu
        doszalu doprowadza mnie ja jego glupkowatosc po palenia, no i przerazaja skutki
        uboczne dlugiego palenia ( schizofrenia, paranoja). Ja nie chce rezygnowac z
        mojej rodziny, chce o nia walczyc tylko nie wiem jak. zazwyczaj wszystko
        zalatwiamy szczera rozmowa, a w tym przypadku poprostu jakbym walila glowa w
        sciane. Czuje sie cholernie bezsilna.
        • mama_kotula Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:38
          > poza tym swinstwem, ktore on pali my jestesmy bardzo szczesliwi.
          > Duzo czasu spedzamy razem, rozmawiamy, bawimy sie z malutkim. Moj
          > maz nie zatracza sie na ulicy, nie wloczy brudny po dworcach, nie
          > urzadza awantur bez powodu, nie bije mnie.

          Współuzależnienie. Cudowny przykład usprawiedliwiania i mechanizmu wyparcia.
          • mamamamba autorko 13.06.08, 08:43
            musisz postawic ultimatum. albo palenie albo rozwod. koniec kropka. amen.
      • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:35
        Poza tym chce zeby bylo jak najepiej dla mojego synka, a on tate po prostu
        uwielbia, raczkuje za nim krok w krok. Cholera pisze jak taka ofiara losu, ale
        naprawde juz nie wiem co robic...
        • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:38
          wiesz co, wlasnie doczytalam, ze ma juz skutki uboczne... skoro tak, to jest to
          juz raczej nalog i prosbami nic nie zdzialasz. musisz nim wstrzasnac.
        • tosina Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:48
          No to juz go usprawiedliwilas.A mi udowodnilas ze nie chcesz mu
          pomoc. Wieszjak dla mnie to w zyciu nie zrobisz nic poza ten
          post.Zbyt ... jestes. Wiesz to co i opisujesz to jedynie Twoja
          idylliczna wizja malzenstwa. MA ona tyle wspolnego co piesc i nos.
          Piszesz ze jest takiiii wspanialy akiedy to on jest wspalnialy?
          Jeszcze podczas dzialania marychu tuzpo wzieciu czy tuz przed?.
          GDyby niemusial brac nie robilby tego.sama piszesz ze robi topo
          katach bo cie oszukuje.

          WIdziszkazdy wierzy w to co chcesz ja nie widze tego co ty czytam ze
          jestes zona uzaleznionego faceta , ktora tez kiedys palila. FAcet ma
          problem a zona wypiera to zpodswiadomosci. Tak jak pisala kotula
          sama siebie oszukujsz.
          • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 22:50
            tosina napisała:

            > No to juz go usprawiedliwilas.A mi udowodnilas ze nie chcesz mu
            > pomoc. Wieszjak dla mnie to w zyciu nie zrobisz nic poza ten
            > post.Zbyt ... jestes. Wiesz to co i opisujesz to jedynie Twoja
            > idylliczna wizja malzenstwa. MA ona tyle wspolnego co piesc i nos.
            > Piszesz ze jest takiiii wspanialy akiedy to on jest wspalnialy?
            > Jeszcze podczas dzialania marychu tuzpo wzieciu czy tuz przed?.
            > GDyby niemusial brac nie robilby tego.sama piszesz ze robi topo
            > katach bo cie oszukuje.
            >
            > WIdziszkazdy wierzy w to co chcesz ja nie widze tego co ty czytam ze
            > jestes zona uzaleznionego faceta , ktora tez kiedys palila. FAcet ma
            > problem a zona wypiera to zpodswiadomosci. Tak jak pisala kotula
            > sama siebie oszukujsz.
            >
            >
            >
            no dobrze, pewnie masz racje, wiec co mam tak poprostu zrezygnowac, rozwiesc sie ?
            • mama_kotula Re: marihuana niszczy mi rodzine 12.06.08, 23:01
              > no dobrze, pewnie masz racje, wiec co mam tak poprostu zrezygnowac,
              > rozwiesc sie ?

              Postawić sprawę jasno.
              Powiedzieć panu wprost i bez ogródek, że jest narkomanem. I że nie wyobrażasz
              sobie dalszego życia z narkomanem. I że nie chcesz, aby wasz syn miał ojca
              narkomana.
              I że liczysz na to, że jeśli mu zależy na utrzymaniu rodziny, to pójdzie na
              terapię odwykową.
              Możesz walczyć, jeśli masz siłę. Ale twoja walka ma sens tylko wtedy, kiedy on
              sam będzie chciał walczyć. W przeciwnym przypadku - to tylko zmarnowane nerwy,
              emocje, wysiłek i kolejne lata życia.
    • brak.polskich.liter Tja... 12.06.08, 22:34
      No, u znajomych mojego eksa bylam swiadkiem nastepujacej scenki. Pora
      wczesnowieczorna. Chlopczyk, lat okolo 2, w towarzystwie swojego tatusia ogladal
      kreskowke. Chlopczyk mial misia, zas jego tatus ma szkliste, nieco czerwone
      oczy. Podczas ogladania tatus, co jakis czas dostawal tzw. smiechawki, albo
      rzucal sie na czipsy, ktore pozeral garsciami wprost z torebki, po czym ogladal
      dalej.

      Mamusia chlopczyka w tym czasie, siedzac w kuchni mieszala ziolo z tytoniem i
      podgrzewala ustrojstwo zapalniczka.

      Dla mnie - hardkor. Mimo, ze oboje rodzice niezle zarabiajacy i wyksztalceni,
      dom dostatni (uwzgledniwszy niemale wydatki na ziolo, kasy mieli naprawde
      sporo), dziecko ukochane, nakarmione i zaopiekowane. Argument koronny, ze "on
      przy dziecku nie jara", tjaaa...

      Naprawde masz ochote fundowac swojemu synkowi podobne klimaty?
      • mama_synka_2007 Re: Tja... 12.06.08, 22:48
        brak.polskich.liter napisała:


        >
        > Naprawde masz ochote fundowac swojemu synkowi podobne klimaty?
        >
        >
        Nie chce, ale nie tez zeby wychowywal sie w rozbitej rodzinie. Poprostu musze
        cos z tym zrobic, nie chce tak poprostu zrezygnowac.
        • tosina Re: Tja... 12.06.08, 22:50
          Nie ma cudownego guziczka ktory po nacisnieciu sytuacja sie zmieni a
          maz sie opamieta.
        • mama_kotula Re: Tja... 12.06.08, 23:02
          > Nie chce, ale nie tez zeby wychowywal sie w rozbitej rodzinie.

          Wiesz, czasem lepsza rozbita rodzina, niż nierozbita patologia smile
      • marzeka1 Re: Tja... 12.06.08, 22:49
        "Maz jednak od lat uzalezniony jest od
        marihuany. Kiedys mi to nie przeszkadzalo"- błąd, a co jeśli mąż nagle poczuje, że może i synek ma poczuć się tak samo cudownie i zechce się podzielić tym "szczęściem". Odpowiadasz jak osobą wspóluzależniona, chcesz, żyj ze ćpunem,który zamieni ci się w paranoidalnego schizofrenika, tylko synka żal, bo nie jest mu potrzebny naćpany ojciec.
        • mama_synka_2007 Re: Tja... 12.06.08, 22:59
          wiec uwazacie ze po prostu nie ma juz zadnej szansy i nic nie da sie zrobic?
          • tosina Re: Tja... 12.06.08, 23:05
            Kiedy wylaczysz komputer pomyslisz sobie , aaaaaaa napewno u NAS nie
            jest tak zle. ee one go nie znaja nie wiedza jaki KOCHANY jest .MAs
            zracje nie znamy jego. Ale znamy innych ktorzy szablonowowpowielali
            wasz problem. TY juz wypierasz i tlumaczysz go.Niczym zona
            alkocholika ktora maz tlucze jak wypije a wogole to on jest kochany.
            Jesli chcesz walczyc napisalam ci obudz go i wymagaj . Bolitujacs ie
            nad nim tlumaczac go , zaostrzasz sytuacje. A uzaleznienia nie da
            sie zamiesc pod dywan. Chociaz Ty bardzo sie starasz.


            • katharsisss Re: Tja... 12.06.08, 23:18
              Nie czytałam wątków, więc może to zostało już powiedziane, ale...
              Twój mąż jest uzależniony od narkotyku. A na takie osoby w większości przypadków
              działa tylko to, że nagle znaleźli się na dnie (czyli przegrali wszystko).
              Dlatego musisz działac stanowczo. Rozstan się z nim i wyprowadz. Jeśli wroci
              skruszony (co jest bardzo prawdopodobne) to postaw warunek, że zero marihuany w
              waszym życiu. Ale jeśli nadal będzie palił to rozwiedź się. I może dopiero wtedy
              facet przejrzy na oczy. Jeśli nie, to nie byl wart ani ciebie ani synka.
          • kasia_be1978 Re: Tja... 12.06.08, 23:10
            popieram jedną z przedmówczyń - jeśli chcesz walczyć o niego i rodzinę, to tylko
            w stanowczy i konsekwentny sposób. Daj mu okreslony, krótki, ale realistyczny
            termin podjęcia terapii i powiedz, że jeśli tego nie zrobi to się rozstajecie i
            - co najważniejsze - zrób tak faktycznie! Jeśli masz możliwość - wyprowadź się z
            dzieckiem do rodziców, kogoś z rodziny, przyjaciół, zerwij kontakt - to będzie
            prawdziwy sprawdzian, czy mu na Was faktycznie zależy, czy woli przyjaciółkę
            Marysię. Na ponowną próbę bycia razem zgódź się dopiero po terapii. Innej drogi
            nie widzę. Wiem, że to b. trudne, ale w przypadku osób uzależnionych trzeba być
            konsekwentnym, inaczej one będa nas stale wykorzystywać. Powodzenia!
            • marzeka1 Re: Tja... 12.06.08, 23:14
              Zachowujesz się jak żona alkoholika, łudząc się, że "on się zmieni", nie zmieni się. Pza tym masz nierealną, utopijną wizję małżeństwa i męża jako dobrego ojca- dobry mąż i ojciec to ktoś realny, a nie upalony pan z głupawym uśmieszkiem, który mówi, że nie ma problemu.Postępuj tak dalej, a jesteś na dobrej drodze do spieprzenia życia sobie i dziecku, ty jetseś dorosła, tylko co zawiniło tu dziecko????
          • brak.polskich.liter Re: Tja... 12.06.08, 23:11
            Da sie zrobic, pod jednym warunkiem. Ze pan sam z siebie zapragnalby rozstac sie
            z ziolem. A na to raczej sie nie zanosi.

            Z tego, co piszesz wynika, ze facet ma zerowa motywacje, zeby cokolwiek
            zmieniac. Jara i bedzie jaral dalej, zas Twoje fochy wrzuca w koszty tej
            imprezy. Do tego dorzuca sie w niedalekiej przyszlosci fochy, hustawki nastroju,
            luki w pamieci, ogolne rozlatanie i niestabilnosc, zawalanie waznych spraw.
            Fajny wzorzec partnera i relacji rodzinnych do przekazania dziecku, idealny
            wrecz tongue_out

            Przejdz sie lepiej, dziewczyno, na terapie dla wspoluzaleznionych, bo masz z tym
            spory problem.

            Na marginesie - rozstanie z partnerem nie kasuje mu praw rodzicielskich ani
            kontaktow z potomkiem. Jesli facet kocha dziecko i chce uczestniczyc w jego
            zyciu i wychowaniu, bedzie to robil takze wtedy, kiedy od niego odejdziesz.
            • guderianka Re: Tja... 13.06.08, 07:19
              mam wrażenie,że napisałaś na forum nie po to, by znaleźć radę ale po
              to tylko by uspokoić swoje wyrzuty sumienia, by samej sobie pokazać
              że próbujesz "coś robić. Z góry jednak wiesz,że z tym problemem nic
              nie zro9bisz.Nie zrobisz bo nie chcesz. Tłumaczysz wszystko dobrem
              dziecka i nie fundowaniem mu rozbitej rodziny. A pomyśl,że ty sama
              mu to zafundowałaś decydując się na związek z osobą uzależnioną,
              wybrałaś na ojca swego dziecka faceta, który ma ewidentny problem.
              Ten problem istniał od zawsze-tylko jak ktoś już napisał-ty go nie
              widziałaś bo miałaś różowe okulary.Jeśli naprawdę myślisz o dobru
              dziecka to postaw mężowi wybór-albo Wy albo maryśka.
              • mamamamba poczytaj.. 13.06.08, 08:48
                zgadzam sie z guderianka. wiem jak to jest, bo aktualnie siedze na bombie z
                podpalonym lontem. nie rozwiode sie od razu, bo kocham go, ale postawilam
                ultimatum. wybral (chyba swiadomie) nas. w razie jakiegokolwiek wyskoku pakuje
                manatka. nie wiem czemu to robie.. chyba kreci mnie adrenalina..?! tongue_out
              • mama_synka_2007 Re: Tja... 13.06.08, 11:46
                Napisalam na forum bo przed nikim innym nie moge sie wygadac. Wstydze sie
                poprostu ze on to robi, ze ja na to pozwalam. Tysiac razy mu mowilam ze musi
                wybierac ze nie moze miec i nas i palenia. Ale nie jestem dostatczenie twarda a
                on to wykorzystuje i nie traktuje moich grozb powaznie
                • guderianka Re: Tja... 13.06.08, 12:14
                  Ale nie jestem dostatczenie twarda a
                  > on to wykorzystuje i nie traktuje moich grozb powaznie

                  I przez to cała wasza rodzina jest "chora" a syn będzie dorastał
                  przy ojcu narkomanie
                  Ty nie masz być twarda. Ty masz być rozsądna i myśleć przede
                  wszystkim o dobru dziecka
      • piatek_13-go Re: Tja... 13.06.08, 23:41
        brak.polskich.liter napisała:

        > No, u znajomych mojego eksa bylam swiadkiem nastepujacej scenki. Pora
        > wczesnowieczorna. Chlopczyk, lat okolo 2, w towarzystwie swojego tatusia oglada
        > l
        > kreskowke. Chlopczyk mial misia, zas jego tatus ma szkliste, nieco czerwone
        > oczy. Podczas ogladania tatus, co jakis czas dostawal tzw. smiechawki, albo
        > rzucal sie na czipsy, ktore pozeral garsciami wprost z torebki, po czym ogladal
        > dalej.
        >
        > Mamusia chlopczyka w tym czasie, siedzac w kuchni mieszala ziolo z tytoniem i
        > podgrzewala ustrojstwo zapalniczka.
        >
        > Dla mnie - hardkor. Mimo, ze oboje rodzice niezle zarabiajacy i wyksztalceni,
        > dom dostatni (uwzgledniwszy niemale wydatki na ziolo, kasy mieli naprawde
        > sporo), dziecko ukochane, nakarmione i zaopiekowane. Argument koronny, ze "on
        > przy dziecku nie jara", tjaaa...
        >
        > Naprawde masz ochote fundowac swojemu synkowi podobne klimaty?
        >
        >


        Heheheh, znam takich, co to przy dzieciaku pala ( lat 2,5). Z tego co slyszalam
        to i w ciazy palila ( moze tylko plotki- nie wiem,nie zlapalam) a pozniej sie
        dziwia, ze wczesniak.
        Najlepsze jest to, ze wydaja przynajmiej 30 zeta dziennie na to, a po znajomych
        chodza i prosza sie o pieluchy bo sie akurat skonczyl a sklep juz zamknietysmile I
        tak co 2,3 dzientongue_out
    • anek130 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 09:10
      ciagle mówisz, jaki z niego fajny mąż, ojciec i w ogóle jacy
      jesteście szczęśliwi. A nie zastanawiałas sie kiedyś, że to może
      właśnie dzięki maryście? skoro on prawie cały czas chodzi naćpany,
      szcześliwy, radosny to dlatego jest tak fajnie? a zaczerwienione
      oczy to jedynie objaw, który akurat nie przypadł ci do gustu? Ja to
      jestem ciekawa jaką będziecie rodziną, kiedy uda mu się z tym
      skończyć? bo przecież sama tego nie wiesz skoro pali od zawsze..

      Ania
      • jomamma Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 09:44
        Nie boisz się zostawiać małego z ojcem? Mój znajomy po wypaleniu
        trawy we wszystkich widział wojownicze żółwie ninja i jakkolwiek
        śmiesznie to by nie brzmiało, wszystkich tłukł. Jednemu "żółwiowi"
        złamał nos. Inny kolega widział i słyszał nadlatujące helikoptery.
        A Twój mąż co widzi? Synka raczkującego za nim? Na pewno?
        • zebra51 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 09:48
          Jeszcze z rok, dwa...Poczekaj na większe dziury w mózgu. Może stanie
          na parapecie, jak mój znajomy z czasów studiów, twierdząc, że "oni,
          już lecą po niego".
          Zostawiasz dziecko same z ojcem? Nie boisz się?
          • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 10:32
            historia autentyczna:

            w akademiku impreza (z rooooznymi uzywkami). Mieli jakies dziwne "hallo" i
            zapakowali jednego goscia w pudelko i wypchneli z balkonu- w podroz kosmiczna.
            Facet zginal na miejscu- jako ze to 11 pietro bylo. Policja przyjechala i tropem
            odglosow dotarla do owego pokoju- pakowali dwoch innych kolesi w pudelko i
            chciali tez wyslac jako ekipe ratunkowa.... bo stracili lacznosc radiowa z tym
            pierwszym....

            Moze zarcik nie na miejscu, ale coz...
            • mamamamba Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:26
              nie wiem czy to autentyczne, na pewno podawane z ust do ust. slyszalam to.
    • net79 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 10:50
      Ustalmy jedno... ile dni w tyg. twój mąż chodzi "pod wpływem" i czy pali zaraz
      po pracy, czy najpierw poświęca wam czas, potem w ramach relaksu pali...
      piszesz, że macie mało pieniążków ile wydaje na trawę. Przy założeniu, że gram
      kosztuje od 25-30 zł i starcza "zawodowemu" palaczowi na max 3 dni musiałby
      wydawać na to 250-300 zł. Czy może jest tak, że kupi grama raz na dwa tygodnie i
      potem lajtowo go popala... wg mnie to est znaczna różnica, co nie zmienia faktu,
      że jakby nie było musicie pracować nad tym, aby nie utrudniać sobie życia i nie
      oznacza to, że musisz odejść, ale znaleźć sposób... niełatwe, a jednak możliwesmile
      Nie na każdego działają groźby i przymus odwyku, powodują wręcz odwrotny skutek,
      ale jeśli jest progress zmian psychicznych to jednak trzeba działać stanowczo i
      skutecznie...
    • baszi Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:09
      to, że postawisz mężowi jasne i ostateczne warunki, nie oznacza, że rozbijasz
      rodzinę i pozbawiasz dziecko ojca, wręcz przeciwnie, to jedyny sposób aby
      rodzinę uratować. przecież nikt nie każe ci się już rozwodzić a ojcu odebrać
      prawa rodzicielskie. masz po prostu zrobić wszystko, aby facet zrozumiał, że ma
      problem. skoro twoje gadanie nic nie pomaga, to należy coś zrobić. i tu rację
      mają przedmówczynie, wyprowadź się, zażądaj - nie poproś a zażądaj aby poszedł
      na leczenie albo chociaż na początek idźcie do psychologa albo poradni
      rodzinnej, tam wam pomogą wybrać najlepsze rozwiązanie, a jeśli wasz problem
      wyjdzie z czterech ścian, może dla męża też to będzie motywujące a on sam zda
      sobie sprawę, że problem istnieje.
      druga sprawa, teraz wasz synek jest mały i nie wszystko rozumie, ale za jakiś
      czas zorientuje się, że z tatusiem coś nie tak a za dalszych parę lat będą palić
      razem. nie najlepszy przykład ojca i zadaj sobie pytanie czy to jest dobry
      odpowiedzialny ojciec? dobry ojciec to nie tylko ten, który bawi się z
      dzieckiem i do którego dziecko jest przywiązane. dobry ojciec to przede
      wszystkim taki, który potrafi dziecko wychować i daje mu dobry wzór do
      naśladowania, aby dziecko umiało sobie poradzić w życiu. uważasz dalej, że twój
      mąż jest dobrym ojcem? poza tym dobry ojciec to też dobry mąż a skoro on nie
      respektuje twojego zdania ani nie uznaje pewnych norm społecznych - a w naszym
      społeczeństwie palenie marihuany jest naganne a tym bardziej, jeśli robi to
      nałogowo rodzic, ponadto posiadanie marihuany jest karalne a więc niezgodne z
      prawem. twój mąż poza tym, że nie nie jest dobrym mężem ani ojcem, łamie prawo.
      i jeszcze jedna rzecz, wszyscy zdajemy sobie sprawę z działania marihuany i z
      tego ile uwagi trzeba poświęcić aby małemu dziecku nie stała się krzywda. jeśli
      do tej pory nic się nie stało to nie oznacza, że nic się nie stanie. jego
      zdolność reagowania i oceny sytuacji jest zaburzona i nie chciałabym być na
      twoim miejscu i ryzykować, że dziecku coś się stanie a tatuś za późno się
      zorientuje albo zamiast wezwać karetkę zacznie się cieszyć, bo dziecko zrobiło
      fikołka z łóżeczka i udaje, że martwe. to drastyczny przykład, ale decydując
      się na życie z wiecznie palącym marihuanę, bierzesz odpowiedzialność za jego
      brak odpowiedzialności i za ewentualne nieszczęście. teraz odpowiedz sobie na
      pytanie czy rzeczywiście chcesz ratować rodzinę i chcesz aby twoje dziecko miało
      ojca czy chcesz udawać, że nie ma problemu a za parę lat waszej rodziny po
      prostu nie będzie, alb nie będzie już czego ratować.
      życzę dobrych odpowiedzialnych decyzji i wytrwałości, takie problemy rozwiązuje
      się długo
      • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:29
        Maz obiecal mi wczoraj ze zadzwoni w sobote ( w tygodniu cale dnie pracuje) na
        infolinie dla narkomanow, szczerze mowic nie wierze,ale bede go trzymac za slowo.
        A teraz odnosnie waszych odpowiedzi. Nie sadze zeby cal e nasze szczescie
        rodzinne opieralo sie na jego upaleniu. Np. bylismy kilka dni u moich rodzicow,
        jestem pewna ze przez te dni nie palil i spedzilismy naprawde cudowny czas.
        Moj maz po zapaleniu nie wpada w jakies psychozy, nie opowiada o kosmitach, nie
        pakuje kumpli w pudelka. Ale nie oznacza to ze kiedys nie zacznie sie tak
        zachowywac, dlatego chce dzialac teraz a nie kiedy mu calkiem odbije.
        Maz w stosunku do synka jest opiekunczy i odpowiedzialny. Co 5 min naciaga mu
        czapke na uszy, uwaza zeby nie wlozyl sobie czegos do buzi nie udezyl sie.
        Pomimo wszystko, nie zostawiam synka z mezem. poprostu nie mam zaufania ze cos
        mu nagle przez to palenie nie odbije. I to jest najbardziej uciazliwe, bo
        przeciez to nasze wspolne dziecko. Ale za bardzo malego kokcham zeby ryzykowac.
        Ja poprostu chce miec normalna rodzine, a czasem juz nie mam sily walczyc, a z
        drugiej strony sama wychowalam sie w pelnej, szczesliwej rodzinie i nie
        wyobrazam sobie zeby w naszym przypadku bylo inaczej.
        • ela82 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:37
          Nie, nie jest odpowiedzialny. Ani w stosunku do synka, ani w
          stosunku do Ciebie. Normalna rodzina nie rowna sie automatycznie
          pelna rodzina.
          I pelna rodzina nie jest synonimem szczescia. Wybiegasz czasem
          myslami w przyszlosc? Dziecko na pewno bedzie dumne z upalonego
          tatusia....
        • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:39
          "po zapaleniu nie wpada w jakies psychozy, nie opowiada o kosmitach, nie
          pakuje kumpli w pudelka"

          po marihuanie nie ma po prostu takich stanow, dlatego tego nie robi. Nie bedzie
          tez cieszyl sie z tego, ze dziecko wypadlo z lozeczka i udaje martwe, ani tez
          nie bedzie nikogo bil, ani z nikim sie klocil, bo na to po prostu ochoty mial
          nie bedzie!!! Tak jak juz napisalam- marihuana pobudza osrodek w mozgu
          odpowiedzialny za poczucie szczescia.
          • dirgone Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:54
            To chiba zależy u kogo. U mnie trawa pobudzała takie ośrodki w mózgu, że do dziś
            się trzęsę, jak sobie te paranoiczne stany przypomnę.
            • gaja78 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 13:07
              dirgone napisała:

              > To chiba zależy u kogo. U mnie trawa pobudzała takie ośrodki w mózgu, że do dzi
              > ś
              > się trzęsę, jak sobie te paranoiczne stany przypomnę.

              U mojego dobrego przyjaciela trawa pobudzała ośrodki odpowiedzialne za agresję i
              zapędy samobójcze. Raz go trzeba było z okna wieżowca ściągać. Na szczęście po
              tamtej akcji nigdy więcej nie zapalił.

              Z resztą ośrodki ośrodkami ale IMHO ważne jest to, co delikwent ma na dzień
              dobry w głowie. Ja ma jakieś demony ukryte, to mogą w paskudny sposób wyleźć na
              wierzch po trawie.
              • gaja78 Ps. 13.06.08, 13:11
                gaja78 napisała:

                > U mojego dobrego przyjaciela trawa pobudzała ośrodki odpowiedzialne za agresję
                > i
                > zapędy samobójcze. Raz go trzeba było z okna wieżowca ściągać. Na szczęście po
                > tamtej akcji nigdy więcej nie zapalił.

                Zapomniałam dodać, że gość zawsze był absolutnie odpowiedzialny i godny zaufania
                na trzeźwo. Trawa coś mu w głowie przestawiała w taki sposób, jakiego nikt by
                się po tym człowieku nie spodziewał.
                > Z resztą ośrodki ośrodkami ale IMHO ważne jest to, co delikwent ma na dzień
                > dobry w głowie. Ja ma jakieś demony ukryte, to mogą w paskudny sposób wyleźć na
                > wierzch po trawie.
                >
            • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 14:18
              troche mnie zmieszalyscie z blotem, ale bylo mi to potrzebne. nie mieszkam w
              Polsce i co chwile slysze infromacje typu : marihuana nie uzaleznia, jest to
              narkotyk grupy C( czyli nie taki grozny), posiadanie malej ilosci marihuany nie
              jest karalne, nawet na jednej z najpopularniejszych stron o uzaleznieniach jest
              napisane ze przy paleniu marihuuany wlasciwie nie potrzeba odwyku, ze ludzie
              sami sobie z tym radza. Czasem naprawde zaczynalam wierzyc ze sama sobie tworze
              problemy.
              a mojemu synkowi nie trzeba wsoplczuc, co kolwiek nie powiecie, wiem ze jestem
              dla niego dobra matka. Nie pozwole zeby narkotyki zniszczyly mu dziecinstwo.
              Napisalam tego posta bo wiem ze to juz ostatnie miesiace kiedy moge cokolwiek
              zrobic bo synek nadal nie wiele rozumie. Postawie meza przed wyborem albo
              zaczyna leczenie albo ja i synek wyjezdzamy do rodzicow i wracamy dopiero kiedy
              on bedzie gotowy byc prawdziwym mezem i ojcem. Dzieki za wszystkie odpowiedzi!
              • croyance Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 18:47
                Trzymaj sie. Mam nadzieje, ze dasz rade.
          • croyance Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 18:45
            No co Ty, nigdy marychy nie palilas?
            Mnie po wizytach w coffe-shopach to ziemia falowala jak statek i
            mialam rozne przestrzenne zludzenia. Wcale nie czulam sie
            szczesliwa; wprost przeciwnie, narastala we mnie paranoja i
            koszmarna depresja.
            Dlatego przestalam palic i nie zamierzam wiecej dotykac tego
            swinstwa.
            • gooochab Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 19:02
              Oj kolezanko, chyba przecholowalas...smile))
              • croyance Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 23:22
                Pewnie tak, bo sie zatrulam strasznie: dostalam koszmarnej wysypki i
                musialam smarowac sie mascia antybiotykowa.
                Od tej pory zrobilo mi sie cos takiego, ze jak poczuje gdzies na
                ulicy skreta, to mam odruch wymiotny surprised
        • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:40
          ja czytam to co napisalam to naprawde czuje sie jak te zalosne zony alkoholikow,
          ktore zawsze samam potepialam za glupote i naiwnosc. Myslalam ze mnie to nie
          dotyczy przeciez skonczylam studia, zanim maly sie urodzil mialam dobra prace,
          nie jestesmy rodzina patologiczna. Czy ja naprawde stalam sie taka
          wspoluzalniona kretynka jak te baby, ktore z podbitymi oczami nadal
          usprawiedliwiaja meza?
          Czasem mysle zeby bylo by latwiej gdyby on sie nade mna znecal, gdyby mnie
          osmieszal przy ludziach, wtedy moze bylabym pewna ze musze odejsc. A tak caly
          czas sobie mysle przeciez w sumie nie jest tak zle, czy naprawde musze
          rezygnawac z tego wszystkiego co jest w naszej rodzinie dobre. Musze jakos
          znalezc sile w sobie i w nim zeby nasza rodzina przetrwala. Bo wiem ze jeszcze
          troche i maly zacznie rozumiec o co chodzi a na to nie moge moge pozwolic. Moj
          synus jest najwazniejszy.
        • baszi Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:45
          napisałaś, że mąż jest odpowiedzialny ale jednocześnie, że nie zostawiasz synka
          z mężem bo nie masz do niego zaufania i boisz się ryzykować. osobie
          odpowiedzialnej ufa się, sama sobie zaprzeczasz. nie czepiam się tylko znam
          pewne mechanizmy obronne, sama nie dopuszczasz do siebie pewnych rzeczy,
          ubierając je w te lepsze tłumaczenia.
          może zadzwoń sama na ta infolinie i dowiedz sie kilku rzeczy a potem zaczekaj,
          aż mąż zadzwoni w sobotę. swoja drogą dziwi mnie, że twój mąż w tygodniu nie
          znajdzie czasu na ten telefon, no chyba że infolinia jest czynna tylko w dzień.
          i jeszcze jedno. jeśli nie zadzwoni to znajdź jakąś poradnię rodzinną albo tego
          psychologa i idź tam z mężem. uważam, że ty też powinnaś w jakimś stopniu
          uczestniczyć w terapii, jesteś współuzależniona a poza tym musisz wiedzieć, co
          masz robić kiedy mąż będzie się leczył i jak zdrowo wspierać.
          i odpowiedz jeśli nie mi to sobie co wg ciebie znaczy odpowiedzialny ojciec.
          przeczytaj uważnie mój poprzedni post, odpowiedzialny ojciec wychowuje i daje
          dobry przykład a do tego nie łamie prawa.
          pozdrawiam
          • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:52
            zgadzam sie z tym co piszesz chodzilo mi raczej o to ze on (przynajmniej na
            dzien dziejszy) nie dopuszca zeby malemu stala sie jakas krzywda. A dokladnie
            krzywda fizyczna, bo to ze ja jestem przez to wszystko okropnie zestresowane nie
            wplywa dobrze na psychike synka, chociaz staram sie go chronic.
        • tosina Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 12:40
          ( w tygodniu cale dnie pracuje) na
          > infolinie dla narkomanow, szczerze mowic nie wierze,ale bede go
          trzymac za slow
          > o.


          No wlasnie Ty nie wierzysz ja tez nie. ZNowu odsowa problem od
          siebie.A jak juz powie ci ze owszem dzwonil ale jak cie nie bylo i
          cos tam cos tam..KUj zelazo gdy zaczyna sie rozgrzwa nie dawaj mu
          czasu na kolejne ucieczki. A Ty kiedy zadzwonisz moze teraz gdy on w
          pracy?..
    • ja1ja1 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 11:58
      o jezu! przecież on od zawsze palił...sama napisałaś. W związku z tym popełniłaś
      błąd wychodząc za mąż, albo poprostu tak ma być. Chyba nie byłaś pod wpływem
      marihuany podczas ślubu???? Zdawałas sobie sprawę z kim się wiążesz????
      Nie rozumiem takich ludzi. Do kogo masz pretensje???? do niego?
      • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 12:13
        nie bralam slubu pod wplywem marichuany, zreszta on tez nie. Ja zreszta przez
        cale zycie zapalilam w sumie moze z 10 razy, a od kiedy zaszlam w ciaze wogole.
        Ja nie wiem jak to bylo u was na studiach. ale umnie wszyscy (oprocz
        zatwardzialych kujonow z ktorymi nikt nie rozmawail) imprezowali, pili i palili.
        I ja w swojej nainosci myslalam ze poprostu sie z tego wyrasta i przechodzi do
        kolejnego etapu- doroslego zycia, tak jak sie to stalo w moim przypadku. I
        odpowiadajac na twoje pytanie, tak mam do niego pretensje, bo kiedys trzeba
        dorosnac i to co przystoi nastolatkom, nie przystoi doroslemu mezczyznie. i
        pewnie mnie teraz zaatakujecie ze przeciez wiedzialam z kim sie wiaze. Ale
        przeciez same wiecie, ze jak sie w kim zakochasz to przynajmniej na samym
        poczatku wszystko wydaje sie takie cudowne i jestes calkiem zaslepiona.
        • ja1ja1 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 12:19
          mama_synka_2007 napisała:

          > nie bralam slubu pod wplywem marichuany, zreszta on tez nie. Ja zreszta przez
          > cale zycie zapalilam w sumie moze z 10 razy, a od kiedy zaszlam w ciaze wogole.
          > Ja nie wiem jak to bylo u was na studiach. ale umnie wszyscy (oprocz
          > zatwardzialych kujonow z ktorymi nikt nie rozmawail) imprezowali, pili i palili
          > .
          > I ja w swojej nainosci myslalam ze poprostu sie z tego wyrasta i przechodzi do
          > kolejnego etapu- doroslego zycia, tak jak sie to stalo w moim przypadku. I
          > odpowiadajac na twoje pytanie, tak mam do niego pretensje, bo kiedys trzeba
          > dorosnac i to co przystoi nastolatkom, nie przystoi doroslemu mezczyznie. i
          > pewnie mnie teraz zaatakujecie ze przeciez wiedzialam z kim sie wiaze. Ale
          > przeciez same wiecie, ze jak sie w kim zakochasz to przynajmniej na samym
          > poczatku wszystko wydaje sie takie cudowne i jestes calkiem zaslepiona.



          Moze nie potrafię zrozumieć...ale jak ja szukałam sobie faceta, to bardzo
          spodobał mi się mój obecny mąż, ale czekałam na info czy pali, bo jeśłi by
          palił to odpadł w pierwszej kolejnośći. Miłośc miłością, ale to były moje
          warunki. Nigdy palacza!
          Ja myślałam ze studencji sa na wyższym poziomie niż np wykształceni niżej. Żeby
          takie zainteresowania miec, imprezy, narkotyki.
          Wiesz co ja studiów nie skonczyłam (bo mi czasu brakowało i częsciowo kasy)
          alewydaje mi się że myślenie całkiem lepsze mam niż co niektórzy studenci. Nie
          powinniście mieć dziecka. Współczuje synkowi mamy i taty.
        • tosina Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 12:38
          A wasi rodzice wiedza ze ona ma tak powazny problem? Moze jesli Ty
          jests zbyt wygodna by byc rozsadna za was oboje to moze jego rodzice
          chca powalczyc o normalne jutro dla wnuka. Bo przeciez predzej czy
          pozniej sprawa sie wysypie.
          I co wtedy? Nie obawiasz sie o reakcje twoich rodzicow np. Ze
          odwroca sie od niego i wtedy nie bedzie tak"rodzinnie "jak by mialo
          byc?
    • gaja78 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 12:49
      Proste pytanie: czy czujesz się bardziej kochana niż marihuana ? Co jest dla
      męża najważniejsze ?

      Moglibyście ten czas, kiedy on jest zjarany, spędzać razem, prawda ? Moglibyście
      robić coś razem. Kochać się, być blisko. Ale nie możecie, bo ONA stoi między
      wami. Bo przez nią boisz się, wzbudza w tobie niechęć. Zabrała ci męża. Zostawił
      cię, odszedł od ciebie - dla niej. Zdradził cię, przestał dbać o waszą miłość.
      Woli być blisko z nią - nie z tobą. Krzywdzi cię, rani za każdym razem, gdy pali.

      Tak jest, prawda ?

      Ma swoją kochankę marihuanę. Ja tak to widzę. Przekazałabym mu to w jasny,
      zdecydowany sposób i dała wybór - ty albo ona. Jeśli wybierze ją - czas na
      rozpoczęcie rozmów o podziale majątku w związku z rozwodem.
      • gaja78 Dziecko 13.06.08, 13:00
        Przed dzieckiem nie ukryjesz swoich emocji. Jeszcze trochę i będzie widziało,
        jak ty się męczysz, jak przymykasz oczy, jak mąż cię oszukuje.
        Wiesz jaką naukę z tego wyniesie ? Że w życiu można oszukiwać bliską osobę, że
        nie ma z tego żadnych konsekwencji, że bliskość w związku to ściema, że zaufanie
        w związku to ściema. Że zasady można łamać i hamulce czasem puszczać.

        Będzie przechodziło różne etapy, naprzemiennie: niechęć do ojca za to, że trawa
        była ważniejsze, niechęć do ciebie, że się nie szanowałaś i że nim nie
        wstrząsnęłaś skutecznie. Jednocześnie - współczucie dla was obojga.

        I to współczucie będzie najgorsze. Bo jeśli wychowasz go na w miarę porządnego
        człowieka (w sensie nie odwróci się od was gdy nadejdzie dorosłość), to wasze
        relacje będą już zawsze oparte na współczuciu. Współczuciu uwierającym na każdym
        kroku, współczuciu stanowiącym rewelacyjny szantaż emocjonalny w dziecka głowie.
        Nie da sie skutecznie uwolnić od współczucia, zawsze będzie przekłamywało obraz
        rodzica w dziecięcych oczach. Zawsze będzie obecne.
        Ja naprawdę wiem co mówię. Przecież ojciec mnie bardzo kocha, zawsze kochał.
        Przecież troszczył się o mnie. Tak twierdzi moja matka. A ja wiem tylko tyle, że
        coś zawsze było ważniejsze ode mnie i od niej. A dla matki mam ogromne współczucie.

        Ty się weź kobieto zastanów, czy naprawdę chcesz, żeby dzieciak do końca życia
        czuł do ciebie przede wszystkim współczucie. I żal, że zabrakło ci odwagi, żeby
        pokazać mężowi, że dokonał wyboru - życie w samotności z marihuaną u boku.
        • mama_synka_2007 Re: Dziecko 13.06.08, 14:25
          troche mnie zmieszalyscie z blotem, ale bylo mi to potrzebne. nie mieszkam w
          Polsce i co chwile slysze infromacje typu : marihuana nie uzaleznia, jest to
          narkotyk grupy C( czyli nie taki grozny), posiadanie malej ilosci marihuany nie
          jest karalne, nawet na jednej z najpopularniejszych stron o uzaleznieniach jest
          napisane ze przy paleniu marihuuany wlasciwie nie potrzeba odwyku, ze ludzie
          sami sobie z tym radza. Czasem naprawde zaczynalam wierzyc ze sama sobie tworze
          problemy.
          a mojemu synkowi nie trzeba wsoplczuc, co kolwiek nie powiecie, wiem ze jestem
          dla niego dobra matka. Nie pozwole zeby narkotyki zniszczyly mu dziecinstwo.
          Napisalam tego posta bo wiem ze to juz ostatnie miesiace kiedy moge cokolwiek
          zrobic bo synek nadal nie wiele rozumie. Postawie meza przed wyborem albo
          zaczyna leczenie albo ja i synek wyjezdzamy do rodzicow i wracamy dopiero kiedy
          on bedzie gotowy byc prawdziwym mezem i ojcem. Dzieki za wszystkie odpowiedzi!
          • baszi Re: Dziecko 13.06.08, 14:33
            i tak trzymaj, czasem trzeba być tym "niedobrym", żeby potem było lepiej. to jak
            z wychowaniem dziecka, niekiedy musisz czegoś mu zabronić, będzie złe, obrażone,
            ale kiedyś zrozumie, że to było dobre i jeszcze będzie za to wdzięczne ( pomijam
            skrajności). jeśli mężowi na was zależy to podejmie właściwe decyzje i zrobi co
            będzie konieczne. ale pamiętaj, że ciebie też czeka dużo pracy i musisz znaleźć
            siły bo nikt nie mówi, że to będzie łatwe i przyjemne. powodzenia
      • mama_synka_2007 Re: marihuana niszczy mi rodzine 13.06.08, 14:26
        jak bys czytala mi w myslach...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka